Witajcie. I nie krzyczcie zaraz o tytuł wątku - to skrót myslowy.
Przyszla moja pora na myslenie o drugim dziecku. Córka ma prawie 3
lata. To były trudne trzy lata, młoda jest charakterna, zywa,
wrazliwa, taki trochę typ "terrorystki"

Do tego trochę niełatwych
chorób ma za sobą, nie było lekko. No i waham się, ale gdzieś z tyłu
głowy i w sercu od paru miesięcy znajome kłócie, że bardzo
chciałabym byc jeszcze mamą, żeby mala miala siostrę/brata, żeby w
domu było nas wiecej.
Boję sie chyba głównie zmęczenia, że nie dam rady fizycznie. Z mężem
bywa roznie, raczej przy pierwszym dziecku nauczylam się, że lepiej
liczyc na siebie. Takie zycie akurat nasze, że gdy robi się
niełatwo, przychodzą kłopoty, takie zwykłe, ludzkie, jak z każdym
maluchem, to pan domu albo się wścieka albo znika.
Poradźcie coś, jak to u was było, zwłaszcza, gdy nie było różowo.
Nie wiem, co jest istotniejsze - serce, czy rozsądek?
Dzieki, Nat.