Dodaj do ulubionych

Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak?

22.06.09, 19:05
Zaintrygowała mnie kaixa swoim nowym, jak dla mnie, pomysłem wychowywania
dziecka BEZ kar i nagród. Czy rzeczywiście da się tak wychować dziecko? Bez
pochwały za dobrze wykonaną pracę/polecenie? Bez nagany, gdy dziecko piętnasty
raz sięga do kontaktu lub wybiega na ulicę?
Co zamiast kar i nagród?
Obserwuj wątek
    • krwawakornelia czyli jak? 22.06.09, 19:21
      normalnie
      • zebra12 Normalnie? A coś więcej? 22.06.09, 19:31
        Kaixa też napisała enigmatycznie, bez żadnych przykładów. Interesuje mnie na
        czym polega ta metoda. Bo słowo normalnie, nic mi nie mówi.
    • tusia-mama-jasia Re: Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak? 22.06.09, 20:34
      Nie wiem, co i gdzie zostalo napisane - ale ja kary i nagrody
      rozumiem jako cos "namacalnego" /nagrody rzeczowe, kary cielesne
      itp./- i w tym ujęciu też ich nie stosuję. Słowne pochwały i
      upomnienia oczywiscie tak, nie da sie przeciez bez tego.
      • zebra12 Ale to też są nagrody i kary. 22.06.09, 21:00
        Nawet w pracy, w szkole udziela się pochwały, czasem na piśmie, czasem ustnej.
        To jest nagroda! W przeciwieństwie do nagany, która jest karą. Nie rozumiem więc
        wychowania bez chociaż takich metod.
        • naomi19 Re: Ale to też są nagrody i kary. 22.06.09, 21:37
          Nie sądzę, żeby ktos wytłumaczył Ci to w kilku słowach, nie da się.
          Przeczytaj Wychowanie bez Porażek, książka kosztuje kilkanascie zł ,
          naqwet jak się nie zasrosujesz do rad, to można sie kilku rzeczy
          dowiedzieć.
          • anyx27 Re: Ale to też są nagrody i kary. 22.06.09, 22:00
            nie da się wychować dziecka bez kar i nagród. nie am takiej opcji. i
            nie mowimy o nagrodach rzeczowych, ale chocby o motywacji,
            naganie/pochwale slownej. jak mozna nie pochwalic dziecka, ze cos
            dobrze/szybko/chetnie zrobilo, albo skarcic słowem, gdy zrobiło coś
            nie tak. no hyba, ze ktoś nie odzywa sie do dziecka wcale, albo z
            nim nie rozmawia, tylko wydaje polecenia.
          • batutka Re: Ale to też są nagrody i kary. 22.06.09, 22:41
            naomi19 napisała:

            > Nie sądzę, żeby ktos wytłumaczył Ci to w kilku słowach, nie da się.
            > Przeczytaj Wychowanie bez Porażek, książka kosztuje kilkanascie zł ,
            > naqwet jak się nie zasrosujesz do rad, to można sie kilku rzeczy
            > dowiedzieć.

            w wychowaniu bez porazek nie mowi sie o karze, a o konsekwencji jakiegos
            zachowania (np. zepsules zabawke koledze, nie dostajesz kary np. nie ogladajac
            tv, nie jedzac slodyczy itp., tylko oddajesz swoja zabawke poszkodowanemu
            koledze, itp.), natomiast jesli chodzi o nagrody, to wlasnie pochwaly,
            wzmacnianie dobrych zachowan sa jak najbardziej pozadane

            dodam, ze dziecko dostajac kare (bez odczucia konsekwencji wlasnego zachowania),
            nie czuje, ze zrobilo cos zlego, czuje tylko, ze jest poszkodowane, natomiast
            jesli w nastapi konsekwencja jego zlego zachowania (przyklad powyzej) dziecko
            zastanawia sie nad tym, co zrobilo, wie, ze nie warto robic glupich rzeczy, bo
            za to trzeba odpowiadac (uczy sie wiec odpowiedzialnosci za swoje zachowania)
            • mondovi Re: Ale to też są nagrody i kary. 22.06.09, 22:52
              "w wychowaniu bez porazek nie mowi sie o karze, a o konsekwencji jakiegos
              zachowania (np. zepsules zabawke koledze, nie dostajesz kary np. nie ogladajac
              tv, nie jedzac slodyczy itp., tylko oddajesz swoja zabawke poszkodowanemu
              koledze, itp.)"

              ale no właśnie "itp". a co jeśli dziecko bije, wybiega na ulicę?
              • batutka Re: Ale to też są nagrody i kary. 22.06.09, 23:07
                mondovi napisała:

                > ale no właśnie "itp". a co jeśli dziecko bije, wybiega na ulicę?

                dobre pytanie, bo wlasnie wedlug mnie czesto miedzy kara, a konsekwencja
                wlasnego zachowania jest cienka granica
                jesli dziecko bije inne dzieci, najpierw rozmowa, rozmowa, rozmowa - jesli
                absolutnie to nie pomaga, to znow pogadanka z dzieckiem i dochodzi konsekwencja:
                biles inne dzieci, nie mozemy wiec pojsc dzis na plac zabaw, poniewaz boje sie,
                ze znow bedziesz bil, a nikogo bic nie mozna, bo to boli, nikomu nie pozwole
                uderzyc Ciebie, a Tobie tez nie pozwole bic innych - tak wiec dzis pojdziemy na
                spacer sami, tylko ty i mama, a jutro znow pojdziemy na plac zabaw i jesli
                bedziesz sie ladnie bawil, nie bedziesz bil dzieci, to bedziemy znow mogli
                chodzic na plac zabaw, przeciez zabawa z innymi jest fajniejsza niz zabawa w
                pojedynke...
                i takie tam wink
                no niby kara jakas jest, bo dziecko nie ma kontaktu z innymi, ale wedlug
                wychowania bez porazek, to wlasnie jest konsekwencja wlasnego zachowania, ktora
                uczy dziecka ponoszenia odpowiedzialnosci za wlasne zachowanie
                pewnie w zyciu nie jest tak latwo jak w teorii, ale sporobowac mozna smile
                • mondovi Re: Ale to też są nagrody i kary. 22.06.09, 23:20
                  fakt, jest to konsekwencja, a nie kara, ale co na przykład z wybieganiem na
                  ulicę. konsekwencja: niewychodzenie z domu nie do zrealizowania. albo z innymi
                  sytuacjami, w których przewinienia nie można przełożyć bezpośrednio na
                  konsekwencje? co z małymi dziećmi, które pogadanek jeszcze nie rozumieją?
                  • tijgertje Re: Ale to też są nagrody i kary. 23.06.09, 09:48
                    mondovi napisała:
                    ale co na przykład z wybieganiem na
                    > ulicę. konsekwencja: niewychodzenie z domu nie do zrealizowania.
                    albo z innymi
                    > sytuacjami, w których przewinienia nie można przełożyć
                    bezpośrednio na
                    > konsekwencje? co z małymi dziećmi, które pogadanek jeszcze nie
                    rozumieją?

                    Wyobraz sobie taka sytuacje:
                    1.idziesz z dzieckiem, nagle ono wybiega na ulice, ty wsciekla
                    bierzesz go mocno za nadgarstek i oznajmiasz, ze jest to kara za
                    wybiegniecie na ulice.
                    2. Idziesz z dzieckiem na spacer, mowisz, ze moze isc kolo ciebie,
                    ale jesli sie oddali, to bedziesz go trzymac za reke. Maluch wybiega
                    na ulice, ty schodzac do wysokosci dziecka przypominasz o umowie,
                    mowiesz, ze skoro nie sluchalo, to teraz musisz je terzymac za reke
                    (nie chcesz, ale nie masz innego wyjscia, bo nie dotrzymalo umowy).
                    Za chwile, jak idzie spokojnie, mozesz puscic reke, przypomniec
                    umowe i sprobowac jeszcze raz.
                    Widzisz roznice? Dziecko, nawet maledosc szybko potrafi zalapac
                    zaleznosci miedzy sytuacjami. W pierwszym przypadku dziala
                    impulsywnie i nie wie, co sie moze stac, mama moze dac w tylek,
                    przytrzymac za reke, wsadzic do wozka, nawrzeszczec albo odniesc do
                    domu, albo co gorsza zlamac umowe kupienia lodow, obiecanych 2 dni
                    wczesniej. W drugim przypadku maluch wie dokladnie, czego sie moze
                    spodziewac i sam dokonuje wyboru. Jesli odchodzi, mama przypomni o
                    umowie, jesli dziecko bedzie mialo to gdzies i zdecyduje dalej
                    odejsc, bedzie musialo poniesc z gory zapowiedziane konsekwencje.
                    Roznica wydaje sie niewielka, to samo zachowanie PO fakcie moze byc
                    kara, ktore dziecko uzna za najwieksza niesprawiedliwosc na swiecie,
                    albo konsekwencja, ktora przyjmie spokojniej i wyciagnie wnioski na
                    przyszlosc.
                    Nawet zwierzaki mozna nauczyc zaleznosci miedzy pewnymi
                    zachowaniami, a co dopiero dzieckowink nawet polroczny maluch jest w
                    stanie WYMUSZAC pewne zachowania placzem (noszenie na rekach) i
                    nawet takiemu maluchowi mozna juz wpajac pewne zasady (wiem, ze byc
                    chcial, ale mamusia musi najpierw to skonbczyc, wtedy cie wezme na
                    rece), dziecko ma prawo protestowac i plakac, ale nie znaczy to,z e
                    od razu mu sie straszna krzywda dzieje. Matka, ktora zna swoje
                    niemowle bedzie wiedziec, na jaki placz musi zareagowac natychmiast,
                    a jaki jest proba zwrocenia na siebie uwagi chocby z nudow, w drugim
                    wypadku wystarczy czasem pokazac, ze sie jest, pogadac, podac jakas
                    zabawke i to wystarczy, nie trzeba od razu brac na rece.
                    • mondovi Re: Ale to też są nagrody i kary. 23.06.09, 11:12
                      widzę rożnicę smile wychodzi na to, że nieświadomie to stosowałam. ale i tak mi się
                      wydaje, że są przypadki, z których bardzo trudno wyprowadzić bezpośrednią
                      konsekwencję postępku dziecka, a nie karę.
        • shemire28 Re: Ale to też są nagrody i kary. 11.08.09, 15:48
          nauką dla dziecka co dobre a co złe nie musi byc jedynie karanie
          jego samego...a obserwacja z boku jak daje sie naganę jego
          rówieśnikowi np.
    • an52 Re: Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak? 22.06.09, 22:05
      Nie znam tej metody, nie czytałam a w wychowaniu kieruje się zdrowym
      rozsądkiem i nieźle mi to idzie.
      • krwawakornelia normalnie znaczy normalnie 22.06.09, 22:22
        kara - nagroda to zadna metoda, nawet psa nia nie wychowalam.
        • slonko1335 Re: normalnie znaczy normalnie 22.06.09, 22:25
          Hm..ja taka nieobyta, kto to Kaixa? Zebra uświadom koleżankę bo wzbudziłaś moją
          ciekawość to popatrzę o co chodzi...
    • ga-ti Re: Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak? 22.06.09, 22:29
      Nie słyszałam o takiej "metodzie". Ale według mnie to niemożliwe (no chyba, że się do dziecka nie odzywa i w dodatku jest się sparaliżowanym...) Nagrodą jest nie tylko coś materialnego (zabawka, cukierek), ale też dobre słowo, dotyk (pogłaskanie, przytulenie, przybicie piątki, bicie brawo, położenie ręki na ramieniu), kiwnięcie głową, spojrzenie, poświęcenie uwagi, zainteresowanie dzieckiem i jego "pracą" i pewnie jeszcze można podac wiele podobnych przykładów.
      A kara, no cóż już brak nagrody (rozumianej jak wyżej) moze byc karą.

      A poza tym nie pojmuję, jak można swojego dziecka nie pochwalic, nie przytulic, jak można tak życ?
    • jakw Re: Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak? 22.06.09, 22:37
      Mówimy bezbarwnym głosem: "Kochanie, nie wybiegaj na ulicę, bo cię
      samochód przejedzie".
      • lambert77 eeeee tam 23.06.09, 07:58
        puszczamy mu film instruktażowy o wypadkach drogowych smile
    • lambert77 Re: Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak? 23.06.09, 07:53
      myślę, że jej się na razie wydaje że nie nagradza dziecka za dobre zachowanie.
      Nie potrafię uwierzyć, że nie pochwali dziecka kiedy te jej pokaże jak bardzo
      się stara.
      • kaixa Re: Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak? 23.06.09, 10:20
        To chyba znowu bylo o mnie... wink

        Oczywiscie, nie jestem idealna - wszyscy jestesmy tylko ludzmi i tak naprawde
        nasze metody nigdy nie sa "czyste", zawsze zawieraja jakies domieszki - i na
        pewno w jakis sposob, werbalnie czy niewerbalnie, wyrazam swoja aprobate lub
        dezaprobate dla danego zachowania. Niemniej jednak staram sie nie chwalic zbyt
        czesto, a to z tego powodu, ze dziecko powinno w sposob naturalny dobrze sie
        zachowywac, bo tak po prostu trzeba. Zachowanie prospoleczne, podpatrzone u
        rodzicow i otoczenia, powinno byc czyms oczywistym, co nie wymaga rekompensaty w
        postaci roztkliwiania sie czy, co gorsza, cukierka. Natomiast nadmierne
        chwalenie czy nagradzanie sprawia, ze zachowanie, ktore powinno byc oczywiste,
        staje sie czyms wyjatkowym, czego nie robi sie w sposob naturalny i co w dodatku
        da sie przehandlowac. Trzeba wiedziec, ze dziecko uczy sie zycia w
        spoleczenstwie glownie dzieki nasladowaniu zachowania osob, do ktorych jest
        przywiazane, czyli na poczatku rodzicow, pozniej rowniez pan w przedszkolu czy w
        szkole (ach, ile by sie swojego czasu zrobilo dla takiej pani... pamietacie
        jeszcze? Byla alfa i omega i czlowiek tak bardzo chcial sie jej
        przypodobac...!), w koncu grup rowiesniczych. Kazde dziecko chce sie upodobnic
        do osob, ktore kocha. To dlatego moje dwuipolletnie dziecko miedzy innymi
        posluguje sie slowami "dziekuje", "przepraszam" (glownie gdy chce przejsc - zeby
        ktos sobie zaraz nie pomyslal, ze jednak duzo psoci wink), "prosze", bo widzi
        takie zachowania u nas, a nie dlatego, ze jej to wpajalismy lopatologicznie (jak
        to sie czesto slyszy rodzicow upominajacych dziecko: "No, Jasiu, co sie teraz
        mowi?? Dziekuje!").
        Podobnie jest z karami. Kary pozbawione zwiazku z przewina uwazam za zupelnie
        bezsensowne, przy czym kary cielesne (wlaczajac w to klapsa) to w ogole
        niedopuszczalna skrajnosc, ktora uczy dziecko jedynie tego, ze jest odrzucone
        przez najblizsze osoby. Natomiast jestem sklonna zaakceptowac "kary" polegajace
        na ponoszeniu konsekwencji, gdyz sa one niejako naturalne i, gdy towarzyszy im
        wytlumaczenie dziecku o co chodzi, nie zostawiaja zalu czy niesmaku u zadnej ze
        stron. Niemniej jednak od ukarania, nawet poprzez wyciagniecie konsekwencji,
        znacznie wazniejsze jest zrozumienie zachowania dziecka, bowiem zle zachowanie
        zazwyczaj jest tylko objawem niedostosowania dziecka do otoczenia i vice versa.
        Remo Largo okresla to zjawisko mianem "misfit". I wlasnie uchwycenie istoty
        niedostosowania (np. dziecko potrzebuje wiecej czulosci, niz mu zapewniamy czy
        tez mniej kontroli - bo nadopiekunczosc tez bywa szkodliwa itp. itd. - moze tu
        chodzic zarowno o potrzeby psychiczne jak i fizyczne - pomyslcie tylko, jacy
        sami jestemy nieznosni, gdy nie zaspokoimy prostych potrzeb snu czy odzywiania
        sie) oraz wyeliminowanie tego niedostosowania daje pewnosc, ze niepozadane
        zachowanie nie bedzie sie pojawiac, a nie nagana czy klaps, ktore sprawiaja, ze
        dziecko zyje w strachu i tylko ze strachu dostosowuje sie do stawianych mu
        wymogow. W takim wypadku dziecko postepuje wlasciwie tylko dlatego, ze boi sie
        kary, zupelnie jak dziecko autorki watku "Udalo mi sie!", ktore wola siusiu co 5
        minut z obawy przed klapsem.
        Niestety, nie mam duzo doswiadczenia praktycznego jesli chodzi o kary, bowiem
        moje dziecko stosowania po prostu takowych nie wymaga. Jest madre, grzeczne,
        rozsadne i zachowuje sie bardzo dojrzale jak na swoj wiek. Na przyklad nie
        zdarzyla mi sie, droga Zebro, sytuacja, zeby wybieglo na ulice - gdy chce
        przejsc, zatrzymuje sie przed kraweznikiem, czeka na nas, bierze za reke i
        przechodzimy razem. Mysle, ze to poniekad wlasnie konsekwencja sposobu, w jaki
        je wychowujemy - poniewaz ma bardzo duzo swobody i autonomii, znacznie latwiej
        zaakceptowac mu to minimum niezbednych ograniczen i nie odbiera ich jak szykany
        czy cos, z czym trzeba walczyc.
        Generalnie system kar i nagrod przypomina mi leczenie objawowe, ktore czasem
        eliminuje symptomy choroby, ale nie przywraca zdrowia.
        No, ale na ten temat mozna pisac grube ksiegi. Dlatego wybaczycie mi, mam
        nadzieje, jesli tu poprzestane, odsylajac raz jeszcze do lektur, ktore
        przytoczylam we wspomnianym juz watku.
        Pozdrawiam!
        • daga_j Re: Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak? 23.06.09, 15:27
          kaixa, oczywiście teoria jest piękna i okazuje się, że wielu rodziców
          nieświadomie ją stosuje, np. ja, ale nie zawsze. Jeśli dziecko robi coś źle
          staram się mu to wytłumaczyć i w jakiś sposób uniemożliwić ponownie, i nie da
          się tego inaczej nazwać niż karą; jak tak boisz się tego słowa, to ok, nazywaj
          to inaczej - ponoszeniem konsekwencji, itp. Natomiast co do nagród to bywają one
          szalenie mobilizujące i dzięki ich stosowaniu czasem wpaja się dziecku właściwe
          postępowanie, które wchodzi mu w krew nawet po zakończeniu systemu nagród (np.
          zbieranie gwiazdek naklejek za coś tam i po iluś dniach nagroda, a potem nie
          trzeba za to samo dawać gwiazdek bo przez te dni się to wpoiło i już dziecko bez
          potrzeby nagrody tak robi - sprawdzone na mojej córce) Inna sprawa to na jaki
          egzemplarz dziecka się trafi, Ty masz grzeczną z natury córeczkę i myślisz, że
          to tylko kwestia Twojego w stosunku do niej postępowania. A ja mam dwoje dzieci,
          które traktuję i wychowuję tak samo, a jednak są inne, więc coś tam w środku
          człowieka siedzi od początku - to się nazywa np. osobowość wink Moja córka ma 5
          lat a nigdy nie weszła, nie wybiegła na ulicę beze mnie, jest nadmiernie
          ostrożna, a synek ucieka mi, nawet się nie obejrzy, więc czasem muszę uchwycić
          go mocno za rączkę tłumacząc, że to dlatego iż nie szedł grzecznie koło mnie,
          czy tam chciał wejść na ulicę. Po jakimś czasie skojarzy, uwierz mi, że mama nie
          zgadza się na wchodzenie na ulicę - może na razie bez zrozumienia czym to grozi
          (że samochód może przejechać, taka informacja jest chyba zbyt abstrakcyjna dla
          niespełna 2 letniego dziecka? - choć oczywiście mówię mu i tak), im będzie
          starszy tym więcej da się mu wytłumaczyć i w końcu pojmie czym to grozi. Na
          razie musi być szybka reakcja rodzica, chroniąca dziecko co nie. Albo z tym
          proszę, dziękuję itd. moja córka zna te słowa, ja używam ich na co dzień, uwierz
          mi, w sklepie, w domu jak mi poda chusteczkę, za ładny obrazek mówię dziękuję, a
          jej co - się zapomina. I jeśli nie będę jej przypominać "co się mówi?" to jak
          mam ją nauczyć? No jak? Przypominam aż jej się utrwali.
          Także dobre masz podejście ale teoria swoje a praktyka swoje i niepotrzebnie
          dorabiać nazewnictwo i zasady, wystarczy powiedzieć, że każdy wychowuje dziecko
          tak jak umie najlepiej smile
        • fogito Re: Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak? 23.06.09, 18:07
          Podpisuje się nogami i rękami. Mam pięciolatka i wychowuję w ten
          właśnie sposób. Nie ma potrzeby karania dziecka, bo ono nie
          zachowuje się nagannie. Nie wpadamy też w euforię jak robi coś
          dobrego, bo wielokrotnie jest to dla nas coś oczywistego.
          Generalnie zgadzam się ze wszystkim, więc powtarzać nie będę.
          A zamiast tekstu 'co się mówi?' polecam w przypadku małych dzieci
          odpowiedzenie za nie 'dziękuję, proszę itp.'. Na pewno nadejdzie
          moment, że przełamia wstyd i będą odpowiadać samodzielnie w sposób
          naturalny.
          • lambert77 Re: Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak? 24.06.09, 07:54
            no właśnie nie ma potrzeby karania dziecka bo ono nie zachowuje się nagannie smile
            To polecam posiadanie dziecka które od czasu do czasu doprowadzi Cię swoim
            zachowaniem do furii wink Są dni, że zazdroszczę ludziom dzieci, które generalnie
            się słuchają, siedzą sobie grzecznie w kącie coś tam robią przez godzinę aż
            czasami się ma wrażenie, że człowiek nie ma dziecka (tak jest u moich
            znajomych). Tylko że z drugiej strony czym by było życie rodzica bez odrobiny
            adrenaliny wink. Mój generalnie nie jest jakoś szczególnie niedobry czasami muszę
            proste polecenie powtórzyć 50 razy bo taki ma kaprys (widać lubi słuchać mojego
            głosu) innym razem sam się wyrywa i coś robi (ale to od święta wink) Są dni kiedy
            grzecznie powiedzmy że idzie przy nodze bo to raczej taki łamany chód
            przeplatany biegiem smile a innym razem lata jak nakręcony nie zwracając uwagi na
            ludzi rowery samochody i nic wtedy nie pomaga on histeryzuje bo mu się świat
            zawalił bo go ojciec za ręke prowadzi ja jestem wk.rwiony bo miły spacer
            zamienia się w jakiś koszmar. Takie mam dziecko wiem że z czasem z tego wyrośnie
            przyjdzie czas że nawet nie będę musiał się odezwać, żeby wiedział że coś jest
            nie tak. Nauczy się prędzej czy później się nauczy a czy osiągnę to dzięki
            abstrakcyjnym rozmowom z nim na temat moralnego aspektu jego zachowania i tego
            jak wpływa to na otoczenie czy po prostu zostanie posadzony w kącie bądź
            pochwalony za dobre zachowanie to już nieważne. Ważny jest ostateczny wynik.
            Ps Książek o "wychowaniu" można by napisać tyle ile jest dzieci każda mogłaby
            być o innym dziecku i każda pewnie by się sprawdzała ale nie da rady wrzucić do
            jednego wora wszystkich dzieci z jedną książkąsmile
            • tijgertje Re: Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak? 24.06.09, 08:37
              lambert77 napisał:
              To polecam posiadanie dziecka które od czasu do czasu doprowadzi
              Cię swoim
              > zachowaniem do furii wink

              To samo pomyslalamwink
              Moja kolezanka ma corke-ideal, jak kiedys u nas na weekend byli, to
              z mezem stwierdzili, ze to kwestia genow, oni oboje sa spokojni, to
              i dziecko takie maja, a nasz utwis minuty na miejscu usiedziec nie
              mogl, a i nasze zachowanie niby sprawialo, ze mlody jest jaki jest.
              Zyli w takim przekonaniu, dopoki nie urodzil im sie drugi syn.
              Kolezanka ostatnio szukala nawet kursu, jak wychowywac dziecko, bo z
              zywym i upartym 2-latkiem nie moga sobie poradzic. Podobne przypadki
              mialam w rodzinie, komentowane przez niektore ciotki: "jakby
              drugiego dziecka nie mieli, to by nie wiedzieli, co to znaczy miec
              dziecko" wink
              • kaixa Re: Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak? 24.06.09, 13:37
                Tijgertje, wyprowadze Cie z bledu, bo widze, ze wyrobilas sobie bledna opinie -
                moje dziecko NIE JEST SPOKOJNE smile
                To najbardziej pelne energii dziecko, jakie znam (potwierdza to moja mama, ktora
                wychowala czworke dzieci) i nie zawsze latwe w obsludze. Na przyklad jako
                niemowle byla doslownie nieodkladalna, caly czas na rekach albo przy piersi.
                Smoczkiem plula dalej niz widziala. Wozka nie znosila, reagowala alergicznym
                placzem. Przez ponad 18 miesiecy budzila sie w nocy - w pewnych okresach po
                kilka razy, czasem nawet co 2 godziny. Majac nieco ponad rok tak skakala w swoim
                lozeczku, ze zlamala w nim stelaz. Miedzy wiekiem 5 a 11 miesiecy nie znosila,
                jak ktos obcy sie na nia spojrzal. I moglabym jeszcze dlugo tak wyliczac smile
                Pamietam, ze na forum rowiesniczym robilysmy taka zabawe psychologiczna, zeby
                sprawdzic, czy mamy latwe czy trudne dziecko i chyba tylko mi jednej wyszlo, ze
                mam trudne.
                Ale stopniowo nauczylam sie ja wlasciwie obslugiwac i teraz zycie z moja Mala to
                sama radosc. Bardzo duzo daly mi odpowiednie lektury, dzieki ktorym zrozumialam
                sporo rzeczy i nauczylam sie odpowiedniego podejscia. Tak samo duzo dalo mi
                uwolnienie sie od powszechnie przyjetych opinii na temat wychowania dzieci,
                rozpowszechnionych w radach otoczenia i popularnych poradnikach. Dlatego bede
                obstawac przy swoim - to nie temperament czy zachowanie dziecka wymusza takie
                czy inne metody wychowawcze, to metody wychowawcze sprawiaja, ze nasze dzieci sa
                takie, jakie sa, i ze zyje sie z nimi latwiej lub trudniej.
                Teraz spodziewam sie drugiego dziecka i po doswiadczeniach ze starsza mam na
                tyle zaufania do swoich umiejetnosci jako matka, ze nie boje sie porazki.
                Aha, moim zdaniem nie mozna mowic, ze rodzenstwo jest wychowywane tak samo,
                bowiem sam fakt bycia mlodszym czy starszym w rodzinie juz wprowadza odmienna
                dynamike i inne podejscie rodzicow do dziecka.
                Pozdrawiam!

                • zebra12 Kaixa 25.06.09, 09:41
                  Czytałam o takich metodach i byłam na wielu kursach, na których nas ich uczono.
                  Myślałam, ze masz coś zupełnie pozbawionego elementu kary i nagrody. To jasne,
                  ze kara winna być konsekwencją postępowania. Wychowuję swoją trójkę i wiele
                  innych dzieci, bo zajmuję się tym zawodowo. I mogę stwierdzić jasno, że nie
                  każda metoda skutkuje na każde dziecko. Są dzieci, z którymi najlepsi
                  psychologowie nie są w stanie sobie poradzić. Niestety. Fakt, ze dużo dają dobre
                  podstawy. Ale dziecko idzie między inne dzieci i uczy się takich zachować, ze
                  ręce opadają. Wiem, coś o tym, bo mam nastolatkę. Teraz jej nauczycielami są
                  rówieśnicy. I zachowuje się tak, jak ja się nigdy w życiu nie zachowywałam.
                  Ja bym nie ryzykowała stwierdzenia, ze już teraz wszystko wiem i się nie boję.
                  Dziecko jest niezależną, samodzielnie decydującą i myślącą jednostką, na którą
                  mają wpływ nie tylko rodzice. Choć na początku tylko oni. Ale z czasem coraz
                  mniejszy jest wpływ rodziców, a większy innych ludzi, grup rówieśniczych. Nie
                  możesz być pewna jakie decyzje podejmie Twoje dziecko za 10-15 lat. Bardzo
                  chciałabym mieć z Tobą wtedy kontakt i spytać, jak ewaluacja tych metod. Może
                  nadal będziemy na tym forum smile
                  • kaixa Re: Kaixa 26.06.09, 15:09
                    Zebra, alez ja dokladnie to samo pisalam, co Ty smile
                    Stopniowa utrata autorytetu przez rodzicow, to rzecz naturalna i nieunikniona,
                    dlatego tak wazne jest, aby w tych pierwszych latach wywrzec na dziecko
                    maksymalny wplyw, zanim inni przejma paleczke.
                    Oczywiscie, ze obawiam sie tego, czego swiat nauczy moje dzieci, ale wlasnie
                    miedzy innymi dlatego tak bardzo teraz, kiedy mam jeszcze duzo do powiedzenia,
                    angazuje sie w wychowanie - poki co starszej, bo mlodsza jeszcze spokojnie w
                    brzuchu siedzi smile - zeby stworzyc im jak najsolidniejsze podstawy, aby umialy
                    sobie poradzic z wyzwaniami, jaki przyniesie im zycie.
                    Pozdrawiam smile i zycze powodzenia z trojeczka smile
                • tusia-mama-jasia Re: Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak? 26.06.09, 09:39
                  Kiedy przeczytałam o teorii wychowywania bez kar i nagrod, bez
                  pochwal i upomnien, to myslalam, ze rzeczona Kaixa ma chyba troszke,
                  hmm, nazwijmy to eufemistycznie - dziwne pomysly wink Ale pod tym
                  ostatnim postem podpisuje sie wszystkimi konczynami. Sama stosuję
                  nagrody - rozumiane jako pochwaly i upomnienia, zawsze z
                  wyjasnianiem konsekwencji, relacji przyczynowo-skutkowej, ale bardzo
                  mi sie podoba to co napisalas o wychowaniu. Ja tez niezmiennie
                  dziwie sie, slyszac, ze ktos ma "nieznosne" dziecko i powtarzam z
                  uporem maniaka, ze ono nie urodzilo sie nieznosne! Owszem, "genow
                  nie wydlubiesz" tongue_out ale to jednak czynniki srodowiskowe - czyli w
                  przypadku malego dziecka glownie zabiegi wychowawcze
                  rodzicow/opiekunow decyduja o tym, na ile latwa lub trudna jest
                  wspolpraca z maluchem. Bardzo zywe i temperamentne
                  dziecko /obdarzone tym temperamentem w genach/ moze byc grzeczne,
                  wychowane, nieagresywne itp., a to "spokojne", malo ruchliwe okazuje
                  sie zlosliwe i trudne w kontakcie. Kazda z nas zna z pewnoscia takie
                  dzieci, wiec nie zwalajmy na geny...
                  I masz racje, Kaixa - rodzice rzadko uswiadamiaja sobie, ze nie
                  wychowuja wcale dzieci "tak samo", bo to sie nie da po prostu. Nawet
                  w przypadku blizniat - a tak sie sklada, ze znam ich 2 pary bardzo
                  blisko - widac roznice w traktowaniu /czesto nieuswiadomione/ i
                  efekty tychze.
                  Wiem, ze zaraz "rzuca sie" na mnie mamy, ktore maja wiecej niz jedno
                  dziecko - coz, ja mam jedno, nie z wyboru - moim marzeniem
                  najwiekszym bylo dwoje, ale los zdecydowal inaczej. Przygotowywalam
                  sie do roli mamy na dlugo przed "zajsciem" i tak jak Kaixa moge
                  powiedziec, ze dobra lektura jest wiele warta - choc oczywiscie
                  czytana ze zdrowym krytycyzmem, zadnej nie stosuje przeciez w 100%,
                  bo wychowanie czlowieka to nie nauka scisla. Ale kazdy sie chyba
                  zgodzi, ze to znacznie wazniejsze, trudniejsze i bardziej
                  odpowiedzialne zadanie niz prowadzenie samochodu, a jednak do tego
                  ostatniego wymagana jest wiedza, kursy i testy, prawda?
              • fogito Re: Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak? 24.06.09, 21:54
                tijgertje napisała:

                > > Moja kolezanka ma corke-ideal, jak kiedys u nas na weekend byli,
                to
                > z mezem stwierdzili, ze to kwestia genow, oni oboje sa spokojni,
                to
                > i dziecko takie maja, a nasz utwis minuty na miejscu usiedziec nie
                > mogl, a i nasze zachowanie niby sprawialo, ze mlody jest jaki
                jest.
                > Zyli w takim przekonaniu, dopoki nie urodzil im sie drugi syn.
                > Kolezanka ostatnio szukala nawet kursu, jak wychowywac dziecko, bo
                z
                > zywym i upartym 2-latkiem nie moga sobie poradzic. Podobne
                przypadki
                > mialam w rodzinie, komentowane przez niektore ciotki: "jakby
                > drugiego dziecka nie mieli, to by nie wiedzieli, co to znaczy miec
                > dziecko" wink

                No cóz może odezwały się geny po dziadku, albo po prostu przy dwójce
                dzieci odpuścili sobie wychowanie. Mój syn jest wulkanem energii po
                tacie i strasznym wrażliwcem po mamie. Zdarza mu sie histeryzować i
                rozpaczać bez powodu, ale przedcież ma do tego prawo jak każdy
                człowiek.
                Myślę, że z każdym dzieckiem można sobie poradzić - cokolwiek by to
                nie znaczyło - tylko może trzeba obserować dziecko a nie zakładać,
                że będzie spokojne jak siostra lub odwrotnie.
                • kaixa Re: Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak? 25.06.09, 00:14
                  > Myślę, że z każdym dzieckiem można sobie poradzić - cokolwiek by to
                  > nie znaczyło - tylko może trzeba obserować dziecko a nie zakładać,
                  > że będzie spokojne jak siostra lub odwrotnie.

                  Dokladnie tak samo uwazam! Nie ma nic bardziej blednego niz zakladanie, ze
                  dzieci - nawet rodzenstwo - sa takie same i tak samo nalezy je wychowywac.
                  Dzieci maja baaardzo rozne potrzeby - jedne potrzebuja wiecej snu, inne mniej,
                  jedne wiecej jedza, inne mniej, jedne musza dostawac wiecej czulosci, inne mniej
                  itd. itp. To wszystko trzeba wyczuc i, niestety, niestety... dostosowac do tego
                  nasze postepowanie. W przeciwnym razie dziecko staje sie nieznosne, agresywne,
                  zle sie rozwija, przynosi dwoje, dreczy rodzenstwo, moczy sie w nocy, ucieka
                  rodzicom na spacerze i wykazuje jeszcze mase innych nieciekawych zachowan i
                  objawow psychosomatycznych. A klaps jako konsekwencja moze to tylko dodatkowo
                  pogorszyc...
            • kaixa Re: Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak? 24.06.09, 13:19
              Wiesz, moje dziecko jak najbardziej ma potencjal, jesli chodzi o naganne
              zachowanie. Widac to wtedy, kiedy ja jestem w gorszej formie (druga ciaza nie
              zawsze sprzyja cierpliwosci i wyczuciu) i nie potrafie, ze tak powiem, dostroic
              sie do jej potrzeb, poswiecic jej odpowiedniej uwagi i czasu. W takich momentach
              niestety nie zawsze jestem w stanie odpowiednio reagowac i bywa, ze dochodzi do
              spiec. Natomiast przez ogromna wiekszosc czasu panuje miedzy nami harmonia.
              Takze wedlug mnie zachowanie dziecka jest konsekwencja, a nie przyczyna
              stosowania takiej czy innej metody wychowawczej. To wszystko wymaga doskonalej
              znajomosci swojego dziecka i ogromnego wyczucia, i przychodzi z czasem.
            • kaixa Re: Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak? 24.06.09, 13:58
              lambert77 napisał:

              > Ps Książek o "wychowaniu" można by napisać tyle ile jest dzieci każda mogłaby
              > być o innym dziecku i każda pewnie by się sprawdzała ale nie da rady wrzucić do
              > jednego wora wszystkich dzieci z jedną książkąsmile

              No wlasnie, mottem najczesniej przywolywanej przeze mnie ksiazki ("Kinderjahre"
              R. Largo) jest zalozenie, ze kazde dziecko jest inne a normy sa bardzo szerokie.
              Raz jeszcze polecam!

            • fogito Re: lambert 24.06.09, 21:49
              Nie zachowuje się nagannie, bo nie rzuca się na inne dzieci z nożem
              ani też nie jest agresywny w stosunku do rówieśników lub dorosłych.
              Co oczywiście nie oznacza, że nie doprowadza mnie do furii, tym
              bardziej, że jestem choleryczką z charakteru. Ale nawet taki
              choleryk jak ja jest w stanie zapanować nad sobą i nie przywalić
              dzieciakowi w chwili rozpaczy. Masę już o tym pisałam na forum
              wychowanie w wątku o dziecku, które ganiało kolegów z nożem.

              Bo wszystko w dużej mierze zależy od rodziców i sposobu w jaki
              wychowują dziecko. Jeśli oni sa spokojni, konsekwentni i pewni
              siebie to takie właśnie będzie ich dziecko. Jeśli będą histeryczni,
              niekonsekwentni i chałaśliwi to nie powinni się dziwić, że tak
              będzie zachowywał się mały człowiek, który nasiaka domem jak gąbka.

              A te akcje ze spacerem to po prostu jeden z etapów rozwoju dziecka.
              Przejdzie tylko trzeba malca konsekwentnie uczyć właściwego
              zachowania na ulicy i nie odpuścić. Ja zawsze trzymam mojego za ręke
              i on ma już nawyk podawania ręki w momencie wyjścia.
    • tijgertje Re: Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak? 23.06.09, 09:32
      Ja mysle, ze to tylko i wylacznie kwestia nazewnictwawink Dla mnie
      kara to czasem nic innego, jak konsekwencja wlasnego zachowania,
      podobnie jak nagroda. Dla dziecka, ktore cos zbroi, np zepsuje
      zabawke i pozniej nie moze sie nia juz bawic = konsekwencja, ale
      odczuwana jako kara czyli cos nieprzyjemnego. Roznica w nazewnictwie
      ma chyba na celu podkreslenie roznicy miedzy SWIADOMYM ponoszeniem
      konsekwencji wlasnych zachowan przez dziecko, adekwatnych do
      przewinienia, a bezsensownymi karami, nie majacymi zwiazku z tym co
      dziecko zrobilo a dajacych rodzicowi poczucie wladzy. Dla jednego
      roznica bedzie kolosalna, dla mnie konsekwencje = kary i nagrody,
      nie rzeczowe, widze, ze dla mlodego nieraz straszna kara jest, jak
      mu powiem,z e jest mi przykro ze zrobil to czy tamto. Ma to
      bezposredni zwiazek z zachowaniem, daje do myslenia i jest
      efektywniejsze od np bicia. tego ostatniego nie stosuje, choc sama
      bylam bita, wiem,z e jedyne, co mozna tym osiagnac, to uczenie
      dziecka strachu przed rodzicem. Nie da sie wychowac bez kar i
      nagrod, bo wychowanie dziecka byloby rowne hodowaniu marchewki, ale
      jesli kara czy nagroda to konsekwencja zachowania, mozna sie obejsc
      bez kar cielesnych i wymyslnych prezentow.
      • krwawakornelia to nie tylko kwestia nazewnictwa 23.06.09, 12:17
        to kwestia naszego (rodzica) poczucia zanizonej wartosci, frustracji i
        niepewnosci. Jak dziecko zepsuje zabawke, to ma zepsuta zabawke.
        Kropka punkt, nie wymaga to komentarza ani nazw.
    • alabama8 Re: Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak? 23.06.09, 12:43
      Ja "wychowuję" bez kar i nagród (6 lat). Chba tak to można nazwać. W
      naszym słowniku nie ma czegoś takiego jak "za karę nie oglądasz TV"
      albo "jeśli cośtam zrobisz to w nagrodę dostaniesz lizaka".
      Jest oczywiście chwalenie, zauważanie mocnych stron, sukcesów,
      rozmowa o porażkach i moim zniecierpliwieniu kiedy zamiast się
      ubierać - łazi po chałupie. Ale wystarczy mu przypomnieć i np.
      szybko się ubierze. Wiem, że akurat w przypadku mojego
      potomka "głupota" i "ślamazarstwo" nie wynika ze złośliwości, ale z
      typowego dla mniejszych dzieci rozkojarzenia (które oczywiście z
      czasem nie zniknie, tylko się w okresie nastoletnim pogłębi wink
      Jasne że nie zawsze jest słodko i cukierkowo i czasem można stracić
      nerwy, ale ja wtedy liczę do dziesięciu, dwa głębokie wdechy i
      rozwiązujemy problem lekką persfazją.
      • daisy Piękne teorie... 23.06.09, 19:22
        Podajcie mi "konsekwencję" w przypadku zachowania takiego na przykład: wołasz
        dzieciaka, żeby przyszedł się ubrać, bo wychodzicie na dwór, a on cię olewa i
        biega po mieszkaniu i piszczy, śmieje się z ciebie i zaczyna się bawić
        albo
        nie chce wziąć lekarstwa
        albo
        odmawia picia, chociaż musi dużo pić (nakaz lekarza), wylewa zawartość kubka na
        ubranie
        albo
        w zimną pogodę mimo próśb i zakazów wchodzi w przemakalnych butach po kostki w
        kałużę
        albo
        mimo próśb i zakazów chwyta się rączkami za podeszwy brudnych butów, następnie
        wkłada rączki do buzi albo trze oczy
        i tak dalej i tak dalej.
        (Wszystko to mała próbka dzisiejszych wyczynów mojego trzylatka.)
        Wg mnie dzieci do jakiegośtam wieku są za małe na ponoszenie konsekwencji swoich
        zachowań, poza naprawdę nielicznymi typu niszczenie zabawek. Ładne teorie, a
        życie życiem.
        • batutka Re: Piękne teorie... 23.06.09, 19:43
          ja uwazam, ze od czasu do czasu dziecko moze dostac nagrode i nic sie nie stanie
          - bez przesady, nie przeginajmy
          poza tym zawsze chwale moje dziecko, jak widze jak sie stara
          sama wiem, ze jak mnie kto pochwali i doceni moja prace, dostaje skrzydel i
          motywuje mnie to do dalszego dzialania
          o karach pisalam powyzej
          • krwawakornelia a daisi niech nam powie 24.06.09, 13:00
            gdzie w tym co napisala jest miejsce na kare?

            Albo ktore z tych zachowan sa jakies dziwne lub nienormalne.

            I w ogole co w tym zlego?
            • kaixa Re: a daisi niech nam powie 24.06.09, 13:38
              Hehe, to samo sobie pomyslalam smile
        • gdzie-idziesz Re: Piękne teorie... 24.06.09, 14:37
          Ad 1 zadajesz proste pytanie, w stylu "gdzie wolisz się ubrać, przy mnie i ci
          pomogę, czy sam w swoim pokoju", albo "masz 10 minut i wychodzimy, niezależnie
          od stanu twojej garderoby" Konsekwencja jest z góry określona i dziecko
          odmawiając współpracy wie na co samo się decyduje.
          Ad 2 "weźmiesz te lekarstwa grzecznie, czy mam ci je na siłę podać"
          Ad 3 "czego się teraz napijesz, kompotu czy wody"
          Ad 4 kupić nieprzemakalne buty, skończy się pretekst do sporów z dzieckiem
          Ad 5 dlaczego Ci przeszkadza że je ziemię, jak poczuje niesmak w buzi to JEMU
          będzie nieprzyjemnie, a nie Tobie. Daj odczuć dziecku naturalne konsekwencje
          swojego zachowania. Raz będzie pluł ziemią, drugi raz tego nie zrobi.
          Dzieci lubią proste komunikaty, które poparte są czynami, tzn że jeśli nie
          weźmie lekarstw po dobroci to Ty mu je podasz siłą i natychmiast, bez żadnych
          perswazji, czy dyskusji.
        • naomi19 Re: Piękne teorie... 24.06.09, 14:44
          daisy- podałaś tak dziwne przykłady... Dziecko, które zachowuje się,
          w sposób jaki opisałaś, jest normalnym, zdrowym dzieckiem, nie ma tu
          żadnych patologii i wskazań do kary. Jak Twoje dziecko nie chce
          wziąćlekarstwa to bijesz je pasem, stawiasz do kąta czy nie odzywasz
          się pół roku?
          • daisy Re: Piękne teorie... 24.06.09, 18:56
            Czy ja gdzieś pisałam, że to nienormalne zachowania? Uważam, że są jak
            najbardziej normalne i wcale nie jakieś ekstremalne. Chodzi mi o to, że kartą
            przetargową w takiej sytuacji nie może być realna konsekwencja
            niewykonania prośby. Bo co: jak nie będziesz pił, to proszę, rozwali ci nerki i
            zobaczysz jak to boli? Nie bierzesz lekarstwa - proszę bardzo, będziesz miał
            zapalenie płuc? Nie chcesz się ubrać - świetnie, wychodzimy bez majtek? Chodzisz
            po kostki w zimnej wodzie, daleko od domu - proszę, rozwali ci nerki jeszcze
            bardziej i to dopiero będzie ból?
            Nie, dziękuję. Jak chcecie, to stosujcie takie "konsekwencje" przy dzieciach, ja
            wolę zagrozić np. konfiskatą samochodzika. Chyba że czegoś z tego wątku nie
            rozumiem - wydawało mi się, że mówimy o tym, że nie należy karać w oderwaniu od
            zbrodni (czyli jak w moim przykładzie - nie słuchasz, to samochodzik ląduje w
            śmietniku). Oczywiście kiedy tylko mogę, stosuję metodę "ponoszenia
            konsekwencji", ale jest to możliwe o wiele rzadziej niż bym sobie życzyła.
            • fogito Re: Piękne teorie... 24.06.09, 22:08
              No sorki, ale o co chodzi z tym samochodzikiem? Moim zdaniem tekst
              od czapy i dziecko nie zrozumie jak się ma np. zabranie samochodu do
              więcia lekarstw.
              Mam nadzieję, ze nie o to chodziło.
              A lekarstwa są wstrętne i niezależnie od stanu świadomosci dziecka
              ma ono prawo oponować. A zadaniem rodzica jest je bezpiecznie podać,
              więc dobrze jest dziecku wytłumaczyć jak lekarstwa działają. Bardzo
              przydatne sa ku temu różne książki o zdrowiu dla dziecka. I jak juz
              się uda przełknąc okropny syropek należy dziecko pochwalić, ze było
              dzielne. I jest nadzieja, że następnym razem będzie łatwiej.
              A co do ubierania, to jak mój syn nie chce się ubrać na spacer to
              zostajemy w domu. Poza tym jesli prosba o ubranie jest przekazana
              odpowiednim tonem bez zbednego zrzedzenia to dzieci bardzo chetnie
              ja wykonuja. Zwlaszcza na haslo kto szybciej sie ubierze - mama czy
              dziecko. Moj zawsze chce wygrac wiec jest pierwszy. Poza tym ja
              czesto prosze syna zeby mi pomogl w przygotowaniach do wyjscia i on
              wtedy czujac sie odpowiedzialny za cos bardzo sie stara, bo w jkoncu
              chce byc dorosly jak mama.
      • lambert77 Re: Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak? 24.06.09, 08:00
        U mnie zazwyczaj kończy się na lekkiej persfazji smile znaczy ciągnę go za sobą do
        miejsca gdzie np mam go ubraćsmile. I cały czas mu tłumaczę i tłumaczę i tłumaczę
        że tatuś jest silniejszy i tak zrobi to co uważa za słuszne a ty smarku na razie
        masz najmniej do gadania w tym temacie smile to jeżeli chodzi o ubieranie się nie
        stosuję tego przy jedzeniu zabawach itd. Przy jedzeniu to wiadomo nie ma co
        dziecka zniechęcać w końcu zgłodnieje i zje przy zabawach hulaj dusza piekła nie
        ma - to jego czas niech robi co chce nie podoba się to mojej teściowej bo ona
        uważa że dziecko powinno się bawić w jednym miejscu bez biegania krzyczenia
        wynoszenia rzucania itd ale zlewam to smile
        Poza tym mój trzy latek jest uparty po mamusi złośliwy po tatusiu to nie może
        się dobrze skończyć smile
        • krwawakornelia co do ubierania... 24.06.09, 13:03
          juz nieraz wychodzilismy w zimie bez butow, bez kurtki, bluz itd.

          Uwierz mi przy -12 stopniowym mrozie, po 30 sekundach 4latek ubiera
          sie w mgnieniu oka.

    • kotka.szrotka Re: Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak? 24.06.09, 20:07
      Konformizm. To straszne.
      Wychowywać własne dziecko w poczuciu, że ma się upodobnić do grupy. Niby wygodne (jak to konformizmsmile ale zależy do jakiej grupy kiedyś trafi, hehe. Bardzo krótkowzroczne podejście prowadzące do wychowywania w przeświadczeniu, że jesteśmy tyle warci ile widzą w nas inni. To negowanie indywidualizmu, spontaniczności, inności. Prowadzi do braku tolerancji wobec innych, którzy nie pasują do twojej grupy społecznej. Gdyby to jeszcze głosiła mama kilkorga odchowanych już dzieci ale dwulatki... Albo coś kaixa nie doczytała, nie zrozumiała albo i teoria do d... Cóż wie o wychowaniu i dzieciach mama dwulatki. Jakie właściwie ma doświadczenie, co wie o postawach prospołecznych i jakie niebezpieczeństwa to rodzi. Nic nie wie.

      Chcę wychować dziecko wg własnego systemu wartości a nie np. grupy rówieśniczej choć okres protestu i fascynacji różnymi takimi przede mną i na pewno mnie to czeka. Ale chcę by mały miał jakieś poczucie wartości, dobra i zła, własny szkielet moralny i nie przyjmował ślepo ideologii przywódcy grupy. Nie był zależny od aprobaty innych. Nie chcę małego kameleona, który przy dziadkach inny, przy mnie inny i w szkole inny. Chcę i muszę go wychować na dobrego człowieka. No przecież nie samym kijem go, tłumaczę, wyjaśniam ale kara jakby co jest przypisana do danego zachowania.

      Konsekwencja jest karą. Kwestia nazewnictwa. Wielkie rzeczy. Nie piszemy o biciu czy klapsach czy zamykaniu w ciemnym wiatrołapie. Piszemy o słoneczkach na tablicy albo skrzywionej chmurce, albo odebraniu czegoś, zrezygnowaniu ze spaceru... Wielkie rzeczy. Świat funkcjonuje w oparciu o przyczynę i skutek. Przyroda, dzieci, dorośli. Przyczyna jest jakieś zachowanie, którego następstwem jest jakiś skutek, jakkolwiek tego nie nazwiemy.

      Ostatecznie to krótkowzroczne, trochę smutne podejście. I niebezpieczne. No i na kogo wychowamy ten nasz skarb? Kolejne opracowanie i "rewolucyjna" teoria dzięki której autor może zaistnieć. Dziecko leci na ulicę bo brakuje mu tłumaczenia, cierpliwości rodziców, uwagi i miłości? Ale też może polecieć bo zauważył balonik na drodze. To impuls. Tego się nie da wytresować ani tłumaczeniem ani karą. Jakby co to teorią można się wypchać. Nie neguję kompletnie ale to bezsensowne tak we wszystko ślepo i bez krytycyzmu wierzyć. Są tak różne sytuacje, tak różni ludzie, dzieci, zbieg okoliczności.

      To też kwestia temperamentu, ciekawości, instynktu. To że dziecko płakało i wymagało noszenia to nie dlatego, że ma taki charakter a jedynie, że jego potrzeby nie były zaspokojone (zmęczone, głodne, śpiące, znudzone, pozostawione samo sobie) i faktycznie wymagało więcej uwagi.


      • kaixa Re: Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak? 24.06.09, 21:19
        Kotka.szrotka, to Ty nic nie zrozumialas z tego, co napisalam. Czytajac Twojego
        posta w ogole nie wiedzialam, ze odnosi sie do moich wypowiedzi, zanim ku
        swojemu najwiekszemu zdumieniu nie natknelam sie na swojego nicka... Szkoda, ze
        wklada sie tu ludziom w usta slowa i teorie, ktorych nigdy nie wypowiedzieli sad
        Zdaje sobie doskonale sprawe z zagrozen konformizmu, niemniej jednak czlowiek
        jest istota spoleczna, u ktorej pewien stopien konformizmu jest nieunikniony,
        szczegolnie, zanim osiagnie on wiek dorosly. Nie ma co tego negowac czy ludzic
        sie, ze jest inaczej, lepiej przemyslec te zagrozenia i przygotowac sie na nie,
        zanim bedzie za pozno. Rodzice sa najwiekszym autorytetem tylko przez pierwsze
        kilka lat, potem inni dorosli - wychowacy, nauczyciele - oraz inne dzieci
        zaczynaja zajmowac coraz poczytniejsze miejsce. Dlatego wlasnie staram sie
        wychowac moje dziecko tak, by mialo silne poczucie wlasnej wartosci i by
        wiedzialo, ze zawsze moze na nas, rodzicow liczyc. Moje dziecko jest z nami
        bardzo silnie zwiazane. Mam nadzieje, ze w ten sposob, w chwili, gdy rowiesnicy
        stana sie dla niego najwazniejsi, co nieuchronnie nastepuje we wczesnym wieku
        nastoletnim, bedzie mialo zarowno w sobie, jak i w nas, solidne oparcie, co
        uchroni je przed zejsciem na manowce.
        Ale oczywiscie kazdy robi, jak uwaza, najlepiej nie czytac nic procz Tracy Hogg,
        czy jak sie tam ona nazywa, i slepo wierzyc superniani. Jak na tym dzieci
        ucierpia, to i tak nikt za kilka lat nie powiaze tego z niewlasciwym wychowaniem
        i nikt nie bedzie czuc sie za to odpowiedzialny. Zreszta na rynku sa dostepne
        coraz lepsze srodki antydepresyjne, wiec czym sie tu przejmowac... Po co starac
        sie zrozumiec dziecko, lepiej nawrzeszczec, dac klapsa, poslac na pelen etat do
        zlobka itp. itd. To tak samo, jak z karmieniem piersia - po co karmic, na pewno
        sztuczne jest rownie dobre - jak dziecko bez przerwy choruje, to sie je
        szprycuje antybiotykami - teraz istnieja przeciez takie wspaniale antybiotyki,
        jak ma wieczne zaparcia, to sie grzebie w pupce koncowka termometru, a w ogole
        to na pewno geny sa wszystkiemu winne, a nie lenistwo matki.
        A co do mojego dziecka, to jako niemowle bylo chyba najbardziej dopieszczonym
        dzieckiem na swiecie. I nigdzie nie napisalam, ze plakalo (znowu przeinaczasz
        moje slowa) - bo nie dopuszczalam do tego, zeby plakalo, tylko akceptowalam i
        zaspokajalam jego potrzeby - karmilam na zadanie, nosilam, jak nie chcialo
        widziec obcych, to go na to nie narazalam rezygnujac na jakis czas z wlasnego
        zycia spolecznego itd. Po prostu moje dziecko mialo duze wymagania i tyle. A
        zaspokajanie ich wyszlo nam wszystkim na dobre, bo teraz mam madra i grzeczna, a
        przede wszystkim szczesliwa dziewczynke, a nie malego raroga, ktory rzuca sie na
        ziemie w sklepie, ucieka na ulice pod kola samochodow, pluje jedzeniem, bije
        inne dzieci i robi mase innych rzeczy, ktore robia dzieci niektorych obecnych
        tutaj wszechwiedzacych rodzicow, ktorzy nie moga pogodzic sie z tym, ze mogliby
        nie miec racji i ze zle zachowanie ich dzieci oraz koniecznosc ich karania to
        niestety skutek ich wlasnej wychowawczej nieudolnosci.
        Dziekuje za uwage i jeszcze raz bardzo prosze o nieprzeinaczanie w przyszlosci
        moich wypowiedzi.
        • fogito Re: kaixa 24.06.09, 22:12
          I znow pozostaje mi sie tylko pod tym podpisac.
          • kaixa Re: kaixa 25.06.09, 00:18
            Dzieki smile
            Bo juz mnie frustrowal brak zrozumienia dla moich - w koncu niezbyt
            skomplikowanych, ani tez jakos szczegolnie nowatorskich - wypowiedzi.
            • fogito Re: kaixa 25.06.09, 16:51
              kaixa napisała:

              > Dzieki smile
              > Bo juz mnie frustrowal brak zrozumienia dla moich - w koncu niezbyt
              > skomplikowanych, ani tez jakos szczegolnie nowatorskich -
              wypowiedzi.

              Ja też jestem sfrustrowana brakiem zrozumienia, zwlaszcza jak
              na 'wychowaniu' tocza sie dyskusje o biciu dzieci i tam wiekszosc
              bije za totalne glupoty albo tez za zwykla ciekawosc swiata. Czasami
              to az przerazenie mnie ogarnia.
      • gdzie-idziesz Re: Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak? 25.06.09, 10:11
        Kotka.szrotka konsekwencja NIE jest karą. Karając dziecko (zabierając
        samochodzik, dając klapsa itp) przejmujesz na siebie odpowiedzialność i
        konsekwencje zachowań dziecka. Dziecku pozostaje złość na Ciebie (za tą karę) i
        nic więcej. Konsekwencje, jeśli zostały wcześniej sformułowane tę
        odpowiedzialność zostawiają dziecku, tzn. jeśli powiesz "Połkniesz grzecznie
        lekarstwo, albo będę zmuszona dać ci je siłą", dodasz do tego jakąś zachętę, a
        mimo to dziecko nie zechce wziąć tych lekarstw, to ono samo wybrało drugą opcję,
        która jest dla niego nie przyjemna. To nie jest kara.
      • mniemanologia :) /nt 26.06.09, 11:52

    • mruwa9 IMHO nie da sie 25.06.09, 00:32
      nawet, jesli wyrzucimy owe termuiny z wlasnego slownika. Bo dziecko
      potrzebuje nagrod , chocby w postaci pochwal (dla wzmocnienia
      pozytywnych zachowan)dla swojego rozwoju. Mozna sobie samemu
      wyobrazic, jako doroslej osobie, czy chetnie gotuje sie posilki dla
      domownikow, po ktorych to posilkach rodzina wstaje od stolu bez
      slowa komentarza, ani dziekuje, ani pocaluj w d.upe, czy przyjemniej
      jest gotowac dla osob, ktore podziekuja i pochwala pyszne jedzenie?
      Podziekowanie, pochwala to tez nagroda. A brak nagrody to tez forma
      kary.
      • fogito Re: IMHO nie da sie 25.06.09, 06:58
        Podziękowanie to uprzejmość ale też i odruch a nie nagroda. Nagroda
        to cos ekstra. Mój syn mówi dziękuję po zjedzonym obiedzie, bo ja
        tak mówie. Nie traktuję tego jako nagrody za cokolwiek. A pochwala
        słowna to jednak coś innego niz nagradzanie za każdorazowe
        poscielenie łóżka np.
        • krwawakornelia to nie chodzi o terminy ale nastawienie 25.06.09, 10:05
          jezeli masz zdrowe poczucie wlasnej wartosci, to sama masz satysfakcje
          z tego co robisz i jak.
          Tak samo twoje dzieci.
          A zeby wychowac dzieci ze zdrowym poczuciem wlasnej wartosci, trzeba
          przy nch byc a nie je "nagradzac" bo to wbrew pozorom nie buduje
          pewnosci siebie i poczucia wysokiej wartosci naszych dzieci.
          • zapinka_ak Re: to nie chodzi o terminy ale nastawienie 25.06.09, 23:09
            hmmm.
            Kara jak i nagroda nie zawsze musi być materialna, wystarczy np.: pochwała lub
            wzmocnienie negatywne lub pozytywne
            ale odnośnie metod:prawie kazda z nas stosuje metodę wychowania, z ktorej nawet
            sama nie zdaje sobie sprawy: jest to tzw. modelowanie, są jeszcze perswazja(mało
            skuteczna) i metoda zadaniowa(dla starszych dzieci, fajnie sie sprawdza u
            nastolatkow)
            a odnosnie nagrod to nie wyobrazam sobie wychowywac dziecka bez pochwał, kazda z
            nas na pewno chwali swoje dzieci..a tym samym stosuje te metodę...nie ma
            wychowania bez metod, stosujemy je nieswiadomie.
            Wniosek taki:ze nie ma czegos jak "normalnie" wychowywać bez nagród.bo pochwała
            to metoda nagradzania
            • zapinka_ak Re: to nie chodzi o terminy ale nastawienie 25.06.09, 23:13
              sama konsekwencja zachowania dla dziecka to wzmocnienie negatywne aby nie
              powtorzyło zachowania nieoporzadanego w przyszlosci, ale to nie to samo co
              karanie
              • zapinka_ak Re: to nie chodzi o terminy ale nastawienie 25.06.09, 23:16
                Aha i się nie zgodzę z przedmówczynią ,ze pochwala to nie nagroda.to jak
                najbardziej nagrodasmile
                ważne wyczuć co dla dziecka jest nagrodą , często sama pochwala wystarczy
                Pozdrawiam!
                • alabama8 Re: to nie chodzi o terminy ale nastawienie 26.06.09, 10:29
                  Słuchajcie laski. Każdy dzieciak jest inny, każdy ma inny
                  temperament, wiek i poziom zrozumienia naszych intencji.
                  Ja wychowuję bez kar i nagród (z rozpieszczaniem) ale tylko dlatego
                  że mam jedynaka i do tego takiego który nie broi, kolo jest otwarty
                  na dyskusję, rozumie priorytety, zazwyczaj wie o co mi chodzi. Jest
                  też czasem leniwy i rozbrykany. Ale to nie moja zasługa. Równie
                  dobrze mogłam trafić na egzemplarz któremu trzebaby (teoretycznie)
                  codziennie spuszczać łomot.
                  Jestem zdania, że tzw. "wychowanie" zmienia 5-10% charakteru
                  pociechy, reszta to żywioł na który nie mamy wpływu (co oczywiście
                  nie oznacza, że nie należy próbować).
              • mniemanologia Re: to nie chodzi o terminy ale nastawienie 26.06.09, 11:45
                zapinka_ak napisała:

                > sama konsekwencja zachowania dla dziecka to wzmocnienie
                > negatywne
                aby nie powtorzyło zachowania nieoporzadanego w
                > przyszlosci, ale to nie to samo co karanie

                Jeżeli jest jakas konsekwencja zachowania, to znaczy, że nie jest to
                wzmocnienie negatywne. Tyle to jeszcze z behawioryzmu pamiętam smile
    • mniemanologia Re: Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak? 26.06.09, 11:49
      Tak sobie przeczytałam wszystko...
      Jesli dziecko ma 5 lat i następuje wielokrotnie przywoływana tu
      sytuacja "dziecko bije kogos w piaskownicy - mówimy mu o
      konsekwencjach - dalej bije - zabieramy", to ok, dziecko wybrało
      konsekwencję. Jeśli dziecko ma 1-2 lata i następuje tu taka
      sytuacja, to dla dziecka jest to kara. Tak serio - to to nie jest
      NASZE rozróżnienie, zależące od NASZYCH frustracji czy niepewności
      siebie, tylko to, czy jest to karą, czy tez konsekwencją - zależy od
      zrozumienia sytuacji przez nasze dziecko - "zrobiłem coś - teraz
      jest mi źle/zimno/nieszczęśliwie - mam co chciałem" albo "zrobiłem
      coś - teraz jest mi źle/zimno/nieszczęśliwie - zostałem ukarany".
      Tak samo będzie, gdy dziecko zabrało i zniszczyło komuś zabawkę (i
      ma oddać swoją), tak samo, gdy wyjdzie na dwór bez spodni (i jest mu
      zimno).
      I tak - stawianie jedynek za nieodrobienie pracy domowej też się
      więc może mieścić w tym wychowywaniu "bez kar i nagród" - mówimy
      dziecku, jakie są konsekwencje braku pracy domowej czy nieuczenia
      się, dziecko wybiera tę konsekwencję. Więc kary nie ma, nie? wink
      Tak ja to widzę. Naprostujcie mnie, jakby co.
      • krwawakornelia Re: Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak? 26.06.09, 12:05
        mniemanologia napisała:

        > Tak sobie przeczytałam wszystko...
        > Jesli dziecko ma 5 lat i następuje wielokrotnie przywoływana tu
        > sytuacja "dziecko bije kogos w piaskownicy - mówimy mu o
        > konsekwencjach - dalej bije - zabieramy", to ok,

        to nie jest ok. Bo ty piszesz o "wychowywaniu" tak jakby chodzilo o
        leczenie objawow. I to kiepsko.
        Jak dziecko 1-2 lata palnie kogos w piaskownicy, to znak (np. ze sie
        nudzi i trzeba je jakos zajac) . Zabierajac je z piaskownicy karzemy
        je za wlasne lenistwo.

        Ktos madry mi powiedzial, ze zachowanie konsekwentnie ignorowane ma
        tendencje do zanikania.

        Jak dziecko 3-4 lata palnie kogos w piaskownicy, to spokojnie mozna
        go olac w tym momencie zajac sie rannym (rana w sensie niekoniecznie
        fizycznym) pocieszyc, pomoc dzieciom sie dogadac ewentualnie i
        zorganizowac lepsza abawe.

        Jak mowi moja mama, wystarczy tylko tak to zaplanowac, zeby dzieci
        nie mialy czasu sie pacac.
        • mniemanologia Re: Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak? 26.06.09, 12:26
          krwawakornelia napisał:

          > Jak dziecko 1-2 lata palnie kogos w piaskownicy, to znak (np. ze
          > sie nudzi i trzeba je jakos zajac) . Zabierajac je z piaskownicy
          > karzemy je za wlasne lenistwo.

          Naprawdę jesteś skłonna każdą czynność, jaką wykona 1-2-latek,
          interpretować w kategoriach znaków? Bo przecież 1-2-latek poznaje
          świat i robi masę, masę irracjonalnych, impulsywnych, przypadkowych,
          pojedynczych czynności. Z ciekawości - "wsadzę mu palec w oko".
          Oczywiście możesz to "konsekwentnie ignorować". Możesz zacząć się
          obwiniać "ale dlaczego on mu wsadza palec w oko? pewnie się nudzi,
          to moja wina, nie dostarczyłam mu ciekawych alternatywnych
          zajęć...". Możesz złapać za rękę i powiedzieć "nie wolno". Tylko co
          z "naturalnymi konsekwencjami"?

          > Ktos madry mi powiedzial, ze zachowanie konsekwentnie ignorowane
          > ma tendencje do zanikania.

          Powiedz to pacanemu dziecku wink

          > Jak mowi moja mama, wystarczy tylko tak to zaplanowac, zeby dzieci
          > nie mialy czasu sie pacac.

          A ja uważam, że trzeba dzieci obserwować, a nie organizować im
          zabawę (oczywiście mówię o sytuacji zwyczajnego wychodzenia z
          dzieckiem na plac zabaw). Chyba że się nudzą. Ale serio-serio z
          twojego doświadczenia wynika, że dzieci pacają się z nudów? Bo ja,
          szczerze mówiąc, pierwszy raz słyszę o takiej teorii. I nogdy się z
          czymś takim nie spotkałam. 1-2-latki, które widywałam, walące się w
          piaskownicy, robiły to raczej z ciekawości, sprawdzania interakcji,
          czasem "bo on mi zabrał zabawkę", starsze dzieci - raczej z jakiegoś
          naśladownictwa.
          • aannaa6 Re: Wychowanie bez kar i nagród, czyli jak? 26.06.09, 12:30
            krwawakornelia - a ile masz dzieci i w jakim wieku?
            • krwawakornelia od dwoch do piecu 26.06.09, 12:50
              od roku do okolo 8 lat
              • aannaa6 Re: od dwoch do piecu 26.06.09, 13:08
                Bo zastanawiam się jak dzieciaki wychowane bez kar i nagród radzą sobie w
                szkole? czy pójcie do szkoły nie jest dla nich szokiem, bo tam jest przecież
                wszechobecny system nagród i kar.
                • krwawakornelia nie wiem 26.06.09, 13:17
                  bo osmiolatek nie moj osobisty tylko podrzucany.
                  Podejrzewam ze moi synowie osobisci z tym problemu miec nie beda ze
                  wzgledu na ich zdrowe podejscie do samych siebie.
                  ja osobiscie kar stosowac nie potrzebuje i nie uwazam za sluszne. Moj
                  malz pedagog takze.
                  ale my do wyboru szkoly mamy jeszcze troszke czasu i zobaczymy jak to
                  bedzie.
          • krwawakornelia mniemanologia 26.06.09, 12:38
            przeczytaj jeszcze raz to co napisalam. ze zrozumieniem.

            A poza tym oczywiscie przeciez dla tagiego 1-2 latk to swietna
            zabawa. Wsadza dziecku palec w ucho i ono placze. Powiedz mi gdzie
            tu miejsce na kary czy konsekwencje czy zabieranie z piaskownicy.

            To chodzi o oddemonizowanie problemu.

            A co do ignorowania, tak mowie to czesto mjemu synkowi jak jest
            pacane. I dziala. On ma bardzo zdrowe poczucie wlasnej wartosci.
            Jasne ze jak boli to sie pocieszamy. Ale on umie puscic ignora. Umie
            powiedziec przestan to nie jest fajne, albo daj mi spokoj to mnie
            boli w taki sposob ze dzieci (nawet starsze) go sluchaja.

            Bo wie ze ja go wspieram. I czuje sie silny. Psychicznie.

            Jakis czas popelnialam blad i zostawialam moje chlopaki w momencie,
            w ktorym sie dobrze bawili. I wystarczal placz jednego z nich i
            oczywiscie zaalarmowana wracalam. Ale doszlo do tego, ze zaczeli
            sobie specjalnie dopiekac, zebym na nich zwracala wieksza uwage.

            Wiesz jakie to super dla takiego roczniaka jak wsadzi starszemu
            bratu palec w oko on niedosc zw wybuchnie placzem (i robi takie
            fajne odglosy) to jeszcze mama pojawia sie natychmiast?


            Dlatego takie zabierania z piaskownicy niczego nie lecza tylko wrecz
            przeciwnie. Z nosa cieknac przestaje, ale zatoki zapchane.

            • mniemanologia Re: mniemanologia 26.06.09, 13:14
              krwawakornelia napisał:

              > przeczytaj jeszcze raz to co napisalam. ze zrozumieniem.

              Proszę Cię, albo rozmawiamy na poziomie, albo będziemy się ścigać we
              wbijaniu szpilek. Powiem od razu - jestm w tym kiepska, więc szybko
              dam sobie spokój.

              > A poza tym oczywiscie przeciez dla tagiego 1-2 latk to swietna
              > zabawa. Wsadza dziecku palec w ucho i ono placze. Powiedz mi gdzie
              > tu miejsce na kary czy konsekwencje czy zabieranie z piaskownicy.

              Ja już napisałam, jak się w takim wypadku zachowuję. A jak Ty się w
              takim wypadku zachowujesz?

              > To chodzi o oddemonizowanie problemu.

              Ale to nie jest żaden demoniczny problem smile Dzieci się tak zachowują
              od wieków i jeszcze żadne nie umarło. Nikt tu nie robi tragedii.

              > A co do ignorowania, tak mowie to czesto mjemu synkowi jak jest
              > pacane. I dziala. On ma bardzo zdrowe poczucie wlasnej wartosci.

              ...i więcej niż 2 lata, prawda?

              > Umie
              > powiedziec przestan to nie jest fajne, albo daj mi spokoj to mnie
              > boli w taki sposob ze dzieci (nawet starsze) go sluchaja.

              Że starsze, to mnie jakoś nie dziwi.

              > Jakis czas popelnialam blad i zostawialam moje chlopaki w
              > momencie, w ktorym sie dobrze bawili. I wystarczal placz jednego z
              > nich i oczywiscie zaalarmowana wracalam. Ale doszlo do tego, ze
              > zaczeli sobie specjalnie dopiekac, zebym na nich zwracala wieksza
              > uwage.

              No to faktycznie niedobrze.

              > Wiesz jakie to super dla takiego roczniaka jak wsadzi starszemu
              > bratu palec w oko on niedosc zw wybuchnie placzem (i robi takie
              > fajne odglosy) to jeszcze mama pojawia sie natychmiast?

              E, mój ma inne sposoby. Zresztą najlepszy sposób na to, żeby mama
              się pojawiła, to bawić się cichutko wink

              Dobra, czyli nie zabieramy, tylko tłumaczymy i tłumaczymy. I - jak
              pisze Batutka "dochodzi konsekwencja: biles inne dzieci, nie mozemy
              wiec pojsc dzis na plac zabaw, poniewaz boje sie, ze znow bedziesz
              bil, a nikogo bic nie mozna, bo to boli, nikomu nie pozwole uderzyc
              Ciebie, a Tobie tez nie pozwole bic innych - tak wiec dzis pojdziemy
              na spacer sami, tylko ty i mama, a jutro znow pojdziemy na plac
              zabaw i jesli bedziesz sie ladnie bawil, nie bedziesz bil dzieci, to
              bedziemy znow mogli chodzic na plac zabaw, przeciez zabawa z innymi
              jest fajniejsza niz zabawa w pojedynke... ", tak dobrze? Jak
              poznajesz moment, w którym dziecko traktuje to kolejno jako
              karę/szantaż/konsekwencję - czy może wciąż uważasz, że nie zależy to
              od dziecka, tylko od frustracji i słabości rodzica? Czy jeśli sobie
              to uświadomisz - to znaczy, ze dałas sobie rade z tą frustracją itd?
              • krwawakornelia czekaj , 26.06.09, 13:25
                czekaj czekaj, ja niczego nie zabieram. juz pisalam jak to z reguly
                robie. nie utwierdzam u dzieci lekow. raczej pokazuje w co lepiej tym
                patykiem walic.

                Nie bijemy, nie skarzymy ale na place zabaw chodzimy.

                do jutra.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka