Dwuletnia córcia jest bardzo sprawna fizycznie, jeździ na rowerku, szleje na
placach zabaw, przeskakuje wszystkie barierki, górą wychodzi z wszelkich
łóżeczek, kojcy i wózków ale niewiele mówi. To znaczy mówi ale we własnym
języku, który rozumieja tylko najbliżsi. Mówi mama, tata, baba, dziadzia,
kiciuś ale już ciasteczko - keko, piesek - łałał,
kredka, długopis - pisiu, rybka-giga, itd. Próbujemy jej czytać książeczki ale
po dwóch słowach przekręca mi kartkę i woła jajej co znaczy dalej

a jak
Wasze dwulatki radzą sobie z mową? aha, nauka z nocnikiem też niestety kiepsko