Hej. Moja ponad 2 letnia córeczka jest super domatorką.

) Od jakichś 2
miesięcy nie bardzo chce wychodzić z domu na spacery. W lato oczywiście było
łatwiej, ale teraz jak trzeba się ubrać i wyjść, już na widok ubranek zaczyna
płakać i mówi, że nie chce wychodzić. Czasami działają argumenty tupy "choć
na plac zabaw ze statkiem piratów, albo na pstrykanie kulek, albo do kiosku
po gazetkę", ale czasami nie działa nic i z reguły 4 razy w tygodniu wychodzę
na dwór z dziewczyną wyjącą, że chce do domu. Potem po kilku minutach się
uspokaja i jakoś daję radę wytrzymać 1,5-2 godziny, ale ten moment wyjścia
jest dla mnie niezmiernie przykry.
Co radzicie? Nie przejmować się i wychodzić z płaczącą, a pewnie po 2
tygodniach zrozumie, że i tak będzie wychodzić i tak, czy też może ktoś tak
miał i znalazł jakiś inny sposób?
Chciałabym, żeby Majka poszła do przedszkola od przyszłego roku, chociaż na 2-
3 godziny dziennie, ale w tej sytuacji to ja sobie w ogóle nie wyobrażam, jak
miałabym ją tam zaciągnąć...
W domu owszem mamy dużo atrakcji jak każdy - telewizję staram się ograniczać
do minimu, ale Maja generalnie woli czytać i bawić się puzzlami niż iść na
dwór. Podpowiem może, że pomysł, że zabierzemy puzzle na dwór też nie
działa

)))))))))))))
Pozdrawiamy. Kasia i Maja (24.07.2003)
________________________________________
Majeczka maj law

)))