21.07.09, 20:20
Co to jest luksus?
Gdzie kończy się zwyczajność, a zaczyna ucho igielne?

Pewna Osoba (dość majętna) zafundowała mi dobę w hotelu. Takim full
wypas, żebym ukoiła skołatane nerwy. Podeszłam do tego z rezerwą, bo
nie wiem, jak niby mają mnie ukoić wielkie posiłki i bąbelki w
basenie.
A ukoiły.
Nie załatwiły moich spraw ani nie rozwiązały problemów. Ale
sprawiły, że na chwilę zapomniałam, na moment nie myślałam. Nad
basenami był napis "miłego relaksu" - i tak, to był RELAKS. Pierwszy
raz zażywałam kąpieli morskiej w wannie, kąpieli z hydromasażem,
krystalicznej wody z wodospadem pod dachem, borowiny z bąbelkami...
No było fajnie, było. Potem pyszny obiadek ze szwedzkim bufetem -
brokułów do rozpukusmile
Czułam się jak bogacz.
Dla mnie to luksus, na jaki sama sobie nie mogę pozwolić. Ale
patrzyłam na inne osoby w hotelu - niektóre wyglądały jak ja! Tzn
bez sygnetów, ubrane zwyczajnie, z dziećmi jak moje... Czyli jednak
nie luksus? czyli normalna forma spędzania wakacji raz w roku?

Co jest luksusem? Czy to, dla czego trzeba wypruwać żyły pracując
cały rok? czy mamy prawo do takiego luksusu - tzn czy mamy prawo
wydawać pieniądze w ten sposób? czy to marnotrawstwo? Nie chodzi mi
o to, czy lubimy - bo każdy ma jakieś swoje preferencje, są formy
wypoczynku, które by mnie zmęczyły i nie skorzystałabym z nich nawet
za dopłatą. Ale załóżmy, że lubimy. Czy wolno?
Czy nie powinniśmy jednak zrobić sobie kąpieli z solą emską, a
pieniądze oddać na miejscowy Dom Opieki Społecznej?
Obserwuj wątek
    • verdana Re: luksus 21.07.09, 20:32
      Dla mnie luksus to coś całkowicie zbędnego, albo coś duzo powyżej
      możliwosci finansowych. Wypoczynek, ktory jest autentycznym
      wypoczynkiem raczej luksusem nie jest - chyba, ze cudzym kosztem.
      Moja tesciowa wielokrotnie zarzucala mi, ze wychowuje dzieci w
      luksusie, zabierając je na wakacje do domow wczasowych w "kurortach"
      (w tym roku FWP w zakopanym np), a nie do tanich kwater gdzieś na
      uboczu.
      nawet się przejęłam, nie powiem. Poki przyjaciółka-psycholog nie
      postawila mnie do pionu tlumaczac, ze dzieci wychowane w pokojach 5
      m. kw, o polamanych meblach NIE moga byc nijak wychowywane w
      luksusach. I ze wypoczynek, ktory nie jest przyjemnoscią nie jest
      wypoczynkiem - a bez wypoczynku to nikt dlugo nie pociągnie.
      Więc to raczej dobra inwestycja w siebie. Nie luksus.
      • dorotkak Re: luksus 21.07.09, 20:52
        Luksus sprawa względna
        początek lat dzięwięćdziesiątych, kemping na małej górskiej miejscowości,
        przypadkowo poznani Holendrzy zostali zaproszeni przez mojego tatę do nas na
        herbatę, dodatkwo ugoszczeni chlebem z serkiem topionym, gotowana kapustą i
        domową szarlotką (oczywiście nie wszystkim narazsmile)))) Mlaskaniom i zachwytom
        nie było końca - wsiosek ostetcznych owych Holendrów - jecie delicje, macie luksussmile
      • mamalgosia Re: luksus 21.07.09, 21:42
        verdana napisała:

        > Dla mnie luksus to coś całkowicie zbędnego, albo coś duzo powyżej
        > możliwosci finansowych.
        Czyli pewnie rzecz będzie w sprecyzowaniu, co jest na moją kieszeń,
        a co nie jest i czy to jest zbędne czy nie. No więc to trudne. Bo
        czy ksiązka jest zbędna? No zbędna. A że lubię... A czy na moją
        kieszeń? Jeżeli zarabiam powiedzmy 1300, to czy weekend za 600 jest
        na moją kieszeń? To są rzeczy chyba nie do określenia.
        Wiem, ze zawsze mam wyrzut sumienia gdy wydaję pieniądze na siebie -
        ale może to źle ukształtowane sumienie? A gdy jednak pieniędzmi
        poszastam i nie czuje wyrzutu sumienia, to dopiero mam wyrzut
        sumieniasmile)


        I ze wypoczynek, ktory nie jest przyjemnoscią nie jest
        > wypoczynkiem - a bez wypoczynku to nikt dlugo nie pociągnie.
        To na pewno. Ale może ta sól emska we własnej wannie powinna być dla
        mnie wystarczającym wypoczynkiem? Bo że coś innego jest fajne, to
        niewystarczający argument?


        > Więc to raczej dobra inwestycja w siebie. Nie luksus.
        No, akurat to była darowizna. Wyjątkowo trafiona jak się okazało
        • verdana Re: luksus 21.07.09, 21:49
          Zbędna jest rzecz (moim zdaniem oczywiscie), ktorą kupuje się
          jedynie dla posiadania, nie do użytku. Książka NIGDY nie jest
          zbędna, chyba ze kupujemy ksiązki na metry dla dekoracji pokoju..
          Dla mnie to co jest "na moja kieszeń" jest dosyc proste. Jesli nie
          musze sie na to zadłużyć (oczywiscie nie mowie tu np. o mieszkaniu),
          jesli moge pieniądze wydać nie skapiac potam na normalne zycie,
          jesli ktos inny nie odczuje z powodu braku tych pieniedzy braku
          czegos istotnego - to jest to na moją kieszeń.
          Przy wypoczynku i przyjemności nie ma slowo "powinno". jak coś nie
          jest prawdziwym wypoczynkiem i przyjemnoscią - to nie wmowimy sobie,
          ze jest. Próbowalam tak wyjeżdżajac jak najtaniej z malutkimi
          dziecmi - i do dziś pamiętam ten koszmar.
    • mamumilu Re: luksus 21.07.09, 20:57
      Ja myślę, że jak mogłabym dobrze wypocząć w innych warunkach, to taki hotel z
      bajerami to byłby luksus i miałabym wyrzuty sumienia, że wydałam pieniądze a
      mogłam na coś innego - też kiedyś taki prezent dostaliśmy i w życiu sama na to
      pieniędzy bym nie wydała.
      Z drugiej strony dla każdego co innego jest luksusem - np. jak jedziemy gdzieś -
      bez róznicy sami czy z dziećmi - to śpimy w hotelu a nie w schronisku czy
      hostelu. Dla niektórych wygląda to na luksus chociaż różnica w cenie jest w
      sumie nieduża jak wcześniej się rezerwuje. Można by też szukać znajomych czy
      pociotków, żeby gdzieś głowę przytulić i pieniadze zaoszczędzić, ale to nie
      wynikałoby raczej z chęci zaoszczędzenia na dobre uczynki. smile

      Oglądaliśmy kiedyś z dziećmi program o tym jak wyglada prywatne życie niektórych
      biznesmenów - ich super samochody, jachty za 5mln funtów itp. Nie lubię oglądac
      takich programów, bo trafia mnie własnie wtedy ta bezmyślność, to wydawanie
      pieniędzy na takie niepotrzebne zabawki. Dyskutowaliśmy na ten temat zawzięcie,
      bo mój mąż twierdzi, że jakby on miał tyle pieniędzy, to też by sobie taki jacht
      kupił. Zagotowałam się wtedy nieźle, bo po tylu latach małżeństwa miałam
      nadzieję, że znam go wink Dopiero po szczegółowych wyjaśnieniach ile studni można
      by za to wybudować lub w inny sposób pomóc ludziom w potrzebie, stwierdził, że
      może (!) i mam rację. Jego zdaniem bogaci ludzie i tak dają pieniądze na cele
      charytatywne, więc mają prawo kupowac sobie to, na co maja ochotę.
      Tak więc pojęcie "noramlności" to niestety w mniemianiu wielu ludzi rzecz
      względna sad
      • verdana Re: luksus 21.07.09, 21:05
        No, nie wiem. Jacht to nie jest "przejaw luksusu" tylko, ale także
        cos, na czym się zegluje, odpoczywa itd. Problem w tym, ze przyjęcie
        zasady, iz niezaleznie od zarobkow powinno sie życ na
        najwyżejsrednim poziomie, a resztę dac na cele charytatywne jest
        totalnie nierealne. Nie ukrywam, ze gdyby mi ktos powiedział, ze
        pieniędzy, ktore zarabiam na drugiej posadzie nie moge wydac
        częściowo na przyjemnosci, ale powinnam je rozdac - po prostu
        zrezygnowalabym z tej pracy.
        Jesli biznesmeni nie będa korzystać z zarobionych pieniedzy nie będa
        nakręcali gospodarki. Od nas tez nikt nie wymaga, abysmy zadowolili
        się chlebem z maslem, a pieniądze na szynke oddali tym, ktorych na
        nia nie stać.
      • mamalgosia Re: luksus 21.07.09, 21:50
        mamumilu napisała:

        > Ja myślę, że jak mogłabym dobrze wypocząć w innych warunkach, to
        taki hotel z
        > bajerami to byłby luksus i miałabym wyrzuty sumienia, że wydałam
        pieniądze a
        > mogłam na coś innego - też kiedyś taki prezent dostaliśmy i w
        życiu sama na to
        > pieniędzy bym nie wydała.
        No właśnei, ja podobnie. Ale czy to słuszne myślenie? Bo dlaczego
        wiecznie wypoczywać tak samo, skoro można inaczej? Więcej
        popracować, albo - o zgrozo - pozyczyć?


        > Z drugiej strony dla każdego co innego jest luksusem - np. jak
        jedziemy gdzieś
        > -
        > bez róznicy sami czy z dziećmi - to śpimy w hotelu a nie w
        schronisku czy
        > hostelu.
        To oczywiście. Ale może jest jakiś kanon - SPA to luksus i tyle na
        przykład.

        Dla niektórych wygląda to na luksus chociaż różnica w cenie jest w
        > sumie nieduża jak wcześniej się rezerwuje.
        A my rezerwujemy nawet gdy różnica w cenie jest duża. Bo wiem, że
        jak nie mam własnej łazienki, to nie odpoczywam tylko się męczę? Że
        odpada gotowanie na wczasach, tylko jemy w knajpkach - cyzli drożej?

        o Można by też szukać znajomych czy
        > pociotków, żeby gdzieś głowę przytulić i pieniadze zaoszczędzić,
        ale to nie
        > wynikałoby raczej z chęci zaoszczędzenia na dobre uczynki. smile
        A moze ze skąpstwa?


        >
        > Oglądaliśmy kiedyś z dziećmi program o tym jak wyglada prywatne
        życie niektóryc
        > h
        > biznesmenów - ich super samochody, jachty za 5mln funtów itp. Nie
        lubię oglądac
        > takich programów, bo trafia mnie własnie wtedy ta bezmyślność, to
        wydawanie
        > pieniędzy na takie niepotrzebne zabawki.
        Właśnie, właśnie. Ale tak w gruncie rzeczy to wszystko jest
        niepotrzebną zabawką. Pan Jezus mówił, że ani torby ani laski. A
        jeśli Ty i torbę i laskę, to dlaczego ktoś inny nie ma mieć jachtu?
        Coś w tym złego?


        Dyskutowaliśmy na ten temat zawzięcie,
        > bo mój mąż twierdzi, że jakby on miał tyle pieniędzy, to też by
        sobie taki jach
        > t
        > kupił.
        Nie lubię żeglować, ale coś podskórnie czuję, że myślę jak Twój mąż.
        A co do studni - to czy własnie mamy obowiązek je budować? Czy
        naprawdę nie można mieć tego jachtu? (zakładam, że pieniądze są
        zdobyte w sposób uczciwy). Jacht i 2 studnie, zamiast 10 studni? Bo
        właściwie dlaczego same studnie?




        > Tak więc pojęcie "noramlności" to niestety w mniemianiu wielu
        ludzi rzecz
        > względna sad
        Ale dlaczego "niestety"?
        • mamumilu Re: luksus 22.07.09, 16:12
          > jak
          > jedziemy gdzieś, to śpimy w hotelu a nie w
          > schronisku czy
          > > hostelu. Dla niektórych wygląda to na luksus chociaż różnica w cenie jest w
          > > sumie nieduża jak wcześniej się rezerwuje.
          > A my rezerwujemy nawet gdy różnica w cenie jest duża. Bo wiem, że
          > jak nie mam własnej łazienki, to nie odpoczywam tylko się męczę? Że
          > odpada gotowanie na wczasach, tylko jemy w knajpkach - cyzli drożej?

          Ale ja mówię tutaj o tym, że ludzie często nawet nie wiedzą jaka jest cena za
          hotel, bo od razu myślą, że to na pewno drogo.
          Ja zawsze rezerwuję wszytko z wyprzedzeniem, bo po co mam przepłacać - a
          łazienka i to odpowiednia jest podstawą smile - więc podarowuję sobie odrobinę
          luksusu wink))))
    • anik801 Re: luksus 21.07.09, 21:21
      Luksus-czyli dla każdego coś innegowink Czy mam luksus?Niby tak-
      dom,pełna lodówka,jakoś specjalnie sobie nie odmawiam przyjemności.Z
      drugiej strony-na swój użytek mam starego fiata cc,na wakacjach nie
      mieszkam w hotelu,spłacam mały kredyt(ale jednak kredyt).Człowiek
      ciągle chce więcej,chce żyć lepiej.Porównujemy sie do
      tych "bogatszych",że mają to czy tamto,a my nie.W takich chwilach
      myślę o tych co nie mają niczego.Jest mnóstwo rodzin żyjących w
      skandalicznych warunkach.Tak mogę powiedzieć śmiało-żyję w luksusie!
      A czy wolno nam korzysać z luksusu(z kasy).Jeśli zarobiliśmy ją
      uczciwie,to dlaczego nie moglibyśmy z tego skorzystać?W koncu
      człowiekowi też się coś od życia należy.Ja akurat nie pojechałabym
      do spa,ale kasę bym wydałanp.na kolejne akwariumwink Ktoś puknąłby się
      w głowę-ludzie nie mają co jeść,a Ty kupujesz kolejny baniak i
      wydajesz tyle kasy.To moje hobby,coś co daje mi radość.Wiem,że to
      zbytek,ale nie obchodzi mnie to.
      • mamalgosia kolejny baniak 21.07.09, 21:54
        No dobrze. Nie chodzi o to, co ludzie powiedzą, bo ludzie tu mają
        najmniej do rzeczy. Ale sama piszesz, że wiesz, że to zbytek. Czy
        więc - zdając sobie z tego sprawę, że to zbytek - mamy prawo na to
        się decydować? Bo jeżeli np martwię się, że wydaję na coś pieniądze,
        ale czuję, że jakoś tego potrzebuję, to jednak ten wyrzut sumienia
        jest mniejszy niż gdy tak otwarcie stweirdzam: "to zbytek". Czy jest
        to usprawiedliwiony wydatek?
        • verdana Re: kolejny baniak 21.07.09, 21:58
          Dla mnie zbytek to coś, bez czego moge się swobodnie obyć, a nigdy
          coś, czego naprawde potrzebuję. Nie wiem w ogole, czy o czyms
          potrzebnym można powiedzieć "zbytek", bo jak sama nazwa
          wskazuje "zbytek" to coś zbytecznego.
            • verdana Re: kolejny baniak 21.07.09, 22:15
              Moim zdaniem, jesli to moje pieniądze, zarobione uczciwie, jeśli
              nikt nie ucierpi na tym wydatku - to dlaczego nie mialabym prawa
              wydać? Rozumiem, że ideałem byloby te pieniądze rozdac - ale jak już
              pisalam - wtedy tych pieniedzy po prostu nie zarobię, bo mi się nie
              bedzie chciało.
              Przy czym "nikt nie ucierpi" jest dla mnie bardzo szerokim pojeciem.
              tzn. jesli wydaje na zbytki, a potem dzieci będa mnie utrzymywac na
              emeryturze - to nie mam prawa. Albo jesli wydaje, bo akurat mam, a
              potem okaże się, ze nie mam grosza oszczednosci na leczenie dziecka.
              • anik801 zbytek 22.07.09, 10:55
                Gdyby tak do tego podchodzić to w naszych domach jest
                mnóstwo "zbytków",Czy 15 lalka córki jest czymś potrzebnym?Czy
                kolejna para butów(bo nam się spodobały w sklepie)jest konieczna?Czy
                wstąpienie do restauracji(choć w domu jest obiad i pełna lodówa)jest
                ok?Mój dom jest pełen "zbytków".Nie zawsze w momencie zakupu zdajemy
                sobie sprawę,że wcale nam nie jest to potrzebne.Kolejne akwarium-
                zbytek,lecz jest to zbytek,który chciałabym miećwinkNa akwarium z
                osprzętem+ryby o którym marzę trzeba trochę wydać.Jasne,że można bez
                tego żyć,ale żyło by się milej gdyby to było.Czasem właśnie po to
                odkładasz lub dodatowo pracujesz żeby sobie właśnie na ten zbytek
                pozwolić.
                  • okri2 Re: A co z kulturą? 22.07.09, 11:19
                    Kultura jest duchową potrzebą, więc nie zbytkiem. Czasami ma działanie
                    terapeutyczne. Coś może zbywać w danym momencie, ale nie można chyba ogólnie
                    zbytkiem nazywać, czyli uprzedmiotowić.
                      • mamalgosia książki 22.07.09, 12:57
                        u mnie też stoją. Oprócz mnie czyta je jeszcze moja Przyjaciółka,
                        ale ogólnie się marnotrawią. Ale większość z nich taka, że żal mi
                        oddać np do biblioteki
                  • mamalgosia Re: A co z kulturą? 22.07.09, 12:56
                    a właśnie, bardzo dobre pytanie.
                    choć można powiedzieć, że korzyści z kultury choć niewymierne to
                    jednak są. Powiedzmy, że się rozwijam (przynajmniej tak sobie
                    wmawiamwink, dowiaduję czegoś itd. A ta dziesiąta lalka, czy kolejny
                    baniak...
                    Czy - trochę z mojego podwórka - kolejne leki...(dziś na Starszego
                    poszło lekką rączką w aptece 220 złsad(()
                    • atama Re: A co z kulturą? 22.07.09, 13:39
                      Nie no, z lekami to się chyba nie da dyskutować...
                      A korzyści to i dla SPA się znajdą, bo wypoczniesz, zdrowie tym
                      samym podreperujesz. No jakby nie patrzeć - warto! wink)
                      A dziesiąta lalka napędza gospodarkę i ktoś tam pracę dzięki temu ma
                      i swoje dzieci nakarmi...
                      • mamalgosia Re: A co z kulturą? 22.07.09, 13:42
                        atama napisała:

                        > Nie no, z lekami to się chyba nie da dyskutować...
                        > A korzyści to i dla SPA się znajdą, bo wypoczniesz, zdrowie tym
                        > samym podreperujesz. No jakby nie patrzeć - warto! wink)
                        Właśnie tak sobie myślałam: jakby płacić na SPA i na Msze za dusze
                        czyśccowe, to może nie trzeba by było na lekismile))


                        > A dziesiąta lalka napędza gospodarkę i ktoś tam pracę dzięki temu
                        ma
                        > i swoje dzieci nakarmi...
                        No, chyba, że będzie napędzała niewolnictwo w Chinachsad
                  • mamumilu Re: A co z kulturą? 22.07.09, 15:43
                    No nie - bez przesady - to co służy rozwojowi intelektulnemu, duchowemu czy
                    fizycznemu zbytkiem nie jest. W takim przypadku to w ogóle należałoby się cofnąć
                    do zaspokajania potrzeb stricte fizycznych.

                    Chyba jednak granicy luksusu ustalić się nie da, bo właśnie jest to całkiem co
                    innego w odczuciu nawet nie każdego człowika, rodziny ale często nawet
                    społeczności czy kultur.
                    Przytoczony przykład Holendrów - to akurat całkie mdobry przykład, bo dla nich
                    podejmowanie ludzi czymś więcej niż herbatką to już luksus, ale za to wielu z
                    nich skłonnych jest do pomocy innym. Ciężko im zrozumieć, że w Polsce to byłby
                    wstyd przyjąć kogoś tylko hernbatą czy kawą - mówię o większości społeczeństwa.
                    • verdana Re: A co z kulturą? 22.07.09, 15:49
                      na któryms forum spotkalam się z miażdżącą krytyka, gdy napisalam,z
                      żezamowilam na raz synowi 7 czy 8 książek z jego ukochanej,
                      popularno-naukowej serii. Że jest to demoralizowanie dziecka, ze
                      fakt, iz chce te ksiązki przeczytać nie jest powodem, aby je
                      kupować - można kupic jedną, a resztę później, a najlepiej pozyczyć,
                      bo uczę syna materializmu i żadzy posiadania.
                      Czyli część osob uznaje jednak kulturę za taki sam luksus jak każdą
                      inną rzecz.
                      • mamalgosia Re: A co z kulturą? 22.07.09, 19:53
                        No, dla mnie zakup naraz 8 książek jednak byłby bardzo bolesny i
                        chyba nie do pzreskoczenia. natomiast uważam przeciwnie, takie
                        podejście bynajmniej nie uczy materializmu, wręcz przeciwnie
                      • mamumilu Re: A co z kulturą? 22.07.09, 20:00
                        no i kolejny dowód na różne pojęcia luksusu - ale dzięki temu wiem, że opływamy
                        w luksusy smile
                        chociaż akurat nie rozumiem jak książki można traktowac jako luksus - ale to
                        pewnie mój świr wink
                        • verdana Re: A co z kulturą? 22.07.09, 20:25
                          Mozna - ja zbieram XIX wieczne i wczesno XX-wieczne ksiązki o
                          wychowaniu, powinnosciach kobiet, zasadach dobrego wychowania - i to
                          jest luksus. Anstrahując od tego, ze XIX wieczna ksiązka w
                          antykwariacie jest tansza od przecietnego romansidla w empiku.
                          • anik801 Re: A co z kulturą? 22.07.09, 21:43
                            Ja też kupuję hurtowowink Kupuję sporo przez internet-skoro już płacę
                            za przesyłkę to od razu kilka sztuk biorę.Moje dziecko też ma sporo
                            książek.Ostatnio też bywam w antykwariacie jak jadę do mamy(można
                            tanio kupić fajne książki).
            • mamumilu Re: kolejny baniak 22.07.09, 15:37
              każdy decyduje sam czy ma prawo - bo jak ktos myśli, że nie ma prawa, to chyba
              coś z nim nie tak - w końcu człowiek dostał wolną wolę smile
              Niektórzy korzystają z tej woli tak, że zaspokojają każdą zachciankę a niektórzy
              właśnie kątem po znajomych się na wakacjach tułają ( nie chciałam tego nazywać
              po imieniu, bo wiem, że czasem ludzie inaczej nie mogą, chociaż ja wtedy bym
              pojechała prędzej pod namiot)
    • nati1011 Re: luksus 21.07.09, 21:33
      Ja jestem minimalista i z pewnością w Niebie (mam nadzieję) odpowiem
      za grzech braku radości z życia wink

      Staram się nie wydawać pieniedzy tam gdzie to nie konieczne. Choć
      nie oznacza to, że kupuję to co najtańsze. Raczej nie zdecydowałabym
      sie na wczasy całą rodziną w luskusowym hotelu. Uważam, ze
      przekracza to nasze mozliwości finansowe. Wolę już skromniejsze
      warunki ale dłużej lub cześciej. I tak wyjazd naszej 4 na 8-10 dni
      to przynajmniej 3-4 tysiace zł. I mówimy o pensjonacie z wyżywieniem
      a nie hotelu. ALe tak sczerze móiąc to chętnie pojechałabym z mężem
      na taki weekend do SPA. smile)

      Czy mozna? Myślę że można o ile pamętamy o innych. Jeżeli w ciagu
      roku pamiętamy o potrzebujących to nie widze powodu do wyrzutów
      sumienia z powodu urlopu. Czy odrobiny luksusu.

      A przecież luksusem moze być nawet łazienka czy czysta woda z
      kranu. sad
      • verdana Re: luksus 21.07.09, 21:41
        Nati, nie sadzilam, że ktoś tak trafnie opisze to, co mnie gnębi od
        pewnego czasu. Bardzo dobrze jest nie pragnąć zbyt wiele rzeczy
        materialnych - ale w chwili, gdy nie mam ochotu juz NIC mieć, gdy
        naroznik na ktorym spie zjadł w polowei pare lat temu pies, gdy rok
        zajmuje mi zdecydowanie się na kupienie sobie zwyklego odtwarzacza
        mp3, bo "wlasciwie po co mi?" - to przestaje być cnotą.
        A dla mojej mamy (osoby zamoznej)najwiekszym luksusem jest możliwość
        obrania kartofli i wyrzucenia obierek. Mowi,że ile razy wrzuca
        obierki do kosza, czuje się bogata i szczęśliwa. Że nie jest głodna.
        • mamalgosia Re: luksus 21.07.09, 21:56
          Kiedyś już poruszałam temat wyrzucanej żywności. Strasznei mnie to
          boli - u mnie w domu codziennie idą do kosza resztki obiadu,
          nadgryzione bułki, kawałki jakiejś kiełbasysad(
          • verdana Re: luksus 21.07.09, 22:01
            IMO lepiej do kosza, niz do żołądka. lepsze zmarnowanie jedzenia,
            niż człowieka.
            Aby lepiej wyjasnić sprawe - dla mojej mamy wyrzucanie obierek jest
            symbolem luksusu po dwoch latach w obozie koncentracyjnym. jak
            twierdzi wtedy sama mysl o wyrzuceniu skorki od kartofla wydalaby
            się jej czyms absurdalny, Więc teraz wyrzuca i czuje się bogata.
            • mamalgosia Re: luksus 21.07.09, 22:04
              Alez verdano, domyśliłam się, że Twoja Mama ma ciężkie przeżycia z
              przeszłości. Nie podejrzewałam jej o rozrzutność.
              I ja właśnie w tym samym kontekście. czy mam prawo wyrzucać
              jedzenie, gdy tylu ludzi głoduje
              • verdana Re: luksus 21.07.09, 22:06
                Nie masz. o ile możesz te resztki żywności przekazać głodującym.
                Jesli zas nie mozesz, a mozesz jedynie zjeść je, choc nikomu to na
                zdrowie nie wyjdzie - to glodujacym nie pomozesz.
              • atama Re: luksus 22.07.09, 08:53
                U nas też się wyrzuca i okropnie mnie to boli. Zwyczajnie nie sposób
                ucelować ile dzieci zjedzą. Najczęściej zostawiają, ale jak się
                zdarzy nie domierzyć, to... wink
                Nierównowaga gospodarcza to jedno. My wyrzucamy jedzenie, a gdzieś
                tam ludzie cierpią głód.
                Druga sprawa to rabunkowa gospodarka. Gigantyczne plantacje kosztem
                lasów, żeby wyżywić miliony ludzi. Ogromne hodowle bydła, żeby było
                co jeść... Wszystko sztucznie napędzane, żeby szybciej rosło, bo
                ludzie chcą jeść... Dla uzyskania 1 kg wołowiny trzeba zużyć setek
                litrów wody!!! Wiadomo, że wody coraz bardziej nam brakuje... Itd.
                itd. a ja to jedzenie wyrzucam... Niegospodarność w tym względzie
                coraz bardziej mnie boli.
                Jasne, że swojej niedojedzonej porcji nie przekażę głodnemu
                Koreańczykowi, ale mogę zracjonalizować swoje zapotrzebowanie...
                Przynajmniej tyle.
    • mama_kasia Re: luksus 21.07.09, 22:13
      Nie mogłam się oprzeć przy tej okazji, żeby nie zacytować smile

      "Bogatym na tym świecie nakazuj, by nie byli wyniośli, nie
      pokładali nadziei w niepewności bogactwa, lecz w Bogu, który
      nam wszystkiego obficie udziela do używania, niech czynią
      dobrze, bogacą się w dobre czyny, niech będą hojni,
      uspołecznieni, odkładając do skarbca dla siebie samych
      dobrą podstawę na przyszłość, aby osiągnęli prawdziwe
      życie." 1Tm 6,17-19

      ---------
      • nati1011 Re: luksus 21.07.09, 22:28
        posiadać tak jakbyśmy nie posiadali... Z drugiej strony Jezus zaczął
        od cudu w Kanie, na weselu. Gani też Judasza za uwagi pod adresem
        Marii Magdaleny, która wylewa na Niego drogocenny olejek. Wiec nie
        tylko głodnych nakarmić, ale i radować sie.

        Moja oszczedność niebezpiecznie zbliza się do skąpstwa. Brak mi
        zaufania, jest ciagle strach, ze kiedyś moze braknać, ze trzeba
        zbierać na czarna godzine... Nie potrafie tak do końca zaufać wink

        Każdy wybór oznacza rezygnację z czegoś innego. Mój maż ma bardzo
        lekką rękę do pieniedzy. Gdyby nie mały fortel pewnie do dziś
        mieszkalibyśmy w kawalerce. Na tym tle są miedzy nami tarcia. Trochę
        zazdroszcze mu takiej szczerej postawy, ze nie ma sensu martwić sie
        na zapas.
        • mamalgosia Re: luksus 22.07.09, 08:04
          Coś z oszczędności trzeba mieć. Albo przynajmniej jakieś rozsądne
          limity na kontach. Nie wiem, czy na życie, ale na jakąś wyjątkową
          sytuację - np w tym roku w moja choroba pochłonęła własnie takie
          zapasy
      • mamalgosia Re: luksus 22.07.09, 07:59
        Czyli priorytety, tak? Nie wydasz na bąbelki, bo domek, prawda?

        Ja też nie wydałam swoich pieniędzy, ale powiem Ci, że tak mi ten
        luksus uderzył do głowy, że myślę o jakichś korepetycjach, co by
        jednak w jakiś ponury listopadowy weekend móc się nim na nowo
        nacieszyć. A np spłacamy dwa kredyty
        • atama Re: luksus 22.07.09, 09:05
          Dla mnie sztuką jest umieć się potem z tego cieszyć smile))
          Pojechać do takiego SPA za swoje pieniądze, korzystać i się z tego
          cieszyć - tego Ci z całego serca życzę! smile)
          Ja zdecydowanie przeginam w drugą stronę. Szukając kwatery na
          wakacje, oferty sortuję po cenie. Wychodzę z założenia, że poradzę
          sobie w najbardziej spartańskich warunkach. Traktuję to potem jako
          pewnego rodzaju osiągnięcie nawet. Satysfakcja, że potrafię się obyć
          bez bieżącej wody, światła za jednym pstryknięciem itd.
          Potem wracam do domu i mam LUKSUS! Po miesiącu biwakowania na
          Syberii, pączki na wiejskim targu były rarytasem z *****
          restauracji, a moja łazienka skończonym burżujstwem. smile)))
          I lubię sobie tak czasem odświeżyc perspektywę. Doceniam bardziej
          to, co mam.
          Czy wypoczywam w trudnych warunkach? Tak smile Chyba lubię zmaganie się
          z naturą i samą sobą smile))
          Co nie zmienia faktu, że gdyby ktoś mi podarował weekend w SPA to z
          przyjemnością i wdzięcznością bym skorzystała smile))
          I chciałabym umieć wydać na to nasze pieniądze... hmm...
    • ula27121 Re: luksus 22.07.09, 10:31
      Mnie się wydaje, że w naszym życiu nie chodzi o to , żeby z luksu nie korzystać,
      a to żeby się do niego nie przywiązywać.
      Jak jeszcze byliśmy we wspólnocie, to tam jeden z księży mówił, że Bóg chce dla
      nas jak najlepiej. Że chce abyśmy mieli dobre samochody i ładne domy. Ale chce
      też być w naszym życiu na pierwszym miejscu.

      Cytat przytoczony przez mamę_kasie jest moim zdaniem bardzo trafiony.

      Dla mnie najważniejszy jest dystans do tego co mam i pilnowanie żeby posiadanie
      nie stało się dla mnie zbyt ważne.
        • sunday Re: Bóg na pierwszym miejscu 22.07.09, 13:54
          > Ale już "kto kocha bardziej syna czy córkę niż Mnie..."
          > stanowi dla mnie poważny problem

          Mam wrażenie, że tutaj "kocha" oznacza fałszywą miłość, zaborczą, ograniczającą.
          Inaczej trudno by było zrozumieć to zdanie - w końcu skoro On jest miłością, to
          też tą do dzieci.
    • sunday Re: luksus 22.07.09, 11:16
      Każdy z nas żyje w luksusie niewyobrażalnym dla, lekko licząc, połowy ludzi na
      świecie. Mamy przecież dach nad głową, mamy jedzenie i wodę, by dać dzieciom. No
      i nie ma wojny, a dzieci nam na ulicy byle przechodzeń nie zabije. A dla,
      powiedzmy, 5% ludzi na świecie gnieździmy się w zatęchłych norach. Co innego
      będzie luksusem i zbytkiem dla jednych, co innego dla drugich.
    • madziaq Re: luksus 22.07.09, 11:37
      Kiedyś zakładałam podobny wątek, próbując dojść do tego, gdzie zaczyna się
      "nieprzywoitość" w gospodarowaniu swoim majątkiem wink Nie mam teraz czasu szukać,
      ale do żadnych mądrych wniosków nie doszliśmy wtedy, to pamiętam wink

      Osobiście uważam, że własne uczciwie zarobione pieniądze każdy może wykorzystać
      wedle uznania i nikomu nic do tego. I nawet jeśli ktoś nie zarabia wiele, ale
      np. ma marzenie, by z jakiejś tam okazji spędzić weekend w ekskluzywnym spa,
      odmawia sobie przez pewnien czas innych rzeczy, by oszczędzić na ten wyjazd, a
      potem pławi się w bąbelkach, to też jest w porządku, choć tak naprawdę taka
      atrakcja była poza jego możliwościami i musiał się wyrzekać innych rzeczy, żeby
      ją sobie zafundować i prawdopodobnie więcej tam nie pojedzie, przynajmniej przez
      dłuższy czas. Może nie jest to szczyt rozsądku, ale jeśli ktoś chce przeżyć coś
      takiego i sprawi mu to radość to moim zdaniem nie jest problem.

      Z drugiej strony widziałam ostatnio w sklepie obrożę dla psa z kryształkami
      Svarowskiego za około 400 zł. Smiem twierdzić, że psu nie robi to różnicy tongue_out I
      coś się we mnie burzy na myśl o wydaniu takiej kasy na taką duperelę, nawet
      własnej i uczciwie zarobionej.

      A co do wyrzucania jedzenia - staram się nie wyrzucać. Planuję posiłki z
      wyprzedzeniem, kombinuję tak, żeby resztki w razie czego zamrozić. Ale też nie
      cierpię jakoś strasznie, kiedy muszę coś wyrzucić. Uważam, podobnie jak Verdana,
      że lepiej wyrzucić te dwie łyżki kartofli niż wmuszać w siebie na siłę, lepiej
      wyrzucić kiełbasę sprzed tygodnia niż ją zjeść i odchorować... Zdarza się
      czasem, że gdzieś mi "zaginie" w lodówce pół kubeczka jogurtu a po odnalezieniu
      definitywnie już jest niejadalne. No trudno. Mam natomiast alergię na tekst "ty
      nie chcesz kotleta (zazwyczaj co najmniej drugiego) a dzieci w Etiopii głodują"
      Otóż to, że je zjem 3 kotlety, które ktoś mi na siłę wciśnie, w żaden sposób
      dzieciom w Etiopii nie pomoże...
      • mamalgosia Re: luksus 22.07.09, 13:04
        madziaq napisała:


        > ale do żadnych mądrych wniosków nie doszliśmy wtedy, to pamiętam wink
        chyba nie tylko wtedysmile
        >
        > Osobiście uważam, że własne uczciwie zarobione pieniądze każdy
        może wykorzystać
        > wedle uznania i nikomu nic do tego.
        Nie, nie chodzi mi o to, co komu do tego. Tylko co na to moje
        sumienie


        >
        > Z drugiej strony widziałam ostatnio w sklepie obrożę dla psa z
        kryształkami
        > Svarowskiego za około 400 zł. Smiem twierdzić, że psu nie robi to
        różnicy tongue_out
        Psu nie. A myślisz, że niemowlakowi robi różnicę w jak wypasionym
        wózku jedzie, albo na jak drogie ciuszki ulewa?



        > A co do wyrzucania jedzenia - staram się nie wyrzucać. Planuję
        posiłki z
        > wyprzedzeniem, kombinuję tak, żeby resztki w razie czego zamrozić.
        No jasne, że porcji nie wyrzucam. Ale tu kawałek mięsa, tu resztka
        kiełbasy (ugryziona) - to nie są rzeczy, które się zamraża. Idealnym
        wyjściem byłoby jakieś tuczne zwierzę
        • madziaq Re: luksus 22.07.09, 13:39
          Nie, myślę, że niemowlakowi tez wszystko jedno wink Dlatego też jakoś mi nie
          pasuje wydawanie np 200 zł na śpioszki, z których dziecko wyrośnie po miesiącu.
          Ale też nie wydaje mi się, żeby było sensownie kupowac śpioszki, które po
          pierwszym praniu się rozlecą, bo ciuchy niemowlaka zapewne trzeba prać często wink
          I własnie mam problem z tym, gdzie jest granica pomiędzy sensownym inwestowaniem
          w jakość (co się oczywiście wiąże z wyższą ceną) a bezsensownym snobizmem, kiedy
          płaci się tylko za markę tudziez kryształki, złotą nitkę itp wink
            • ula27121 Re: luksus 22.07.09, 15:14
              mamalgosia napisała:

              > Czyli wychodzi na to, że kolejny mój wątek jest pytaniem o granicę

              Granicy dla wszystkich nie można wyznaczyć. Każdy sam wyznacza. Nie zwracam
              uwagi na to czy ktoś nazwie mnie snobką. Każdy zna swoją sytuację, potrzeby. Wie
              ile dobrego dana rzecz materialna wnosi w jego życie, wie co nim kieruje kupując
              to czy tamto, otaczając się luksusem lub nie.
          • verdana Re: luksus 22.07.09, 14:15
            To mi cos przypomniało. pare tygodni temu moj 14-latek wrocił
            zbulwersowany ze spaceru z dziadkiem. dziadek chciał kupic mu
            kurtkę, weszli do sklepu i moj ojciec zaproponował memu synowi, aby
            zmierzył "taką ladną kurtkę". Kurtka ladna byla, fakt, ale
            kosztowala ponad 400 zl. Syn z niemalym trudem wynegocjowal taka za
            200 zl, a i tak uznał, ze to niejakie szalenstwo. Tymczasem moj
            ojciec nie rozumial, dlaczego wnuk nie chciał kurtki, ktora przeciez
            byla w zupelnie przyzwoitej cenie...
            Czyli pojecie "luksusu" zalezy w duzym stopniu od dochodow. I mysle,
            ze jesli ktos kupuje obrożę dla psa za 400 zł, albo śpioszki za 200,
            w ogóle nie odczuwajac zaplaconej sumy - to po prostu kupuje rzecz,
            która mu się podoba. Nie luksusową. Luksus to jest cos choc
            trochę "powyżej" tego, co zazwyczaj się wydaje.
            I jeszcze jedna refleksa - myslę, ze wszyscy (ja na pewno) mam
            tendencje do oceniania jako "luksusowe" tego co wydaje mi sie
            kompletnie zbędne, czego nie lubię. Tak więc wydanie jakiejkolwiek
            kasy na SPA dla mnie jest luksusem, bo jestem skłonna wydac nawet
            pół pensji, aby nikt do SPA nie kazał mi jechaćsmile Wydanie 200 zł na
            zimowe buty jest dla mnie bezsensownym luksusem, natomiast wydanie
            po 400 zł na buty do chodzenia po górach - sensownym wydatkiem. I
            dopiero, gdy się zastanowię, moge zrozumiec, ze dla kogos moze byc
            calkiem odwrotnie.
            • luccio1 Re: luksus 22.07.09, 18:05
              verdana napisała:
              > Wydanie 200 zł na
              > zimowe buty jest dla mnie bezsensownym luksusem...

              Jest rzeczą jak najbardziej sensowną - jeśli noga już nie rośnie, a buty mają
              szansę przetrzymać 4-5 zim (z ewentualnymi drobnymi naprawami).
            • mama_kasia Re: luksus 22.07.09, 18:58
              Wydanie 200 zł na
              > zimowe buty jest dla mnie bezsensownym luksusem, natomiast wydanie
              > po 400 zł na buty do chodzenia po górach - sensownym wydatkiem.

              A można mieć takie buty do chodzenia po górach (za 300-400zł),
              które jednocześnie są butami na zimę i w dodatku wytrzymują
              jakieś 8 lat wink))) Wypróbowane wink
            • magdalaena1977 Re: luksus 22.07.09, 21:15
              verdana napisała:
              > Wydanie 200 zł na zimowe buty jest dla mnie bezsensownym luksusem,
              natomiast wydanie
              Dla mnie 200 zł za zimowe buty to albo wyprzedaż albo niska jakość (np.
              Deichmann czy CCC - szybko się zniszczą, marnie wyglądają).
              Przeciętne kozaki, jakie kupuję kosztują ok. 400 zł. I dla mnie jest to taki
              standard, w końcu Ryłko to normalna firma, żaden luksus. A kozaki zawsze są
              droższe od pantofelków, bo potrzeba na nie więcej skóry.
              Luksus to byłyby sandałki od Manohlo Blanika za 3000 zł wink
              Bo niebotycznie drogie, bez proporcjonalności jakości do ceny, można mieć dobre
              taniej.

              Ale może gdybym zarabiała jako członek zarządu banku 40.000 zł netto
              miesięcznie, to takie 3000 zł byłoby do przyjęcia ? Może w ogóle miałabym szansę
              na spróbowanie tych naprawdę luksusowych marek ?
              Tak jak teraz mogę powiedzieć, że wolę walizkę Conin od noname z marketu, a w
              ogóle to może opłacałoby się kupić Samsonite z ekonomicznej linii. Ale nie mam
              porównania czy może Louis Vuitton naprawdę jest o tyle lepszy od Samsonite co
              droższy ?
              • verdana Re: luksus 22.07.09, 21:26
                No widzisz. A ja do Ryłko w ogole nie wchodzę(to dla mnie własnie
                luksus...), a buty z satyfakcją kupilam za 98 zł- przezyly jeden
                sezon i zapowiadaja się na drugi. calkiem ladne nawet, biorac pod
                uwage, ze corka natychmiast kupila sobie identyczne.
                Bo dla mnie kasa na ubranie to kazsa w części wyrzucona - nie zalezy
                mi. Kasa na meble to kasa wyrzucona w całości. Ale wymiana komputera
                na nowszy, bo gry juz nie wchodzą - o, to jest dla mnie
                nieluksusowy, konieczny niemal wydateksmileAlbo kawa w niebotycznie
                drogiej Coffee Heaven.
                Czyli się sprawdza - jak nam na czymś nie zalezy, to jesteśmy w
                stanie postrzegac "normalne" wydatki jako rozpasaniesmile
                • magdalaena1977 Re: luksus 22.07.09, 21:32
                  verdana napisała:

                  > a buty z satyfakcją kupilam za 98 zł- przezyly jeden
                  > sezon i zapowiadaja się na drugi.
                  Jakiej firmy ?
                  U mnie Ryłko przeważnie wytrzymuje dwa sezony, a i to nie zawsze, bo strasznie
                  szybko niszczę buty.

                  > Czyli się sprawdza - jak nam na czymś nie zalezy, to jesteśmy w
                  > stanie postrzegac "normalne" wydatki jako rozpasaniesmile
                  A ja mam w domu tanie kino domowe z Tesco marki Thomson i jedynie co mi w nim
                  przeszkadza, to kabelki łączące głośniki odtwarzaczem. Jakość dźwięku jest
                  absolutnie ok.
                • atama Re: luksus 23.07.09, 07:48
                  > Czyli się sprawdza - jak nam na czymś nie zalezy, to jesteśmy w
                  > stanie postrzegac "normalne" wydatki jako rozpasaniesmile

                  Dla mnie wcale luksusem nie jest coś na czym mi nie zależy. Ani
                  rozpasaniem. Ktoś ma taką potrzebę, to sobie to kino domowe kupuje
                  takie czy siakie. Ja nie potrzebuję, ale to dla mnie luksusem nie
                  jest.
                  Luksusem jest dla mnie coś co lubię, a najtańsze nie jest. Gdy nie
                  wybieram tańszego odpowiednika tylko wypasioną (w moim odczuciu)
                  wersję w cenie x3.
                  Takie Coffee Heaven to dla Ciebie namiastka luksusu, czy nie?
                  • verdana Re: luksus 23.07.09, 09:15
                    Nie. Absolutnie nie. Coffee Haven to po prostu cos, co lubię, więc
                    nie żal mi na to pieniedzy i nie postrzegam tego w kategoriach
                    luksusu - tylko sadze, ze inni mogliby uznać, ze takie wydawanie
                    pieniedzy jest luksusem.
                    • madziaq Coffee Heaven :) 23.07.09, 10:23
                      Tak mi się przypomniało... Za czasów licealno-studenckich, kiedy swoje wydatki
                      pokrywałam z kieszonkowego tudzież drobnych i nieregularnych dochodów za
                      korepetycje itp. kawa w cofee heaven za powiedzmy 12 zł to był dla mnie taaaaaki
                      wypas wink zwłaszcza, że kawa naprawdę dobra, a ja od wieku mniej więcej 15 lat
                      kawoholiczką jestem smile Teraz mam niezłą pracę, dzięki Bogu niczego nam nie
                      brakuje, do Coffee Heaven chodzę średnio raz lub dwa w tygodniu celem zabicia
                      czasu i przegryzienia czegoś, kiedy mam jeszcze coś do załatwienia wieczorem po
                      pracy, a nie opłaca mi się jechać do domu. Uważam to za coś normalnego, wcale
                      nie luksus - ot po prostu, trzeba coś zjeśc i wypić a bardziej ufam jakości
                      kanapek z Coffee Heaven niż z McDonalda, o walorach smakowych nie wspominając.
                      Najlepszy dowód, jak bardzo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia smile
                        • magdalaena1977 Re: Coffee Heaven :) 23.07.09, 11:31
                          atama napisała:

                          > Nie chadzam do Coffee Heaven, ale z filmów kojarzy mi się z
                          > plastikowymi/papierowymi kubkami. Tak jest w tym luksusie
                          > rzeczywiście???
                          W niektórych zaczęli wprowadzać fajansowe (?) filiżanki i kubki.

                          Dla mnie CH to standard, a cena jest w zasadzie wszędzie taka same. Wiem, że
                          płacę nie tylko za kawę, za dobry ekspres i pracę barristy, ale przede wszystkim
                          za możliwość siedzenia w ładnej kafejce w dobrym miejscu.
                          Tańsza dobra kawa z ekspresu jest McDonaldzie, ale sprzedają ją tylko w
                          papierowych kubkach.
              • madziaq Re: luksus 23.07.09, 10:15
                Jak to ludzie się pięknie różnią. Ja np kupuję ciuchy i buty wybitnie
                nieluksusowe (no może nie z linii Tesco Korzystny Zakup, ale raczej z niższej
                niż wyższej półki cenowej) i nie dlatego, że na droższe mnie nie stać (może nie
                od Versace, ale na Ryłko mogłabym się zrujnować) tylko dlatego, że lubię często
                zmieniać i nic mi po butach, które przetrwają 10 lat, bo ja maksymalnie po dwóch
                nie będe już ich nosić, bo moda się zmieni albo mi się znudzą wink Wyjątek -
                właśnie buty "do gór". W te inwestuję raz na parę lat dobre kilkaset złotych i
                nie szkoda mi wcale smile Na naprawdę dobrą zimową kurtkę nadającą się też na narty
                również nie żałuję pieniędzy, więc akurat 400 zł za kurtkę jest dla mnie całkiem
                do przeżycia, choć może nie dla czternastolatka, na którego pewnie za rok kurtka
                będzie już za mała...
                • magdalaena1977 Re: luksus 23.07.09, 11:28
                  madziaq napisała:

                  > lubię często zmieniać i nic mi po butach, które przetrwają 10 lat,
                  > bo ja maksymalnie po dwóch nie będe już ich nosić, bo moda się
                  > zmieni albo mi się znudzą wink
                  Już od dawna zastanawiałam się, jak to jest, bo u mnie takie Ryłki żyją
                  przeważnie dwa sezony, a potem ściera się skóra, odpada obcas, wypacza przód ...

                  Może jak ktoś ma więcej butów, to mniej je nosi i mniej zużywa ?
                  Ja też mam sandałki na megaobcasie, które kupiłam sześć lat temu na ślub kolegi.
                  Wyglądają prawie jak nowe, bo obcasy są zbyt wysokie jak na zwykłe wyjście.
        • verdana Re: luksus 22.07.09, 13:48
          A wrzucenie kiełbasy w Mopsa jest OK? bardzo dobrze się sprawdza
          jako kosz na odpadki.
          mam nadzieję, ze na forum nie ma weterynarzasmile
    • anik801 a co z hobby? 22.07.09, 17:53
      Czy zaliczamy to do czegoś zbędnego?Czy jeśli dziecko coś
      kolekcjonuje to powiemy nie,bo ma za dużo?Moim hobby jest
      akwarystyka i ogród.Oczywiście nie muszę kupować kolejnego
      iglaka,ale...Może jednak czemuś to służy?Miło jest posiedzieć w
      pięknym ogrodzie,patrzeć na ładne rośliny.Fajnie popatrzeć na
      kawałek podwodnego świata za szybką.W jednym akwarium mogę mieć
      tylko jeden biotop,dlatego chciałabym mieć kolejne by móc mieć inny.
      Jasne,że mogłabym żyć bez żadnego akwarium i bez roślin przed domem.
      Tylko,że moim zdaniem powinno się rozwijać swoje
      zainteresowania.Moja córka lubi jeździć konno.Nie jest to tanie
      hobby.jasne,że nie musi tego robić.Jednak skoro jest taka
      możliwość,dlaczego nie korzystać?Gdy chodziłam do podstawówki miałam
      3akwaria,jeździłam konno,jeździłam na nartach(może nawet miałam
      więcej niż koleżanki).Oczywiście mozna bez tego żyć,ale chyba po to
      również pracujemy żeby część pieniędzy wydać na t wszelkie "zbytki".
      Gdyby tak nie było,to posyłalibyśmy część kasy na biednych,a w
      wakacje pomagalibyśmy jako wolontariusze.A kto z Was pomaga?Kto
      oddaje część kasy?Są tu takie osoby,które naprawdę rezygnują z
      czegoś żeby dać innym?
    • magdalaena1977 Re: luksus 22.07.09, 21:28
      mamalgosia napisała:

      > Pewna Osoba (dość majętna) zafundowała mi dobę w hotelu. Takim full
      > wypas, żebym ukoiła skołatane nerwy.

      Wiem, o co Ci chodzi, bo ja ostatnio byłam na szkoleniu (ze środków UE) w takim
      hotelu 4* - wszędzie marmury, złocenia i stiuki . Każdy z nas mieszkał sam w
      pokoju wielkości mojego salonu, miał sporą łazienkę. Na stołówce było
      kilkanaście potraw do wyboru. Spa nie było, ale lada dzień mają otworzyć.
      W zasadzie wszyscy czuliśmy się trochę nieswojo, bo nasze zarobki nie starczają
      na wakacje na tym poziomie, a wcześniejsze szkolenia odbywały się w lekko
      zapyziałych ośrodkach wczasowych (w marcu protestowaliśmy, bo ze względu na
      kryzys, na śniadanie była jedna torebka herbaty na łebek, rok temu miałyśmy
      jedną łazienkę na 5 pań).
      Niby ten luksus był trochę w złym guście (herbata w torebkach, gipsowe posągi),
      ale jednak dużo przyjemniej wrócić po zajęciach do ładnego pokoju, zostać tam
      sama, mieć gdzie postawić swoje bagaże ...
    • otryt Jaka intencja nami kieruje? 23.07.09, 09:37
      mamalgosia napisała:

      >Co to jest luksus?

      Ktoś napisał, że był już taki wątek, który nic nie wniósł. Wiadomo,
      ludzie różnią się potrzebami. To prawda aż nadto oczywista. Jedni
      będą uzasadniać, że coś jest konieczne potrzebne, drudzy, że można
      się bez tego obejść. I można tak bez końca. Jedni będą dumni z tego,
      że mają duże potrzeby i je realizują, drudzy będą dumni z tego, że
      potrzeby mają małe i potrafię żyć szczęśliwie bez wielu rzeczy. A ja
      myślę, że sedno tkwi gdzie indziej. W etymologii słowa luksus jest
      lux, czyli łacińskie światło. W luksusie chodzi więc o to, aby
      oślepić kogoś blaskiem, przepychem. Orszak królewski, pałac, strój,
      konie, uczty. Intencją jest olśnienie innych ludzi. Luksus to dobra
      dostępne tylko nielicznej, wąskiej grupie społecznej. Dlatego
      przyjrzyjmy się swoim intencjom: dlaczego chcemy mieć określone,
      dobro zwane luksusowym? To nie jest łatwe pytanie. Ludzie potrafią
      okłamywać nawet samych siebie, cóż dopiero innych. Nie chcą poznać
      swoich prawdziwych intencji, nie chcą odkrywać własnych kompleksów,
      bo czasem np. otaczanie się luksusem może wynikać z chęci
      dowartościowania się, czasem wynika z chęci pocieszenia się (
      głęboko ukryta krzywda), etc. Motywów może być wiele, bardzo
      różnych. Jeśli już ludzie tłumaczą, to najczęściej na gruncie
      racjonalnym uzasadniają, że rzecz jest współcześnie, obiektywnie
      konieczna, do życia, pracy, etc. Historyk Janusz Tazbir w książce o
      kulturze szlacheckiej pisał, że szlachta strojem chciała się
      upodobnić do króla, ludzie ze stanów niższych strojem chciały się
      upodobniać do szlachty. Sejm wydawał więc akty prawne, które
      zabraniały tego. Otaczanie się luksusem to głęboko zakorzeniona w
      wielu ludziach potrzeba psychiczna.
        • otryt Re: Jaka intencja nami kieruje? 23.07.09, 10:25
          atama napisała:

          >Tak... Gdzieś u źródeł leży chyba porównywanie się

          No właśnie! Sytuacja testowa. Widzisz u brata, przyjaciela, sąsiada,
          znajomego jakąś wspaniałą, nową rzecz. Dowiadujesz się o wycieczce,
          nowym mieszkaniu, domu, remoncie, samochodzie, czymkolwiek, co sobie
          ktoś inny sprawił lub zafundował. Jaka jest twoja reakcja, tak w
          głębi duszy? Szczerze. Co czujesz? Czy się cieszysz, że ktoś ma coś
          fajnego lub przeżył coś miłego? A może pojawia się jakiś dyskomfort
          w psychice i od tej pory myślisz już tylko, jak by coś podobnego
          samemu posiąść? A może zazdrościsz? I nie mówię tu o sytuacji, gdy
          widzę u kogoś quada, albo Verdana widzi u kogoś nowe meble, bo to
          nas zupełnie nie kręci. Ale mówię o sytuacji, gdy widzimy coś, na
          czym nam zależy, czym się interesujemy i lubimy. Myślę, że książki i
          wszelkie dobra kulturalne też podlegają tym samym prawom.

          Miło mi było czytać Twoje wspomnienia Atamo z Syberii. O względności
          potrzeb i odczuć komfortu. Pamiętam jak po długiej, wyczerpującej
          górskiej wędrówce w słońcu, wszyscy rzucili się do rzeki, do której
          w końcu doszliśmy. Smak tamtej wody do dziś pamiętam. Myślę, że
          przewyższał wszelkie niezwykłe i drogie trunki, jakie mogli serwować
          nawet w najlepszych lokalach. Zwykła wanna we własnym mieszkaniu lub
          fotel mogą tak bardzo smakować, jak się wraca do domu z trudnej
          wyprawy. I odwrotnie, człowiek goniący wciąż za coraz to nowymi
          potrzebami, dogadzający sobie jest ciągle nienasycony. Zaspokojenie
          nowej potrzeby daje spokój duszy tylko na chwilę, aby już za moment,
          dalej prowadzić wyścig.

          Pozdrawiam serdecznie smile
          • atama Re: Jaka intencja nami kieruje? 23.07.09, 10:45
            Jaka jest twoja reakcja, tak w
            > głębi duszy? Szczerze. Co czujesz? Czy się cieszysz, że ktoś ma
            coś
            > fajnego lub przeżył coś miłego? A może pojawia się jakiś
            dyskomfort
            > w psychice i od tej pory myślisz już tylko, jak by coś podobnego
            > samemu posiąść? A może zazdrościsz?

            Jest jeszcze jedna droga. Resentyment, czyli "kwaśne winogrona".
            Wybitnie trująca odmiana zazdrości... uncertain

            > Miło mi było czytać Twoje wspomnienia Atamo z Syberii. O
            względności
            > potrzeb i odczuć komfortu. Pamiętam jak po długiej, wyczerpującej
            > górskiej wędrówce w słońcu, wszyscy rzucili się do rzeki, do
            której
            > w końcu doszliśmy. Smak tamtej wody do dziś pamiętam. Myślę, że
            > przewyższał wszelkie niezwykłe i drogie trunki, jakie mogli
            serwować
            > nawet w najlepszych lokalach. Zwykła wanna we własnym mieszkaniu
            lub
            > fotel mogą tak bardzo smakować, jak się wraca do domu z trudnej
            > wyprawy.

            No proszę! smile)) Tyle wspólnego! smile))

            I odwrotnie, człowiek goniący wciąż za coraz to nowymi
            > potrzebami, dogadzający sobie jest ciągle nienasycony.
            Zaspokojenie
            > nowej potrzeby daje spokój duszy tylko na chwilę, aby już za
            moment,
            > dalej prowadzić wyścig.

            WYŚCIG - dobre słowo. Człowiek traci spokój...

            Pozdrawiam smile))
            • otryt Re: Jaka intencja nami kieruje? 23.07.09, 11:16
              atama napisała:

              >Jest jeszcze jedna droga. Resentyment,
              >czyli "kwaśne winogrona".
              >Wybitnie trująca odmiana zazdrości...

              Tak, istnieje wiele różnych odmian. Mamy dużą pomysłowość w tym
              względzie. Jest chyba również polska specyfika. Narzekanie i
              fałszywe umniejszanie dobra, które się dopiero co posiadło. No fajna
              jest to rzecz, ale... Po co się to stosuje? Aby bliźni mniej
              zazdrościł? Polscy magnaci bardziej niż ci z innych krajów starali
              się prześcignąć przepychem króla. A szlachcic na zagrodzie równy był
              wojewodzie.


              >No proszę! smile)) Tyle wspólnego! smile))

              Mnie również miło było to zauważyć.smile))

            • otryt Wyścig 23.07.09, 17:47
              atama napisała:

              >WYŚCIG - dobre słowo. Człowiek traci spokój...

              Telefony komórkowe są w Polsce już kilkanaście lat. Te pierwsze były
              niewyobrażalnie drogie. Były również technicznie niedoskonałe,
              bardziej zawodne, gorsze pod każdym względem niż te które mamy
              dzisiaj. Wtedy niewiele osób je posiadało, były oznaką prestiżu i
              luksusu, część obnosiła się z nimi ostentacyjnie. Był wyścig, aby je
              posiąść. Banki służyły kredytem. Kredyt jest po to ( nie mówię o
              kredycie na mieszkanie) by nie czekać i zacząć konsumować
              natychmiast. Taki wyścig odbywał się po każdą nowinkę, jaka
              pojawiała się na rynku. Wystarczy jednak chwilę poczekać i mamy to
              samo, a nawet więcej. Mamy komputery lepsze niż miała NASA 20 lat
              temu. Mamy pojazdy lepsze niż miał Edward Gierek czy Józef
              Piłsudski. Nawet król z Warszawy do Krakowa musiał jechać ze 3 dni
              telepiąc się w jakiejś karecie. My w dużych wygodach mamy to samo w
              3 godziny. A więc o co chodzi? By mieć? Czy by mieć szybciej niż
              inni? Przestaje być luksusem, to co prawie wszyscy posiadają.
          • mama_kasia Re: Jaka intencja nami kieruje? 23.07.09, 11:53
            Pamiętam jak po długiej, wyczerpującej
            > górskiej wędrówce w słońcu, wszyscy rzucili się do rzeki, do której
            > w końcu doszliśmy. Smak tamtej wody do dziś pamiętam. Myślę, że
            > przewyższał wszelkie niezwykłe i drogie trunki, jakie mogli serwować
            > nawet w najlepszych lokalach.


            Myśmy takie doświadczenie nieopatrznie zaserwowali dzieciom.
            Wody w butelce było już tylko tyle, aby zwilżać sobie wargi.
            Kiedy w końcu doszliśmy do strumienia, był szał radości i ...
            nagle cała wyczerpująca wycieczka, okazała się piękna - również
            dla dzieci smile ...To wspomnienie często do nas wraca i chociaż
            wtedy nie dawałam już rady fizycznie i psychicznie, to cieszę
            się, że było smile
            • otryt Re: Jaka intencja nami kieruje? 23.07.09, 12:26
              mama_kasia napisała:

              >Kiedy w końcu doszliśmy do strumienia, był szał radości i ...
              >nagle cała wyczerpująca wycieczka, okazała się piękna - również
              >dla dzieci smile

              Czy ktoś, kto nie przeżył czegoś podobnego jest w stanie wyobrazić
              sobie, ze można przeżyć szał radości z tak błahego powodu, jak garść
              wody ze strumienia?

              Pamiętam z gór. Mieliśmy nocleg w namiocie bardzo wysoko.
              Poprzedniego dnia przyszliśmy zmęczeni, spoceni, po ciemku, nie było
              szans na znalezienie wody. Była tylko woda pitna noszona w
              plecakach. Ta starczyła tylko do umycia zębów. Rano czuliśmy się
              bardzo nieświeżo. Aby dojść do wody, trzeba było zejść kilkaset
              metrów w dół licząc w metrach nad poziom morza. W końcu znalazło się
              malutkie źródełko, które kapało z prędkością kubek w ciągu
              kwadransa. Byliśmy we dwoje, a więc pół godziny na dwa kubki. I w
              jednym kubku lodowatej wody dało się umyć całe ciało. Kto tak
              próbował ten wie, jaką przyjemnością jest kąpiel w wannie lub pod
              prysznicem. Jak przez cały miesiąc śpi się na twardej karimacie,
              luksusem jest własne łóżko. Jak jest się odciętym od informacji:
              radia, tv, prasy, książek, bo parę tygodni w głuszy, ten wie jaką
              przyjemność jest zwykła gazeta, etc.

              Pozdrawiam serdeczniesmile
            • atama Re: Jaka intencja nami kieruje? 23.07.09, 12:54
              mamo_kasiu dziękuję za to, co napisałaś!
              miałam wątpliwości, czy mogę na coś takiego narażać dzieci... cieszę
              się, że to potrafi zaowocować już w młodym wieku smile))

              prawda, że do takich właśnie momentów długo się potem wraca i
              czerpie z nich siłę???
        • otryt Re: Jaka intencja nami kieruje? 23.07.09, 10:37
          mamalgosia napisała:

          > No jasne, że pojechałam do tego hotelu, żeby się Wam pochwalićsmile

          Nie sądzę tak. To raczej jednostkowe, nowe doświadczenie, które
          czegoś tam uczy. Też bywałem w podobnych sytuacjach. Przyjmowałem to
          z radością i wdzięcznością.

          > Ale tak serio: zdecydowanie na pewno nie może to być jedyne
          > kryterium.

          Może nie jedyne, ale najważniejsze. Tam skarb Twój, gdzie serce
          Twoje. A w sercu są intencje. Właściwe intencje porządkują wszystkie
          inne sprawy, czyli np. jak dzielić się z innymi tym co mamy?

          Pozdrawiam smile


            • luccio1 Re: Jaka intencja nami kieruje? 23.07.09, 11:40
              Istnieje też inna etymologia - wyprowadzenie tego słowa od nazwiska Lucjusza
              Licyniusza Lukullusa, wodza rzymskiego poprzedzającego Cezara o pokolenie,
              człowieka, który rozpoczął podbój Azji Mniejszej dla Rzymu (jeszcze
              republikańskiego) -
              - a w stanie spoczynku stał się wyrafinowanym smakoszem rozkoszy życia.
                • sulla Re: Sullo, Ty widzisz i nie grzmisz? 23.07.09, 12:37
                  Ależ Lukullus był jedynym, który ostatecznie przy Sulli pozostał. A że był
                  bogaty, to tym lepiej, bo hulać mogli razem za Lukullusowe zbytki. Na Lukullusa
                  ja grzmieć nie mam potrzeby smile

                  Ale serio, skoro już zostałam wywołana do tablicy, to powiem, ze bardzo mi się
                  podoba Otrycie Twoja interpretacja. I myślę sobie teraz, zbierając spostrzeżenia
                  z tego wątku i z wątku obok na temat antykoncepcji, czy nie jest aby tak, że
                  jednak najważniejsza jest zawsze intencja, z jaką dokonujemy różnych czynów. Bo
                  zła intencja może zaprzepaścić każdy dobry czyn. Co nie znaczy, ze dobra
                  intencja może uświęcić zły czyn. Ale ważne jest przede wszystkim, abyśmy
                  zachowali "czystość serca".
                  • otryt Re: Sullo, Ty widzisz i nie grzmisz? 23.07.09, 13:03
                    No tak, na jedynego wiernego, nie będziesz grzmieć, Sullo. Nawet gdy
                    na lukullusowych ucztach język mu się plącze i wychodzą z tego
                    poplątania uczty luksusowe. Nawet gdy zdolność bojowa takiego
                    żołnierza spada do zera. Lucio przypomniał o Lukkulusie, a czy ktoś
                    wie, nazwa jakiego dość popularnego przedmiotu pochodzi od nazwiska
                    mało znanego Vincenta Priessnitza?

                    Nie wiadomo, która etymologia słowa luksus jest prawdziwa. Wiem
                    jednak, że wszelka władza przydawała sobie blasku, który onieśmielał
                    poddanych i wrogów. Trudniej podnieść broń na kogoś, kto aż tak
                    góruje nad nami. Trudniej się zbuntować, gdy jesteśmy tacy malutcy.

                    Pozdrawiam smile))
                    • sulla Re: Sullo, Ty widzisz i nie grzmisz? 23.07.09, 13:43
                      Ja osobiście skłaniam się ku etymologii od lux, lucis wink A tak przy okazji,
                      Otrycie, słyszałeś może o mojej ulubionej etymologii (autorstwa bodajże
                      Warronna) "lucus" (gaj) od "non lucere" (nie ma światła? Bo w gaju jest ciemno!
                      Pomysłowe, co? smile

                      a czy ktoś
                      > wie, nazwa jakiego dość popularnego przedmiotu pochodzi od nazwiska
                      > mało znanego Vincenta Priessnitza?

                      O, ja nie wiem, poproszę bardzo o wyjaśnienie smile

                      > wszelka władza przydawała sobie blasku, który onieśmielał
                      > poddanych i wrogów.

                      Ano właśnie. Więc może się zdarzyć, ze otaczamy się "luksusem", aby zaimponować
                      innymi i zyskać nad nimi przewagę i jakąś formę władzy. I wtedy jest jasne, że
                      czynimy źle.

                      Ale sądzę, że nie takie miała intencje Mamalgosia pławiąc się w zbytkownym SPA smile
                      • luccio1 Re: Sullo, Ty widzisz i nie grzmisz? 23.07.09, 15:06
                        Jeszcze bardziej pomysłową etymologię wymyślił św. Izydor:
                        wyprowadzenie "artes mechanicae" - a właściwie "artes moechanicae" - od:
                        "moechor, moechari" = cudzołożyć.
                        Stąd wszelkie rzemiosło stało o wiele, wiele niżej od "sztuk wyzwolonych" (=
                        "artes liberales"),
                        co więcej: jedynie "filozofowanie" (na katedrze uniwersyteckiej czy też poza
                        nią) okazywało się zajęciem godnym człowieka,
                        ktoś parający się rzemiosłem był tym "gorszym", grzesznym (wszak praca rękoma, w
                        pocie swego czoła, była karą za grzech pierworodny - i wszystkie następne...).
                      • otryt Re: Sullo, Ty widzisz i nie grzmisz? 23.07.09, 16:41
                        sulla napisała:

                        > Pomysłowe, co? smile

                        Ja bardzo lubię etymologię. Znaczenie wielu słów przez wieki
                        ewoluowało i dziś już znaczy coś innego niż dawniej. Ciekawi mnie
                        jednak to pierwotne znaczenie, gdy człowiek po raz pierwszy chciał
                        coś ważnego przekazać drugiemu. Jakie miał wtedy skojarzenia? Słowo
                        luksus bardzo nam ostatnio spowszedniało. Dobro luksusowe właściwie
                        może mieć każdy. Może nie samochód z najwyższej półki, ale np.
                        herbatę.

                        > O, ja nie wiem, poproszę bardzo o wyjaśnienie smile

                        Od austriackiego nazwiska Priessnitz (1799-1851 zajmował się
                        wodolecznictwem) pochodzi nazwa prysznica. Nie wiem dlaczego,
                        przecież prysznic znany był w świecie od najdawniejszych wieków.
                        Ale może nie w Polsce. Wszak w Polsce kiepsko było w higieną.


                        pl.wikipedia.org/wiki/Vincent_Priessnitz

                        > Ano właśnie. Więc może się zdarzyć, ze otaczamy się "luksusem",
                        aby zaimponować
                        > innymi i zyskać nad nimi przewagę i jakąś formę władzy.

                        Ksiądz Tischner w książce „Miłość niemiłowana” pisze o tej
                        przewadze, jaką jeden nad drugim stara się uzyskać, w myśl zasady,
                        jeśli ja go nie zdominuję, to on mnie zdominuje. Jeśli ja nie
                        uczynię z niego niewolnika, to on to zrobi ze mną. Jeśli ja pierwszy
                        nie zaatakuję, to mnie zaatakują. Ta obłędna logika bywa obecna w
                        świecie. Ilu z nas jej ulega w wersji soft. A piramidy, monumentalne
                        budowle nie miały świadczyć o wielkości i sile państwa i jego władcy?

                        >Ale sądzę, że nie takie miała intencje Mamalgosia
                        >pławiąc się w zbytkownym SPA smile

                        W żadnym razie smile Temat nam mocno odbiegł od zwykłych spraw
                        Mamalgosi.


                  • magdalaena1977 Re: Sullo, Ty widzisz i nie grzmisz? 23.07.09, 13:05
                    sulla napisała:
                    > Ale serio, skoro już zostałam wywołana do tablicy, to powiem, ze bardzo mi się
                    > podoba Otrycie Twoja interpretacja.
                    Mnie też się podoba. Zwłąszcza, ze ja pisałam podobnie
                    Jak kupuję porządne drogie buty, na które mnie stać, to jest ok. Ale jak płacę
                    za samo nazwisko znanego projektanta, żeby koleżankom oko zzieleniało, to już
                    nieładnie.
                    wink
                    • verdana Re: Sullo, Ty widzisz i nie grzmisz? 23.07.09, 13:52
                      Nie jestem do konca przekonana, ze luksus i tak zwana "ostentacyjna
                      konsupcja" jest tym samym. Można byc czlowiekiem zamoznym, kupowac
                      wyłacznie dobra luksusowe nie dlatego, zeby kogos olsnic, ale
                      dlatego, ze są dobre, wygodne i nie ma żadnego powodu, aby kupowac
                      rzeczy tansze.
                      To nadal jest luksus - a na pewno nie wynikający z zazdrosci ani
                      ostentacji.
                      • otryt Re: Sullo, Ty widzisz i nie grzmisz? 23.07.09, 17:21
                        verdana napisała:

                        >Nie jestem do konca przekonana, ze luksus i tak zwana
                        >"ostentacyjna konsupcja" jest tym samym.

                        Oczywiście, że to nie to samo. Decyduje, jaka była intencja.
                        Luksus to dobro z najwyższej półki. Słowo „ostentacja” już samo w
                        sobie jest intencją.


                        >Można byc czlowiekiem zamoznym, kupowac
                        >wyłacznie dobra luksusowe nie dlatego,
                        >zeby kogos olsnic, ale dlatego, ze są dobre, wygodne.

                        Intencje bardzo łatwo zakłamać, także przed samym sobą. Ważny jest
                        ten pierwszy raz, gdy coś pragniemy mieć. Co wtedy myślimy? Dlaczego
                        chcemy coś mieć? A może dlatego by dorównać jeszcze bogatszemu od
                        nas? By nas szanował? Traktował, jak partnera, by nie patrzył z
                        góry? Albo by pokazać rodzicom, którzy nie wierzyli, że coś
                        osiągniemy? Widzicie, potrafię. Kochajcie mnie!!! Albo, albo.. Potem
                        rzecz nabywamy i się przyzwyczajamy do wygód, które niesie i
                        zapominamy o pierwszej myśli (wypieramy ze świadomości to co
                        niemiłe), czasem bardzo ulotnej i zwiewnej jak impuls. W to miejsce
                        dajemy wtórne, racjonalne i bardziej dla nas korzystne wytłumaczenie
                        o komforcie i niezbędności do życia czy pracy.

                        W świecie, ale i w Polsce coraz częściej również jest coś takiego,
                        że człowiek na jakimś wysokim stanowisku, z wysoką pensją nie może,
                        nawet jeśliby tego chciał, mieszkać w nieodpowiedniej dzielnicy,
                        ubierać się w nieodpowiednich sklepach, jeździć byle czym. A więc to
                        nie tylko kwestia wygody, ale również dostosowania się do panujących
                        norm, niezależnie od tego, za jak głupie byśmy je uważali. To lęk,
                        że możemy stracić pozycję, którą z takim trudem osiągnęliśmy.
                        Zresztą banki mają swój wywiad i od razu dzwonią do kogoś takiego,
                        kto awansował z propozycją kredytu na zakup większego domu. I tak
                        dajemy się wkręcać w ten mechanizm.


                        • verdana Re: Sullo, Ty widzisz i nie grzmisz? 23.07.09, 19:56
                          Dlaczego sadzisz, ze ten pierwszy raz kupuje sie cos drogiego,
                          lukusowego zawsze myslac tylko o wrazeniu, jakie sie wywola? Sporo
                          osob mysli "dostalem sporo pieniędzy, te buty (telewizor, samochód)
                          sa takie fajne, kupię sobie". Myslac wyłacznie o tym, ze bedzie z
                          tego milo korzystać i tyle.
                          • otryt Re: Sullo, Ty widzisz i nie grzmisz? 23.07.09, 20:36
                            verdana napisała:

                            > Dlaczego sadzisz, ze ten pierwszy raz kupuje sie cos drogiego,
                            > lukusowego zawsze myslac tylko o wrazeniu, jakie sie wywola?

                            Oj, chyba się nie zrozumieliśmy. Ja mówiłem o pierwszej myśli, jaka
                            przyjdzie do głowy, gdy się chce kupić coś drogiego. Oczywiście taką
                            myślą może być również

                            >"dostalem sporo pieniędzy, te buty (telewizor, samochód)
                            > sa takie fajne, kupię sobie". Myslac wyłacznie o tym,
                            > ze bedzie z tego milo korzystać.

                            Pozdrawiamsmile
                          • magdalaena1977 Re: Sullo, Ty widzisz i nie grzmisz? 23.07.09, 21:00
                            verdana napisała:

                            > Sporo
                            > osob mysli "dostalem sporo pieniędzy, te buty (telewizor, samochód)
                            > sa takie fajne, kupię sobie". Myslac wyłacznie o tym, ze bedzie z
                            > tego milo korzystać i tyle.
                            Ja też mam takie pierwsze skojarzenia.

                            Zresztą pewne rzeczy z natury kupuje się dla wywołania efektu i nie ma w tym nic
                            złego. Np suknia balowa - ma być taka, żebym JA najlepiej w niej wyglądała,
                            żebym podobała się innym, a nie żeby MNIE podobała się sukienka.
                            • ula27121 Re: Sullo, Ty widzisz i nie grzmisz? 24.07.09, 07:40
                              magdalaena1977 napisała:


                              > złego. Np suknia balowa - ma być taka, żebym JA najlepiej w niej wyglądała,
                              > żebym podobała się innym, a nie żeby MNIE podobała się sukienka.

                              No ja w czymś co mi się nie podoba w życiu się nie pokażę....
                              • magdalaena1977 Re: Sullo, Ty widzisz i nie grzmisz? 24.07.09, 08:55
                                ula27121 napisała:

                                > magdalaena1977 napisała:
                                >
                                >
                                > > Np suknia balowa - ma być taka, żebym JA najlepiej w niej
                                > > wyglądała, żebym podobała się innym, a nie żeby MNIE podobała
                                > > się sukienka.
                                >
                                > No ja w czymś co mi się nie podoba w życiu się nie pokażę....
                                >
                                Ja też nie. Ale w życiu nie kupię sukienki, która wisząc na wieszaku MNIE SIĘ
                                PODOBA, ale wyglądam w mniej idiotycznie.
                                • madziaq Re: Sullo, Ty widzisz i nie grzmisz? 24.07.09, 10:13
                                  A tak off topic - też tak macie, że jak ciuch na wieszaku jest piękny to
                                  zazwyczaj na Was do kitu i na odwrót - ciuchy, za które, widząc je na wieszaku
                                  nie dałybyście 5 zł, okazują się strzałem w dziesiątkę? Bo mnie się to ostatnio
                                  nagminnie zdarza, chyba zacznę przymierzać ubrania, poczynając od tego, co mi
                                  się najmniej podoba, kiedy sobie wisi wink
                                  • atama Re: Sullo, Ty widzisz i nie grzmisz? 24.07.09, 10:27
                                    TAK! sad
                                    Dlatego ja zupełnie nie umiem kupować w lumpeksach, a bym chciała.
                                    Mi się tam nic nie podoba na tych wieszakach. Moja mama za to jest
                                    mistrzem second handów i kończy się zazwyczaj tak, że chodzę w super
                                    ciuszkach za 5 zł, ale wyszukanych przez moją mamę smile)))
                                    Bardzo pasuje do wątku o luksusie... smile)))
                                    • ula27121 Re: Sullo, Ty widzisz i nie grzmisz? 24.07.09, 10:56
                                      atama napisała:

                                      > TAK! sad
                                      > Dlatego ja zupełnie nie umiem kupować w lumpeksach, a bym chciała.
                                      > Mi się tam nic nie podoba na tych wieszakach. Moja mama za to jest
                                      > mistrzem second handów i kończy się zazwyczaj tak, że chodzę w super
                                      > ciuszkach za 5 zł, ale wyszukanych przez moją mamę smile)))
                                      > Bardzo pasuje do wątku o luksusie... smile)))

                                      Jakbym o sobie czytałasmile
                            • otryt Wabienie płci przeciwnej 24.07.09, 11:01
                              magdalaena1977 napisała:

                              >Zresztą pewne rzeczy z natury kupuje się dla wywołania efektu
                              >i nie ma w tym nic złego. Np suknia balowa - ma być taka, żebym
                              >JA najlepiej w niej wyglądała, żebym podobała się innym,

                              ... i zdobyła najlepszego spośród mężczyzn. To naturalna motywacja,
                              nie musimy się tego wstydzić. Może to nawet działać podświadomie.
                              Zwabienie mężczyzny, to jest w genach, w całej przyrodzie. Świetny
                              przykład podałaś, Magdaleno. Czy i inne luksusowe przedmioty
                              kupujemy z podobną intencją? Aby np. zdobyć kobietę? Samochodom
                              psychoanalitycy nadają specjalne znaczenie w życiu mężczyzny.
                                  • mamalgosia Re: Wabienie płci przeciwnej 24.07.09, 12:44
                                    Widzę, że działa. Mam kolegę w pracy, kawalera, lat ponad 40. I mam
                                    koleżanki-panny. Gdy którejś z nich o nim mówię, to nie chcą go
                                    poznawać gdy tylko dochodzę do informacji, że nie ma on samochodu.
                                    Jest to jakiś sygnał o ewentualnej zaradności człowieka. On pracuje
                                    już prawie 20 lat, coś tu jest nie tak.

                                    A co do odchodzenia od tematu, to proszę bardzosmile Jetsem chyba na
                                    tym forum największą wielbicielką offtopików
                                    • luccio1 Re: Wabienie płci przeciwnej 24.07.09, 14:23
                                      No tak - człowiek bez samochodu nie jest partnerem...

                                      Ale w kontekście samochodu trafiają się rzeczy gorsze niż wykluczenie kogoś a
                                      priori jako ewentualnego partnera życiowego- np. myślenie: jeśli linia kolejowa
                                      pokrywa się mniej więcej w przebiegu z drogą krajową - to należy ruch kolejowy
                                      pasażerski wstrzymać, a w dalszej perspektywie kolej zlikwidować.
                                      Tak myśli nasze Państwo. Ofiarą takiego myślenia padła linia Chabówka-Nowy Sącz,
                                      która skądinąd mogła by być łatwo wypromowana jako atrakcja turystyczna, choćby
                                      ze względu na krajobrazy...
                                      To samo zdaje się grozić odcinkowi Kalwaria Lanckorona-Wadowice.
                                      • mamalgosia Re: Wabienie płci przeciwnej 24.07.09, 14:27
                                        luccio1 napisał:

                                        > No tak - człowiek bez samochodu nie jest partnerem...
                                        Na to wygląda. Pan, o którym piszę dojeżdża do pracy dwoma
                                        autobusami i wiecznie narzeka, że w tych autobusach tłok, że rzadko
                                        jeżdżą, że nie chce mu się czekać. I często jest podwożony przez
                                        inne osoby. Czyli nie jest to jakaś ideologiczna rezygnacja z
                                        pojazdu mechanicznego np dla zdrowia.


                                        >
                                        Ofiarą takiego myślenia padła linia Chabówka-Nowy Sącz
                                        > ,
                                        > która skądinąd mogła by być łatwo wypromowana jako atrakcja
                                        turystyczna, choćby
                                        > ze względu na krajobrazy...
                                        A, to odczułam w tym roku. Pociąg dojeżdża do Rabki, a następnie
                                        wraca - nie wiem, po co tam w ogóle zamukają szlabany.


                                        > To samo zdaje się grozić odcinkowi Kalwaria Lanckorona-Wadowice.
                                        Oby nie, bo rzeczywiście byłoby szkoda
                                        • luccio1 Re: Wabienie płci przeciwnej 24.07.09, 15:05
                                          mamalgosia napisała:
                                          > Pociąg dojeżdża do Rabki, a następnie
                                          > wraca - nie wiem, po co tam w ogóle zamykają szlabany.

                                          Tylko do Rabki sięga sieć elektryczna. Od strony przeciwnej trakcję dociągnięto
                                          z wielkim bólem jakieś 20 lat temu do Limanowej, ale nie mam pojęcia, w jakim
                                          stanie jest teraz. Na odcinku środkowym nie ma nic - mógłby jeździć najwyżej
                                          szynobus spalinowy, jak z Krakowa Głównego do Balic.
                                          Były plany budowy odcinka Podłęże-Tymbark, który otwarłby wariant skrótowy
                                          dojazdu kolejowego z Krakowa do Zakopanego (i bez trzykrotnej zmiany po drodze
                                          czoła pociągu, jak to się dzieje obecnie w Płaszowie, Suchej i Chabówce/Rabce),
                                          jak też z Krakowa do Krynicy ("pod" zimowe igrzyska olimpijskie w Zakopanem) - i
                                          też gdzieś się wszystko rozeszło.

                                          Do pracy dojeżdżam komunikacją miejską do Dworca Głównego, a potem pociągiem
                                          (powrót w odwrotnej kolejności).
                                    • magdalaena1977 Re: Wabienie płci przeciwnej 24.07.09, 15:06
                                      mamalgosia napisała:

                                      > Widzę, że działa. Mam kolegę w pracy, kawalera, lat ponad 40. I mam
                                      > koleżanki-panny. Gdy którejś z nich o nim mówię, to nie chcą go
                                      > poznawać gdy tylko dochodzę do informacji, że nie ma on samochodu.
                                      > Jest to jakiś sygnał o ewentualnej zaradności człowieka.
                                      > On pracuje już prawie 20 lat, coś tu jest nie tak.
                                      Dla mnie pierwsze skojarzenie co do braku samochodu, to nie niezaradność, tylko
                                      ukrywana choroba uniemożliwiająca prowadzenie samochodu (np. padaczka).
                                      • verdana Re: Wabienie płci przeciwnej 24.07.09, 15:24
                                        No zlitujcie się, naprawde w towarzystwie, w ktorym sie obracacie
                                        posiadanie samochodu jest wyznacznikiem wartosci faceta jako
                                        ewentualnego partnera???? To moja córka zostanie stara panna, żaden
                                        z jej kolegow nie ma samochodu. Moj syn tez chyba nie będzie mial
                                        szans.
                                        Nie mówiac już o tym, ze gdybym dowiedziała się od mojego dziecka,
                                        ze cos takiego bierze pod uwagę przy wyborze partnera, to uznalabym,
                                        ze ponioslam absolutną, niewyobrazalna klęskę wychowawczą. Słowo
                                        daję.
                                        • magdalaena1977 Re: Wabienie płci przeciwnej 24.07.09, 15:29
                                          verdana napisała:

                                          > No zlitujcie się, naprawde w towarzystwie, w ktorym sie obracacie
                                          > posiadanie samochodu jest wyznacznikiem wartosci faceta jako
                                          > ewentualnego partnera????
                                          Nie.

                                          Ale dla dorosłego, samodzielnego finansowo człowieka (obu płci) to jednak coś
                                          dziwnego.

                                          Dla mnie sam brak samochodu nie byłby problemem.
                                          Ale taka totalna niezaradność chyba tak.
                                          • luccio1 Re: Wabienie płci przeciwnej 24.07.09, 17:50
                                            magdalaena1977 napisała:
                                            > Ale dla dorosłego, samodzielnego finansowo człowieka (obu płci) to
                                            > jednak coś dziwnego.
                                            > Dla mnie sam brak samochodu nie byłby problemem.
                                            > Ale taka totalna niezaradność chyba tak.

                                            W tym momencie zaczynam Ciebie nie rozumieć.
                                            Nigdy nie przyszłoby mi do głowy wartościować ludzi według posiadania bądź nie
                                            posiadania samochodu.

                                            A tak na marginesie chciałbym zauważyć, że jeśli ma się samochód, wówczas m.in.
                                            wzrasta, i to od razu o cały rząd wielkości, prawdopodobieństwo, że zrobi się
                                            (chcący lub też całkiem mimo woli) krzywdę sobie, lub co gorsza innym. Po
                                            prostu: ma się w ręku narzędzie, które wymaga nieprzerwanego kierowania i kontroli.
                                          • verdana Re: Wabienie płci przeciwnej 24.07.09, 18:01
                                            Nie posiadanie samochodu= niezaradność.
                                            No, cóż. Samochodu nie mam. A jak bym chciala miec, to wiecie co? to
                                            liczyłabym , ze ten samochód sobie kupię, a nie będę liczyc, ze się
                                            w niego wżenię.
                                            No i jak kobieta nie ma samochodu - to tez jest niezaradna????
                                            • mamalgosia Re: Wabienie płci przeciwnej 24.07.09, 18:17
                                              verdana napisała:

                                              > Nie posiadanie samochodu= niezaradność.
                                              > No, cóż. Samochodu nie mam. A jak bym chciala miec, to wiecie co?
                                              to
                                              > liczyłabym , ze ten samochód sobie kupię, a nie będę liczyc, ze
                                              się
                                              > w niego wżenię.
                                              No właśnie o to mi trochę chodzi. on chce mieć a nie ma. To co on z
                                              pieniędzmi robi?
                                              A nie chodzi o to, że koleżanka chce się wżenić w samochód - ona ma
                                              swój.


                                              > No i jak kobieta nie ma samochodu - to tez jest niezaradna????
                                              Zalezy. Jesli ma sensowne zarobki, chce mieć samochód i narzeka że
                                              dojazdy/dochodzenie do pracy ją męczy, a wydatki ma umiarkowane (np
                                              mieszka z rodzicami, jest panną), to tak, myślę że jest niezaradna.
                                              • magdalaena1977 Re: Wabienie płci przeciwnej 26.07.09, 21:44
                                                mamalgosia napisała:

                                                > No właśnie o to mi trochę chodzi. on chce mieć a nie ma.
                                                > To co on z pieniędzmi robi?
                                                Mnie też o to chodziło.
                                                Samochód to nie jest jakiś wielki luksus. Samotny czterdziestoletni facet, który
                                                chce mieć auto, powinien dość zaoszczędzić (nawet z nauczycielskiej pensji) żeby
                                                je sobie kupić.

                                                > > No i jak kobieta nie ma samochodu - to tez jest niezaradna????
                                                > Zalezy. Jesli ma sensowne zarobki, chce mieć samochód i narzeka że
                                                > dojazdy/dochodzenie do pracy ją męczy, a wydatki ma umiarkowane (np
                                                > mieszka z rodzicami, jest panną), to tak, myślę że jest niezaradna.
                                                Zgadzam się.
                                      • mamalgosia Re: Wabienie płci przeciwnej 24.07.09, 18:13
                                        Nie wiem takich rzeczy o nim, być może jest na coś chory.
                                        Ja tylko wiem, że podczas jego lekcji uczniowie niszczą sale
                                        lekcyjne i wyrzucają torby przez okno a na dyżurach (przerwy)
                                        nalepiają mu kartki na plecy. To i parę innych po prostu mi
                                        zasugerowało niezaradność (jak np fakt, że pracuje w tej szkole,
                                        narzeka, a jest językowcem, czyli ofert pracy dość dużo). Ale
                                        oczywiście mogę sie mylić