Dodaj do ulubionych

porazka lekarzy, czyli moje nerwy w strzepach

23.01.06, 15:43
zaczelo sie moim katarem - oczywiscie od razu sprzedalam go Glutowi.Glut sie
zaglutowal doszczetnie i zaczal kaszlec. niby nie pierwszy raz, ale ze kaszel
jakis taki swiszczacy, pojechalismy wczoraj na kontrole. wyrok brzmial "kurcz
oskrzeli, potrzebne leki sterydowe, prosze przyjezdzac dwa razy dziennie na
nebulizacje". bylismy w lekkim szoku, bo w koncu to tylko pokaslywanie, na
szczescie w aptece lekow nie bylo, wiec ich nie wykupilismy... zapisalam
dziecko na dzisiaj do innego pediatry i zadowolona pojechalam do domu...

byloby fajnie, gdyby o 21 dziecko moje ukochane nie dostalo ataku kaszlu
straszliwego. kaszlala co 2 minuty (siedzialam przy lozeczku i z zegarkiem w
reku modlilam sie o dluzsze przerwy i spokojny sen), a w koncu obudzila sie z
placzem i uspokoic nie mogla... zaczelam pluc sobie w brode i chodzic cala w
nerwach, ze pani doktor miala racje, a ja chcialam byc madrzejsza i teraz
moje dziecko cierpi...

zadzwonilam do centrum medycznego d lekarza dyzurnego, zapytac, co moge
zrobic, aby dzieku pomoc. i dostalam zjebke tak straszna, ze mnie w dywan
wgniotlo. jaka to ja nieodpowiedzialan matka jestem, jak to ojciec powinien w
srodku nocy po konstancinie i okolicach jezdzic szukac otwartej apteki i tych
lekow, jak to koncza sie takie samowolki rodzicow lekcewazacych zalecienia
lekarskie no i rozne inne przykre rzeczy, ktorych nie uciszylo nawet moje
asertywne 'prosze sie do mnie w ten sposob nie odzywac'. przy okazji jednak
pani doktor rzucila pytanie (jej zdaniem retoryczne), czy posiadamy
nebulizator. odpowiedz brzmiala 'nie' dostalam wiec kolejna zjebke, jak ja
sobie wyobrazam podawanie dziecku tych lekow (co to ich jeszcze nie
wykupilam), skoro nie mam nbulizatora...

tu pania doktor nieco przystopowalo, bo dotarlo do niej, ze zaleceniem
lekarza mialam w taki mroz dwa razy dziennie jezdzic z dzieckie po 30 km w
dwie stony. z dzieckiem, ktore podobno mialo skurcz oskrzeli. wiec dla
odmiany uslyszalam, zebym absolutnie nie wykupywala tych lekow, bo nie mam
ich jak dziecku podac, a takie jezdzenie mija sie z celem... na moje
pytanie "to co w takim razie mam robic???? (w koncu wrzask byl o
niewykupienie lekow!)" uslyszalam - badac dziecku ilosc oddechow, a jesli cos
pania zaniepokoi - zamowic wizyte domowa...

no to rano odwolalam umowiona wczoraj wizyte kontrolna a zamowilam lekarza do
domu. czekalismy 6 godzin. pani doktor wlasnie niedawno wyszla. skurczu w
oskrzelach brak. szmerow brak. kaszel meczacy spowodowany katarem. stosowac
eurespal, clemastin, mucosolvan i w czwartek dziecko moze isc do zlobka
(oczywiscie, jesli bedzie sie dobrze czulo)...

i tak - z jednej strony ulga, ze dziecko sie na smierc nie zadusi, a moja
decyzja o dodatkowej konsultacji i wstrzymaniu sie z wykupieniem lekow byla
sluszna. z drugiej - mam ochote ich udusic!

a wiecie, co najbardziej mnie dobija? ze jak Darek poszedl wczoraj wykupic te
recepcte do jedynej czynnej apteki w poblizu centrum medycznego, uslyszal od
pani magister taki tekst "o, to juz kolejna dzisiaj recepta z centrum
medycznego na te leki. i chyba nawet od tego samego lekarza" - to co, pani
doktor tak hurtem sterydy wszystkim wypisuje????
to teraz ja cos na uspokojenie poprosze....


musialam sie Wam wyzalic sad
Obserwuj wątek
    • mooh Brak słów, Owieczko 23.01.06, 15:48
      Doprawdy, brak słów. Ale najważniejsze, że Glizdeczka jest w lepszej kondycji,
      niż z początku się zanosiło. Trzymajcie się ciepło i zdrowo.
      • cordata1 Re: Brak słów, Owieczko 23.01.06, 19:23
        jestem farmaceutka i standardowa recepta dla chorgo dziecka jest:
        antybiotyk
        steryd- przeciwko skurczu oskrzeli
        syrop
        przeciw uczulenieowiec tyu clemastin
        to recepta standardowa, zmieniaja sie tylko nazwy, lekarze pisza bo tak jest
        najlatwiej.
        wlasnie moja corka byla chora, zamowilam starsza pania dr coby nie wlec malej
        po mrozie.
        pan dr starsza wiec myslam ze bedzie unikac antybiotykow, i co?
        satly zestaw mimo ze mala miala kaszel bez szmerow w oskrzelach i brak
        temperatury.
        pani dr orzekla ze na pewno zejdzie nizej.
        wzielam leki z apteki i nie dalam czekajc na ta zapowiedziana temperature. nie
        wzrosla, udalo sie bez.
        na moje pytania czy moze anyybiotki oslabia jej odpornosc pani odpowiedziala
        ze nie , nie oslabiaja tylko trzeba unikac ogniska zarazen!@ ( szczegolnie ze
        chodzimy na rehabilitacje 3 razy w tygodniu hehehehe)
        przychodzi do nas do apteki znajomy profesor neurolog dzieciecy tez starej
        daty ktory kazal mi jak najdluzej czekac z antybiotykiem!!! i hartowac nie
        przegrzewac, itp..
        coz najlatwiej dac taki zestaw, dziecko zdrowieje i za moment znow jest chore,
        gdyby rzeczywiscie miala ten zapowiadany szczekoczący kaszel i goraczke
        podalabym, ale tak na zapas?????
        zdrowiejcie szybko
        aa. dawlam jeszcze propolis, na miod uczulenia nie ma wiec dalam..
    • ezrapound Re: porazka lekarzy, czyli moje nerwy w strzepach 23.01.06, 15:57
      Potworna historia. Strach chodzić do lekarza. Nie ma nic gorszego od
      rutyniarstwa. Mój mąż też jest lekarzem i ma jak najgorsze zdanie o swoim
      środowisku (co oczywiście nie znaczy, ze nie istnieją wspaniali, mądrzy
      lekarze, bo istnieją i jest ich wielu). Ale rzeczą absolutnie najobrzydliwszą
      jest protekcjonalny stosunek niektórych lekarzy do pacjentów. To jest bardzo
      prymitywne nadużycie władzy nad osobą będącą w potrzebie, bardzo upokarzające
      dla pacjentów. Kiedy byliśmy z naszym dzieckiem na usg stawów biodrowych,
      lekarka, która je wykonywała burczała coś do nas w sposób całkowicie
      niezrozumiały ponieważ żarła śliwki. Miała gębę pełną śliwek podczas
      przyjmowania pacjentów. I traktowała nas jak idiotów. My mamy przynajmniej tę
      satysfakcję, że kiedy trafimy na podobnego konowała to w pewnym momencie mąż
      się "ujawnia" - i mina im rzednie.
      Naprawdę współczuję przeżycia. Ale najważniejsze, że Glut nie jest poważnie
      chory.
      • xemm1 Re: porazka lekarzy, czyli moje nerwy w strzepach 23.01.06, 16:02
        Aż ciarki przechodzą po plecach, ileż to konowałów jest wśród lekarzy... Bardzo
        mnie ta cała sytuacja zdenerwowała, szczególnie teraz po przeżyciach
        szpitalnych z Szymciem sad
        Szastają lekami na lewo i prawo, do niedawna antybiotyki, a teraz sterydy
        ostatnio zrobiły się bardzo popularne....

        Na szczęście z Glizdeczką coraz lepiej.... dużo zdrówka życzymy!
    • tropikalna Re: porazka lekarzy, czyli moje nerwy w strzepach 23.01.06, 16:09
      Straszne to wszystko, naprawdę...
      Biedni jesteście, wyobrażam siobie co musieliście przejść.
      Szlag mnie trafia jak coś takiego słyszę.
      Ostatnio Zozolina dostała pierwszy antybiotyk bo usłyszeliśmy że niezbędna
      konieczność. Mój mąż aż się z babą pokłócił.
      Do dziś nie wiem, czy było to potrzebne, skoro następnego dnia Zuzka czuła się
      dobrze i już nie gorączkowała ale antybiotyk 7 dni.
      Tylko tak potrafia liczyć, po najmniejszej linii oporu...
    • pampeliszka Re: porazka lekarzy, czyli moje nerwy w strzepach 23.01.06, 17:47
      Koszmar.Ile niepotrzebnych nerwow, Owieczko.Ja zawsze w Polsce u lekarza, kiedy
      chcial mi przepisac jakies drogie leki mowilam, ze moja siostra jest farmaceutką
      i ja jej zapytam, czy nie ma jakiegos polskiego odpowiednika. I z reguly
      dostawalam inną receptę...No i wszystko z nią konsultowałam, czy warto.
    • enja11 Re: porazka lekarzy, czyli moje nerwy w strzepach 23.01.06, 18:38
      Jednym słowem trzeba jednak skończyc tą medycynę. Jak to moja babcia mówi:
      rynce opadają!
      Słabo mi, jak pomyśle jak wielu jest niestety konowałów, którzy usiłują leczyć
      nasze dzieci (o nas samych nie wspomnę - pewnie wiele z was miało w ciąży
      przestrzały z lekarzami). Mam nadzieję, że intuicja (Owieczko, to intuicja
      kazała ci poczekać z podaniem leków) i jakaś ostrożność pozwolą nam w miarę
      uchronić nasze dzieci przed terapiami eksperymentalnymi.
      Całe szczęście, że Glizdeczka już ma się lepiej.
      • mmala6 Re: porazka lekarzy, czyli moje nerwy w strzepach 23.01.06, 20:03
        a co to jest ten nubilizator na Boga Ojca???!!!Ja mam (odpukac) nie chorujace
        (niechorujace?) dziecko i poza wit.D3 to on nic nie bierze.Kiedys Nasivin jak
        mial trzydniowy katarek.Jestem wiec w "epoce" antybiotykow, nie mialam pojecia
        ze jest cos takiego jak sterydy i to dla dzieci!!
        Mi sie tez wydaje Owieczko, ze uratowala Was Twoja intuicja, przeczucie zwal jak
        zwal, dobrze wszystko jest dobrze.No i zawsze wazna jest druga konsultacja,
        jezeli sa jakiekolwiek watpliwosci co do diagnozy.
        Uff, biedna Ty! juz sobie wyobrazam jak sie czulas przez te noc "liczac oddechy"!!
        • schaapje nebulizator 23.01.06, 20:53
          to jest (jesli dobrze ze szkoly pamietam) taka tuba do podawania lekow
          wziewnych. chodzi o to, zeby dziecko kilka razy 'oddechnelo' takim powietrzem z
          lekiem, zeby sie on lepiej zaaspirowal no i zeby go nie polknelo (jesli
          bralyscie bioparox, to wiecie, jakie to cholerstwo jest trudne
          do 'wdychniecia').

          wiecie moze to i byla intuicja, moze znajomosc wlasnego dziecka, ale bardziej
          chyba krytyk w postaci tatusia, ktory patrzy na mnie wilkiem za kazdym razem,
          jak lece z Glizda do lekarza.a moze wszystie te trzy rzeczy, chociaz gdybym
          miala taka super intuicje, to w ogole bym do lekarza nie szla...

          ech - bylo, minelo, dobija mnie tylko swiadomosc, ze nikomu juz nie mozna
          zaufac. i tu pojawia sie pytanie, czy moge zufac pani doktor 'ostatniej', bo
          moze ona z kolei nie slyszala czegos, co bylo???

          zwariowac mozna, nie?
          • mmala6 a ja sobie pomyslalam, ze dobrze 23.01.06, 22:49
            ze o tym piszemy, o problemach z lekarzami, diagnozami, lekami itp itd.I piszmy
            caly czas.Ja na ten przyklad nie mialam pojecia o sterydach dla dzieci, teraz
            juz wiem, ze bede sie bronic rekami i nogamiwink
        • ezrapound sterydy dla dzieci 23.01.06, 21:15
          Mój lekarski mąż, kiedy opowiedziałam mu o Twojej przygodzie, zrobił
          wieeeeeelkie oczy: sterydy dla malutkiego dziecka? Był bardzo zdziwiony.
          Twierdzi, że wziewne leki sterydowe można podać w skrajnych przypadkach, jeśli
          dziecko ma atak astmy na przykład. Ale, że w przeziębieniu, to jeszcze nie
          słyszał (nie jest co prawda pediatrą, ale ja mu ufam).
          • cordata1 Re: sterydy dla dzieci 23.01.06, 21:32
            eee. co ty , teraz taka moda wsrod pediatrow..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka