Dodaj do ulubionych

On ścisnął, ja zdjęłam...

03.02.06, 22:08
W ramach dojrzałego przeżywania swojego świadomego macierzyństwa odświeżyłam
sobie ostatnio wspomnienia z dzieciństwa. W tym wątku chcę Wam pokazać jedno
smutne (w oczach dziecka), jedno wesołe/zabawne/śmieszne wspomnienie i
poprosić o Wasze...:

Byłam z moim bratem na podwórku - mielismy po 6,7 lat. Przez chodnikową płytę
mozolnie pełzł ślimak z kolorową, żółto - czarną muszelką. Mój brat
postanowił go rozdeptać, żeby zobaczyć co jest w środku. Strasznie go
prosiłam, żeby tego nie robił...niestety ten siedmioletni troglodyta
rozdeptał ślimaka, poprzyglądał się masie, która po nim została i poleciał
grać w piłę. Ja dostałam histerii i wyłam dwie godziny. trglodyta mój brat w
ramach zadośćuczynienia narysował mi ślimaka, którego wizerunek przykleiłam
sobie na drzwiczkach od biurka. Koniec dramatu wink)

Kiedyś założyłam się z bratem, że jak on ściśnie gówienko w ręku (własne), to
ja zdejmę majtki. On ścisnął, ja zdjęłam big_grin

teraz już wiecie, dlaczego chcę mieć dwójke dzieci smile))
Obserwuj wątek
    • agagaby Re: On ścisnął, ja zdjęłam... 03.02.06, 22:12

    • mooh Re: On ścisnął, ja zdjęłam... 03.02.06, 22:15
      smile)))))))))))))
      Ja hodowałam ślimaki w słoiku. Jeden był szary i miał jakąś taką brązowawą
      muszelkę, a drugi był jasny, z żółto czarnym paseczkiem na muszelce. Szary miał
      na imie Filip, a jasny Zocha. Niedawno uświadomiłam sobie, że teraz muszę
      jeszcze sobie sprawić małego Filipa.
      • agagaby Re: On ścisnął, ja zdjęłam... 03.02.06, 22:28

    • mama_olka Re: On ścisnął, ja zdjęłam... 03.02.06, 22:34
      Pancerniczeksmile))

      Mooh, ja mialam psa Oskara ale moja przyjaciolka (w bloku) hodowala sobie
      dzdzownice w sloiku, bo rodzice nie zgadzali sie na zadne zwierze.
      I one jej ktorejs nocy zwialy z balkonu!

      A w ogole przypomniala mi sie Amelia i jej ryba samobojczyniwink
      • mooh Re: On ścisnął, ja zdjęłam... 03.02.06, 22:37
        Hodowałam jeszcze mszycę sztuk jeden, z której miał sie wykluć motyl. Karmiłam
        ją cukrem. Motyl nie wyrósł.
      • agagaby Re: On ścisnął, ja zdjęłam... 03.02.06, 22:39

        • mmala6 Re: On ścisnął, ja zdjęłam... 04.02.06, 11:00
          ja polowe dziecinstwa spedzilam u babci i cioci w Ladku bawiac sie z moimi
          kuzynami.Jeden w moim wieku, drugi rok mlodszy.I zawsze wszedzie chodzilismy w
          trojke (Ich Troje, hehehe) i robilismy wszystko w trojke.Oczywiscie, jak sie
          latwo domyslec nie bawilismy sie lalkami i misiami w dom, tylko budowalismy
          szalasy w lesie, gubilismy najmldoszego w lesie, zeby zobaczyc czy sam sobie
          poradzi(tzw young survival), skakalismy z plyt zelbetonowych itp.Najwieksze
          emocje, wsrod rodzicow naszych, ktorzy dowiedzieli sie o tym fakcie z 10lat
          pozniej, byla nasza wedrowka KANALAMI sciekowymi pod powierzchnia Ladka
          Zdrojuwink))Weszlismy sobie z jednej strony, wyszlismy z drugiej.Mielisy jakies
          10lat moze.Oczywiscie logistyka juz wtedy byla na najwyzszym poziomie, mielismy
          kanapki, bidon z piciem, latarki.Lazilismy tym kanalami (wchodzilo sie od strony
          rzeki), scieki lecialy, pajaki lazily, ciemno jak nie powiem gdzie.
          Zabijanie slimakow bylo na porzadku dziennym, choc ja bardziej czulam do nich
          obrzydzenie niz chec popelnienia morderstwa.
          Ze zwierzat ja nic nie hodowalam, kuzyni jakie kijanki czy cos takiego.
          • kangur4 Szczur 04.02.06, 11:41
            Ja tak samo - ćwierć dzieciństwa u babci na PRAWDZIWEJ wsi (krówki, świnki,
            jazdy na kombajnie, traktorze; niby taka miastowa, a odróżniam żyto od
            przenicy) - a drugie ćwierć u drugiej babci, pod Warszawą, ale za to w prawie w
            środku lasu (kąpanie w rzeczce, strach przed śmiercionośnymi pijawkami,
            grzybobranie; kanię od muchomora też odróżniam).

            Moje dziecko niestety będzie pozbawione takich atrakcji - obydwie babcie w
            mieście (no, jedna stanęła na wysokości zadania i właśnie przeprowdza się pod
            miasto - dobre i to).

            Kanałami nie chodziłam. Mmala - ale Ci zazdroszczę.

            A propos hodowania. Przypomniała mi się historia, która wydarzyła się jak już
            byłam dorosła, więc do historii z dzieciństwa niespecjalnie pasuje, ale jest,
            powiedzmy, zabawna:

            Od zawsze w naszym domu były koty. I to nie żebyśmy jakoś strasznie chcieli,
            ale już mamy takie szczęście, że zawsze się jakaś śmietnikowa bida bez ucha czy
            oka przyplątała. Mieszkałam wtedy na parterze, kotów sztuk dwa i pół - dwa na
            stałe, jeden dochodzący. Koty były łowne, przynosiły do domu myszy i szczury. W
            prezencie, of course. Ile razy pod stołem znajdowałam ułożone w równym rządku
            szczury bez głów - dramat.

            Kiedyś kocica przyniosła nieżywego szczura. I jak to kot - zaczęła się nim
            bawić (w tym miejscu zgadzam się z Terrym Pratchettem - gdyby koty nie były
            takie ładne, byłyby najbardziej znienawidzonymi zwierzętami na Ziemi- złośliwe,
            okrutne bestie). Kocica się nim bawiła, podrzucała, w końcu spojrzała w drugą
            stronę, zdekoncentrowała się, szczur ożył i uciekł pod kanapę.
            Ja uciekłam na żyrandol.

            Żeby to była zwykła kanapa. Ale nie, to była kanapa ze schowkiem na pościel.
            Szczur to wykorzystał, zakopał się w koce i powłoczki i tak został.
            Ja poważnie rozważałam wyprowadzkę.

            Czy możecie sobie wyobrazić sytuację - siedzicie na kanapie, oglądacie
            telewizję, a pod wami coś skrobie, wy podkurczacie nogi, bo wyobrażacie sobie,
            że szczur zaraz wgryzie się Wam w łydkę? A wielki był i tłusty. Nie to, co te
            hodowlane, białe chuderlaki.

            Żeby szczur z głodu nie przegryzł mi na wylot kanapy, dawałam mu na spodeczku
            płatki owsiane, wodę i dżem truskawkowy. Najbardziej lubił dżem truskawkowy.
            Spodeczek zawsze był wylizany do czysta.

            I tak mieszkaliśmy razem prze trzy tygodnie - ja, dwa i pół kota i szczur.
            Historia niestety nie ma happy endu. W końcu koty szczura dopadły (przyznaję
            się - z moją pomocą, zamknęłam drzwi, żeby nie miał drogi ucieczki).

            Cóż, przynajmniej ostatnie trzy tygodnie życia szczur miał szczęśliwe -
            jedzenie pod nos (dżem!) i święty spokój.
            • agga_27 Re: Szczur 04.02.06, 12:02
              Kangur, historia ze szczurem rewelacja! Ja bym sie pewnie bała nawet siadać na
              tej kanapie!
              Ale ten watek przywołal wspomnienia! Ja również pół dzieciństwa spędziłam u
              babci i ciotek na wsi szalejąc z rodzeństwem własnym i ciotecznym. Pamiętam
              wyprawy na zabagnione łąki tylko po to, by sprawdzić, co tam cyka w takim
              ogromnym rowie, gdzie zabraniają nam chodzić, skoki i salta na sianie w stodole
              z wysokiej belki, gdzie regularnie gubiłam jeden but, tak że posiadałam w końcu
              kilka różnych bucików nie do pary, jeżdżenie na świni!!! ja się nie odważyłam,
              ale mój brat cioteczny założył się i usiadł na świni, lądując ostatecznie po
              paru sekundach w zagnojonej zagrodzie, łażenie po drzewach, praktycznie całe
              dnie spedzalismy na drzewach zakładając swoje "bazy", ścigając się, kto wyżej
              wejdzie, czy da radę przejąć z drzewa na drzewo, które rosły obok siebie (da
              radę, sprawdziliśmy to)i mnóstwo, mnóstwo innych wspaniałych rzeczy. Cud, że
              przezyłam to dzieciństwo w miarę bez kontuzji, nikt nas na tej wsi nie pilnował,
              wujostwo zajęte praca w polu (my też pomagaliśmy- największa frajda jazda na
              wozie z sianem). Szkoda, że Julka nie będzie już miała okazji spędzić tak wakacji
              • ezrapound Re: Szczur 04.02.06, 12:46
                A ja całe dzieciństwo spędziłam na wsi (prawdziwej). Pod lasem. Zbieranie
                grzybów, jak najbardziej. Zwiedzanie łąki. I jako takie typowo wiejskie dziecko
                stosunek do zwierząt miałam całkiem nieromantyczny - ślimaków co prawda nie
                deptałam, ale męczyłam koniki polne i pająki. Łapałam żaby. Nie zabijałam ich,
                ale miętosiłam, chciałam się z nimi bawić i nie bardzo się zastanawiałam nad
                tym czy one też chcą. A kiedy chodziliśmy z ojcem na ryby, nie miałam żadnych
                oporów przed własnoręcznym wykonywaniem egzekucji na złowionych sztukach.

                I pomyśleć, że od lat jestem wegetarianką, nigdy nie zabijam pająków, a i muchy
                czasem staram się raczej wypędzić za okno niż zatłuc. To chyba jakiś rodzaj
                sublimacji...
    • pampeliszka Re: On ścisnął, ja zdjęłam... 04.02.06, 12:37
      Super opowiesci.Nie wiedzialam, ze szczury lubia dżem truskawkowy...
      Ja cale dziecinstwo (do konca podstawowki) spedzilam na wsi, wszyscy sie
      znalismy, zawsze ktoras mama nakarmiła całą gromadę, nikt nie tracił czasu na
      powrot do domu na obiad czy podwieczorek. Kiedy miałam 4 lata, moja kolezanka
      3,5 a jej brat 7, wybralismy sie na wycieczke krajoznawczą, nic nikomu nie
      mowiac. I dwie mamy szukały nas z obłedem w oczach, a my tylko poszlismy w
      odwiedziny do mojej siostry, ktora pracowala wtedy 4 km dalej.I doszlismy, ale
      sie balismy do niej wejsc.Na szczescie ktos nas zauwazyl i nas znalezli. Bo boje
      sie, ze zapomnielismy, ktoredy sie wraca do domu...Były czasy.
      • agagaby Re: On ścisnął, ja zdjęłam... 04.02.06, 12:48

        • mooh Re: On ścisnął, ja zdjęłam... 04.02.06, 14:02
          Przez całą podstawówkę sędzałam wakacje na wsi, gdzie moja ciocia ma coś w
          rodzaju letniego domu. Wspomnień mam mnóstwo. Czułam się wtedy jak dziecko z
          Bullerbyn, cały czas w towarzystwie zgrai innych dzieci w podobnym wieku, tych
          wiejskich, i tych z miasta. Pasłam krowy i owce. Umiem zbierać grzyby i łowić
          ryby. Nigdy nie zapomnę wojny na robaczywe maślaki z dziećmi gospodarza,
          kąpieli w jeziorze podczas burzy, widoku mojej ciotki, która przerażnona
          przybiegła nad brzeg w kaloszach, ortalionowej kurtce, z parasolem w ręku. Cały
          czas kombinuję, jak zapewnić podobne atrakcje Zosi.
          Oj, przywołałyście cudne wspomnienia...
    • kura17 Re: On ścisnął, ja zdjęłam... 04.02.06, 13:57
      najpierw dobre wspomnienie: moj dziadzius mial dzialke, taka mala, z jeszcze
      mniejszm domkiem, ktory sam zbudowal. na dzialce troche drzewek i krzakow
      owocowych, troche warzyw i kwiatow. pamietam, ze uwielbialam, gdy dziadzius
      robil nam salatke - swieze pomidory i ogorki z krzaka, cebula, sol i pieprz smile i
      do tego taka gruba pajda bialego chleba, z maslem i sola smile)) jej, do dzis
      pamietam smak tej salatki z dziecinstwa i zawsze mysle o swoim dziadziu (nie
      zyje juz), gdy takowa jem smile

      a teraz wspomnienie zle, paskudne, smutne sad przesladowalo mnie ono przez
      wiekszosc dziecinstwa
      jak ja mialam 6 lat a siostra 2, pojechalysmy razem z rodzicami na wakacje nad
      morze. oczywiscie cale dnie spedzalismy na plazy. ktoregos dnia zrobilo sie
      jakies zamieszanie nad woda, mama pobiegla szukac taty razem z siostra, a ja
      zostalam na kocu. po chwili wrocil "sasiad" z koca obok i mowi, ze ktos sie topi
      w morzu. jakis wysoki facet z broda. a ja na to, zupelnie nie myslac, ze to
      pewnie moj tato...
      ... to BYL moj tato, niestety. umarl w drodze do szpitala, na mamy rekach
      ... a ja przez dlugi czas myslalam, ze tym swoim gadanie go zabilam sad
      • mooh Kurko 04.02.06, 14:05
        Zmroziło mnie. Z całego serca współczuję. Wyobraziłam sobie małą dziewczynkę,
        która przeżywa taki koszmar i jej mamę...
      • kangur4 Re: On ścisnął, ja zdjęłam... 04.02.06, 14:08
        Kura, serce mi się ścisnęło.
        Z reguły unikam odpowiadania na posty o tak tragicznych, smutnych sprawach, bo
        wiem, że żadne słowa nie są stanie oddać tego co czuję.
        Pozwól, że wirtualnie Cię obejmę i uściskam. Bez słów.
        • pampeliszka Re: On ścisnął, ja zdjęłam... 04.02.06, 14:44
          Moj Boze, co za trauma, Kurko.Jak sobie pomysle, co musiałyscie wszystkie trzy
          przezywac, to płacz mam na koncu nosa. Tez Cie wirtualnie sciskam i pocieszam
          torcikiem wedlowskim, o ile lubisz.
          • pancerniczek Re: On ścisnął, ja zdjęłam... 04.02.06, 16:46
            Oj Kurko, kochana. Przytulam Cię mocno ....i przepraszam, jeśli to ten głupi
            wątek przywołał te tragiczne wspomnienia.
      • mama_olka Re: On ścisnął, ja zdjęłam... 04.02.06, 17:17
        Och, kochana Kurko. Pewnie dlatego boisz się teraz jeszcze bardziej o Kurczaka.
        Sciskam Cię mocno.
        • kura17 Re: On ścisnął, ja zdjęłam... 04.02.06, 19:05
          dziekuje, Dziewczyny. torcik wedlowski uwielbiam, chetnie zjem, mimo ze staram
          sie troche dochudzic...
          Pancerniczku, nie przepraszaj. to dawne czasy... bylo nam bardzo ciezko
          (zwlaszcza mojej mamie). to wspaniala kobieta, bardzo ja kocham i podziwiam.
          byla z nami caly czas sama, w sumie obcym miescie. niby niezbyt daleko od
          rodziny, ale i tak.
          wiecie, teraz latwiej mi o tym mowic, ale jako dziecko bardzo to przezywalam.
          zwlaszcza, ze winilam siebie sad
          i tak malo pamietam tate... kilka scenek, wielkie cieplo, jedna awanture (jej,
          alez wtedy narozrabialam...). i wszyscy mi mowia, ze jestem jego wirna kopia smile
          a kurczak moja...
          ... tak wiec moj tata zyje w kolejnych pokoleniach smile
          • kura17 Re: On ścisnął, ja zdjęłam... 04.02.06, 19:31
            wiecie, czesto jak mysle o tacie, to widze moja mame, ktora glaska jego zdjecie
            na nagrobku, za kazdym razem, gdy idziemy go odwiedzic (choc to juz tyle lat).
            mama mi kiedys powiedziala, ze zdazaja sie idealni mezczyzni i milosci na cale
            zycie...
            ... tylko to zycie czasem jest bardzo krotkie...

            sorry, ze zepsulam watek sad
            nie wiem, co mnie naszlo, na ogol sie nie zwierzam, ani w realu, ani w necie...

            ... i wlasnie sobie uswiadomilam, ze o tym zdarzeniu na plazy nikomu do tej pory
            nie powiedzialam...
            • mmala6 Re: On ścisnął, ja zdjęłam... 04.02.06, 19:43
              Kuro, Pancernik pozakladal tyle watkow, ze mi sie juz pomieszalo i napisalam do
              Ciebie w innym jej watku (o nieprawdach! zle ze mnawink

              Nie zepsulas watku.Zycie sklada sie nie tylko z zabawy i samych milych chwil.Nie
              ma co udawac,ze jest inaczej.
              Nie wiem czy to dobre slowo, chyba nie a inne nie przychodzi mi do glowy, ale ja
              osobiscie czuje sie zaszczycona, ze moglam historie o Twoim tacie od Ciebie
              'uslyszec'.Zwlaszcza dlatego,ze nie mowilas o tym nikomu wczesniej.A zwierzanie
              sie wcale nie jest takie zlewink

              Troszke wiem co czulas, jak mialam 7lat bylismy z rodzicami nad morzem.Moja mama
              byla wtedy w ciazy z moim bratem, poszla plywac i zaslabla.(Jest zawodowa
              plywaczka.Byla znaczy sie winkJak dzis pamietam (wszystko ze szczegolami, ze
              mialam slomkowy kapelusz, ze mama miala stroj w kwiaty, ze tato byl chudy jak
              przecinek, nasz zolty parawan..)jak ja ktos przyniosl do nas na koc, zbiegowisko
              ludzi i ja nieprzytomna.Pamietam jak krzyczalam i mama mowi,ze ona tylko ten
              krzyk slyszala i tylko dla tego krzyku miala sile wrocic.
            • kangur4 Re: On ścisnął, ja zdjęłam... 04.02.06, 19:45
              Kura, w imieniu wszystkich piszę - czujemy się zaszczycone.
              ściskam Cię mocno.

              PS. Jeśli kiedyś będzie Ci źle - wal jak w dym. Zawsze jakaś dobra dusza tu
              jest.
              • hipcia5 hm 04.02.06, 20:13
                widzę że ciekawa atmosfera tutaj, każdy z nas ma różne wspomnienia, te dobre i te złe, te złe lepiej się pamięta i bardziej jakoś zarysowują sie w życiu, ja miałam w życiu wiele pięknych chwil, ale były też te złe. Np kiedy moja mama była w ciaży i straciła ją(ciążą pozamaciczna coś strasznego) ja miałam 5 lat i bardzo chciałam mieć rodzeństwo. Pamiętam jak jechałam z tatą po mamę a ja przywieźli na wózku i zapytałam ją nierozumiejąc co sie stało:"nie udało się mamusiu?nie będzie dzidzi?" a ona sie rozlakała i powiedziała że niestety nie.
                No i jestem jedynaczką............
                A czasem myslę że nawet teraz chciałabym mieć brata lub siostrę, bo opróćż mężą nie mam nikogo, bo z rodzicami różnie teraz żyjemy, ale cóż trzeba się w życiu uczyć aby nie polegać na ludziach, tylko na Bogu........
              • kura17 Re: On ścisnął, ja zdjęłam... 04.02.06, 22:09
                wiem, ze pelno tu dobrych dusz smile
                polubilam Was, Dziewczyny, gdy pierwszy raz (w zasadzie przypadkiem) zagladnelam
                na to forum...

                ... dosc smetkow na dzis wink
                wlasnie utulilama do snu kurczaczka obudzonego zlym snem. tak sie wtulalam w ta
                jego glowke pachnaca ciasteczkami maslanymi i prosilam Boga "prosze, pozwol mi
                zobaczyc, jak on dorasta..."
                dobranoc, jedna margerita i dwa bailey'sy na kobiete karmiaca to az za duzo wink
                na poprawiny Mysza przyjde juto...
                • mmala6 Re: On ścisnął, ja zdjęłam... 04.02.06, 22:32
                  po pierwsze dlaczego Kurczakowi wlosy pachna ciasteczkami maslanymi? u nas
                  pachna szamponem dla dzieci Nivea babysmile
                  pod drugie, daj troche bailey'sa!! sto lat nie pilam juz prawie zapomnialam
                  jakie to pyyyyszneeeee!!!
                  • kura17 Re: On ścisnął, ja zdjęłam... 05.02.06, 09:51
                    mmala6 napisała:

                    > po pierwsze dlaczego Kurczakowi wlosy pachna ciasteczkami maslanymi? u nas
                    > pachna szamponem dla dzieci Nivea babysmile

                    zabij mnie, nie wiem czemu tak, ale tak mu pachna smile po kapieli pachna ziajka,
                    ale potem juz ciasteczkami smile od urodzenia tak pachnal, mniam...

                    > pod drugie, daj troche bailey'sa!! sto lat nie pilam juz prawie zapomnialam
                    > jakie to pyyyyszneeeee!!!

                    no to zapraszam na tego bailey'sa smile jeszcze troche sie od wczoraj uchowalo!
    • hipcia5 ii. 04.02.06, 20:15
      i od momentu jak to sobie uświadomiłam lepiej mi sie żyje.......Amensmile
    • hipcia5 papa 04.02.06, 21:12
      dobranoc kobitki ocś zmęczona jestem idę spać, papa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka