nie, nie jest to wątek o makabrycznych szczgółach anatomicznych rodem z
amerykańskich horrorów

Kilka dni byłam z Frutką na wsi (większość czasu spędziłyśmy chodząc do
sąsiadów oglądać traktor- jej nową wielką miłość) i odkąd wróciłam wczoraj
wieczorem, strasznie mnie boli głowa, a właściwie połowa głowy. Mam wrażenie,
jakbym nie miała lewej połowy twarzy. Żadne środki przeciwbólowe nie
pomagają. Na domiar złego rano miałam dwie lekcje w liceum, a za godzinę mam
kolejne i nie wiem, czy to wytrzymam. Mam wrażenie, że moje dzisiejsze wywody
plasowały się w kategorii: Beznadziejne...
Tak tylko chciałam się wyżalić, napiszcie, że to kiedyś minie, co?