agapolo
06.01.04, 11:42
Zastanawiałam się dzisiaj dlaczego i kto zostaje lekarzem. dochodzę do
wniosku, że w naszym kraju większośc lekarzy to po prostu rzemieślnicy
którzy wyuczyli a często i niedouczyli się swojego fachy, traktują ludzi w
tym również dzieci instrumentalnie!!!! Jestem po prostu załamana i już sama
nie wiem co dlaej robić gdzie znaleźć dobrego pediatrę najlepiej
neonatologa. Mój synek już bardzo wiele wycierpiał przez błędne decyzje
lekarzy, dlatego chciałabym mu oszczędzić dodatkowych cierpień. Nie mówiąc o
tym jak wiele mówi się o akcji rodzić po ludzku, przynajmniej w moim mieści
rodzi sie po zwierzęcemu. A oto moja historia
Akcja porodowa zaczęla się u mnie w sobotę 27.09 o godz 15 odeszła mi wtedy
częśc wód płodowych, oczywiście poszłam do dyżurki ponieważ leżałam już
wcześniej w szpitalu ponieważ byłam "przeterminowana"- termin 21.09, kazano
mi pokazać podpaskę i panie położne stwierdziły że faktycznie, sa to wody
płodowe. Zbadano mnie i nie stwierdzono zadnego rozwarcia. Kazano mi wrócić
na salę. O godzinie 19:00 nastąpila zmiana położnych. Miałam coraz częstsze
skurcze , jednak co 15 minut i nie postępujące rozwarcie. około 22:00 wyłam
już z bólu, skręcajac sie na łóżku, poszłam więc poinformować o tym
dyżurujące pielęgniarki, łaskawie wstały z łózka ponieważ najanturalniej w
świecie sobie spały, zbadały mnie i stwierdziły że rozwarcia jak nie było
tak nie ma, więc na pewno nie odeszły mi wody tylko coś sobie wymyślilam i
kazały mi się położyć ( w międzyczasie zrobiono mi badanie ktg skurcze 40%
co 5, 10 minut a więc nieregularne ale bardzo bolesne). Leżałam do rana nie
mogąc wytrzymac z bólu. O godzinie 6:00 rano kolejna zmiana, kolejne badanie
i ciągłe masownaie szyjki, aby pobudzić rozwarcie, które ani nie drgnęlo,
wciąż jeden palec. Byłam już wykończona po nieprzespanej nocy w bólach ale
bardzo chciałam urodzić mojego synka, więc się nie poddawałam. O godzinie 8
rano, zostałam przeniesiona na salę porodową gdzie zostałam sama z moim
ukochanym, gdyby nie on już dawno bym się poddała. nie mogłam wytrzymać z
bólu, poporosiłam więc o zniczulenie zewnątrzoponowe oczywiście za opłatą
500zł, dowiedziałam się że jedyna pani anestezjolog, w wcześniej sie z nią
umawiałam na taką ewentualność ma wolny weekend i niestety nie moze
przyjechać doszpitala. Czułam że coś się dzieje nie tak, ponieważ boł stawał
się nie do wytrzymania a nie było żadnego postępu porodu, a przecież
pierwsze zwaistuny pojawiały się już 17 godzin wcześniej. Zapytałam czy
możliwe byłoby cesarskie cięcie. Dostałam odpowiedz ze jestem histeryczką,
że teraz to już wszytskie chcą iść na łatwiznę i cc na żądanie kosztuje
1000zł, i że nie ma żadnych przesłanek aby wykonać cięcie. Leżałam więc w
bólach, nie byłam nawet w stanie ruszyć ręką leżałam na wznak dosłownie
czekając na śmierć,wciąż masowano mi szyjkę macicy , rozwarcie nadal na
jeden palec a ja byłam już tak rozmasowana że krew ciekła ze mnie ciurkiem,
około godziny 10:00 przy masowaniu szyjki odeszła mi reszta wód płodowych
tyle że koloru zielonego, (dzień wcześniej były przeźroczyste), zaczęłam się
bardzo niepokoić o moje dziecko, na to podłączono mnie do ktg stwierdzono że
puls jest prawidłowy i kazano dalej czekać. Wreszczie około godziny 16 (po
24 godzinach)zaczęłam mdleć, barkowało mi tchu i wtedy dopiero nastąpiło
zamieszanie, zaczęto mnie cudzić podano tlen, zrobiono badanie CRP wyszło
potrójnie dodatnie, stwierdzono zakazenie wewnątrzmacicznie. W ciągu 10
minut znalazłam się na stole operacyjnym. ) 17:20 wyciągnięto z brzuszka
moje maleństwo. O 18:20 byliśmy razem i tutaj kolejny szok mały nie chce
ssać, ma wzmożone napięcie mieśniowe, następnego dnia nic się nie zmienia-
zabrano mi więc dziecko na obserwacje i w ogóle nie przywożono i następnego
też nie. Wreszcie po awanturze urządzonej przez moją rodszinę, przychodzi
pani pediatra i mówi że jeste podejrzenie niedotlenienia mózgu u mojego
synka i że zostaje skierowany na specjalistyczne badania. Pytam jakie mogą
być konsekwencje? Pediatra odpowiada moze nie chodzić, nie mówić, w
zależności od tego czy nastąpiło uszkodzenie mózgu i czy doszło do jego
zakażenia. Jestem załamana jedyne o czym marzę to przestać żyć. Dopada mnie
depersja poporodowa. zabierają mi syna do Centrum Zdrowia Dziecka, ja nie
mogę jechać z nim bo jestem unieruchomiona po cesarce. & dni samotnośći,
łez , tęsknoty. Tylko on dawał iskierkę do zycia. Po 6 dniach wychodzę ze
szpitala nie mogę bez niego żyć.Jadę prosto do niego, mój maluch wygolona
głowa, pleśniawki grubości 2 ml, lezy i wciąż płacze, widok którego nie
zapomnę do końca życia, Zostało mi jeszcze 2 dni czekania na wyrok. Wreszcie
są wyniki badań niwielkie zmiany na mózgu, nie ma zakażenia. Na razie
wszystko jest dobrze, ale czas pokaże jakie będa tego konsekwencje...
Po trzech tygodniach jedziemy na kontrolę mały ma bardzo duzego wondniaka
jąderka i przepuklinę pachwinową dostajemy skierowanie na operację. 1
listopada jedziemy do CZD bo tylko wtedy jest szansa na przyjęcie nas bez
trzymiesięcznego czasu oczekiwania, musze przyznać że przyjął nas bardzo
miły młody chirurg jedyny promyk słońca w tym całym motłochu. o godzinie
12:00 zabierają małego na operację, mówią że najpóźniej za 2 godziny będzie
ze mną. O godzinie 19:00 nie mam dziecka a ni żadnych informacji co sie z
nim dzieje. Chodze jak szlaona, płaczę, wydzwaniam na blok operacyjny,
niestety nikt nic nie wie ponieważ lekarz który operował mojego synka
przeprowadza następną operację, kończy ją o godzinie 20:00, prosi mnie na
blok operacyjny i mówi że niestety nie zoperowano mojego synka ponieważ nie
dało się go zaintubować???!!! A ja myślałam już najgorsze rzeczy. Ponowna
operacja 3 listopada okazuje się że da się go zaintubować tylko trzeba użyć
do tego prowadnić, czemu nie wpadła na to pani anestezjolog wcześniej i
dwukrotnie narażano mojego synka na stres i ból???
Wczoraj byliśmy znów na kontrolii w instytuvcie patologii noworodka,
stwierdzono u mojego synka dośc znaczną symetrię lewej części ciała. Lekarz
znów traktował go jak worek, rzucał nim jak rzeczą, wział za prawą rączkę i
prawą nóżkę i wymachiwał w powietrzu, potem lewą częśćią ciała. Maluch
płakał tak że nie mogłam go uspokoić przez następne 40 minut, po prostu
dostal ataku płaczy, a wystarczyłoby inne podejście lekarza. Myślałam że
tarfiłam do najlepszych specjalistów a to bezduszni fachowcy, rzemieślnicy
którzy moze i mają wiedze ale nie nadają się do pracy z dziećmi. Jestem
bardzo rozgoryczona. Dlatego jeśli znacie jakiegoś dobrego pediatrę,
rehabilitanta proszę pomóżcie bo mam już dosyć bezdusznych lekarzy , którzy
popełniają błędy kosztem mojego dziecka, zbyt wiele już wycierpieliśmy!!!!