Czy to normalne? (dość długie)

21.02.05, 13:28
Moja 12-letnia córka, Ania, bardzo chce zostać pisarką. Pisze dość ładne
opowiadania i cieszy mnie to, ale niepokoję się, czy (uwaga, można się śmiać)
czy ona nie za dużo czyta. Ma już dwie spore półki pełne książek i zaraz
zacznie trzecią. Każdą książkę czyta od deski do deski, a na dodatek robi to
w zawrotnym tempie. Na przykład, dwie książki, po dwieście sześćdziesiąt
stron, przeczytała w jeden wieczór. A są jeszcze lepsze rekordy: "Harry
Potter i Zakon Feniksa" (stron 960!) przeczytała w niecałe trzy dni. Pozatym
jest bardzo wrażliwa. Bardzo lubi wszystko co wiąże się z magią, astronomią i
czarami. Ja nie znam się na tym ani w ząb, więc kiedy podczas oglądania
Discovery Science podziliła się ze mną swoją wiedzą, którą zdobyła na
podstawie tego programu i swojej wówczas jedynej, cienkiej książce o
kosmosie, myślałam, że spadnę z kanapy. Wiedziała więcej niż pewnie nie jeden
student! Następnego dnia kupiłam jej dwie inne książki, żeby tą wiedzę
jeszcze rozwinęła. W szkole najbardziej lubi j.polski, ale matematyki nie
znosi. Zawsze myśli najpierw o innych, a potem o sobie. Martwię się też o to,
czy jej klasa jest dla niej odpowiednia.Ta do której chodzi jest najgorsza w
całej szkole. Tam dzieci są żywe, niegrzeczne i na dodatek ostatnie nieuki,
zwłaszcza chłopcy, a ostatnio też dziewczynki. To przyprawia Anię o zszarpane
nerwy, a mnie o ból głowy. Na nich nic nie działa. Były zebrania, wzywanie
rodziców i nic nie pomogło. W zeszłym roku, na przykład zdemolowali salę
muzyczną i zniszczyli instrumenty. Ani, na szczęście, nie było tego dnia w
szkole. Była z tego niezła afera, ale nic nie pomogło. Myślę nad
przeniesieniem Ani do innej klasy. Ona chce się czegoś nauczyć, a w takiej
klasie więcej zniszczy sobie nerwów, niż się nauczy. Głównie przez Justynę, z
którą przyjaźni się od zerówki, a przynajmniej chce w to wierzyć. Ja uważam,
że Justyna ją tyranizuje. Ostatnio posunęła się nawet do szantażu. Miała Ani
grę komputerową i w tym czasie zginął jaj atlas do przyrody. Oskarżyła Anię i
powiedziała, że tata grę schował i nie odda, jeżeli jego córka nie dostanie
atlasu. Swojego albo kupionego. Ania ma też inną koleżankę, Ewę, którą bardzo
lubi i ja też. To od niej dowiedziałam sie o wszystkim. Ania atlasu nie
miała, więc mnie to zdenerwowało. Zadzwoniłam do mamy Justyny i okazało się,
że tata wcale tak nie powiedział. Ania i Justyna się pogodziły, ale ta dalej
ją zmusza do różnych rzeczy. Zastanawiam się, czy nie zabronić Ani tej
przyjażni. Teraz i tak bardziej przyjaźni się z Ewą, co bardzo mnie cieszy,
bo to miła dziewczynka, chociaż biedna. Ania należy do gatunku dzieci
spokojnych, statecznych. Jest zamknięta w sobie. Od kiedy miała dwa-trzy lata
zaczęła tworzyć własny świat w swojej wyobraźni. Lubi spisywać właśnie te
historie, która tam "przeżywa". Krótko mówiąc: czy mam przenieść Anię do
innej klasy? Czy powinnam zabronić jej przyjaźni z Justyną, skoro ta ją
tyranizuje? Czy powinnam się martwić dużą ilością książek i rozmiarami
wyobraźni? Odpiszcie!
    • karinka17 Re: Czy to normalne? (dość długie) 21.02.05, 13:43
      jak piszesz ile ona czyta i jaką ma wyobraźnie to tak jakbym czytała o sobie z
      dzieciństwa wink
      Ja Władcę Pierścieni przeczytałam w parę dni (wszytkie cześci), a Pinokia w
      jeną noc smile
      Czasem siedziałam do 4 rano z książką , żeby potem wstać o 7...czytałam
      wszędzie gdzie sie dało, nawet na niektórych lekcjach wink
      Książki dosłownie pochłaniała (nawet lektury).
      Tez uwielbiłam j.Polski a nie znosiłam mamtmy (ble)...
      i próbowałam pisać opowiadania....
      A teraz, stateczna wink matka, zona...i ksiegowa!!! Kto by pomyslał, nie!?
      Ale z tej wyobraźni to mi jeszcze zostało...czasem lubie pomarzyć...
      Wiec sie nie przejmuj na zapas..smile
      A o zmnianie klasy na inną, to ja bym też pomyślała smile

      pozdrawiam
    • magda-lis Re: Czy to normalne? (dość długie) 21.02.05, 14:13
      Witaj
      Chciałabym żeby mój syn kiedy będzie w wieku Twojej córki tyle czytał. To
      bardzo rozwijające. Moja babcia opowiadała mi kiedyś że za jej czasów mówiło
      się że dzieciom do piątego roku życia nie powinno sie w ogóle a póżniej tylko
      co jakis czas czytać książki bo to zanadto rozbudza fantazję. Teraz wiemy że
      to bzdura do kwadratu.
      Jesteś szcześciarą, ze Twoja córka sama ma taki głód wiedzy, a nie przesiaduje
      całymi dniami na trzepaku (co w małej dawce też pewnie jest potrzebne)
      Kupowałabym jej (tak jak to robisz) coraz to nowe książki dbając jedynie o ich
      jakość.
      Co do kwestji drugiej - czyli niepożądanego towarzystwa to sprawa jest w moim
      rozumieniu trudna i niewątpliwie wymaga Twojego mądrego postepowiania. Teraz o
      dobren towarzystwo trudno a takie małe istotki dopiero potrafia być wredne.
      Nie wiem co bym zdrobiła na Twoim miejscu. Pewnie porozmawiała bym z córką z
      jakich powodów przyjaźni się z ta dziewczynką skoro ta tak ją źle traktuje.
      Moze sie boi wyśmiania, albo presja jest tak duża że nie ma odwagi sie od niej
      odwrócić?
      Napewno jednak odradzałabym Ci zakazywać takiej znajomości bo skutek moze być
      odwrotny albo w najlepszym razie żaden.
      Decyzja musi dojrzeć w Twojej córce. To ona musi dojść do przekonania że ma
      dosyć takiego układu i nabrać w sobie siły aby jednoznacznie powiedzieć nie. Ty
      możesz ją tylko wspierać.
      A przeniesienie do innej klasy nie jest chyba najlepszym rozwiązaniem. To moze
      ja tylko narazić na nieprzyjemności. Zarówno w starej jak i nowej klasie bedzie
      wyrzutkiem, a przecież bedzie musiała nadal widywać na korytarzu kolegów ze
      starej klasy. A co ona myśli o tej całej sytuacji?
      pozdrawiam
    • mamaani5 Re: Czy to normalne? (dość długie) 21.02.05, 14:18
      Naprawdę? Myślałam, że tylko Ania tak ma. Ale wysyłam jedno z jej opowiadań do
      oceny przez wszystkie mamy na forum.

      W krainie smoków
      To była bardzo dziwna historia. Przydarzyła mi się w wakacje. Byłam na wsi, i
      właśnie biegałam po polu mojej babci i mojego dziadka. To było bardzo duże
      pole, mierzyło chyba z dwa kilometry wzdłuż i wszerz!

      Właśnie pobiegłam na tę część pola, gdzie było najwięcej kwiatów. Chciałam
      upleść sobie wianek. Gdy zrywałam kolejną stokrotkę (chyba dwudziestą z kolei)
      zobaczyłam płaczącą dziewczynkę, mniej więcej w moim wieku. Siedziała pod
      ogromną skałą, którą ja nazywałam Ścianą Znaków, gdyż były na niej bruzdy,
      które układały się w kwiatki, motylki, chmurki, owieczki, kotki, pieski, krowy,
      kozy, konie, we wszystko, co można spotkać na wsi. Nikt nie wiedział jak
      powstały, więc ja uznałam, że jakiś kosmita-malarz przylatuje regularnie na
      Ziemię i maluje to wszystko.

      Dziewczynka płakała i płakała. Podeszłam do niej i spytałam co się stało.
      Podniosła głowę. Miała płomiennorude włosy, ciemnozielone oczy i bardzo dużo
      piegów. Gdy spytałam o to samo, opowiedziała mi najdziwniejszą historię jaka
      kiedykolwiek słyszałam. Powiedziała, że nie mieszka na Ziemi, tylko w odległej
      galaktyce, na planecie, która nazywa się Elkonia.

      Do niedawna, panował tam pokój, miłość i dobroć, ludziom żyło się dostatnio.
      Wszyscy byli równi i pomagali sobie nawzajem. Lecz dobre czasy skończyły się,
      gdy na planetę przybyło zło, które zamieszkało w ogromnym smoku, który nie
      wiadomo skąd się wziął. Od tego czasu, w świecie dziewczynki zaczął się
      koszmar. Smok koronował się na króla i zebrał kilka mniejszych potworów, i
      uczynił je swoimi sługami. W pierwszy dzień każdego miesiąca, bestie
      przychodziły do domów ludzi i żądały pieniędzy, pszenicy lub innych cennych
      skarbów. Jeśli ktoś nie miał niczego, potwory biegły na jego pole lub sad i
      deptały, lub paliły wszystko co tam było, czyli kiełkujące lub dojrzałe zboże,
      które już było gotowe do zmielenia na mąkę i dojrzałe lub nie owoce. Nic nie
      zostawało.

      Smok zrobił też z ludzi swych niewolników, którzy od tego czasu musieli
      pracować na jego polu za darmo. Nie mieli czasu doglądać swych pól, więc nic
      nie rosło. Nikt nie miał czasu zasiać zboża, bo ludzie pracowali na polu smoka
      od bladego świtu do późnej nocy.

      Dziewczynka powiedziała mi, że w jej domu nic już nie było, a sad i pola były
      kompletnie spalone i zdeptane, więc smok polecił potworom, żeby pojmali całą
      rodzinę i wtrącili do więzienia. Mama powiedziała dziewczynce, żeby i uciekła
      do innego świata przez jeden z dziesięciu portali znajdujących się na planecie.
      Dziewczynka zdążyła uciec, lecz jej rodzice zostali wtrąceni do więzienia.

      Wysłuchałam tej historii, lecz nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Ale wierzyłam
      w każde słowo. Spytałam dziewczynkę jak ma na imię. Powiedziała, że Teolka, ale
      wszyscy wołają na nią Wiewiórka, z powodu rudych włosów. Ale ona to lubi i
      powiedziała, żebym właśnie tak do niej mówiła.

      Nagle zrozumiałam, że nie mogę przecież pozwolić, żeby na Elkonii panowało zło,
      paskudny smok robił z dobrych ludzi niewolników, a potwory niszczyły ich pola i
      sady! Powiedziałam:

      -Wiewiórko, gdzie jest przejście do twojego świata?
      -Idź prosto przed siebie. Zobaczysz dwa duże głazy, a pomiędzy nimi portal.
      Tylko się nie przestrasz. Śmiało wchodź. Ale co zamierzasz zrobić?
      -Pokonać smoka i jego wrednych sługusów, a potem uwolnić twoją rodzinę.
      -Wielu próbowało go pokonać, ale nikomu się nie udało. Każdego takiego śmiałka
      zionął ogniem, a gdy płomienie przestały się tlić, zamiast człowieka była tylko
      garść popiołu.
      -Uda mi się! Wiem że się uda! Nie martw się o mnie. Poradzę sobie.

      Sama nie wiedziałam jak chcę sobie poradzić. Z gimnastyki jestem kompletnym
      zerem. Miałam piątkę na koniec roku, ale sama nie wiem za co. Do pokonania
      takiego smoka pewnie potrzebny jest solidny miecz, albo inna mocna broń. Ale w
      tamtej chwili nie bardzo o tym myślałam. Odwróciłam się i pobiegłam ile sił w
      kierunku, który wskazała mi Wiewiórka.

      Po jakichś dziesięciu minutach, zobaczyłam portal. Promieniował jasnym światłem
      i wyglądał jak połączenie lustra z kociołkiem. W ogromnym, jajkowatym
      kształcie, promienie wyglądały tak, jakby jakaś niewidzialne łyżka mieszała
      nimi jak w garnku. Przeraziłam się i chciałam uciekać, ale przypomniałam sobie
      słowa Wiewiórki i mimo strachu, weszłam do środka.

      Poczułam się jak w symulatorze kosmicznym. Wszystko wokół mnie wirowało, razem
      ze mną. Po mniej więcej pięciu minutach, uderzyłam stopami w grunt. Rozejrzałam
      się i pomyślałam, że to niemożliwe, że kiedyś to miejsce było takie, jak
      opowiadała Wiewiórka. Widziałam suchą, wyjałowioną ziemię i uschnięte drzewa.

      Pobiegłam dalej. Gdy przebiegłam już dobre pół kilometra, zza horyzontu zaczęła
      wyłaniać się wioska. Przyspieszyłam. Po mniej więcej pięciu minutach, byłam już
      na czymś w rodzaju ścieżki, pomiędzy chatkami. Stanęłam, i zaczęłam się
      zastanawiać, gdzie mam iść. Nagle zobaczyłam, że na wzgórzu, oddalonym o jakieś
      półtora kilometra, jest zamek. Już miałam tam pobiec, gdy usłyszałam za sobą
      kroki. Odwróciłam się, i zobaczyłam...Wiewiórkę!

      -Co ty tu robisz, Wiewiórko?
      -Martwiłam się o ciebie, więc gdy tylko znikłaś mi z oczu, pobiegłam w stronę
      portalu. Pomyślałam, że przyda ci się pomoc, przy pokonywaniu smoka i jego sług.
      -Dzięki! Masz rację, że pomoc mi się przyda. Tam mieszka ten smok?
      -Tak, ale najpierw musimy pokonać jego sługi. Strzegą wzgórza.
      -No, to idziemy!

      Pobiegłyśmy ile sił w nogach. Gdy minęło jakieś pół godziny, dotarłyśmy do
      naszego celu. Ukryłyśmy się za jakimś domem by nic nas nie zauważył.

      -To tutaj. Ale jak zamierzasz go pokonać?
      -Ech....Sama nie wiem.

      To była prawda. Nie miałam zielonego pojęcia co robić. Ale czułam, że teraz nie
      ma już odwrotu. Nie mogłam zawieść Wiewiórki.

      -Nie znasz może planu tego zamku?
      -Mogę ci narysować.

      Plan który narysowała mi Wiewiórka nic a nic mi nie mówił. To była jedna wielka
      plątanina korytarzy. Wyglądała jak ogromny labirynt.

      -Eeee......Wiewiórko, a może poszłabyś za mną? Poprowadziłabyś mnie i czułabym
      się raźniej.
      -Jasne!

      Obie zaczęłyśmy się zastanawiać jak minąć strażników i wejść do zamku. W końcu
      zarzuciłyśmy na siebie biedne ubrania (po które weszłyśmy przez okno do jednego
      z opuszczonych domów), i wyszłyśmy. Zaczęłyśmy iść pod górę i za chwilę
      stanęłyśmy u wrót pałacu. Strażnicy zauważyli nas i natychmiast do nas
      podbiegli z pytaniem czego tu szukamy. Wtedy dałyśmy naprawdę niezły popis
      aktorski. Padłyśmy na kolana, złożyłyśmy ręce w błagalnym geście i wtedy
      zaczęłam mówić:

      -Prosimy, czcigodni strażnicy, pozwólcie nam wejść! Mamy bardzo ważną sprawę do
      króla!
      -Co to za sprawa?
      -Jesteśmy biednymi sierotami i chciałybyśmy wiernie służyć naszemu czcigodnemu
      władcy!

      Wtedy odezwała się Wiewiórka:

      -Umiemy robić prawie wszystko: gotować, prać, prasować, sprzątać, wszystko!
      -Jego Królewska Mość ma już niewolników którzy robią to wszystko. A chodźće,
      może coś się dla was znajdzie!
      -Och, dziękujemy! Dziękujemy!

      Mówiłyśmy to tak przekonująco, że wydawało mi się, że nie powstydziłaby się nas
      żadna wytwórnia filmowa. Postanowiłam, że pierwszą rzeczą którą zrobię po
      powrocie do domu (jeśli wrócę!), będzie szukanie ogłoszeń o castingu do
      jakiegoś filmu w gazetach. Pójdę na pierwszy, o którym się dowiem.

      Wprowadzono nas do zamku. Kiedy zobaczyłam wnętrze pałacu, to aż mnie zatkało.
      Marmurowe, podgrzewane podłogi, kryształowe okna, lśniące ściany. Ale
      najbardziej zainteresowała mnie fontanna. Wznosiła się na środku sali
      wejściowej. Zrobiona była z najczystszego kryształu, a posąg kobiety, która
      przechylała dzban z którego lała się woda, zrobiono z najprawdziwszych
      diamentów. Miała też suknię ze szmaragdów. Od całości bił taki blask, że trzeba
      było aż przymrużać oczy.

      W
      • g_kasia Fenomenlne... 24.02.05, 08:19
        ... koniecznie weźcie udzial w jakimś konkursie.. a może jakieś kursy pisarskie?
        Twoja córka musi rozwijać swój talent, bo jest on ogromny... pisze wspaniale...
    • mamaani5 Re: Czy to normalne? (dość długie) 21.02.05, 14:39
      Jeszcze druga część:

      Wprowadzono nas do jednego z korytarzy, które rozchodziły się od sali
      wejściowej niczym promienie słońca. Gdy szłyśmy, zaczynałam się coraz bardziej
      bać. Co zrobimy, gdy już znajdziemy się w sali tronowej? Czy wyjdziemy żywe ze
      spotkania ze smokiem? Ale teraz na odwrót było już za późno.

      Gdy dotarliśmy do drzwi sali tronowej, dałam znak Wiewiórce, i obie walnęłyśmy
      Strażników w nosy tak mocno, że obaj padli bez zmysłów na podłogę. Stracili
      przytomność! To było coś niesamowitego. Nie wiedziałam, że mam tyle siły. Ten
      prawy sierpowy wymierzyłam jak zawodowa bokserka!

      Gdy ich związałyśmy, wyjęłam z kieszeni szpulkę nici i przywiązałam ją jednym
      końcem do klamki, żeby potem móc znaleźć drogę. Musiałyśmy zdobyć coś, co by
      pomogło nam w walce z potworem. W końcu, nie mogłyśmy przecież pokonać potwora
      gołymi rękami, nie?

      Idąc przez główny korytarz zauważyłam jakiś kamyk. Podniosłam go i okazało się,
      że jest kawałkiem diamentu. I to bardzo ostrym kawałkiem. I twardym. Można było
      nim wyrządzić niezłą krzywdę. Pomyślałam, że to mi się przyda w walce.

      Nagle w głowie zaświtał mi pewien plan...przypomniałam sobie lekcję historii o
      ludziach pierwotnych. Pokazano tam ich broń. Ostre kamienie przywiązane do
      kijów..

      -Wiewiórko, mam pomysł! Musimy tylko znaleźć jakiś długi i gruby kij i sznurek!
      - Przed zamkiem jest ich dużo, a sznurek mam w kieszeni!
      -Super!

      Wyszłyśmy przed pałac. Okazało się, że znalezienie grubego kija nie jest tu
      zbyt trudne. Po pięciu minutach wróciłyśmy do zamku. Usiadłyśmy pod fontanną i
      zaczęłam pracę twórczą. Przywiązałam diament do kija, upewniłam się, że się nie
      urwie, i gotowe! Broń jak za czasów pierwotnych. Prymitywna, ale skuteczna!

      -Idziemy do sali tronowej. Musimy uderzyć z zaskoczenia. Jest jakieś tajne
      wejście?
      -Tak, znam takie. Za obrazem przedstawiającym pałac. Wystarczy dotknąć
      najwyższej wieży.

      Pobiegłyśmy. Znalazłyśmy obraz i weszłyśmy do tajnego korytarza. Był oświetlony
      pochodniami (znaczy, miałam w kieszeni zapalniczkę i to ja je zapaliłam), więc
      szybko go przebiegłyśmy. Gdy wyszłyśmy, okazało się, że jesteśmy tuż za tronem
      (tronu o takich rozmiarach jeszcze nie widziałam). Wpełzłyśmy pod niego. Wtedy
      zobaczyłam nogi smoka. Duży palec u prawej nogi miał zabandażowany.
      Przypomniałam sobie opowiadanie o pięcie achillesowej, i pomyślałam, że można
      spróbować zadziałać w ten sam sposób. Podpełzłam po cichu do jego nogi......i z
      całej siły wbiłam moją włócznię w jego palec! Smok zaryczał na całe gardło,
      podskoczył, i runął na ziemię z wielkim hukiem!

      Wyszłyśmy spod tronu.

      -Czy on....nie żyje? - zapytałam drżącym głosem. Nie mogłam znieść myśli, że
      mogłabym kogokolwiek zabić.
      -Spokojnie. Jest tylko nieprzytomny. Ale lepiej zwiążmy go zanim się obudzi.

      Gdy związałyśmy smokowi ręce, nogi i pysk (poszedł na to cały duży kłębek
      sznurka), wyruszyłyśmy na poszukiwanie lochów.

      -Wiewiórko...czy w lochach są strażnicy?
      -Zniknęli, gdy smok stracił przytomność. Wszyscy to wiedzą. Strażnicy zamku są
      wytworem tej bestii. Gdy zemdlał, oni też padli bez zmysłów.
      -Całe szczęście.

      W końcu znalazłyśmy wejście i zeszłyśmy do lochów. Było w nich zimno i
      wilgotno. Wszędzie była pleśń. "Idealne miejsce do życia....dla grzyba ma się
      rozumieć" - Kiedyś powiedziała to Elyon w moim ulubionym komiksie. Ta wypowiedź
      idealnie pasowała do tego miejsca. Strażnicy rzeczywiście leżeli bez zmysłów.
      Wyjęłam z ręki jednego klucze i zaczęłyśmy akcję "Otwieranie Cel". Ja
      otwierałam, a Wiewiórka mówiła im, żeby zebrali się przy wyjściu. Do każdej
      pustej celi wpychałam nieprzytomnych strażników, po czym zamykałam ją na klucz.
      Gdy doszłam do ostatniej celi, zawołałam Wiewiórkę.

      -To cela specjalnie dla ciebie. Otwórz ją.

      W ostatniej celi byli rodzice Wiewiórki. Gdy otworzyła drzwi, natychmiast padli
      sobie w ramiona, a ja poczułam się jak piąte koło u wozu. Nagle Wiewiórka
      powiedziała:

      -To jest moja przyjaciółka, Ania. To ona obezwładniła smoka.
      -Ty mi bardzo pomogłaś. Bez ciebie by nie wyszło - powiedziałam.

      Zaczerwieniłam się przy tych słowach jak burak. Rodzice Wiewiórki przywitali
      się ze mną i poszli do innych więźniów, a my za nimi. Gdy dotarłyśmy poczułam,
      że należy się im kilka słów wyjaśnienia. Trąciłam porozumiewawczo Wiewiórkę, a
      ona zaczęła mówić:

      -Przyjaciele! Oto nadszedł koniec naszego nieszczęścia! Dzięki naszej
      przyjaciółce Ani (znów się zarumieniłam) jesteśmy wolni! Smok leży w sali
      tronowej nieprzytomny i związany! Strażnicy są zamknięci w celach! Nie będą już
      tratować naszych pól! Możemy spokojnie wracać do domów!

      Po tej krótkiej przemowie wzniosła się burza wiwatów i oklasków. Gdy wszyscy
      powoli wychodzili, zauważyłam, że sporo jest matek z dziećmi, czasem nawet z
      niemowlętami.

      Gdy wyszłyśmy ja i Wiewiórka, zobaczyłyśmy, że wszyscy już poszli do domów.
      Wszystko było w porządku. Nagle pomyślałam o czymś jeszcze.

      -Wiewiórko, nie wiesz, gdzie jest jakiś sejf, czy coś innego, gdzie są daniny?
      -W sali tronowej, pod dywanem.
      -Damy je stolarzom, garncarzom i tak dalej. Niech dadzą ludziom pracę.
      -Zgoda!

      Wróciłyśmy więc do sali tronowej. Smok dalej leżał nieprzytomny. Podwinęłam
      dywan i otworzyłam sejf. Był w nim worek pełen pieniędzy. Wzięłyśmy go i po
      cichu wyszłyśmy z pałacu. Potem zaczęła się zabawa w Świętego Mikołaja.
      Wrzucałyśmy pieniądze do warsztatów, a gdy skończyłyśmy, zostało jeszcze sporo
      forsy, więc wrzuciłyśmy to do domów. Starczyło dla wszystkich. Potem
      wrzuciłyśmy przez okno biedne stroje, do domu z którego je "pożyczyłyśmy".

      W końcu nadszedł koniec tej przygody, Wiewiórka odprowadziła mnie do portalu.

      -Zawsze jesteś mile widziana na Elkonii. Wróć tu jeszcze!
      -Pewnie że wrócę! Pa!
      -O, jeszcze jedno. Nie bój się. Tylko ty widzisz portal.
      -Aha. Dzięki za informację, i za wszystko. Do zobaczenia!

      Z tymi słowami wkroczyłam w portal.

      Uczucie symulatora kosmicznego wróciło. Gdy wreszcie przestało mną kołować, i
      wyrzuciło mnie na ziemię, okazało się, że jestem dokładnie pod Ścianą Znaków!
      Spojrzałam na zegarek: O, RETY, JUŻ DRUGA! JESTEM SPÓŹNIONA NA OBIAD! I z tym
      wrzaskiem zako¨½czyła się moja przygoda w krainie smoków na Elkonii (a do domu
      zasuwałam sto na godzinę a i tak spóźniłam się piętnaście minut! Babcia nie
      była zbyt zadowolona, ale trudno. Szybko jej przeszło.).
      • marzena75 Fantastyczne 21.02.05, 15:02
        Nie tylko z racji gatunku literackiego ale przede wszystkim z czytania.
        Tylko gratulować takiego talentu.
    • grrrrw Re: Czy to normalne? (dość długie) 21.02.05, 15:10
      Jesli ma 12 lat, to pewnie jest w V lub VI klasie.
      Czyli pójdzie niedługo do gimnazjum. Warto pomyslec, gdzie ja dac, bo to zdolne
      i wrazliwe dziecko, szkoda, zeby marnowala czas. Jak sie nie da, to zainteresuj
      ja moze jakims kółkiem recytatorskim czy podobnym, aby miala kontakt z dziecimi
      na troche wyzszym poziomie niz te z klasy. I nie bedzie miala pokusy odsuwania
      sie od ludzi w swiat fantastyki, bo nie nauczy sie z przecietnymi ludzmi
      rozmawiać i moze jak to mówia, wyrosnac na dziwadlo.
      W gimnazjum moze znajdzie jeszcze jakas inna kolezanke. Ale moze sie zdarzyc,
      ze nie znajdzie, ze bedzie poziome bardzo odbiegac od klasy, ze bedzie czula
      sie samotna. I dlatego nie zabraniaj jej znajomosci z kolezanka, ktora byc
      moze stara sie nia manipulowac, a tylko wzmacniaj ja. Moze ona juz sobie zdaje
      sprawe, ze trudno jej bedzie znalezc sobie kogos na swoim poziomie do
      kolegowania i zalezy jej na sympatii tej dziewczynki, nawet jesli jest to
      kosztem roznych nieporozumien.
      A z atlasem moglo byc roznie, moze mama sklamala ?
      Kiedys ksiazki dla dzieci traktowano tak jak my teraz telewizje. Ksiazek dla
      dzieci bylo niewiele i tylko niektóre byly odpowiednie dla dzieci, literatura
      dziecieca rozwijala sie nie bez bolu. Dzis tez nie wszystko co sie drukuje niby
      dla dzieci warte jest czytania i przezywania.
      Mimo wszystko uwazam, ze nalezy kontrolowac, to co dzieci czytaja. I to raczej
      metoda lepiej mniej niz wiecej.
      • edytek1 Re: Czy to normalne? (dość długie) 21.02.05, 16:45
        Talent rzeczywiście ogromny a do tego piękne słownictwo. Jeśli dziewczynka ma
        12 lat to jest max. w 6 klasie za chwilę gimnazium tam zmieni środowisko.( może
        rozstanie sie z ustyną). Może czas zacząć jej tłumaczyć, zę nie wszyscy ludzie
        są dobrzy i mają czyste serca. Pokaż przyklad Justyny jej kłamstwo, brak
        szacunku do twojej córki. Może dziecku trzeba "poprostu otworzyć oczy". Może
        sama nie będzie chciała ciągną tej przyjażni. A klasę zawsze zdążysz zmienić.
        • zezen Bardzo normalne 24.02.05, 01:18
          Na miły Bóg! Cudnie pisze.
          Nie tylko że nie wzbraniaj (tylko uważaj na jej oczy, bo sobie zepsuje -
          powiedz, by co godzinę przerywała i się w dal patrzyła), lecz chwal, wspieraj,
          przenieś do lepszej klasy (tak!), a gdy będzie miała 16 lat, zapisz do Mensy wink.
          www.mensa.org.pl




          Zezen, też mensanin.
    • g_kasia Re: Czy to normalne? (dość długie) 24.02.05, 08:13
      Mamoani...
      To cudowne, że masz tak wartościową córkę w czasach, kiedy wiedza i książki są
      tak mało popularne. Co prawda nie mam doświadczenia z 12letnimi dziećmi, ale
      jestem prawie już pedagogiem, więc może coś jednak sensownego napiszę smile
      Porozmawiaj z córką, tak szczerze, czego ona by chciała. Zaproponuj zmianę
      klasy (hmmm może szkoły? - nie wiadomo jak jej była klasa zareaguje, więc żeby
      jej w razie czego nie szykanowali, poza tym miałaby mniejszy kontakt z Justyną).
      Co do Justyny, nie broń przyjaźni... wydaje mi się że ona sama się wypali,
      zwłaszcza, że jak sama napisałaś coraz większą sympatię Twojej córki zyskuje
      Ewa.
      Co do książek, wyobraźni i wiedzy...
      Ilością książek nie przejmuj się... chyba, że kwestią finansową... poza tym to
      zainteresowanie nie ma innych wad...
      wyobraźnia... spróbuj wybadać jaki stosunek córka ma do tej magii i czarów -
      czy ona wie, że to fikcja i że tak naprawdę nie ma czarodziejów ani magii...
      Wydaje mi się, że córka jest na tyle dorosła, żeby rozumieć różnicę... ale przy
      tak bogatej wyobraźni bywa różnie... a tu może istnieć pewne
      niebezpieczeństwo...
      wiedzę koniecznie rozwijaj... nie można niszczyć pasji...
      i na koniec mam pewną propozycję...
      Wpisz w wyszukiwarkę "konkursy pisarskie" albo coś w tym stylu... może córka
      wzięłaby udział w jakimś konkursie? Nawet jeżeli nie wygrałaby, to fachowiec
      przeczytałby jej pracę i napisał, co powinna jeszcze podszlifować... Konkursy
      takie organizują różne wydawnictwa, albo stowarzyszenia pisarskie...

      Życzę powodzenia i napisz czasem co u Was słychaćsmile
      pozdrowienia Kasia
    • weronikarb Re: Czy to normalne? (dość długie) 24.02.05, 10:48
      Oj tak jakbym czytala o sobie.
      Uwielbiam ksiazki od kiedy pamietam, ile ja nocek z ich powodu nie przespalam :-
      )
      Wrażliwość i wyobraźnia zostana juz z nią do konca zycia smile
      Bardzo te dwa atuty pomagaja w zyciu, jednak i sporo utrudniaja i jest mniej
      odporna na zlo ze strony innych ludzi. Bedzie widziec w kazdym dobrego
      czlowieka kazdemu bedzie ufac. Mam nadzieje ze ich nie spotka zbyyt wielu na
      swojej drodze, aby ja omijali szerokim łukiem.
      Mnie sie ta sztuka nie udala, jednak mimo niepowodzen, utraty zludzen co do
      tzw. "przyjaciół" to nie stracilam nic ze swojego "dobrego" spojrzenia na
      świat. Wiele razy gdy jest mi ciezko i zle gdy zdaje sie ze niema innej drogi
      wyjscia uciekam w dobry swiat marzen, uciekam sie do swojej wyobrazni.
      Pomaga i to bardzo, tam nabieram sil na dalsza walke, na dalsze zycie i
      napelniam swoje serce miłościa do innych ludzi.
      Bedzie miala bardzo bogate zycie.
      Jednak wspieraj ja i prowadz droga ktora wybrala smile
    • grzalka Re: Czy to normalne? (dość długie) 24.02.05, 11:18
      Tak, przeniosłabym do innej klasy. Byłam podobnym dzieckiem i przeniesienie do
      innej klasy było najlepszą rzeczą, którą mogli zrobić rodzice (z tym, że oni
      zrobili to wcześniej, bo w 3 klasie SP). I bardzo starannie wybrałabym
      gimnazjum dla Ani.
    • grzalka Re: Czy to normalne? (dość długie) 24.02.05, 11:21
      Aha, jeszcze jedno- mój Tata tez się bardzo niepokoił, że za duzo czytam i zyję
      w świecie fikcji. Radził się nawet pani psycholog, która poradziła mu
      socjalizowanie mnie w miarę możliwości, żebym musiała miec jakiś kontakt z
      rzeczywistością. Co tez czyniono, dyskretnie i nienachalnie wink
Pełna wersja