A właściwie czteroipółlatka, ale to aż tak nieistotne. Sprawa przedstawia się tak: mój Adaś, gdy miał 3 lata ciężko zachorował. Leczenie zakończono w październiku ubr. Synek w związku z tym nie chodził i nie chodzi do przedszkola i kontakt z rówieśnikami ma sporadyczny. Jestem pełna wątpliwości co do posyłania go do przedszkola od września. Z jednej strony jest już zdrowy, ale jednak z trwałym piętnem choroby (pod ciągła obserwacją). Z drugiej jednak, chciałabym dać mu jeszcze trochę czasu, by się wzmocnił, nadrobił stracone kilogramy i siły witalne (choć wyniki badań są świetne, a Adaś pełny energii i wesoły).Ja i tak "siedzę" w domu z młodszym dzieckiem i mam możliwość wywiezienia dzieci na długie ciepłe miesiące na "łono natury" (co zresztą niechybnie uczynię).Generalnie nie jestem wielbicielką przedszkola, sama wychowywana byłam w domu przez mamę i nigdy nie czułam się pod jakimkolwiek względem gorsza od dzieci "przedszkolnych". Ostatnio jednak jestem bombardowana zarzutami, że synek jeszcze nie chodzi do przedszkola

(mało kto wie o jego chorobie). Aż boję się mówić, że prawdopodobnie pójdzie dopiero do zerówki. Ku mojemu bólowi najbardziej męczy mnie tym najbliższa przyjaciółka, która uważa, że robię ogromną krzywdę Adasiowi trzymając go w domu, że bez edukacji przedszkolnej jest niemal upośledzony, nie da sobie rady w życiu, wyrośnie na nieprzystosowanego fajtłapę, nieudacznika itp

(jej córeczka została przedszkolakiem w wieku 2,5 roku).Muszę przyznać, że zasiała we mnie ziarno wątpliwości.Czy rzeczywiście przedszkole jest tak ważne i wartościowe dla dziecka? Czy bez tego mój syn ma tak nikłe szanse, by prawidłowo się rozwijać?Bardzo chciałabym, żeby synek miał kolegów, myślałam o posyłaniu go na jakieś zajęcia w małej grupie dzieci - ale czy to wystarczy?Najgorsze jest to, że nie znam żadnych 4 czy 5 latków i nie mogę porównać do nich (choć to pedagogiczny grzech!) mojego synka. No i sprawdzić czy prawdą jest, co twierdzi przyjaciółka, że Adaś na pewno "odstaje" od dzieci przedszkolnych.Proszę, napiszcie co o tym sądzicie, bo jestem nieco skołowana. Rodzinka mnie popiera, przyjaciółka wydzwania, czy Adaś już zapisany, a ja - pełna wątpliwości.Czy znajdą się mamy cztero-, pięciolatków, które mogłyby napisać, co potrafią (w najszerszym sensie) ich pociechy - te przedszkolne i nie. Czego uczą się w przedszkolu?Z przeprosinami za dłużyzny, oczekuję na posty. RudkaAha, dodam jeszcze, że należę do mam "z powołaniem". Dużo synkowi czytam, razem tańczymy, ćwiczymy, malujemy, rysujemy, lepimy, wyklejamy, obserwujemy przyrodę itp. Jednak - i to mój ból- od narodzin córeczki nie mogę oczywiście tyle czasu co dawniej poświęcić Adasiowi. Czy myślicie, że w związku z tym czas spędzony ze mną (już nie tak "edukacyjnie") to czas dla niego stracony? Tak właśnie uważa moja przyjaciółka i bardzo mnie niepokoi, że nie daję synkowi tak wiele co dawniej, że go ograniczam i zubażam. Czuję się w związku z tym mamą bylejaką, a na pewno strasznie, strasznie rozdartą.Błagam, "pozszywajcie" rozdarta Rudkę!