no wlasnie - tyle sie naczytalam, jak to trudno dziecko odzwyczaic od spania
z rodzicami, a moje dziecko za nic nie chce sie nauczyc zasypiac u nas

.
od poczatku byla trudna w usypianiu, no i jak sie nauczyla zasypiac w swoim
lozeczku/wozku/lozku zlobkowym, to nie ma mowy, zeby gdzies indziej zasnela.
mozna powiedziec, ze to lepiej dla nas, ale ja bym tak bardzo chciala moc sie
w nocy wtulic w jej cieplutkie cialko, poczuc zapach swiezo umytych wlosow,
uslyszec oddech... takmnie naszlo wczoraj w nocy, jak ona sie biedna od tego
kaszlu budzila, a moje ramiona i lozko 'upozorowane' na jej wlasne - nie
dzialaly. ja ja przytulalam, a ona plakala coraz glosniej

. tak bylo od
zawsze, ale kiedys myslslam, ze to dobrze...
a teraz jak nam sie uda spedzac weekendowy poranek razem - biore ja do siebie
i przytulam i jedyne, co udalo mi sie wywalczyc, to to, ze choc przez chwile
lezy spokojnie (tzn bez wrzasku) i bawi sie moja twarza, wsadza palce do nos
i w oczy, bawi sie wzorkami na pizamie. ale nie ma mowy, zeby zasnela...
a jak jej sie sni cos zlego, albo jak ida zeby i w nocy placze, to tak mi sie
marzy, zebym mogla ja przytulic, poglaskac, zaspiewac kolysanke, a ona by sie
uspokoila w moich ramionach i spala, spala, spala... ona by sie czula
bezpieczna, ja bym sie czula jak lwica-matka i swiat bylby piekny...
poradzcie cos...