black-mama
18.07.09, 13:45
Jest dzis sobota, syn wstał o 7mej, ja razem z nim, mąż spał do
jedenastej, obudziałam go bo juz zaczęłam się wkurzać, mały marudzi
ciągle chocbym na głowie stanęła albo przyprowadziła mu stado dzikich
dzików. Mąż wstał, włączył kompa i gra- no gotuje się we mnie, ja
sprzatam bo dziecko wymazało podłoge bananem- mąż gra, dziecko
wrzeszczy- mąż gra, dziecko poszło na balkon i wylało wodę z garnuszka-
przewróciło sie, wrzeszczy- mąż gra (ja w łazience wyciagam pranie),
słysze sie drze to biegne a mąz ku..a gra.Dodam, że nie byłam bierna
ciągle mówiłam żeby się zajął małym ale ona jak w transie. Tak się
wkurzyłam, że usiadła i zaczęłam ryczec. Mąż wstał, ubrał dziecko i
wyszedł z nim z domu nic nie mówiąc- bym chciała zeby znikneli na
tydzień..wiem, że to straszne, ale wysiadam już.