Dodaj do ulubionych

Dylematy mamy pięciolatka

IP: *.* 15.04.02, 00:21
A właściwie czteroipółlatka, ale to aż tak nieistotne. Sprawa przedstawia się tak: mój Adaś, gdy miał 3 lata ciężko zachorował. Leczenie zakończono w październiku ubr. Synek w związku z tym nie chodził i nie chodzi do przedszkola i kontakt z rówieśnikami ma sporadyczny. Jestem pełna wątpliwości co do posyłania go do przedszkola od września. Z jednej strony jest już zdrowy, ale jednak z trwałym piętnem choroby (pod ciągła obserwacją). Z drugiej jednak, chciałabym dać mu jeszcze trochę czasu, by się wzmocnił, nadrobił stracone kilogramy i siły witalne (choć wyniki badań są świetne, a Adaś pełny energii i wesoły).Ja i tak "siedzę" w domu z młodszym dzieckiem i mam możliwość wywiezienia dzieci na długie ciepłe miesiące na "łono natury" (co zresztą niechybnie uczynię).Generalnie nie jestem wielbicielką przedszkola, sama wychowywana byłam w domu przez mamę i nigdy nie czułam się pod jakimkolwiek względem gorsza od dzieci "przedszkolnych". Ostatnio jednak jestem bombardowana zarzutami, że synek jeszcze nie chodzi do przedszkola :ouch: (mało kto wie o jego chorobie). Aż boję się mówić, że prawdopodobnie pójdzie dopiero do zerówki. Ku mojemu bólowi najbardziej męczy mnie tym najbliższa przyjaciółka, która uważa, że robię ogromną krzywdę Adasiowi trzymając go w domu, że bez edukacji przedszkolnej jest niemal upośledzony, nie da sobie rady w życiu, wyrośnie na nieprzystosowanego fajtłapę, nieudacznika itp :( (jej córeczka została przedszkolakiem w wieku 2,5 roku).Muszę przyznać, że zasiała we mnie ziarno wątpliwości.Czy rzeczywiście przedszkole jest tak ważne i wartościowe dla dziecka? Czy bez tego mój syn ma tak nikłe szanse, by prawidłowo się rozwijać?Bardzo chciałabym, żeby synek miał kolegów, myślałam o posyłaniu go na jakieś zajęcia w małej grupie dzieci - ale czy to wystarczy?Najgorsze jest to, że nie znam żadnych 4 czy 5 latków i nie mogę porównać do nich (choć to pedagogiczny grzech!) mojego synka. No i sprawdzić czy prawdą jest, co twierdzi przyjaciółka, że Adaś na pewno "odstaje" od dzieci przedszkolnych.Proszę, napiszcie co o tym sądzicie, bo jestem nieco skołowana. Rodzinka mnie popiera, przyjaciółka wydzwania, czy Adaś już zapisany, a ja - pełna wątpliwości.Czy znajdą się mamy cztero-, pięciolatków, które mogłyby napisać, co potrafią (w najszerszym sensie) ich pociechy - te przedszkolne i nie. Czego uczą się w przedszkolu?Z przeprosinami za dłużyzny, oczekuję na posty. RudkaAha, dodam jeszcze, że należę do mam "z powołaniem". Dużo synkowi czytam, razem tańczymy, ćwiczymy, malujemy, rysujemy, lepimy, wyklejamy, obserwujemy przyrodę itp. Jednak - i to mój ból- od narodzin córeczki nie mogę oczywiście tyle czasu co dawniej poświęcić Adasiowi. Czy myślicie, że w związku z tym czas spędzony ze mną (już nie tak "edukacyjnie") to czas dla niego stracony? Tak właśnie uważa moja przyjaciółka i bardzo mnie niepokoi, że nie daję synkowi tak wiele co dawniej, że go ograniczam i zubażam. Czuję się w związku z tym mamą bylejaką, a na pewno strasznie, strasznie rozdartą.Błagam, "pozszywajcie" rozdarta Rudkę! :cry:
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: Dylematy mamy pięciolatka IP: *.* 15.04.02, 08:24
      Rudko,moze nie bede obiektywna bo ja tez nie posylam coreczki do przedszkola (pomimo ze ma 5 latek a druga prawie 4 a trzecia 3 .;)).Ba, nie zamierzam jej posylac nawet do szkoly.:) Jednak to juz inny temat.Chcialam Cie tylko pocieszyc i powiedziec,ze nie jestes sama ze swoja decyzja. A przeciez pare lat wstecz posylanie dzieci tak wczesnie do przedszkola bylo znacznie mniej popularne. Ja tez poszlam dopiero do zerowki. Podobnie moje rodzenstwo i wiele osob ,ktore znam. Naprawde nie widze by w jakis sposob odstawali od `normy`.;) Ani intelektualnie ani nawet socjalnie. Wrecz przeciwnie. Pokonczyli studia i to dobre, udzielaja sie towarzysko,pozakladali szczesliwe rodziny, kilka z tych nie-przedszkolnych osob robi kariere w show-businessie i innych takich. Nie bede tutaj robic licytacji co jest lepsze bo to nie takie latwe przeciez. Kazdy jest inny-szczegolnie jesli chodzi o nas-rodzicow, i ma tez inne predyspozycje, inna sytuacje (np musi albo nie musi(i to z roznych powodow) pracowac zawodowo). Naprawde co czlowiek i co rodzina to historia. Powiem tylko,ze m in w ostatnim czasie opublikowano wyniki badan psychologicznych i,na ich podstawie np w UK robi sie duzo by umozliwic rodzicom(jednemu z nich)pozostanie z dzieckiem przynajmniej do 6go roku zycia bez potrzeby instytucjonalizowania takiego maluch(w tym kierunku zmierza m in polityka rodzinna). A jesli juz jakies zajecia to im mniej godzin poza kregiem milosci rodzicielskiej tym lepiej. W tej sytuacji mozesz sie tylko cieszyc,ze masz i checi i mozliwosc pozostania z dzieckiem w domu. A zajecia dodatkowe.. oczywiscie jak najbardziej. Napewno znajdziesz mnostwo mozliwosci. Powiem Ci jak to wyglada u nas. Rozejrzelismy sie wokol ale to nam za bardzo nie pomoglo bo trudno powiedziec co dziecko naprawde zainteresuje. Zaczelismy wiec od wewnatrz(np poprzez kasety video) niejako inspirowac dziewczynki roznymi rzeczami tak by mialy spory przeglad mozliwosci i mogly wybierac. W efekcie padlo na zajecia baletowe,plastyczne, gimnastyke i narazie tyle bo nic na sile i nie chodzi o jakies zapchaj-dziury a o rzeczy ,ktore beda naprawde lubily i robily z pasja.Przynajmniej na tym etapie. Moze z czasem plywanie i muzyka ale chcialabym by to byla ich sugestia a nie moja.Poza tym wiele robimy razem w domu:czytamy, poznajemy alfabet,spelniamy sie artystycznie,pichcimy, uprawiamy ogrodek, chodzimy na wycieczki, oswajamy sie z komputerem, robimy teatrzyk i co tam nam wpadnie do glowy..a wszystko to przez zabawe bo dziecinstwo jest po to by z niego korzystac. Gloria juz teraz ma tendencje by np siasc w kaciku i przegladac ksiazke a czytanie niezle jej wychodzi. Ma tez bzika na punkcie pisania literek i rysowania. Zaraza tym mlodsze rodzenstwo ktore z kolei uczy sie znacznie szybciej(dzieki jej wplywowi). Maja kontakt z innymi dziecmi ale dla nich akurat nie jest to sprawa priorytetowa.Moze dlatego,ze jako rodzenstwo sa w bardzo zblizonym wieku i tworza swietna paczke. za to zauwazylam,ze swietnie radza sobie w nowych, czasem troche topornych sytuacjach. Np niedawno pojechalismy do znajomych. Bylo tam sporo dzieci w roznym wieku (z nastolatkami wlacznie) i dziewczynki wczesniej ich nie znaly. Byl taki moment gdy wyszly do ogrodu a ta cala grupka dzieci (chyba 9ro w wieku od 7 do 16 lat) zblizyla sie do nich i zrobilo sie troche sztywno-na zasadzie: hej, to moze sie przedstawimy.;) Po `ceremonii` zawierania znajomosci bylo jeszcze bardziej sztywno i wtedy Gloria zrobila unik i zaczela biec krzyczac:goncie mnie!!!! Cala reszta rzucila skakanke ktora dotychczas byla glowna atrakcja i ruszyla za nia. Chwile pozniej sztywnosc sytuacji zostala zazegnana i wszyscy szaleli w ogrodzie bawiac sie w berka pod prh towarzysko` i najmlodszych w grupie rozrabiakow,ktore nota bene maja spokojne usposobienie ale zdolnosci organizacyjnych i inspiracji im raczej nie brakuje. Moze wlasnie dlatego,ze nie sa zdane na pania w przedszkolu ktora wszystko zaplanuje i zorganizuje kazda zabawe a same poprostu korzystaja z wlasnego zloza pomyslow (i maja ich 150 na minute ;)To tyle od mojej strony. A najwazniejsze jest to czy ty jestes przekonana do tego rozwiazania bo naprawde nie warto ulegac presji otoczenia i wiekszosc nie musi miec wcale racji. A juz napewno machnelabym reka na te `przyjaciolke`, wtykajaca nos w Twoje zycie.jej dziecko jest w przedszkolu to OK. Niech sobie jest ..jesli takie rozwiazanie sprawdza sie i dla niego i dla rodzicow ale Twoje decyzje to twoje decyzje i jako przyjaciolka(o ile nia jest) powinna je uszanowac). W przeciwnym razie juz dawno spisalabym ja na straty jako chocby znajoma ,o przyjazni juz nie wspomne.Tyle moich refleksji i mam nadzieje,ze nie namieszalam za bardzo a troszeczke rozjasnilam.:)B
    • Gość: GosiaC Re: Dylematy mamy pięciolatka IP: *.* 15.04.02, 08:32
      Przeczytałam Twój list z uwagą i pragnę podzielić się moim doświadczeniem. Mam trójkę dzieci w wieku 7,5 lat, 5 lat i 2 lata. Dzieci z różnymi charakterami i różnym stażem przedszkolnym, zerówkowym i szkolnym. Moja rada jest taka - jak możesz być z dzieckiem w domu to bądź z nim jak najdłużej. Myślę,że Adaś nic na tym nie traci, a jak najwięcej zyskuje. Zwłaszcza, że, jak piszesz, jesteś mamą z powołania i zajmujesz się nim, robicie coś wspólnie, a nawet jeśli nie możesz mu poświęcić tyle czasu, co wcześniej, to i tak jesteś blisko, a on tego potrzebuje najbardziej. Kontakt z rówieśnikami będzie miał jeszcze w zerówce i później w szkole i wg mnie to jest dopiero czas na kształtowanie właściwych relacji społecznych (ale to mądrze zabrzmiało) ;). Zastanawiam się, co ma na myśli Twoja koleżanka mówiąc, że Adaś odstaje od innych dzieci przedszkolnych. Każde dziecko jest inne i to jest ich zaleta. Szkoła ich wyrówna - nie martw się - i to zarówno w dobrym jak i w tym gorszym znaczeniu.Ciesz się, że masz poparcie rodziny, bo to najważniejsze i bądź z synkiem jeśli możesz.Pozdrawiam gorąco i życzę dużo sił i cierpliwości dla Twojej dwójeczki.
    • Gość: rudka Re: Dylematy mamy pięciolatka IP: *.* 15.04.02, 23:05
      Dziewczyny! Dziękuję za szybką odpowiedź. Już mi lepiej. Nawet nie myślałam, że tak mnie to będzie męczyć. Zawsze uważałam sie za odporną na opinię otoczenia, a tu taka niespodzianka - ciągle wymyślałam sto powodów, dla których nie posyłam Adaśka do przedszkola, czułam potrzebę tłumaczenia się z tej decyzji, która choć niepopularna, to przecież wcale nie znaczy, że zła. Czekam jeszcze na opisy osiągnięc rówieśników mojego synka.Bogusiu, czy uczyłaś swoją córeczkę czytać, czy przyszlo to samo?Pozdrawiam. Częściowo "zszyta" Rudka
      • Gość: GosiaC Re: Dylematy mamy pięciolatka IP: *.* 16.04.02, 08:24
        Droga KasiuPytanie do Bogusi, ale wybacz, że też na nie odpowiem. W końcu mój syn też miał kiedyś 5 lat, a córka kończy 5 w czerwcu :)Piotrek w wieku 5 lat ledwo trzymał kredki w rączce, a o rysowaniu konkretów nie było mowy. Wiedział za to, co to jest dioda, jak połączyć przewody z baterią i wiele innych elektronicznych ciekawostek,o których ja do tej pory mam mgliste pojęcie - to załuga taty. O czytaniu i literkach nie było mowy. W zerówce zaczął rysować i to tak, że nazbierałam dwie papierowe teczki jego rysunków i nie mogłam się zdecydować na jakąś selekcję - po prostu przyszedł czas na ryunki. W tym czasie oczywiście jego rówieśnicy już znali wszystkie literki, a niektórzy płynnie czytali, a ja drżałam co to będzie w szkole, jak sobie poradzi itd. Chciałam go nawet na początku roku zapisać na dodatkowe douczające zajęcia, ale na szczęście się wstrzymałam. No i okazało się, że dogania tych najlepszych w niezłym tempie. Pani chwali go za postępy i pracę, jest teraz szósty po ostatnich testach, a podobno w klasie jest bardzo wysoki poziom ( tak mówi wychowawczyni z trzydziestoletnim stażem). Nie piszę tego po to, aby się chwalić, ale abyś nie przejmowała się i porównywała z innymi dziećmi ( a już nie z dziewczynkami, bo te w oóle biją chłopców na głowę w tym wieku). Pisze to mama, która na każdym kroku porównuje osiągnięcia Piotrusia z innymi :)Na szczęście już mi trochę przechodzi to ciągłe porównywanie, bo widzę, że nie ma to sensu. Dla porówmania :) Córka umie czytać( nauczyła się sama przy Piotrku) liczyć (do niedawna lepiej niż Piotrek), ubiera się samodzielnie odkąd skończyła dwa lata. Pójście do przedszkola było dla niej zbyt wczesne - spróbujemy teraz od września. Po prostu różne dzieci, różne charaktery.Wybaczcie mi długość :)Pozdrawiam
        • Gość: guest Re: Dylematy mamy pięciolatka IP: *.* 16.04.02, 09:41
          .:lol: wlasciwie moglabym sie podpisac pod konkluzja ,ktora wyciagnelam z postu GosiC a mianowicie,ze na kazde dziecko przychodzi czas. Nie jestem zwolenniczka sadzania dzieci i wbijania im do glowek tego czy innego na zasadzie `prania mozgu`.:) Dlatego wlasnie poszlismy inna droga. Odkad mamy dzieci w domu ( w kuchni,w lazience,przedpokoju i gdzie popadnie)wisza na scianach roznego rodzaju `pomoce naukowe` -najczesciej plakaty z alfabetem rysunkowym, zwierzatkami, cyferkami, mapy,ksiazki sa w zasiegu raczek,podobnie papier i kredki choc o skutkach ubocznych nie musze wspominac .:lol:no i mieszkanie moze nie wyglada dostojnie ale w koncu rodzicielswto wiaze sie z jakims poswieceniem.:lol:.Dzieci sa ciekawe swiata wiec najpierw te kolorowe obrazki przyciagaja wzrok, pozniej zaczyna sie seria pytan:`a cio to?`....reszta jest juz prosta. Gloria nie potrafila wprawdzie skladac literek w wieku 3 lat.:) ale za to jakies pol roku temu miala `skok intelektualny` i nie popuscila az sie dowiedziala jak sie to czyta albo co tam pisze`. dodatkowo miala motywacje ze strony rodzenstwa ktoremu kiedys opowiadala co jest na obrazkach a teraz moze juz nawet powiedziec cos wiecej choc pewnie nie za dlugo bo Ella przejmuje paleczke ale to juz tak jest z mlodszym rodzenstwem. Starsze przeciera szlaki i jest pozniej idolem dla tych mlodszych. Aha, fajne sa tez puzzle i klocki z alfabetem i wszelkiego rodzaju literki-np drewniane,ktore mozna przymocowac na szafkach dzieci dla zidentyfikowania wlasciciela.:) tez alfabet z magnesami ale ten niestety u nas sie nie sprawdzil bo mamy w domu `odgracacza` w postaci wszystkogryzacego psa(ze szczegolnym upodobaniem do plastiku :)Spora zasluge maja tez kasety video(te edukacyjne)- w Polsce pewnie jest dostepna ulica sezamkowa np i programy ktore mozna zlnalezc gratis w necie ale to jako uzupelnienie.Teraz Gloria dostala na urodziny od dziadka ksiazeczki do cwiczen,ktore sa przeznaczone sa dla wieku 5-7 lat (w programie szkolnym). Myslalam,ze nie bedzie z tego pozytku bo dziecko jeszcze niedawno nie przepadalo za siedzeniem i gryzmoleniem a tu prosze!!Nagle zwrot i teraz nie tylko pisze sobie literki ale nawet korzysta z tych ksiazeczek i rysuje szlaczki (to sa takie cwiczenia dla trenowania raczki dziecka i zachowania odpowiednich proporcji, zmieszczenia sie w linijkach itd) Naprawde niezle jej to wychodzi a najwazniejsze,ze sama chce. Gdyby chodzila do szkoly (tutaj od 4go roku zycia) korzystalaby z tych ksiazeczke od wrzesnia i trudno powiedziec z jakim skutkiem, czy starczyloby jej entuzjazmu. Z rysowaniem bylo to samo. Dlugo, dlugo nic az tu nagle w oka mgnieniu przeszla od gryzmolow (do ktorych nie palala sympatia)do super -zgrabnych glowo-nogow a w niedlugim czasie zaczela rysowac nawet konie (naprawde calkiem niezle jak na 5latke)I tak to juz bywa. Szkoda czasem, ze program szkolny nie jest na tyle elastyczny by umozliwic dzieciom rozwijanie sie we wlasnym tempie bo przeciez, jak Gosia wspomniala, gdy jedno dziecko siedzi nad ksiazka, inne w tym czasie woli zapoznawac sie z diodami a dopiero pozniej zainteresuje sie olowkiem. Mam znajomych ktorych coreczka np od zawsze interesowala sie sprawami technicznymi. Dobrze,ze ma madrych rodzicow i , zamiast ja zmuszac do typowo kobiecych zajec, poparli jej pasje. I tak dziecko w wieku 10 lat zdobywalo pierwsze miejsca na konkursach i olimpiadach budujac modele silnikow i inne cuda. A pisac i czytac tez sie nauczylo bo oczywiscie pochlania wiedze w t ja powstrzymac.:lol:A przy okazji jeszcze nawiaze do wypowiedzi drugiej Gosi.:)Pare dni temu dostalam list od kolezanki z Polski. Dziewczyna w dobrej wierze poslala synka do przedszkola (glownie w celach socjalnych o ile mi wiadomo). Maly chorowal non-stop,czeste zapalenia ucha ,antybiotyki, znowu ucho albo inna infekcja.Lekarz uspil ich czujnosc twierdzac,ze to normalne i ze dziecko w grupie zawsze bedzie tak chorowalo ale to nic strasznego. Teraz niestety okazalo sie,ze te czeste infekcje spowodowaly ogromne spustoszenie i maly traci sluch.Mozna bylo tego uniknac pod warunkiem,ze oszczedzilo by mu sie okazji do lapania infekcji ale co sie stalo to trudno naprawic.Oczywiscie nie zawsze tak bywa ale bywa niestety i tu tez nie warto ryzykowac bo zdrowie jest na cale zycie a przyjaznie od przedszkola rzadko sa w stanie przetrwac probe czasu. Juz bardziej te szkolne.A wczoraj przy kolacji moja prawie 4latka objela za szyje prawie 3-letnia siostrzyczke i przytulila sie do niej mowiac: `You are my BEEEEEEST FRIEND`.;).:lol:
      • Gość: guest Re: Dylematy mamy pięciolatka IP: *.* 16.04.02, 08:50
        Witaj!Jestem mamą uczennicy pierwszej klasy,która do przedszkola chodziła całe 2 miesiące :)Miała 4 latka i po tygodniu zaczęła znosić do domu wszelkie możliwe infekcje ,a że mieliśmy w tym czasie w domu drugą córcię po operacji serca -postanowiliśmy zakończyć karierę przedszkolaka.Ola świetnie się czuła w przedszkolu więc trochę żałowaliśmy ,ale uważam że zdrowie jest ważniejsze.Starałam się zastąpić jej "przedszkole" -zabawy,nauka-czyli malowanie ,rysowanie,plastelina.Od strony społecznej - podwórko ,dzieci znajomych no i rosnąca siostrzyczka :)Słyszałam przerażające opinie jak to unieszczęśliwiam dziecko :ouch: że będzie miała gorszy start :ouch:Obecnie Ola jest bardzo lubiana,w szkole czuje się doskonale,ma świetny kontakt z dziećmi i nauczycielką .Wiele zależy od osobowoci dziecka ,przedszkole to świetna sprawa pod warunkiem że dziecko się tam zaaklimatyzuje i będzie czerpało to co dobre i wartościowe.Nie gwarantuje jednak powodzenia w szkole itd,itpAda ma już prawie 4 latka i zostanie w domu aż do zerówki.Jest całkowicie zdrowa ale wolę nie narażać jej niepotrzebnie na infekcje(aha słyszałam również opinie że dziecko które nie chorowało w przedszkolu przejdzie wszystko w szkole - Ola nie była chora ani razu od dwóch lat puk,puk)Słuchaj swojego zdrowego rozsądku i tego co ci matczyna intuicja podpowiada .Dawno już w wychowaniu moich dzieci nie kieruję się obiegowymi opiniami ,że to trzba a to należy .Zdrowia dla dzieciaczka i powodzenia Gosia :hello:
    • Gość: Gosia1 Re: Dylematy mamy pięciolatka IP: *.* 16.04.02, 17:34
      Kochana Rudko! Przede wszystkim ustalmy jedna kwestię - co to znaczy, według Ciebie i Twojej przyjaciółki, dziecko które nie jest: "upośledzonym fajtłapą, nieudacznikiem, nieprzystosowanym do życia" itp, itd. Czuję, że córeczka tej koleżanki idzie przez życie rozpychając się łokciami, nie żałując przy tym swoim "współtowarzyszom" kuksańców, kopniaków, krzyków i innych tego typu rozwiązań, które prawie zawsze są opatrzone komentarzami dorosłych, że ta to sobie da radę w życiu.......Nie mylę się? A więc zacznijmy od początku. Mój synek, z powodu ogromnych kłopotów emocjonalnych poszedł dopiero do zerówki. Do piątego roku życia mozolnie, w żółwim tempie dochodziliśmy do poziomu. Tak, jak Ty poświęcałam Mu mnóstwo czasu. Czytanie akurat zostawiłam tatusiowi, zresztą to był wybór samego Krzysia. Wychowywałam Go i nadal wychowuję na człowieka wrażliwego, inteligentnego emocjonalnie, potrafiącego odczuwać współczucie, zrozumienie dla drugiego człowieka. Nie wstydzącego się przyznać do błędu. Nie wstydzącego się własnych uczuć - wzruszenia, miłości, czułości. Człowieka, który nie kopnie bezdomnego psa czy kota. Z doświadczenia (mam córkę - do przedszkola zaczęła chodzić w wieku 4 lat) wiem, że przedszkole nie nauczy tego wszystkiego. To mogą dać tylko rodzice. Inny rodzaj umiejętności przydatnych w życiu dziecko odnajdzie w kontaktach z rówieśnikami. Dlatego od 4 roku życia Krzyś wychodził sam na podwórko - był pod okiem Ani, no i oczywiście ja też wisiałam na parapecie całe godziny :lol:. I to właśnie było to, co cudownie wpłynęło na mojego chłopca. Koledzy sprzed bloku. Zakładali sobie "bandy", biegali razem i bawili się np w licjantów i złodziei (hmmm, skąd my to znamy?), w strażaków itp. Raz Krzyś był przywódcą, raz inny chłopiec. Zauważyłam, że mój rozpieszczony syn naprawdę chętnie współpracował z dziećmi. Nie narzucał swojej woli ale i nie dawał sobą manipulować. Nauczył się odpowiedzialności - wiedział, że jeśli choć raz zniknie mi z oczu, to koniec z wychodzeniem na dwór. Nigdy, powtarzam NIGDY nie złamał obietnicy! Od września chodzi do zerówki. Wcale nie uważam, aby specjalnie dużo stracił, nie chodząc wcześniej do przedszkola - no może stracił, choróbska........Rudko, jeśli możesz być w domu z dziećmi, nie rób niczego na siłę. A już na pewno nie po to, aby uszczęśłiwić koleżankę. Na litość!! Ja też mam mnóstwo koleżanek, które zupełnie inaczej wychowują swoje dzieci, i nigdy mi nie przyszło do głowy, aby im narzucać własne zdanie!!!! Rudko, nie martw się, na pewno nie krzywdzisz swojego dziecka, wręcz pokuszę się o opinię, że to Twoja koleżanka robi krzywdę swojej córeczce........Dziecko to nie bagaż, który daje się na przechowanie, czy oddaje na wychowanie aby ktoś inny wziął odpowiedzialność, za ewentualne przyszłe błędy. No bo jak to będzie łatwo powiedzieć potem - to nie ja ją tak wychowałam, patrz jakie te przedszkola są teraz...... Nie martw się Rudko, jest wiele matek myślących podobnie do Ciebie - patrz posty wyżej. Głowa do góry i nie daj się!!Pozdrawiam Gosia
    • Gość: guest Re: Dylematy mamy pięciolatka IP: *.* 17.04.02, 23:11
      Dziewczyny! Jesteście wspaniałe! Jeszcze raz dziękuję. Nawet nie wiecie jak bardzo wzmocniły mnie posty od Was. Naprawdę mi pomogłyście, nie sądziłam, że kilka dobrych słów tak może dodać człowiekowi wiary w to, co robi, myśli, zamierza.Decyzja więc bezapelacyjnie zapadła: Adaś zostaje w domu (ku radości rodzinki i samego zainteresowanego). Mam nadzieję, że wiara w siebie, którą staram sie mu zaszczepić, moja miłość, troska i poczucie bezpieczeństwa, którymi go otaczam, a jego ciekawość świata, optymizm i energia zapewnią mu równie dobry start w życie szkolne, co przedszkolna edukacja.A ja...no cóż, będę starała sie odgonić od siebie ciągłą chęć sprawdzania go, porównywania z rówieśnikami. W sumie przecież każdy z nas jest niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju. Jak przekonały mnie Wasze listy, zaległości można przecież nadrobić, a problemy - rozwiązać. No i proszę, wystarczył mi zastrzyk optymizmu od Was i znów jestem "cała". Pozdrawiam. Rudka
      • Gość: guest Re: Dylematy mamy pięciolatka IP: *.* 19.04.02, 18:32
        Przeczytalam cala dyskusje i pomyslalam ze wtrace sie dla rownowagi. Uwazam przedszkole za wspaniala instytucje (oczywiscie dobre i przyjazne dziecku przedszkole). Swoje wspominam do dzis, pierwsze przyjaznie w nim nawiazane, pierwsze osiagniecia (wystepy dla rodziców itp.), pierwsze autorytety poza rodzina. Rajski okres w zyciu, masa dzieci, masa zabawy. Moja córka (obecnie 6 lat) w momencie gdy zaczela chodzic do przedszkola (w wieku lat 3) zaczela robic niesamowite postepy wlasciwie we wszystkich dziedzinach (rysowanie, spiewanie, sprawnosc fizyczna, dzielenie sie i dogadywanie z rówiesnikami, wiedza na wszelakie tematy, obowiazki typu ubieranie-rozbieranie czy sprzatanie zabawek) - czym bylam nieco zaskoczona bo równiez uwazalam sie za "aktywna" mame. (Byc moze Wy dziewczyny jestescie bardziej aktywne. Ale nie znam mamy która by powiedziala o sobie: nie czytam dziecku, nie rysuje, nie ucze, nie rozmawiam, nie bawie sie itp. Trudno samego siebie obiektywnie ocenic). Takie same odczucia wzgledem wlasnych dzieci mialo wielu moich znajomych rodziców. Mysle ze dziecko wychowywane w domu w momencie pójscia do szkoly rzucane jest od razu na gleboka wode. Oczywiscie moze sobie poradzic swietnie i bez zadnych problemów, ale jesli np. zateski za mama albo nie bedzie sie umialo dogadac z grupa czy bedzie mialo inne "drobne" klopoty - z którymi przedszkolaki ucza sie radzic sobie w przedszkolu z serdeczna pomoca "pani" - nikt go po glowce nie bedzie w szkole glaskal ani za raczke trzymal. I to jest roznica. Przedszkolaki po prostu przezywaja mniejszy stres idac do szkoly, tak uwazam. I - bez obrazy - naprawde umieja troche wiecej, co oczywiscie mozna nadrobic.Pozdrawiam wszystkie mamy kilkulatków i tych "domowych" i tych "przedszkolnych".Magda
        • Gość: guest Re: Dylematy mamy pięciolatka IP: *.* 20.04.02, 22:50
          Najważniejsze jest zdrowie dziecka. Jeśli Adaś nie jest zdrowy, to powinien zostać w domu. Ale litości, dziewczyny, przedszkole może być dobre dla dziecka. Ja nie chodziłam do przedszkola, czego bardzo żałuję. Umiałam płynnie czytać mając 5 lat, i w ogóle dobrze sobie radziłam w szkole. Za to nie przypominam sobie żadnych przyjaciół z dzieciństwa, jestem nieśmiała i mam kłopoty z nawiązywaniem kontaktów. Ale może to nie ma związku z przedszkolem, po prostu rodzice trzymali mnie pod kloszem, chuchali i dmuchali.Ja mam dwoje dzieci. Syn w lipcu skończy 6 lat, a córcia ma 4,5. Pomyślicie, że jestem wyrodną matką. Nie pracuję, a córkę posłałam do przedszkola (od 4 lat), a synka do zerówki dla pięciolatków . Co za potwór, pomyślicie. A jednak-dzieci są zadowolone, a ja nareszcie odpoczęłam, mam chwilę czasu dla siebie, nawet zapisałam się na aerobik. Wreszcie mogę spokojnie zrobić zakupy, bez biegających i wrzeszczących dzieci. Mąż się dziwi, czemu jestem weselsza niż kiedyś, mam dobry humor. A ja po prostu potrzebowałam odpoczynku, tylko nikt tego nie rozumiał, bo "przecież sama chciałaś mieć dzieci".Moje skarby, które naprawdę kocham, nareszcie mają przyjaciół. Nauczyły się bardzo wiele.Panie w przedszkolu są wspaniałe jak babcie. I naprawdę wychowują dzieci, a nie tylko pilnują. Jestem im bardzo wdzięczna za takie podejście. Córka chodzi na rytmikę, angielski i gimnastykę korekcyjną. Nauczyła się mnóstwo wierszyków i piosenek. Ja nie nauczę jej śpiewać, bo po prostu nie mam słuchu. Ma bogate słownictwo, poprawną wymowę. Ładnie rysuje, wykonuje różne prace plastyczne, a ja bym jej tego nie nauczyła, bo nie mam pomysłów. Na szczęście nie choruje.Mój syn jest dzieckiem dość nieśmiałym, choć inteligentnym. Zerówka dla pięciolatków to klasa eksperymentalna, w związku z planowaną reformą szkolnictwa. Na pewno pomyślicie, że to zabieranie dzieciństwa. Ja wcale tak nie myślę. To jest jak przedszkole, tylko mniej godzin dziennie.Dzieci uczą się poprzez zabawę. Przez te kilka miesięcy mały prrzeszedł prawdziwą metamorfozę. Na początku tylko chował się za mnie, nie potrafił nawiązać kontaktu ani z dziećmi, ani z wychowawczynią. Nie chciał się bawić w grupie ani pracować. W tej chwili nie poznaję własnego dziecka, tak bardzo zmienił się na korzyść. A i dużo się nauczył. Gdyby poszedł dopiero do sześciolatków, byłoby mu jeszcze trudniej, a tak mamy to już za sobą.Dlatego proszę, nie odsądzajcie przedszkoli od czci i wiary, bo naprawdę na to nie zasługują. To bardzo pożyteczna instytucja. Może nie jestem taką wspaniałą matką jak wy, ale kocham moje dzieci, oddałabym dla nich życie. Wolę, aby spędzały czas w gronie rówieśników, nawiązując przyjaźnie, niż gapiły się w telewizor, pod okiem wiecznie zmęczonej i niezadowolonej matki. Nie gniewajcie się na mnie, każdy ma prawo do własnego zdania. Pozdrawiam, Katarzyna.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka