Dodaj do ulubionych

O moim mamusiowym braku wyobraźni:(

21.07.05, 00:48
Witam, musze sie wygadać, bo do tej pory mi ciarki chodzą po plecach.
naraziłam mojego synka na ...kalectwo, a nawet...
Bylismy dziś nad Wisłą. A tam jest sobie murek oddielający nabrzeże od ulicy.
I ten murek niewysoki, bo do moich kolan zaintrygował mojego wszędobylskiego
synka.
Moge sobie iść po murku?- pyta Mateuszek.
A idź synku- rzekłam i zagadywałam do młodszego w wózku. I tak szlismy, on na
murku, ja po chodniku. Nagle zdałam sobie sprawę, ze Mati już wyżej niż ja, i
zdałam sobie sprawę, ze po drugiej stronie murku jest równie wysoko. A on
szczęśliwy gapi sie na niebo i idzie.
Boże... z nerwów mi mowe ojęło, ale złapałam go za noge i wydyszałam, zeby mi
dał rękę. A on się gibnąl.
Dziewczyny, chyba go dobre anioły podtrzymały. Z drugiej strony było już
kilka metrów w dół...
zdjęłam go, on się wystraszył, a ja popłakałam z nerwów, strachu.
Ja zupełnie nie myślałam, co jest za tym murkiem. Na początku było tak samo
nisko i tu i tu.
A teraz siedzę i ryczę, bo chociaż na szczeście do dramatu nie doszło, to
moje dziecko przez moją własną ignorancję....
Musiałam to napisac, bo mnie rozrywa od środka
kalpa
Obserwuj wątek
    • mik5 Re: O moim mamusiowym braku wyobraźni:( 21.07.05, 08:19
      Kochana - nic się na szczęście nie stało, nie trać czujności na przyszłość.
      Wyobraźni ci nie brakuje.
      Pozdrawiam
      • ewa1715 Re: O moim mamusiowym braku wyobraźni:( 21.07.05, 09:25
        Na "pocieszenie" napiszę Ci tylko że nie jesteś sama...
        Strasznie pzeżyłam, gdy dwukrotnie zrobiłam krzywdę swojej córeczce. Gdy miała
        dwa lata przewróciłam się z nią na rowerze. Na szczęście była w foteliku i
        kasku, obrażenia nie były duże, ale głowa trochę mimo wszystko obtarta. Dwa
        misiące po tym wydarzeniu niosłam ją na rękach (ze szpitalnej przychodni po
        badaniach u ortopedy) i nie zauważyłam, ze chodnik się kończy. Upadłam z nią, z
        tym ze Gosia uderzyła głową w asfalt... myślałam, ze umrę!!! Śni mi się to po
        nocach po dzis dzień. Straszne, kiedy człowiek chce uchronić swoje dziecko, a
        czasem wychodzi proporcjonalnie odwrotnie. Od tamtego wydarzenia nigdy juz jej
        ne wzięłam na ręce.
        Pzdarwiam
        Ewa
        • r.kruger Re: O moim mamusiowym braku wyobraźni:( 21.07.05, 09:34
          Każdy opiekun ma "coś" na swoim koncie.Dobrze że nic się nie stało smile a czasem
          warto opowiedzieć i poczytać co innym się przydażyło i uniknąć-po prostu uczyć
          się na cudzych błędach.
          Kiedy Mikołaj był noworodkiem wyobraźnia płatała mi figle przedstawiając co
          rusz "krwawe"obrazki.Kiedyś wyobraziłam sobie że niosę go,potykam się o kabel
          od odkurzacza i rozgniatam upadając na niego.Okropna wizja.Ale od tamtej pory
          nim wezme go na ręce (ma już półtora roku)patrzę jakie przeszkody mam na
          drodze.Po prostu traktuję to jak przestroge...
    • wwiolka Re: O moim mamusiowym braku wyobraźni:( 21.07.05, 13:07
      Twojemu dziecku przynajmniej sie nic nie tało... moje po upadku z 15 cm sofy na
      której zreszta sama siedziałam bawiąc się klockami z dzieckiem, złamało rekę w
      nadgarstku. Młody miał wtedy niewiele ponad roczek. okres 2 tygodniowego gipsu
      na jego maluśkiej rączce dłużył się niemiłosiernie. A żebyś widziała jak na
      pogotowiu na mnie patrzyli! Chętnie bym te wydarzenie wymazała z pamięci i z
      życiorysu mojego dziecka! Niestety mimo tego, ze obok siedziałam nie udało mi
      się uniknąć katastrofy.
    • annall Re: O moim mamusiowym braku wyobraźni:( 21.07.05, 14:49
      kochanasmile
      Oj, jakie te nasze Mateuszki podobne, mój tez uwielbia chodzić po murkach itp.
      Ja natomiast raz wracając ze szpitala niosłam mojego osłabionego szkraba na
      rękach, zima była, ślisko i ...no właśnie wsadziłam go pupą do kosza na śmieci,
      bo stał przesuniety na środek chodnika. Na szczęście miał kombinezon, ale i tak
      płakał, bo plecki bolały...(potem wszyscy się ze mnie śmiali, a mąż stwierdził,
      że to o ponad 4 lata za późno na szok poporodowy, żeby dziecko wyrzucać- fajno
      tylko ile mnie to strachu kosztowało)
      Każda z nas ma różne takie historie do opowiedzenia, a sama wiesz ile ostatnio
      masz na głowie, więc nie jest to brak wyobraźni- na szczęście nic się nie stało.
      Pozdrawiam ciepło
      Ania
    • mamaigora1 Re: O moim mamusiowym braku wyobraźni:( 21.07.05, 14:53
      Jak to mówia mądry Polak po szkodzie - dobrze, że do szkody nie doszło...

      A z drugiej strony głowa do góry, czasem wszystkim przydaje sie taki zimny
      prysznic w postaci ostrzeżenia z nieba (bo tak to chyba mozna nazwać) i wtedy
      dmuchając na zimne nie dopuścimy do dużo gorszej tragedii - widocznie droga
      Kalpo Bóg miał jakis cel w tym aby Cie w taki własnie sposób ostrzec wink
    • laminja Re: O moim mamusiowym braku wyobraźni:( 21.07.05, 14:59
      ja mam już na szczęście nowe okna, ale kiedyś nasz niemowlaczek wspiął się (do
      dzis nie wiem jak) po zabawkach na wysoki parapet (a wyszłam z pokoju na
      minutkę). Zastałam go usiłującego otworzyć niedomkniete okno.
    • smagliszka Re: O moim mamusiowym braku wyobraźni:( 22.07.05, 00:36
      A ja i tak byłam najgorsza z Was sad
      Jak Mała miała ok 10, 11 mcy siedziała sobie w wannie i pluskała się a ja
      wyszłam do przedpokoju do szafki po ręcznik i nagle usłyszałam wielkie pluuusk!
      W sekundzie byłam przy Małej, a ona-cała pod wodą!!! I takie przerażenie na
      małej buzi sad(( Wyciągnęłam ją od razu a ona jeszcze przez trwające wieki 3 lub
      4 sekundy nie oddychała ani nie płakała w takim była szoku sad( A później
      wybuchnęła takim rozpaczliwym płaczem sad To było straszne! Na szczęście nic się
      nie stało, poza tym że przez jakieś 2 mce nie dała się wsadzić do wanny sad
      pozdrawiam
      smagliszka
    • agnessa71 Re: O moim mamusiowym braku wyobraźni:( 22.07.05, 06:23
      wczoraj czytałam ten wątek a dzisiaj w nocy zrzuciłam moje 5-miesięczne dziecko
      z łóżka ... zasnęłam przy karmieniu i nie odniosłam do łóżeczka, a o 4.42
      obudził nas przeraźliwy płacz, za chwilę mały się uspokoił i mam nadzieję że
      jest wszystko dobrze ale ja już nie zasnęłam ze stresu. a zawsze bałam się że
      coś takiego może mnie spodkać. A ten wzrok mojego męża, z ogromnym wyrzutem...
      • delilian Re: O moim mamusiowym braku wyobraźni:( 22.07.05, 13:50
        Sluchajcie,
        trzeba odroznic nieszczesliwy wypadek - jak potkniecie sie z dzieckiem na reku,
        od bezmyslnosci. Mnie przerazja mamy zostawiajce spiace niemowleta w wozkach
        przed sklepami - a przeciez moze podbiec duzy pies... brr... Slyszalam o
        przypadku, gdy rozwscieczony nastolatek, ktoremu mloda matka zwrocila uwage, za
        bodajze przeklinanie, wyciagnal jej dziecko z wozka przed skalepem i wrzucil do
        smietnika....
        Mysle, ze wielu mamom brakuje wyobrazni, napiszcie o takich ryzykownych
        zachowaniach, ktore obserwujecie - ku przestrodze.
        • r.kruger ku przestrodze 22.07.05, 14:06
          kiedy jeszcze nawet nie planowałam być mamą widziałam dwa smutne wypadki,a
          potem o jednym mi opowiedziano:
          1.Podczas "wyprowadzania" wózka z autobusu, wypadło niemowle główką uderzając o
          chodnik...
          kupiłam wózek z pasmi pięciopunktowymi,na wszelki wypadek zapinałam je od
          samego początku
          2.dziecko podróżowało w foteliku nie przypiętym pasami do auta,podczas wypadku
          wypadło razem z fotelikiem przez szybe na jezdnie.W bardzo ciężkim stanie
          przewiezione do szpitala.
          mój synek jeździ zawsze starannie zabezpieczony w aucie
          3.jakaś mądra mama zostawiła niemowle w aucie pod supermarketem,było gorąco-
          ludzie komentowali i mijali auto.Jeden z nich poszedł do ochroniarza i zgłosił
          sytuację.Ochroniarz "zgłosił" wezwanie matki do radiowęzła,sam wezwał policję i
          pogotowie.Nim służby rat.przybyły stłuczono szybę w aucie...dziecko w stanie
          krytycznym zabrano do szpitala. Mamusia po przybyciu na miejsce strasznie
          awanturowała się o zbitą szybę...policjant chyba nie był łagodny gdyż założył
          mamusi kajdanki i zabrał do radiowozu.
          bez komantarza
    • begonia4 ostrzeżenie 22.07.05, 19:22
      Ja nie mogę patrzeć na niektóre durne zabawy - np. podrzucanie nimowląt i
      małych dzieci do góry. Kiedyś byłam świadkiem, jak takie kilkunastomiesięczne
      dzieciątko spadło na ziemię! Tylko chyba dzięki opatrzności Boskiej nic się nie
      stało, oprócz ogrmonego strachu malucha i wszystkich dookoła.
      Niestety co do braku rozwagi ja mogę Was wszystki pobić - weszłam ze swoim
      kilkuletnim dzieckiem prosto pod samochód. To było na przejściu dla pieszych -
      jeden samochód ustąpił nam drogi a drugi już nie. Policja ustaliła, że to była
      wina kierowcy, ale ja dokońca życia będę miała wyrzuty sumienia. Na szczęście
      oprócz kilku siniaków i guzów nic nam się nie stało, ale i tak musiałam
      zostawić dziecko na oddziale SOR do obserwacji i sama trafiłam do szpitala.
      Nigdy w życiu tak strasznie się nie bałam. Przez kilka najdłuższych sekund w
      życiu myślałam, że mój maluch nie żyje. Nie życzę tego najgorszemu wrogowi. Ale
      ja też teraz myślę, że to był jakiś znak. Mając dziecko, trzeba mież oczy
      dookoła głowy i myśleć z ogromnym wyprzedzeniem. Pozdrawiam i życzę dużo
      rozwagi.
    • mama007 Re: O moim mamusiowym braku wyobraźni:( 23.07.05, 14:04
      Kalpa!
      jesteś jedną z najbardziej odpowiedzialnych mam, jakie znam!! zdarza się każdemu, że czegoś nie dopatrzy, nie dopilnuje. Ja ostatnio prawie zgubiłam Asię w Ikei... też moja głupota. Nie martw się, jesteś bardzo odpowiedzialną matką, chłopaki mogą być dumni smile
      i daj znać kiedy pasuje Ci spotkanie, ja głupieję od siedzenia w domu sad
      pozdrawiam
      Aga
    • fruzia80 Re: O moim mamusiowym braku wyobraźni:( 24.07.05, 10:36
      Ja zrobiłam mojej córeczce ogromną krzywdę, być może ślady będzie miała do
      końca życia, a wyrzuty sumienia nie dadzą mi spokoju już nigdy. Dwa miesiące
      temu (mała miała 15 m-cy) moja córeczka oparzyła się herbatą, którą ja sama
      zaparzyłam i zostawiłam w miejscu, z którego wydawało mi się dziecko nie ma
      prawa jej sięgnąć. Córka poparzyła się na oczach dziadków, męża i moich, ale to
      ja czuję się za to odpowiedzialna. Uczyłam co prawda córkę, że nie wolna samemu
      sięgać po szklanki, ona sama jak widziała szklankę, obojetnie, czy pustą, czy
      napełnioną zawsze wszystkim powtarzała, że to jest "siii" i pokazywała palcem,
      że tego nie wolno ruszać. W tamtym dniu widziała, że ja noszę kolację z kuchni
      do pokoju i ona też chciała coś zanieść, pomóc mi, bo na co dzień wykonywała ze
      mną wóżne czynności w domu - tzn. po swojemu ze mną prała, prasowała, odkurzała
      itp. Córka miała oparzoną brodę, szyję i klatkę piersiową. Prawie dwa tygodnie
      przeleżałyśmy w szpitalu, daleko od domu, bo z miejscowego szpitala przewiozła
      nas karetka na sygnale do szpitala wojewódzkiego. Córka była na tyle poważnie
      poparzona, że przez dwie doby istniało zagrożenie jej życia. Teraz po dwóch
      miesiącach blizny zostały tylko delikatne na klatce piersiowej, mm nadzieję, że
      znikną do końca, robimy wszystko co w naszej mocy, aby nie zostało śladu po
      oparzeniu, ale moja córeczka to już nie to samo dziecko. Co prawda z tygodnia
      na tydzień jest coraz lepiej, ale stała się strasznie bojaźliwa, wstydliwa,
      przerażają ją obcy ludzie i śpi wyłącznie z nami, nie ma szans zostawić ją
      nawet na chwilkę samą. No i panicznie boi się szpitali, ekarzy, przychodni i
      wzystkiego co związane ze służbą zdrowia.
      • r.kruger fruzia80 24.07.05, 15:30
        Wyrzuć w kat wyrzuty sumienia-nie zrobiłaś tego specjalnie,córeczka wróci do
        siebie szybciej niż myślisz.Kiedy miałam 14miesięcy moja mama zlała z patelni
        smalec do miseczki w której zwykle były cukierki,postawiła tak żebym nie mogła
        sięgnąć...a ja pamiętam jak stojąc na palcach delikatnie końcówkami palcy u rąk
        podsuwałam sobie naczynie.Tyle pamiętam.Mam bliznę-na dekoldzie częściowo na
        piersi ale to dlatego że mama nie miała jak od razu zabrać mnie do szpiatala a
        potem, lekarz troche zbagatelizował. Blizna teraz jest płaska,dużo mniejsza i
        nie jest kolorowa jak kiedyś.Pomógł mi contratubex.Koleżanka korzysta z
        zabiegów laserowych które są refundowane.Z twoją pomocą dziecko szybko
        zapomni,a z pomocą medycyny blizny szybko znikną.
        Życzę wszystkiego najlepszego, pozdrawiam Renata
    • edytkus Re: O moim mamusiowym braku wyobraźni:( 24.07.05, 15:48
      Przeczytalam ten watek i jakos nie zrobilo mi sie razniej wiedzac ze bezmyslne wypadki nie sa tylko
      moja domena sad
    • begonia4 do fruzia 25.07.05, 13:13
      Bardzo współczuję - małej bólu i strachu, Tobie poczucia winy bo ,jeśliczytałas
      mój post to wiesz, że dokładnie znam to uczucie.
      Jeśli chodzi o obrażenia córeczki -to są b. dobre preparaty silikonowe
      przeznaczone do leczenia blizn - żel Veraderm oraz silikonowy opatrunek Silon-
      sa przeznaczone do leczenia blizn powstałych poprzez m.in. oparzenia, równiez u
      dzieci. Możesz poczytać na stronach www.veraderm.pl, www.blizny.pl i
      www.padtech.pl. Pozdrawiam szczególnie gorąco, trzymajcie się.
      • zuzankak do góry 26.07.05, 22:28
    • goskajm Re: O moim mamusiowym braku wyobraźni:( 26.07.05, 23:21
      Współczuję i również pocieszam- ja odeszam może ze 2 metry od przewijaka,na
      którym leżał mój dotchczas "mało ruchawy"smile synek...Chciałam wyrzucić pampersa
      do worka na śmieci,który stał na przedpokoju. On trzymał w rączkach butelkę,ona
      mu spadła i usłyszałam tylko huk... Mały był tak zszokowany,że nawet nie płakał
      początkowo,ale wiedziałam,że jak ryknie to..Szkoda gadać,co przeżyłam,jego
      pacz,którego nie dało się zahamować,ambulatorium,prześwietlenia i mój strach.
      No i okazało się-złamanie kości strzałkowej w nóżce.I to 2 dni przed pierwszymi
      urodzinami.. Moich wyrzutów sumienia i szczytu głupoty nie da się opisać,nawet
      teraz chce mi się płakać,jak to piszę..
    • ibulka Re: O moim mamusiowym braku wyobraźni:( 29.07.05, 17:14
      Kiedy moja Julka była malutka, spadła mojemu mężowi z rąk, na szczęście na
      wersalkę. Nic się nie stało, płakała bo się przestraszyła. Michał potem bał się
      małą zajmować, ale mu przeszło. Podrzuca ją i bliźniaki tak samo. Jednak ja też
      nie jestem zwolennikiem podrzucania dzieci wysoko do góry. Michał na szczęście
      podrzuca tylko na parę centymetrów. Nie ma szans żeby dziecko spadło, bo od
      razu znowu spada w ręce. Musiałoby chyba mić zamontowaną torpedę.
      --
      A co do wypadków, które widziałam. Idę po ulicy z Julką malutką w wózku, po
      drugiej stronie idzie inna młoda mama z dzieckiem w wózku. Po chwili zaczyna
      jej dzwonić w torebce telefon. Mama puszcza wózek, pochyla się, szpera w
      torebce, a w tym czasie wózek zjeżdża w dół (sam!) po pochyłej jezdni... na
      końcu chodnika uderzając o samochód. Tak się przeraziłam, że jak chwyciłam
      rączkę wózka, to aż mi kości pobielały, żeby tylko go nie puścić!
      Drugi przykład ludzkiej bezmyślności. Jadąc z córcią troszkę ponad rok w
      autobusie pozwoliłam małej zejśc z siedzenia i stać obok mnie. Jula trzymała
      się jedną rączką rurki, drugą mnie i ja też ją trzymałam. Obok mnie siedziała
      mamusia, troszkę ponad 20 lat chyba, z synkiem nieco starszym od mej Julki.
      Chłopczyk zszedł matce z kolan i trzymał się TYLKO rurki. W pewnej chwili
      kierowca autobusu ostro zahamował, a mały oderwał się od ruri i poleciał przez
      połowę autobusu do przodu, około 15 cm nad ziemią, upadając i wybijając sobie 2
      ząbki tuż przed kabiną kierowcy... Mamusia roztrzęsiona skarciła synka za
      nieuwagę i... nadal pozwoliła mu chodzić po autobusie. Na szczęście wysiadłam
      na następnym przystanku.
      Inny przykład - byłam z mężem w stadninie konnej u koleżanki. Jej mąż uczył ich
      4-letniego synka jazdy konnej na wysokiej klaczy. Trzymał konia na ląży. W
      pewnej chwili mały Mateuszek poprosił, czy może przejechać parę metrów bez
      ląży. Mąż koleżanki zgodził się, Mateusz ruszył, tatuś podniósł ręce do góry i
      wydarł się z radości, spłoszony koń stanął dęba, dziecko zleciało na ziemię i
      uderzyło głową w podłoże... Przez 2 miesiące Mateusz leżał w szpitalu. Niedawno
      znowu wybraliśmy się do tej stadniny, tym razem z naszymi dziećmi. Widok jaki
      tam zobaczyłam sprawił, że więcej tam nie pojadę. Ten sam mąż tej samej
      koleżanki uczył swojego 3,5 letniego drugiego syna Adasia jeździć konno. Bez
      ląży. Gdyby koń poniósł...
      --
      Przepraszam, że tak długo, ale musiałam się wypowiedzieć.
    • smagliszka Re: O moim mamusiowym braku wyobraźni:( 05.08.05, 17:28
      Przypomniała mi się jeszcze jedna sytuacja sad
      Kiedys widzialam jak matka zatrzaskując drzwi od malucha ucięła 6scio letniej
      córci palec u prawej rączki sad Straszny widok sad A jak musiala czuc sie ta
      biedna kobieta... No i jak czuje sie teraz, od tragedii minelo chyba juz z 8
      lat, ale braku palca nie da sie zatuszowac tak latwo.
      • ibulka Re: O moim mamusiowym braku wyobraźni:( 05.08.05, 18:20
        To są rzadkie przypadki, ale niestety też się zdarzają. No i dzieją
        się "niechcąco", na szczęście.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka