Dodaj do ulubionych

Hodujmy synków, hodujmy....

09.12.09, 11:42
Hodujmy synków, hodujmy a też będziemy się zgłaszać do Szlachetnej
Paczki po pomoc. Mamunie dzielne, zaradne, wszystkorobiące i
synusiowie dwudziestoparoletni albo starsi z wrodzoną niechęcią do
pracy. Zapewne części z nich zakochane matki wmówiły, że nadają się
do wyższych celów niż zarabianie pieniędzy i teraz trudno im znaleźć
coś na miarę ambicji oraz niewątpliwych zdolności. Co to qrde
znaczy, że 24-letni gość nie pracuje? Nawet jeśli studiuje (pomijam
MEDYCYNĘ, uwaga pomijam MEDYCYNĘ) to może dorabiać na swoje wydatki
jesli życzy sobie wakacji, nowych ciuchów, gadżetów, kasy na kino i
browar. Albo uczyć się tak, żeby dostawać stpendium - zawsze to parę
stów.
Rany boskie, jakbym miała córkę i panna by przyprowadziła do domu
takiego 20+ latka, który się pracą nie skalał to bym kijem gnała
precz.
Niechcący przez akcję Szlachetnej Paczki "GW" pokazuje w mikroskali
jaki wybór mają dzisiejsze dziewczyny nastolatki i dwudziestolatki -
zdrowych byczków uwieszonych na mamuniach bezrobotnych zawodowych. A
młodsi bracia patrzą i uczą się, że w sumie można olać robotę, bo
zawsze jakaś frajerka chętna do utrzymywania się znajdzie, jak nie
mamunia to żona.
Obserwuj wątek
    • cathy1976 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 11:45
      Zgadzam się, ale zdecydowanie dołączyłabym do tego córki.

      Po prostu: młodzież ucząca, bez względu na płeć, ma teraz masę
      mozliwości dorabiania sobie.
    • broceliande Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 11:46
      Przeczytałam tamten wątek.
      Wydaje mi się, że ci synusiowie są kolejnym niepracującym,
      nieprzyzwyczajonym do pracy pokoleniem.
      Rośnie takie, które nigdy nie widziało rodziców pracujących, tylko
      korzystających z rozmaitych "paczek".
      Nawet jeśli tata pracuje, to mama kombinuje dodatkowo pomoc
      społeczną i to właśnie demoralizuje.
      Po co ma tyrać, jak tatuś (ten kierowca na przykład), skoro mamusia
      załatwi cos dodatkowo od społeczeństwa.

      Mnie to na razie nie grozi, syn wie, że oboje pracujemy, a od
      państwa mamy wielkie g..., bo działalności gospodarczej nie
      przysługują świadczenia.
    • kosmitos Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 11:46
      a jak synuś już w zakładzie karnym (element raczej nie używa słowa
      więzienie) albo alkoholik to mamusia mówi, że on dobry tylko wpadł w
      złe towarzystwo (ewentualnie zadał się z lafiryndą co go porzuciła i
      się załamał)
      • triss_merigold6 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 11:52
        Dobra, litościwie pomińmy ewidentnie patologicznych.
        Ja mówię o tych z ogłoszeń, co z opisu sądząc się uczą a mają
        powyżej 19 lat. To pięknie, że się uczą ale w przypadku biedy w
        rodzinie, powinni także pracować. Zresztą jak nie ma biedy również,
        chłop, który mając 20+ lat nie popracował konkretnie przynajmniej
        dorywczo to żaden materiał na rozród i partnera.
        • sapalka1 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 14:01
          Ale ilu jest takich, którzy się nie uczą, nie mają nawet takiego wytłumaczenia.
          A mamuśka orze jak może, , zdrowie traci, ale jednego byczka z drugim trzeba
          wykarmić, ubrać i jeszcze na imprezę kasę dac "bo młodzi są muszą się wyszaleć",
          że nie wspomnę o opieraniu, oprasowaniu itd. A jeden z drugim synuś nieraz nie
          miał nawet żelazka w ręce. Bo po co skoro mamusia się zajmie...
    • zlosliwe_malpisko Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 11:50
      wszystko prawda, tyle że jakby to ująć... Ameryki nie odkryłaś.
      Poprzedni wątek aż kipi od wpisów potwierdzających Twoje teorie, czy
      zakładanie nowej dyskusji wniesie cokolwiek nowego? Wątpię.
    • kropkacom Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 11:51
      Jeszcze jakiś rok temu na tym samym forum czytałam jak mamunie tłumaczyły że
      dziecko ma się uczyć a nie pracować tongue_out Te same mamusie przekonywały mnie że
      obowiązkiem rodzica jest utrzymywać dorosłe dzieci i je uposażyć odpowiednio.
      • broceliande Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 11:55
        kropkacom napisała:

        > Jeszcze jakiś rok temu na tym samym forum czytałam jak mamunie
        tłumaczyły że
        > dziecko ma się uczyć a nie pracować tongue_out Te same mamusie
        przekonywały mnie że
        > obowiązkiem rodzica jest utrzymywać dorosłe dzieci i je uposażyć
        odpowiednio.


        Owszem, ale nie kosztem państwa i "paczek".
      • deodyma Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 11:57

        kropkacom napisała:

        > Jeszcze jakiś rok temu na tym samym forum czytałam jak mamunie
        tłumaczyły że
        > dziecko ma się uczyć a nie pracować tongue_out Te same mamusie
        przekonywały mnie że
        > obowiązkiem rodzica jest utrzymywać dorosłe dzieci i je uposażyć
        odpowiednio.



        dlatego tez nie chcialo mi sie wypowiadac w tamtym watku i w tym tez
        nie bedzie mi sie chcialosmile
        smiechu wartebig_grin
      • triss_merigold6 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 11:59
        Czekaj, czekaj - uczyć tak, przede wszystkim. I rodzice powinni się
        starać dzieci wyposażyć na start ale nawet to kupione przez starych
        mieszkanie wypadałoby móc utrzymać, nie?
        Tu masz sytuacje pełnoletnich, zdrowych chłopów z biednych rodzin. A
        jak jest bieda to należy iść do roboty niezależnie od tego czy młody
        człowiek studiuje czy nie. Proste.
        Nie jestem fanką amerykańskiego modelu pracy weekendowej 13-14-
        latków ale 23-latek jest w pełni do pracy zdolny.
        • kropkacom Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 12:04
          > to kupione przez starych
          > mieszkanie wypadałoby móc utrzymać, nie?

          No smile Jakoś nie pamiętam żeby któryś ze znajomych utrzymywał tongue_out Tak się składa że nie trzeba być biednym żeby hodować darmozjadów.

          > Tu masz sytuacje pełnoletnich, zdrowych chłopów z biednych rodzin. A
          > jak jest bieda to należy iść do roboty niezależnie od tego czy młody
          > człowiek studiuje czy nie. Proste.

          Oczywiście że należy.
          • gazeta_mi_placi Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 18:51
            Znasz ten dowcip:

            Czy się różni rodzic Szwed (Francuz/Anglik) od rodzica-Polaka?
            Szwed się chwali:

            Mój syn kupił sobie właśnie mieszkanie.

            Polak się chwali.

            Kupiłem synowi mieszkanie big_grin
            • brak.slow Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 23:44
              akurat to nie jest smieszne. stosunek zarobkow do cen mieszkan w szwecji jest
              diametralnie rozny od tych w polsce. styl zycia tez.
              w szwecji 16 latek wyprowadzi sie z domu i mieszka "na swoim"
              w polsce 25 latek mieszkajacy z mama to norma.
      • kosmitos Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 12:02
        bo tak byc powinno-dziecko ma się uczyć i nikt nie wysyła 7-latków
        do fabryki; ale chyba nastolatek może dorobić na swoje potrzeby a
        osoba pow.18 lat to dorosły człowiek
        • kropkacom Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 12:06
          Już widzę tych wymuskanych, wychuchanych synków forumek jak im mama mówi że mają
          18 lat i muszą iść do pracy tongue_out
          • daria_nowak Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 15:54
            A ja znam jednego wymuskanego, teraz już 18 latka, który sam z siebie, bez
            zachęty, czy musu od lat pracuje w wakacje. Sam sobie te prace znajduje – np.
            wprowadzanie danych do komputera. Rok temu pracował w callcenter i bardzo to
            sobie chwalił. Matka wcale tego od niego nie wymagała, ale chłopak ma oczy i wie
            że rodzice nie mają więcej niż zarobią. I nie jest to biedna rodzina. Normalna,
            ze średnimi ograniczeniami finansowymi.
            Teraz młody studiuje zaocznie, w tygodniu chodzi do szkoły informatycznej, w
            której po 3 latach zdobędzie tytuł technika. Rodzice płacą mu za te szkoły, a on
            łapie zlecenia na fanaberie, bo wie, że kino 4 razy w miesiącu, wyjazd
            weekendowy, czy piwko z kolegami to konkretny wydatek, który wcale nie musi
            obciążać rodziców.
            • pitahaya1 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 16:50
              Litości...mój starszy syn w wakacje skończy 18 lat. Sam znalazł sobie pracę
              dorywczą w wakacje, czasem dorabia trochę w ciągu roku (ferie, sporadycznie w
              weekendy). Pracuje w ten sposób od dwóch lat. Wyprowadza psiaki na spacer,
              opiekuje się kotami (karmi, zmienia żwirek w kuwecie), podlewa kwiaty, wietrzy
              mieszkanie...słowem opiekuje się domem i zwierzętami, gdy właściciele są poza
              domem.
              Poza tym zaczyna dorabiać korepetycjami.
              Dla nastolatka kieszonkowe zawsze jest niskiesmile
              Ale trzeba przyznać (mam wgląd do salda na koncie), że zarobione pieniądze w
              większości odkłada.
              Jego znajomi też dorabiają, czasem przy imprezach, czasem w podobny sposób co
              mój syn.

              Młodszy póki co wyłącznie na garnuszku rodziców.
        • triss_merigold6 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 12:06
          Słuchaj, w życiu bym nie wysłała przygotowującego się do matury 18-
          latka do pracy, miałby siedzieć i wkuwać, bo to, żeby z mamusi zdjąć
          ciężar finansowania płatnych studiów (o ile za te naście lat będą
          jeszcze bezpłatne studia). Niemniej chociaż 2 tygodnie w wakacje
          popracować mógłby. Nie 2 miesiące, wystarczy 2 tygodnie i już
          małolat rozumie ile wysiłku kosztuje zarobienie na gadżet czy
          markowe buty.
          • deodyma Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 12:10
            no co ty?
            a od kiedy to pracy i nauki nie da sie ze soba pogodzic?big_grin
            zartujesz teraz, prawda?
            ja w tym wieku pracowowalam, uczylam sie i zyjesmile
            a pracowalam, bo chcialam i nikt do roboty mnie nie gnalsmile
            • triss_merigold6 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 12:14
              Ja też pracowałam ale bardzo dorywczo i w celu spełnienia
              konkretnych zachcianek (w liceum). Potem na studiach miałam 2
              stypendia naukowe maksy + dorabiałam więc praca w pełnym wymiarze na
              etacie była mi doskonale zbędna.
            • e_r_i_n Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 14:30
              Zależy, gdzie się uczysz.
              Ja w liceum zakuwałam do matury i trudnych egzaminów na studia. Pracowałam,
              owszem, w wakacje.
              Na studiach (dziennych) też zaczęłam pracować nie na pierwszym czy drugim roku,
              kiedy było mnóstwo zajęć, tylko trochę później.
              I oczywiście jestem wielką zwolenniczką pracy podczas STUDIÓW, ale nie ich kosztem.
              Co oczywiście nijak się ma do biedy i niepracowania w ogóle.
          • panipanda Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 13:08
            jestem ciekawa, gdzie jest praca na 2 tygodnie, podczas której można zarobić
            kase na markowe buty. chyba, że na budowie, ale tam przecież krzywda się dziecku
            może stać, więc nie. mniejsza o to.
            dlatego wszystkie studia powinny być płatne, oczywiście co zdolniejsi i lepsi
            uczniowie zwolnieni z opłat, reszta - płacić. i to była wiele dało i szkolnictwu
            wyższemu i ludziom, którzy poszli na studia żeby nie pracować i w ogóle nic nie
            robić.
            • bsl Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 13:15
              a bo to teraz takie na czasie , że kazdy musi mgr mieć
              a 18letni chłopak czy dziewczyna jeszcze nie tak dawno po skończeniu
              szkoły zawodowej szli do pracy
              brakuje fachowców , za to magistrów nie brakuje
            • e_r_i_n Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 14:31
              Dwa tygodnie to załóżmy 10 dni faktycznej pracy. Buty markowe to wydatek rzędu
              300 zł. Daje to 30 zł dziennie, aby w dwa tygodnie uzbierać na nie. Zakładając 8
              godzin pracy dziennie, trzeba mieć na godzinę mniej niż 4 zł. Pracy takiej od groma.
              • triss_merigold6 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 14:34
                Dokładnie. W wakacje jest do jasnej Anielki dorywczej pracy w
                turystyce, gastronomii i innych usługach.
            • daria_nowak Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 16:00
              1. Mycie okien – firm sprzątających, w tym studenckich teraz dostatek
              2. Dorobienie u "sąsiadów" na działce
              3. Wychodzenie z cudzymi psami (autentyk!)
              4. Na zlecenie - przy wnoszeniu i montażu mebli

              W wakacje choćby w gastronomii.

              I nie są to zajęcia wymagające doświadczenia, czy szerokiej wiedzy.
              Co roku, na wiosnę, ozłociłabym człowieka, który za jakieś 50 zł przyniósłby mi
              ziemię do balkonowych doniczek.
              • crises Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 16:27
                5. Opieka nad kotami - znajoma ma spore stadko, którego nie na się komuś
                podrzucić, jak raz w roku wyjeżdża, płaci jak za woły za opiekę w niej w
                mieszkaniu (ok. 1000 zł za 2 tygodnie).
                6. W sezonie zbieranie jabłek/malin/porzeczek etc.
                7. W mojej firmie często pojawiają się roboty polegające na wklepaniu,
                przeniesieniu czy uporządkowaniu jakichś danych. 2-6 tygodni, bo przeważnie tyle
                akurat czasu trzeba, żeby coś tam przemielić. Płacimy 7 zł za godzinę.
      • echtom Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 12:30
        > Te same mamusie przekonywały mnie że obowiązkiem rodzica jest
        utrzymywać dorosłe dzieci i je uposażyć odpowiednio.

        OK - rodzica, nie sponsorów.
        • kropkacom Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 13:21
          Nie ma obowiązku bycia sponsorem tongue_out
          • echtom Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 13:38
            > Nie ma obowiązku bycia sponsorem tongue_out

            Na szczęście smile
          • aurita Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 12.12.09, 08:48
            > Nie ma obowiązku bycia sponsorem tongue_out

            owszem jest. Kumpel sie rozwiodl jak syn mial 14 lat,
            kumpel placil alimenty (moim zdaniem zalosnie nieskie ale to detal)
            teraz dziecko ma juz 22 lata, matury nadal nie zdalo ale moj kumpel nadal na
            UCZACEGO sie placi. I podobno nawet jak dziecko skonczy 24 lata a nadal bedzie
            sie "UCZYC" to kumpel ma obowiazek sponsorowac ten styl zycia
            • echtom Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 12.12.09, 09:21
              A czy ten kumpel nie jest przypadkiem rodzicem chłopaka?
              • aurita Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 14.12.09, 19:58
                ups smile niedoczytalam i sie rumienie

                (ale i tak nie uwazam tego za normalne)
                • echtom Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 14.12.09, 20:36
                  > (ale i tak nie uwazam tego za normalne)

                  A to już kwestia ułomnego systemu alimentacyjnego. Raz, że alimenty są "żałośnie niskie", dwa - że nie jest weryfikowana jakość "uczenia się" dorosłego człowieka. Stare numery - np. w czasach powszechnej służby wojskowej chłopacy po maturze zapisywali się do szkoły policealnej, brali zaświadczenie, że się uczą i to był ich ostatni kontakt ze szkołą smile Znałam też gościa, który kilka dni w miesiącu spędzał na studiach zaocznych, a poza tym nie pracował nawet dorywczo.
    • amsterdama Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 12:01
      Uwaga: studiując medycynę brałam na pogotowiu dyżury jako sanitariuszka, a latem
      opiekowałam się dziećmi. Wszystko się da.
    • martishia7 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 12:06
      Jak to ktoś napisał - Ameryki nie odkryłaś, tym niemniej warto na to zwracać
      uwagę, na każdym kroku.
      Natomiast zaryzykuję stwierdzenie (chociaż jeszczem nie jest eMatką), że to się
      wszystko zaczyna od maleńkości - od nakładania na dziecko obowiązków domowych i
      żądania szanowania pracy innych. Założę się (chociaż ręki ani głowy nie
      postawię), że matki tych byczków zawsze stawiały im żarło pod nosem, żyją w
      przeświadczeniu, że ubrania biorą się z szafy, a jedzenie z talerza. No ale w
      dzieciństwie zapewne mamy ich wyręczały, bo "jeszcze się w życiu napracuje". Tja...
      • zlosliwe_malpisko Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 12:45
        martishia7 napisała:
        > Natomiast zaryzykuję stwierdzenie (chociaż jeszczem nie jest
        eMatką), że to się
        > wszystko zaczyna od maleńkości - od nakładania na dziecko
        obowiązków domowych i
        > żądania szanowania pracy innych. Założę się (chociaż ręki ani
        głowy nie
        > postawię), że matki tych byczków zawsze stawiały im żarło pod
        nosem, żyją w
        > przeświadczeniu, że ubrania biorą się z szafy, a jedzenie z
        talerza. No ale w
        > dzieciństwie zapewne mamy ich wyręczały, bo "jeszcze się w życiu
        napracuje". Tj
        > a...

        dokładnie...
        w odpowiedzi na nietrafioną akcję wszystkie ematki spieszą jak jeden
        (e)mąż z oburzeniem, że hoduje się nierobów, starych koni
        kanapowych. I że jak to takich pod własnym dachem mieć.
        Po czym biegną sznurować synkom buciki, podtykać zupkę pod nosek,
        sprzątać po nich zabawki.
        Celowo piszę o synkach, bo córki jeszcze czasem zagania się do
        pomocy w kuchni, synkowie natomiast to nietyklane święte krowy. Ale
        oczywiście bezrobotny 30-latek na utrzymaniu matki to nie u mnie
        broń boże... to patologia.
        Poczekajmy trochę.
    • mme_marsupilami Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 12:37
      Usmialam sie serdecznie ze Szlachetnej Paczki (chyba Bezczelnej ...). Ktos czyta w ogole te listy z prosbami, bo z dobrego pomyslu na akcje zrobila sie kpina na resorach.
    • lilka69 tress merigold 09.12.09, 12:45
      a dlaczego pomijasz tylko medycyne?
      proponuje tez politechnike.
      • bsl Re: tress merigold 09.12.09, 12:47
        lilka69 napisała:

        > a dlaczego pomijasz tylko medycyne?
        > proponuje tez politechnike.

        a to czemu ??
        • verdana Re: tress merigold 09.12.09, 13:28
          cóż, mam mieszane uczucia - zgadzam się, ze w wypadku, gdy dla
          rodzicow jest sporym wysilkiem utrzymanie dziecka na studiach
          powinno ono pravować. Jednak gdy nie - dla mnie solidne studiowanie
          (tzn siedzenie w bibliotekach i czytanie setek stron na kolejne
          seminaia, pisanie prac rocznych i dyplomowych, a nie robienie
          plagiatow) JEST pracą. Mam kompletnie dosyc studentów, ktorzy
          odwalają studia, bo zarabiają. Owszem, w wakacje mozna sobie
          dorobić. natomiast jakos nie wierzę w to, że zarabianie pieniedzy
          jest zajęciem, ktore jedynie czyni z nieroba (czytaj studenta)
          szlachetnego człowieka (caly czas mowie o studentach z dobrze
          sytuowanych rodzin). Zwracam tez uwage, ze nie chodzi tu o pracę ,
          tylko o kasę. Wolontariat jest rownym obijaniem się, co zerowanie na
          rodzicach, bowiem porzadny mlody czlowiek dba przede wszystkim o
          zaabianie. Cóż, jestem zdecydowanie zadowolona, ze moj syn
          przepracowal niemal cale studia nie zarabiając ani grosza, ale
          widocznie nie zauwazyłam, ze jest pasozytem.
          Poza tym - dlaczego tylko faceci? Widze tu jakis dziwny stereotyp -
          facet jest od zarabiania i tyle jest wart, jle przyniesie do domu,
          co ma w glowie to nieistotne. A sztudentak może sobie na rodzicach
          żerować, bo ja potem mąż utrzyma?
          • powerextension Bez przesady 09.12.09, 13:50
            Studiowałam kierunek humanistyczny - jeden i drugi na naukach społecznych. Oba
            dziennie - dostawałam dwa stypendia naukowe, do tego dorabiałam na promocjach
            (praca w weekend, wtedy - czyli kilkanaście lat temu świetnie płatna), dawałam
            korepetycje. Moja praca na kierunku pierwszym była wyróżniona za temat -
            nowatorski i interdyscyplinarny, w archiwach, bibliotekach/czytelniach, podczas
            kwerendy prasy - spedziłam bardzo duzo czasu. Druga parce magisterską napisałam
            juz pracując na etat - fakt, ze była ona inna metodologicznie. Dostałam
            propozycje robienia "kariery" naukowej - ale za śmieszne w zasadzie żadne
            pieniądze, a wtedy kupowaliśmy z narzeczonym nasze pierwsze mieszkanie, wiec ten
            rodzaj niezarobkowania mi nie odpowiadał - za to studia podyplomowe juz tak - bo
            były w weekendy.
            > Poza tym - dlaczego tylko faceci? Widze tu jakis dziwny stereotyp
            To nie stereotyp, tylko biologia - facet gdzieś musi spalać swój testosteron i
            lepiej gdyby to było w pracy niz podczas mordobicia pod smietnikem. Zazwyczaj
            jak ktos ma wiecej w głowie, jest w stanie więcej do domu przynieść. Chyba że
            mówimy o śmieciach w głowie, albo o ciężkim upośledzeniu, chorobach
            psychicznych, dysfunkcjach społecznych.
        • ira_07 Re: tress merigold 09.12.09, 16:24
          A to temu, że na politechnice oprócz nauki i chodzenia na zajęcia trzeba robić masę projektów. Osobiście, nie chciałabym jeździć po mostach projektowanych przez kogoś kto uczył się je projektować między nocką w hipermarkecie a kilkugodzinnymi wykładami.

          Sama, choć nie studiuję "ciężkiego" kierunki, studiuję kierunek czasochłonny i też nie wyobrażam sobie teraz normalnej pracy, bo studia musiałabym "odwalać". Pracuję tylko dorywczo lub w wakacje.

          Nie chcę wcale bronić tutaj tych, co w wieku 20 lat nie potrafią sobie zarobić na zachcianki, bo pewnie zaraz ktoś mi to zarzuci.
        • hankam Bo na Politechnice 09.12.09, 16:29
          przynajmniej w moich czasach bylo od 32 do 40 godzin zajęć w
          tygodniu. + projekty i cala nauka w domu.
          Ale nie demonizowalabym studiow technicznych, czy medycyny. Prawie
          każde studia, jeśli je traktować poważnie, są trudne do pogodzenia z
          pracą ws większym wymiarze.
          • mniemanologia Re: Bo na Politechnice 09.12.09, 16:45
            W moich czasach możliwe było studiowanie jednego kierunku na
            politechnice, a drugiego na uniwerku. W tym samym czasie! Miałam w
            grupie dwóch takich zapaleńców.
            A, i spotykałam się kiedyś z jednym kolegą, kóry studiował na PW i
            dorabiał sobie. Da się.

            Ale oni to pewnie nie traktowali studiów powaznie wink
            • bsl Re: Bo na Politechnice 09.12.09, 17:47
              no więc mój mąz jest po politechnice i mimo stypendium naukowego
              dorabiał na uczelni
              ostatni rok studiow pracował juz w zawodzie koncząc jednoczesnie
              studia dzienne

              ale on tez pewnie studiow poważnie nie traktował wink

              każdy ma swoją KREATURE..
    • woman-in-the-city Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 13:27
      Niestety dziewczyny są podobne, płec nie ma znaczenia. Ile ja takich laluń znam
      co nawet herbaty sobie same nie zrobią, nie wspominjac o czymś konkretniejszym.
      Wszystko mają podetkniete pod nos, ani to zdolne, ani robotne i coraz to
      wulgarniejsze w obyciu. Nasi rodzice i dziadkowie musieli umiec sobie radzic jak
      ten pomysłowy Dobromir i zrobic coś z niczego. A teraz rośnie pokolenie jak to
      mawia mój znajomy utracjuszo-leni, którzy w wieku 30+ lat bedą jak te dzieci we
      mgle, posiadawszy dwie lewe ręce do roboty i roszczeniowośc wrodzoną nie bedzie
      ich czesto stac, by utrzymac to co rodzice wypracowali. I moze się im pofarci,
      gdy jakis desperat lub desperatka ich zechce i weźmie na utrzymanie.
    • sanciasancia Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 13:36
      Za moich czasów na medycynie i innych ciężkich kierunkach studiów były dość
      wysokie stypednia za wyniki w nauce (rzędu 500PLN). Może po prostu wystarczy się
      uczyć.
      • urana Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 13:50
        A ja znam takiego tatusia, co to aż doktoracik zrobił był na
        utrzymaniu mamuni, ba, dalej z jej wielkiej pomocy korzysta, dba o
        swój tyłek i szlachetnie sponsoruje smarkatą dupę, a własne dziecko
        ma w głebokim poważaniu. I nie uważam, że jego dziecko powinno iść
        do pracy, zamiast rozwijać niewątpliwe zdolności i kształcić się bez
        rozpraszania na inne rzeczy, dlatego że jego płodziciel jest
        skrajnym egoistą i egocentrykiem.
    • aiwlysji Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 13:51
      chcesz uczyc moralnych postaw poprzez zarabianie pieniedzy?
      oj to moze byc trudne!

      zawsze mi sie wydawalo, ze robienie czegos dla ludzi nieodplatnie najlepiej hartuje ducha..hmm

      przypomniala mi sie dziewczyna, niemka, ktora zaraz po maturze wyjechala w glab rosji aby pomagac bezdomnym dzieciom na ulicach. organizacja, z ktora wyjechala placila jej smieszne pieniadze tak, ze jej rodzice musieli jej dosylac aby mogla przetrwac...i jak byla darmozjadem?

      naprawde myslicie, ze mozni tego swiata tak ciezko pracuja na swoja "pozycje"?
      • martishia7 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 14:39
        Nie o to chodzi. W podanym przez Ciebie przykładzie rodziców było na takie
        chowanie dziewczyny stać i uważali, że jest to zasadne i rozwijające.
        Chodzi o to, że w sytuacji kiedy jest ciężko młodzi, sprawni ludzie wyciągają
        rękę do społeczeństwa i czekają, że ktoś coś da.

        Moja rodzina wyprowadziła się (prawiesmile) do jednej z najbiedniejszych gmin w
        Pl, na ścianie wschodniej, z jakimś odpałowym bezrobociem. Czy myślisz, że jest
        tak prosto znaleźć kogoś, kto przyjdzie i na przykład zgrabi pół hektara
        trawnika? Albo wypieli ogródek? Porąbie drewno? Sorry, płacą nawet do 10 pln za
        godzinę - do ręki, bez podatku. Zapomnij.
        • crises Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 16:45
          Znajomi wyprowadzili się na wieś pod miasto. Kumpela raz spytała matkę kolegi
          syna (dwójka dzieci w tej samej szkole, opieka społeczna opłaca im obiady, przed
          świętami ksiądz organizuje dla nich pomoc paczkową), czy nie zna kogoś, kto
          mógłby umyć okna, stawka do uzgodnienia.

          Krótko potem dotarła do niej pocztą pantoflową wieść, że wieś kipi z oburzenia:
          "cwane miastowe wyzyskiwacze chcą wynajmować za 5 złotych do mycia okien".

          Dziżas k..wa ja pie..olę.

          Najgorsze, że to są ludzie koło trzydziestki, nie ma nawet co liczyć na to, że
          ta mentalność szybko wymrze razem z nimi.
    • iwoniaw Wcale nie chodzi o prace zarobkową 09.12.09, 13:54
      W każdym razie nie tylko, więc nie ma się co czepiać Triss i pisać o wsparciu
      rodzicielskim "na start" oraz pracochłonności wymagających (nie tylko na
      medycynie) studiów. Chodzi o etos i celnie to napisała (choć córek nie
      uwzględniła, a te młodociane matki "na wychowaniu" u swoich matek wraz z
      przychówkiem też niezłe są) - wsparcie i finansowanie nauki/ startu życiowego
      zgodne z możliwościami rodziny - tak, przyzwyczajanie, że każdy gadżet i
      luksus
      "się należy" - nie. Oraz że dorosłość oznacza także konieczność
      utrzymywania się - na takim poziomie, na jakim dajemy radę.

      Żeby przykład był bardziej konkretny: na wspomnianej stronie znalazłam
      małżeństwo niezamożnych emerytów utrzymujących mieszkanie w którym mieszka z
      nimi ich 38-letni syn
      , który czasem coś im dorzuca do budżetu. Syn
      pracujący i zarabiający, za to nie myślący w swej niemal 40-letniej główce, że
      takie wykorzystywanie starych rodziców, którzy są zmuszeni prosić o wsparcie w
      caritasie czy innym mopsie jest, no...
      • aiwlysji Re: Wcale nie chodzi o prace zarobkową 09.12.09, 14:19
        moze lepiej uczyc dzieci od malego, ze gadzety nic nie zmienia w ich zyciu na moze poza tym, ze beda dla nich musialy w przyszlosci bardzo duzo pracowac??
        ze czlowiek jest wartoscia sama w sobie, nawet jak nie ma pieniedzy!

        przyklad z synem "nierobem"- o czym ma swiadczyc?
        trzeba zadac sobie pytanie skad biora sie takie sytuacje, czy rodzice nie popelnili bledow wychowawczych etc.
        ludzie, ktorzy nie umieja zarabiac pieniedzy, czyli nie przystosowali sie do rzeczywistosci nie musza byc potworami!
        problem w tym, ze wszystkich ocenia sie poprzez ilosc przyniesionych do domu pieniedzy co kryje niesamowite pulapki np. matka z dzieckiem w domu=lenistwo.
        dalej: biedniejszy kraj=gorszy kraj
        student filozofii=frajer bez przyszlosci (owszem nie wszyscy tak mysla, ale wiekszosc)

        nie uwazasz, ze to jest troche postawione na glowie?
        • iwoniaw Re: Wcale nie chodzi o prace zarobkową 09.12.09, 14:30
          Uważam i zgadzam się z tym, co napisałaś. Chyba się niejasno wyraziłam - te
          przykłady to właśnie przypadki ludzi, którzy mają pryncypia poprzestawiane i
          najwyraźniej ważniejsze od relacji z rodzicami, odpowiedzialności za siebie i
          rodzinę i obiektywnemu spojrzeniu na siebie i innych są gadżety i konsumpcja.
          Stająca się priorytetem do tego stopnia, że nie wstyd nawet żebrać na mp4 przez
          zdrowego i dorosłego faceta.
        • triss_merigold6 Re: Wcale nie chodzi o prace zarobkową 09.12.09, 14:33
          Halo! Nie rozmawiamy o matkach na urlopie wychowawczym tylko o
          dorosłych zdrowych chłopach na utrzymaniu schorowanych i żebrzących
          o pomoc matek.
          Student też nie jest frajerem. Frajerem i pasożytem jest tata
          Borejko - spec od fililogii łacińskiej, niezaradny domowo i
          finansowo płodziciel 4 córek, który rzuca radośnie mądre sentencje i
          nie martwi się co do gara włożyć a żona po nocach jakieś swetry na
          drutach robi. Frajerem jest doktorant z zerowym dorobkiem w cv,
          mocno zdziwiony, że nie jest atrakcyjny na rynku pracy (był niedawno
          taki wątek na innym forum).
          • aiwlysji Re: Wcale nie chodzi o prace zarobkową 09.12.09, 15:11
            nie chodzi mi o konkretne przyklady tylko o tendencje! nie sadze, ze "kazdy jest kowalem swego losu", w kazdym razie nie w sensie w jakim sie to zazwyczaj prezentuje.
            slabszy (nie umiejacy zarobic) nie jest gorszy, wiesz, ze sa na tym swiecie ludzie, ktorzy w ogole wychodza poza system?

            wydaje mi sie, ze poszanowanie czlowieka to podstawa wszystkiego a nietylko szacunek dla czlowieka zarabiajacego!
            kazdy czlowiek cos w sobie ma, talent, ktory mozna byloby wykorzystac..ale nie zawsze wiaze sie to z zarabianiem pieniedzy!



            • triss_merigold6 Re: Wcale nie chodzi o prace zarobkową 09.12.09, 15:20
              Oczywiście. I tych wychodzących poza system nazywa się
              dysfunkcyjnymi czy upośledzonymi społecznie i organizuje pomoc
              systemową oraz charytatywną. Proste lenistwo nie jest dysfunkcją
              tylko lenistwem, wadą. A co ma mityczny szacunek do drugiego
              człowieka w kontekście podanych na stronie Szlachetnej Paczki
              przykładów?
              Dla mnie to dość proste - jak w domu bieda to zdrowy pełnoletni
              chłop (i dziewucha) idzie do pracy i przynajmniej ponosi koszty
              swojego utrzymania zamiast żerować na matce.
              • aiwlysji Re: Wcale nie chodzi o prace zarobkową 09.12.09, 15:34
                ok. poddaje sie. masz racjesad
                obys nigdy nie byla po drugiej stronie lustra.
                • attiya Re: Wcale nie chodzi o prace zarobkową 09.12.09, 20:35
                  słuchaj ale tu nie chodzi o to kto ma rację, tylko, że jeśli ktoś jest zdrowy na
                  umyśle a siedzi w domu na utrzymaniu starej, schorowanej matki to coś chyba nie
                  teges?
                  nikt nie kwestionuje tego, że czasem zdarzają się sytuacje, że ktoś w sile wieku
                  nie pracuje bo nie może. Ale to są jednak wyjątki.
          • echtom Re: Wcale nie chodzi o prace zarobkową 10.12.09, 10:38
            > Frajerem i pasożytem jest tata Borejko - spec od fililogii
            łacińskiej, niezaradny domowo i finansowo płodziciel 4 córek, który
            rzuca radośnie mądre sentencje i nie martwi się co do gara włożyć a
            żona po nocach jakieś swetry na drutach robi.

            Nie trafiłaś z tym przykładem. Mama Borejko była w tym małżeństwie
            szczęśliwa i rodzina nie żebrała u nikogo o pomoc, a jeszcze sporo
            gości w domu dożywiali smile Generowany dochód netto nie jest jedynym
            kryterium oceny wartości partnera. Znam osobiście kilka energicznych
            kobiet, które mają niezaradnych, mało zarabiających mężów i nie
            czują się sfrustrowane i wykorzystywane, bo całokształt relacji jest
            na plus.
            • cherry.coke Re: Wcale nie chodzi o prace zarobkową 11.12.09, 13:17
              > Nie trafiłaś z tym przykładem. Mama Borejko była w tym małżeństwie
              > szczęśliwa i rodzina nie żebrała u nikogo o pomoc, a jeszcze sporo
              > gości w domu dożywiali smile Generowany dochód netto nie jest jedynym
              > kryterium oceny wartości partnera. Znam osobiście kilka energicznych
              > kobiet, które mają niezaradnych, mało zarabiających mężów i nie
              > czują się sfrustrowane i wykorzystywane, bo całokształt relacji jest
              > na plus.

              A pamietasz, jak mama Borejko poszla do szpitala i cala rodzina wisiala na cioci
              Feli, zanim zaczela wisiec na Gabrysi? Tatus byl kompletnie bezradny i w chwili
              kryzysu nie umial zrobic dokladnie nic poza przerzuceniem ciezaru na kolejne
              kobiety w rodzinie, glownie starsza corke, uczaca sie jeszcze (jakos przed
              matura chyba wtedy?).

              Ciekawe, jak daleko pociagneli by tez finansowo w dzisiejszych czasach - pewnie
              im sie udalo na tej jego pensyjce tylko i wylacznie z okazji panujacej komuny i
              braku towarow w sklepach anyway.

              Wszystko pieknie-ladnie, dopoki sie cos nie rypnie.
              • echtom Re: Wcale nie chodzi o prace zarobkową 11.12.09, 13:53
                No fakt - mieli farta, że nie żyli w czasach rozbuchanej
                konsumpcji smile
                • triss_merigold6 Re: Wcale nie chodzi o prace zarobkową 11.12.09, 14:00
                  Taaa... wszystkiemu winna rozbuchana konsumpcja a nie to, że tata
                  Borejko był zwyczajnie naukowcem pierdołą bez praktycznego podejścia
                  do życia i bez cienia zaradności, za to świetnie potrafił robotę na
                  kobiety zwalać.
                • cherry.coke Re: Wcale nie chodzi o prace zarobkową 11.12.09, 14:07
                  A jak juz zyli w czasach tej niegodnej konsumpcji (Musierowicz lirycznie piala o
                  kolorowych kioskach z przekaskami na dworcach i rozczulala sie nad kupowaniem
                  laptopow), to rowniez mama Borejko pisala sztuki i robila swetry, czy co tam.
                  Dobrze, ze wtedy nie poszla do szpitala. A nie przepraszam, starsze corki juz
                  pracowaly, utrzymalyby mlodsze.
                  • echtom Re: Wcale nie chodzi o prace zarobkową 11.12.09, 16:24
                    > to rowniez mama Borejko pisala sztuki i robila swetry, czy co tam.

                    Ok, ale przecież większość mężatek pracuje zarobkowo, więc co w tym strasznego? Że mogła sobie popracować w wolnych chwilach w domu, zamiast zasuwać o świcie na 8 godzin do roboty? smile Jestem zdania, że jeśli układ pasuje obu stronom i nie wyciągają łap do sponsorów, to tylko i wyłącznie ich sprawa.
                    • echtom PS 11.12.09, 16:27
                      Jednak widzę różnicę między niezaradnym naukowcem, który regularnie przynosi do domu skromną pensję, a gościem, który "szuka pracy", siedząc z piwkiem przed telewizorem.
                      • triss_merigold6 Tak, też widzę różnicę 11.12.09, 17:08
                        Tak, też widzę róznicę. Gościa zawodowego bezrobotnego z piwem przed
                        tv łatwiej się pozbyć. Natomiast pozbycie się taty Borejko
                        spotkałoby się ze społecznym potępieniem, bo jakże to on pracuje
                        NAUKOWO więc czapki z głów i szacunek. A że zrobił czwórkę dzieci i
                        dom funkcjonuje na poziomie minimum socjalnego to drobiazg.
                    • cherry.coke Re: Wcale nie chodzi o prace zarobkową 11.12.09, 16:31
                      > Że mogła sobie popracować w wolnych chwilach w domu, zamiast zasuwać o świcie
                      > na 8 godzin do roboty? smile

                      Mogla, oczywiscie
                      Mogla pracowac w domu - i rzemieslniczo, i artystycznie
                      Mogla wychowac czworke (chyba?) dzieci - wklad ojca Borejki ograniczal sie do
                      cytatow i kazan
                      Mogla gotowac, piec, sprzatac, szyc, robic zakupy
                      Mogla nawet karmic, pocieszac i przyjmowac na lono licznych gosci
                      Ona wszystko mogla

                      Tylko kto by to robil, gdyby jej zabraklo? Oto jest pytanie.
                      Bo przeciez nie cieplarniany tato Borejko - QED w "Kwiecie Kalafiora".
    • attiya Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 13:54
      zgadzam się
    • joanna35 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 15:08
      Triss zasadniczo się z Tobą zgadzam z tym, że dodałabym tu także i
      córki. przykład z mojego podwórka - zresztą już kiedyś o tym
      pisałam - dziewczyna 20 lat, drugi rok studiów postanowiła w
      przyszłym roku wyjść za mąż. Chłopak kilka lat starszy , pracuje
      jako kierowca , ma skończone jakieś technikum - miał studiować ,
      ale śmierć jedynego żywiciela rodziny - ojca, pokrzyżowała te plany
      i chłopak musiał iść do pracy. Dziewczyna wypatrzyła sukienkę -
      marzenie za bagatela 5 tysięcy - i kupiła ją - kasę pożyczył
      chłopak - odda tatuś jak weźmie kolejny kredyt, tym razem na wesele,
      bo zapomniałam dodać, ze rodzina od lat ledwo ciągnie finansowo.
      Obrączki też ful wypas,bo takie sie pannie spodobały, a wesele
      odbędzie się w jakimś zamku czy pałacu, gdzie płaci sie od osoby nie
      za to co na stole, ale głownie za właśnie ów pałac. I dziewczyna ma
      w głębokim poważaniu to, ze ojciec z matką się zamartwiają, bo z
      robotą krucho. Panienka już parę razy podejmowała jakieś prace, ale
      zawsze coś było nie tak. Myslę, ze najbardziej to, ze ...trzeba tam
      pracować. A najlepsze w tym wszystkim jest, że to fajna i mądra
      dziewczyna i wydawałoby się, ze ematyczna. Zapomnij.
      • triss_merigold6 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 15:14
        No to laleczce chyba nikt brutalnie nie wyjaśnił, że nie jest perską
        księżniczką a rodzice nie dysponują szybem naftowym. Ja rozumiem
        chęć przychylenia nieba dzieciątku ale za pomysł zasponsorowania
        kiecy za 5 tysięcy to nawet przy moich w miarę przyzwoitych
        dochodach zabiłabym panienkę śmiechem.
        Zresztą w ogóle pomysł wychodzenia za mąż przez studiującą 20-latkę
        uważam za fanaberyjny, bzykać sie i wynająć kawalerkę mogą bez ślubu.
        • joanna35 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 15:24
          > Zresztą w ogóle pomysł wychodzenia za mąż przez studiującą 20-
          latkę
          > uważam za fanaberyjny, bzykać sie i wynająć kawalerkę mogą bez
          ślubu.
          Coś podobnego zasugerowałam mausi i usłyszałam - B-E-Z Ś-L-U-B-U ?
          Nieważne, że dziewczątko od lat kilku wyjeżdża z chłopakiem 2x w
          roku na wczasy i trzy tygodnie mieszkają w jednym pokoju. Ona jest
          dziewicą i na pewno zostanie nią do ślubu.Koniec, kropka.
    • rubi-an Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 15:39
      triss_merigold6 napisała:


      Rany boskie, jakbym miała córkę i panna by przyprowadziła do domu
      > takiego 20+ latka, który się pracą nie skalał to bym kijem gnała
      > precz.



      A masz córke czy syna?
      Tak z ciekawości pytam.
      • verdana Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 16:46
        Cóż, 20 latek, kory się praca nie skalał, to zazwyczaj student
        pierwszego roku. i rozumiem, ze dziewczyna w tym wieku tez ma
        pracować - czyz nie?
        ja jestem za tym, aby mlodziez zarabiała na swoje zachcianki - o ile
        je ma, zarabiala, o ile rodzicow nie stac na ich utrzymanie, ale z
        jednym zastrzezeniem.
        Żeby potem nikt nie biadał, ze nauczyciele nie douczeni, ze projekty
        spartaczone, że ksiegowa myli sie w dodawaniu. I że poziom studiów
        spada. Jak nie ma spadać, skoro student jest rozliczany z tego, co
        zarobi, a nie z tego co umie? I prosze nie przywolywac tu przykladu
        USA, gdzie program studiow jest zupelnie inny, a większość
        uniwersytetów - wbrew temu co się pisze - na niskim poziomie.
        • bsl Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 17:50
          a ja jeszcze raz pytam czemu żeście sie uparły na te studia
          czy wszyscy muszą je skończyć ?
          • kawka74 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 17:57
            To zależy, czym chcą się w życiu zająć. Niektórych zawodów nie da się uprawiać bez ukończenia studiów.
          • rubi-an Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 18:01
            bsl napisała:

            > a ja jeszcze raz pytam czemu żeście sie uparły na te studia
            > czy wszyscy muszą je skończyć ?




            No ja też się nad tym zastanawiam...
            W dzisiejszych czasach studia to nie wszystko.
            • triss_merigold6 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 18:10
              O właśnie... nie wszystko. Jakieś doświadczenie zawodowe też się
              liczy, prawda? A nie zdobywa się go siedząc w domku przed tv i
              zjadając obiadki mamusi.
              POtem jest żałosna story doktoranta, którym nie zachwycają się
              pracodawcy i nie może znaleźć pracy.
              • deodyma Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 18:21
                duzo zalezy od tego, gdzie mieszkasz.
                mieszkam od 3 lat w malym miescie, ktore liczy sobie jakies 18 tys
                ludzi i tu nawet ludziska z wyzszym wyksztalceniem maja problemy ze
                znalezieniem pracy.
                na dniach dowiedzialam sie np ze w naszym miescie przyjmuja do pracy
                z zakladzie karnym i preferuja tylko i wylacznie ludzi ze srednim
                wyksztalceniem a ci z wyzszym nie maja nawet szans.
                tlumacza to tym, ze musieliby takiej osobie placic wiecej.
                to samo z Urzedem Celnym.
                jakis czas temu przyjmowali tam i mlody facet przed trzydziestka, z
                wyzszym wyksztalceniem, nie zostal przyjety, bo musialiby zaplacic
                mu wiecej, niz osobie ze srednim wyksztalceniem.
                a do leni i obibokow sie nie zalicza.

                znam tez takie babki, ktore poszlyby do kazdej pracy, ale co z tego,
                jak przyjmuja po znajomosci?
                maja wyzsze wyksztalcenie, wczesniej pracowaly.
                i ktos tez moglby powiedziec, ze sa zdrowe, moglyby pracowac, ale
                pracy dla nich nie ma.
                • deodyma Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 18:25
                  zapomnialam dodac, ze na 3 miejsca pracy, jest ponad 100 podan osob
                  chetnych o przyjecie.
          • marzeka1 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 18:06
            Praca nad "synkami" zaczyna się od maleńkości. jako matka 2 synów nie uważam, że
            z racji bycia facetami należy im się obsługa, to raczej teraz uważam,że mając 11
            i 15-latka w domu mogę oczekiwać konkretnej pomocy w pracach domowych (co
            robią), zrobienia wokół siebie rzeczy, o których musiałam ja pamiętać, gdy byli
            mali. Chciałabym też, by później potrafili na własne zachcianki zapracować.
            Pracowałam dorywczo na studiach, dorywczo, bo miałam porządne stypendium, więc
            stała praca koniecznością nie była.
          • attiya Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 20:37
            pomijam, że można mieć średnie i dobry fach w ręku
            i można mieć 20 lat i iść do pracy
        • swinka-morska Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 17:58
          Jeśli ktoś jest w stanie tylko studiować i dodanie do tego jakiejś
          pracy jawi się jako "niemożliwe", to znaczy, że tak naprawdę nie
          ogarnia intelektualnie, organizacyjnie i życiowo sytuacji. I raczej
          nie powinien studiować.
          Albo że jest pasożytem siedzącym rodzicom w kieszeni.
          Albo ostatnią życiową łamagą. I to raczej takiej osoby później
          partolą projekty i nie potrafią dodawać - bo jakże to? Trzeba robić
          kilka rzeczy na raz?

          Skończyłam wyższe dzienne studia na niełatwym kierunku, na
          najlepszej (albo 2.) uczelni w kraju. Dyplom z wyróżnieniem.
          Pracowałam przez całe studia.
          Można? Można.
          Za projekty mnie chwalą, więc nie partolę.
          Dodawać potrafię - zwłaszcza kiedy liczę zarabiane przez siebie
          pieniądze (takie liczy się dokładniej od tych wyłudzonych).
          • triss_merigold6 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 18:08
            2 kierunki studiów dziennie, 2 stypendia, 2 nagrody dziekańskie na
            koniec. Pracowałam dorywczo cały czas - zapunktowało w cv.
            Realia studiów humanistycznych akurat znam, trzeba być ostatnią
            ofiarą losu, żeby nie znaleźć sobie dorywczej roboty. I jest to
            lekkim twistem do pogodzenia z rzetelną nauką oraz życiem
            studenckim.
          • kawka74 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 18:11
            Popatrz, Świnka, jednocześnie studiowałam na dwóch kierunkach (na UW) i dorabiałam, bo domaganie się od ciężko pracującej matki sponsorowania moich fanaberii uważałam za hańbiące.
            Zawód swój wykonuję dobrze, inaczej już bym wyleciała.
            Ale nie ma to jak zakopać się w książkach i wierzyć, że pieniądze produkuje bankomat w ilościach dowolnych.
            • triss_merigold6 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 18:31
              Eee tam, niech żona produkuje pieniądze, on się może poświęcić mniej
              przyziemnym celom. Tata Borejko.
              Chłopaki na Politechnice na starszych latach też sobie dorabiali,
              chociażby w ochronie klubów w weekendy. Moi rówieśnicy, żeby nie
              było, że wymyślam, poznałam jak pracowałam jako kelnerka.
              • kawka74 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 19:00
                O tacie Borejko nic nie mówię, bo mi się scyzoryk w kieszeni otwiera.
                Taki tryb życia usprawiedliwia moim zdaniem tylko sponsor w postaci obrzydliwie bogatego krewnego, względnie spory majątek odziedziczony po przodkach - na pewno nie żona urabiająca sobie ręce po łokcie.
                Da się dorabiać. Da się studiować i być po tych studiach dobrym fachowcem. Praca nie musi oznaczać obniżenia wydajności studenta, chyba że jest faktycznie nieogarnięty (jak już zaznaczono, o medycynie nie mówimy) i gubi się w normalnym życiu, gdzie pieniądze na kamieniu się nie rodzą.
          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 23:31
            swinka-morska napisała:

            > Jeśli ktoś jest w stanie tylko studiować i dodanie do tego jakiejś
            > pracy jawi się jako "niemożliwe", to znaczy, że tak naprawdę nie
            > ogarnia intelektualnie, organizacyjnie i życiowo sytuacji. I raczej
            > nie powinien studiować.

            Ciekawe, czy studenci medycyny pracują podczas studiów?
        • chicarica Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 20:04
          Jest raczej dokładnie odwrotnie.
    • w-i-k-i Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 18:16
      Ja z pewnoscia nie pozwole pracowac synowi do momentu dopoki nie
      zrobi dyplomu - bedzie mial wszelkie dogodne warunki by moc sie
      dobrze wyksztalcic w kierunku przyszlej pracy i byc fachowcem w
      swojej dziedzinie. Nawet jesli w czasie studiow bedzie potrzebowal
      finansowania przyjemnosci, to nie ma mowy o tym by zaniedbywal nauke
      i zarabial (i co moze jeszcze fizycznie?), od tego bedzie mial
      rodzicow. Swiadomie zdecydowalismy sie na dziecko i jestesmy w
      stanie zapewnic mu wszystko czego potrzebuje, do momentu, az nabyta
      wiedza pozwoli mu sie usamodzielnic i wyksztalcenie zacznie na
      siebie zarabiac.
      • triss_merigold6 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 18:21
        Buhahaha.
        A potem pracodawca luknie w cv takiego super wykształconego 25-latka
        a tam PUSTO. Zero stażu, zero doświadczenia zawodowego, zero
        sygnału, że chłopiec jest w ogóle pracą zainteresowany.
        • w-i-k-i Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 18:31
          Bez obawy. Jak zdobedzie wyksztalcenie, to odpowiednia praca dla
          niego bedzie juz czekac - to jest najmniejszy problem. Czy Ty
          myslisz, ze dobre prace to sie zdobywa od tak z wejscia, przez
          glupie cv, konkurs czy rozmowe - zwlaszcza w Polsce - badz realistka.
          • bsl Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 18:43
            ech w-i-k-i
            na twoim miejscu darowałabym sobie wstawki o znajomosci życia i
            realiźmie wink
          • wieczna-gosia Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 20:56
            a to w USA w ogole sie tak da zupelnie nie pracowac?
            • myelegans Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 11.12.09, 20:16
              > a to w USA w ogole sie tak da zupelnie nie pracowac?

              Zdziwilabys sie. Sa rodziny, ktore od pokolen nie skalaly sie praca
              i biedy po nich nie widac.
        • karolinek Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 19:01
          No ja wlasnie ogladam takich 27 latków, moich rówieśników ktorzy 2 lata po
          studiach skarżą się, że pracy nie mogą znaleźć.
          Tylko, że jak ja od 2 roku studiów zapieprzałam w weekendy i wieczorami, to
          towarzystwo wolało spać do 11 i balować do 4.

          Na moje oko szybko pracy nie znajdą. A na pewno nie taką jaką by sobie życzyli i
          nie za takie pieniądze jakich oczekują.
          27 latek bez doświadczenia, który mi powiedział ze jego to interesuje 2500 i
          więcej został zabity przeze mnie śmiechem.
          • ally Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 11.12.09, 12:02
            spałam do 11, balowałam do 4 albo i 5 wink
            pracowałam dorywczo i z rzadka.
            na studiach zajmowałam się głównie rozwijaniem zainteresowań i nauką języków.
            pracę znalazłam bez problemu (z ogłoszenia), zgodną z wykształceniem i
            zainteresowaniami, mimo iż studia nie dały mi konkretnego zawodu. zarabiam
            całkiem przyzwoicie i mam obiecany awans.
            zapieprzanie w weekendy i wieczorami nie jest niezbędne.
            • echtom Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 11.12.09, 12:25
              Ally, zauważyłaś już chyba, że teraz na forum rządzi trend na self-
              made women, które utrzymywały się samodzielnie od 16. roku życia wink
              Ja w czasie studiów też inwestowałam w rozwój własny, a w miarę
              regularną pracę podjęłam dopiero na ostatnim roku. Do tego, o
              zgrozo, w miesiąc po obronie magisterki się rozmnożyłam.
              Niepojęte, że z takim podejściem bez problemu znalazłam pracę, będąc
              już matką dwójki malutkich dzieci.
      • bsl Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 18:24
        tylko zapamiętaj jedno twój syn musi chcieć smile
        taaaaaa fizyczna praca dla twojego syna to wstyd i hańba
        • grzalka Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 18:34
          ale dlaczego pomijacie medycynę, na medycynie dorabiałam całe studia- nie żeby
          rodziców nie było stać, ale po prostu zawsze lubiłam mieć własne pieniądze

          i nie tylko ja

          niestety takie doświadczenie skutkuje pogardą do tych co nie potrafią
          • triss_merigold6 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 18:40
            Może nie tyle pogardą co lekceważeniem. Zero traktowania serio.
          • kawka74 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 19:10
            > ale dlaczego pomijacie medycynę, na medycynie dorabiałam całe studia

            Mnie się utrwalił - na skutek wysłuchania wielu opowieści znajomych studentów - obraz studiów medycznych jako ciężkiej orki na uczelni od rana do wieczora, w której zostaje miejsce tylko na życie towarzyskie smile
            Ale skoro mówisz, że można... smile
      • q_fla Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 19:52
        > Ja z pewnoscia nie pozwole pracowac synowi do momentu dopoki nie
        > zrobi dyplomu - bedzie mial wszelkie dogodne warunki by moc sie
        > dobrze wyksztalcic w kierunku przyszlej pracy i byc fachowcem w
        > swojej dziedzinie.

        Po studiach będzie tylko teoretykiem. Fachowcem zostanie (może) po
        ponad dziesięciu latach pracy w danym zawodzie, a wielu z nich nigdy
        nim nie bedzie.

        to nie ma mowy o tym by zaniedbywal nauke
        > i zarabial (i co moze jeszcze fizycznie?)

        Nie tylko pogoniłabym synka, ale i mamusię z takim tokiem myślenia.
        Z daleka od takich ludzi!!!!
      • attiya Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 10.12.09, 07:50
        no i mamy Wiki, której synuś pracą łapek sobie nie skala
        radzę obecnym pannom omijać szerokim łukiem przyszłego lenia, co to mamusia mu
        pod nosek i tyłeczek wszystko podtyka
    • malopolll Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 19:09
      Raczej córeczki na pasożyty, bo w Polsce pracuję większy procent
      mężczyzn niż kobiet. I kto tu jest leniwy.
      • zaziza Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 20:28
        Raczej córeczki na pasożyty, bo w Polsce pracuję większy procent
        > mężczyzn

        a ty..maly.p..doll jestes od tego wyjatkiem
      • rubi-an Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 21:30
        owianka napisała:

        > A czy to dla Ciebie jakiś argument w dyskusji, czemu Jowita już
        tam nie pracuje
        > ?
        > Pewnie znalazła lżejszą i lepiej płatną pracę.




        O tak.
        Tu sie panie rzucają na panów nierobów a jakoś żadna nie pisze o
        paniach NIEROBACHsmile
        Już nie wspomne o takich, które nie pracują wcale, ponieważ mąż
        świetnie zarabia, więc po co maja sie biedactwa trudzić?
        • powerextension Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 21:36
          > Już nie wspomne o takich, które nie pracują wcale, ponieważ mąż
          > świetnie zarabia, więc po co maja sie biedactwa trudzić?
          Zazdroscisz?
          Gdyby mój partner był dziedzicem fortuny, też bym palcem nie kiwnęła.
          Bo po co? Żeby zabierać chleb synkom pani Janiny, Danuty czy Krystyny, którzy
          biedactwa, szukają i szukają tej roboty - latka lecą - a oni nadal do tej plazmy
          z MOPSu przyklejeni.
          • rubi-an Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 21:45
            Jasne...
            A potem ten dziedzic fortuny wypomniałby Ci, że siedzisz na dupie,
            nic nie robisz, trwonisz jego kase a Ty w te pedy zalozylabys wątek
            na forum, gdzie wylewałabys swoje żale a forumki głaskałyby Cie po
            głowce i posmtowały na podłego draniabig_grin

        • e_r_i_n Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 22:35
          rubi-an napisała:

          > Już nie wspomne o takich, które nie pracują wcale, ponieważ mąż
          > świetnie zarabia, więc po co maja sie biedactwa trudzić?

          Nie widzisz różnicy między nie pracuję, bo_nie_muszę, bo mam kasy jak lodu, a
          nie pracuję, CHOCIAŻ muszę?
        • zarafi Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 11.12.09, 14:22
          >> Rany boskie, jakbym miała córkę i panna by przyprowadziła do domu
          >> takiego 20+ latka, który się pracą nie skalał to bym kijem gnała
          >> precz.

          Nie bądź żałosna smile Córka nie jest Twoim psem, żebyś sobie odrzucała/wybierała
          faceta dla niej. Szanse na zablokowanie jakiegokolwiek związku myślących ludzi
          przez ich rodziców są bliskie zeru. Przypomina mi się moja historia. Rodzice
          Żony też byli przeciwni związkowi (ale z innych powodów niż podane tutaj). W
          efekcie mieszkamy 600km od nich i jesteśmy szczęśliwi, a kontakt mamy co
          najwyżej telefoniczny.


          • triss_merigold6 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 11.12.09, 15:05
            Nie mam córki tylko syna i synową z rodziny od pokoleń korzystającej
            z MOPS też bym nie była zachwycona.
            Naprawdę uważasz, że dla młodej kobiety nierobotny i niezaradny gość
            to szczyt szczęścia? Będzie zwyczajnie wisiał na kobiecie udając, że
            się realizuje artystycznie czy naukowo a dzieciom też bytu nie
            zapewni.
            • rubi-an Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 11.12.09, 15:36
              > Naprawdę uważasz, że dla młodej kobiety nierobotny i niezaradny
              gość
              > to szczyt szczęścia? Będzie zwyczajnie wisiał na kobiecie udając,
              że
              > się realizuje artystycznie czy naukowo a dzieciom też bytu nie
              > zapewni.






              No jak to nie zapewni?
              Zawsze znajdą się JELENIE które pomogą NIEROBOWI a Ty przeciez nie
              wiesz jeszcze , jaka synowa Ci sie trafismile
              Chyba nie wyobrazasz sobie, że Twój syn w przyszłosci będzie sie
              sluchał Ciebie, gdy wybierze sobie dziewczynę, ktorej Ty nie
              będziesz chciała zaakceptować?
              Chyba że chłopak nie będzie miał jaj.
            • zarafi Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 11.12.09, 16:12
              > Naprawdę uważasz, że dla młodej kobiety nierobotny i niezaradny gość
              > to szczyt szczęścia? Będzie zwyczajnie wisiał na kobiecie udając, że
              > się realizuje artystycznie czy naukowo a dzieciom też bytu nie
              > zapewni.

              A skąd Ty możesz wiedzieć jakie są kryteria szczęścia dla każdej kobiety na
              świecie? Ludzie są różni, prawda? Przecież to takie proste.

              Ale skoro się już zajmujemy konkretnym przypadkiem: to, że do tej pory np. nie
              pracował nie znaczy, że to nie może ulec zmianie, bo uwaga, ludzie się
              zmieniają! (sic!).

              Jednak jeżeli się nie zmieni, to co z tego, że będzie wisiał na kobiecie? Sporo
              kobiet wisi na mężczyznach i nikt nie robi z tego problemu. Podaj mi logiczny
              powód dlaczego odwrotność należy tępić.

              Tak ogólnie to bardzo się Tobie dziwie wtykaniem nosa w nie swoje sprawy. Jak
              kobieta chce mieć nieroba, to co Ci do tego? smile Chcesz na siłę uszczęśliwiać innych?
              • cherry.coke Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 11.12.09, 16:15
                > Jednak jeżeli się nie zmieni, to co z tego, że będzie wisiał na kobiecie? Sporo
                > kobiet wisi na mężczyznach i nikt nie robi z tego problemu. Podaj mi logiczny
                > powód dlaczego odwrotność należy tępić.

                Zaryzykowlabym twierdzenie, ze osoby, ktore potepiaja wiszenie facetow nie
                popieraja wiszenia kobiet.

                > Tak ogólnie to bardzo się Tobie dziwie wtykaniem nosa w nie swoje sprawy. Jak
                > kobieta chce mieć nieroba, to co Ci do tego? smile Chcesz na siłę uszczęśliwiać in
                > nych?

                Ja jako dziecko ojca w typie borejkowskim ("fajny gosc i co z tego") wolalabym,
                zeby zagadnienie wiszacych nierobow bylo w spoleczenstwie naglosnione.
                • zarafi Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 11.12.09, 17:41
                  Dlaczego wolałabyś, żeby to było nagłośnione?
                  • cherry.coke Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 11.12.09, 17:47
                    Zeby osoby planujace wchodzenie z nimi w zwiazki mialy wieksza swiadomosc
                    konsekwencji.

                    Bo jak jakas obrotna panienka wychowana na kulcie ojca Borejko znajdzie sobie
                    mlodziana w tym typie, narobia dzieci i panience sie cos stanie (albo po prostu
                    nie da rady utrzymac i oporzadzic takiej czeredy) to ja bym nie chciala byc tym
                    dzieckiem.

                    Ale jak gdzies poczyta, ze typ "ojciec Borejko" jednak budzi kontrowersje, to
                    moze podda sprawe glebszej rozwadze.
                    • deodyma Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 11.12.09, 17:49

                      cherry.coke napisała:

                      > Zeby osoby planujace wchodzenie z nimi w zwiazki mialy wieksza
                      swiadomosc
                      > konsekwencji.




                      naprawde myslisz, ze to cos da?
                      • cherry.coke Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 11.12.09, 17:56
                        Szczerze mowiac - nie bardzo smile

                        Ale z drugiej strony, w czasach kiedy sama czytalam Musierowicz, Borejkowie byli
                        ach-och idealna rodzina. A teraz "tata Borejko" funkcjonuje jako skrot myslowy
                        na okreslenie pewnego typu spolecznego. Nie tylko na tym forum...

                        Moze dzieki temu jakas pani mrowka dwa razy pomysli, zanim sie zwiaze z jakims
                        panem swierszczem i zaczna produkowac male owadziki. Nie zeby swierszcze pieknie
                        nie graly po nocach!
                    • zarafi Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 11.12.09, 18:19
                      Żeby doszło do takiej sytuacji to musi być spełnionych wiele warunków.
                      1. Para musi wyrazić chęć posiadania dzieci
                      2. Para musi narobić gromadkę smile
                      3. Kobiecie faktycznie musi się coś stać lub może zacząć być niezdolna do
                      ogarnięcia tego wszystkiego.
                      4. Facet musi być aż takim nieudacznikiem, że nawet w obliczu pkt nr 3 nie
                      weźmie się do roboty.

                      Więc tych warunków jest całkiem sporo.

                      Przy punkcie 4 ważne jest to, że istnieje całkiem spora liczba osób, która w
                      momencie bezpiecznego życia ma dużo gorsze wskaźniki kreatywności, pracowitości
                      i zaradności niż w momencie stresu. Więc jak się w tej naszej rodzince obrotnej
                      babki i nieroba coś popsuje, nierób może stanąć na wysokości zadania i
                      wyprowadzić ich świat na prostą.

                      Uważam, że trochę tu czarnowidztwem zalatuje z Twojej strony. Równie dobrze
                      możemy powiedzieć, że należy ostrzegać facetów przed kobietami, które nigdy nie
                      pracowały, bo jak facetowi się coś stanie, to co będzie z dziećmi? Zgodzisz się
                      ze mną?


                      • triss_merigold6 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 11.12.09, 18:28
                        Ja się zgodzę.
                        Niemniej uważam, że nawet dla bezdzietnej kobiety typ taty Borejko
                        jest obciążeniem. Ktoś musi rachunki płacić, kupować żywność, kredyt
                        na mieszkanie spłacać a tata Borejko rzadko bywa zamożnym rentierem.
                        Dlaczego miałaby żywić pełnosprawnego chłopa, który jest po prostu
                        leniem?
                        Literacki i nie tylko (z życia) przykłady wskazują, że moment stresu
                        (np. narodziny kolejnego dziecka) wcale taty Borejki nie mobilizują,
                        wręcz przeciwnie, to kobieta musi stanć na głowie, zdwoić wysiłki i
                        zadbać o byt rodziny.
                      • cherry.coke Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 11.12.09, 19:40
                        > Przy punkcie 4 ważne jest to, że istnieje całkiem spora liczba osób, która w
                        > momencie bezpiecznego życia ma dużo gorsze wskaźniki kreatywności, pracowitości
                        > i zaradności niż w momencie stresu. Więc jak się w tej naszej rodzince obrotnej
                        > babki i nieroba coś popsuje, nierób może stanąć na wysokości zadania i
                        > wyprowadzić ich świat na prostą.

                        Sa owszem takie przypadki, a sa i takie, moze nawet bardziej prawdopodobne
                        psychologicznie, ze wtedy osobnik pograza sie jeszcze bardziej w naturalnej dla
                        siebie inercji. Tata Borejko sie pograzyl, znam tez inne przypadki smile

                        > Uważam, że trochę tu czarnowidztwem zalatuje z Twojej strony.

                        Czarnowidztwem pewnie troche tak, znam jednak zyciowe przypadki. Moze jednak
                        warto o tym pogadac, bo sporo kobiet juz na tyle sie naczytalo artykulikow, ze
                        alkoholika albo przemocowca sobie nie wezmie i haslo "po slubie mis sie zmieni"
                        nie jest juz mantra narzeczonych. A sympatyczny, inteligentny nierob pewnie
                        jeszcze wciaz mialby wziecie.

                        Równie dobrze
                        > możemy powiedzieć, że należy ostrzegać facetów przed kobietami, które nigdy nie
                        > pracowały, bo jak facetowi się coś stanie, to co będzie z dziećmi? Zgodzisz się
                        > ze mną?

                        No ja na przyklad bedac facetem nie zakladalabym rodziny z kobieta-powojem,
                        wlasnie dla bezpieczenstwa dzieci. Nie chodzi o fakt pracy czy niepracy (tata
                        Borejko pracowal), tylko odpowiedzialnosci i zaradnosci.
      • rubi-an Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 21:32
        malopolll napisał:

        > Raczej córeczki na pasożyty, bo w Polsce pracuję większy procent
        > mężczyzn niż kobiet. I kto tu jest leniwy.




        O to mi chodziło.
        malopolll ma racje.
      • joanna35 W Polsce rodzi większy procent kobiet niż mężczyzn 11.12.09, 12:53
        a z tego co wiem to na Twoją emeryturę będzie pracowało, miedzy
        innymi, moje dzieckosmile
    • malopolll Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 19:11
      I druga sprawa: nie stać Cię, aby zapewnić dzieciom studia dzienne, to
      się na nie nie decyduj. Przy decyzji o rozmnażaniu warto pokierować się
      także rozumem a nie tylko biologiczną chcicą.
      • gryzelda71 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 19:16
        Serio?Co jeszcze muszę dzieciom móc zapewnić,żeby o nich myśleć?
      • grzalka Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 19:33
        malopolll napisał:

        > I druga sprawa: nie stać Cię, aby zapewnić dzieciom studia dzienne, to
        > się na nie nie decyduj.

        no wiesz, to akurat bywa różnie, teraz mnie stać, ale dzieci małe, kto wie jak
        będzie za te naście lat?
        dlatego bardziej mi zależy na takim wyposażeniu dziecka, żeby mogło sobie na te
        studia dzienne zarobić, a nie na kasie jako takiej
    • baba06 Re: Hodujmy synków, hodujmy.... 09.12.09, 20:17
      "> jaki wybór mają dzisiejsze dziewczyny nastolatki i dwudziestolatki"

      jak to jaki mają wybór, odpowiednio wcześnie zostać "galerianką"

    • rarely moze podasz zrodlo tych madrosci 15.12.09, 08:38
      jakies badania statystyki bo lecisz ogolnikami
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka