Dodaj do ulubionych

Zostawiać czy nie zostawiać?

06.05.09, 15:46
Co byście zrobiły na moim miejscu i czy dobrze czy źle postąpiłam?
Sytuacja ma się następująco:
Mam 5 latkę chodzącą do przedszkola oraz 1,5 rocznego synka, który jest ze mną
w domu. Mąż wraca z pracy dopiero o 18 więc nikt mi nie pomaga przy dzieciach
w ciągu dnia. Nie mam zaprzyjaźnionej sąsiadki ani nikogo dobrze znanego, kto
na dodatek byłby skłonny poświęcić mi trochę czasu. Rano na 9 zaprowadzam
córkę do przedszkola, a odbieram ją teoretycznie o 14:15 po podwieczorku. W
naszym przedszkolu grupa działa tylko do 15:30 ale powiem Wam, że o 15 to już
nie ma tam dzieci. Moja córka ma już jakieś koleżanki, dobrze się bawi, ale
ciągle nie pała entuzjazmem na temat przedszkola, czasem mówi, że nie chce
chodzić, bardzo przeżywa wszelkie niepowodzenia jak np. kłótnia z koleżanką,
zdenerwowany głos pani. Ale sama zgodziła się chodzić do podwieczorków bo
kiedyś odbierałam ją po 12 po obiadku. Jednak zależy mi by chodziła dłużej, bo
ma te koleżanki, jakby nie chodziła to one by się bardziej zaprzyjaźniły z
innymi i mogłaby moja poczuć się czasem odtrącana. Poza tym ja nie mogę jej
poświęcić wiele uwagi w godzinach 12-14, bo synek wtedy śpi, trzeba być w
miarę cicho, ja lubię wówczas się zrelaksować przy kawie i forum, albo
ugotować obiad - jak Emi jest wtedy w domu to się nudzi. Więc najlepszy układ
jest taki, że synek śpi 12-14 i o 14:15 idziemy do przedszkola po córcię, mamy
dosłownie dwa bloki dalej to przedszkole. Nie chcę odbierać córki później jako
jedna z ostatnich, bo nie pracuję zawodowo, mam tak blisko, a odbierałabym ją
jako ostatnie dziecko? Jak czasem jestem później to córka jest zmartwiona, że
tak długo musiała czekać a wiedząc, że to wrażliwe dziecko jest mi przykro i
nie chcę do tego doprowadzać. Problem w tym - tu sedno sprawy - że synek lubi
pospać dłużej. Serce mi się kraje jak muszę go budzić by ubierać, zaciągnąć do
przedszkola po siostrę i zaraz wrócić. On płacze taki rozbudzony, ubieram go
to przelewa mi się przez ręce śpiący, w końcu wybudzony płacze aż niosę go do
przedszkola (do wózka nie chce), uspokaja się na miejscu i wszyscy pewnie
wokół myślą jaki fajny miły chłopczyk, a nie wiedzą, że on jeszcze przed
chwilą słodko spał i biedaczek płakał wybudzony przez wlasną matkę. Mnie
bardzo cieszy jak on śpi ponad 2 godziny, pierwsze dziecko tak nie miało, to
dla mnie cudowna odmiana, że mam śpioszka, on wypoczywa, ja też, wszystko jest
super, gdyby nie to odbieranie z przedszkola. Nie raz stałam nad nim i płakać
mi się chciało - budzić, nie budzić? Tak źle i tak niedobrze. Zawsze byłam
przeciwna zostawianiu dziecka samego w domu, nawet na przysłowiowe 2 minuty.
Ale w tej sytuacji zaczynałam kombinować w myślach, przecież tak mocno śpi,
odbiorę ją w maksymalnie 7 minut, będę z powrotem - wilk syty i owca cała -
kusiłam się. Ale przecież mam inne zasady! Boję się o jego płacz i smutek, że
nie ma mamy w domu jeśli się obudzi, boję się o zakrztuszenie, w przewrócenie
i uderzenie w głowę, boję się o zatrzaśnięcie drzwi (tj. zepsucie zamka), o
to, że przejedzie mnie samochód na tej wąskiej ale bardzo osiedlowej dróżce.
Ale z drugiej strony - jak idę z dziećmi to też może mnie coś przejechać, mogę
zasłabnąć i co wtedy z dziećmi? Jakby nikogo nie było w pobliżu to co zrobi
taki 1,5 roczny chłopaczek, zgubi się jeszcze (gdybym szła bez starszej
córki), wejdzie na ulicę, nikt nie będzie wiedział co to za dziecko! A w domu
nawet jak mi się coś stanie na zewnątrz a on byłby sam, to może większe szanse
przetrwania? Wychodzę powiedzmy o 14 i nie wracam. Mąż wraca o 18 więc to
"tylko" 4 godziny ewentualnej samotności w domu, a pewnie mniej bo po 15
przedszkole by alarmowało (tel. do męża mają), że nikt nie wziął dziecka i
rodzina by zaczęła mnie szukać i myśleć co z synkiem co nie.
Podjęłam decyzję - zostawię synka w domu i polecę po córkę jeśli po 14 nadal
będzie spał. Dziś spał. Usunęłam wokół wszystko co niebezpieczne (potencjalnie
bo jak dziecko samo to i zabawka może stać się wrogiem..), cichutko wyszłam
nasłuchując, serce biło mi jak dzwon. Cisza. Pobiegłam szybko, wzięłam córkę,
jeszcze czekałam jak mi pani wytnie wierszyk do nauczenia, do szatni, pomogłam
jej ubrać buciki cała w nerwach, za rękę i lecimy do domu. Pod drzwiami byłam
po 5 minutach od wyjśćia autentycznie. Słyszę płacz synka, zdenerwowałam się,
że jednak się obudził! Ale nie był to płacz wniebogłosy. Otworzyłam drzwi i
widzę, że mnie szuka, wyszedł właśnie z sypialni, ale sądzę, że tam szukałby
mnie najpierw czyli obudził się przed chwilą chyba, nie obszedł jeszcze całego
mieszkania i nie zdążył przerazić się stwierdzeniem, że Mamy nie ma! No to
dobrze, przytuliłam go i starałam się opanować nerwy wewnętrzne. Może płakał
nawet krócej niż zazwyczaj jak go budzę na siłę i z nim idę po siostrę?
Uspokoił się bardzo szybko i zaczął bawić więc nie przeżył tego dramatycznie,
ja gorzej. Trzęsłam się jeszcze długo zastanawiając czy dobrze postąpiłam?..
Staram się kłaść go spać przed 12, by do 14 się wyspał ale wiecie, nie zawsze
to się uda, on nie jest śpiący na zawołanie a i nie wiem ile danego dnia ma
ochotę spać - dwie godziny do dobić prawie do trzech?
Co mi radzicie?
Obserwuj wątek
    • ligiacris Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 06.05.09, 15:58
      NIE CHCE MI SIE WIERZYC W TO CO CZYTAM. DO GLOWY BY MI NIE PRZYSZLO
      ZOSTAWIC MOJEJ CORKI SAMEJ W DOMU. NIGDY.
      . . .
      NIE, NIE CHCE MI SIE WIERZYC. . .
      • alex_78_2006 Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 06.05.09, 16:05
        po córkę można zawsze pójść chwile później - w końcu jest pod opieką, nie zostawiłabym za skarby świata śpiącego dziecka samego w domu!!!!!
    • ga-ti Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 06.05.09, 16:06
      Dobrnęłam do końca! Myślę sobie, że z takim podejściem to silnej nerwicy mozesz dostac!
      Ale do rzeczy. Wiem, jak trudno jest budzic spiące dziecko, wiem, bo też czasem wybudzam, jak muszę iśc po synka do przedszkola, ale ja mam daleko, jakieś 45 minut w obie strony. Zdarza mi się casem zostawic śpiącą niunię i iśc ze starszym na dwór, sprawdzam czy mała nie płacze. Moja jest tak nauczona, że drzwi od pokoju są zamknięte (sama nie otwiera jeszcze), ona ma wyjęte szczebelki, więc jak się wyśpi to idzie sie bawic, a jak ma dośc to puka w drzwi. Oczywiście zdarza się że się obudzi i płacze, że coś ją przebudzi itp.
      Twoja córcia ma 5 lat i już chyba potrafi zrozumiec, że ją zawsze odbierzesz z przedszkola, że ją kochasz i nigdy nie zostawisz (my tak często powtarzamy 4 latkowi) i że czasem możesz przyjśc później, bo mały śpi... Trudno, takie są "skutki" posiadania młodszego rodzeństwa.
      Gadaniem ludzi się nie przejmuj, nikt Ci nie zwróci pieniędzy, bo odbierasz dziecko godzine wcześniej, prawda?

      Zadbaj o bezpieczeństwo "w okolicy" i czasem bez wyrzutów sumienia biegnij po córcię.
      To moje zdanie, możesz się z nim nie zgodzic.
    • mama-ola Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 06.05.09, 16:12
      A może byś przenosiła synka jak się da najdelikatniej do wózka?
      I w ten sposob jechała z nim, śpiącym, po córkę. Doczytałam, że nie
      lubi wózka, ale budzenia też przecież nie lubi, a jednak go
      przymuszasz. To może przyucz do spania w wózku.
      Powodzenia smile
      • daisy Nie zostawiać. 06.05.09, 16:20
        Wytłumaczyć starszej córce, że mały śpi i możesz czasem przyjść troszkę później.
        To nic strasznego. Pięciolatka powinna zrozumieć. Za to po każdym późniejszym
        odebraniu jakaś nagroda w postaci czasu poświęconego tylko dla niej (10 minut na
        placu zabaw w drodze powrotnej albo jakieś zajęcie z mamą w domu).
        • monis250 Re: Nie zostawiać. 07.05.09, 09:15
          Iść po córkę trochę później, nic jej nie będzie. Nie zostawiłabym
          dziecka śpiącego samego w domu. I nie przejmuj się tak bardzo. Córka
          ma 5 lat, wiec nie jest już malutkim dzidziusiem i wiele rzeczy
          zrozumie. Wytłumacz jej, że czasem możesz ją odebrać trochę później
          bo wtedy braciszek spi. Trudno, jesteś sama z dziećmi w ciagu dnia i
          musicie sobie jakos radzić. Trzeba wybierać mniejsze zło
    • aluc Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 06.05.09, 16:24
      absolutnie nie zostawiać
      próbować przekładać śpiącego, a jak się nie da, to trudno
      ewentualnie wychodzić po córkę nieco później
      ale generalnie świat nie może się kręcić wokół drzemki jednego dziecka

      sama tak miałam przez dwa lata, młodszy spał, więc albo był budzony
      albo przekładany do samochodu
      • patrice7 Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 08.05.09, 11:27
        Radziłabym stuknąc się porzadnię w głowę,najlepiej czymś ciężkim!!
        Co gdybys przed sama klatką upadła i straciła przytomnośc?!
        Zabrałoby Cię pogotowie i kto by się dowiedział ,ze w domnu jest dziecko??
        Głupota ludzka nie zna granic jednak.
        To co zrobiłaś to na pewno nie było w trosce o niego ....[
    • ola_mi Re: najpierw stuknij się w łepetynke 06.05.09, 16:25
      tak na otrzeźwenie. I mam nadzieję, że znajdzie się jakiś życzliwy
      sąsiad który powiadomi odpowiednie słuzby o tym, ze zostawiasz
      dziecko bez opieki.
      NIe przesadzaj, że Twojej 5-latce krzywda się stanie jak odbierzesz
      ja 15 minut poźniej. A jak dzieciak zacznie chodzic Ci spać o 13-15,
      to co jeszcze z córką razem zakupy po drodze zrobisz? bo przeciez
      dzieciak śpi
      Szkoda że na głupie pomysły nie ma lekarstwa, bo póżniej płacze
      jedna z drugą , że była taka głupia i zostawiła dzieciaka sama i
      doszło do tragedii
    • mika_p Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 06.05.09, 16:29
      Wolisz narazić dziecko na utratę życia pod twoją nieobecność niż dyskomfort
      pobudki, tak?

      Wolisz narazić życie młodszego dziecka, żeby nie sprawić przykrości starszemu,
      ale jednocześnie własny komfort przedkładasz nad przykrość starszego.
    • mruwa9 Bardzo dobrze postapilas.. 06.05.09, 17:20
      .. chyba koniecznie chcesz o sobie i swoim dziecku przeczytac w
      prasie ( artykuly z serii: Dwulatek wypadl z osmego pietra. Matce,
      ktorej w tym czasie nie bylo w domu, postawiono zarzuty...)
    • basiak36 Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 06.05.09, 17:35

      Malych dzieci nie zostawia sie bez opieki i juz. Nawet nie zostawia sie samych w
      aucie na chwile.
      Wystarczy sobie wyobrazic co moze sie zdarzyc.
      Ile razy musze budzic moja 19 miesieczna coreczke aby pojechac do szkoly po
      mojego 6 latka... czasem w aucie jeszcze przysnie, czasem juz nie. Ale
      zdecydowanie mniej niebezpieczne to niz pozostawienie jej samej w domu...
    • donkaczka hehe to ja sie rzuce na pozarcie :) 06.05.09, 17:54
      mam podobna sytuacje

      troje dzieci ponizej trzech lat, srodkowe ma poltora roku, spi od 11 do 14,
      miedzy 12 a 12.15 musze prawie trzylatke zabrac z przedszkola

      i zostawialam spiaca srednia, a nie ma mnie pol godziny, bo to kawalek jest i
      samochodem jade

      spi w lozeczku ze szczebelkami, nie wyjdzie, spi twardo nigdy sie przed czasem
      nie obudzila, budzi sie zawsze na wesolo, podspiewuje i czeka az ktos przyjdzie,
      takie pogodne dziecko co sie nigdy z placzem nie obudzilo

      rozwazylam wszelkie mozliwe czarne scenariusze
      wypadek? no to lepiej jak dziecko w domu w lozeczku posiedzi zaplakane i
      zasikane do powrotu ojca niz ma ze mna pod tira wjechac
      meteor walnie w dom? hmm wink
      pozar? nie ma jak, to nie stare budownictwo tylko nowy dom, czujniki ppoz sa,
      gazu nie mamy
      wylezie jednak z lozeczka? coz, to ich pietro, bramki pozamykane i czesto sie
      tam bawia, krzywdy nie ma sobie czym zrobic


      budzenie w trakcie? nie dziekuje, jak mnie termin wizyty u lekarza zmusza do
      przesuwania drzemki, to reszte dnia jest wycie i marudzenie
      przesuwanie drzemki? jasne smile obie sie meczylysmy
      teraz chodzi spac coraz pozniej, wiec bywa ze raz czy dwa razy ja zostawiam, nie
      codziennie jak niedawno


      o dziwo, moja polozna z pieciorgiem dzieci robila podobnie, jak sie ma jedno czy
      dwoje, to mozna zyc w idealnym swiecie idealnych matek, a jak sie ma wiecej, to
      czasem trzeba troche realistycznie spojrzec na zycie, w ktorym domy nie plona
      jak samochody w amerykanskich filmach i meteroy nie wala w nie jak w armageddonie

      nie zostawilabym na chwile nawet ani mojej trzylatki, bo ma juz za duze
      mozliwosci i za bujna wyobraznie, ani maluszka, ale akurat srodkowa jest w takim
      wieku, ze jakos mnie sumienie nie gryzie ani wyobraznia nie szaleje, a mam bujna
      jesli chodzi o dzieci, tyle ze mocna osadzona w realicha codziennosci smile


      oburzajace sie mamy jedynakow moga sobie darowac, bo mnie pusty smiech tylko
      ogarnia smile i tak reszta sobie pouzywa pewnie

      na marginesie, nie mam babc, cioc, nawet sasiadow zaprzyjaznionych, zeby
      poprosic o pomoc, bo dopiero sie przeprowadzilismy i nikogo tu nie znam
      bardziej mnie serce bolalo jak musialam noworodka w zimie dwa razy dziennie
      pakowac do auta, zeby po siostre jezdzic, niz gdy srednia spiaca zostawiam,
      kombinowalam wtedy jakas pomoc, ale nic nie wyszlo

      jakos musze sobie radzic, choc czasem mam do wyboru miedzy kiepskim rozwiazaniem
      i jeszcze gorszym
      i tyle
      • basiak36 Re: hehe to ja sie rzuce na pozarcie :) 06.05.09, 21:43
        > pozar? nie ma jak, to nie stare budownictwo tylko nowy dom, czujniki ppoz sa,
        > gazu nie mamy

        Pozar - nie ma jak? Niby jak sie zabezpieczylas przed tym ze pozar moze nie
        wybuchnac, i zanim wrocisz, juz nie bedziesz mogla wejsc do domu? Niestety o
        paru takich przypadkach ostatnio czytalam. Pol godziny to dlugo.

        A gdyby dziecko zaczelo nagle wymiotowac i sie dlawic?

        Podziwiam za spokoj ducha... (nie zlosliwie!)
      • ligiacris Re: hehe to ja sie rzuce na pozarcie :) 07.05.09, 00:59
        Moja corka w wieku w prawdzie 1,7 miesiaca (tu mowa o mlodszym) o
        maly wlos nie wypadla z lozeczka. W ostatniej chwili ja zlapalam.
        Nie chce nawet myslec 'bo by bylo gdyby'. Musielismy wyjac
        szczebelki. A co sie stanie jesli Twoja wpadnie na pdobny pomysl,a
        Ciebie nie bedzie w poblizu? Tak samo zrobil moj mlodszy brat.
      • patrice7 Re: hehe to ja sie rzuce na pozarcie :) 08.05.09, 11:35
        donkaczka napisała:
        budzenie w trakcie? nie dziekuje, jak mnie termin wizyty u lekarza zmusza do
        przesuwania drzemki, to reszte dnia jest wycie i marudzenie
        przesuwanie drzemki? jasne smile obie sie meczylysmy
        teraz chodzi spac coraz pozniej, wiec bywa ze raz czy dwa razy ja zostawiam, nie
        codziennie jak niedawno

        Nic tylko "gratulowac" wyboru.
        Wolę zostawic w domu i nie budzic i miec spokoj cały dzien bo przynajmnej
        dziecko nie wyje.

        A podawanie poloznej jako autorytet bo "moja polozna z pieciorgiem dzieci robila
        podobnie" pozostawię bez komentarza...
    • mama_kotula Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 06.05.09, 17:57
      CytatCo mi radzicie?

      Wziąć porządny rozbieg i strzelić tzw. baranka w ścianę.
      Jak nie pomoże, to jeszcze raz i tak do skutku.
      • anyx27 Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 06.05.09, 18:03
        Ciężko uwierzyć, że ktoś ma takie pomysły... sad
        • eps Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 06.05.09, 18:39
          zostawiać jak jest potrzeba.
          Nie bede sie rozpisywac i powtarzać, ale uważam jak donkaczka.
          matki jedynaków niech sie nie mądrzą, bo i ja kiedys byłam matką jedynaka i też
          miałam górnolotne wizje świata ("nie zostawiać", "walnac sie w łepetynę" itd.)
          Swiat osoby posiadającej wiecej niż jedno, dwoje dzieci (i to z małą różnicą
          wieku) jest zupełnie inny i czasem trzeba sie nieźle nagłówkować.
          W moim domu dziecko nie moze sobie nic zrobić, bo dom mam jak istną twierdze
          pozabezpieczaną "przeciwdzieciowo".
          Zresztą ja czasem zostawiam. jak młodszy 1,5 roku śpi, to ide sobie do ogrodu
          popracować, zabieram 3 latka i co jakis czas zagladam do domu czy młodsze wstało.
          • eps korekta zeznań 06.05.09, 20:06
            nie wiem czemu ale chyba bym jednak nie zostawiła.
            Tak sobie myśle, że do ogrodu wychodzę bez problemu ale chyba na ulice bym nie
            mogła (sama nie wiem czemu).
            poza tym moze pokusiłabym sie o wyjście zaraz po zaśnięciu. ok. 14 to juz raczej
            faza budzenia jest (przynajmniej u mojego) i bałabym sie.
            Po zastanowieniu okazuje sie, że owszem wychodze do ogródka ale im blizej
            teoretycznego czasu obudzenia tym częściej zaglądam.

            ps. Donkaczka Ciebie podziwiam że na 30 minut mozesz zostawić wink
            nie mówie nie bo mam na razie 2, a niedługo troje dzieci i moze też kiedys życie
            mnie zmusi, kto wie.


    • daga_j odpowiedzi do powyższych pań 06.05.09, 18:38
      ligiacris - łatwo tak jednostronnie napisać, ale masz jedno dziecko i nie wiesz
      jaki to dylemat - spowodować smutek i płacz u jednego czy drugiego?..

      ga-ti - wiem, że się rozpisałam, ale tak już mam smile Oczywiście za każdym razem
      jej tłumaczę, że jesli przychodzę później to pewnie braciszek śpi i szkoda mi go
      budzić, że to tylko z tego powodu. Ale dla wrażliwej natury mojej córki bywa to
      niezadowalające wytłumaczenie.

      mama-ola - nie da się, aktualnie korzystamy już ze spacerówki, to nie jest wózek
      gdzie można pospać, więc nie ma sensu przyzwyczajać go do takiej opcji. On w
      ogóle jeździ w wózku i lubi ale nie jak jest rozpłakany i śpiący.

      daisy - tak dotychczas robiłam, tłumaczyłam, nawet wprost mówię "przykro mi, że
      czasem tak późno Cię odbieram, ale wiesz, że to dlatego, że twój mały braciszek
      musi się wyspać". Ale wiecie, czemu to zawsze ona ma ponosić konsekwencje bycia
      starszą siostrą, dlatego raz czekam aż on się wyśpi, a innym razem go wybudzam i
      tak lawiruję. Dzisiejsze rozwiązanie było aktem "przemęczenia" takim stanem rzeczy.

      ola-mi - tak samo zawsze mówiłam, ale życie zmienia nasze podejście. Sądzę, że
      moje nerwy dzisiejsze i bądź co bądź zasady sprawią, że jednak już tak nie będę
      robić (to był jedyny raz), ale byłam ciekawa zdania ogółu i porad - co mam
      robić. Łatwo powiedzieć, że 5 latce nie stanie się krzywda jak zostanie dłużej -
      ale też może być tak, że utkwi jej w pamięci, że była odbierana jako prawie
      ostatnia mimo iż jej mama była w domu tak blisko, że nie liczyła się dla mamy
      tak jak młodszy brat - no nie wiem, ale zapewniam Was, że to jest dziecko
      delikatnej natury i przywiązane do mnie.

      mika_p - nie wiem w jaki sposób przedkładam własny komfort nad przykrość
      starszego? Co do narażania życia to właśnie w moim poście zastanawiałam się czy
      jest to takie oczywiście niebezpieczne, czy też może równie niebezpieczne jest
      chodzenie z matką po ulicy? Gdzie też matce może się coś stać i co wtedy z
      dzieckiem?

      mruwa9- mieszkam na parterze jakby co i na razie wiem, że dziecko nie otworzy
      okna w żaden sposób. Do niebezpiecznych rzeczy nie dosięga, a jak urośnie to już
      nie będzie miał drzemek w ciągu dnia i nie będzie tego dylematu.

      basiak36 - do takich właśnie wniosków dochodzę, dzisiejsze wyjście było jakby
      eksperymentem, ale może dobrze, że się obudził i miałam przez to lekcję.

      donkaczka - no właśnie rozumiem Cię, choć jednak nie pochwalam wink Bądź co bądź
      wybywasz na pół godziny autem, jakby się zepsuło to zajmie Ci dłużej wrócić. I
      poza pożarem i meteorem jest ryzyko, że dziecko się zakrztusi śliną i nikt mu
      wtedy nie pomoże (ja mam nieduże mieszkanie i z każdego miejsca bym usłyszała
      krztuszące się dziecko, bo sądzę, że jakieś dźwięki wówczas wydaje) Mnie nie
      było 5 minut i też w sumie twierdzę, że o 5 za dużo. W Twojej sytuacji chyba bym
      zrezygnowała jeszcze na rok z przedszkola dla najstarszej, ma niecałe 3 lata,
      nie musi jeszcze chodzić. Moja ma 5 lat więc bez przesady.
      A co do noworodków to jak mój mały miał kilka tygodni i spał słodko jeszcze po 8
      rano wyciągałam go takiego cieplutkiego w tych samych śpioszkach i pieluszce po
      nocy delikatnie wkładałam w kombinezon zimowy i hyc do wózka, spał dalej gdy
      szłam do przedszkola w środku zimy. Tak - mamy jedynaków mogą się tylko w głowę
      pukać...


      mama_kotula - czzemu tak ostro? Pisałam, że zrobiłam to wbrew moim zasadom, że
      to kłóci się z moim zdaniem ale zdeterminowana codzienną rozterką podjęłam
      ryzyko i już po pierwszym razie pytam na forum radząc się na poważnie, więc nie
      musisz mnie od razu tak oceniać jak najgorszej..

      anyx27 - nie wiem czy Twoje pytanie to do mnie czy do mamy_kotuli?...

      Ja rozróżniam między zostawieniem na 30 minut - źle, na zostawienie na 2 minuty
      w samochodzie - źle, bo jeśli mi się coś przydarzy to dziecko ma beznadziejną
      sytuację zanim ktoś go zobaczy, ale w mieszkaniu własnym nie jest narażone na
      tyle niebezpieczeństw (i ma znane otoczenie, zabawki, możliwość ruchu).
      Przemyślałam to i zaryzykowałam ten jeden raz, zobaczyć jak będzie.
      Niektóre mamy odpowiedziały normalnie bez strasznej krytyki - poradziły "trudno,
      musisz budzić małego bo zostawianie go jest bardziej niebezpieczne" - takie rady
      rozumiem, ale tylko krytyka i durne pomysły jak walenie w głowę, jest
      odpowiedzią bez sensu, na którą szkoda byście traciły czas..
      • semi-dolce Re: odpowiedzi do powyższych pań 06.05.09, 18:42
        A nie możesz przesunąć pory drzemki synka tak, by zasypiał i budził się o te pół
        godziny wczesniej?
      • donkaczka Re: odpowiedzi do powyższych pań 06.05.09, 18:53
        poltoraroczniak krztuszacy sie slina? wink

        chyba jestes nerwowa matka

        moje dziewczyny krztusily sie w pierwszych tygodniach zwracanym mlekiem tak, ze
        najstarsza odsysaniem w 4 tygodniu zycia uratowalam, bo sie sina zrobila i
        pogotowie wzywalismy
        stawalam na bacznosc przy najmniejszym dzwieku charczenia, ale nauczylam sie
        hamowac zapedy, bo dzieciaki maja wiecej odruchow obronnych niz Ci sie wydaje -
        jak jablko jadly to mi adrenalina skakala przy kazdym chrzaknieciu

        nie udlawily sie, nie udusily sie

        srednia dwa razy podtopila sie w wannie przewalajac sie z siostra, zapewniam
        cie, ze oprocz pisku i nerwowego lapania powietrza po zanurkowaniu, nawet traumy
        nie miala

        w tym kontekscie zadlawienie sie slina duzego dzieciaka to jakis straszak Twojej
        wyobrazni...
        chyba ze masz dziecko, nie wiem, z wiotkoscia krtani? notorocznymi bezdechami?
        no to nie zostawiaj
        • phantomka Re: odpowiedzi do powyższych pań 06.05.09, 19:01
          Donkaczka, to zrob sobie kolejna 5 dzieci i wtedy badz najmadrzejsza
          matka na swiecie. Ciebie draznia matki jedynakow, mnie bezmyslne
          matki, majace dziecko po dziecku i tym samym tlumaczace narazanie
          jednego z dzieci na jakiekolwiek niebezpieczenstwo.
          Poza tym, co wy macie za dzieci? 1,5 roczniak nie wyjdzie z
          lozeczka, spia ponad 2 godz. w dzien. Przeciez to sa juz spore
          dzieci, a nie niemowlaki.
          Autorko, wybierasz miedzy niebezpieczenstwem wobec mlodszego, a
          dyskomfortem (chociaz trudno mi uwierzyc, ze 5 latka nie zrozumie,
          ze mama przyjdzie 20 min. pozniej) starszej. Wydaje mi sie, ze to
          naprawde kiepski wybor. No ale ja jestem mama jedynaczki, wiec co ja
          wiem. W ogien co prawda tez nie skakalam, a wiem, ze mnie moze
          spalic - to tak a'propos tego, ze nie wiem, co mowie. Wyobraznia
          pojawia sie bez wzgledu na ilosc posiadanych dzieci.
          • donkaczka Re: odpowiedzi do powyższych pań 06.05.09, 19:28
            nie myl wyobrazni z parananoja, zluzuj tez ten napastliwy ton

            dzieci jak dzieci, a co, wszystkie modele znasz? moja ma 20 miesiecy, spi od 2
            do 3 godzin, z lozeczka jej czubek glowy wystaje, a ze to nie kangur to nie
            wyskoczy.. dziwolag co??
            • phantomka Re: odpowiedzi do powyższych pań 06.05.09, 19:35
              No dziwolag jakich malo, skoro glowa ma mniejsza srednice niz
              odleglosci miedzy szczebelkami. Poza tym, nie wiedzialam, ze
              urodzilam kangura, moja po prostu wychodzila gora, nie potrzebowala
              do tego szczegolnych zdolnosci skoczka.
              Mi sie wydaje, ze ty mylisz olewactwo z wyobraznia.
              • donkaczka Re: odpowiedzi do powyższych pań 06.05.09, 20:04
                jaka srednica? cos chyba zle przeczytalas
                mamy nietypowe lozeczko, glebokie jest i moja trzylatka wejsc do niego po
                krzeselku umie, wyjscie juz wymaga od niej duzych akrobacji i rzadko sie udaje,
                mlodsza z racji tez mizernego wzrostu szans nie ma

                btw trzeba miec niezle nosa zadartego, zeby insynouwac innej matce olewanie
                wlasnych dzieci

                matki jedynakow mnie nie draznia, za to draznia mnie takie, ktore wedlug siebie
                i swoich dzieci oceniaja inne, a matki jednego dziecka wypowiadajace sie z
                niezachwiana pewnoscia o sytuacjach w ktorych nie mialy okazji sie znalezc czy
                uwazajace, ze znaja dzieci we wszelkich odmianach, wywoluja usmiech co najwyzej

                nie rozumiem jak mozna wlasny dom czy pokoj dziecka uwazac za niebezpieczny dla
                niego.. najbardziej fantastyczny pomysl na wyrzadzenie sobie krzywdy na
                zabezpieczonum terenie to zlamanie czegos w wyniku wyjatkowo niefortunnego wypadku
                i to sie moze zawsze wydarzyc
                mnie to przeraza srednio, licze sie z tym za kazdym razem, gdy pozwalam dzieciom
                wspinac sie na placu zabaw wyzej niz inne matki, gdy pozwalam im skakac po
                kanapach, lazic po schodach zanim chodzic sie naucza, ufam w instykt i do tej
                pory sie nie zawiodlam, jesli sie czuja niepewnie, to wolaja, zeby je zdjac,
                pomijajac sinaki i rozbite wargi, dzieki ktorym sie ostroznosci nauczyly, szkod
                nie bylo

                moglabym i ja zapytac, co wy za dzieci macie, co bezmyslnie na glowe spadaja? w
                koncu poltoraroczniak to juz rozumne dziecko, nie niemowle..
                i tak sobie mozna w kolko..

                kazdy zna siebie i swoje dziecko lepiej niz postronne osoby, kazdy ma inny
                margines bezpieczenstwa i liste rzeczy nie do przyjecia i juz
            • kasiabazia Re: odpowiedzi do powyższych pań 06.05.09, 19:57
              donkaczka napisała:


              > a ze to nie kangur to nie
              > wyskoczy.. dziwolag co??

              lol to moje dziecie jest kangurem, bo w jej wieku bez problemu
              wyskakiwał z łóżeczka smile
              A autorce wątku radziłabym nauczyć dziecko usypiać w wózku na
              spacerze,wtedy ze spiącym pójdziesz po córke.
              Znam wiele mam zostawiające śpiące dzieci same w domu nawet na
              godzine żeby np. zrobić zakupy .W rodzinach wielodzietnych to jest
              norma.Pamiętam że moja mama robiła identycznie, bo cięzko żeby za
              czasów komuny ciągała 3 dzieci do sklepu.Tylko że czasy się zmieniły
              i w koło jst wiele życzliwych sąsiadów potrafiących podp... taką
              mamusie.A prawo jest w tej chwili okrutne.
              Moje dziecie musze mieć cały czas na oku bo jest bardzo
              pomysłowy,chociaż też mam urządzone bezpieczne mieszkanie.I nawet
              nigdy nie myślałam o zostawieniu go samego,tymbardziej jak śpi bo ma
              niespokojny sen.
              • mruwa9 Re: odpowiedzi do powyższych pań 06.05.09, 20:48
                jestem mama wielodzietna i NIGDY nie zdarzylo mi sie zostawic malego
                dziecka samego w domu, kwestia wyobrazni, co sie moze wydarzyc,
                ograniczonego zaufania, ze dziecko zawsze moze wyskoczyc z jakas
                czynnoscia zagrazajaca jego zyciu, o ktora to umiejetnosc dziecka
                nie podejrzewamy, i oczywiscie kwestia organizacji (usypianie
                dziecka w wozku, zeby bylo gotowe do wyjscia bez przekladania i
                tarmoszenia, dostosowanie por odbioru dzieci do rytmu spiacego
                malucha, a czasem- i obudzenie, bo wole dziecko marudne i
                niewyspane, niz dziecko martwe).
                • donkaczka Re: odpowiedzi do powyższych pań 06.05.09, 23:13
                  z tego co wymienilas tylko budzenie wchodzi w gre
                  gdyby to byla tylko dwojka, pewnie bym budzila albo nie dawala zasnac, na jedno
                  wychodzi
                  ale majac jeszcze na stanie niemowlaka wiszacego na cycu, bywa ze placzacego i
                  marudnego, generowanie zmeczonej wscieklosci nie wchodzi w gre, oszalelibysmy
                  wszyscy
                  i tak bywalo ciezko, gdy srednia zabkowala i wymagala mojej uwagi w natezonej ilosci
                  po 4 dniach bylam wykonczona, na codzien chyba bym wyszla z siebie i stanela obok

                  moja decyzja, moj wybor, nie pisalam, ze robie to z radoscia, to najmniejsze zlo
                  z mozliwych i tyle
                  kto nie stal przed takim dylematem, to nie wie, wiec darujcie sobie oburzenie,
                  mnie to zupelnie traca
                  owszem, stresa mialam, minal mi po jakims czasie, tyle ze sie zawsze spinam
                  czasowo, komfortowa ta sytuacja nie jest

                  a napisalam o tym, bo wiem, ze nie ja jedna tak robie, tylko nikt nie napisze,
                  bo przeciez zaraz mozliwosci tajemniczych zgonow, porwan, niezwyklych wypadkow
                  zostana wyciagniete

                  sa zagrozenia realne, granic prawdopodobienstwa w moich rozwazaniach nie
                  przekraczam, bo bym musiala w domu z gabki dzieci cale zycie trzymac

                  nie, nigdy mi sie dziecko nie zanioslo
                  wymiotowala raz, wirusa miala i tez sie zorientowalam rano, bo rzygala przez sen
                  i spala dalej
                  tak wymyslac to mozna w nieskonczonosc, ta dyskusja przypomina mi rozmowy o
                  rodzeniu w domu, tez padaja argumenty "a jak COS sie wydarzy.."
                  tu tez chyba straszy owo mityczne COS, ktorego nawet za bardzo nie umiecie
                  zdefiniowac

              • tijgertje Re: odpowiedzi do powyższych pań 07.05.09, 12:15
                kasiabazia napisała:
                A autorce wątku radziłabym nauczyć dziecko usypiać w wózku na
                > spacerze,wtedy ze spiącym pójdziesz po córke.

                Pewnie, tylko od razu niech zacznie zbierac na ortopedow, terapeutow
                albo opracje kregoslupa. Niezaleznie od przekonan producentow wozkow
                NIE MA spacerowki, ktora nadaje sie do ZDROWEGO spania dziecka.

                Cala dyskusja jest w sumie troche bez sensu, kazdy zna swoje dziecko
                najlepiej. JA mojego nigdy nie zostawialam samego, zeby wyjsc gdzies
                dalej, ale z sasiadka (10m miedzy naszymi drzwiami) mamy dzieci w
                identycznym wieku, jak byli niemowlakami i spali po 2-3 godziny w
                tym samym czasie to czesto robilysmy posiadowki przy herbatce raz u
                niej, raz u mnie w towarzystwie babyphone'ow. wtedy nawet jak maluch
                wstal, to nie mial mozliwosci wyjsc z lozeczka. Niektore dzieci sa
                wyjatkowo sprawne, ale nie wszystkie i nie ma co porownywac, kazda
                mama zna mozliwosci swojego dziecka. Ja mam jedno, spiacy czasem
                zostawal z nianka u sasiadow, moze i wyrodna matka jestem, ale nie
                stoje nad dzieckiem i nie pilnuje bez przerwy, zwlaszcza, ze jak
                spi, to chyba nawet strzelanie z armaty by go nie obudzilo. Teraz,
                jak jest wiekszy, to tak, bo rozne glupoty mu do glowy strzelaja.
                Znam sporo mam, ktore zostawiaja spiece niemowle w domu, bo
                starszaka trzeba punktualnie o 12.15 ze szkoly odebrac, dac zrec i o
                13.00 znowu do szkoly odstawic, po to, zeby o 15,15 znowu pod szkola
                czatowac. Co innego raz na jakis czas malucha wybudzic i cale
                popoludnie miec wycie i marudzenie, co innego wytrzymywac to
                codziennie tygodniami czy miesiacami. Juz nawet nie chodzi tu o
                komfort mamy, ale zadnej przyslugi ani jednemu ani drugiemu dziecku
                tym nie sprawi, jak cala rodzina musi wytrzymywac notorycznie
                wybudzanego malucha. wiem, jak jest z moim, jak wstanie sam, to jest
                caly w skowronkach, ale wybudzony, nawet po w czasie dluzszej niz
                normalna drzemki byl nie do zniesienia. w sytuacji opisanej przez
                autorke watku nie ma zlotego srodka, rozwiazanie zawsze bedzie
                czyims kosztem, a ja akurat jako najstarsza z rodzenatwa nie mam
                przekonania, czy wieczne wymaganie zrozumienia starszej, badz co
                badz juz kumatej corki dla dobra mlodszego braciszka tak jej na
                zdrowie wyjdzie. Jakim prawem ma zawsze byc na drugim miejscu i
                musiec rozumiec, ze jej potrzeby musza ustepowac potrzebom brata?
                Dla 5-latka 20 minut dodatkowaego czekania, to wedle slow mojego tez
                5-latka cala wieeeecznosc wink Gdybym byla w takiej samej sytuacji,
                to pewnie szukalabym jakiegos kompromisu, mala czasem musialaby
                dluzej poczekac, ale wiedzac, do ktorej spi maly, czasem
                odbieralabym corke w czasie jego drzemki troche wczesniej, mysle, ze
                dla niej rowniez spore znaczenie mialaby mozliwosc spedzenia chocby
                15 minut tylko i wylacznie z mama. No i bez przesady, nie mowimy tu
                o godzinach nieobecnosci, a o 5 miunutach. czasem nawet bedac przy
                dziecku nie mozemy go przed niektorymi rzeczami ochronic, wychodzxac
                z domu warto miec np przy kluczach zalaminowana informacje, z
                adresem, pod ktorym spi sam maluch i numerem kontaktowym taty czy
                babci albo sasiadki, ktora moze sie w razie czego dzieckiem zajac. w
                razie zaslabniecia, przejechania czy innego wypadku, ktos bedzie mu
                mogl pomoc, albo zaalarmowac tate. Nie jestem za zostawianiem
                dziecka samego, ale czasem jest to kwestia wyboru mniejszego zla. No
                i 5 minut... Mo nieraz dluzej musial czekac, jak np stalam pod
                prysznicem czy cos smazylam latwo przypalajacegowink dom mam spory i
                nie frunewink
                • anyx27 Re: odpowiedzi do powyższych pań 07.05.09, 12:22
                  tylko, że my nie mówimy tutaj o niepilnowaniu dziecka w domu, bo
                  wiadomo, że nikt nie chodzi za dzieckiem krok w krok. Dziecko musi
                  umieć bawić się samo, być samodzielnym (adekwatnie do wieku), ale
                  chodzi o zostawianie dziecka samego w domu. nawet, jak jest się w
                  domu, może zdarzyć się wypadek, ale wtedy od razu reagujesz, a jak
                  cie nie ma, to trudno o jakąś reakcję.
                • donkaczka tijgertje 07.05.09, 12:30

                  ale ty chyba, jak ja, w polsce nie mieszkasz? bo wypisz wymaluj opisalas moje
                  otoczenie..

                  o tych przyslugach ladnie napisalas, bo wlasnie o to kaman - o kazde dziecko sie
                  zatroszczyc trzeba, w sumie tylko ja cierpie, bo jednak za uszami sie
                  niekomfortowo czuje
                  • anyx27 Donaczka 07.05.09, 12:36
                    Donaczka, chyba nie przeczytałaś mojej ostatniej wypowiedzi, a
                    także tego, że moje dziecko wstaje 2h wcześniej niż ja, robi sobie
                    samo śniadanie i ogólnie samo sobą się zajmuje przez pół dnia,
                    ponieważ ja pracuję w domu przy komputerze.
                    • donkaczka Re: Donaczka 07.05.09, 12:50
                      no nie przeczytalam, bo nie widze w tym watku..

                      przeczytalam za to interesujaca opinie o nieistnieniu domow bezpiecznych dla
                      dziecka (a jednak!) o robieniu sobie dzieci bez zapewnienia im opieki (ubaw po
                      pachy), o wyreczaniu sie dziecmi w opiece nad rodzenstwem (zalosne powielanie
                      sterotypow)
                      • anyx27 Re: Donaczka 07.05.09, 12:58
                        tutaj moja wypowiedź z tego wątku:

                        tylko, że my nie mówimy tutaj o niepilnowaniu dziecka w domu, bo
                        wiadomo, że nikt nie chodzi za dzieckiem krok w krok. Dziecko musi
                        umieć bawić się samo, być samodzielnym (adekwatnie do wieku), ale
                        chodzi o zostawianie dziecka samego w domu. nawet, jak jest się w
                        domu, może zdarzyć się wypadek, ale wtedy od razu reagujesz, a jak
                        cie nie ma, to trudno o jakąś reakcję.


                        a co do wstawania późniejszego, niz dziecko, jest w innym wątku,
                        więc mogłas nie przeczytać.
                      • anyx27 Re: Donaczka 07.05.09, 13:01
                        donkaczka napisała:

                        > przeczytalam za to interesujaca opinie o nieistnieniu domow
                        bezpiecznych dla
                        > dziecka (a jednak!)

                        nadal twierdze, że takich domów nie ma, bo nawet jak masz puste
                        ściany, to dziecko bawiąc się, może z rozpedu uderzyc głową w tą
                        własnie ścianę.

                        o robieniu sobie dzieci bez zapewnienia im opieki (ubaw po
                        > pachy),

                        mnie to nie bawi. jeśli ktoś nie może zapewnić dzieciom opieki, to
                        nie powinien się na nie decydować.

                        o wyreczaniu sie dziecmi w opiece nad rodzenstwem (zalosne powielanie
                        > sterotypow)

                        w tym atku jest wypowiedz osoby, która jest z rodziny
                        wielodzietnej i samam napisała, ze tak jest. gdzie więc powielanie
                        stereotypów? ja nie mam kontaktu z żadną rodzina wielodzietną, więc
                        nie wiem, jak to jest.
                        • elan-o100 Re: Donaczka 07.05.09, 13:18
                          > mnie to nie bawi. jeśli ktoś nie może zapewnić dzieciom opieki, to
                          > nie powinien się na nie decydować.

                          powinnas jeszcze napisac ze prywatnej opieki, juz to gdzies
                          widzialam big_grinDDDD i tez sie ubawilam

                          co za zarozumialosc
                          • anyx27 Re: Donaczka 07.05.09, 13:19
                            elan-o100 napisała:

                            > > mnie to nie bawi. jeśli ktoś nie może zapewnić dzieciom opieki,
                            to
                            > > nie powinien się na nie decydować.
                            >
                            > powinnas jeszcze napisac ze prywatnej opieki, juz to gdzies
                            > widzialam big_grinDDDD i tez sie ubawilam

                            no cóż, jesli kogoś bawi brak opieki nad dzieckiem, to nie ma o czym
                            dyskutować...
                            >
                            > co za zarozumialosc
                        • donkaczka Re: Donaczka 07.05.09, 13:46
                          > mnie to nie bawi. jeśli ktoś nie może zapewnić dzieciom opieki, to
                          > nie powinien się na nie decydować.

                          no wyszlo w praniu, ze nie moge, co radzisz? uspic? oddac do adopcji?

                          ach, ja kocham jak ktos tak ma teorie obcykana, a potem w konfrontacji z zyciem
                          bolesnie sie nacina..
                          chyba, ze planujesz na jednym dziecku poprzestac a twoje doswiadczenia beda
                          absolutnie obowiazujaca prawda absolutna..
                          widac cie jeszcze matkowanie pokory nie nauczylo, ze wszystko jest wzgledne a
                          planowanie co najwyzej pana Boga o czkawke ze smiechu pryprawia

                          > nadal twierdze, że takich domów nie ma, bo nawet jak masz puste
                          > ściany, to dziecko bawiąc się, może z rozpedu uderzyc głową w tą
                          > własnie ścianę.

                          proponuje pokoj z gabka na scianach, bez okien i klamek w drzwiach
                          ja chyba naprawde dziwna matka jestem, skoro guzy, siniaki, krwawiace wargi i
                          zdarte paznokcie wliczam w koszt dziecinstwa i doswiadczania swiata
                          pewnie dlatego kask na rower im zakladam, ale ochraniaczy na wszelkie stawy juz nie
                          • anyx27 Re: Donaczka 07.05.09, 16:40
                            donkaczka napisała:

                            > > nadal twierdze, że takich domów nie ma, bo nawet jak masz puste
                            > > ściany, to dziecko bawiąc się, może z rozpedu uderzyc głową w tą
                            > > własnie ścianę.
                            >
                            > proponuje pokoj z gabka na scianach, bez okien i klamek w drzwiach
                            > ja chyba naprawde dziwna matka jestem, skoro guzy, siniaki,
                            krwawiace wargi i
                            > zdarte paznokcie wliczam w koszt dziecinstwa i doswiadczania swiata
                            > pewnie dlatego kask na rower im zakladam, ale ochraniaczy na
                            wszelkie stawy juz
                            > nie

                            chyba nie zroumialaś? siniaki, guzy są normalne, tylko nie pisz, ze
                            dom może być w 100% bezpieczny. nie może, bo niue możesz
                            przewidzieć, co dziecku przyjdzie do głowy.
                          • anyx27 Re: Donaczka 07.05.09, 16:43
                            donkaczka napisała:

                            > > mnie to nie bawi. jeśli ktoś nie może zapewnić dzieciom opieki,
                            to
                            > > nie powinien się na nie decydować.
                            >
                            > no wyszlo w praniu, ze nie moge, co radzisz? uspic? oddac do
                            adopcji?
                            >
                            > ach, ja kocham jak ktos tak ma teorie obcykana, a potem w
                            konfrontacji z zyciem
                            > bolesnie sie nacina..
                            > chyba, ze planujesz na jednym dziecku poprzestac a twoje
                            doswiadczenia beda
                            > absolutnie obowiazujaca prawda absolutna..
                            > widac cie jeszcze matkowanie pokory nie nauczylo, ze wszystko jest
                            wzgledne a
                            > planowanie co najwyzej pana Boga o czkawke ze smiechu pryprawia

                            jesli nie potrafisz sie zabezpieczyć i przydaza się wpadka, bo
                            rozumiem, ż eo tym mowisz, to robie wszystko, zeby odpowiednia
                            opiekę zapewnić dzieciom (niezaleznie od ilosci). jesli sama nie
                            daje rady, to posze o pomoc - babcie, kolezanke, siostre, dziadka,
                            meza, sasiadke, daje dziecko do zlobka/przedszkola, zatrudniam
                            nianie - jest sporo mozliwosci.
                            • donkaczka Re: Donaczka 07.05.09, 17:36
                              > jesli nie potrafisz sie zabezpieczyć i przydaza się wpadka, bo
                              > rozumiem, ż eo tym mowisz, to robie wszystko, zeby odpowiednia
                              > opiekę zapewnić dzieciom (niezaleznie od ilosci). jesli sama nie
                              > daje rady, to posze o pomoc - babcie, kolezanke, siostre, dziadka,
                              > meza, sasiadke, daje dziecko do zlobka/przedszkola, zatrudniam
                              > nianie - jest sporo mozliwosci.

                              skadze, planowane, nie wiem skad taki pomysl??
                              tylko przy trzecim taka sytuacja wyszla, ze jak mowisz, nie potrafie zapewnic opieki
                              i klepiesz bzdury bez zastanowienia
                              gdzie niby znajde nianie na godzine dziennie? pomijajac ze szukalam przez
                              ogloszenia kogos (babcie, nastolatke, wszystko mi bylo jedno naprawde0 kto by mi
                              z dziecmi rano i w poludnie pol-godziny godzine posiedzial, albo odwozil
                              najstarsza zebym ja zostawala w domu - chetnych brak, bo co to za robota w sumie
                              - zadna niania sie taka pie... nie zajmie
                              zlobkow tu nie ma prawie, opieki na godzine dziennie sie nie zalatwi, rodziny do
                              pomocy nie ma - kanal
                              nic tylko pojsc utopic dziatwe, zeby nie cierpiala.. bo matka taka
                              nieprzewidujaca i slabo zaplanowala

                              wiec te "mozliwosci" to sa takie czysto teoretyczne i z placa wyssane, jak sie
                              je probuje osadzic w realiach, to nagle skucha
                              • anyx27 Re: Donaczka 07.05.09, 17:48
                                donkaczka napisała:

                                > i klepiesz bzdury bez zastanowienia
                                > gdzie niby znajde nianie na godzine dziennie? pomijajac ze
                                szukalam przez
                                > ogloszenia kogos (babcie, nastolatke, wszystko mi bylo jedno
                                naprawde0 kto by m
                                > i
                                > z dziecmi rano i w poludnie pol-godziny godzine posiedzial, albo
                                odwozil
                                > najstarsza zebym ja zostawala w domu - chetnych brak, bo co to za
                                robota w sumi
                                > e
                                > - zadna niania sie taka pie... nie zajmie
                                > zlobkow tu nie ma prawie, opieki na godzine dziennie sie nie
                                zalatwi, rodziny d
                                > o
                                > pomocy nie ma - kanal
                                > nic tylko pojsc utopic dziatwe, zeby nie cierpiala.. bo matka taka
                                > nieprzewidujaca i slabo zaplanowala
                                >
                                > wiec te "mozliwosci" to sa takie czysto teoretyczne i z placa
                                wyssane, jak sie
                                > je probuje osadzic w realiach, to nagle skucha

                                to gdzie ty mieszkasz? na bezludnej wyspie?

                                ja mam fajnych sąsiadów, pod nosem kilka żłobko-przedszkoli (kluby
                                dziecięce - opieka na godzinę), do tego przedszkolanki z
                                przedszkola, do którego chodzi moja córcia przychodzą do nas na
                                godziny, jesli jest taka potrzeba, mam też znajome mamy na osiedlu i
                                wczesniej jak Jula była młodsza i dzieci koleżanek też, to
                                wymieniałysmy sie w opiece - raz zostawałam ja z jej dzieckiem, raz
                                ona z moim. mieliśmy tez nianie, ktora przychodzila 2-4razy w tyg po
                                ok. 2h.
                                • donkaczka Re: Donaczka 07.05.09, 20:52
                                  gdybys czytala watek przed wylaniem oburzenia i udzieleniem swiatlych rad, to
                                  mialabys odpowiedz na czesc pytan

                                  w niemczech mieszkam, zlobkow tu na lekarstwo, cudem znalazlam grupe dla dzieci
                                  2-3 lata przygotowujaca do przedszkola i tam woze najstarsza, 13 kilometrow do
                                  nastepnej wsi

                                  zadnych klubikow na godziny, a przedszkolanki wyskakujace z pracy na godzine? no
                                  nawet w pl to brzmi jak bajka, co dopiero tutaj

                                  generalnie ktos kto sie zajmuje opieka nad dziecmi ma co robic i zajecia pod
                                  tytulem - dwa razy dziennie po godzinie go nie interesuja
                                  no moze mozna miec zaprzyjazniona nastolatke do opieki wieczorami, gdy sie chce
                                  wyskoczyc, ale tak dorywczo w ciagu dnia niania? smiem watpic, czy i w pl to mozliwe
                                  mieszkam w nowym miejscu, sasiedzi sie dopiero wprowadzaja, na dodatek zazwyczaj
                                  pracuja, a ci co nie pracuja i sa w domu z dziecmi o takich samych godzinach
                                  odwoza i odbieraja swoje..
                                  ty oceniasz ciagle ze swojego punktu widzenia i patrzysz to jak na sporadyczny
                                  problem
                                  ciekawe czy tak samo latwo byloby ci ustalic regularna codzienna
                                  godzinna opieke/odbieranie dziecka itp
                  • tijgertje Re: tijgertje 07.05.09, 14:19
                    donkaczka napisała:
                    ale ty chyba, jak ja, w polsce nie mieszkasz? bo wypisz wymaluj
                    opisalas moje
                    > otoczenie..

                    Nie, w Holandiismile U nas nie ma tak jak w Polsce, ze sie dziecko
                    odprowadza i przyprowadza do przedszkola jak sie mamusi podoba,
                    trzeba byc na okreslona godzine, a nie 2 minuty wczesniej czy
                    pozniej i czlowiek chciac nie chcac musi kombinowac, zeby wszystko
                    razem pogodzic.
                    • donkaczka Re: tijgertje 07.05.09, 17:26
                      jak ja, bo ja tez nie mieszkam w pl
                      i znam te wygibasy z dwugodzina przerwa w szkole przedszkolu, kiedy dziecko
                      trzeba zabrac i znow odstawic
                      i nie ja jedna spiace dziecko zostawiam i nikt sie tu nie oburza..
          • hellious Re: odpowiedzi do powyższych pań 07.05.09, 08:33
            phantomka napisała:

            > spia ponad 2 godz. w dzien. Przeciez to sa juz spore
            > dzieci, a nie niemowlaki.
            >
            Moj ma prawie dwa i spi w dzien dwie godziny. Nie wiem co w tym dziwnego.
            • ciociacesia przebijam: 07.05.09, 11:31
              moj ma 22 i tez spi w dzien smile
              22lata tongue_out
              • hellious Re: przebijam: 07.05.09, 11:36
                o widzisz ceskasmile Ja mam 23 i tez bym sie kimnela chetnietongue_out
        • elan-o100 Re: odpowiedzi do powyższych pań 06.05.09, 21:43
          a czy zanosilo Ci sie kiedys dziecko z placzu? Robilo sie sine do nieprzytomnosci?
          po lekturze tego co napisalas to pewnie nawet to nie zrobiloby na Tobie wrazenia, ale dziecko zostawione na pol godziny mooze stracic przytomnosc wasnie z placzu i co wtedy?
          • elan-o100 donkaczka 06.05.09, 21:46
            to bylo oczywiscie do Donkaczki
          • ala_1982 Re: odpowiedzi do powyższych pań 06.05.09, 21:54
            Ne wyobrazam sobie zostawic spiacego dziecka samego w domu. Nie rob
            tak wiecej. Lepiej go obudz,niech pomarudzi,to dla niego
            bezpieczniejsze. Albo tlumacz do skutku corce,ze braciszek musi sie
            wyspac.
        • basiak36 Nerwowa matka? 06.05.09, 21:48

          donkaczka napisała:

          > poltoraroczniak krztuszacy sie slina? wink
          >
          > chyba jestes nerwowa matka

          To ja tez jestem nerwowa matka. Moja coreczka pewnego pieknego dnia zaczela ni
          stad ni z owad wymiotowac. Nie wiadomo jak takie cos by wygladalo gdyby stalo
          sie to podczas samotnej pobudki w lozku.

          Poza tym wydawaloby sie ze historia Madeleine McCann jednak dala ludziom do
          myslenia. A jednak nie. Nadal zostawiaja swoje dzieci same, myslac ze w jakis
          sposob sa takimi szczesciarzami i tak panuja nad sytuacja ze nic sie stac nie
          moze...

          Chyba rzeczywiscie jestem nerwowa matka, ze w ogole mysle o tym co moze sie
          zdarzyc..
      • mika_p Re: odpowiedzi do powyższych pań 06.05.09, 19:22
        daga_j napisała:
        > mika_p - nie wiem w jaki sposób przedkładam własny komfort nad
        > przykrość starszego?

        Och, przecież napisałaś wprost:
        "Moja córka ma już jakieś koleżanki, dobrze się bawi, ale
        ciągle nie pała entuzjazmem na temat przedszkola, czasem mówi, że nie chce
        chodzić
        " - a zaraz potem -
        "Poza tym ja nie mogę jej poświęcić wiele uwagi w godzinach 12-14, bo synek
        wtedy śpi, trzeba być w miarę cicho, ja lubię wówczas się zrelaksować przy
        kawie i forum
        ".

        No i ogólnie nie rozumiem, zwłaszcza w kontekście pierwszego cytatu, o co ci do
        cholery chodzi. Odbierasz córkę 2 godziny później niż by chciala, ale jak by
        miała posiedzieć kwadrans dlużej, to już jest dla niej taka przykrość, że
        zaryzykujesz życie młodszego.

        > czy jest to takie oczywiście niebezpieczne, czy też może równie
        > niebezpieczne jest chodzenie z matką po ulicy? Gdzie też matce
        > może się coś stać i co wtedy z dzieckiem?

        Może policja się tym dzieckiem zajmie, może po ojca dziecka zadzwoni?
        A jak ci półtoraroczniak wyjdzie z łóżka górą, zleci na głowę i sobie ją
        rozbije, przytomność straci? Te 5 minut może być kluczowe dla jego życia. I nie
        pisz, że nigdy nie wyszedł z łóżeczka górą, bo taka umiejętność pojawia się
        znienacka. A jak ci się zamek zatnie, o czym piszesz? To ty będziesz po jednej
        stronie,a potrzebujące pomocy dziecko po drugiej. I tyle.
      • ligiacris Re: odpowiedzi do powyższych pań 07.05.09, 00:39
        Wiem dokladnie co to znaczy placz jednego czy drugiego czy nawet
        trzeciego. . . Bylo nas w domu czworo, mojaj mama pracowala na pelny
        etat, ojciec wyjezdzal za granice. Wiem dokladnie co znaczy miec
        mlodsze rodzenstwo, bo mama na wychowala w taki sposob, ze
        potrafilismy zrozumiec potrzeby mlodszych. Jesli chodzi o
        bezpieczenstwo dzieci trzeba byc bezkompromisowym, jednostronnym a
        czasem dzilac wbrew ich woli. Popracuje lepiej nad rutyna calego
        dnia, jesli wiesz co to znaczy rytuna. pozr.
      • kasia2mama Re: odpowiedzi do powyższych pań 07.05.09, 14:05
        A może spróbuj rano zrobić dzieciom wcześniejszą pobudkę. Jak mały wstanie
        wcześniej to będzie zmęczony szybciej i będziesz mogła go położyć wcześniej. Ja
        tak robię, muszę zaprowadzić córkę na ósmą do przedszkola, mam 9 miesięczną
        dzidzię, którą karmię więc nie mogę wyjść puki jej nie na karmię. Rano wstajemy
        , szykujemy się drzwi do sypialni małej otwieram i sama się budzi. Po kilku
        dniach wejdzie to w nawyk i zaczną wstawać wcześniej.
    • mama-ola Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 06.05.09, 20:26
      daga_j napisała:

      > aktualnie korzystamy już ze spacerówki, to nie jest wózek
      > gdzie można pospać, więc nie ma sensu przyzwyczajać go do takiej
      > opcji. On w ogóle jeździ w wózku i lubi ale nie jak jest
      > rozpłakany i śpiący.

      Nie ma sensu? Akurat to wyjście wydaje Ci się bez sensu, a inne nie?
      Hm. Dziwne.
      Jak nie ta spacerówka, to inna. Nie trzeba kupić, można pożyczyć.
      Moje dziecię korzystało w życiu z... (liczę) 4 wózków, w tym tylko
      1 był nasz, a 3 pożyczone. Bo ludzie chętnie pożyczają, jak już nie
      potrzebują, ja też ten jeden nasz pożyczyłam koleżance.
      Opcja ze spaniem w wózku wydaje mi się najlepsza. No, obiektywna
      oczywiście nie jestem, skoro to był mój pomysł smile
    • asia06 Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 06.05.09, 21:09
      Przeuń małemu drzemkę o pół godziny - godzinę. Odbieraj córkę koło
      13 i już. W drodze powrotnej niech mała się pobawi na placyku, a
      mały niech śpi. Na placu pięciolatka się będzie bawic, a Ty się
      zrelaksujesz. Albo zabierz oboje do domu i tam się zajmujcie sobą.
      Pięcioletniemu dziecku nie trzeba cały czas towarzyszyć przy
      zabawie. A przyjeźń córki na tym tez nie ucierpi.
    • undomestic_goddess Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 06.05.09, 21:36
      Mam troche drobiazgu w domu i raz mi sie zdarzylo zostawic 6-letnie dziecko w
      domu samo na 5 minut, gdy musialam zejsc do stroza na moment.
      Do szkoly mam 20 minut pieszo w obie strony, samochodem z 10, do przedszkola
      jeszcze blizej. Nie mam nikogo do pomocy. Ani rodziny, ani sasiadki. O
      przepraszam, mam kilka kolezanek, ktore sa gotowe odebrac starsze dzieci, gdyby
      mi cos wypadlo. Ale nie korzystam z tej pomocy z powodu snu najmlodszego
      dzieciaka. Nie zostawiam, nie i juz. Chrzanie harmonogram drzemek, ewentualne
      rozdraznienie, a wogole to najmlodsza ukladam spac w spacerowce i tam spi (ma
      poltora roku). Takie zycie, nie ma spania w domu bez opieki i juz. Starsze musze
      odebrac dokladnie o wyznaczonej godzinie i nie ma zmiluj. Udaje sie.
      Donkaczka, ja tez myslalam, ze moj sredni z lozeczka nie wyjdzie sam, jak byl w
      wieku mlodszej, czy nawet wczesniej. Nie zastanawial sie, nie wiem, jak on sie
      podciagnal i na glowke skoczyl. Mialam napisac, ze nie chce Cie straszyc, ale za
      bardzo Cie lubie, zeby Ci napisac, ze masz racje, jak jej nie masz. Nie w tej
      sprawie. 30 minut samochodem - duzo sie moze zdarzyc. To idziemy na noze, bo ja
      uwazam, ze mozna sobie poradzic bez zostawiania samego dziecka, szczegolnie tak
      malego. I nie pisz mi, ze mam latwiej, bo wiekszosc dzieci starsza od Twoich, to
      wciaz drobiazg, ktory do tego marudzi na potege. Mniejsze dzieci tak nie narzekaja.

      W tej kwestii racji nie masz. A pierwszy post potraktowalam jak prowokacje na
      poczatku.
      • donkaczka Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 06.05.09, 23:28
        undo
        racja jak d.upa kazdy ma wlasna smile
        nie musisz sie zgadzac, nie musisz rozumiec, trzeba znac dokladnie konkretny
        przypadek, zeby moc ocenic
        teraz jest latwiej, helenie sie spanie przesuwa, mlody podrasta coraz spokojniej
        znosi wyrywanie go ze snu, przekladanie do fotelika, akurat w porze porannej
        drzemki (dwa razy go musze przekladac) i coraz rzadziej ja zostawiam, ale w
        zimie sie nie dalo

        noworodek, ktory mi zaczynal kwilic i zanosic sie w polowie drogi, plus
        zaplakana helena, wyjaca mi ze zmeczenia, moje buzujace hormony - rozplakalam
        sie z nimi w trakcie jazdy i stwierdzilam, ze pi$#@le, nie tancze, ciagac jej
        spiacej nie bede, bo na slupie cala gromada wyladujemy

        mam w portfelu razem z info o grupie krwi i zgodzie na pobranie organow info o
        dziecku w domu, klucze ma kolezanka ulice obok, maz wie i zdzwaniamy sie przed i
        po, wiec zabezpieczam sytuacje z kazdej strony


        a z lozeczka, naprawde, noł faking wej, nie wyjdzie, naprawde musialaby byc
        kangurem, bo sprawnej trzylatce sie to ledwo udaje, jest duze i wysokie i nie ma
        o co nog zahaczyc, szczebelkow sie nie da wyjac

        z wozkiem nie pojde, bo to 13 kilometrow
        najszczesliwsza bym byla, gdyby ktos zostawalam, ale dalismy ogloszenie w
        styczniu i niestety, choc w desperacji obcemu bym zaufala, zeby sie tak nie szarpac

        zycie nie jest proste, a wybory bywaja trudne
        moze Ty wolisz marudzenie w domu, ja majac miauczacego w niekontrolowany sposob
        niemowlaka, marudnego poltoraorczniaka do kompletu bym nie wyrobila i juz
        a przesuwanie por drzemek, to mrzonka niestety
        • mama_kotula Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 06.05.09, 23:36
          Jasne, twój wybór, wybierasz mniejsze zło.

          Tylko zastanawiam się podle, jak się mają wzniosłe hasełka o dziecku które ma rosnąć na rękach jak to przysłowiowe siano suszone na grabiach do zostawiania śpiącego maleńkiego dziecka samego w domu, bo matka nie jest w stanie znieść marudzenia dwójki. I nie mów mi, że tu związku nie ma <rech, rech>.
          • donkaczka Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 06.05.09, 23:51
            a o co pytasz oprocz durnego rechotu??

            bo co ma piernik?? to albo rybki albo pipki?
            albo patologia lanie dzieci i zostawianie placzacych niebozat zanoszacych sie do
            zasinienia samotnie, albo tulenie, noszenie i 24godzinny nadzor, aby drobinie
            ukochanej wlos z glowy nie spadl??

            sprowadzanie sytuacji do blahego "marudzenia" to niezrozumienie zupelne tematu,
            ale tez nie oczekiwalam zrozumienia, spodziewalam sie oburzenia, pewnie sama bym
            sie kiedys oburzyla, bo tez dzieci nie zostawialam samych
            • mama_kotula Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 06.05.09, 23:54
              O hipokryzję pytam. Li i jedynie.
              • donkaczka Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 07.05.09, 00:03
                a gdziez ja widzisz?
                jako rasowa forumowa hipokryka powinnam sie do linczu przylaczyc przeca, a tu
                takie szczere wyznanie, poczynione z pelna swiadomoscia, GDZIE ja to pisze.. toz
                to zaprzeczenie hipokryzji absolutne

                i podlosc przez ciebie faktycznie przemawia, skoro sadzisz, ze to moja wygoda
                jest podlozem takiego wyboru
                akurat dla dzieci duzo jestem w stanie zniesc, wiec niecelnie strzelasz, nie
                tedy droga
    • ata99 Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 06.05.09, 22:01
      Nie chcę Ci przytruwać, swoje przeżyłaś, ale skoro pytasz co
      sądzimy...Są w życiu rzeczy ważne mniej i bardziej, zastanów się co
      może nieść gorsze konsekwencje: zostawienie 1,5roczniaka samego, czy
      modyfikacja planu dnia. Może porozmawiaj z corą, jak by to widziała
      gdybyś przychodziła po Nią troszkę później. Może dasz radę zabierać
      małego w chuście? Moj ma 2 lata i jeszcze tak go mogę trochę
      ponosić. Na pewno będzie lepiej spal niż w wózku. Godziny snu synka,
      może tu pokombinować, choć z tym ciężko.Może ktoś popilnuje synka
      przez chwilę, ale mały może się obudzić i jeśli nie zna osoby
      dobrze, to będzie płacz.Musisz coś wykombinować, zostawiać chyba już
      nie będziesz co wink. Pozdrawiam
    • mk271 NIE 06.05.09, 23:19
      Nie zostawiac. 1.5 roczne dziecko jeszcze do konca nie wie ze cos mu sie moze
      stać. a nie pomyslalas np ze przyjdzie mu do glowy wspiac się na jakis mebel?? a
      jesli ten sie na niego przewroci??
      Wydaje mi się że pięciolatka moze poczekać te kilkanaście minut dłużej pod
      opieką Pań z przedszkola i nic się jej nie stanie, ale 1.5 roczny maluch sam w
      domu??? sama mam dwoch dwulatkow i domyslam sie czym mogloby grozic zostawienie
      ich samych w domu.
      • eps Re: NIE 07.05.09, 09:04
        ja we wrześniu bedę miała podobną sytuację do autorki wątku.
        3 letni synek bedzie chodził do przedszkola 5 minut drogi od domu, młodszy śpi
        od 12 do 14.
        Jeszcze dużo czasu przede mną ale wybrałam dwa rozwiązania które bede stosowac
        naprzemiennie.
        Czasami wczęsniej wybudze młodszego aby po 14 odebrać starszego a czasami
        odbiorę starszego przed drzemką młodszego.
        Jak wróce to uśpię młodego a starszak bedzie ze mną. Czasami jak bede mieć dużo
        pracy (pracuje w domu) to po prostu usadze starszaka przed TV na potrzebną
        chwilę. Niestety ale ja zrezygnuje (chodź jej nie mam) "chwili relaksu" od 12-14.

        • donkaczka Re: NIE 07.05.09, 09:24
          od wrzesnia to ja bede miala luksusowa sytuacje, bo najstarsza pojdzie do
          przedszkola kolo domu, w zasiegu spaceru
          mlody bedzie mial ponad pol roku
          srednia juz pewnie nie bedzie spala w dzien i pojdzie do przedprzedszkola
          i generalnie bedzie prosciej
          chyba


          odpowiedzi na forum mnie nie zaskoczyly, dosc normalne jest ocenianie przez swoj
          pryzmat, bez dokladnego przeczytania czyjejs wypowiedzi (MOJE dziecko naprawde
          musialoby byc kangurem zeby wyjsc z lozeczka, a jest niska, pulchna mala
          dziewczynka, co do waszych dzieci - nie wiem, nie znam)
          inna sprawa, ze dosc powszechny jest lek przed niewiadomym a groznym, to COS co
          moze sie wydarzyc, a nie dostrzega sie realnych zagrozen - dla mnie na przyklad
          kupowanie fotelikow bez crash testow, czy z ocena 3 i nizej jest niezrozumiale,
          podobnie jak dopuszczenie, by sie dziecko w domu poparzylo - a jednak obie te
          sytuacje maja miejsce dosc czesto sadzac z pobieznej lektury forum

          dzieci maja silny instynkt samozachowawczy, obserwujac ich akrobacje, nawet
          gdyby moje dziecko jednak z tego lozeczka sie wygramolilo, jestem wiecej niz
          pewna, ze zrobilaby to bez wiekszych szkod - widze jak sprytnie kombinuje ze
          stolem, schodami, kanapa, nie sciagam jej i nie asekuruje i naprawde sobie
          potrafi poradzic, tu sie zahaczy, tam zsunie, zamortyzuje miekkim cialkiem i juz
          a zeby jej sie cos stalo w lozeczko, nie musze sie ruszac z domu - odkurzam,
          przemieszczam sie po domu i ogrodzie i nie waruje pod drzwiami nasluchujac
          niepokojacych dzwiekow - moglabym byc 10 metrow dalej i nie zauwazyc, ze cos
          jest niehalo

          mylicie rozsadek i trzezwa ocene zagrozen z beztroska i glupota, a ostroznosc z
          paranoja i nadopiekunczoscia
          nie cieszy mnie moja sytuacja, ale i nie widze realnego, prawdziwego zagrozenia,
          co nie znaczy i tego nie twierdze, ze jest to uniwersalne rozwiazanie dla INNYCH
          matek i INNYCH dzieci, co wam chyba umyka
    • wakacyjna_iguana Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 07.05.09, 09:14
      Ja bym jednak budzila młodzego albo przekładała go do wózka, przykryj kocykiem i
      już - możesz jechać po starszą.
      Mam córkę 3-letnią i jej nie zostawiałam nigdy. Teraz będzie drugie, zobaczymy
      jak sobie będę radzić ale nigdy bym nie zostawiła dziecka samego w domu,
      zwłaszcza że akurat Twój synek się obudziła za pierwszym razem, jakby się
      zorientował że Cię nie ma w domu, to myslę że to zadziała na jego poczucie
      bezpieczeństwa - tak na mój rozum.
      Donkaczka - gratuluję odwagi a jednocześnie nie rozumiem, naprawdę nie boisz
      się??? Ja bym zawału dostała. Pół godziny to długo a poza tym nie wsiadłabym do
      auta na ten czas - bo jakbyś miała nie daj Boże wypadek??? Np. pijany kierowca w
      Ciebie wjedzie a dziecko maleńkie samo w domu. Ja też mam auto ale bym się nie
      ruszyła nim podczas snu córki w domu, na pewno nie.

      https://www.bejbej.nazwa.pl/zasuwaczki/8659.png
      • donkaczka Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 07.05.09, 09:27
        iguana, na logike
        lepsze dziecko w wypadku, czy glodne zasikane i zaplakane w swoim lozeczku
        (zakladam ze tata nieswiadom wroci do domu po 18, male szanse raczej) ?
      • donkaczka Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 07.05.09, 09:29
        aha, tak mam cykora, nigdzie nie pisalam, ze z usmiechem na twarzy i wzruszeniem
        ramion jade
        jesli sie dzieciak nie poklada o 11 i dociaga do 12 to jedziemy razem
        coraz czesciej jej sie to zdarza, bo coraz pozniej wstaje - ostatnio do 10
        ciagnela, starsza do 9 i do zlobka nie pojechalysmy wcale..
    • hellious Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 07.05.09, 09:55
      Ja bym nie zostawila chyba, bo moje dziecie to taki szogun, ze bym sie bala.
      Cholera wie, czy akurat mily sasiad z gory wiercic nie zacznie jak mnie nie
      bedzie, dziec sie obudzi i cos glupiego zrobi. Ostatnio ma same glupie pomysly...
      • anyx27 Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 07.05.09, 10:44
        Jestem przerażona dyskusją w tym wątku. Jak wogóle może komuś
        przyjść do głowy zostawianie samego dziecka w domu. Przez 5 razy
        może nic się nie stanie, ale nigdy nie przewidzisz, co się wydarzy.
        może juz za szóstym razem stanie się nieszczęście. Dzieci są bardzo
        pomysłowe, pisanie, że dom jest "bezpieczny" i nic się nie stanie,
        to najbardziej bezmyślna rzecz, jaką ostatnio słyszałam sad ostatnio
        córka koleżanki pootwierała wszystkie szuflady w komodzie, coi
        spowodowało przeciążenie komody, która poleciała w przód prosto na
        dziewczynkę. Naprawdę możliwości jest wiele, od wypicia chemikaliów,
        przez spadnięcie z mebli, poparzenie, przygodę z prądem,
        przygniecenie meblami, telewizorem, na zwykłym strachu kończąc.
        dziecko, które się obudzi i zobaczy, ze jest samo, może mieć później
        problemy emocjonalne i to bardzo poważne. Dzieci mają taką
        wyobraźnie i pomysły, że lepiej nie ryzykować. Nie mówiąc o tym, że
        może się coś nam stać (wypadek, zasłabniecie) i co wtedy? a jak
        wybuchnie pożar? ja wiem, że takie ekstremalne sytuacje zdarzają się
        rzadko, ale się zdarzają! dla mnie ryzykowanie życiem własnego
        dziecka jest niedopuszczalne.

        a co to w ogóle za teksty, że mamy jedynaków nie wiedzą, o czym
        mówią? a dlaczego niby? dlatego, że są bardziej odpowiedzialne i nie
        jak nie mogą zapewnić opieki dzieciom, to nie robią sobie dziecka za
        dzieckiem? jesli tak, to nie ma o czym dyskutować... Argument, że w
        wrodzinach wielodzietnych dzieci zajmuja się dziećmi albo dzieci
        czesto zostaja same, jak trzeba odebrać drugie ze szkoły, jest dla
        mnie żałosny. Rozumiem, że chodzi o to, że nawet jak jednemu coś sie
        stanie, to nie będzie takiej straty, bo zawsze zostanie jeszcze
        dwójka, trójka, czy piątka innych dzieci. Tak wynika z niektórych
        odpowiedzi.

        Zostawianie tak małego dziecka jest niezgodne z prawem i za takie
        coś ogranicza się prawa rodzicielskie. Słusznie zresztą.


        Czy naprawdę tak trudno przesunąć drzemkę dziecka o 30min, a
        starszemu wytłumaczyć, w czym rzecz i wynagradzać dłuższe
        (30minut) siedzenie w przedszkolu?


        • eps Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 07.05.09, 11:32
          A jednak nie mogłam sobie darować komentarza (#%$^%%$%#$%)
          anyx27 napisała:

          > Jestem przerażona dyskusją w tym wątku.

          przerażenie to dobra oznaka smile

          Jak wogóle może komuś
          > przyjść do głowy zostawianie samego dziecka w domu.
          Mi czasami przechodzi.

          Przez 5 razy może nic się nie stanie, ale nigdy nie przewidzisz, co się wydarzy.

          Tu masz rację. chociaż ja wychodze z założenia, że jak ma sie stać coś złego to
          nic nie poradze. mojej koleżance dziecko sie zadławiło i umarło na rękach.
          Niektórzy jak juz wczęsniej pisalam mają domy jak "twierdze". Ja np. mam
          wszędzie 3-4 stopniowe bramki, meble przykręcone do ścian, w oknach klamki z
          zabezpieczeniem, odcięcie gazu, blokady na kontakty, nianię elektroniczną,
          blokady na szafkach i szufladach itd.

          > może się coś nam stać (wypadek, zasłabniecie) i co wtedy? a jak
          > wybuchnie pożar? ja wiem, że takie ekstremalne sytuacje zdarzają się
          > rzadko, ale się zdarzają! dla mnie ryzykowanie życiem własnego
          > dziecka jest niedopuszczalne.

          Bez przesady! Co prawda ja nie zostawiałabym dzieciaka na więcje niż 10 minut
          (czasami gotuje obiad i sami sie sobią zajmują) ale nie można oceniać innych po
          5 wątkach na forum. Ja jestem daleka od oceniania bo juz nie raz zdarzało mi sie
          że musiałam odszczekać swoje idealistyczne poglądy na świat i wychowanie dzieci.


          > a co to w ogóle za teksty, że mamy jedynaków nie wiedzą, o czym
          > mówią? a dlaczego niby? dlatego, że są bardziej odpowiedzialne i nie
          > jak nie mogą zapewnić opieki dzieciom, to nie robią sobie dziecka za
          > dzieckiem?

          Bez komentarza to zostawie bo mi cukier skoczył.


          jesli tak, to nie ma o czym dyskutować... Argument, że w
          > wrodzinach wielodzietnych dzieci zajmuja się dziećmi albo dzieci
          > czesto zostaja same, jak trzeba odebrać drugie ze szkoły, jest dla
          > mnie żałosny. Rozumiem, że chodzi o to, że nawet jak jednemu coś sie
          > stanie, to nie będzie takiej straty, bo zawsze zostanie jeszcze
          > dwójka, trójka, czy piątka innych dzieci. Tak wynika z niektórych
          > odpowiedzi.

          No widzisz jak prosto było wink
          jak Ty stracisz jedynaka to tracisz 100% a ja tylko np. 33,33 % wink


          >
          > Zostawianie tak małego dziecka jest niezgodne z prawem i za takie
          > coś ogranicza się prawa rodzicielskie. Słusznie zresztą.

          Jak wczesniej pisałam nie zrobiłabym tak jak Donkaczka, ale czy jak wychodze do
          ogrodu na 15 minut, a synek bawi sie sam w domu to powinnam sie zgłosić na policje?


          > Czy naprawdę tak trudno przesunąć drzemkę dziecka o 30min, a
          > starszemu wytłumaczyć, w czym rzecz i wynagradzać dłuższe
          > (30minut) siedzenie w przedszkolu?

          Jasne, srutu tutu, przesunąć drzemke. Na później to moze i sie uda o 30 minut
          ale wcześniej to żadna siła nie położy mojego syna.
          Przesiadywanie starszego dziecka w przedszkolu tylko dlatego że młodsze śpi
          wcale nie jest tak proste do wytłumaczenia. Jeśli sytuacja zdarza sie
          sporadycznie to ok ale jesli to 3 na 5 przypadków to juz gorzej.
          Ja na miejscu autorki wątku zrezygnowałabym ze swojego relaksu i forumowania i
          odebrała dziecko wcześniej z przedszkola i juz.




        • donkaczka Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 07.05.09, 12:22
          eps, a ja sie usmialam, serio smile czegos tak durnego jak uwaga o "robieniu sobie
          dzieci" dawno nie przeczytalam..


          otoz, droga oburzona matko, to jak ty mozesz miec dziecko majac tyle
          potencjalnych niebezpieczenstw w domu? siku czy kupe przeciez chyba robisz? czy
          trzymasz do drzemki dziecka? a jak sie zachlysnie slina gdy usiadziesz na
          kibelku? czy moze zainwestowalas w trosce o dziecko w pampersy dla doroslych?

          otoz mozna miec bezpieczny dom, bo moje dzieci spia na pietrze i to pietro jest
          ich, ekstremalnie wrecz zabezpieczone
          nie ma:
          komod z szufladami
          wywrotnych mebli - regaly sa zamocowane do scian
          chemikaliow
          nie ma sie czym poparzyc
          gniazdka sa zabezpieczone
          klamki w oknach z kluczem, nie otworza
          (tiwi w ogole nie mamy)
          bramki na schodach sa nieforsowalne i wspiac sie na co by nie mialy zeby je sfrsowac
          jedyne szkody mozliwe to wybebeszona szafa z ubraniami, ksiazkami i ogolne
          burdello, jakie sie da w kilkanascie minut bez nadzoru zrobic
          a moim dzieciom to jakos do glowy nie przychodzi, choc bawia sie godzine czy
          dwie bez moich interwencji

          ja jestem przerazona nadopiekunczoscia jaka prezentujecie, ja nie postrzegam
          moich dzieci w kategoriach bezrozumnego zwierzatka, co tylko patrzy jak sobie
          kark skrecic.. a od zapobiegania wypadkom jestem ja, w zyciu bym chybotliwej
          komody nie zostawila niezamocowanej do sciany.. to sie nie dziwie ze taka
          nerwice macie
          • eps chyba w nerwach źle przeczytałaś mojego posta ;) 07.05.09, 16:32
            Ja oburzona? toż to ja po Twej stronie kobieto jestem, ale robie 5 rzeczy na raz
            i jakoś tak źle mi sie zacytowało inną mądrą matulę.
            • donkaczka Re: chyba w nerwach źle przeczytałaś mojego posta 07.05.09, 17:27
              eps, dobrze przeczytalam smile na ciebie nie jestem, parafrazowalam to ze ci cukier
              skoczyl, ale moze zle posta podpielam, zawsze mam z tym problem smile
    • lila1974 Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 07.05.09, 11:24
      Twój synek jest tak mały, że kompletnie nie zdaje sobie sprawy z
      konsekwencji własnych poczynań a jednoczesnie tak duży, że sporo już
      może zrobić. Dlatego nie, w tym wieku nie zostawiałabym na czas
      pójścia do przedszkola.

      Nie bardzo rozumiem również ... pustka koło Ciebie ... sami w bloku
      mieszkacie? Jakoś trudno mi uwierzyć.

      Albo proszę sąsiadkę (bodaj z 10 piętra) czy zechciałaby na te 5-10
      min zejść do mojego mieszkania.

      Albo umawiam się z córką w przedszkolu, że dziś odbiorę ją po
      obiadku, następnego dnia, że odbiorę ją dopiero na sam koniec. I idę
      z małym tuż PRZED jego zaśnięciem lub tuż PO przebudzeniu.

      Albo pytam przedszkolankę, czy jest jakaś mama, któa odbiera swoje
      dziecko np o 14:00 i dogaduję się z nią, że odbierając swoje,
      odbierze i moje.
    • hellious Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 07.05.09, 11:29
      Jakos najbardziej mnie przeraza wizja tego, ze mlody chce cos siegnac z wysokiej
      polki, zaczyna sie wspinac na regal a ten go przygniata... Jeden odcinek
      "gotowych na wszystko" a caly czas mam to przed oczami... Zanim malzon nie
      przykreci szaf do scian, laze za mlodym krok w krok.
      • ciociacesia mam to samo 07.05.09, 11:52
        działał na wyobraznie ten odcinek, chociaz ogolnie serial osiagnąl wtedy
        zamotanie fabuły na poziomie brazylijskiej telenoweli
      • donkaczka Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 07.05.09, 12:26
        wiertarka, katownik albo dwa na regal, kolki 8, kwadrans i po stresie

        pacz pani, ja nie ogladalam, a i tak kazdy regal zamocowalam
        tylko szafy w korytarzyku nie, ale ona sie nie ma gdzie przewrocic, no i ja bym
        jej nie gibnela, co dopiero dzieci..
        • hellious Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 07.05.09, 12:41
          Aktualnie jestem w posiadaniu mebli, ktore ruszoe wiertarka rozleca sie
          zwyczajnie, wiec szukam inneg sposobu na zamocowanie.
          • donkaczka Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 07.05.09, 12:51
            katowniki do mebli mozesz przykleic, sa dobre i mocne kleje na rynku, nie w
            kazdym da sie kolek zamocowac
      • kanga_roo Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 07.05.09, 12:58
        właśnie, zostawianie dziecka bez opieki w domu jest złe z definicji,
        co do tego wszyscy się zgadzamy (nawet, jeśli czasem zostawiamy).
        ale mnie parę razy zdarzyło się zostawić dziecko bez opieki,
        ponieważ przysnęłam (szósta rano to nie jest moja ulubiona pora, a
        dzieć tak się budził). nie wiem, czy nie było to gorsze, niż
        sporadyczne zostawianie go śpiącego, żeby wyjść z psem na siku.
        a już zostawianie trzylatka z niemowlęciem nawet na chwilę to wogóle
        hardcore, a czasem trzeba udać się do łazienki w trybie pilnym smile
        • hellious Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 07.05.09, 13:23
          noo... ja tak dzis przysnelam, bo moj mlody wstal o 5... Jak otworzylam oczy,
          zobaczylam mlodego z broda Mikolaja wykonana z kremu bambino ;P
    • cas_sie Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 07.05.09, 13:47
      NIe rób tego wiecej! Mam podobną sytuację Córka 3 latka w przedszkolu i
      dwuletnia w domu. Tez śpioch i zwykle musze ją budzić że by wyjść po starszą,
      nigdy bym nie zostawiła jej samej ... dobrze , że twój synek nie zdażył się na
      dobre przestraszyc ...Poza tym zostawienie dziecka samego bez opieki ma swój
      paragraf KK i jest karane a gdyby coś się stało gdy cię nie ma... nie
      darowałabyś sobie nigdy.
    • beatazet Re: Zostawiać czy nie zostawiać? 07.05.09, 19:43
      Powiem krótko. Nie zostawiłabym. Mam dwoje dzieci. Przedszkolaka i niemowlaka.
      Do przedszkola 10 minut. Różnie bywało, ale nie zostawiłabym. Nosiłam dziecko na
      rękach jadąc wózkiem ( bo czasem też nie chce leżeć po przebudzeniu),
      przekładałam śpiące, wychodziłam wcześniej na dwór aby się wyspało, nosiłam w
      chuście. Różnie.
    • daga_j odp. do eps, donkaczka, tijgertje 07.05.09, 22:14
      eps - zostawiasz śpiące dziecko podczas gdy jesteś w swoim ogrodzie - to jak
      przedłużenie domu, więc tu zupełnie Cię "rozgrzeszam", a może nawet masz
      elektroniczną nianię i możesz słyszeć czy się dziecko obudziło - to inna
      sytuacja smile

      donkaczka - nie wiem czy jestem nerwowa, staram się mieć wyobraźnię. Na co dzień
      nie spodziewam się zakrztuszenia śliną, ale akurat synek ma katar, więc wszystko
      możliwe, a przypadki które opisujesz o swoich dzieciach to ojej - sporo tego!
      Mój tak naprawdę porządnie krztusił się raz gdy ugryzł od siostry jajko z
      niespodzianką jeszce w sreberku i to mu utknęło, łzy w oczach, próba
      wykrztuszenia - byłam przerażona, ale do zasinienia nie doszło, poradził sobie,
      także nie wiem co na Twoim miejscu bym czuła w tych przypadkach jak miałaś - a
      raczej wiem - byłabym chyba coraz bardziej ostrożna.. "straszak mojej wyobraźni"
      - jest coś takiego potrzebne by właśnie beztrosko nie narażać dzieci na jakieś
      niebezpieczeństwa, nawet bardzo ewentualne. Z kolejnego Twojego postu wnioskuję,
      że jesteś "odważną" matką, która na wiele pozwala dzieciom - może to i dobrze,
      ale ja akurat taka nie jestem. Nie jestem jednak maniaczką zabezpieczeń, osłonki
      na rogi stołów trzymały się parę dni i tyle po nich było, szuflady są możliwe do
      otworzenia itp. ale masz rację - znam moje dzieci i wiem czym mogą się
      zainteresować. O złamanie ręki czy nogi tak nie boję się - trudno, ale o
      skręcenie karku... dwa razy synek spadł z łóżka starszej siostry, o tak sturlał
      się bo mu się łóżko skończyło, było głośne bach i już, ale mogło się gorzej
      skończyć chyba? Wolę w takich sytuacjach móc od razu wezwać pogotowie a nie
      przybyć do domu po kilkunastu minutach i zastać tego typu scenę.. Dalej czytam
      wątek.. Masz rację w sporze z anyx27, że jak się ma kilkoro dzieci to już nie
      tak łatwo wszystkim 100% uwagi poświęcić, i bardzo dużo rodzeństw w świecie tak
      się wychowywało i żyją. Ty starasz się jak możesz, wiem jak to trudne bywa całe
      dnie samej z dziećmi i wszystko zaplanować, nikt mi nie posiedzi z dzieckiem pół
      godzinki, bym mogła coś załatwić co z dziećmi zajmuje mi 1,5 godz. Ale czy
      rozważałaś właśnie nie zaprowadzanie najstarszej (a młodej przecież jeszcze)
      córki do przedszkola? Niby więcej roboty w domu cały czas ze wszystkimi, ale za
      to oszczędzasz czas na tych dojazdach.. no i nie przynosi chorób do domu
      najstarsza. A nie wiadomo czy za rok powtórzy się sytuacja jak średnia pójdzie
      do przedszkola bo najmłodsza może mieć inne pory drzemki, nie takie kolidujące..?

      tijgertje (ale masz trudny nick do przepisania wink - dzięki za poparcie w
      sprawie spania w spacerówce. Hej, właśnie sobie uświadomiłam, że moje
      przedszkole jest tak blisko, że też mając elektr. nianię mogłabym słyszeć
      sytuację w mieszkaniu! Ale w sumie to żadna różnica, bo i tak powrót do
      płaczącego dziecka (lub innych przerażających odgłosów) zająłby mi tyle co
      planowany czas odbioru córki.. Co do dalszej wypowiedzi - widzę, że mnie
      rozumiesz, to miłe. Na szczęście - powtarzam - to nie jest sytuacja codzienna,
      czasem synek zdąży się wyspać do tej 14:15 około. No właśnie, to tylko 5 minut,
      muszę mieć przy sobie karteczkę z informacją jakby co, że synek jest w domu ale
      nie wiem czy jeszcze będę go zostawiać. Bo ja mam małe mieszkanie i na co dzień
      nie muszę 5 minut biec po korytarzach do niego wink
      • donkaczka Re: odp. do eps, donkaczka, tijgertje 07.05.09, 23:15
        nie moge nie wozic malej, ona tego potrzebuje ze wzgledu na kontakt z dziecmi i
        na jezyk
        od wrzesnia idzie do regularnego przedszkola, a to juz bardzo gleboka woda bez
        przygotowania

        choroby? a nie choruja odpukac, katary tylko miewaja
        anyway, watek sie rozkrecil, zawsze to okazja poznac inne poglady wink
    • daga_j odp. do semi-dolce, kasia2mama, lila1974, beatazet 07.05.09, 22:15
      semi-dolce - staram się właśnie tak robić, żeby położyć go spać o 11:30 to do 14
      powinien się wyspać, i jak obudzi się rano o 6 to jest taka szansa, ale jak
      pośpi do 7 a różnie to bywa to nie jest senny po 11 zaraz.

      kasia2mama - tak jak synek wstaje o 6 (sam się budzi, ja o tej porze jestem
      jeszcze bardzo senna) to udaje mi się go uśpić przed 12, jak śpi do 7 to już
      trudniej.

      lila1974 - dzięki za konkretne rady. część z nich wprowadzę w życie (zresztą
      dotychczas tak bywało, albo budziłam synka i szłam po córkę, tłumacząc jej, że
      jestem o tej porze bo mały spał) Nie wiem co by pomyślał mój synek gdyby obudził
      się i zobaczył obcą (jakiejś sąsiadki) twarz, też trauma! wink

      beatazet - no właśnie robiłam tak samo, a ten jeden raz miałam pomysł
      zostawienia hm Desperacja? smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka