Dodaj do ulubionych

Po co nam te dzieci

    • liloom Re: Po co nam te dzieci 27.12.06, 23:18
      Dyskusja o dzieciach z osobami nieposiadajacymi dzieci i wypowiadajaca sie
      negatywnie n.t. "po co dzieci" przypomina mi dyskusje z dzieckiem, ktore nie
      sprobuje sledzia "bo nie lubi". Tradycyjnie odpowiedz jest "Sprobuj moze ci
      bedzie smakowalo". Odpowiedz dziecka "Nie. Bo nie lubie".
      Dzieci sa po to by je kochac, a kochac to dawac. Jak ktos tego nie rozumie, to
      tym lepiej, ze nie ma dzieci, bo sie do tego nie nadaje. To po pierwsze.
      Po drugie jak ktos woli wlasne ja to nawet lepiej, ze "aspoleczne"wink geny
      zostawi tylko dla siebie. Natura sama to jakos reguluje i nieprzystosowane
      gatunki ulegaja wymarciu wink
      • pewna_kobieta Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 01:48
        Chciałam nadmienić, że do "Superniani" zgłosiło się 20 000 rodzin. To nie jest mała liczba, wziąwszy pod uwagę fakt, że obecnie w Polsce zbyt wiele dzieci nie mamy. A jeszcze trzeba wziąć pod uwagę fakt, że wiele rodziców terroryzowanych przez dzieci nie chciałoby tego faktu pokazywać na całą Polskę. 20 000 osób przyznających się do bazradności wobec dzieci to baaardzo duża suma. Ale może ci ludzie nie mają czasu na dyskusje na tym forum, bo są 12 godzin na dobę zajęci dziećmi.

        Pewnie powiecie, że to ich wina, że nie umieją wychowywać. Nie do końca. Dzieci mają różne temperamenty. Najlepszy dowód - ci z "Superniani" niekiedy jedno dziecko mają bezproblemowe, a drugie wysoce problemowe. Tak więc ci sami rodzice, to samo wychowanie, a dzieci różne. Nie wspomnę już o zjawisku ADHD, które jest po prostu mordercze dla rodziców i szkoły, a takie dziecko też się może każdemu z nas urodzić.

        Ja w ogóle się bardzo cieszę, że telewizja zaczęła pokazywać tą ciemniejszą stronę rodzicielstwa. W końcu media powinny pokazywać wiele aspektów tego samego zjawiska. Do tej pory widzieliśmy jedynie uśmiechnięte dzieci w reklamach. A dzieci, tak jak i dorośli, mają różne oblicza.

        Co do kwestii czasu wolnego rodziców wychowujących dzieci - to należy stwierdzić obiektywnie, że pochłaniają go bardzo dużo. To zależy oczywiście od rodzaju aktywności zawodowej rodziców. Jak ktoś ma pracę polegającą na odbębnieniu 8 h i powrocie "wolnym" do domu, to jeszcze ujdzie. Ale jak rodzice mają pracę polegającą np. na konieczności wysiłku intelektualnego po godzinach pracy, to sobie tego nie wyobrażam, np. wykładowca wyższej uczelni, który musi/chce czytać nowe publikacje, pisać prace doktorską/habilitacyjną, pisać artykuły do czasopism naukowych, nie mówiąc już o sprawdzaniu kolokwiów czy prac magisterskich. Taki człowiek wraca do domu powiedzmy na 16. Jak nie ma dzieci to ma czas na rozwój intelektualny. Jak ma dzieci, powiedzmy małe, to:
        przygotowanie obiadu i dopilnowanie, by dziecko zjadło - 1h
        sprzątanie - 1h
        zabawa z dzieckiem - 1h
        przygotowanie kolacji i dopilnowanie, by dziecko zjadło - 1h
        czynności pielęgnacyjne dziecka - 1h
        usypianie, czytanie bajki - 1h
        Jest już 22. A gdzie możliwość rozwoju intelektualnego? Człowiek zmęczony, mógłby przez godzinkę coś poczytać, ale nie ma już siły.

        Nadmienię, że jak superniania układa plan dnia, to dla rodziców zostaje jedna godzinka czasu dla siebie. Ale jedna godzinka dziennie to za mało moim zdaniem na rozwój intelektualny w pełnym tego słowa znaczeniu. Może dlatego (nie krzyczcie na mnie) to mężczyźni mają statystycznie więcej publikacji niż kobiety, to mężczyźni częściej zajmują wysokie stanowiska, bo dziećmi zajmują się przede wszystkim ich żony.

        Do tego dochodzą inne warunki do pracy intelektualnej. Bezdzietni mają spokój i ciszę w domu - a w takich warunkach człowiek pracuje najefektywniej. Ci z dziećmi pracują wśród hałasu, płaczu, bez przerwy im dzieci przerywają itd. Ci z Superniani nie mogą nawet spokojnie wypić herbaty czy pójść do toalety. O czytaniu książki już nie mówiąc.

        Nie zaprzeczajcie oczywistym faktom.
        • mlot_na_oszolomow Re: Po co nam te dzieci 29.12.06, 02:14
          Mądry, rzeczowy post. Za mało takich na forum.
        • bj32 Re: Po co nam te dzieci 30.12.06, 14:03
          Tu nie do końca się zgodzę. Mieszkam z dwoma takimi, jeden 42 lata, drugi 37.
          Ci sami rodzice, skrajnie odmienne wychowanie. Starszy samodzielny, wszystko
          sam zrobi i nie zawraca nikomu głowy wyimaginowana traumą z dzieciństwa.
          Młodszy - król Midas na odwrót: czego się nie dotknie, zamienia się w kupę. I
          jeszcze twierdzi, że jest panterą w klatce... Obiegowa opinia głosi, że
          normalny. I to nie ADHD czy tam coś .Młody od urodzenia chowany na dziedzica i
          spadkobiercę nazwiska rodowego, etc, etc. No, patologia. A rodzice i tak
          uważają, że warto go było mieć...
    • justyna302 Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 08:46
      Wiekszosć ludzi z grupy "anty" argumentuje: bo kupki, smród, wrzask,
      absorbowanie sobą 24 h/dobę.
      Na litość boską, a ile to trwa? Całe życie? Dziecko nie równa się bobas! Czas
      leci i z "bachora" wyrasta dorosły człowiek, z którym będziemy mieli kontakt do
      końca swoich dni.
      A z drugiej strony ten sam krótkowzroczny punkt widzenia reprezentują
      dzieciaci, którzy preferują rodzicielstwo, bo to takie słodkie, gdy maluch
      wchodzi na kolanka i mówi "kocham cie mamusiu".

      Ja patrzę na to inaczej, pomijam okres pieluchowy zupełnie i zadaję sobie
      pytanie, czy chcę podjąć trud kształtowania nowej osoby, którą potem oddam
      światu. I odpowiadam sobie, tak, warto go podjąć, bo jeżeli mi się uda i moje
      dziecko będzie kimś dobrym, uczciwym i radzącym sobie w życiu, zrobię kawał
      dobrej roboty. I tej roboty właśnie się podjęłam - za 2 m-ce urodzę swoje
      pierwsze dziecko.
    • bbastek13 Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 08:49
      gazaro napisała:

      > Proponuję tu wpisywać powody dlaczego warto lub nie rodzić dzieci.
      > Oto są moje:
      > -Mogę iść i jechać kiedy chce i gdzie chce
      > -Nie zamartwiam się do śmierci że z maleństwem coś się stanie
      > -Nie jestem niewolnicą wrzeszczącego bachora jak w superniani.

      ja bym o to twoich rodziców zapytał...
    • joguwa Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 10:35
      a dupa. I tyle.
    • mama303 Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 12:02
      1/nigdy wczesniej nie zaznałam takiego mocnego uczucia jak do swojego dziecka -
      to jest miłość wielka i bezwarunkowa.
      Nie zakochujemy sie tak w swoim partnerze.
      2/nigdy wczesniej nie doświadczyłam tak mocnego uczucia jak od swojej córki.
      Żaden facet nie daje tylu szczerych oznak miłości.
      • sonia765 Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 12:26
        mama303 napisała:
        1/nigdy wczesniej nie zaznałam takiego mocnego uczucia jak do swojego dziecka -
        >
        > to jest miłość wielka i bezwarunkowa.
        > Nie zakochujemy sie tak w swoim partnerze.
        > 2/nigdy wczesniej nie doświadczyłam tak mocnego uczucia jak od swojej córki.
        > Żaden facet nie daje tylu szczerych oznak miłości.

        Dwa pytania:
        1. Czy kochanie kogoś aż tak przerażającą miłością jest naprawdę takim wielkim
        szczęściem? Mnie zawsze taka miłość kojarzy się przede wszystkim z bólem,
        tęsknotą, cierpieniem i wiecznym lękiem. Warto sobie to fundować?

        2. Czy to co daje nam dziecko to naprawdę jest szczera miłość? Czy tylko
        jesteśmy dziecku po prostu póki co potrzebni i dajemy mu poczucie
        bezpieczeństwa? A potem kiedy już potrafi sobie bez nas radzić, nagle okazuje
        się że wcale aż taką przeogromną miłością nas nie darzy?
        • ledzeppelin3 Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 12:44
          Dziecko to emocje. Takie, o jakie bym siebie nigdy nie podejrzewała. To
          sprawdzenie siebie w warunkach ekstremalnych- braku snu, stresu, przemęczenia.
          To w końcu satysfakcja z tego, ze twoje ciało służy do rozmnażania- ciąża,
          poród, karmienie mimo wielu uciążliwości dają niesamowitego kopa, uśwoadamiają,
          do czego służy cipka, dupa i cycki, że nie musze być chudą plastikową dmuchaną
          lalą, że jestem kobietą
          Miłość? To oczywiste. Ale również zniechęcenie, przerażenie, stres, czasem
          deprecha, odpowiedzialność, niepewność, czy podołam. Jednocześnie ogromna,
          nieporównywalna z niczym satysfakcja, duma, radość, szczęście. To emocje, o
          jakich mi się przed dziećmi nie śniło.
          • mama303 Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 13:18
            Chyba mylisz ciążę, laktacje, karmienie piersią itp itd z macierzyństwem.
            Macierzyństwo/rodzicielstwo to duuuuże szersze pojęcie.
            Nie koniecznie trzeba urodzic dziecko by byc jego matką, a juz napewno nie
            trzeba - by być ojcem.
            • ledzeppelin3 Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 20:44
              Chyba nie mylę, podaję moją subiektywną opinię, do której mam prawo.
              Macierzyństwo, bycie matką jest dla mnie nierozerwalnie związane ze zmianami
              zachodzące zarównow mojej psychice, jak i w moim ciele. Moje dziecko wyrosło z
              mojego ciała, przeżycie ciąży, porodu i kamrienia piersią są dla mnie
              nierozerwalnie związane z odczuciami, jakie mam dla dzieci. To dla mnie pełnia-
              i absolutnie nie dam się przekonać, że czułabym do dzieci to samo, gdybym nie
              była ich matką biologiczną, sorry jeśli jestem niepoprawna politycznie.
              • mama303 Re: Po co nam te dzieci 29.12.06, 11:05
                Zapewniam, że czułabyś to samo - miłość do drugiego człowieka nie rodzi sie z
                hormonów, porodu i z karmienia piersią
                • mizia28 Re: Po co nam te dzieci 29.12.06, 16:58
                  mama303 napisała:

                  > Zapewniam, że czułabyś to samo - miłość do drugiego człowieka nie rodzi sie z
                  > hormonów, porodu i z karmienia piersią

                  a jednak, do własnego dziecka właśnie tak
                  i moje dziecko jest moje, bo jest częścią mnie
                  podziwiam ludzi, których stać na adopcję, bo robią cos wielkiego i dobrego
                  ale nie każdy to potrafi, bo to NIE jest to samo doznanie rodzicielstwa, co
                  widzieć we własnym dziecku siebie i ukochanego męzczyznę
                  twoje zapewnienia nie są wiele warte merytorycznie, są nieco egzaltowane
                  rzekłabym
                  • ledzeppelin3 Re: Po co nam te dzieci 29.12.06, 20:31
                    > mama303 napisała:
                    >
                    > > Zapewniam, że czułabyś to samo - miłość do drugiego człowieka nie rodzi s
                    > ie z
                    > > hormonów, porodu i z karmienia piersią
                    Ja nie mówię o miłości, ale o jedynym w swoim rodzaju poczuciu, że te dzieci to
                    krew z mojej krwi, w połowie identyczny zestaw genów, pamiętam cudowną miłość
                    fizyczną w wyniku której powstały, dwie kreski na teście, ruchy jak kopały w
                    brzuchu, ból porodu, zapach krwi i takie tam. Nie wiem, czy miłość byłaby taka
                    sama- i nie ma możliwości, abym to sprawdziła. Ale rodzicielstwo to także
                    wyrwanie nowego życia z własnego ciała, i absolutnie nie zgadzam się z
                    umniejszaniem roli biologii w tworzeniu całego wachlarza uczuć do dziecka. Tak,
                    rodzicielstwo to także hormony, ciąża, cykle biologiczne. Choć oczywiście nie
                    tylko. Ale daleka jestem od rozgraniczania: tu jest tylko biologia, a tu
                    uczucia wyższe. Psychika, dusza czy jak kto woli podświadomość i świadomość
                    oraz cielesność przenikają się nawzajem i mają na siebie ogromny wpływ i
                    kłamstwem jest twierdzić co innego.
                • fiordilligi Re: Po co nam te dzieci 31.12.06, 10:15
                  macierzyństwo rodzi sie wlasnie z ciąży, wielkiego brzucha, bólu, porodu i
                  pologu. Jest z tymi wszystkimi stanami nierozrwalnie związane. Adopcja jest
                  niebiologicznym macierzynstwem, a wiec sztucznym po prostu - co absolutnie nie
                  znaczy, ze bezwartościowym. Ja nie miałabym odwagi zapewniac kogoś, ze czułby
                  to samo, co przy macierzyństwie biologicznym. Samej siebie nie miałabym odwagi
                  o tym zapewniać.
                  Generalnie uważam wypowiedź Led za szczerą i pradziwą - bo tak jest. Rodzimy
                  nasze dzieci w bolach, wychowujemy w poświęceniu - czasem pod nosem klniemy i
                  narzekamy, czasem żałujemy imprezy czy kina, gdzie nie możemy pojśc, czasem
                  nawet szkoda nam przerwanego doktoratu czy utraconego etatu w dobrej firmie.
                  Prawda? Nie oszukujmy się, ze sa to takze smaki macierzyństwa - choć gorzkie.
                  Czy to oznacza, ze nie kochamy wlasnych dzieci? Bynajmniej!Ja moje kocham
                  niezmiernie. Nie będe tylko oszukiwac wszystkich, ze nigdy nie poczułam
                  jakiegoś żalu, jak przyszedł gorszy dzień albo żebywały momenty, że byłam
                  urobiona do pasa podczas gdy moje kolezanki siedziały na stypendium w
                  Bolonii.Bo wszystko to daje pełnie macierzynstwa i nawet smak poświęcenia był
                  mi w tym potrzebny, żeby to poczuć.
                  Nie unikajmy w macierzyństwie wzniosłości, unikajmy natomiast pustych
                  wzniosłych słów.
        • ledzeppelin3 Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 12:47
          Dziecko to emocje. Takie, o jakie bym siebie nigdy nie podejrzewała. To
          sprawdzenie siebie w warunkach ekstremalnych- braku snu, stresu, przemęczenia.
          To w końcu satysfakcja z tego, ze twoje ciało służy do rozmnażania- ciąża,
          poród, karmienie mimo wielu uciążliwości dają niesamowitego kopa, uśwoadamiają,
          do czego służy cipka, dupa i cycki, że nie musze być chudą plastikową dmuchaną
          lalą, że jestem kobietą
          Miłość? To oczywiste. Ale również zniechęcenie, przerażenie, stres, czasem
          deprecha, odpowiedzialność, niepewność, czy podołam. Jednocześnie ogromna,
          nieporównywalna z niczym satysfakcja, duma, radość, szczęście. To emocje, o
          jakich mi się przed dziećmi nie śniło.
          To w końcu powrót do siebie sprzed lat, do siebie-dziecka. odnaleznienie
          własnego strachu, włsanych demonów z tego czasu. To nie zawsze jest łatwe-
          raczej cholernie trudne, absorbujące, wynmaga często całkowitego
          przeorganizowania życia, ułożenia go sobie na nowo.
          To wrażenie, że od ciebie zalezy szczęście i spokój innego człowieka. To
          przytłacza, ale i daje napęd.
          Dziecko to pasja i wyzwanie. Nie da się go mieć na pół gwizdka. To trudne,
          cholernie. Jak ktoś czuje, że nie podoła, niech się w to nie bawi.
        • ledzeppelin3 Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 12:52
          sonia765, nie ma się dziecka po to, żeby ciebie kochało. To jest
          najtrudniejsze. Świadomość, że to TY musisz dać mu miłość,a potem- wolność. I
          nie przytłaczać. I nie żądać niczego w zamian- NICZEGO, nawet miłości.
          Ja nie mówię, że posiadanie dziecka to same radości i miłość, i tak jest
          fajnie, bo takie słodjkie dzidzi się do ciebie uśmiecha i wyciąga rączki.
          Dziecko to jest jakaś droga zyciowa, to wyzwanie na całe życie, i absolutnie
          nie jestem zdania, że każdy musi mieć dzieci. Ja sama często nie jestem w
          stanie podołać rodzicielstwu, wstydzę się za siebie, mam poczucie winy. I wiem,
          ze jak mi nie wyjdzie, to złamię dwóm osobom życie. To przytłacza.
          Równocześnie posiadanie dzieci jednak jest najlepszym, co mi się w życiu
          zdarzyło. Sama widzisz. Same sprzeczności.
          • sonia765 Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 14:30
            ledzeppelin3 napisała:

            > sonia765, nie ma się dziecka po to, żeby ciebie kochało. To jest
            > najtrudniejsze. Świadomość, że to TY musisz dać mu miłość,a potem- wolność. I
            > nie przytłaczać.

            No widzisz, a jednak mnóstwo matek piszących na tym forum jako argument "za"
            podaje to, że dziecko mówi im "kocham cię mamo" i dla tych słów warto żyć..
            Czyżby miały złą motywację?
            • ledzeppelin3 Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 17:19
              Pewnie na podstawie jednego zdania trudno wyciągać wnioski, ale powód
              posiadania dziecka pt: "żeby ktoś mnie kochał" może być pierwszym krokiem do
              podporządkowania sobie dxziecka. Niestety taka motywacja trąci egoizmem. W
              ogóle całe pytanie: "po co nam dzieci" jest sformułowane moim zdaniem fatalnie-
              na tak zadane pytanie nie może być dobrej odpowiedzi, podobnie jak na
              pytanie "Kiedy pan wreszcie skończy bić żonę"tongue_out
              Dzieci nie są dla NAS. My możemy mówić tylko o przywileju wprowadzania nowego
              człowieka w świat. Nie robimy (nie powinniśmy robić) sobie dziecka dla jakichś
              naszych korzyści. Taka motywacja z góry zakłada traktowanie dziecka
              przedmiotowo.
          • fiordilligi Re: Po co nam te dzieci 31.12.06, 10:18
            Popieram, w całej rozciągłości!
        • nela1111 Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 12:56
          popieram sonie765!!!
          bardzo sluszne podsumowanie!
          Mam cudowna coreczke 2,5 roku, nie jest jednak dla mnie moim najwiekszym
          szczesciem i celem zycia, serio.
          Mam rowniez super-kochanego meza i innych czlonkow rodziny, ktorych bardzo
          kocham. Mam prace, ktora b.lubie, dom i ogrod ktore sa moim hobby, kupe fajnych
          znajomych, marzenia itd itd. Dziecko nie przyslonilo mnie/ nam z mezem calego
          swiata.
          Wrecz przeciwnie: odkad mamy dziecko bardziej cenimy sobie swobode i wszystko
          to , co robilismy jeszcze tylko we 2-jke.
          I chyba tak jest jak juz wiele z was napisalo przede mna: nie ma co idealizowac
          macierzynstwa, dziecko porzadnie daje w kosc, rozwala nie jedno malzenstwo,
          degraduje matke do roli pomywaczki itd itd.
          My nie zalujemy ze mamy corcie, jest super. Ale nie moge powiedziec ze zycie
          jest fajniesze/ pelniejsze/ radosniejsze niz wczesniej... Jest po prostu
          inaczej. I czasem naprawde zadajemy sobie pytanie "po co nam te dzieci"...
          Nie planujemy wiecej dzieci, jestesmy para od ponad 10 lat, nadal kompletnie w
          sobie zakochani: po prostu kolejne dziecko by oznaczalo jeszcze mnie czasu dla
          partnera i naszych marzen.
        • mama303 Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 13:14
          Sonia kto Ci powiedział że wielka bezwarunkowa miłość jest przerażająca? boisz
          sie kochac kogos bezwarunkowo? to najpiękniejszy rodzaj miłości, moim zdaniem,
          daje wielkieeeeego kopa energii, dla dziecka jestes w stanie zrobic naprawdę
          wiele, dla faceta - nie, zawsze czegos oczekujesz w zamian

          Szczerszej miłosci niz miłość dziecka do kogos ja nie znam.
          pozdrawiam
      • utharaptor Re: Po co nam te dzieci 31.12.06, 22:54
        > 1/nigdy wczesniej nie zaznałam takiego mocnego uczucia jak do swojego dziecka -
        >
        > to jest miłość wielka i bezwarunkowa.
        > Nie zakochujemy sie tak w swoim partnerze.
        > 2/nigdy wczesniej nie doświadczyłam tak mocnego uczucia jak od swojej córki.
        > Żaden facet nie daje tylu szczerych oznak miłości.

        kolejny dowod na to, ze wiekszosc dzieciatych zapuscilo sobie bachora bo nie
        potrafilo sie spelnic w innych dziedzinach zycia.
        Wspolczuje, ze nikt nigdy nie dal Ci prawdziwej milosci i ze nie poznalas
        faceta, ktory kochalby Cie miloscia naprawde wielka i bezwarunkowa. zapewniam
        Cie, tacy mezczyzni istnieja. wink
        • mama303 Re: Po co nam te dzieci 02.01.07, 07:28
          Znałam blisko kilku facetów w swoim życiu, mam tez kochajacego męża i dlatego
          mam porównanie dwóch miłośći - to sa dwa różne rodzaje uczuć. Uczucia zwiazane
          z dzieckiem sa większe. Takie jest moje zdanie
    • sanna.i Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 13:05
      Mozna sie tak spierac i spierac,a ja mysle,ze po prostu z jakiegos powodu nie
      mozesz miec dziecka, choc bardzo bys chciala (moze nie ma kandydata na
      ojca?).Dlatego ten temat cie rusza i dlatego na sile probujesz znalezc
      argumenty, ze bez dziecka bedziesz szczesliwsza. Chyba lepsza bylaby rozmowa z
      psychologiem...
      • mlot_na_oszolomow Re: Po co nam te dzieci 29.12.06, 02:22
        Mozna sie tak spierac i spierac,a ja mysle,ze po prostu z jakiegos powodu masz
        nieplanowane dzieci, choc bardzo nie chcialas. Dlatego ten temat cie rusza i
        dlatego na sile probujesz znalezc argumenty ze z dziecmi jestes szczesliwsza.
        Chyba lepsza bylaby rozmowa z psychologiem...
    • bj32 Re: Po co nam te dzieci 28.12.06, 20:15
      Nie wiem, po co nie warto rodzić dzieci... Jakieś to głupie, nie? A po co
      warto? Hm. Jak dla mnie dzieci nie ma się "po coś". Po prostu się ma i tyle.
      Ale jak nie chcesz, to oczywiście nie musisz.
    • minilux Re: Po co nam te dzieci 29.12.06, 09:00
      masz sporo racji nie chcąc dzieci.
    • ramka2 Re: Po co nam te dzieci 29.12.06, 14:31
      Słabo się robi, kiedy człowiek uświadamia sobie ogrom głupoty, którą legitymuje
      się autor tego pytania. Szkoda czasu na komentarz. Zadam krótkie pytanie: tongue_outo
      co ty żyjesz kobieto, po co ty na tym świecie, po co się urodziłaś, a może ty
      nie byłaś bachorem, może od razu taka duża i "mądra" się urodziłaś?
      • ledzeppelin3 Re: Po co nam te dzieci 29.12.06, 20:37
        Uważam, ze ludzie którzy świadomie nie decydują się na dzieci, mają naprawdę
        dużą samoświadomość i jestem bliska podziwiania ich. Jednak bez sensu jest
        spieranie się, która opcja jest lepsza. Zaś argumenty, że aby wychować mądrego
        i szczęśiwego człowieka, nie trzeba wykazać się sprawnością intelektu i wielkim
        sercem, a wręcz przeciwnie, świadczą o kompletnym braku znajomości psychologii,
        pedagogiki oraz o wrażliwości nogi stołowej.
      • utharaptor Re: Po co nam te dzieci 31.12.06, 22:55
        a Ty, biedaku, nie potrafisz okreslic swojego celu w zyciu przez nic innego niz
        dzieci? No, to wspolczuje.
    • rybka789 by zobaczyć w kimś kawałek siebie... 29.12.06, 20:33
      też kiedys tak myślałam....
      ze rodzina jest tez bez dzieci...
      ale myliłam się
      i po co miec dzieci....
      by poczuć czuć jedną prawdziwą miłość
      by zobaczyć w kimś kawałek siebie...
      bardzo pouczające...
      by warto było dla kogoś wstawać, pracować i kłaść się spac...
      i by choć kawałek siebie po sobie zostawić....coś dobrego
      a dlaczego nie warto zyć bez dzieci....
      bo codzienność szarzeje z dnia na dzień
      bo partner da się poznac w końcu do końca
      bo drobnostki nie cieszą nas jak dawniej
      bo niewadome jest istotą życia a rutyna to wróg nr 1
      bo sami nie wiemy na ile nas tak naprade stac i ile możemy z siebie dac
      pozdrawiam
      • matizka Re: by zobaczyć w kimś kawałek siebie... 29.12.06, 21:38
        Nie przeczytałam wszystkich postów (choć sporo przeczytałam) więc jeśli coś
        będzie powtórzeniem to z góry przepraszam.

        Po pierwsze co do rozwoju intelektualnego to nie wydaje mi się, by większośc
        społeczeństwa to byli wykładowcy wyższych uczelni czy naukowcy przez duże N.
        Bez względu na to czy mają dzieci czy nie większość ludzi jest po prostu
        przeciętna i tyle i podejrzewam, że tak jest też z większością tych 300 paru
        osób, które się tu wypowiedziały.

        Te kilka procent geniuszy (mam na mysli kogos więcej niż wykładowca wyższej
        uczelni) może rzeczywiście nie ma nawet dzieci, ale podejrzewam, że są to osoby
        tak pochłonięte swoją pasją, że nawet się nad tym nie zastanawiają.

        I to zastanawianie się jest właśnie najciekawsze dla mnie - widziałam juz kilka
        wątków dlaczego dzieci - tak czy nie - i ZAWSZE - były to dyskusje zainicjowane
        przez kogos kto dzieci nie ma. Dyskusje, które mozna streścić
        zadniem: "Przekonajcie mnie, że słusznie robię nie mając dzieci (a najczęściej
        nie mając także kogoś kto by się nadawał na ojca tych dzieci) mimo, ze coś mi
        tam w sercu szepcze, że bardzo bym chciała".

        Piszecie o studiowaniu - moze po prostu jeszcze na dzieci jesteście za młode.
        Ja zdążyłam skończyć studia podyplomowe, jakieś kursy, pracować jako
        wolontariuszka, znaleźć ciekawą pracę i pokochac właściwego człowieka i urodzić
        dziecko (i zajść w drugą ciążę - hurra) - i myslę też, że za to lubię swoje
        życie, że wszystko w swoim czasie.

        I właśnie ten czas jest kluczowy - moim zdaniem najbardziej przerażające co się
        może w życiu przydażyć, to odkrycie, że na coś czas się przegapiło. Widziałam
        podróżujących 80 latków, słyszałam o tłumach na Uniwersytetach Trzeciego Wieku,
        ale newsy o 60 latkach usiłujących zajść w ciążę budzą moja najgłębszą litość.

        I jeszcze o egoizmie - ponad 2 lata zajęła mi decyzja o drugim dziecku, ale
        muszę przyznać, że w pewnym momencie doszłam do wniosku, że świadome posiadanie
        jedynaka jest większym egoizmem niż nie posiadanie dzieci w ogóle. Że po prostu
        rzeczywiście wiele kobiet pragnie mieć dziecko, może trochę pragnie być jak
        inne, i to spełnienie im jedno dziecko zupełnie dostarcza. Mam wrażenie, że
        właśnie dopiero drugie dziecko nie jest mi potrzebne, ale jest potrzebne mojej
        córce, a poza tym jest po prostu jakims dopełnieniem tej miłości, która już
        sobie wśród naszej trójki pomieszkuje

        Pozdrawiam,

        M
        • pewna_kobieta Re: by zobaczyć w kimś kawałek siebie... 30.12.06, 12:56
          Do Matizki
          Napisałaś: "Po pierwsze co do rozwoju intelektualnego to nie wydaje mi się, by większośc
          społeczeństwa to byli wykładowcy wyższych uczelni czy naukowcy przez duże N."

          Jak wytłumaczyć fakt, że statystycznie większość wykładowców to mężczyźni, w porównaniu do kobiet pracujących na uniwersytecie mają od nich znacznie więcej publikacji, dalej że to mężczyźni częściej od kobiet zajmują kierownicze stanowiska, wreszcie że w polityce też jest większość mężczyzn. Dlaczego?

          Bo mężczyźni nie musieli się tyle opiekować dziećmi, co kobiety. Bo kobiety mogą pisać rozprawy naukowe jedynie w czasie, gdy dziecko oglądało bajkę na dobranoc. Mężczyźni zaszywają sie w swoim cichym gabinecie na kilka godzin w ciągu dnia, by się rozwijać naukowo, a w tym czasie żona się zajmuje dzieckiem. Kobiety przychodzą do pracy niewyspane, bo wstawały do dziecka po kilka razy w nocy. Nie wspomnę już o tym, że niejedna kobieta cały okres ciąży przeleżała w szpitalu. Nie mówcie mi, że jest inaczej. Ilu mężczyzn korzysta z możliwości urlopu macierzyńskiego (czy "tacierzyńskiego" jak kto woli) czy też wychowawczego? Nie zaprzeczajcie oczywistym faktom. Wystarczy, że się udacie do najbliższej przychodni dla dzieci i zobaczycie ile jest na korytarzu kobiet z dziećmi, a ilu mężczyzn. To głównie na kobiety spada ciężar wychowania. Nie mówcie mi, że można jednocześnie nosić dziecko na ręku i czytać książkę.

          Przepraszam za wyrażenie, ale często mężczyźni robią karierę dosłownie na plecach kobiety. Kobiety zajmują się dziećmi, obiadkami i są tak przemęczone, że na większą karierę już nie mają nawet ochoty. Może jakiś przykład z życia? Oglądałam kiedyś reportaż o parze prezydenckiej. Lech Kaczyński - prezydent RP, a jego żona mimo że wysoce wykształcona (co na owe czasy było dużym osiągnięciem) zajmowała się gospodarstwem domowym, od czasu do czasu zajmując się "tłumaczeniami". Te "tłumaczenia" to chyba jedynie w czasie, gdy dziecko oglądało "Pszczółkę Maję". Na co tyle lat nauki? Chyba tylko po to, aby dodać blasku mężowi.

          Ludzie zawsze źle odbierają słowo "kariera". Utożsamiają karierę z podlizywaniem się prezesowi i $ na koncie. A przecież kariera może mieć różny aspekt, w zależności od upodobań. Dla niektórych "kariera" to np. muzyka, malarstwo.... Trudno malować obrazy z dzieckiem na ręku, czy też ćwiczyć grę na pianinie zostawiając dziecko w sąsiednim pokoju.
    • sabrilla Re: Po co nam te dzieci 29.12.06, 21:41
      Zobaczyłam ten wątek ze dwa dni temu-wypowiedzi mam i osób bez dzieci i przyznam
      się, ze mnie zdołowal. Zaczęłam się sama zastanawiać: i po co mi to było? I jak
      wyglądał poranek jakis czas temu. Niespieszna pobudka, prysznic, kawa, gazeta, w
      samochód i do pracy. Teraz: budzi się synek. OK picie, teletubisie, walka z
      ubraniem. budzi się córka: przewijanie, mleczko. dalej sniadanie dla synka,
      walka z talerzem noszonym po całym domu i z imperatywem smile nakazujacym mu
      przegląd szafek w kuchni i kominka. uff, budzi się mąż (który wstawał do małej w
      nocy, kolejne uff-przychodzi niania do synka. Dobra, to kawa i do pracy.Po
      powrocie schemat podobny z dodatkiem mission impossible czyli kąpieli. Dawniej
      moje cele w zyciu to budowanie coraz silniejszej pozycji zawodowej w biznesie
      dla którego zrezygnowałam z fantastycznego, ale nędznie opłacanego zawodu, coraz
      więcej kasy która pozwoli na niepracowanie, doktorat itp. Te cele ciągle są, ale
      doszedł jeszcze inny: wychowac tę dwójkę szkrabów na fajnych, szczęśliwych,
      zdrowych fizycznie i psychicznie ludzi. I dobrze mi z tym. Naprawdę. wielu
      rzeczy mi brakuje: przeczytania w spokoju książki (teraz działa zabarykadowanie
      się w łazience, kapiel i książka), wyjscia z domu tak po prostu, i chyba
      najbardziej: wspólnych kolacji z mężem w miłych restauracjach. czy warto? Myślę,
      ze tak. Odnajdujemy w sobie pokłady uczuć, o których nie mielibysmy pojęcia,
      zyskujemy naprawdę wartościowy cel w zyciu, nie wiem czy nie ważniejszy niż
      kariera, która bądź co bądź jest dość ulotna i poczucie, ze komuś jesteśmy
      naprawdę potrzebni...
    • justyna302 Re: Po co nam te dzieci 29.12.06, 21:49
      A tak a'propos adopcji. Niektórzy szafują nią jakby to była najłatwiejsza rzecz
      na świecie, ot, kupić sobie kotka z hodowli i rozpieszczać go, nic prostszego.
      Mniej wiecej rok temu był w Newsweeku bardzo ciekawy artykuł na temat ciemnej
      strony adopcji. Ponoć o tym w ogóle się nie mówi, bo adopcja w Polsce otoczona
      jest czcią ( nie to, że niesłusznie ) i nie wolno jej tykać, ale jest wielki
      odsetek adopcji nieudanych. Po prostu dlatego, że rodzice adopcyjni i dzieci nie
      potrafią się pokochać. Strony się rozczarowują tym, że mimo wysiłków i dobrych
      chęci ta więź nie jest taka jakiej sie spodziewali.
      Potem opisywane były problemy jakie z tego wynikają, ale to juz pominę. Pamiętam
      że artykuł zrobił na mnie ogromne wrażenie i pomyślałam wtedy, jak jednak wielką
      rolę odgrywa ta "krew z krwi". Miłość do dziecka naturalnego( poza patologiami
      rzecz jasna ) jest taka pierwotna, instynktowna, niewymagająca, a do
      adoptowanego jest znacznie trudniejsza i.. może w ogóle nie przyjśc. I że trudno
      jest wymagać od ludzi, żeby ot tak, z punktu poczuli coś takiego do obcego
      niemowlęcia. Czułość, tkliwość, chęc zaopiekowania się, jak najbardziej, ale
      bezwarunkową, dziką miłośc? Nie wiem czy sama umiałabym..
    • muszek0 matka natura sobie poradzi 30.12.06, 07:00
      tak jak radziła sobie parę tysięcy lat temu, poradzi sobie i dziś. Wszystkie
      stworzenia na tej planecie posiadają popęd potrzebny do rozmnażania i
      napędzania lawiny ewulucji, która tak jak trwała milony lat temu, tak trwa i
      dziś.
      piszecie tutaj różne rzeczy, dorabiacie marne filozofie, a matka natura się z
      was śmieje. wie, że ludzie tym się różnią od pająka, że moga sobie
      pofilozofować, bardziej durniej lub mniej, ale i tak jedno marne istnienie, tu
      i teraz, to mały pyłek w potęznej machinie ewolucji.
      piszą tutaj osoby z zabójczo śmieszną egzaltacją o rozwoju duchowym (raczej
      wątpliwym). dzieci przeszkadzają w zgłębianiu tajników wiedzy i poznania
      świata. he he. widzę okularnicę z książką pod pachą, z wyższością patrzącą na
      otaczający ja plebs, idącą do biblioteki. a jej rozwój duchowy w rzeczywistości
      polega na marzeniu w duchu o miłości do fajnego faceta, bieganie z nim po plaży
      i beztroskiej zabawie w morzu.
      piszą tutaj osoby z rozbrajającą śmiesznością o karierze. czy o swojej karierze
      pisze tutaj robert de niro? oczywiście, że nie. pisze to młodszy biurowy
      przekładacz papierów, który ostatnio awansował na starszego biurowego
      przekładacza papierów. ktoś, a może on sam sobie ubzdurał, że mając dziecko nie
      bedzie mógł zostać nadzorcą biurowych przekładaczy papierów.
      i wreszcie ostatnia grupa, nawiedzony osobnik, który dostał misje od boga. o
      posiadaniu dziecka pisze tak patetycznie, iż niejedną łzę uroniłem. nie mogę
      dalej pisać , bo mam wilgotną klawiaturę.

      ja po prostu dostałem klepke w plecy od matki matki natury, która powiedziała:
      no, dosyć pierdół, czas abyś zapłodnił kobietę i przekazał swoje geny dalej.
      czy miałem jakies wyjscie? raczej nie.
      • ledzeppelin3 Re: matka natura sobie poradzi 30.12.06, 13:17
        Tak, na pewno popęd seksualny, popęd do zachowania życia jest głównym motorem
        posiadania potomstwa. Ale wychowanie tych popędowo zrobionych dzieci to już
        ciut odrębna para kaloszy. Można to robić na wiele sposobów, lub najprościej-
        jak nasze babki- kiedy idzie się w pole/do roboty a dziecko "się chowa". I
        można spierać się jeszcze długo, co gorsze, a co lepsze. A tak na marginesie:
        ton wyższości i pogarda względem maluczkich przewijające się w Twoim poście
        mogą świadczyć o przeroście ego, ale po co wysnuwac aż tak daleko idące
        wnioski, prawda?
    • promocja1000 Re: Po co nam te dzieci 30.12.06, 14:45
      a mogę powiedziec po co mi dzieci? pytam bo będę miała inne zdanie i nie wiem
      czy mnie nie pogonicie z tego wątku.

      Ja urodziłam moje dziecko, żeby było dla mnie światłem. Żebym mogła wychowac
      człowieka, który będzie lepszą wersją mnie samej. Żeby przyszłośc była lepsza i
      żebym ja też miała w tym swój udział.

      Moja córka ma 18 lat. Patrząc na nią wiem jak wspaniałą przygodą było
      macierzyństwo. Bo rozwijając się z moim dzieckiem i będąc z nim w ciągłym
      kontakcie mam bratnią duszę z którą mogę pogada o swystkim i cieszyc się z
      tego, że mimo relacji matka-córka te dyskusje są wspaniałe, bo nauczyłam ją, że
      każdy ma prawo do swoich opinii ale trzeba szanowac odmienny punk widzenia.

      Reasumując: moje dziecko nauczono szacunku (obdarzając nim dziecko) i ten
      szacunek się zwraca po stokroc.

      Wspólczuję gorąco autorowi tego postu i mam nadzieję, że to chwilowa złosc,
      która przejdzie. Bo wychowanie to proces w którym raz lepiej a raz gorzej. Ale
      jeśli zachowa się te najcenniejsze wartości jak miłośc, troska i wzajemny
      szacunek - najciemniejszy dzień da się wytrzymac.

      Powodzenia
    • halev Re: Po co nam te dzieci 30.12.06, 20:53
      Urodzenie dziecka to ogromna odpowiedzialność. Odpowiedzialność za czyjeś życie.
      Jeśli ktoś nie jest w stanie jej sprostać, może lepiej nie powinien mieć dzieci?
    • iwonatyl Re: Po co nam te dzieci 31.12.06, 12:07
      Od jakiegoś czasu śledzę ten post i tak naprawdę dopiero dzisiaj zadałam sobie
      to pytanie-no własnie,po co??
      Bo chyba niewiele mam zniosło aż tak wiele jak my,czekając na dziecko-kilka lat
      bolesnego leczenia,przy okazji mnóstwo wydanych pieniędzy i wyrzeczeń.Później
      decyzja o adopcji,upokarzające testy i kwalifikacje,długie czekanie i wreszcie
      jest..
      I po co??
      -aby nie spać całymi nocami
      -zaburzyć życie towarzyskie
      -obniżyć status materialny
      -narobić bałaganu w mieszkaniu...itd

      Ale wiecie co?
      Zniosłabym dziesięć razy więcej aby widzieć co rano uśmiech mojego synka i móc
      go przytulić i pocieszać gdy stłucze kolanko-po to właśnie są dzieci.
      I nie da się tego logicznie wytłumaczyć.Trzeba to przeżyć....
    • bj32 Re: Po co nam te dzieci 31.12.06, 13:03
      Tak sobie tu czytam i ... LITOŚCI!!! Kto chce mieć dzieci i je ma nie musi
      dorabiać do tego sztucznej ideologii. A niewiasty niechcące, nieposiadające i
      zasuszoną macicą mogą się wypchać morską trawą. Nie chcą i chwała im za to. Z
      takim podejściem tylko skrzywdziłyby dzieciaczki. Przy tego typu matkach to już
      tylko Freud, psychoanaliza i kompleks niższościsad
    • zafir82 Re: Po co nam te dzieci 31.12.06, 13:44
      a ty jak sie znalazłas na tym swiecie?
    • rayenne kochane Mamy :))) 31.12.06, 13:45
      ... co sie martwicie, wg Dawkinsa tylko najlepsze z puli geny maja szanse na
      przetrwanie i kontynuacje smile))) Te, ktore z biologicznego (a defekt psychiczny
      tez w to wchodzi, ot dlaczego przewaznie osoby uposledzone, na jakie cierpia
      niektore tu zjadliwe i bezdzietne panie; lub z jakas forma uszkodzenia
      chromosomow nie moga przekazywac swoich genow) punktu widzenia sa nosicielami
      kiepskiego, zdewiowanego materialu genetycznego po prostu nie jest dane .......
      i chwala Bogu; niech sobie dziewczynki ostrzelane botoxem, naciagniete do
      zetkniecia sie uszu z tylu glowy baluja do 90 i kupuja drogie prezenty swoim
      osobistym pielegniarzom smile))))))))))))))))))))))))))))))))) Czolem, Kasia Mama
      4 letniego kolesia, z ktorym da sie nawet jechac ponurkowac smile
      • bj32 Re: kochane Mamy :))) 31.12.06, 14:35
        To mnie pocieszyłaś. Dziękiwink
        • ledzeppelin3 Re: kochane Mamy :))) 31.12.06, 20:45
          Nie rozumiem tej zgryźliwości w stosunku do tych, co świadomie nie decydują się
          na dzieci. Po co wyzywać tych ludzi od sztucznych macic i wmawiać im, że ich
          człowieczeństwo jest niepełne? To okrutne i bezduszne. Również diabelnym i
          krzywdzącym uproszczeniem są stwierdzenia, że tłuste głupie maciory robią sobie
          bachory, bo nic lepszego w życiu nie potrafią. Szanujmy się nawzajem do
          cholery. Po kiego tworzyć obozy bezdzietni kontra dzietni? takie na siłę
          udowadnianie, ze mój wybór jest lepszy, każe podejrzewać głęboki brak
          przekonania że aby na pewno tak jest.
          • bj32 Re: kochane Mamy :))) 31.12.06, 22:55
            Brednie. A o zasuszonej macicy ktoś już gdzieśtam wspomniał. I po jakie licho
            bezdzietni i antydzieciowi wchodzą na edziecko i jątrzą durnowatymi pytaniami?
            Tego to ja już nie wiem.
    • jolek Re: Po co nam te dzieci 01.01.07, 00:54
      po co? zeby je kochac!

      zeby sie do Ciebie przytulalo, zeby mowilo najslodziej na swiecie "mama", zeby
      kladlo swoje male raczki w Twoje rece i tak sobie po prostu trzymalo, zeby sie w
      Ciebie wtulalo....
      i zeby je kochac. najbardziej na swiecie!
    • gunda24 Re: Po co nam te dzieci 01.01.07, 13:29
      -są spełnieniem
      -dają nieporównywalną z niczym innym radość
      -nadają nowy sens życiu
      -uczą cierpliwości
      -jak nikt inny pragną naszej miłości i miłością szczerą darzą
      -są źródłem wzruszeń
      -...............................
      • gunda24 -i po to aby.... 01.01.07, 13:42
        ...budząc się usłyszeć "Mamusiu Kocham Cię"... (Liwia 22mies.)
        Wcześniej wyznanie miłości brzmiało "Komacie"
    • maadzik3 Re: Po co nam te dzieci 01.01.07, 17:35
      - kazdy dzien mnie czyms zaskakuje nawet gdy sie nie staram szukac wrazen,
      -na nowo dostrzegam szczegoly takie jak budowa mrowiska,
      - obserwacja rozwoju charakteru i osobowosci czlowieka jest najbardziej
      fascynujacym zajeciem jakie znam
    • maagdallena Re: Po co nam te dzieci 01.01.07, 17:56
      do kochania, do wściekania, narzekania, śmiania, tulenia i warczenia,
      zamartwiania i nocnego wstawania, do wiecznego oddania i radości posiadania! smile
      • bj32 Re: Po co nam te dzieci 01.01.07, 20:40
        Wreszczie jakieś miłe opinie. I żadnego hreczkosiejawink))
    • agusja Re: Po co nam te dzieci 02.01.07, 00:34
      Ja osobiscie nie wiem co napisac -przeciw bo nie wiedze zadnego powodu -za.Heh
      dzieci tak czy siak nie moge miec wiec sie nad tym nie zastanawiam zbyt,ale
      zycie jakie prowadze mi odpowiada a z dzieckiem bym musiala wszystko przewrocic
      do gory nogami.Nie moglabym byc egoistyczna a taka jestemwink (czesto)
    • maadzik3 Re: Po co nam te dzieci 02.01.07, 12:47
      A w ogole to jest to troche dyskusja o wyzszosci swiat Wielkiej Nocy nad
      swietami Bozego narodzeniawink)). Niektore chca miec dzieci, niektore nie. Czy to
      jakis problem? Ktos kogos chce przekonac? Po co i do czego? Moim zdaniem problem
      jest gdy:
      1. Partnerzy roznia sie w checi posiadania/ nie posiadania dziecka (i dlatego
      powinno sie to wyjasnic przed wejsciem w dlugofalowy zwiazek)
      2. Osoby ktore chca miec dziecko nie moga go miec
      3. osoby ktore nie chca miec dziecka wpadna (zabezpieczac sie prosze)
      a reszta to dyskusja bez wielkiego sensu bo zdanie w takiej sprawie ma sie
      wlasne a nie spolecznosci zbiorowej.
      pozdrowienia
      Magda
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka