Przed urodzeniem Mysza pracowalam na etat, poltora, plus nadgodziny, czeste
rozjazdy itp. I tak ponad 10 lat. Meczace to bylo, ale przyzwyczailam sie,
innej rzeczywistosci nie znalam. Zadna tam wielka kariera, ale praca
wciagajaca i czasami niestety mocno stresowa "wszystko na wczoraj". Mysl o
dziecku odkladalam na pozniej... Myslalam sobie, ze po kilku miesiacach bede
chciala wrocic do pracy, bo nie wytrzymam z nudow w domu

) Wiecie, mialam
taki naiwno-sielski obrazek matki niepracujacej przed oczami: wstac pozno,
sniadanko, troche radia i tv, dziecko pospi to ja poczytam i posprzatam,
spacerek, spotkania z innymi kolezankami
heeeeeeeeeeheeeeeeeeheeeeeeeeeeheeeeeeeeee
Mysz grzeczny, a mimo tego robic co jest. Nie spi duzo w dzien (wczoraj 2 x po
20 minut), a jak nie spi, to chce zeby sie nim zajmowac, sam bawic sie jeszcze
nie potrafi - mata 5 minut, obserwowanie na lezaczku - gora 15. Telewizje to i
owszem, by poogladal, ale nie za bardzo mu daje, chyba ze juz wszstkie inne
argumenty odpadaja a ja MUSZE cos zjesc, bo obiad 3 raz podgrzany na stole
paruje.
Mimo tego do pracy nie spieszy mi sie. Moze dlatego, ze ostatni rok przed
ciaza dal mi bardzo mocno popalic, atmosfera byla fatalna, mobbing i wizje
redukcji. Na szczescie w tej chcwili mozemy sobie pozwolic na to, ze zostane w
domu tyle, ile bedziemy uwazali za stosowne, o ile oczywiscie sie cos nie
zmieni. Planuje na chwile obecna 3 lata, z drugiej strony wyboru duzego tez
nie mam, bo o zlobku do 3 lat mozna zapomniec, a prywatna opiekunka do dziecka
kosztowala by tyle, ze niewiele zostaloby z pensji, wiec po co.
Rodziny na miejscu nie mam, wiec taka wersja tez odpada.
Moze i chcialabym cos robic wczesniej, ale najchetniej w jakims malym wymiarze
godzin, a o to tez nie latwo.
Ciekawa jestem, kobitki, ile planjecie pobyc w domu - czy wracacie do pracy,
bo chcecie (wlasny rozwoj, oderwanie od "pieluch"), czy tez musicie (nie tylko
ze wzgledow kasowych, tylko bo np. macie obawe o Wasze miejsce w pracy), a
jesli chcecie wracac do pracy, to po jakim czasie? No i mamy pracujace - czy
wrocily, bo musialy, czy chcialy? I co z tej perspektywy moga powiedziec?