Dziewczyny, pamiętacie dyskusje o kupowaniu/ nie kupowaniu zabawek made in China?
Ja pamietam dobrze i nie raz, nie dwa łamałam sobie głowe (i serce) czy robie
słusznie.
A wczoraj zostałam w sposób prosty, żeby nie napisac banalny oswiecona u
samego źródła.
Robię teraz materiał o kobietach-uchodźcach i miałam możliwość długiego
pogadania z pewna Wietnamką i jej chłopakiem. Obydwoje aktywnie działają w
wietnamskiej opozycji demokratycznej. Niezwykle barwni i odwazni ludzie.
Jako że Srajdzinka ma dzisiaj imieniny, przed spotkaniem z nimi udałam sie do
Smyka i nabyła małej prezent... Made in China. Rozmowa kluczyła tu i tam,
poruszalismy sprawy ważne i mniej wazne, w końcu zahaczylismy równiez o te
zabawki.
I dostałam klarowną odpowiedź.
Więźniowie obozów w Chuinach, Birmie, Wietnamie proszą wręcz o kupowanie
wszystkich produktów Made in China, bo prozaicznie kiedy jest praca - oni są
potrzebni, kiedy są potrzebni - nie idą na śmierć. Analogicznie - jeśli nie
można byłoby korzystać z pracy ich rąk byliby kompletnie bezużyteczni dla
systemu, który jest cholernie pragmatyczny i co by sie stało... wiadomo
To tyle. Szkoda, że nie mam czasu, żeby napisac cos więcej.
Przepraszam, że tak wyskoczyłam ni z gruszki ni z pietruszki, ale nagle wydało
mi sie to wazne, żeby WAM o tym powiedzieć.
ściskam