Dodaj do ulubionych

żegnamy księgarnie. smutno mi i źle... :-(((

08.02.06, 13:45
Ano... sytuacja finansowa moich Rodziców zmusiła ich do zamknięcia księgarni i
zmiany branży... Decyzja była trudna i okupiona łzami, żalem i długotrwałym
wahaniem, ale zapadła. Kamień mam wielki na sercu...

Chciałam Wam o tym napisać jak już cały proces transformacji się zakończy, ale
rogorzała burza na innym forum i sama nie wiem czy mam się śmiać czy płakać.
Chyba potrzebuję Waszego wsparcia...
Czytam te posty i mam ochotę wykrzyczeć na całe gardło: ludzie, nie macie
pojęcia, jak oni ciężko pracowali, żeby tę księgarnię ratować. Była wszak
integralną, jakże ważną częścią naszego życia. Spędzali tam czas od świtu do
nocy przez tyle lat, harowali jak mrówki, nie dojadali, wszystkie zaskórniaki
i tak w końcu "wrzucali" w zakup nowych towarów. Przez pierwsze 5 lat po
prywatyzacji nie byli w ogóle na urlopie! Sami przywozili książki, sami
prowadzili księgowość, bywało, że i sami stali za ladą.
A jednak obroty spadają systematycznie od 5 lat (przed Świętami utargi były
niemal 10-krotnie niższe niż kilka lat temu!!! a to przeciez najlepszy czas z
punktu widzenia sprzedawców...). To smutne, ale mimo starań mielismy coraz
więcej klientów, którzy oglądali książki, a coraz mniej kupujących.

Proponowałam Rodzicom, żeby zlikwidowali księgarnię i całkowicie zniknęli z
pola widzenia. Emerytury wystarczyłyby im na spokojne, dostatnie bytowanie, a
oni wystarczająco się już w życiu napracowali. Czas na relaks.
Ale moi Rodzice są prawdziwym przykładem pracoholików. Muszą działać, być w
ruchu, mieć kontakt z ludźmi. Przeszło nam przez głowę tysiące opcji. Bilismy
się z myslami ponad rok. cała rodzina zaangazowana była w myślenie o
przyszłości. Boże, kochalismy tę księgarnię (była ich trzecim dzieckiem , he
he moja siostrą?wink
Ale widziałam ich wyczerpanie, rozgoryczenie, kiedy patrzyli na te pustki w
księgarni (choc to taki dobry punkt, a oni wciąż obniżali marżę...).

W końcu mama zadecydowała, że jesli ma dalej prowadzic jakikolwiek interes, a
ma jej to przynosić choć odrobinę satysfakcji (co jest arcytrudne po
książkach...) to nie może zacząć handlować kanapkami, pietruszką czy wódką...
Powinna to byc elegancka konfekcja dla kobiet. "Na tym się mniej więcej znam.
Lubię to" - argumentowała. "A książki? Żal mi ich, ale prawdę mówiąc, może
dopiero teraz znajdę czas na ich czytanie..." I prawda to - jest jedną z
najelegantszych pań po 50., jakie znam. A co do lektury - faktem jest, że
dziesiątki książek odkładała "na urlop", choć niemal każdą, którą przyjmowała
w księgarni brała do ręki, opisywała dla klientów...

Zamarzył się jej mały salonik mody, z miłą, domową atmosferą, kawą, babcinym
ciastem, stałymi klientkami. Sklepik z modą klasyczną, klasyczno-sportową,
ręcznie robioną dzianiną. Wszystko ze smakiem, szykowne...
Dostała nowy zastrzyk energii, kupiła manekiny, zrobiła przymierzalnie... Od
jutra w lokalu remont, a tam na forum tyle złośliwych opinii...
Nie jestem obiektywna. Przecież nie mogę być. Serce się kraje.
dzwoniłam do nich. jakoś się trzymają i z podniesioną głową przyjmuja nowe
wyzwanie.

Powiedzcie proszę, co na ten temat sądzicie.
wklejam linki
miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3152153.html
są też komentarze tutaj
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=296&w=36411849&a=36411849

Obserwuj wątek
    • mooh Współczuję 08.02.06, 14:00
      Twoim rodzicom iTobie, Duram. To dobrze, że Twoja mama ma nowy pomysł i pragnie
      się zaangażować w jego realizację. Życzę powodzenia i sukcesu na rynku. A
      złośliwymi opiniami nie ma sensu się przejmować. Z reguły wygłaszają je ludzie,
      którzy w życiu nie mieli odwagi nic zrobić.
    • wenus.z.willendorfu Re: żegnamy księgarnie. smutno mi i źle... :-((( 08.02.06, 14:04
      Bardzo mi przykro, że coraz częściej znikają takie klimatyczne miejsca i przede
      wszystkim, że w taki sposób ma zniknąć trzecie dziecko Twoich rodziców sad
      Wyobrażam sobie, że bardzo trudno było podjąć ostateczną decyzję- zawsze
      człowiek ma jeszcze nadzieje na pomyslna odmianę losu.
      Z drugiej strony naprawdę ich podziwiam, że od razu pomysleli o czymś nowym
      zamiast odejść na jakże zasłużoną emeryturę. Może ten nowy butik stanie się
      czwartym dzieckiem i to dzieckiem sprawiającym satysfakcję, a także
      dochodowym? smile Tego bardzo Wam wszystkim zyczę.
      Wybacz, ze tak lakonicznie, ale nie mogę pisać o miejscu, którego na oczy nie
      widziałam. Z forum i z artykułu trudno sobie wyrobić opinię- wiadomo, każdy ma
      inne zdanie i nie mogę tego wypośrodkować.
      I zakończę życzeniami: Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia! smile
      • mmala6 Re: żegnamy księgarnie. smutno mi i źle... :-((( 08.02.06, 15:01
        Droga Duram, nie martw sie, proszesmilePrzeczytalam pare postow (mam "gegajace"
        dziecko u boku).Jest tam wiele pozytywnych slow o Waszej ksiegrani i wiele opnii
        popierajacych pomysl Twoich rodzicow.Niezadowoleni zawsze bede i to sa pewni Ci,
        ktorzy ogladali wystawe albo wchodzili sie tylko ogrzac.Jeszcze sie taki nie
        urodzil, co by wszystkim dogodzil, wiec naprawde szkoda czasu i lez na czytanie
        tych kasliwych uwag.
        Gratuluje Twoim rodzicom zapalu, werwy i pomyslu!Wierze, ze sie uda i sklepik
        bedzie nie tylko na siebie zarabial ale przyniesie Twoim rodzicom duzo radosci i
        satysfakcjismile)
        Trzymam mocno kciuki i czekam na sprawozdanie z otwarcia!!smile)
    • pampeliszka Re: żegnamy księgarnie. smutno mi i źle... :-((( 08.02.06, 15:32
      Tez wspolczuje, Duram. Mam nadzieje, ze nowy pomysl wypali a Twoja mama bedzie z
      radoscia chodzic do swojego saloniku.
      A te wypowiedzi wcale nie sa takie złe, znacznie milsze niz wiekszosc dyskusji
      na niemowlaku czy emamie, wiec chyba sie nie było do czego przyczepic...
      • duramgama Re: żegnamy księgarnie. smutno mi i źle... :-((( 08.02.06, 16:01
        No wiesz Pam, jak ktos nazywa Twoją księgarnię norą i zarzuca ci brak wielkiego
        neonu (który kosztuje fortunę!), wytykając brak przedsiębiorczości, a ty wiesz,
        że rodzice sobie żyły wypruwali, żeby w księgarni był zawsze dobry i różnorodny
        asortyment, a obsługa na wysokim poziomie to... ech... płakać mi się chce i
        tyle. Boże, jak bym chciała, żeby Im się udało...

        Fakt, sporo jest też ciepłych opinii i gdybym mogła, to wszystkich tych ludzi
        wyściskałabym, pewnie nawet nie wiedzą, jak moim staruszkom jest ciężko i każde
        dobre słowo się liczy...

        Dzięki i Wam za słowa otuchy, dziewczynysmile
        • pampeliszka Re: żegnamy księgarnie. smutno mi i źle... :-((( 08.02.06, 16:08
          Duram, serio, obiektywnie to jest w miare "ciepła" dyskusja, z tego wnosze, ze
          ksiegarnia musiała byc lubiana. A ze jedna osoba napisala ze to "nora"? No coz,
          Kangur uslyszala wczoraj, ze jest wredna, a Mmala, ze nie ma dziecka, tylko
          cielaka, jak juz pewnie doczytałas, wiec ta "nora" to bardzo łagodne okreslenie,
          jak na net. Jakis czas temu ja usłyszalam, ze jestem "penisem", kiedy ktos ze
          mna przegrał w literaki, bo sie kłocił, ze nie ma słowa "erom"...
          Ale rozumiem, ze Ty i Twoi rodzice bardzo emocjonalnie podchodzicie do tego, co
          ludzie pisza na wazny dla Was temat.
          • duramgama Re: żegnamy księgarnie. smutno mi i źle... :-((( 08.02.06, 16:26
            Dzięki, Pamsmile

            rzeczywiście, ja mam do tego niezwykle osobisty, emocjonalny stosunek więc na
            każde "krzywe" słowo, patrzę jak na olbrzyma, który ma nas zaraz pożreć...

            Ech, gdyby moi Rodzice mieli kasę na inwestycje, zmiane mebli, wystroju, szyldu,
            gdyby mogli dostawać wysokie rabaty w hurtowniach 9kupując setki egzemplarzy
            tego samego tytułu), być może by sie udało przekonac ludzi, że warto u nas
            kupować...
            Aż mnie swędzi, żeby to wszystko tam napisać, ale nie mogę... Nie mogę naruszać
            ich prywatności i wywlekać rzeczy, których sami nie powiedzieli. mam zakaz
            komentowania od tatysmile

            Rety, walczyłabym za nich jak lwica, pazurami, do krwi ostatniej. Co to znaczy
            rodzina...smile))
            Wniosek dla nas? Róbmy dzieciaki! kiedyś nas wesprą!
            • mmala6 Re: żegnamy księgarnie. smutno mi i źle... :-((( 08.02.06, 16:44
              i to jest najwazniejsze.Ze nie poddaliscie latwo i bez walki.Nie ma sensu pisac
              i tlumaczyc sie na tamtym forum, szkoda Twoich nerwow, bo i tak beda tacy,
              ktorzy beda twierdzic ze neon i promocja zalatwi wszystko.Swiadczy to tylko o
              tym,ze nie mieli oni nigdy wlasnej dzialanosci a juz na pewno ksiegarni.
              A jak przyjade kiedys do Warszawy do pojde do Twojej mamy po jakis sweterek i
              napije sie kawkismile)Bedzie dobrze, glowa do gory!smile)

              p.s. co zrobicie z ksiazkami ktore zostaly? moze bys wystawila na allegro i cos
              bysmy dla siebie znalazly?
            • kangur4 Re: żegnamy księgarnie. smutno mi i źle... :-((( 08.02.06, 16:52
              Duramgamo, przykro mi strasznie. Niestety nie mogę napisać, że znam księgarnię
              Twoich rodziców - Żoliborz to dla mnie terra incognita.
              I życzę Tobie i Twoim rodzicom, żeby sklep z ubraniami wypalił. Koło mnie, na
              Belwederskiej jest dość znany butik Sonia i mimo dośc nieciekawej lokalizacji
              (in the middle of nowhere) i braku miejsc do zaparkowania chyba dobrze sobie
              radzi od wielu, wielu lat. Cały czas widzę przez szybkę nowe kolekcje, klientki
              wchodzą i wychodzą.
              Jestem dobrej myśli.

              A wypowiedziami na forum nie przejmuj się tak bardzo. Większośc z nich jest
              mimo wszystko życzliwa, a radzić anonimowo i siedząc w wygodnym fotelu każdy
              potrafi.

              A z PRowego punktu widzenia - dla mnie bomba. Czy wiesz ile ludzi po
              przeczytaniu artykułu i forum specjalnie wybierze się do butiku go obejrzeć? Z
              czystej ciekawości. Na waszym miejscu trzymałabym rękę i nogę na pulsie i jak
              już wszystko będzie gotowe - zaprosiła koniecznie dziennikarzy ze stołecznej
              na "opening party". W razie czego służę radą i pomocą. A gdyby co, to poprosimy
              Mamę_Olka o pomoc, ona jest chyba bardziej doświadczona niż ja.
              • duramgama Kangur 08.02.06, 18:21
                Jesteś kochana, naprawdę. Jak cos wymyślisz, chętnie skorzystam z Twoich
                podpowiedzi.

                Przez cały dzień mam cholerny mętlik. Raz myślę pozytywnie, za chwilę rwę włosy
                z głowy. Na szczęście Rodzice nad podziw dzielnie się trzymają i
                zdroworozsądkowo podchodzą do opinii internautów. Przypuszczali, że wiele osob
                zmiesza ich z błotem... Jak się nie uda - trudno, zwiną żagle i niech sobie tam
                powstaje setny bank. Ale spróbować chcą. I za to ich szanuję i podziwiam (od lat
                zresztą) Boże, jak im się chce. Są naprawdę niesamowici, a przeciez juz nie
                młodzi! Jutro mój ojciec z Panem Mężem będą rozkręcać regały i wynosić wszystko
                na własnych plecach ( że też te plecy mojego ojca jeszcze to wszystko dźwigają.
                Tyle lat w woju, a potem noszenie ciężkich paczek z książkami...).

                Otwarcie będzie chyba już 18. tego miesiąca. Serdecznie ZAPRASZAM. Będę tam na
                100% i chęnie podejmę Was kawą. Przybywajcie, kto możewink A niewykluczone, że i
                Srajdzinkę ze sobą wezmę...

                A dziennikarka ze Stołecznej często do nas zagląda, a teraz nieźle się pożywiła
                więc pewnie i na otwarcie przyjdzie (swoją drogą stwierdzenie, że moi rodzice są
                pewni sukcesu butiku jest mocno naciągane. Mogła sobie darować).
    • pancerniczek Re: żegnamy księgarnie. smutno mi i źle... :-((( 08.02.06, 16:43
      Znam tę księgarnię oczywiście.
      Wiesz, nawet w niej kiedyś kupiłam książkę. Jedną, bo to zupełnie nie moje
      rejony - kupiłam niejako będąc "przy okazji" na Żoliborzu.
      Nie potrafię Cię chyba Duram pocieszyć bo to przykra strasznie sprawa, to że
      interes podupadł nie dziwi mnie w ogóle. Księgarnie to już interesy niszowe, a
      zwłaszcza "stacjonarne" gdzie za wszystko trzeba płacić - czynsz, prąd, światło
      i inne (nawet mi nieznane opłaty...). Ja nie ukrywam, że od pewnego czasu
      kupuję książki głównie w internetowych księgarniach - są po prostu tańsze, za
      wyjątkiem pozycji specjalistycznych...ale literaturę piękną....
      Nie potrafię się też wypowiedzieć autorytatywnie czy otwieranie takiego
      saloniku przy Wilsona ma sens. Wydaje mi się, że to miejsce nie sprzyja
      ciepłym, rodzinnym interesom, że jest punktem "komunikacyjnym", jest w tym
      placu coś z "przechodniości" _ zwłaszcza teraz jak tam to metro podciągnęli.
      Oczywiście życzę Twoim Rodzicom jak najlepiej - żeby się udało, żeby nie było
      rozczarowań....i rozumiem smutek, mi chyba serce by pękło.
      A komentarzami w internecie się nie przejmuj. Jest się wystawionym z gołą dupą
      na strzał każdego kto akurat zechciał przez przypadek zajrzeć na jakąś stronę i
      czuje, że musi wsadzić swoje trzy grosze nawet jak nie ma nic do powiedzenia
      albo nie ma pojęcia o czym mówi. Dlatego ja bywam tylko tu.
      • duramgama Pancerniczku 08.02.06, 18:36
        Wcale się nie dźiwię ludzom, którzy kupują książki przez Internet. Sa tańsze, a
        sposób zakupu szybki i wygodny. Sama zaopatruję się w ten sposób w płyty z
        muzyką (choć miałam kiedyś swój mały ulubiony sklepik, a jednak stałam się
        niewierna...), zabawki i akcesoria dla dziecka (pobliski sklep "Świat dziecka"
        ma duzo wyższe ceny niż sklepiki w sieci). To jak najbardziej normalne.
        Konsekwencja braku czasu i szukania oszczędności. Nie mam do nikogo pretensji.

        Szkoda tylko, że ludzie nie zdają sobie sprawy z wieloaspektowości prowadzenia
        własnego interesu i stąd ten brak zrozumienia, zjadliwe komantarze, rady w stylu
        Wujka Dobra rada... Wystarczy podać jeden przykład. Jedna z sieci (nie napisze
        nazwy, ale padała juz kilkakrotnie) sprzedających książki ma wyjątkowy układ z
        duzymo, znanym wydawnictwem. Dokładniej mówiąc - nowości owego wyd. na miesiąc
        trafiają wyłącznie na półki tej sieci, a dopiero jak rynek sie nasyci, książki
        mogą być sprzedawane w takich księgarniach, jak ś.p. nasza Wena...


        > Nie potrafię się też wypowiedzieć autorytatywnie czy otwieranie takiego
        > saloniku przy Wilsona ma sens. Wydaje mi się, że to miejsce nie sprzyja
        > ciepłym, rodzinnym interesom, że jest punktem "komunikacyjnym", jest w tym
        > placu coś z "przechodniości" _ zwłaszcza teraz jak tam to metro podciągnęli.

        Ech, głosno wypowiedziałaś moje wątpliwości. Zgadzam się z Tobą w 100%. Nie wiem
        zatem czy Mama znajdzie swoje grono klientek w tym codziennym chaosie
        ulicznym... Będzie się starała sprowadzać do Warszawy ubrania nie znanych w
        stolicy producentów, którzy nie mają tu sklepów i nie prowadzą sprzedaży
        internetowej... Jak ją znam - będzie to towar najwyższej jakości.

        Z drugiej strony - nadzieja jest. Mama sama często odwiedzała jeden z pobliskich
        butików i ponoć wciąż było tam pełno kobiet, które czekały w kolejce do
        przymierzalni.
        Mam mieszne uczucia, ale jak już napisałam powyżej - spróbować warto. Rodzice
        zniosą wszystko, ale nie bezczynność. Ten typ tak masmile
    • agnes744 Re: żegnamy księgarnie. smutno mi i źle... :-((( 08.02.06, 18:45
      Bardzo mi przykro,ale sama wiesz,że taka jest obecna rzeczywistosc.Niestety!Ale
      głowa do góry może skoro Twoi Rodzice patrzą z optymizmem w przyszłosc to
      wspieraj ich dziewczyno!!!Owszem możesz im podszepnac,ze moze nie byc
      kolorowo,ale w lepsza przyszlosc trzeba wierzyc!Pozdrawiam Ciebie i Twoich
      Rodzicow,trzymajcie sie!
    • joa8 Re: żegnamy księgarnie. smutno mi i źle... :-((( 08.02.06, 19:02
      oj znam tą ksiegarnie! faktycznie to był taki żelazny punkt na Wilsonie.
      wiesz co sobie uświadomiłam, przez tą sytuację? Taki banał - za wszytskim stoją
      ludzie, konkretni, np: Twoi Rodzice smile , to nie jest ot tak, księgarnia,
      własność "wszytstkich", punkt na mapie miasta, ale głównie życie Twoich
      Rodziców. I podziwiam ich determinację i siłę. Oraz to, ze podjęli decyzję w
      zgodzie ze sobą, nawet jeżeli to się komuś nie podoba. A co? Mają się
      poświęcić, wiecznie dokładać, zarzynać, bo to tak szlachetnie prowadzić
      księgarnie?
      I życzę Twojej Mamie satysfakcji z nowego biznesu.
      Myślę, że to super pomysł. Teraz jest dużo sklepów z odzieżą taką bardziej
      młodzieżową i dla 30-tek. Moja mama i teściowa narzekają właśnie na brak
      sklepów z elegancką odzieżą właśnie dla nich. Która nie kosztowałaby fortuny.

      I chętnie przyjdę na otwarcie smile))
      a opiniami internatów się nie przejmuj! albo napisz na sucho list z
      inwektywami, ale nie wysyłaj, może trochę ujdzie złość?
    • ewa_mama_jasia Re: żegnamy księgarnie. smutno mi i źle... :-((( 08.02.06, 21:05
      Duram, koniecznie zaproście na otwarcie (albo i przedtem) znajomych
      dziennikarzy. Dziennikarka ze Stołecznej jest ok, dobrze byłoby jeszcze znaleźć
      wsparcie w internecie (przedrukowanie artykułu o nowym salonie).
      Przed ślubem przeczytałam w internecie artykuł o rewelacyjnej sprzedawczyni w
      sklepie z bielizną Triumpha, która potrafi dobrać rozmiar i nauczyć tak
      zakładać, że wszystkie krągłości wyglądają większe i tym samym bardziej
      apetyczne. Zależało mi, aby w tym dniu wyglądać rewelacyjnie i pojechałam tam.
      I.... nie tylko ja czytałam ten artykuł, czekałam w kolejce prawie 3 godziny smile.
    • mama_olka Re: żegnamy księgarnie. smutno mi i źle... :-((( 08.02.06, 21:07
      Duramgama, znam tę księgarnię (przelotnie mieszkałam na Zoliborzu) co prawda
      bardziej z witryny. A było tam kupować, zamiast w Empikachsad Na swoje
      usprawiedliwienie dodam, że na placu Wilsona robiłam zakupy głownie po 20-tej
      kiedy (oprócz Delikatesów) wszystko było zamknięte.

      Co do zmiany branży to ja akurat zawsze wiecej ksiazek niz ciuchow kupowałam,
      ale mam jedną sugestię asortymentową dla Twoich rodziców: Ana Alcazar. Swojego
      czasu napaliłam się na ich spódnicę (widziałam w Wysokich Obcasach) i
      zadzwoniłam do importera do Poznania i się dowiedziałam, że w Warszawie nie
      prowadzą sprzedaży bo ...nikt się nie nadawałwink Może dla Twoich rodziców będą
      bardziej łaskawi. Od razu przyjechałabym po tę spodnicę! I podoba mi się też
      jedna bluzkawink

      A w sprawie zlośliwych komentarzy to ja bardzo przeżyłam jak sie mój pierwszy
      tekst pojawił w internecie i ktos go strasznie skrytykowal i to nie tylko mnie,
      ale samą - rozumiecie - sprawęwink Biłam się z myślami czy aby autorowi nie
      odpowiedzieć tak, żeby mu w pięty poszlo, ale zanim sie zdecydowalam to ktoś z
      forumowiczow mnie wyręczył pisząc dokładnie to, co sama chcialam mu wygarnacwink
      Osobiście uwazam (jak Kangur) że forumowicze zrobili Wam świetną reklamę a Ci
      zlośliwi - prawdopodobnie największąwink

      A tak w ogóle, Kangur, dlaczego uważasz, że jestem bardziej doswiadczona niz
      Ty? Czy dlatego, że jestem starsza, hę ?
      • kangur4 Re: żegnamy księgarnie. smutno mi i źle... :-((( 08.02.06, 21:19
        Mamo_Olka, śmię przypuszczać, że masz ode mnie większe doświadczenie w pijarze,
        bo cały czas pracujesz. Ja w zawodzie nie pracuję od prawie 3 lat!

        A tak w ogóle, to dopiero teraz się wydało, że jesteś starsza wink
        Hi, hi!
        • mama_olka Re: żegnamy księgarnie. smutno mi i źle... :-((( 08.02.06, 21:28
          Nie wiedziałaś, że jestem starsza? Myślałam, ze WSZYSCY wiedząwink
          A długo pracowałaś w zawodzie?
          • kangur4 Re: żegnamy księgarnie. smutno mi i źle... :-((( 08.02.06, 21:49
            5 lat.
            • mama_olka Re: żegnamy księgarnie. smutno mi i źle... :-((( 08.02.06, 22:41
              To wcześnie zaczęłaśwink A kiedy byłaś we Francji? Bo ja lata 1995-97wink
              • kubona Re: żegnamy księgarnie. smutno mi i źle... :-((( 08.02.06, 23:50
                Duram, wydaję mi się żę rozumiem Twoj ból, bo ..urodziłam się zksiążką. choć w
                warszawie bywałam tylko w Empikach, uwielbiam takie małe ksigarenki gdzie
                sprzedawcy wiedzą co mają na pólkach.....będzie dobrze, musi byćsmile
              • kangur4 Re: żegnamy księgarnie. smutno mi i źle... :-((( 09.02.06, 12:06
                We Francji chodziłam do liceum. Czyli to były lata 90 - 93
                A pracować zaczęłam wcześnie, to fakt. Na drugim roku studiów na pełen etat. To
                były czasy - każdego kto znał dwa obce języki i odróżniał klawiaturę od
                monitora plus miał trochę ogłady przyjmowano z otwartymi ramionami. Ale słono
                za to zapłaciłam - wyrzucili mnie ze studiów.
                Pamiętam, jak jeszcze coś tam na stiudiach robiłam, przychodziłam tylko na
                egzaminy i zaliczenia (bo to dzienne studia były). Pod drzwiami pokoju
                egazaminacyjnego giełda tematów, nerwy, przepychanki. A ja ostentacujnie
                wyciągałam komórkę (
                • kangur4 Re: żegnamy księgarnie. smutno mi i źle... :-((( 09.02.06, 12:09
                  Oj cos mi sie wcisnęło:
                  No więc wyciągałm ostentacyjnie służbową komórkę (jedną z pierwszych, kiedy
                  weszły Era z Plusem), która przeraźliwie dzwoniła (a co!), wzbudzając
                  powszechne zainteresowanie. Oj głupia, głupia.
                  Było studia skończyć. Co prawda wybór kierunku był totalnym niewypałem, więc
                  żałośc nie taka wielka, ale szkoda zmarnowanego czasu...
      • duramgama Mamo_Olka 09.02.06, 10:23
        A gdzie dokładnie urzęduje importer Ana Alcazar? Czy mają w Poznaniu hurtownię?
        • mama_olka Re: Mamo_Olka 09.02.06, 10:54
          Tu sa namiary na ich polskiego przedstawiciela:
          www.a-n-a.com/index_flash.html#goagents.
          Trzymam kciukismile
          • duramgama Re: Mamo_Olka 09.02.06, 12:30
            Merci beaucoupsmile

            Zaraz lecę oglądać... Może mnie to rozgrzeje, bo mam wrażenie, że na spacerze
            wilgoć przeniknęła mnie aż do kości...
            • duramgama ech... 09.02.06, 13:19
              jeszcze nam Abramow-Newerly dokopał w dzisiejszej stołecznej Wyborczej...
              • kangur4 Re: ech... 09.02.06, 13:52
                Duramgamo, czytałam na nowo wszystkie posty tutaj, i zorientowałam się, że
                postąpiłam chyba nieładnie, w poście sprawie zamknięcia ksiegarni poświęcając
                jedno zdanie, a koncentrując się na nowym biznesie. Bardzo Cię przepraszam.
                Chciałabym żebyś wiedziała, że naprawdę mi bardzo przykro, że Twoi rodzice
                musieli podjąc taką decyzję.
                A za nowy biznes trzymam mocno kciuki.
                I ponawiam propozycję pomocy w zakresie PR.
              • kangur4 Re: ech... 09.02.06, 14:12
                Bardzo dobrze to ujęłaś Duramgamo - dokopał. Brak słów.

                Ostatnie zdanie jest wręcz obraźliwe, a wtrącenie mimochodem uwagi o dziadku
                prezydenta (teoretycznie nie na temat, praktycznie... tu nic nie napiszę)
                bardzo nie na miejscu.
                • duramgama Kangurku 09.02.06, 14:47
                  kangur4 napisała:

                  > Duramgamo, czytałam na nowo wszystkie posty tutaj, i zorientowałam się, że
                  > postąpiłam chyba nieładnie, w poście sprawie zamknięcia ksiegarni poświęcając
                  > jedno zdanie, a koncentrując się na nowym biznesie. Bardzo Cię przepraszam.

                  Daj spokój, jakie nieładnie...smile Kompletnie nie masz powodu, żeby mnie
                  przepraszać. Zabrałaś bardzo cenny dla mnie głos w tej dyskusji i dziekujęsmile

                  A ten list Abramowa... On się zatrzymał w głębokim PRL-u i sądzi, że prywatna
                  księgarnia może stać się elementem manipulacji władzy, społeczników i Bóg wie
                  kogo jeszcze "w imię tradycji", rzecz jasna... Gdybym była wredna napisałabym,
                  że facet spadł z księżyca (i to oddalonego o dobre lata świetlne od naszej
                  planety), a jego "w imię tradycji" jest mocno życzeniowe i kompletnie nie
                  przystaje do dzisiejszego wolnego rynku...

                  Jak trafnie zauważyła Joa (dziekuję, Joasmile za tym "publicznym" interesem kryja
                  sie konkretni ludzie z konkretnymi mozliwościami i potrzebami. I, jak pragnę
                  zdrowia, można ubolewać z powodu upadku placówki, można od biedy taktownie
                  proponować inne rozwiązania, ale apelowanie do władz miasta to już lekka przesada...

                  Cytuję:
                  "Apeluję do nowych władz Żóliborza, aby
                  zareagowały na tę symboliczną prywatyzację stuletniej tradycji żoliborskich
                  społeczników. W czasie, gdy plac Wilsona nazywał się placem Komuny, ta
                  księgarnia była dla nas "przedwojennym oddechem" - a w wolnej Polsce na wolnym
                  rynku ją zaduszono. Są granice doraźnych zysków" J. Abramow-Newerly

                  Tak. I to ostatnie pchnięcie... sad((
                  • pancerniczek ej, to nie pchnięcie... 09.02.06, 15:08
                    to pierdnięcie wink)
                    Abramow bredzi o jakiejś innej rzeczywistości.
                    • mmala6 Re: ej, to nie pchnięcie... 09.02.06, 15:30
                      a kto to jest ten Abramow???przepraszam za ignorancje ale pierwsze slysze to
                      nazwisko.
                      Ja jestem w goracej wodzie kapana i pewnie bym mu cos napisala.Albo do gazety.
                      Tak, najlepiej w imie tradycji i zachowania "przedwojnnego oddechu" potrzymywac
                      ksiegarnie po to, aby przechodnie i ludzie na przystanku lepiej sie czuli, bo im
                      niedobrze na widok kolejnego banku.I niewazne, ze wlasciciel to nie tylko traci
                      ale doklada do interesu, kogo to obchdzi!?To jest jakis absurd!
                      Sie zdenerwowalam! Na koniec ulubione powiedzonka mojego meza- slowa Einsteina:
                      "tylko dwie rzeczy sa nieskonczone: wszechswiat i ludzka glupota".
                      • mooh Re: ej, to nie pchnięcie... 09.02.06, 15:46
                        Zarówno sukces, jak i niepowodzenie, jest normalnym elementem wolnorynkowej
                        gospodarki. Podziwiam ludzi, którzy w odpowiedniej chwili potrafią zdać sobie
                        sprawę, że należy się wycofać. Mam w najbliższym otoczeniu przykłady
                        diametralnie innej postawy: brnąć w długi, ale nie przyznać się do porażki, do
                        końca robić dobrą minę do złej gry, a na koniec mieć wszystkim za złe, ze
                        interes nie wyszedł. Na pochyłe drzewo każda koza skacze. Fajnie jest
                        krytykować, a nawet twierdzić, że od początku się przeczuwało klęskę tego
                        biznesu. To chyba ta nasza polska mentalność...
                        Duram, nieżyczliwe głosy biorą się stąd, że ludzie nie akceptują niezłomnych.
                        Gdyby Twoi rodzice się załamali, zaczęli pielgrzymkę po różnych urzędach z
                        rękoma wyciągniętymi po wsparcie, to co niektórzy byliby gotowi im odpuścić, a
                        może nawet pożałować. W naszym narodzie upór i chęć do walki nie jest
                        najwyższą cnotą. Twoi rodzice są bardzo odważni. Trzymam kciuki za powodzenie
                        nowego przedsięwzięcia.
                      • duramgama Re: ej, to nie pchnięcie... 10.02.06, 10:38
                        mmala6 napisała:

                        > Sie zdenerwowalam! Na koniec ulubione powiedzonka mojego meza- slowa Einsteina:
                        > "tylko dwie rzeczy sa nieskonczone: wszechswiat i ludzka glupota".

                        A wiesz, że polepszyłaś mi tym humor?wink
                        • mmala6 Re: ej, to nie pchnięcie... 10.02.06, 13:34
                          ciesze siesmile
    • izka_74 Re: żegnamy księgarnie. smutno mi i źle... :-((( 09.02.06, 13:29
      Mam tylko chwilkę, więc nie dam rady przeczytać wszystkich wpisów - wybacz mi
      więc, jeśli się powtórzę. Bardzo współczuję przede wszystkim Twoim rodzicom. To
      musi być straszne tracić coś, w co się włożyło tyle lat pracy i serca. Mam
      tylko nadzieję, że nowa inicjatywa przyniesie im więcej satysfakcji a może -
      oby - wpłynie ożywczo, jak to nowość.
      • miodzio_k Re: żegnamy księgarnie. smutno mi i źle... :-((( 09.02.06, 21:37
        I ja składam na twoje ręce wyrazy współczucia dla ciebie a przede wszystkim dla
        twich rodziców. Książka to bardzy ważny element mojego życia i żal mnie ściska
        gdy słysze że z jakichś powodów taka przytulna księgarenka "odchodzi". I nie
        potrafię zrozumieć dlaczego ludzie coraz mniej czytają książki. No tak, jeśli
        chodzi o wypowiedzi na tym forum do którego zamieściłaś link to właśnie
        wypowiadają się na nim też ludzie, którzy niestety nie dostrzegają głębi jaką
        daje nam czytanie słowa pisanego. Bardzo to przykre.

        Współczuję tym mocniej, że poniekąd wiem co to znaczy. Razem z mężem niestety
        musieliśmy zamknąć nasz ukochany sklep i wiem ajki ból to za sobą niesie.
        Życzę wam z całego serca aby wasze marzenia a w szczególnośi marzenia waszych
        rodziców się spełniły. Nam niestety nie udalo się odbudować tego co musieliśy
        stracić, ale kto powiedział ze już nam się nie uda... moze kiedyś...

        I jeszcze jedno, tez myślę ze zaproszenie dziennikarzy na otwarcie to świetny
        pomysł.
    • xemm1 Re: żegnamy księgarnie. smutno mi i źle... :-((( 11.02.06, 16:24
      Oj Duram okropnie mi przykro sad(( Wyobrażam sobie (staram się) ile ta
      księgarnia dla Was znaczyła, szczególnie kiedy jestem na świeżo po wysłuchaniu
      Twoich wspomnień o książkach, o tym jak rodzice zaszczepiali w Tobie miłośc do
      literatury....
      Ale cieszę się, że Twoi rodzice nie dali się i mają głowy pełne pomysłów...
      Życzę Wam, w szczególności Twoim rodzicom ogromnej wytrwałości, dużo siły i
      energii i trzymam kciuki za to, żeby pomysł okazał się trafionym w dychę !!!smile
      A bedąc już w stolicy nie omieszkam tam wstąpić smile)
      • ezrapound Re: żegnamy księgarnie. smutno mi i źle... :-((( 11.02.06, 19:02
        Ogromna szkoda, że takie miejsca muszą znikać. Wyobrażam sobie jak ogromne musi
        być rozgoryczenie Twoich rodziców, no i okolica bardzo na tym straci. Trzymam
        kciuki za powodzenie nowego przedsięwzięcia. Daj znać jak ruszy, ja też chętnie
        się tam wybiorę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka