lipsmacker
29.09.09, 19:46
W poprzednim watku narzekalam na obojetny stosunek do dalszej
prokreacji. Narzekanie spowodowane burza hormnonow, 4ro letnia
przerwa od okresu (Mirena) a potem Duphaston.
Co ciekawe posypaly sie natychmiast dosc zjadliwe komentarze o tym
ze moze biedny maz wcale nie chce wstawac znowu w nocy, zmieniac
pieluch, a moze nie chce wydatkow,a moze po prostu nie chce i
kropka, a ja mam mu nie planowac zycia .
Po pierwszej konsternacji zauwazylam ze wlasciwie czesto trafiaja
sie takie komentarze w postach dotyczacych sytuacji w ktorych jedno
z malzonkow chce kolejne dziecko a drugie nie wie czy chce, chce
mniej lub niekoniecznie.
I rzuca sie na mysl pytanie - po co Wy wychodzilyscie za maz? Tylko
z wielkiej milosci? Bo ja w duzej mierze po to zeby zalozyc rodzine
i nie jest to dla mojego meza zadna tajemnica czy dramatem,
przeciwnie, uwaza podobnie jak ja ze jest to naturalny stan rzeczy.
Tymczasem na forum wydaje sie panowac przekonanie ze chec robienia
dzieci to traktowanie partnera jako reproduktora. Otoz ja nie
wstydze sie przyznac ze po pierwsze nie wyszlabym za czlowieka ktory
nie chcialby miec dzieci, a jesli z gory byloby wiadomo ze nie moze
ich miec to musialby sie zgodzic na adopcje, w przeciwnym razie
pozegnalabym sie z taka miloscia.