penna
17.10.09, 17:27
Wyszlam z milosci za maz.Wyjechalam za granice, gdzie maz mieszkal
od dawna. Jestem juz 3 lata po slubie. Rowne 9 miesiecy po slubie
urodzilam dziecko. Bylam zajeta dzieckiem i uczylam sie jezyka w
nowym kraju. Maz jest zachwycony synkiem, kupuje mu zabawki,
zmienial pieluchy i wstawal w nocy by mi go przyniesc na karmienie.
Powoli jednak zaczelam odczuwac, ze o wszystkim decyduje maz.
Najbardziej mi dokuczylo to, ze w sklepie to on wybiera jedzenie i
niby nie zabrania wprost, ale czuje ze na przyklad jakiegos jedzenia
nie chce kupic. Wprost mi powiedzial, ze serki sprowadzane z Polski
sa drogie i lepiej kupic tutaj bialy ser i smietane, to wyjdzie
taniej. Zawsze idziemy na zakupy razem, bo z poczatku balam sie o
poprawnosc mojego jezyka ale sa tez sklepy polskie, wiec tam mowia
po polsku. Zawsze jest tak samo: jedziemy do sklepu, i on wybiera
jedzenie. Oczywiscie zawsze jest tego wystarczajaco i duzo smacznych
rzeczy , ale mi doskwiera brak mozliwosci kupienia tego co chce.
Z poczatku myslalam, ze nie moge wymagac, bo to on zarabia. Czulam
sie tez zalezna, bo ja pochodze z biednej rodziny, i wymagajac
czegos czulam, ze to tak jakbym zebralam o pieniadze.
Mialam jedzenie, a raczej produkty do zrobienia obiadow, wiec
robilam.
Kazdy zakup jednak musialam przegadac z nim, nawet gdy chcialam
skarpetki. Podpaski mi glupio bylo kupic wiecej niz jedna paczke,
mimo, ze chcialam sprobowac rozne marki, to gdy byla jakas okazja ,
to wtedy kupowalam hurtem(bo wtedy moglam wytlumaczyc, ze to
oszczednosc).
Gdy chcialam jechac gdzies, to czesto maz sie zgadzal i jechalismy.
Maz zawsze mi kupuje kwiaty na okazje, nawet na ostatnie urodziny
dostalam kosz roz tyle ile mam lat.
Ucze sie jezyka nadal, chce go dobrze umiec by pojsc do pracy.
Mowilam mezowi, zeby pojsc do pracy , ale on mowil, ze lepiej
nauczyc sie jezyka a potem znalezc dobra prace, a teraz to moja cala
pensje bedzie kosztowac przedszkole dla dziecka.
Maz chce drugie dzieko, ale mi zbrzydla ta zaleznosc i odmawiam.
Maz nie jest agresyny do mnie, ale i ja nie jestem tez, ja sie
obrazam jesli cos mi sie nie podoba.
Ostatnio slyszalam, ze poczatek malzenstwa sluzy do utorowania zasad
w nim i dlatego nie powinno sie miec dziecka od razu po slubie, bo
bez dziecka facet bardziej sie stara i slucha.
Wlasciwie to wiem co powinnam zrobic, tylko boje sie czy potrafie to
wszystko zmienic.
Moja przyjaciolka powiedziala mi ze, jestem ladna, wyksztalcona i ze
nie powinnam czuc sie zalezna z powodu, ze bylam kiedys biedna , bo
teraz jestem bogata(malzenskie pieniadze sa wspolne).Powiedziala mi,
ze mam same plusy w porownaniu do niego, ale zebym poczula sie ze
mnie szanuje to zebym poszla tam na studia w tym kraju, to bede
miala szacunek studentki i pozniej dobra prace.
Jak bylam panienka to widzialam scene w sklepie gdzie maz nakazal
kupic tansze kostki rosolowe zonie, ale nie myslalam, ze to mnie
spotka.