gagutek
29.01.06, 20:56
Kochane Dziewczyny.
Prosze, przeczytajcie to co chce tu napisac. I doradzcie. Moze same mialyscie
taka sytuacje. Moze macie pomysl jak to rozwiazac, jakies sugestie, opinie.
Bede wdzieczna za kazda uwage - czasami z boku lepiej widac co i dlaczego zle
idzie.
Sytuacja ogolna: Jestem w domu z dwojka maluchow, corka 2 latka, synek pol
roku. Przeprowadzilismy sie do nowej miejscowosci, prawie nikogo nie znamy.
Malo ostatnio wychodzilismy, bo dzieci chorowaly. Rodzina daleko, nie moge
liczyc na pomoc. Nie moge na razie wrocic do pracy. Na
opiekunke/pomoc/przedszkole nas nie stac.
Corka: kochana i slodka. Bardzo lubi dzieci, lubi spotykac sie z moja i meza
rodzina. Jest przewaznie usmiechnieta, pelna energii, pomyslow. Ale tez maly
uparciuch.
Z czym problem? Chyba raczej to nie jest typowy bunt dwulatka. Coreczka ma
napady histerii najczesciej gdy jest zmeczona. Jak to wyglada? Cos chce, z
tym, ze nie jest to np. cukierek, ksiazeczka, tylko takie bardziej
nieokreslone rzeczy. Przyklady z ostatnich tygodni: chce do taty (jest
godzina popoludniowa, a maz wraca do domu po 19), chce zjesc czesc kolacji,
ktora wlasnie wyrzucilam, a ktorej ona nie chciala jesc przez ostatnie pol
godziny, chce na kolacje cos czego nie ma w lodowce, chce zabawke, ktora
akurat wzial brat, chce ten kawalek sera, ktory akurat ja zjadlam itp. Wiem
sama, ze jest to spowodowane tym, ze jest zmeczona - czasami histeria zaczyna
sie placzem, ze chce maskotke, gdy przyniose ja, ona rzuca ja w kat i nadal
placze ze ja chce.
Jak wygladaja jej ataki? Zaczyna plakac, potwarzac jedno slowo lub wyrazenie
(jeszcze nie mowi calych zdan), nakreca sie niezwykle szybko i zaczyna sie
normalne wycie, z tym, ze nic do niej nie dociera. Jest jakby w amoku.
Probowalam ja przytulac - odpycha mnie, probowalam stawiac do kata, i
przychodzilam co kilka minut - przepraszala i dalej wyla (przepraszam, ze
uzywam tego slowa, ale to nie jest placz), zostawialm ja tez raz aby
sie "wyplakala" - i histeria trwala 50min! po czym jakby zapomniala o
problemie i normalne zaczela sie bawic, z tym, ze zaciagala sie placzem przez
nastepna godzine.
Probowalam ja klasc do lozka w ciagu dnia - i nie da rady - mam wtedy
histerie w ciagu dnia zamiast wieczorem.
Po 15 min sluchania takich rykow nie wytrzymuje nerwowo. Przewaznie sie
opanowuje, ale przyznaje, ze uderzylam ja kilka razy. Takie histerie zdazaja
sie 3-4 razy w tyg. Z rodzina czy znajomymi nie moge o tym porozmawiac, bo
nikt jej nie widzial w takiej sytuacji. A jak probuje o tym mowic, to slysze,
ze jest to normalny bunt i wszystkie dwulatki to przechodza.
Uwierzcie mi, ze czuje sie bezradna. Po takim wieczorze to mi chce sie
ryczec. Obwiniam sie, wyrzucam sobie ze jestem zla matka, i nie chce mi sie
wstawac nastepnego dnia. Z pelnej energii osoby zostal ze mnie taki balonik
bez powietrza, juz wieczorem nie mam sily na sprzatanie, czytanie, nawet nie
chce mi sie ogladac tv.
Bardzo chcialam miec drugie dziecko i zdecydowalismy sie tak szybko mimo, ze
prawde mowiac ze wzgledu na warunki finanswoe powinnismy zaczekac. Mimo, ze
mialam ciekawa prace bardzo chcialam byc w domu z coreczka aby towarzyszyc
jej w okresie gdy poznaje swiat/zaczyna mowic/zaczyna zadawac pytania. Teraz
sama nie wiem. Najchetniej bym gdzies uciekla. Wydaje mi sie, ze mamy ktore
pracuja maja wiecej cierpliwosci do dzieci, bo widza je krocej, bardziej sie
nimi ciesza.
Prosze napiszcie, czy ktoras z Was przeszla takie ataki, czy mozecie cos mi
poradzic.
dzieki
gagutek