Proszę, dodajcie mi trochę otuchy!Czy u was jest podobnie?
Jestem z moim półtorarocznym, nadzwyczaj ruchliwym dzieckiem w domu. Właściwie
nie ma miesiąca, żeby solidnie nie uderzył się w główkę. Serce mnie ściska,
chce mi się ryczeć, bo właściwie nie spuszczam go z oczu, chodzę za nim krok w
krok. A tu właśnie spadł mi z łóżka i uderzył się w głowę- poszłam dosłownie
na pół minuty do kuchni po obiad dla małego. Raz, nie pod moją opieką,
przewrócił się i uderzył głową w kafle. Dlaczego zawsze głowa? Może
przesadzam? To nie zdarza się codziennie, być może- w porównaniu do innych
dzieci- rzadko, tylko mi jako nadwrażliwej matce wydaje się, że to często. Tak
bardzo chciałabym uchronić go przed tego typu urazami- a widzę, że się nie da.
Musiałabym nosić go ciągle na rękach. Na szczęście nic mu nie jest-poza
płaczem, ale mi jest przykro, jak dzieje sie coś złego.Wiem, że bez takich
rzeczy się nie wychowa, ale...

Co wy na to? Czy u was też się to zdarza? Czy to możliwe, że mimo mojego
ciągłego chodzenia za nim jest jeszcze niedopilnowany?