logineczka
12.09.09, 09:42
...prawdziwej prawdy.
Dwa dni temu do mężą przyjechał kolega (ze studiów jeszcze), raz na kilka m-cy przyjeżdża, po drodze z delegacji, i idą sobie na piwo...
DOdam, że z mężem przechodzimy kryzys, i o tym, że kolega będzie, dowiedziałąm się, słysząc jak z nim rozmawia przeze telefon, bo się do siebie nie odzywamy od paru dni(parę kwestii, ale jak wspomniałam, przechodzimy -chyba-kryzys).
No więc kolega przyjechał, był, ja wróciłam z pracy po 22ej, a panowie ubrani wyszykowani do wyjścia. MÓJ mąż tylko rzekł, że synek nakarmiony, śpi sobie, wszystko pod kontrolą, wróci - WRÓCI po 2ej.... oczywiście w nocy, bo wychodzili po 22ej.
Odruchowo jak wyszli zakluczyłąm drzwi od środka, no i tu dałąm już mężowi chyba argument do jednak nie powrotu, no bo drzwi zamknięte....Typowe tłumaczenie dziecka, drzwi zamknięte, nie chciał mnie budzić.
Ale do rzeczy.
Mąż wrócił do domu o ..... 6:34, jak twierdził, pierwszym tramwajem, no i żeby jak już napsiałąm, mnie nie budzić (te drzwi które zamknęłąm...czyli na łatwiznę poszedł.).
Oczywiście poszedł od razu spać, ja szłąm znowu na 14stą do pracy, przebudził się tylko, ukradkiem złapałam jego wzrok na sobie przez chwilę, poszłam do pracy...
Ale, i tu pewnie gro lasek mnie "zlinczuje" wirtualnie, bo tajemnica korespondencji, bo coś tam - nie byłabym "przezorną" żoną, gdybym sama nie wybadała, co i jak.
Więc jak mąż spał, ale też zbytnio się nie upewniałam, wzięłam jego komórkę i okazało się, że ;
1. kolega z którym był, dzwonił do męża ok. 3ej w nocy, 34 sekundy rozmowy
2. o 6:13 mój mąż wybierał jakiś numer, 0:00 sekund, dwa razy, różniły się jedną cyferką na końcu.
Ponieważ jak wspomniałąm, nie jest ok ostatnio u nas, ale mieliśy iść na terapię coś z tym robić, swoje obawy skierowałam w kierunku...zdrady męża, oszustwa, matactwa itd.... I tak, jak miałąm chęć jeszcze ratować ten związek tak już nie wiem.
Nie wiem, co Wy o tym myślicie, ale ja Mam swoją wersję: mąż rozstał się z kolegą, albo nawet był u niego (w hotelu), ale była też jakaś cizia, od któej nad ranem wziął numer... zero sekund, bo tylko go wybił....aaa, i jeszcze widnieje pod tytułem "Aga"...
Wróciłam wczoraj późno do domu, mąz już spał.
Dziś szedł rano do pracy, ja nie spałam, i przed wyjściem przyszedł(sam, bo ja nawet o nic nie pytałam, żadnej awantury nie robiłam--obojętność..??...), usiadł na łóżku koło mnie, pocałował mnie w głowę i rzekł: "przepraszam....że tak późno wróciłem".
najpierw mi sie śmiać zachciało, bo skąd wie, że mi ot o chodzi, w końcu od tyg. się nie odzywamy, a on z wyjściem.... Czyżby wyrzuty.....
Ja na to, że czemu tak późno, i gdzie był, co robił.
WIęc wersja męża(najpierw łągodna), że był z kolegą, dzownił do niego(kolega) bo mąż poszedł siku i się zgubili(yhy), potem był u niego w hotelu, kimnął się..... I koniec.... Czyli już zatajenie pewnych kwestii, bo ja wtedy wyszłam z tym numerem, rano o 6:13 (nie przypuszczał pewnie, a widziałąm dizś że już go skasował....gnojek..ale byłam szybsza, spisałąm sobie numer, bo przecież już dzowniłam i ustaliłam, ze głos laski.
Więc jak spytałam o numer, co dlaczego, po co, kto...... patrzył na mnie najpierw szklistymi oczami, zarzekał się że niczego złego nie zrobił, że to nie on, to kolega (było coraz cieplej), że nei wie, skąd numer, chyba tak spisał, od kolegi, całował mnie po rękach, głowie, od stu lat nazywał kochaniem, że mam mu uwierzyć że to osoatni raz tak późno wrócił.
Że kolega ma problemy (też), i że ...w końcu pękł, byli w klubie go-go, i kolega zapłącił lasce, żeby tańczyła, a potem chyba poszedł z nią do hotelu... Nie mogłam już tego słuchać, nie trzyma mi się to kupy.
Pokój w hotelu jest jeden(miał byćjeden), więc jaki udział mojego mężą w tym--grzecznei spał... Po co wybierał jakis numer, do jakiejś Agi o 6 rano, za 40 minut był w domu....
Oczywiście prośby, zarzekania, żebym wierzyła, że przysięga, nic złego nei zrobił......
Szlag mnie trafia na samą myśł, że tam był, ze tak późno wrócił, powiedziałam, że w takim razie nie ma już czegor atować, ja się nie godzę na takie historię, nie wierzę mu...
Sama nie wiem, czy jak facet zapewnia, i wręcz się kala, to włąsnie jest winny i am coś za uszami, czy właśnie stał się "ofiarą" i mówi prawdę.
Jak do tego dojść...BO przecież mieliśy ratować nasz związek.
czy da się... Przecież nie spytam kolegi, bo się wyprze, zlbo zwali na męża, mogłabym ewentualnie zadzownić do żony kolegi, żeby może podpytała, jaką wersję ma kolega...
BO dzwonić do Pani Agi, co i z kim robiła, to trochę upokaRZAJĄCE..NIE MYŚlICIE... ?
A z kolei nie znająć prawdy(oczywiście oczyszczającej mojego mężą) czuję, że nie dam rady udźwignąć tej niewiedzy niepewności, tracę zaufanie do męża....Nie wiem, co robić... Miotals się w zeznaniach, jak już powiedziałąm o numerze tel. to wiedząc, że wiem, zatkało go na chwilę.... szukał wersji w głowie....
A ja oczywiście 3mam swoją... czyli wszystko i nic....
Co robić, jak dojść do prawdy, bo jakoś obietnica, że już tak późno nie wróci nic dla mnie nie znaczy. Chodzi o to, co to za panienka, i co mój mąz ma z tym wspólnego.... Zwalił na kolegę, i jeszcze tweirdził, że czuł się za niego odpowiedzialny....Brak słów....