mad98
20.11.09, 13:57
Nie wiem dlaczego piszę na tych forach najczęściej smętne wątki, ale może z
nadzieja, że ktoś powie mi że wszystko będzie ok. albo wyleje mi na głowę
kubeł zimnej wody i powie co jest źle. Ale tak naprawdę nie mam do kogo ust
otworzyć. Pracuję i w sumie obracam się między ludźmi, ale..... najbliższą
osoba był/jest mąż. Tylko że jego tak pochłonęło jego własne życie, że
zastanawiam się co jeszcze nas łączy. Budujemy dom i to jest jego pochłaniacz
czasu, ale rola męża sprowadza się raczej do doglądania i kupowania
niezbędnych rzeczy. Prawda jest taka, że on niewiele z tych fachowych rzeczy
potrafi zrobić. A na pewno lubi jazdę samochodem. I w zasadzie tylko do tej
nieszczęsnej budowy sprowadzają się ostatnio nasze rozmowy. Nigdzie nie
chodzimy, z nikim się nie umawaiamy. Wszystko jest takie szare, bez wyrazu.
Nie ma już jego uczuć. Nie ma żadnego czułego gestu i dobrego słowa. Za dwa
tygodnie mam usg piersi. Coś mnie zaniepokoiło i lekarz faktycznie wysłał mnie
na to badanie. Nie muszę chyba mówić że się denerwuję. Bardzo. Teraz też w
domu choróbsko, bo najpierw córeczka, potem ja. Siedzimy oczywiście same, bo
jego mam wrażenie nic nie interesuje. No może mała tak. Ja poszłam w odstawkę.
I czekam. Nie wiem na co. Ale meczą mnie już jego opowieści o sobie. Wszystkie
nasze problemy tłumaczy budową i swoja stresująca pracą. Nie mówię juz o tym
że jestem zmęczona i psychicznie i fizycznie. Na tych wakacjach zmarł teść,
dwa lata temu mąż miał operacje na kolano więc cały swój urlop poświęciłam
jemu i malutkiej jeszcze córeczce. Oczywiście ze względu na budowę nie byliśmy
nigdzie. I teraz mam wrażenie wszystko to ze mnie wyłazi. I jeszcze to że tak
naprawdę ja się nie liczę, tylko on, to co on myśli, chce. A ja mam kupę
własnych problemów, a czuje się jak dodatek do nie wiadomo czego, kogo, chyba
dziecka. Próba każdej rozmowy kończy się awanturą. Mąż jest cholerykiem, a
słowa których podczas kłótni używa długo zostają w pamięci. Nie wiedziałam, ze
samotność tak boli.