Dodaj do ulubionych

Historia pewnej skazy białkowej

19.01.07, 04:24
Wszystko zaczęło się ponad 2 lata temu... w listopadzie 2004 roku. Skóra
mojego wówczas miesięczniaka była chropowata, zaczerwieniona i brzydka.
Pierwsza zareagowała położna - "odstawić mleko i jego przetwory" - odstawiłam
nic nie pomogło, potem była pediatra jedna, potem druga i dermatolog i
alergolog i...diagnoza - "skaza białkowa" nie podawać nic co zawiera mleko i
jego przetworym żadnych jajek, wołowiny...do tego ograniczyli owoce i
niektóre warzywa. Nic nie pomagało. Skóra ciągle chropowata, sucha, łuszcząca
się, mały nocami potrafił zdrapać się do krwi. Nie pomagały maści, kremy,
balsamy itd. I tak minęły 2 lata, w pewnym momencie przy braku jakiejkolwiek
poprawy zaczęłam dawać mu mleko, wszystkie owoce i warzywa - ani się nie
poprawiło ani nie polepszyło... i w końcu na święta pojechałam do rodziców.
pakowałam się bardzo szybko i zapomniałam żelu do kąpieli dla malucha, u
rodziców nie mogłam go dostać, myłam go zwykłym mydłem dla dorosłych i
wszystko zniknęło, wróciłam do domu - pierwsza kąpiel i znowu to samo,
wyrzuciłam żel, a wzięłam zwykłe mydło - skóra idealna. Byłam u pediatry i
powiedziała, że to niemożliwe, alergolog, że ten żel ona zaleca wszystkim
dzieciom uczulonym i nie mogę mówić prawdy - po prostu cud - dziecko mi
ozdrowiało!!!
A ja głupia przez dwa lata ich słuchałam i tak umęczyłam synka! Zastanawia
mnie tylko, dlaczego pomimo tylu wizyt u lekarzy różnych nikt nie dopuścił do
myśli takiej reakcji na żel?
Obserwuj wątek
    • kerry_weaver Re: Historia pewnej skazy białkowej 19.01.07, 09:13
      A to może był żel Johnson's baby?
      Bo ten żel tak uczulał moje dziecko że odstawiłam go po trzech użyciach...
      przez dwa lata myłam ją wyłącznie mydłem Bobas i smarowałam kremem bambino, po
      wszelkich żelach, oliwkach, płynach miała suche liszaje na nogach.
      Swoją drogą to dziwne, bo zwykle lekarze zalecają przede wszystkim, poza dietą,
      żadnych kosmetyków - ale najwyraźniej najłatwiej powiedzieć "skaza" i zlecić
      dietę, trudniej poszukać co jeszcze może być...
      • truscaveczka Re: Historia pewnej skazy białkowej 19.01.07, 13:13
        Kerry, 100% racji masz
        Ja też kombinowałam z dietą, w końcu moje dziecko jadło ziemniaki i kukurydzę.
        o kosmetykach nie pomyślałam uncertain
        • kerry_weaver Re: Historia pewnej skazy białkowej 19.01.07, 17:38
          Truscaveczko, z jednym zastrzeżeniem: moja Zośka chyba jednak była przez jakiś
          czas uczulona i na mleko. Natomiast nawet w okresie kiedy jadła wyłącznie
          Nutramigen i była gładka to byle zmiana mydła powodowała liszaje. Tylko że mnie
          o tym "zero kosmetyków" powiedziała zwykła pediatra... nie musiałam sama
          kombinować.
    • maginek Re: Historia pewnej skazy białkowej 19.01.07, 09:14
      Renata20 czytam to co napisałaś i jakbym siebie słyszała. Moja córka urodziła
      się w październiku 2004 r. Identycznie była zdiagnozowana tak jak Twój
      synek.Problemy ze skórą miała podobne. Teraz podaję jej przetwory mleczne i
      bardzo rozszerzyłam dietę. Jest ok. Używamy oilatum emulsję i mydło bobas.
      Jakiego żelu używałaś? Pozdrawiam.
    • ewa_sk Re: Historia pewnej skazy białkowej 19.01.07, 09:17
      To nie wiesz jak to jest z naszymi lekarzami??
      Ja tez mam uczulone dziecko na niektóre pokarmy ale niestety na co musiałam juz
      dojśc sama. Dziwię sie tylko że przez 2 lata Ty nie zauważyłaś co uczula Twoje
      dziecko. Przecież trzeba brać pod uwagę nie tylko mleko, uczulać moze
      wszystko:nabiał, gluten, kurz, sierść zwierzat, proszek w którym pierzemy,
      przyczyną mogą być tez pasozyty, candida i wiele wiele innych. Skoro nie pomogło
      odstawienie mleka to mogłas szukać innego alergenu.
      Sorki ze tak pisze ale wkurza mnie ze rodzice słuchają się tylko lekarzy.

    • brunetka13 Re: Historia pewnej skazy białkowej 19.01.07, 10:28
      aha, u nas diagnoza - AZS, tylko jak na moje niewprawne oko to bylo dziwne AZS,
      bo objawialo sie tylko na udach od dolu - fakt byl jednorazowy przypadek
      trwajacy kilka dni , ze syn mial wysypke za uszami na policzkach (czyli w
      bardziej typowych miejscach), na pleckach. Pisalam wszystko co jadl,
      analizowalam wszystko z czym mial kontakt, zmienilam pileuchy z pampresa na
      happy - nic ! Co sie okazalo ? zaznaczam, ze sama to odkrylam - pieluchy
      jednorazowe polaczone z upalami jakie byly tego lata, przeszlam na tetrowe -
      koszmar, ale jakos przetrwalismy, potem sprobowalam wrocic do jednorazowek, gdy
      zrobilo sie chlodniej i do teraz ok !
      dawalam mu jedynie fenistil (wypil niestety w sumie zawartosc jednej
      buteleczki), ale sterydy i inne dziadostwa , ktore mial przepisane na szczescie
      nie, bo instynktownie czulam, ze nie jest mu to potrzebne... A ta jednorazowa
      wysypka to musiala byc reakcja na furagin, bo akurat w tym czasie mial bakterie
      w moczu i bral furagin, ale na to tez sama wpadlam. Oto nasza historia ,
      pozdrawiam !
    • bj32 Re: Historia pewnej skazy białkowej 19.01.07, 12:52
      Róznie to bywa z lekarzami...
      Ja miałam w rodzinie domorosła "panią doktor". Z zawodu pielęgniarka na
      chirurgii i anestezjologii. Na ulewanie u trzymiesięczniaka zalecała jakieś
      granuli homeopatyczne. Jak jej syn miał coś ze skórą (takie to były wypryski
      wilgotne i cieknące), to go obficie tłuściła, a w pierwszym roku życia
      zafundowała mu 3 zapalenia płuc z przegrzania.
      Na szczęście prawdziwych lekarzy trafiam dobrych i też nie zawsze ich słucham.
      Instynkt mnie jeszcze nie zawiódłsmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka