W ramach dojrzałego przeżywania swojego świadomego macierzyństwa odświeżyłam
sobie ostatnio wspomnienia z dzieciństwa. W tym wątku chcę Wam pokazać jedno
smutne (w oczach dziecka), jedno wesołe/zabawne/śmieszne wspomnienie i
poprosić o Wasze...:
Byłam z moim bratem na podwórku - mielismy po 6,7 lat. Przez chodnikową płytę
mozolnie pełzł ślimak z kolorową, żółto - czarną muszelką. Mój brat
postanowił go rozdeptać, żeby zobaczyć co jest w środku. Strasznie go
prosiłam, żeby tego nie robił...niestety ten siedmioletni troglodyta
rozdeptał ślimaka, poprzyglądał się masie, która po nim została i poleciał
grać w piłę. Ja dostałam histerii i wyłam dwie godziny. trglodyta mój brat w
ramach zadośćuczynienia narysował mi ślimaka, którego wizerunek przykleiłam
sobie na drzwiczkach od biurka. Koniec dramatu

)
Kiedyś założyłam się z bratem, że jak on ściśnie gówienko w ręku (własne), to
ja zdejmę majtki. On ścisnął, ja zdjęłam
teraz już wiecie, dlaczego chcę mieć dwójke dzieci

))