Dodaj do ulubionych

Życie ponad stan

13.12.09, 20:01
Ostatnio spotkałam się z takim stwierdzeniem. Czym jest dla was
życie ponad stan? Podajcie jakieś przykłady.
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: Życie ponad stan 13.12.09, 20:04
      Mieć wydatki na reprezentację niewspółmierne do zarobków i
      całościowego poziomu życia.
      • zonajana Re: Życie ponad stan 13.12.09, 20:10
        Wydawac znacznie wiecej niz sie zarabia plus robic to przez dluzszy czas.
        Zaliczam do tej grupy wszystkich kredytobiorcow konsumpcyjnych. Maja dom
        wyposazony na ful, z czego na kazda pie..., nawet na mikrofale kredyt.
        • triss_merigold6 Re: Życie ponad stan 13.12.09, 20:13
          To + snobizm na marki i gadżety. Z czynszem zalega, je budyń ale
          buty Nine West albo super drogi samochód na kredyt.
          • lejdi111 Re: Życie ponad stan 14.12.09, 07:15
            triss_merigold6 napisała:

            je budyń ale
            > buty Nine West albo super drogi samochód na kredyt.


            tu się nie zgodzę, że to życie ponad stan skoro je budyń. W tym wypadku
            powiedziałabym, że to sytuacja jedno kosztem drugiego.
            • titta Re: Życie ponad stan 16.12.09, 11:40
              To jednak ponad stan: usiluje udawac kogos kim nie jest, "wyzszego
              stanu". Stan, to dawne okreslenie grupy spolecznej.
              • zdzisiek66 To wydawanie kasy której się nie ma 16.12.09, 13:13
                na rzeczy, które nie są niezbędne do normalnego życia.
        • elza78 Re: Życie ponad stan 13.12.09, 20:51
          no ok, ale z czegos trzeba te sprzety kupowac, latwiej np wziasc kredyt na
          pralke i lodowke i miec je i splacac niz ciulac grosz do grosza na lokate i
          kupic je za kilka lat...
          tyle ze to trzeba jakos planowac - u nas max 1-2 rzezy na kredyt w jednym czasie
          smile to dotyczy AGD elektroniki itp smile
          powoli na miare mozliwosci smile
          dlatego te kredyty konsumpcyjne uzywane z mozgiem nie sa takie zle smile
          • titta Re: Życie ponad stan 16.12.09, 11:45
            Zwykle nie chodzi o pralke i lodowke (badz co badz bedace
            wyposazeniem dosc podstawowym), a wypasiony sprzet: komp, telewizor,
            naglosnienie.
        • jajofka Re: Życie ponad stan 17.12.09, 13:27
          bogaci nie płacą gotówką
          • a.rd Re: Życie ponad stan 18.12.09, 14:57
            No pewnie ze nie, bo muslielby tachac wielkie walizki z pieniedzmi.
            Taka kolia z placu Vendome to ciezka walizka pieniedzy. Do tego
            hotel, limuzyna, kolacja = druga walizka. Kto by to uniosl i jeszcze
            nienagannie wygladal? wink
          • tapatik Re: Życie ponad stan 20.12.09, 09:51
            jajofka napisała:

            > bogaci nie płacą gotówką

            Płacą, płacą...
          • mamabuly Re: Życie ponad stan 21.12.09, 22:10
            > bogaci nie płacą gotówką

            A to zależy za co. Bo zdecydowanie płaca gotówką za rzeczy
            konsumpcyjne włączam w to wyposażenie AGD, RTV i inne dobra uzytkowe
            typu drobiazgi od Hermesa.
            Ale faktycznie w zależności od sytuacji może opłacić się wylizingowć
            samochód albo wziąć kredyt na nieruchomość bo czasem tego typu koszty
            (spłata kredytu) pomniejszają dochody co obniża podatki.
            • ardzuna Re: Życie ponad stan 21.12.09, 22:56
              mamabuly napisała:

              > > bogaci nie płacą gotówką
              >
              > A to zależy za co. Bo zdecydowanie płaca gotówką za rzeczy
              > konsumpcyjne włączam w to wyposażenie AGD, RTV i inne dobra
              uzytkowe
              > typu drobiazgi od Hermesa.

              Serio, walizkę pieniędzy ze sobą noszą? chyba bogaci nowi Ruscy.
              • mamabuly Re: Życie ponad stan 21.12.09, 23:15
                Nie, Szwajcarzy. Ja mówię o wydatkach rzędu kilkutysięcy franków
                szwajcarskich, taniej jest płacić gotówką, bo sprzedawcy chętniej dają
                upust na towary. Visa pobiera 3procent marzy za swoje usługi.
                • ardzuna Re: Życie ponad stan 21.12.09, 23:24
                  Nie byłam w Szwajcarii, może tam z walizkami pieniędzy chodzą, w
                  reszcie krajów cywilizowanych w których bywałam płaci się przeważnie
                  kartą. Chyab że chce się ukryć miejsce pobytu (zapłaty kartą). A
                  może to byli jednak nowi Ruscy w Szwajcarii?
                  • mamabuly Re: Życie ponad stan 21.12.09, 23:36
                    Nie, to Szwajcarzy, tutaj są banknoty o nominale 1000 franków
                    szwajcarskich nie trzeba walizki pieniędzy.
                    Wiele znanych mi osób woli płacic gotówką przy zakupach. Po pierwsze
                    tutaj ceny się negocjuje zwłaszcza u Armaniego, po drugie pozostajesz
                    anonimowy, a wile osób tak woli. I nie mówie o ludziach z szarej
                    strefy, ale uczciwie i ciężko pracujacych osobnikach. Byc może to
                    jest jakis czynnik kulturowy, że wolą pozostac anonimowi. Zresztą w
                    tak małym kraju trudno o to.
    • broceliande Re: Życie ponad stan 13.12.09, 20:15
      Ja żyję ponad stan.
      Chwilowy brak dochodów nie powoduje oszczędności.
      Dziecko jest dość dopingujące.
      To, że chwilowo nie zarabiam nie sprawia, że koleś jest czegos
      pozbawiony.
      Ja też nie... hmmm...
      • mondovi Re: Życie ponad stan 13.12.09, 20:45
        > To, że chwilowo nie zarabiam nie sprawia, że koleś jest czegos
        > pozbawiony.
        > Ja też nie... hmmm...

        to znaczy, że nie żyjesz ponad stan. proste.
        >
      • wieczna-gosia Re: Życie ponad stan 15.12.09, 10:03
        no czekaj czekaj- ale jakby ci na czynsz zabraklo w zwiazku z tymi
        nartami to co?

        bo odmawianie dziecku dla zasady "stac nas ale ci nie zaplacimy"- to
        nie podpada pod kategorie zycia ponad stan. Stac nas- wiec mamy
        wybor, dziecko moze jechac a moze nie jechac. Nie stac nas- nie mamy
        wybory- nie moze jechac. A jesli jedzie kosztem czynsu, pradu, kina
        dla reszty, nowych butow tatusia chociaz w starych juz dziury- to
        jest zycie ponad stan.
    • ola_motocyklistka Re: Życie ponad stan 13.12.09, 20:17
      Tak jak napisała Triss. Wszystko na kredyt. Mnóstwo pierdół, i żadna rzecz nie
      kupiona za gotówkę. Suma rat bliska miesięcznym przychodom.
      • marzeka1 Re: Życie ponad stan 13.12.09, 20:55
        "Ja żyję ponad stan.
        Chwilowy brak dochodów nie powoduje oszczędności. "

        - jeśli brak dochodów jest chwilowy, to nie ma problemu, jeśli zadłużasz się, bo
        nie chcesz zrezygnować z poziomu życia, który sobie wymarzyłaś, to duża nierozwaga.
        • broceliande Re: Życie ponad stan 13.12.09, 21:10

          marzeka1 napisała:

          > "Ja żyję ponad stan.
          > Chwilowy brak dochodów nie powoduje oszczędności. "
          >
          > - jeśli brak dochodów jest chwilowy, to nie ma problemu, jeśli
          zadłużasz się, b
          > o
          > nie chcesz zrezygnować z poziomu życia, który sobie wymarzyłaś, to
          duża nierozw
          > aga.

          No właśnie ja raczej nie zrezygnuję. Nie, nie nie.
          Nie.
          Poziom życia ma zostać zachowany. Dziecko przyzwyczajone, że jeździ
          na nartach, ma jechać na narty.
          • angazetka Re: Życie ponad stan 13.12.09, 21:17
            A co by się stało, gdyby dziecko usłyszało, że kasy na narty nie ma?
            Bo ja w tym nic złego nie widzę.
            • broceliande Re: Życie ponad stan 13.12.09, 21:33

              > A co by się stało, gdyby dziecko usłyszało, że kasy na narty nie
              ma?
              > Bo ja w tym nic złego nie widzę.

              JA też nie.
              Ale!
              Mam dziecko, żeby pokazać mu świat, że można żyć, jeździć na nartach,
              kochać, całować, sadzić roślinki, robić eksperymenty...
              Nie mogłabym powiedzieć, że jakaś część życia jest dla niego
              zamknięta.
              Ja jestem kimś, kto OTWIERA.
              Kto mówi: chcesz jeździć na nartach, skakać ze spadochronem, zapisać
              się na dżu-jitsu, no problem...
              Ja dałam mu świat, dałam światu jego.
              • angazetka Re: Życie ponad stan 13.12.09, 21:38
                > Nie mogłabym powiedzieć, że jakaś część życia jest dla niego
                > zamknięta.

                Ale czasem trzeba to powiedzieć. I to jest też dla dziecka cenna
                lekcja - moim zdaniem lepsza niż tworzenie mu iluzji, że może mieć
                wszystko, czego zapragnie.
                • echtom Re: Życie ponad stan 13.12.09, 22:17
                  Ja też nie widzę niczego złego w powiedzeniu dziecku "W tym roku nie pojedziesz na narty, bo nie mamy na to pieniędzy." W tym roku przecież nie znaczy, że już nigdy. Uważam, że dziecko należy w miarę wcześniej uświadamiać, że nawet w życiu pracowitych i odpowiedzialnych ludzi zdarzają się mniejsze lub większe finansowe kryzysy - albo duża inwestycja, która wymusza chwilowe oszczędności. Nie uważam też, że do prawidłowego rozwoju dziecka niezbędne jest uprawianie pięciu wymarzonych sportów ekstremalnych jednocześnie - lepiej zainwestować w jedną konkretną pasję.
              • ardzuna Re: Życie ponad stan 13.12.09, 21:41
                Pytanie, jak bardzo to jest chwilowy brak kasy. Jeśli straciłaś
                pracę, a za 3 miesiące podejmujesz następną, to nie ma problemu, też
                bym na twoim miejscu robiła to samo.
              • marzeka1 Re: Życie ponad stan 13.12.09, 21:42
                "Kto mówi: chcesz jeździć na nartach, skakać ze spadochronem, zapisać
                się na dżu-jitsu, no problem...
                Ja dałam mu świat, dałam światu jego. "- znaczy stać cię na to wszystko i tyle,
                bo nie wierzę, żebyś mając dziecko i brak własnych dochodów robiła to wszystko
                na kredyt.Aż o taką nierozwagę nie podejrzewa matki kochającej dziecko.
              • asia_i_p Re: Życie ponad stan 14.12.09, 07:22
                A jednak zamykasz przed nim sporą część świata.
                Tę, w której ludzie mają problemy finansowe, muszą się ograniczać, rezygnować z
                czegoś. W sumie mam wrażenie, że to mu zabiera dosyć cenne doświadczenie, kto
                wie, czy nie cenniejsze niż kolejny wyjazd na narty.
                • broceliande Re: Życie ponad stan 14.12.09, 21:27

                  asia_i_p napisała:

                  > A jednak zamykasz przed nim sporą część świata.
                  > Tę, w której ludzie mają problemy finansowe, muszą się ograniczać,
                  rezygnować z
                  > czegoś. W sumie mam wrażenie, że to mu zabiera dosyć cenne
                  doświadczenie, kto
                  > wie, czy nie cenniejsze niż kolejny wyjazd na narty.


                  Masz racje wielką, oczywiście.
                  Nie mam zamiaru wychować kogoś, kto nie ma pojęcia, że inni żyją
                  całkiem inaczej.
                  Ale też nie mam zamiaru "doświadczać" w stylu, że stać nas, ale nie
                  kupimy ci, nie zrobimy, nie pozwolimy, żebyś wiedział, że inni nie
                  są tak szczęśliwi, a ty masz poczuć, jak to jest.
                  Nie, nie.
                  • lia.13 Re: Życie ponad stan 16.12.09, 11:43
                    Broceliande to zdecyduj się wreszcie. Stać Cię czy nie stać Cię? Bo najpierw
                    piszesz, że nie masz dochodów i trudno Ci rezygnować z wcześniejszych
                    przyjemności, licząc na to, że sytuacja się odmieni, a później piszesz, ze nie
                    ma problemu, bo "Cię stać".
                    Jak Cię stać, to kupuj dziecku wszystko, na co ma ochotę, nikt Ci tu tego nie
                    broni. Nie opowiadaj jednak bzdur o braku dochodów, bo budzą się we mnie
                    podejrzenia o zwykłe trollowanie. wink
                    • cherry.coke Re: Życie ponad stan 16.12.09, 11:49
                      > Broceliande to zdecyduj się wreszcie. Stać Cię czy nie stać Cię? Bo najpierw
                      > piszesz, że nie masz dochodów i trudno Ci rezygnować z wcześniejszych
                      > przyjemności, licząc na to, że sytuacja się odmieni, a później piszesz, ze nie
                      > ma problemu, bo "Cię stać".

                      Mozna miec jeszcze duzo oszczednosci wzglednie dobrze zarabiajacego meza.
                      • lia.13 Re: Życie ponad stan 16.12.09, 22:46
                        co do oszczędności to ok, ale w kwestii dobrze zarabiającego męża, to nie po to
                        się takiego ma, aby nie korzystać z jego dochodów, szczególnie, gdy w grę
                        wchodzi zaspokojenie potrzeb dziecka owego dobrze zarabiającego męża. Jak dla
                        mnie absurdalna byłaby sytuacja, w której małżeństwo nie utrzymuje wspólnie
                        własnego dziecka.
                • croyance Re: Życie ponad stan 18.12.09, 15:38
                  Ona mu zabiera cos jeszcze wazniejszego: bycie czescia rodziny i zycie
                  jej problemami, na dobre i na zle.
              • poplar31 Re: Życie ponad stan 16.12.09, 13:47

                > Ja jestem kimś, kto OTWIERA.
                > Kto mówi: chcesz jeździć na nartach, skakać ze spadochronem, zapisać
                > się na dżu-jitsu, no problem...
                > Ja dałam mu świat, dałam światu jego.
                >
                Dobrze się czujesz? Wydaje mi się, że marnie z tobą... uległaś modom,
                snobizmowi... i tak wychowujesz dziecko, żeby było materialistą i snobem. Na
                jakiego czorta dziecku te narty co roku??? Ja wiem po co się to robi - żeby się
                potem mieć czym przechwalać.
              • uwolnic_cyce Re: Życie ponad stan 16.12.09, 17:44
                broceliande napisała:
                > Ja dałam mu świat, dałam światu jego.

                Czy świat będzie miał z niego pożytek to się pokaże, a narazie on ma
                pożytek z kół ratunkowych, które mu rzucasz - a lepiej byłoby go
                nauczyć pływać.
                Jeden z Rothschildów czy innych Rockefellerów wspominał, że dostał
                kiedyś od ojca wspaniały prezent,był to nazwyklejszy ...... rower.
                Na resztę trzeba było zapracować.
                Wesołych Świąt.
              • patryk777xl Re: Życie ponad stan 16.12.09, 23:02
                Znam taką jedną nieodpowiedzialną Matkę która pokazywała swojej córce Świat
                kraje arabskie 3-4 razy w roku.Teraz mają nakaz eksmisji i ogromne długi do
                spłacenia.Radzę być ostrożnym póki nie jest za pózno.
          • marzeka1 Re: Życie ponad stan 13.12.09, 21:20
            "No właśnie ja raczej nie zrezygnuję. "- ty tak serio? A co zrobisz, gdy kasa na
            wysoki standard życia skończy się, nie będzie dopływu gotówki? Dziwi ta lekkość
            stwierdzenia, szczególnie jak ma się na utrzymaniu dziecko, no chyba że o nie
            zadba pan mąż.
          • w-i-k-i Re: Życie ponad stan 13.12.09, 21:27
            I bardzo dobrze jakbym byla na Twoim miejscu tez bym tak zrobila.
            Nie wyobrazam sobie, jak moglabym nagle odmowic dziecku
            przyjemnosci, ktora mialo od zawsze - nie ma mowy. A
            stwierdzenie ,,nie mamy pieniedzy" to jakis zart czy co? Tak
            powiedziec dziecku? Chyba umarlabym ze wstydu.
            • marzeka1 Re: Życie ponad stan 13.12.09, 21:33
              Nie, to nie jest powód do wstydu, wstydem jest żyć jak świerszcz z bajki La
              Fontaine'a, z wizją komornika.
            • myelegans Re: Życie ponad stan 13.12.09, 21:34
              >Chyba umarlabym ze wstydu.

              Przed wlasnym dzieckiem? To po prostu uczciwe, "mama i tata nie ma
              teraz pieniedzy, na narty pojedziemy za rok".
              Zamiast bawic sie w pozory, wolalabym wyjsc czyst i uczciwie.

              Mieszkasz w Stanach i nie widzisz ilu ludzi zyje pozorami, na
              pierwszy, drugi i trzeci rzut oka bogaci i ludzie sukcesu, bo maja
              wszystko: domy, lodzie, samochody, jadaja codziennie w restaracjach,
              na wakacje jezdza do 5-gwiazdkowych resortow, tymczasem tona w
              dlugach, 50-100tys dlugow na kartach kredytowych, nie liczac
              kredytow na: samochod, dom i dlugow studenckich.
              • w-i-k-i Re: Życie ponad stan 13.12.09, 21:43
                To prawda tak w USA bywa,ale i tak wolalabym takie zycie niz nijakie
                z ciaglym ,,tago nie moge kupic, na to mnie nie stac" itp. A dziecko
                nagle nie mogloby rozwijac swojego hobby, swoich pasji tylko co w
                Polsce to pewnie ,,idz sie pobaw na podworko - takie trzepakowo-
                uliczne wychowanie"? O nieeee nie wyobrazam sobie, ze mogloby mnie
                nie stac na to by mu zapewnic rozrywki wszelkiego rodzaju, ale nawet
                jesli to nigdy bym mu o tym nie powiedziala, a pieniadze znalazlyby
                sie na inne sposoby np. kredyt. W koncu swiadomie przyjelam
                odpowiedzialnosc za dziecko jego wychowanie i przyszlosc i chce mu
                zapewnic wszystko co najlepsze.
                • marzeka1 Re: Życie ponad stan 13.12.09, 21:49
                  "wolalabym takie zycie niz nijakie
                  z ciaglym ,,tago nie moge kupic, na to mnie nie stac" "- z tym, że takie życie w
                  kredytowym raju kiedyś się kończy, a wtedy co? Ulica? Przytułek? Bo gdy
                  dojdziesz do kresu kredytowego szaleństwo zostają różne Providenty i
                  lichwiarskimi procentami, czyli równia pochyła.
                  • e.mama.s Re: Życie ponad stan 13.12.09, 21:55
                    Odnośnie kredytów, jak można spokojnie żyć wiedząc, że ma się tak
                    duży kredyt do spłacenia a niche jakas poważna choroba się napatoczy.
                    • myelegans Re: Życie ponad stan 14.12.09, 01:13
                      Uwierz mi nie tylko mozna, ale przekazuje sie ta mentalnosc dalej.

                      Ja nieustannie slysze, "bo mnie sie nalezy, pracuje, zarabiam", "bo
                      nie chce dziecka pozbawiac". Owszem tylko nie zarabiasz
                      wystarczajaco duzo, zeby TEN styl zycia finansowac bez popadania w
                      dlugi.
                    • franczii Re: Życie ponad stan 14.12.09, 01:56
                      kredyt trzeba ubezpieczyc od nieszczesliwych wypadkow, smierci, choroby i utraty
                      dotychczasowych dochodow
                      • myelegans Re: Życie ponad stan 14.12.09, 01:58
                        niekoniecznie. W trakcie banki nieruchomosci 2002-2008 kredyty
                        dostawali nawet ... bezrobotni
                        • franczii Re: Życie ponad stan 14.12.09, 02:20
                          a to jezeli ktos zaciaga kredyt nie majac zadnych dochodow to jest skrajna
                          nieodpowiedzialnosc. Mnie chodzilo o ludzi, ktorzy sa w stanie splacac kredyt
                          mieszkaniowy w chcwili jego zaciagniecia ale nie maja pewnosci jak sytuacja
                          bedzie wygladac za kilka lat, co jest zupelnie normalne, bo nie wiadomo co
                          przyszlosc przyniesie.
                          • broceliande Re: Życie ponad stan 14.12.09, 21:30
                            franczii napisała:

                            > a to jezeli ktos zaciaga kredyt nie majac zadnych dochodow to jest
                            skrajna
                            > nieodpowiedzialnosc.


                            No raczej ktos taki nie dostsnie kredytu.


                            Mnie chodzilo o ludzi, ktorzy sa w stanie splacac kredyt
                            > mieszkaniowy w chcwili jego zaciagniecia ale nie maja pewnosci jak
                            sytuacja
                            > bedzie wygladac za kilka lat, co jest zupelnie normalne, bo nie
                            wiadomo co
                            > przyszlosc przyniesie.

                            Nie wiadomo, ale plany czynić można.
                            • franczii Re: Życie ponad stan 15.12.09, 06:57
                              > Nie wiadomo, ale plany czynić można.
                              >

                              Zgadza sie, inaczej nikt by kredytow nie bral a polowa obywateli nigdy by
                              swojego lokum nie miala. Plany sie robi a polisa ubezpiecza gdyby cos nie tak
                              poszlo.
                  • morekac Re: Życie ponad stan 13.12.09, 22:57
                    Cóż, ostatni krach zawdzięczamy życiu na kredyt...
                • angazetka Re: Życie ponad stan 13.12.09, 21:54
                  > W koncu swiadomie przyjelam
                  > odpowiedzialnosc za dziecko jego wychowanie i przyszlosc i chce mu
                  > zapewnic wszystko co najlepsze.

                  Najlepsze nie równa się najgorsze. Nie ma kasy? Trudno, dziecko
                  zrealizuje na razie jedną pasję z pięciu. Nie pojedzie na
                  zagraniczne wakacje dwa razy w roku. Ale też nie będzie miało
                  okropnego poczucia, że ma wszystko, a matka je chleb z dżemem
                  (dzieci nie są głupie, przypominam).
                • jakw Re: Życie ponad stan 14.12.09, 02:22
                  w-i-k-i napisała:

                  > a pieniadze znalazlyby
                  > sie na inne sposoby np. kredyt.
                  Żeby dostać kredyt, zasadniczo trzeba posiadać tzw. zdolność
                  kredytową. No i potem trzeba go spłacić. W tym czasie dziecko
                  wpadnie na pomysł, że potrzebuje jeszcze więcej kasy na realizację
                  swych pasji - i co wtedy? Następny kredyt?
                • cherry.coke Re: Życie ponad stan 14.12.09, 09:31
                  > O nieeee nie wyobrazam sobie, ze mogloby mnie
                  > nie stac na to by mu zapewnic rozrywki wszelkiego rodzaju, ale nawet
                  > jesli to nigdy bym mu o tym nie powiedziala, a pieniadze znalazlyby
                  > sie na inne sposoby np. kredyt.

                  Znaczy jesli twoje dziecko zglosi sie do ciebie i powie, ze jego doswiadczenie
                  swiata bedzie niepelne bez udzialu w rajdzie Monte Carlo albo trzydniowych
                  zakupow u Tiffany'ego to poslusznie podrepczesz do banku? To w koncu bardzo
                  istotne potrzeby, wyrabiaja gust, kontakty i obycie w swiecie, nawiazuja tez do
                  licznych dziel kultury. Nie zapewnisz dziecku najlepszego?
                • titta Re: Życie ponad stan 16.12.09, 17:04
                  Ciekawe, ze te hobby i pasje to zawsze cos typu tenis, jazda konna
                  ew. nowy-wypasiony-sprzet. Ciagle jest jeszcze sporo rzeczy ktore
                  mozna robic niewielkim kosztem. Moze wlasnie zmuszenie do
                  kreatywnego mysenia bedzie lepszym przygotowaniem do doroslosci, niz
                  podawanie na talezu odpowiedzi na kazda zachcianke?
                  • franczii Re: Życie ponad stan 17.12.09, 10:02
                    powtarzam jeszcze raz, narty, jazda konna a tym bardziej tenis, do ktorego kort
                    jest w kadzym nieduzym miescie to nie sa zadne elitarne rozrywki. I ilez spedzi
                    na tym tenisie? ze 2 godziny tygodniowo? Nie martw sie jeszcze jest mnostwo
                    czasu, ktory mozna przegibac sie kreatywnie na trzepaku lub budowie. I co ma z
                    tym wspolnego kreatywnosc? to przede wszystkim sport, zdrowie, dobra kondycja,
                    szczupla sylwetka i dobre nawyki na przyszlosc. Jasne po co basen i lodowisko,
                    po co siatkowka i pilka nozna, po co w ogole pilka, po co rower, deskorolka,
                    niech se samo zbuduje deskorolke, bo co to za filozofia a jakie pole dla
                    kreatywnoscibig_grin Nie no ja proponuje opatentowac trzepak bo jest nieoceniony,
                    okazuje sie ze nic tak nie rozwija fizycznych i intelektualnych zdolnosci dzieci
                    jak zwykly trzepak pod blokiem.
                    • takajatysia Re: Życie ponad stan 18.12.09, 23:02
                      Jasne po co basen i lodowisko,
                      > po co siatkowka i pilka nozna, po co w ogole pilka, po co rower, deskorolka,
                      > niech se samo zbuduje deskorolke, bo co to za filozofia a jakie pole dla
                      > kreatywnoscibig_grin

                      Nie siej tandetnej demagogii.. piłka nożna, siatkówka, rower i deskorolka
                      praktycznie nic nie kosztują (koszt wyłącznie piłki lub tej deskorolki). Mogą
                      dzieci z powodzeniem uprawiac takie sporty kształtujac dobre nawyki. Jazda konna
                      i tenis to może nie jest tylko dla elyty, ale na pewno kosztuje sporo więcej.
                      • franczii Re: Życie ponad stan 19.12.09, 09:13
                        Nie kochana, nie moga nawet takich sportow uprawiac bo to by sie kupy nie
                        trzymalo. Ja nie do ciebie kierowalam moj post a do osoby, ktora pisala jaki to
                        jest fajny trzepak i jakie fajne jest zycie na budowie. I nic sie do tego nie
                        umywa. Idac tym tokiem myslenia zakup jakiegokolwiek sprzetu czy to bedzie
                        deskorolka czy narty, jest pzeszkoda dla kreatywnosci.
                        Poza tym jesli chcesz ksztaltowac naprawde nawyki to kopanie pilki pod blokiem
                        to nie to. To tak jakbys chlapanie w wodzie porownala do nauki plywania.
                        Oczywiscie zaplacenie za nauke plywania tez w gre nie wchodzi, bo znacznie
                        przekracza koszt koszt kapielowek.
                        • franczii Re: Życie ponad stan 19.12.09, 09:21
                          Ja place abonament w klubie fitnes. jest to porzadny klub, nie zaden elitarny,
                          zadnych luksusow nie ma. Moglabym zupelnie za darmo pobiegac co wieczor a jednak
                          place, jak myslisz dlaczego? Dla szpanu? Zeby sie pochwalic? Dla snobizmu?
                          • echtom Re: Życie ponad stan 19.12.09, 11:23
                            A ja chodzę i biegam za darmo i też na kondycję i figurę nie narzekam wink
                            • franczii Re: Życie ponad stan 19.12.09, 11:39
                              Ale jak ktos lubi biegac to niech biega, tym lepiej dla niego bo oszczedzi na
                              abonamencie. Ja biegac bardzo nie lubie i byloby dla mnie katorga gdyby to byla
                              jedyna dostepna dla mnie forma ruchu. Aktywnosc fizyczna ma sens tylko wtedy,
                              kiedy jest zrodlem przyjemnosci, dlatego czlowiek wymyslil tyle rodzajow, odmian
                              i dyscyplin.
                              • alba.alba Re: Życie ponad stan 23.12.09, 19:22
                                franczii napisała:

                                > Ale jak ktos lubi biegac to niech biega, tym lepiej dla niego bo oszczedzi na
                                > abonamencie. Ja biegac bardzo nie lubie i byloby dla mnie katorga gdyby to byl
                                > a
                                > jedyna dostepna dla mnie forma ruchu.

                                Różnica jest taka, że jeden woli ruch na świeżym powietrzu, a drugi w klimatyzaowanym pomieszczeniuwink Poza tym ruch na dworzu nie musi się ograniczać jedynie do biegania - rozumujesz w dość ograniczony sposób.
                                • franczii Re: Życie ponad stan 23.12.09, 19:51
                                  No dobrze bystrzaczku to zaproponuj ograniczonemu czlekowi jakies fajne aeroby
                                  na swiezym powietrzu. najlepiej od razu kilka form bo lubie urozmaicenie i to
                                  wlasnie mam w abonamencie, poza klimatyzacjawink I jeszcze, zeby mozna bylo ze 3
                                  razy w tygodniu bez wzgledu na warunki atmosferycznebig_grin
                    • kurczak1 Re: Życie ponad stan 21.12.09, 09:48

                      I tu krzyknę wielkim głosem i zupełnie nie w temacie (ale przedmówcy
                      już zeszli z tematu): trzepak wbrew pozorom rozwija! Pod warunkiem
                      że nie jest to sam trzepak. Znam dziecko, które na takim trzepakowym
                      podwórku po 5 minutach umierało z nudów, podczas gdy inne dzieci
                      szalały ze szczęscia oddychając pełną piersią od zajeć szkolnych,
                      dodatkowych i oka rodziców, rzeźbiąc kanały po deszczu w kałużach
                      oraz organizując koncerty gitarowe na rakietkach do badmingtona. On
                      się nudził bo ma zawsze wszystko zorganizowane i po prosyu zupelnie
                      nie wiedzial co sie na takim podworku robi.
                      Mój syn chodzi na liczne zajecia i jeśli chodzi o zajecia rozwojowe
                      nie oszczędzam. Co nie znaczy że wychodze ze skóry. I czasami musi
                      na cos poczekaac. Tak naprawde jedna z najwazniejszych rzeczy jakich
                      trzeba dziecko nauczyć jest umiejetnosc przegrywania. Bo co jesli
                      przestaje chodzic o pieniadze, a powodem przegranej zaczyna byc
                      zdrowie, pogoda lub sytuacja polityczna?
                      • ardzuna Re: Życie ponad stan 21.12.09, 21:30
                        kurczak1 napisała:

                        > już zeszli z tematu): trzepak wbrew pozorom rozwija!

                        Większość dzieci z mojego osiedla ktore spędzały czas na
                        przewieszaniu się przez trzepak, daleko zaszły w karierze zawodowej
                        jeśli pokończyły licea. O studiach nawet nie wspomnę. Tak je
                        rozwinął trzepak.
                        • franczii Re: Życie ponad stan 22.12.09, 02:26
                          to akurat zalezy od rodzicoww. ja spedzalam czas na trzepaku ale od poczatku
                          wiedzialam, ze musze pojsc do Lo a potem na studia, to jakies takie oczywiste
                          dla mnie bylo, nigdy nie rozwazalam innej mozliwosci. Ale rodzice mnie do nauki
                          gonili. Natomiast wiekszosc trzepakowych znajomych rzeczywiscie edukacje
                          pokonczyla na zawodowce ewentualnie maturze
                          • ardzuna Re: Życie ponad stan 22.12.09, 07:52
                            I dobrze zrobiłaś, ale to akurat ty. Nie mitologizujmy trzepaka. Jak
                            widać te niezwykle kreatywnie żłobiące doły z błota przy trzepaku
                            dzieci, rozwijające umiejetności socjalne, do nadmiernego poziomu w
                            życiu nie doszły przynajmniej w kategoriach naszych jajogłowych
                            rodzin w których liczy się tak przestarzała rzecz, jak
                            wykształcenie, najlepiej co najmniej wyższe. Ciebie rozwinął nie
                            trzepak, tylko standard narzucany przez rodziców.
                        • kurczak1 Re: Życie ponad stan 22.12.09, 09:00
                          Jeżeli trzepak jest jedyną formą rozrywki. Dlatego wyżej napisałam,
                          że mój syn uprawia rózne inne zajecia: jest harcerzem, ćwiczy
                          capoeirę, chodzi na basen, jest w szkole muzycznej, a w przeszłości
                          też sie sporo przewinęlo...Rzecz w tym, że od czasu do czasu
                          potrzebuje niezxorganizowanego czasu właśnie na trzepak, głupie
                          kreskówki itp. Mówi o tym wprost, że chciałaby tak np. w sobotę nic
                          nie robić, tylko wyjść na podwórko i jeść lody przez cały dzień
                          • ardzuna Re: Życie ponad stan 22.12.09, 20:26
                            Piszesz o zupełnie innej sprawie. Że dziecko do prawidłowego rozwoju
                            potrzebuje trochę bezczynności.
                  • alba.alba Re: Życie ponad stan 23.12.09, 19:07
                    titta napisała:

                    > Ciekawe, ze te hobby i pasje to zawsze cos typu tenis, jazda konna
                    > ew. nowy-wypasiony-sprzet. Ciagle jest jeszcze sporo rzeczy ktore
                    > mozna robic niewielkim kosztem.

                    Też tak myślę. Dzieciak by więcej książek poczytał (korzystając głównie z biblioteki czy darmowych e-booków w internecie) to by może w przyszłości został wybitnym naukowcem, zamiast jeździć na tych koniach czy nartach (zwanych szumnie "pasjami").
                    • zuzanna56 Re: Życie ponad stan 23.12.09, 19:11
                      alba.alba napisała:

                      > titta napisała:
                      >
                      > > Ciekawe, ze te hobby i pasje to zawsze cos typu tenis, jazda
                      konna
                      > > ew. nowy-wypasiony-sprzet. Ciagle jest jeszcze sporo rzeczy
                      ktore
                      > > mozna robic niewielkim kosztem.
                      >
                      > Też tak myślę. Dzieciak by więcej książek poczytał (korzystając
                      głównie z bibli
                      > oteki czy darmowych e-booków w internecie) to by może w
                      przyszłości został wybi
                      > tnym naukowcem, zamiast jeździć na tych koniach czy nartach
                      (zwanych szumnie "p
                      > asjami").


                      Jazda konna naprawdę nie kosztuje majątku, moja córka jeździ od
                      jakiegoś czasu, więc wiem.
                      • franczii Re: Życie ponad stan 23.12.09, 19:56
                        No nareszcie jest ktos, kto potwierdzi, ze to nie majatek.
                        Bo mnie nie uwierzyly kiedy napisalam. Ja 5 lat temu chodzilam i za 10 lekcji
                        placilam 200 zl + jednorazowo sie wykosztowalam na toczek za 80zeta, tyle samo
                        na czapsy zupelnie zbedne. Jeden karnet mi starczal na 2 miesiace bo chodzilam
                        raz w tygodniu.
              • uwolnic_cyce Re: Życie ponad stan 16.12.09, 17:48
                myelegans napisała:
                > na wakacje jezdza do 5-gwiazdkowych resortow
                A co to są te 5-gwiazdkowe resorty. Nasampierw to mnie się
                zdowało, że chodzi o kurorty, ale teraz to już nie wiem.
                • ardzuna Re: Życie ponad stan 16.12.09, 22:18
                  Resort to dział administracji państwowej oczywiście.
            • angazetka Re: Życie ponad stan 13.12.09, 21:39
              Jasne. A potem takie dzieci są zdziwione, że pieniądze nie rosną na
              drzewach.
              • jakw Re: Życie ponad stan 14.12.09, 02:27
                angazetka napisała:

                > Jasne. A potem takie dzieci są zdziwione, że pieniądze nie rosną
                na
                > drzewach.
                Dzieci doskonale wiedzą, że pieniądze nie rosną na drzewach. Zdaniem
                dzieci pieniądze biorą się z bankomatu - rodzic podchodzi, wkłada
                kartę, coś ponaciska, a potem wysakują pieniądze.
            • bea.bea Re: Życie ponad stan 13.12.09, 22:24
              jasne, wstyd przyznać "nie kupie ci zabawki, bo nie mam pieniędzy"
              nie jest wstydem korzystać z n-tej karty kredytowej,
              pytanie mam jedno, co będzie kiedy wszystko się rypnie...?
              iluzja , jest zawsze iluzją..
              iluzja bogactwa, szczęścia, ile mozna ciągnąć?..i jakim kosztem...
              • domeczek-on-line Re: Życie ponad stan 26.12.09, 23:43
                Jeżeli mamy ograniczone fundusze zdecydowanie warto wytłumaczyć
                dzieciom, że jeżeli wybierze jedną przyjemność to z drugiej trzeba
                będzie zrezygnować (nauka życia i sztuka wyboru).
                Są jednak takie zajęcia,z których nie warto rezygnować mimo kłopotów
                finansowych. Podam przykład: tzw. muzyczna zerówka przed
                rozpoczęciem szkoły muzycznej - możesz uczestniczyć tylko raz w
                życiu kiedy masz 6 lat i nigdy później, może nie zaprocentuje a może
                przegapisz szansę dla dziecka na dobrą, państwową szkołę. Moim
                zdaniem w tym przypadku warto zacisnąć pasa.
            • jakw Re: Życie ponad stan 14.12.09, 02:19
              w-i-k-i napisała:

              > Chyba umarlabym ze wstydu.
              I prawidłowo. Nie wydasz wtedy kasy "na to co zawsze", a
              zaoszczędzone w ten sposób pieniądze wystarczyłyby na
              realizowanie "tych co zawsze" wydatków innych członków rodziny ;-p
            • poplar31 Re: Życie ponad stan 16.12.09, 13:48
              w-i-k-i napisała:

              > I bardzo dobrze jakbym byla na Twoim miejscu tez bym tak zrobila.
              > Nie wyobrazam sobie, jak moglabym nagle odmowic dziecku
              > przyjemnosci, ktora mialo od zawsze - nie ma mowy. A
              > stwierdzenie ,,nie mamy pieniedzy" to jakis zart czy co? Tak
              > powiedziec dziecku? Chyba umarlabym ze wstydu.

              Umrzesz ze wstydu jak twoje dziecko wyrośnie przez takie podejście na egoistę,
              materialistę i snoba...
          • przechlapany_czas Re: Życie ponad stan 16.12.09, 15:51
            > No właśnie ja raczej nie zrezygnuję. Nie, nie nie.
            > Nie.
            > Poziom życia ma zostać zachowany. Dziecko przyzwyczajone, że jeździ
            > na nartach, ma jechać na narty.

            no więc ja miałem/mam żonę która myśli tak jak Ty ... co gorsza poddałem się
            temu myśleniu sad.. teraz gdy otrzeźwiałem ratuję już tylko siebie .. po 20
            latach powiedziałem dość .. nigdy więcej kredytu... a kontakt z bankiem
            ograniczony do odbierania karty bankomatowej (bezdebetowej) do konta osobistego
            ... i niestety spłacania pozostałości kredytowych .. ale już niedługo, tylko rok smile

            szkoda tylko że straciłem na zdobycie tej wiedzy 20 lat ... i małżeństwo sad
    • ardzuna Re: Życie ponad stan 13.12.09, 20:54
      Wydawaniem ponad bieżące dochody i zaciąganiem kredytów na rzeczy
      których sobie możesz odmówić.
      Jeśli masz oszczędności i je przejadasz (a nie inwestujesz), też
      żyjesz ponad stan.
      • travka1 Re: Życie ponad stan 13.12.09, 22:41
        Jeśli masz oszczędności i je przejadasz (a nie inwestujesz), też
        żyjesz ponad stan.
        dlaczego??
        • ardzuna Re: Życie ponad stan 13.12.09, 23:20
          Nie żyjesz wprawdzie na kredyt, ale żyjesz ponad stan. Dlaczego?
          Dlatego ze nadal wydajesz ponad swoje dochody, a oszczędnosci się
          skończą, i co wtedy?
          Oczywiście jeśli nalezysz do tego niewielkiego grona ludzi, które ma
          oszczędnosci pozwalające na zostanie do końca życia rentierem, nie
          ma mowy o życiu ponad stan.

        • myelegans Re: Życie ponad stan 14.12.09, 01:21
          > Jeśli masz oszczędności i je przejadasz (a nie inwestujesz), też
          > żyjesz ponad stan.
          > dlaczego??

          NIekoniecznie ponad stan, tylko nieroztropnie i bez planowania na
          jutro. Czy Ty na prawde wierzysz, ze bedziesz miala emeryture?
          Optymistycznie bedziesz dostawala polowe tego co zarabiasz,
          realistycznie prawie nic. W kazdym razie nie tyle, zeby wystarczylo
          na godziwe zycie. tzn. oplaty, lekarstwa, jedzenie i jakies
          przyjemnosci. Ja nie licze na emeryture panstwowa wcale, dlatego
          planuje dzisiaj na to co bedzie za 30 lat nawet tzw. kosztem
          dziecka, bedzie jezdzil na nartach, ale lokalnie, nie w Alpy, bedzie
          chodzil na basen, uprawial sporty, ale nie musi podrozowac na drugi
          koniec swiata. Dorosnie, zarobi, pojedzie, ale ja sie z tego powodu
          zadluzac nie bede. Dziecko mi kiedys za to podziekuje, bo bede
          samowystarczalna, nie bede musiala na nim wisiec.
          Poki co rozmawiamy przy nim o pieniadzach, planujemy zakupy, robimy
          rachunki, uswiadamiamy przy kazdej okazji, ze wszystko kosztuje
          pieniadze, na ktore mama i tata pracuja.
          Dostaje male kieszonkowe i juz teraz planuje co chce kupic i ile
          musi oszczedzac, i okazuje sie, ze to co bardzo chce, jak musi wydac
          ze swoich pieniedzy okazuje sie, ze AZ tak nie chce i rzecz traci na
          atrakcyjnosci. Ma 5 lat.
          • poplar31 Re: Życie ponad stan 16.12.09, 13:55

            > Dostaje male kieszonkowe i juz teraz planuje co chce kupic i ile
            > musi oszczedzac, i okazuje sie, ze to co bardzo chce, jak musi wydac
            > ze swoich pieniedzy okazuje sie, ze AZ tak nie chce i rzecz traci na
            > atrakcyjnosci. Ma 5 lat.

            I to jest prawidłowa postawa. Nie nakierowywanie dziecka na "mieć". Uczenie, ze
            pieniądze nie spadają z nieba, pokazywanie dziecku ich wartości, ale również
            pokazywanie tego, że nie tylko kasa się w życiu liczy. Nie mogę znieść mamusiek,
            co im się wydaje, że potrzeby materialne to jedyna ważna rzecz w życiu. To są
            egoistki! Nie rozumieją, że robią dziecku krzywdę - a robią. Bo często bywa tak,
            że to one czerpią z różnych rzeczy większą satysfakcję niż dziecko. Mówi się
            dziecku "jedziesz na narty" i nawet jak dziecko nie ma do tego wielkiego zapału,
            to ma jechać. Bo taka moda! Bo trendy! I mamusia będzie miała o czym nawijać,
            chwalić się i grać rolę pani z wyższej sfery. Wypaczają charakter, uczą
            paskudnego podejścia do życia a to potem owocuje w przyszłości - i owoc tego
            wychowania słodki nie będzie. I jeszcze jedno - na pewno człowiek wychowany na
            egoistę w przyszłości rodzicom za nic nie podziękuje. Cóż, na głupotę lekarstwa
            nie ma...
            • franczii Re: Życie ponad stan 16.12.09, 14:07
              A coz ty wygadujesz? Jakie wyzsze sfery, jakie chwalenie
              Narty to nie zaden elitarny sport, to przede wszystkim zdrowy i ciekawy sposob
              spedzania wolnego czasu ale rozumiem, ze o wiele ciekawszy jest spacer po osiedlu
              • cherry.coke Re: Życie ponad stan 16.12.09, 14:24
                > A coz ty wygadujesz? Jakie wyzsze sfery, jakie chwalenie
                > Narty to nie zaden elitarny sport, to przede wszystkim zdrowy i ciekawy sposob
                > spedzania wolnego czasu

                Zalezy z kim rozmawiasz smile Dla jednych na narty jezdzi sie, zeby pojezdzic na
                nartach w fajnej okolicy. Dla innych "na narty" jezdzi sie, zeby potem
                opowiadac, gdzie to sie w tym sezonie bylo i dlaczego miejscowosci i kraje modne
                w zeszlym sezonie obecnie sa juz do luftu.
              • ardzuna Re: Życie ponad stan 16.12.09, 22:11
                franczii napisała:

                > Narty to nie zaden elitarny sport, to przede wszystkim zdrowy i
                ciekawy sposob
                > spedzania wolnego czasu

                Opowiadasz. Co jest ciekawego w zjeżdżaniu w dół w bieli i
                wjeżdżaniu po to, żeby jeszcze raz zjechać?
                • cherry.coke Re: Życie ponad stan 16.12.09, 22:22
                  Ten kawalek jak sie zjezdza jest fajny smile Ciekawy, hm czy ja wiem... Ale fajny!
                • franczii Re: Życie ponad stan 16.12.09, 23:10
                  > Opowiadasz. Co jest ciekawego w zjeżdżaniu w dół w bieli i
                  > wjeżdżaniu po to, żeby jeszcze raz zjechać?

                  No przede wszystkim jest to ruch na powietrzu, w gorach, w pieknych miejscach,
                  dech zapiera i ladnie biodra rzezbiwink
                  • ardzuna Re: Życie ponad stan 16.12.09, 23:14
                    Ruch bez wątpienia, ale ciekawy??
    • sloooneczko Re: Życie ponad stan 13.12.09, 21:19
      to co INNYCH BOLI a zainteresowanym wychodzi z powodzeniem
      (zazwyczaj) lub nie..
      • czar_bajry Re: Życie ponad stan 13.12.09, 22:56
        Wydajesz więcej niż zarabiasz, wpadasz w długi i koło się zamyka.
        • bi_scotti Re: Życie ponad stan 14.12.09, 02:37
          Po pierwsze to nie rozumiem zupelnie idei "dawania dziecku swiata" w
          kategoriach finansowych. Mozna dziecko obsypac gadzetami i wydac na
          nie setki tysiecy dolarow a SWIATA mu nie dac, a mozna zyc BARDZO
          skromnie z baza minimum dochodow i dac dziecku CALY SWIAT - czy to
          naprawde trzeba tu tlumaczyc?
          Po drugie, zycie ponad stan to bardzo prosty rachunek - wydajesz
          wiecej niz zarabiasz (chocby to bylo o dolara/zlotowke wiecej). Ja
          wiekszosc platnosci dokonuje przy uzyciu VISA ale splacam karte
          kredytowa co do centa zawsze na czas. Tylko raz w zyciu (wiele lat
          temu) mialam krotki okres gdy nie bylam zdolna tego robic i to byl
          powod do WSTYDU, ze sie zle gospodarze swoimi pieniedzmi!
          Powiedzenie dziecku/partnerowi/znajomemu, ze na cos mnie nie stac
          nie jest zadnaym wstydem - jest uczciwa informacja!
          Po trzecie - sa tzw. dobre dlugi (np.mortgage czyli spalcanie
          nieruchomosci czy oplacanie dzieciom uniwersytetu) i zle dlugi (np.
          kupno plasma TV czy wyjazd na wakacje) - od tego sa rodzice i lekcje
          home economics (nie wiem jak w Polsce ...) zeby podejmowac sensowne
          decyzje w kwestii zaciagania dobrych badz zlych dlugow!
          • ywwy Re: Życie ponad stan 14.12.09, 09:33
            to głupota!
            W dodatku niektórzy uczą tego swoje dzieci, które też tak będą
            robiły.Uważam, że dzieci powinny być oswojone z tym ,że po prostu
            czasami nas na coś może nie stać! W dodatku to nie koniec świata, bo
            pieniądze nie są nadrzędnym sprawcą naszej rozrywki, jesteśmy ponad
            tym. Czyli jak nas nie stać na narty to organizujemy sobie inne
            atrakcje i nie ma tragedii!
            • kropkacom Re: Życie ponad stan 14.12.09, 09:58
              Ostatnio czytałam na czeskim portalu artykuł że nie odmawiając dziecku niczego
              (nawet jak średnio nas na to stać) to wychowujemy przyszłego dłużnika.
              • cherry.coke Re: Życie ponad stan 14.12.09, 10:31
                > Ostatnio czytałam na czeskim portalu artykuł że nie odmawiając dziecku niczego
                > (nawet jak średnio nas na to stać) to wychowujemy przyszłego dłużnika.

                To chyba logiczne - tez nie beda umiec sobie odmawiac, czy sa srodki, czy nie
                ma. I leci karta kredytowa jedna, druga...

                Ja bym chciala dzieciom przekazac umiejetnosc cieszenia sie zyciem niezaleznie
                od budzetu oraz znajdowania sobie ciekawych, tworczych zajec, platnych lub
                bezplatnych. W moim wlasnym zyciu najlepsze, najciekawsze momenty maja sie nijak
                do spedzonej na nie kasy. Te kasiaste bywaly zarowno przezyciem, jak i
                rozczarowaniem, te niekasiaste tez.
                • inn-ka Re: Życie ponad stan 14.12.09, 19:33
                  Życie ponad stan - wydajesz więcej niż zarabiasz. Proste.
                  Też mamy kredyt, ale stać nas na ratę, wychodzimy co miesiąc na niewielkim, ale
                  jednak plusie. Nie przekreślam kredytów z góry.

                  Co do odmawianiu dziecku - owszem, dzieciaka to boli. Ale bardziej boli jak
                  rodzice kupują mu wszystko, a tak naprawdę nie poświęcają mu uwagi. Moja rodzina
                  nie była bogata, pamiętam pomarańcze jako prezent na gwiazdkę, ale umiejętność
                  dzielenia się, oszczędzania (czekania na coś) albo dostrzegania innych jest
                  cenniejsza niż wyjazd na narty, IHMO.
                  • blanka_32 Re: Życie ponad stan 14.12.09, 19:38
                    No tak, po prostu wydajesz więcej niż zarabiasz.
                  • emilly4 Zycie na kredycie 14.12.09, 19:50
                    Zycie ponad stan jest wtedy, kiedy wydajemy wiecej niz mamy. Sklepy chetnie
                    proponuja karty kredytowe, a my chetnie ich uzywamy nie myslac o konsekwencjach.
                    Znalam taka pania, ktora to nie majac wielkiego dochodu, zawsze wydawala
                    pieniadze na super jedzonko, synus zawsze musial miec super slodycze i zabawki i
                    ubrania. Kilka lat pozniej dowiedzialam sie, ze owa pani zadluzyla ostro swoje
                    mieszkanie, nie placila rachunkow, miala niesplacony kredyt. Synek wyrosl na
                    rozmemlana kluche, za to najbardziej przemadrzala kluche na ziemi.
                    Zapewnienie naszym dzieciom zycia ponad stan za wszelka cene jest dla nich
                    ogromna krzywda. Moja corka wie skad sie biora pieniadze, wie jak ciezko sie je
                    zarabia. Nie marudzi i nie piszczy mi w sklepie o zabawki, oglada i mowi
                    "chodzmy mamo".
                    Dostalam lekcje kiedy wpadlo nam troche wiecej gotowki i zrobilismy sobie male
                    swieta z pezentami i stosem zabawek, zauwazylam, ze corka tymi zabawkami wogole
                    sie nie interesuje, a na dodatek marudzi, ze juz chce cos innego. Wiec w kilka
                    dni z madrej dziewczynki przemienila sie w rozpuszczona ksiezniczke. Za to
                    inaczej ma sie sprawa jak corka sobie cos wymarzy, ma jakies pragnienie...i to
                    sie spelnia, wtedy dba o swoja zdobycz z calego serca.
                    Nie lubie tez kredytow.
                    Rozumiem kredyt na mieszkanie, samochod, kredyt w naglym wypadku, kiedy psuje
                    sie pralka, czy lodowka. Ale branie kredytu na caly sprzet domowy, zeby splacic
                    2 razy wiecej...nie dziekuje.
                • utrzymanka Re: Życie ponad stan 14.12.09, 20:03
                  a co jesli wydajesz dokladnie tyle , ile zarabiasz ? znaczy nie masz oszczednosci.
                  Czy to tez jest zycie ponad stan?
                  • echtom Re: Życie ponad stan 14.12.09, 20:08
                    Nie - to jest życie na granicy ryzyka. Żyjąc ponad stan tę granicę się przekracza.
                    • utrzymanka Re: Życie ponad stan 14.12.09, 20:13
                      zycie na granicy ryzyka .
                      ja wlasnie tego nie pojmuje : nie mam oszczednosci, wydaje dokladnie tyle ile
                      zarabiam. Oprocz tego place sobie ubezpieczenie na zycie i dodatkowa emeryture
                      no i splacam kredyt na mieszkanie ( dla mnie to juz forma oszczednosci na
                      przyszlosc).
                      I niech mi ktos logicznie wytlumaczy - po co ja mam dodatkowa kase "
                      oszczedzac"? Na co? czym ryzykuje wydajac te kase teraz a nie czekajac na tzw.
                      pozniej i pozniej ?



                      • echtom Re: Życie ponad stan 14.12.09, 20:24
                        Nie wspomniałaś o ubezpieczeniu i mieszkaniu smile
                      • myelegans Re: Życie ponad stan 14.12.09, 20:27
                        Z tego samego powodu dlaczego wykupujesz polise na zycie. Bo w zyciu
                        zdarzaja sie wcale nierzadkie nieprzewidziane okolicznosci: tracisz
                        prace, ty, albo partner, albo oboje, ktos zachoruje, zepsuje sie
                        samochod, zdemolujesz samochod w wypadku, zepsuje sie pralka,
                        lodowka, TV, ... reszte dopisz. I wtedy co?

                        Zasada jest taka, ze kazda rodzina powinna miec oszczednosci na 8-12
                        miesiecy, szczegolnie w obecnej sytuacji ekonomicznej, zeby zaplacic
                        podstawy: mieszkanie, oplaty, jedzenie, na wypadek utraty pracy z
                        jakiegos powodu.

                        To jest zycie na krawedzi. Dodatkowo oszczedzanie zapewnia Ci jakie
                        takie warunki na przyszlosc, kiedy juz tego czeku nie bedzie co
                        miesiac, a wydatki beda. Nie liczylabym wiecej niz na 50% emerytury
                        z obecnych zarobkow. To wersja optymistyczna. Ja na panstwowa
                        emeryture nie licze wcale i tak zyje i tak planuje.
                        Zyje w olowkiem i kalkulatorem w reku. Jak mi wpada wieksza gotowka,
                        to inwestuje/odkladam, nie wydaje.
                      • cherry.coke Re: Życie ponad stan 14.12.09, 20:27
                        Przyczyny negatywne: mozesz stracic prace, zachorowac, miec depresje, mozesz
                        wpasc w jakies klopoty i potrzebowac wiekszej kwoty.

                        Przyczyny pozytywne: mozna miec spontaniczne wydatki, mozna uzyc oszczednosci na
                        jakas wieksza przyjemnosc, mozna podrozowac, mozna kupowac fajne rzeczy od reki,
                        a nie na kredyt, mozna nie stresowac sie czujac nadciagajace klopoty.

                        Poza tym z czystego rozsadku - majac oszczednosci mniej dajemy bankom. Ja na
                        przyklad oszczedzam m. in. po to, zeby kupic za jakis czas wlasny dom, a kwote,
                        ktora wtedy bede miala, bank pozyczylby mi na takich warunkach, ze musialabym mu
                        oddac jej wielokrotnosc. A tak nie musze.
                        • evee1 Re: Życie ponad stan 15.12.09, 03:47
                          > Poza tym z czystego rozsadku - majac oszczednosci mniej dajemy
                          bankom. Ja na
                          > przyklad oszczedzam m. in. po to, zeby kupic za jakis czas wlasny
                          dom, a kwote,
                          > ktora wtedy bede miala, bank pozyczylby mi na takich warunkach, ze
                          musialabym m
                          > u
                          > oddac jej wielokrotnosc. A tak nie musze.
                          Pod warunkiem, ze przez czas, w ktorym oszczedzasz ceny domow nie
                          pojda w gore. Co akurat niestety czesto ma miejsce (zalezy od cyklu
                          ekonomicznego).
                          PS1. Zaznacze tylko, ze w tym przypadku najwazniejsza jest
                          lokalizacja tego domu, bo niektore rosna szybcko na wartosci, a inne
                          wolniej, albo wrecz przeciwnie.
                          PS2. Polski rynek mieszkaniowy jeszzce nie jest ustabilizowany jak
                          inne rynki starej UE.
                          PS3. Amerykanki rynek mieszkaniowy w ostatnich kilku latach rzadzil
                          sie dziwnymi prawami (banki dajace pozyczki bez pokrycia, o czym juz
                          ktos wczesniej wspomnial).
                          Akurat sceny
                          • azile.oli Re: Życie ponad stan 15.12.09, 09:22
                            Opiszę Wam rodzinkę żyjącą ponad stan i do czego to doprowadziło.
                            Dwoje wspólników prowadziło nieźle prosperującą firmę przynosił
                            niezłe dochody. W pewnym momencie jeden z nich postanowił wybudować
                            sobie dom, ale taki, żeby wszystkim oko zbielało. Zaczął więc
                            budowę, całe dochody ze swojej części inwestował w ten dom, w końcu
                            zaczął pożyczać od wspólnika, łącznie pożyczył 100 tys, złotych.
                            W tym czasie rodzina nie odmawiała sobie niczego, drogie,
                            zagraniczne wakacje, żona dłużnika nie ruszała się na zakupy bez 10
                            tys. w torebce. Jak kupowała kieckę, to do tego koniecznie buty i
                            torebkę, wszystko z najwyzszej półki.
                            Po wybudowaniu tego domu pojechali sobie na miesiac do Hiszpanii,
                            nie tylko będąc świadomi długu u wspólnika, ale i zostawiajac firmę
                            na jego głowie. Dług spłacali w małych ratach, bez odsetek. Dom był
                            też zadłużony w banku - hipoteka.
                            Przez cały ten czas musieli mieć wszystko , co najdroższe, na 4
                            osoby 4 samochody, w tym dwie z tych osób to 17 i 18 letnie córki.
                            Żona nie pracowała, ale nie mogła podrzucić dziewczyn do szkoły,
                            one musiały mieć swoje samochody.
                            Wreszcie wspólnik się wkurzył, firma uległa rozwiązaniu, majątek
                            podzielony. Ten pożyczający popadał w coraz większe długi, zastaw
                            bankowy stanowiło już niemal wszystko. Mimo tego nadal pojawiały się
                            pomysły typu: 50-letnia żona poszła na studia, oczywiście płatne i
                            wynajmowała apartament w odległym mieście (ten sam kierunek miała na
                            uczelni 15 minut od domu). Potrafiła też jechać na 1 dzień do
                            Zakopanego, żeby zjeść obiad w Kasprowym.
                            Teraz sytuacja wyglada tak, że spłacaja tylko odsetki od kredytów,
                            facet jeździ rozklekotanym rzęchem, córka wyszła za mąż i
                            zamieszkała w kawalerce w mocno nieciekawej dzielnicy. Druga
                            wychodzi za mąż wkrótce i chyba zostanie w domu rodzinnym, który
                            mimo gabarytów dla 2 rodzin się nie nadaje.
                            Wspólnik w tym czasie majątek pomnożył, długów nie ma, mają dwoje
                            dzieci, a sa właścicielami 3 mieszkań i domu.
                            Niestety, tamtego życie ponad stan zaprowadziło na skraj
                            bankructwa. I teraz musi odmawiać i sobie , i dzieciom.
                            • zuzanna56 Re: Życie ponad stan 15.12.09, 09:35
                              azile.oli napisała:

                              > Opiszę Wam rodzinkę żyjącą ponad stan i do czego to doprowadziło...


                              Nie mam aż tak dobrej sytuacji jak oni na początku, nie mam dobrze prosperującej
                              firmy itd. Ale my zawsze parę złotych umiemy zaoszczędzić, nawet więcej niż
                              parę. Mamy takich znajomych, którzy nie moga pojąć dlaczego jedziemy np. na 10
                              dniowe wczasy a nie na 20 dniowe, chociaż pieniądze na to mamy. Bo dla mnie
                              byłoby to zyciem ponad stan, czyli wydawaniem co miesiąc wszystkiego co
                              zarobimy. Samochody mamy dwa ale nienowe, kilkuletnie. Można by wziąc kredyt i
                              kupić nowe ale po co? Nie mielibyśmy żadnych oszczędności.
                          • cherry.coke Re: Życie ponad stan 15.12.09, 10:58
                            Ale ja mieszkam w kraju, gdzie ceny domow ida w dol, a pensja mi rosnie smile
                      • sapalka1 Re: Życie ponad stan 16.12.09, 11:33
                        Ryzykujesz tym, że może pojawić się (odpukać) choroba, problem z pracą,
                        smaochodem, nagły remont itp i nie będzie z czego takich wydatków opłacić.
                        A nie masz czasem ochoty wyjechać gdzieś? Poznać nowy kraj, albo odprężyć się
                        leżąc na plaży? Do tego potrzebne są jakieś oszczędności
                  • zuzanna56 Re: Życie ponad stan 15.12.09, 09:30
                    utrzymanka napisała:

                    > a co jesli wydajesz dokladnie tyle , ile zarabiasz ? znaczy nie masz oszczednos
                    > ci.
                    > Czy to tez jest zycie ponad stan?


                    No właśnie, dobre pytanie. Jeśli ktoś zarabia niewiele i starcza mu to ledwo na
                    opłaty i jedzenie to pewnie nie. Ale jeśli ktoś zarabia parę tysięcy to moim
                    zdaniem powinien spróbować coś zaoszczędzić na czarną godzinę.
                    • utrzymanka Re: Życie ponad stan 15.12.09, 12:46
                      dlatego warto wykupic polise na zycie, na tzw. czarna godzine
                      wlasnie: chorobe, czy inna " niemoc".
                      Moim zdaniem ,jesli oplacasz ubezpieczenie, wplacasz sobie jakas
                      skladke na dodatkowa emeryture, to oszczedzanie sensu nie
                      ma. "Oszczedzanie" na wieksze extra wydatki to dla mnie po prostu "
                      zbieranie " kasy.
                      Oszczedzanie kojarzy mi sie bardziej z odkladaniem bez konkretnego
                      celu, na pozniej, na wszelki wypadek. A zyc trzeba tu i teraz !!! A
                      co jesli bedziesz tak oszczedzac , a pozniej przypadki losu sprawia,
                      ze nawet nie skorzystasz ( choroba, smierc , inne) ? Dodam , ze moj
                      punkt widzenia jest regularnie i z duza werwa tepiony przez moich
                      bliskich i znajomych sad
                      • cherry.coke Re: Życie ponad stan 15.12.09, 12:58
                        > dlatego warto wykupic polise na zycie, na tzw. czarna godzine
                        > wlasnie: chorobe, czy inna " niemoc".
                        > Moim zdaniem ,jesli oplacasz ubezpieczenie, wplacasz sobie jakas
                        > skladke na dodatkowa emeryture, to oszczedzanie sensu nie
                        > ma. "Oszczedzanie" na wieksze extra wydatki to dla mnie po prostu "
                        > zbieranie " kasy.

                        Jak wykupisz polise "na wszystko", to bedzie cie kosztowac mase kasy, a
                        gwarancji, ze z niej cos wyniesiesz, wcale nie ma (moze po smierci, ale to cie
                        zdaje sie najmniej interesuje), bo moze akurat bedziesz zdrowa i sprawna do
                        konca zycia.

                        > Oszczedzanie kojarzy mi sie bardziej z odkladaniem bez konkretnego
                        > celu, na pozniej, na wszelki wypadek. A zyc trzeba tu i teraz !!!

                        Ale to sie nie wyklucza smile Mozna zyc tu i teraz, a czesc kaski wrzucac do
                        odkladania, jesli sie komus przyzwoicie powodzi. Przepuszczanie wszystkiego do
                        zera czyni bardziej "tu i teraz"?
                      • echtom Re: Życie ponad stan 15.12.09, 13:59
                        > A co jesli bedziesz tak oszczedzac , a pozniej przypadki losu
                        sprawia, ze nawet nie skorzystasz ( choroba, smierc , inne) ?

                        Emerytury też nie każdy dożywa wink
    • 18_lipcowa1 Re: Życie ponad stan 15.12.09, 10:13
      beatrycja.30 napisała:

      > Ostatnio spotkałam się z takim stwierdzeniem. Czym jest dla was
      > życie ponad stan? Podajcie jakieś przykłady.

      budowanie domu, gdy na to nie stac
      na zasadzie - dzieci nigdzie nie jezdza, zero atrakcji, my nigdzie
      nie jezdzimy, siedzimy na du...ie, zremy byle co, chodzimy w
      szmatach, ale kawa we wlasnym ogrodku bedzie

      byl tu taki watek
      • echtom Re: Życie ponad stan 15.12.09, 11:43
        Dom to jednak inwestycja. Gorzej, kiedy wydaje się pieniądze na
        kosztowne rozrywki, kiedy na to nie stać (np. kilka razy w roku wczasy
        zagraniczne na kredyt - znam przypadek w realu).
        • przeciwcialo Re: Życie ponad stan 15.12.09, 17:22
          Tylko utrzymanie domu też sporo kosztuje.
      • iwoniaw Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 12:57
        To, co opisujesz, to nie jest życie nad stan. Wprost przeciwnie: to przesuwanie
        posiadanych środków na realizację nowych celów, a że połączone z
        ograniczeniem/rezygnacją z innych potrzeb to inna bajka. Życiem nad stan byłoby
        budowanie domu, na który mnie tak naprawdę nie stać i nieograniczenie
        przy tym wyjazdów, pryjemności itd. Życie nad stan to życie na kredyt, którego
        tak naprawdę nie jest się w stanie spłacić. Pozostawianie spadkobiercom długów
        (to w najlepszym wypadku) albo nieuchronne popadnięcie w ruinę po zlicytowaniu
        przez komornika.
        • emilly4 Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 13:12
          Zgadzam sie z "iwoniaw".
          Wole odlozyc, odjac sobie i dzieciom od "geby",a pic kawe we wlasnym ogrodku,
          niz toczyc walke z sasiadami i wciskac dzieci w mieszkanie.
          Dom to inwestycja na cale zycie, dom bedzie sluzyl nam, a jak nas juz nie bedzie
          to dzieciom i wnukom. Na wakacje bedzie jeszcze czas.
          To nie jest zycie ponad stan.
          • jakw Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 13:31
            Inna kwestia, czy dzieci będą w stanie to docenić...
            • emilly4 Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 13:49
              jakw napisała:

              > Inna kwestia, czy dzieci będą w stanie to docenić...

              Dlatego nalezy dzieciom wszystko wytlumaczyc. Pokazac, ze pieniadze na drzewie
              nie rosna, ani nie wychodza ze sciany. W miare mozliwosci zaangazowac dzieci w
              budowe domu, pozwolic im wybrac swoje pokoje, urzadzic, pomalowac...z pewnoscia
              to docenia.
              • cherry.coke Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 14:02
                > Dlatego nalezy dzieciom wszystko wytlumaczyc. Pokazac, ze pieniadze na drzewie
                > nie rosna, ani nie wychodza ze sciany. W miare mozliwosci zaangazowac dzieci w
                > budowe domu, pozwolic im wybrac swoje pokoje, urzadzic, pomalowac...z pewnoscia
                > to docenia.

                No to jeszcze zalezy od ich inklinacji. Mam kolezanke, ktora zjezdzila kawal
                swiata, uwielbia podroze i kulturoznawstwo, natomiast jej rodzice wlasnie
                "budowali dom" - ona swoje dziecinstwo wspomina jako wieczny plan budowy, zero
                finansow na wyjazdy, niewiele na rozwoj pozaszkolny. Rodzina nie byla uboga,
                tylko dom byl priorytetem numer 1. Obecnie zdaje sie buduja jego duze rozszerzenie.

                Na szczescie dziewczyna jest inteligentna i dala sobie rade, ale ruszac po
                swiecie zaczela sie dopiero po dwudziestce, jak zaczela sensownie zarabiac i
                zaluje, ze tak pozno i ze jej rodzice byly tacy osiedli i tak wychowali dzieci.
                Nawet nie chodzi jej o kase na wyjazdy, tylko o to, ze jej rodzice sami z trudem
                ruszali sie z miejsca, "bo dom". O rodzicach mowi ze smutkiem "a oni dalej
                siedza w tej skorupie i dalej maja tam mnostwo do roboty" - to ten typ co zawsze
                cos dalszego wynajdzie, takie maja hobby.

                Wcale niekoniecznie dzieci musza to docenic, zwlaszcza ze ani ona, ani jej brat
                nie mieszkaja w okolicy i do rodzicow sie nie wprowadza, w domu zostala (na
                razie) najmlodsza corka.
                • emilly4 Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 14:07
                  No wiesz, tutaj akurat wielki blad popelnili rodzice. To jest to wlasnie dazenie
                  do celu za wszelka cene...."zesram sie a nie dam sie"!
                  Ja jestem bardziej za praca w druzynie. Przeciez na wakacje mozna wyjechac-w
                  miare mozliowsci.
                • myelegans Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 14:34
                  > swiecie zaczela sie dopiero po dwudziestce, jak zaczela sensownie
                  zarabiac i

                  No i dobrze. Co stracila? ma cale zycie przed soba na podroze. To
                  nie jest niezbedne do zycia. To dobry moment na rozpoczecie podrozy
                  i poznawania swiata, bardziej swiadome i celowe.
                  Pierwszy raz za granice pojechala na studiach, za wlasne zarobione
                  pieniadze i satysfakcje mialam cholerna, chlonelam jak sucha gabka.
                  • cherry.coke Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 14:53
                    Stracila chyba to (ona i jej brat), ze jej dziecinstwo odbylo sie na marginesie
                    Budowy. Moze to sobie naprawiac sama, oczywiscie, ale zdaje sie, ze jest jej
                    szkoda, ze nie mieli ciekawego dziecinstwa z rodzicami. Pewnie za to mogli sobie
                    wybrac kolor pokoju, ale i tak zaczeli z Budowy uciekac, jak tylko podrosli, ona
                    np. jakis czas pomieszkiwala ze mna, mimo moich znacznie gorszych warunkow
                    mieszkaniowych (pod pretekstem trudnych dojazdow, bo ich dom byl dosc daleko pod
                    miastem - jej rodzina nie byla biedna, ale jednak nie stac ich bylo na dzialke z
                    lepszym dojazdem). Po prostu te dzieci nie byly domatorami, a rodzice tak i to
                    do kwadratu.

                    Mozna powiedziec, ze rodzice robili to dla dzieci, zostawia im dom itp. Moze
                    mlodszej corce, ona jeszcze sie uczy, wiec nic nie wiadomo. Ale moja znajoma i
                    jej brat mieszkaja daleko lub za granica, powodzi im sie raczej dobrze i nie
                    wiem, czy perspektywa 1/3 domu gdzies pod Warszawa za x-dziesiat lat to dla nich
                    takie wielkie halo, warte malo ciekawego dziecinstwa pelnego ograniczen w imie
                    domu. Oni chyba nie rozumieja, co tak absorbowalo ich rodzicow. Dom jak dom.
                    • echtom Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 15:22
                      Rodzice powinni układać życie według własnych priorytetów, bo z dziećmi nigdy nie wiadomo, czy coś docenią. Twoja znajoma i jej rodzeństwo równie dobrze mogli mieć pretensje do rodziców, że wszystko przeszastali na podróże i nic im nie zostawili, a teraz oni muszą się zarzynać kredytami.
                      • cherry.coke Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 15:26
                        No oczywiscie. Ja tylko w temacie, ze dzieci "budowlane" sie wciaga i
                        uszczesliwia wybieraniem kolorow do pokoju - nie zawsze smile
                        • myelegans Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 15:43
                          Poza tym na wszystko w zyciu jest czas. Moj brat budowal dom przez 5
                          lat srodkami wlasnymi, w tym czasie zamiast na wakacje jezdzil na
                          saksy, na rodzinnych wakacjach nie byli, poza jakimis wyjazdami nad
                          jezioro do domku znajomych i do Szczyrku na narty.
                          Teraz sobie odbijaja, nie maja kredytow, i zadnych innych dlugow,
                          moga jezdzic na narty w Alpy i podroze po Europie.
                          Traumy i zalu po bratanku nie widac.

                          Tez mi sie wydaje, ze rodzice przede wszystkim powinni zatroszczyc
                          sie o WLASNA przyszlosc, bo tym samym zabezpiecza dzieci, ktore nie
                          beda musialy utrzymywac rodzicow na starosc, ani dlugow za nich
                          placic.
                          • cherry.coke Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 15:55
                            Ci rodzice wszakze nie postapili tak jak Twoj brat, tylko po skonczeniu dlugiego
                            "pierwszego etapu" zrobili przerwe i poszli w drugi (dobudowuja czesc domu,
                            zdaje sie koncza). Potem pewnie bedzie etap remontow... Nie jest to jakas
                            wystawna mafio-willa, ale teraz w calym domu mieszkaja tam trzy osoby! Jak znam
                            tych rodzicow, pewnie za pare lat bedzie powtorka z rozrywki, tj.
                            przemieszczanie sie "na starosc" do czegos mniejszego, jak i najmlodsza sie
                            wyprowadzi smile
                            • iwoniaw No dobra, ale fiksacje a życie nad stan to dwa 15.12.09, 16:35
                              różne tematy, jakby nie spojrzeć. Ci znajomi, o których piszesz, bez wątpienia
                              nie uszczęśliwili dzieci Budową wink i Domem,być może uszczęśliwili tym siebie,
                              ale ponad stan nie żyli. Nie stać ich było i na budowę i na
                              podróże (a może tylko ich nie lubili, a zdanie dzieci nie było dla nich ważne -
                              jakkolwiek tam było, nieważne), ale się nie zadłużali do niemożliwości spłaty,
                              tylko wydawali środki, na jakie mogli sobie pozwolić na to, co było ich
                              zdaniem istotne
                              . Więc gdzie tu mowa o życiu ponad stan?
                              • cherry.coke Re: No dobra, ale fiksacje a życie nad stan to dw 15.12.09, 17:37
                                Fakt, to taki offtopik smile

                                Tzn. ich akurat nie bylo stac rowniez na podroze ani ich nie mieli jako
                                priorytet - kiedys woleli dodac bodajze kominek czy cos zamiast wyslac corke na
                                wycieczke, taka zwykla szkolna, ktora akurat byla organizowana. Na i kominek, i
                                wycieczke nie bylo. Stac ich bylo na takie powolne budowanie, kosztem innych
                                rzeczy. Na kurs jezykowy tez kiedys nie poszla, choc juz miala obiecany, bo cos
                                tam tez trzeba bylo dolozyc do domu.

                                Ogolnie jak to ujela kolezanka, rodzice uhodowali duza rybe, ale dzieciom nie
                                dali wedek. Z kolei moi dali mnie mnostwo wedke (czytanie, wyjazdy,
                                zainteresowanie jezykami), ale nie dali zadnej ryby. I tak sobie moglysmy
                                nawzajem zazdroscic. Z tym ze teraz ryba rodzicow jest jej na nic, bo daje sobie
                                rade sama, natomiast braku wedek ciagle zal.
                                • echtom Re: No dobra, ale fiksacje a życie nad stan to dw 15.12.09, 17:42
                                  > Z tym ze teraz ryba rodzicow jest jej na nic, bo daje sobie
                                  > rade sama, natomiast braku wedek ciagle zal.

                                  Chcesz powiedzieć, że niczego nie zawdzięcza rodzicom i do wszystkiego w życiu doszła sama? smile
                                  • cherry.coke Re: No dobra, ale fiksacje a życie nad stan to dw 15.12.09, 17:47
                                    No oczywiscie ze zawdziecza - dach nad glowa, utrzymanie, poslanie do szkoly.
                                    Ale juz na studiach sie wyprowadzila i utrzymywala sama, miedzy innymi z tego
                                    powodu, ze z domu rodzicow nie dawalo sie dojezdzac i na uczelnie, i do pracy.
                                    Wszystkie wyjazdy, jezyki, hobby to juz jej inicjatywa. Rodzice byli i nadal sa
                                    skoncentrowani na dachu nad glowa, aktualnie glownie wlasna, bo i mlodsza corka
                                    nocuje u kolezanek ile sie da.
                          • jowita771 Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 18:53
                            > lat srodkami wlasnymi, w tym czasie zamiast na wakacje jezdzil na
                            > saksy, na rodzinnych wakacjach nie byli, poza jakimis wyjazdami nad
                            > jezioro do domku znajomych i do Szczyrku na narty.

                            Nie bardzo rozumiem, dlaczego niektórzy się tak upierają przy tych wyjazdach
                            zagranicznych. Znam dość blisko dwie rodziny z trójką dzieci każda, gdzie nie ma
                            żadnych wyjazdów zagranicznych, tylko wspólne wakacje na kempingach (jedna
                            rodzina) lub u rodziny w puszczy (druga). I w obu rodzinach rodzice mają świetny
                            kontakt z dziećmi, poświęcają im dużo czasu i uwagi i te dzieci wyglądają na
                            szczęśliwe. Oprócz wakacji są organizowane wspólne wypady, pikniki. Ja tym
                            dzieciom zazdroszczę takich rodziców, chociaż na zagraniczne wczasy ich rodzin
                            nie stać.
                            • cherry.coke Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 20:31
                              > Nie bardzo rozumiem, dlaczego niektórzy się tak upierają przy tych wyjazdach
                              > zagranicznych. Znam dość blisko dwie rodziny z trójką dzieci każda, gdzie nie m
                              > a
                              > żadnych wyjazdów zagranicznych, tylko wspólne wakacje na kempingach (jedna
                              > rodzina) lub u rodziny w puszczy (druga). I w obu rodzinach rodzice mają świetn
                              > y
                              > kontakt z dziećmi, poświęcają im dużo czasu i uwagi i te dzieci wyglądają na
                              > szczęśliwe. Oprócz wakacji są organizowane wspólne wypady, pikniki. Ja tym
                              > dzieciom zazdroszczę takich rodziców, chociaż na zagraniczne wczasy ich rodzin
                              > nie stać.

                              Ja tam zagraniczne wczasy mam w nosie. Brzuchem do gory mozna lezec w
                              dowolnym miejscu wg mnie, sceneria sie deczko zmieni, ale brzuch ten sam.

                              Ale wyjazdy "krajoznawcze" za granice czy wycieczki, zwiedzanie, ogladanie
                              innych krajow, sluchanie obcego jezyka, poznawanie kultury to zupelnie co
                              innego. I to uwazam dzieci powinny poznac.
                              • titta Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 16.12.09, 16:40
                                Najczesciej te zagraniczne wyjazdy to do hotelu-molocha nad jakims
                                cieplym morzem. Malo to ma wspolnego "z obcowaniem z kultura i
                                osluchaniem sie z jezykiem". Takie "obcowanie" czesto tez konczy sie
                                tym, ze czlowiek zielonego pojecia o Polsce nie ma. Zreszta
                                powtorze: na to spokojnie moze byc czas, nawet na studiach, we
                                wasnym zakresie. Moze "Natural history museum" nie bedzie zachwycac
                                tak jak w dziecinstwie by zachwycalo ale czy to az takie znaczenie?
                                Wiele osob z mojego pokolenia za granice jako dzieci nie mialo szans
                                wyjechac. Co nieprzeszkodzilo pozniej wielu moim znajomym zrobic
                                doktoraty na dobrych zachodnich uczelniach.
                                • cherry.coke Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 16.12.09, 16:52
                                  > Najczesciej te zagraniczne wyjazdy to do hotelu-molocha nad jakims
                                  > cieplym morzem. Malo to ma wspolnego "z obcowaniem z kultura i
                                  > osluchaniem sie z jezykiem".

                                  Nie wiem jakich masz znajomych, u moich to tak nie wyglada smile Jezdzi sie na
                                  przyklad z dzieciakami na 4 dni do Rzymu i oglada. A jak do Turcji, to tez do
                                  Stambulu na ogladanie, a nie do kurortu nad basen. A czasem na Roztocze do
                                  ciotki na truskawki i lazenie po puszczy - ale rodzice maja czas, a nie sa
                                  uwiazani do harmonogramu wylewania podlog metoda gospodarcza. Tudziez zarabiania
                                  na to.

                                  > Zreszta
                                  > powtorze: na to spokojnie moze byc czas, nawet na studiach, we
                                  > wasnym zakresie. Moze "Natural history museum" nie bedzie zachwycac
                                  > tak jak w dziecinstwie by zachwycalo ale czy to az takie znaczenie?

                                  Wszystkie wyjazdy mozna nadrobic, oczywiscie, chocby i na emeryturze, ale
                                  fajnego, ciekawego dziecinstwa sie nie nadrobi.

                                  > Wiele osob z mojego pokolenia za granice jako dzieci nie mialo szans
                                  > wyjechac. Co nieprzeszkodzilo pozniej wielu moim znajomym zrobic
                                  > doktoraty na dobrych zachodnich uczelniach.

                                  Jak nie mozna, to nie mozna, trudno sie mowi. Chodzi o sytuacje wyboru. Ja bym
                                  dziecku fundowala raczej fajne, otwierajace glowe doswiadczenia niz wybor farby.
                                  Zakladajac oczywiscie, ze dach nad glowa i micha jest.
                  • 18_lipcowa1 Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 17:01

                    >
                    > No i dobrze. Co stracila? ma cale zycie przed soba na podroze.

                    Ale to nie chodzi by potem odrabiac.
                    chodzi o pewne atrakcje dla danego wieku


                    To
                    > nie jest niezbedne do zycia.

                    A dom jest?

                    To dobry moment na rozpoczecie podrozy
                    > i poznawania swiata, bardziej swiadome i celowe.


                    A to dziecko nie ma prawa poznawac swiata?




                    .
                    • myelegans Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 17:10
                      > A dom jest?
                      Dach nad glowa trzeba miec, to JEST koniecznosc, bo pod mostem
                      mieszkac nie bedziesz. Jak rodzice wybrali dom, zamiast mieszkania
                      to ICH priorytety, jak dziecko bedzie mialo w przyszlosci inne, to
                      sobie moze je realizowac.

                      > A to dziecko nie ma prawa poznawac swiata?
                      Prawo? A niby czym zagwarantowane?

                      Poza tym sa ludzie, ktorzy po prostu nie lubia podrozowac, wola
                      wakacje spedzic na dzialce i w ogrodku vide: moja druga tesciowa,
                      stac ich na podroze dookola swiata, ona zwyczajnie nie lubi. i co
                      odebrac im dzieci?
                      • 18_lipcowa1 Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 17:22



                        > Dach nad glowa trzeba miec, to JEST koniecznosc, bo pod mostem
                        > mieszkac nie bedziesz. Jak rodzice wybrali dom, zamiast mieszkania
                        > to ICH priorytety, jak dziecko bedzie mialo w przyszlosci inne, to
                        > sobie moze je realizowac.


                        Mowimy o sytuacji kiedy np jest mieszkanie ale mamusia i tatus musza
                        pic kawke na tarasie. I niestety sie to odbywa kosztem dzieci.
                        Realizowac to sobie moze dziecko to co bedzie chcialo na dany moment-
                        jak bedzie dorosle.
                        Jak jest dzieckiem to rodzice maja obowiazek realizowac jego
                        marzenia.
                        Sorry ale ja wolalbym corke wyslac na kolonie, niz kazac jej beton
                        mieszac '' bo to przeciez wszystko dla niej'' prawda?

                        > > A to dziecko nie ma prawa poznawac swiata?
                        > Prawo? A niby czym zagwarantowane?

                        No jak czym?
                        Ma prawo miec marzenia, prawda?
                        Jesli rodzice maja wybor miedzy wyjazdem dziecka a nowymi ceglami to
                        chyba jasne ze powinni dziecku wyjazd zapewnic.



                        > Poza tym sa ludzie, ktorzy po prostu nie lubia podrozowac, wola
                        > wakacje spedzic na dzialce i w ogrodku vide: moja druga tesciowa,
                        > stac ich na podroze dookola swiata, ona zwyczajnie nie lubi. i co
                        > odebrac im dzieci?


                        Tak ale podroze to tylko przyklad. Jest wiele innych rzeczy, ktore
                        dzieci traca bo rodzice wola wydac na co innego.
                        • titta Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 16.12.09, 18:48
                          Rownie dobrze mozna by stwierdzic, ze dzieci maja prawo do swojego
                          wlasnego pokoju, swojej wlasnej piaskownicy (a nie tej przed
                          blokiem) do objadzania truskawek ze swojej wlasnej grzadki i
                          pozeczek z wlasnego krzaka. A jak nie dzieci to wnuki. Priorytety,
                          priorytety...
                      • alba.alba Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 29.12.09, 18:00
                        myelegans napisała:
                        > Poza tym sa ludzie, ktorzy po prostu nie lubia podrozowac, wola
                        > wakacje spedzic na dzialce i w ogrodku vide: moja druga tesciowa,

                        Są także dzieci, które nie lubią podróżować i nie ma sensu ich do tego zmuszać. Mnie na przykład rodzice w dzieciństwie wręcz zmuszali do wyjazdów na kolonie, mimo że ja wolałam wakacje przeznaczyć na czytanie książek na balkonie. Każde dziecko ma inne zainteresowania.
              • 18_lipcowa1 Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 17:00
                W miare mozliwosci zaangazowac dzieci w
                > budowe domu, pozwolic im wybrac swoje pokoje, urzadzic,
                pomalowac...z pewnoscia
                > to docenia.

                taa jasne
                szczegolnie np latem
                zamiast na oboz nad jezioro czy kolonie nad morze czy w gory to
                mieszanie betonu
                bajka
                • inn-ka Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 18:54
                  racja, plus jeszcze jedna sprawa. Rodzice budują sobie dom, w przyszłości maja tam niby mieszkać ich dziecko/dzieci.

                  primo - rodzeństwo wcale nie musi być zachwycone mieszkaniem razem.

                  secundo - znam sytuacje, gdzie dorosłe dziecko wcale nie ma ochoty już mieszkać razem z rodzicami. I co z tego, że jest pusty dom, że są pokoje, że rodzice się nie będą wtrącać, że jest taniej. Po prostu chcesz mieszkać gdzie indziej. I wtedy taka para zostaje z pustym domem. I wychowanie dzieci (tłumaczenie im czegokolwiek) nie ma tu nic do rzeczy.
                  • zolwex Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 16.12.09, 14:26
                    Jestem ciekawa, czy znalazlaby sie osoba autentycznie zadowolona, ze rodzice
                    poswiecili jej ciekawe dziecinstwo dla koloru scian w Domu.

                    Dom mojej mamy jest ladny. Przyjemnie tam przyjezdzac. Dzieki domowi mialam psa
                    (mieszkanie bylo wiecznie "za ciasne"). I chociaz psa nie zamienilabym na nic to
                    "domowe" dziecinstwo wspominam koszmarnie. Nigdy nie bylo na... nic (kursy
                    jezykowe, basen, sporty, wakacje, rajdy harcerskie itp). Bylam strasznie
                    ciekawym swiata i chetnym do nauki dzieckiem i chociaz teraz to sobie odbijam,
                    bo podrozuje i ucze sie ile chce to zal mi zmarnowanych lat. Bo za takie wlasnie
                    je mam - zmarnowane. Moglabym teraz umiec wiele wiecej i miec ciekawsze
                    wspomnienia.

                    A co do zycia ponad stan - kupowanie przyjemnosci na kredyt - mam dlugi, ale
                    buty musza byc za minimum (...), aparat super wypasiony i komputer jak z NASA. A
                    potem tydizen przed pierwszym pozyczanie od znajomych. Rownia pochyla.
                    • nikki30 Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 16.12.09, 14:39
                      U nas było podobnie.Najpierw budowa domu przez kilka lat i oszczędzanie na
                      wszystkim, a potem jak już się dom wybudowało to trzeba było włożyć kolejne
                      pieniądze na jego remont.I tak w kółko macieju.Jak dla mnie Dom to żadna
                      inwestycja to studnia bez dna.Dom moich rodziców lada moment zostanie sprzedany,
                      bo my jako dzieci nigdy nie chcieliśmy mieszkać z rodzicami, a teraz rodzice nie
                      są w stanie zając się domem na tyle żeby utrzymać go w należytym stanie.
                      Dlatego też nie zdecydowałam się i nie zdecyduję na budowę domu.Kupiłam niedawno
                      spore mieszkanie ale z minimalnym kredytem tak żeby nie obciążać rodziny.
                      • cherry.coke Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 16.12.09, 14:52
                        > U nas było podobnie.Najpierw budowa domu przez kilka lat i oszczędzanie na
                        > wszystkim, a potem jak już się dom wybudowało to trzeba było włożyć kolejne
                        > pieniądze na jego remont.I tak w kółko macieju.Jak dla mnie Dom to żadna
                        > inwestycja to studnia bez dna.

                        Bo to jest chyba wlasnie ten element zycia nad stan - jesli ktos musi w ten
                        sposob budowac, dlugo i mozolnie, rezygnujac z rzeczy spoza, to widocznie jednak
                        go nie stac na wlasny duzy dom. Jesli ktos ma kase, zeby raz dwa oplacic sprawna
                        ekipe i dom postawic, to wtedy niech sobie stawia.
                        • nikki30 Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 16.12.09, 17:03
                          Po prostu kiedyś nie było kredytów i takiej dostępności materiałów
                          budowlanych.Kupowało się za jednym zamachem to co rzucili do sklepusmile
                      • alba.alba Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 29.12.09, 19:52
                        nikki30 napisała:
                        > Dom moich rodziców lada moment zostanie sprzedany
                        > bo my jako dzieci nigdy nie chcieliśmy mieszkać z rodzicami, a teraz rodzice ni
                        > e
                        > są w stanie zając się domem na tyle żeby utrzymać go w należytym stanie.

                        Trzeba też dodać, że własny dom to więcej sprzątania. Nie dla każdego kawa na tarasie jest na tyle ważna, by poświęcać całe weekendy na jego sprzątanie. A z lektury różnych wątków na gazecie wiem, że znalezienie skrupulatnej i uczciwej sprzątaczki graniczy z cudem...
                  • alba.alba Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 29.12.09, 17:56
                    inn-ka napisała:
                    > primo - rodzeństwo wcale nie musi być zachwycone mieszkaniem razem.
                    > secundo - znam sytuacje, gdzie dorosłe dziecko wcale nie ma ochoty już mieszkać
                    > razem z rodzicami.

                    Tertio - dziecko wprawdzie może chcieć mieszkać z rodzicami, ale akurat nie w tej miejscowości lub nie w tym kraju, np. ze względu na możliwość wykonywania zawodu. Przecież w dzieciństwie jeszcze nie wiadomo, jaki zawód dziecko wybierze i czy akurat w tej lub pobliskiej miejscowości będzie dla niego odpowiednia praca...

                    Quatro - dziecko wprawdzie może chcieć mieszkać z rodzicami, ale jego małżonek/małżonka już nie... Czyli odwieczna i dobrze znana niechęć do mieszkania z teściami. I co - będziecie dla dziecka szukali żony/męża pod kątem ich akceptacji wspólnego mieszkania z teściami?
            • zolza78 Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 17.12.09, 10:32
              ... i skąd wiadomo, że na wakacje będzie czas? Wiesz dokładnie, ile
              życia Ci zostało?
          • 18_lipcowa1 Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 16:58
            Na wakacje bedzie jeszcze czas.

            Kiedy?
            Kiedy na wakacje pojedzie dziecko ktorego rodzice buduja dom np 10
            lat?

            • titta Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 16.12.09, 11:53
              Jak dorosnie?
              Naprawde nie wszyscy wszystko musza miec.

              Inna sprawa, ze rodzice latami buduja ogromny dom, a jak koncza
              okazuje sie, ze zostaja w nim sami, bo dzieci nie tylko wyfrunely z
              domu, ale tez nie kwapia sie do blizszych kontaktow (przez lata
              zostawione same sobie, jak rodzice zasuwali na dwa etaty).
          • lola211 Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 16.12.09, 11:55
            >Na wakacje bedzie jeszcze czas.

            Tylko ze nie beda juz tak smakowac jak wyjazdy w mlodym wieku, kiedy
            mozna skorzystac z wielu atrakcji niedostepnych ludziom starszym.To
            nie jest to samo.

            A dom? Wlasnie moj znajomy sprzedaje dom wybudowany dla
            rodziny.Synowie stwierdzili, ze absolutnie tam mieszkac nie beda,
            jemu samemu ta chalupa niepotrzebna.Tyle wysilku na marne.Wizja byla
            piekna, cóz, zycie zweryfikowalo.
        • azile.oli Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 13:25
          Jest dokładnie tak, jak napisała Iwoniaw. W przytoczonym wcześniej
          przeze mnie przykładzie to nie budowa domu, od którego sąsiadom
          miały szczęki opaść stała się przyczyną tragedii finansowej. Powód
          był taki, że rodzinka cały czas żyła na max., nie oszczędzała, nie
          miała oszczędności, tylko wpływy z firmy (niemałe), ale oni sobie po
          prostu niczego nie odmawiali. A mam tu na myśli nie jakieś
          podstawowe sprawy, typu prywatne lekcje języków dla dzieci itd, ale
          np spontaniczne wyjazdy, kupowanie rzeczy z najwyższej półki
          cenowej, po prostu dlatego, że się spodobały.
          Jeśli ktoś dąży do posiadania własnego mieszkania/domu i nie ma
          odpowiedniej gotówki, ale ogranicza inne wydatki, to nie żyje ponad
          stan. No, chyba że mając niewielkie możliwości finansowe sadzi się
          na willę z 5 łazienkami, basenem itd. Ale jak przy tym oszczędza i
          odbija się to na podstawowych potrzebach, to też nie jest mądre.
          • utrzymanka Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 13:55
            A ja wypowiedz lipcowej rozumiem, bo faktem jest , ze w Polsce
            ludzie moja jakies chore parcie na zakup domow, samochodow i innych
            materialnych dobr. Chalupy to naprawde odrebna historia, ludzie sie
            zazynaja , ale chalupa byc musi. I to jest zycie ponad stan. Bo
            nigdzie nie jest napisane, ze kazdy musi miec wlasnosciowe
            mieszkanie czy dom, czesto kosztem nie wiem jakich poswiecen czy
            kredytow na 35 lat. Obled.
            • emilly4 Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 14:03
              utrzymanka napisała:

              > A ja wypowiedz lipcowej rozumiem, bo faktem jest , ze w Polsce
              > ludzie moja jakies chore parcie na zakup domow, samochodow i innych
              > materialnych dobr.

              W Polsce??
              A ja myslalam, ze ludzie w Polsce maja dosyc mieszkan, halasliwych sasiadow,
              zalanych balkonow i tak dalej. Dążą do swietego spokoju.
              Wielu ludzi- na całym świecie pragnie tego spokoju, duzego telewizora i fajnej
              bryki. Kogo na to stac, ten ma od reki...niektorzy po prostu musza sie troche
              wiecej napracowac. I dopoki nie jest to posiadanie tv za milion kredytow i na
              pokaz, o tyle jest to rzecza normalna.
              • utrzymanka Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 14:23
                Ok , ale chodzi mi o to, ze w Polsce miara " wartosci" i " pozycji"
                czlowieka jest posiadanie przez niego ( w kolejnosci) :
                domu/mieszkania wlasnosciowego (uwaga - liczy sie metraz, im wiecej
                tym " wartosc" wlasciciela rosnie) oraz samochodu ( tu rowniez
                wielkosc i klasa samochodu przekladaja sie proporcjonalnie na
                wzrost "pozycji spolecznej" wlasciciela. Wynajmowanie mieszkania
                jest uznawane za rodzaj niezaradnosci, wiec miec na wlasnosc to
                jest " must". Nawet kosztem 35 letnich zabojczych kredytow i
                odejmowania sobie od ust ( ergo: tak naprawde tych ludzi na to nie
                stac!) Kurcze , tu gdzie mieszkam mnostwo ludzi wynajmuje z
                rodzinami, jak ich stac to kupuja, a jak nie - to tez nie ma
                problemu, zyja normalnie, jezdza po swiecie i nikt nie ocenia ich
                jako zyciowych loserow.
                • myelegans Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 14:48
                  Utrzymanka tak jest na calym swiecie. Kazdy chce miec lokum i zycie
                  na jakims tam poziomie, ktory sobie zalozy. Dla kazdego inne.

                  A kredyt mozna wziac taki, zeby sie nie zazynac przez 35 lat.
                  Bierzesz kredyt na jaki Cie stac, czyli jak rata nie przekracza 25%
                  miesiecznych przychodow to zadne zazynanie. Trzeba mierzyc sily na
                  zamiary i planowac odpowiednio. Szansa jest,z e zarobki beda sie
                  zwiekszaly, bo przybywa doswiadczenia zawodowego, sa awanse, a rata
                  bedzie taka sama (jak odpowiednio wzieta). To jest akurat dobry
                  dlug, ale zgadzam sie, nie kazdy musi miec dom, nie kazdy musi byc
                  wlascicielem, mozna cale zycie wynajmowac i wyjdzie sie na tym
                  finansowo sporo do przodu niz na hipotece, ktora po splaceniu jest
                  3X wieksza od zaciagnietego kredytu..
                • iwoniaw Nie wiem, o jakiej "Polsce" piszesz, bo jednak 15.12.09, 14:50
                  nie widzę na co dzień tego, o czym piszesz. Wzięcie kredytu, którego spłata
                  nie przekracza możliwości finansowych
                  i to na dom/mieszkanie żeby mieć
                  gdzie mieszkać
                  to raczej konieczność niż fanaberia. Nie mówiąc o tym, że
                  rata kredytu jest porównywalna z kosztami wynajmu porównywalnego lokum. Więc to
                  nie jest tak, że kredyt jest kosztowniejszy od wynajmu, przynajmniej w pewnych
                  warunkach.

                  Życie ponad stan nie ma nic wspólnego z posiadaniem/ budowaniem lub nie domu.
                  Można żyć ponad stan w apartamencie i robić długi, żeby na czynsz było, gdy nas
                  stać ledwie na utrzymanie kawalerki, można żyć ponad stan w rzeczonej kawalerce
                  jeżdżąc po świecie na kredyt, bo tak naprawdę wcale nas na to nie stać. Jedno i
                  drugie jest życiem ponad stan i nie o to chodzi, na co ktoś wydaje pieniądze, a
                  na co skąpi, tylko o to, że wydaje pieniądze, których nie ma.
                  • utrzymanka Re: Nie wiem, o jakiej "Polsce" piszesz, bo jedna 15.12.09, 17:46
                    jasne , ze mozna zyc ponad stan w wynajetym apartamencie, i jasne ,
                    ze jesli bardziej oplaca sie wziasc kredyt zamiast wynajmowac to
                    logiczne ze lepiej splacac swoje.
                    Ale nie uwierze, ze nie spotkalas sie w Polsce ze zjawiskiem " bycia
                    na swoim" za wszelka cena, albo inaczej za cene swoich i nawet
                    rodzicow/dziadkow ciezkich wyrzeczen.
                  • utrzymanka Re: Nie wiem, o jakiej "Polsce" piszesz, bo jedna 15.12.09, 17:47
                    wyzeczen nie wyrzeczen , sorry.
                    • iwoniaw Re: Nie wiem, o jakiej "Polsce" piszesz, bo jedna 15.12.09, 18:02
                      > wyzeczen nie wyrzeczen , sorry.

                      Dlaczego nie "wyrzeczeń"??? Jakiś obowiązek robienia błędów, że aż przepraszać
                      trzeba za poprawne wersje wyrazów? wink

                      A tak w temacie wątku: no owszem, dla niektórych własne lokum to
                      priorytet, i owszem, nabywają je kosztem dużych wyrzeczeń. Ale jak się
                      mają duże wyrzeczenia do życia nad stan?
                      • cherry.coke Re: Nie wiem, o jakiej "Polsce" piszesz, bo jedna 15.12.09, 18:08
                        > Ale jak się
                        > mają duże wyrzeczenia do życia nad stan?

                        Maja sie tak, ze czasem korzysci sa niewspolmierne do wyrzeczen smile Jesli cos ma
                        sie odbywac kosztem zbyt duzych wyrzeczen, to widocznie to cos jest ponad stan.

                        Oczywiscie pozostaje wielka kwestia, co jest "zbyt duzym" wyrzeczeniem, a co
                        nie. I czy wszyscy w rodzinie maja takie samo zdanie na ten temat.
                        • iwoniaw A, no tu tu trochę się waham 15.12.09, 18:17
                          CytatJesli cos ma
                          > sie odbywac kosztem zbyt duzych wyrzeczen, to widocznie to cos jest ponad
                          stan.


                          Z jednej strony tak, bo wtedy widać, że na coś nas nie stać bez obniżenia
                          właśnie dotychczasowego standardu życia, z drugiej jednak, skoro mówimy o
                          obniżeniu, to chyba jednak nie ma mowy o życiu ponad stan? Życie
                          ponad stan to dla mnie finansowanie takich marzeń z kredytów, które
                          niekoniecznie da się spłacić, ponieważ właśnie nie chce się oszczędzać na
                          innych polach.

                          Abstrahuję tu oczywiście od kwestii zasadności jedzenia pasztetu przez 20 lat w
                          ciuchach z lumpeksu celem odłożenia na pałac wink
                          • cherry.coke Re: A, no tu tu trochę się waham 15.12.09, 18:21
                            > Z jednej strony tak, bo wtedy widać, że na coś nas nie stać bez obniżenia
                            > właśnie dotychczasowego standardu życia, z drugiej jednak, skoro mówimy o
                            > obniżeniu, to chyba jednak nie ma mowy o życiu ponad stan?

                            Obnizeniu - albo rezygnacji z calych aspektow.

                            Ale tak se tam gadam.
                      • utrzymanka Re: Nie wiem, o jakiej "Polsce" piszesz, bo jedna 15.12.09, 19:58
                        ale obciachn tak mi jakos "wyrzeczen" wizualnie nie pasowalo....dzieki za korekte.

                        Tak czy inaczej , ja sie upieram, ze jezeli kupujesz cos , co nie lezy w zasiegu
                        twoich normalnych , zdroworozsadkowych mozliwosci, patrz: ciulasz na chalupe
                        kosztem "normalnego" zycia, to jest to wydatek ponad stan. Bo twoj stan finansow
                        , z uwglednieniem zaspokojenia normalnych potrzeb przecietnej rodziny/osoby ci
                        na to nie pozwala.
                  • zuzanna56 Tu się zgadzam 16.12.09, 13:20
                    oniaw napisała:


                    > Życie ponad stan nie ma nic wspólnego z posiadaniem/ budowaniem lub nie domu.
                    > Można żyć ponad stan w apartamencie i robić długi, żeby na czynsz było, gdy nas
                    > stać ledwie na utrzymanie kawalerki, można żyć ponad stan w rzeczonej kawalerce
                    > jeżdżąc po świecie na kredyt, bo tak naprawdę wcale nas na to nie stać. Jedno i
                    > drugie jest życiem ponad stan i nie o to chodzi, na co ktoś wydaje pieniądze, a
                    > na co skąpi, tylko o to, że wydaje pieniądze, których nie ma.
                    >


                    Poza tym budowa domu w niewielkim mieście czy na wsi 100km od dużego miasta może
                    kosztować naprawdę nie tak wiele, tyle co 3 pokojowe mieszkanie w stolicy czy
                    innym dużym mieście. Słyszałam że ludzie stawiają domy i razem z działką
                    kosztuje ich to np. 300 000 PLN. Co prawda nigdy takiego domu nie widziałam, ale
                    myślę ,że jest to możliwe.
                    • nikki30 Re: Tu się zgadzam 16.12.09, 14:46
                      zuzanna56 napisała:

                      > Poza tym budowa domu w niewielkim mieście czy na wsi 100km od dużego miasta moż
                      > e
                      > kosztować naprawdę nie tak wiele, tyle co 3 pokojowe mieszkanie w stolicy czy
                      > innym dużym mieście.

                      No tak tylko zarobki są niewspółmiernie niższesmile
                      Pamiętam jak sprzedawałam mieszkanie po mojej babci w małym prowincjonalnym
                      miasteczku i tam 60 tys za mieszkanie dwupokojowe to była astronomiczna kwota.To
                      tak jak dla warszawiaka kredyt na 600 tys.Kupujący licytowali się nawet o 1000zł!
                      • zuzanna56 Re: Tu się zgadzam 16.12.09, 18:54
                        Pewnie i racja, ceny nieruchomości niższe ale zarobki też. Nie
                        mieszkałam nigdy w małym mieście ani miasteczku. Tylko że ceny
                        mieszkań albo domów mogą być dwa razy wyższe, a zarobki, no nie
                        wiem, chyba nie są dwa razy wyższe (w dużym mieście)? Zresztą nie
                        wiem, nie znam nikogo z małego miasta a u mnie w Trójmieście są tacy
                        co zarabiają malutko jak i tacy co zarabiają kilkanaście tysięcy.
                        • falka_85 Re: Tu się zgadzam 19.12.09, 11:42
                          > Tylko że ceny mieszkań albo domów mogą być dwa razy wyższe, a zarobki, no nie
                          wiem, chyba nie są dwa razy wyższe (w dużym mieście)?
                          Zależy od miasta, ale mogłabyś się zdziwić wink
                          • zuzanna56 Re: Tu się zgadzam 21.12.09, 14:04

                            falka_85 napisała:

                            > Zależy od miasta, ale mogłabyś się zdziwić wink


                            Może i tak, nie wiem. Tylko tak myślę czy na przykład urzędnicy albo
                            nauczycele nie zarabiają wszędzie tyle samo? Generalnie to raczej
                            zarobki sa wyższe w dużym mieście ale znam ludzi z naprawdę dużych
                            miast, którzy zarabiają powiedzmy 2500 netto, to nie jest zbyt
                            wysoka pensja w ogóle, tym bardziej jak na duże miasto.
                    • alfa36 zuzanna 16.12.09, 23:40
                      Za pól roku będziemy mieszkać w takim domu. naprawde to mozliwe, z
                      tym, ze miasteczko niewielkie, w środkowej Polsce.
                      • zuzanna56 Re: zuzanna 17.12.09, 09:35
                        Wierzę, naprawdę. Na pewno ceny działek budowlanych są niższe. U mnie tyle
                        kosztuje działka 1000-1500m2 (a nie działka z domem już urządzonym), a mieszkam
                        na wsi, tyle że 4km od granic Trójmiasta, czyli niby blisko, ale jest to
                        normalna wieś, pole w zasadzie. Wiem że dom można urządzić za mniejszą kwotę np.
                        nie wydawać kilkanaście tysięcy za kominek itd.
                        My sami nie budowaliśmy, kupiliśmy od dewelopera, który dom budował dla nas,
                        więc chyba wyszło jednak drożej a było to dwa i pół roku temu.
                • ardzuna Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 21:12
                  utrzymanka napisała:

                  > Ok , ale chodzi mi o to, ze w Polsce miara " wartosci" i "
                  pozycji"
                  > czlowieka jest posiadanie przez niego ( w kolejnosci) :
                  > domu/mieszkania wlasnosciowego (uwaga - liczy sie metraz, im
                  wiecej
                  > tym " wartosc" wlasciciela rosnie) oraz samochodu ( tu rowniez
                  > wielkosc i klasa samochodu przekladaja sie proporcjonalnie na
                  > wzrost "pozycji spolecznej" wlasciciela.

                  Zmień znajomych.
          • myelegans Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 14:41
            Azile, to jest akurat czesty mechanizm. I widze to codziennie
            naokolo. Rodzinie dobrze sie powodzi, jest duzo kasy, zycie na
            wysokim poziomie, nawet sa oszczednosci i inwestycje.
            Pozniej gospodarka sie zalamuje, zrodlo dochodu wysycha, a ludzie...
            ida w zaparte, ze poziomu zycia nie obniza i w ten sposob nawet duze
            oszczednosci topnieja w tempie blyskawicznym i komornicy zaczynaja
            sie dobijac do drzwi. Karty kredytowe naciagniete to granicy
            mozliwosci, z odsetkami miesiecznymi wysokosci nawet 30%, i dlugi na
            wszystko.

            Mam taka rodzine obok, WIEM ile maja dlugow (ona jest Polka i kiedys
            sie otworzyla), on byl prezesem duzego banku, zarabial jakies
            obledne pieniadze. Stracil prace prawie 2 lata temu, poziomu zycia
            nie obnizyli, dwoje dzieci w elitarnych, prywatnych szkolach,
            niepracuja zona, gosposia, kilka samochodow, jacht itd. itp. Wzieli
            w miedzyczasie kilka pozyczek pod zastaw domu. W tej chwili maja
            wiecej dlugow niz posiadaja. Rypnie im sie niedlugo, a mogli
            uszczuplic wydatki i jeszcze kilka lat przetrwac spokojnie. taki
            psychologiczny mechanizm obronny, zeby nie dopuscic swiadomosci
            realizmu na dzien dzisiejszy.
            • bi_scotti Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 14:52
              Jak sie ma dwadziescia pare lat, nie ma sie dzieci ale za to ma sie
              starych z domem, do ktorego zawsze mozna wpasc na zupe czy zrobic
              pranie, to OCZYWISCIE, ze sie to budowanie domu przez rodzicow
              krytykuje i uwaza za mieszczanskie, staroswieckie przywiazanie do
              ziemi. Mam 3 doroslych dzieci i Oni wszyscy moga sobie PSYCHOCZNIE
              pozwolic na nie-inwestowanie w zadne domy/properties, bo maja w tyle
              glowy te pewnosc, za mama z tata adresu nie zmienia, przystan jest
              pewna, ciepla i (juz prawie wink ) splacona. Ale na wiekszosc i takich
              osobnikow przychodzi czas "budowania gniazda" i zmiany priorytetow.
              Wazne tylko zeby sobie dobrze policzyc przychody i rozchody, i
              budujac/splacajac np. dom nie zaczac automatycznie popadac w dlugi
              tylko dlatego, ze chce sie dalej zwiedzac swiat przez 1/4 roku! A z
              drugiej strony - ilez ten dom sie buduje? Rok? Dwa? Nie przesadzajmy
              juz z tymi LATAMI poswiecen! Jesli czlowiek spedzi 2 czy 3 wakacje
              pod namiotem nad jeziorem oszczedzajac na swoj wlasny dach nad glowa
              to tez nie jest jakas zwalajaca z nog tragedia zyciowa!
              • wieczna-gosia Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 16:23
                zalezy- juz tu na forum byly agentki, ktorym to zabieralo dluzej. I
                moim zdaniem dlatego ze na ten dom to ich stac nie bylo po prostu no
                ale kawa na tarasie.
                • grudniowa377 Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 16:31
                  A jedna z moich znajomych jest z wykształcenia prawnikiem i powodzi
                  się jej naprawde nieźle, tym bardziej, że jest samotna. Miesięcznie
                  zarabia ok. 8 tysięcy złotych. Ale ona nie chce budować/kupować
                  sobie domu, jeżdzi dobrym samochodem, ale najlepszym na pewno nie,
                  nie wydaje dużo na ciuchy i kosmetyki, mimo, że bardzo to lubi.
                  Jak to nazwać? Już skąpstwo czy oszczędzanie (ale chyba przesadne)?
                  • marzeka1 Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 17:04
                    "Jak to nazwać? Już skąpstwo czy oszczędzanie (ale chyba przesadne)? "- należy
                    to nazwać JEJ SPRAWĄ.
                  • myelegans Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 17:13
                    <Jak to nazwać? Już skąpstwo czy oszczędzanie (ale chyba przesadne)?

                    To trzeba klasyfikowac i nazywac. Prezes mojej firmy jezdzi do pracy
                    metrem, chocia ma prywatny samolot. Jak to nazwac?
                    • titta Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 16.12.09, 12:07
                      A moja byla szefowa jezdzila na rowerze. Choc samochod mogla kupic z
                      miesiecznej pensji i pewnie na szofera by wystarczylo wink

                      To ma nazwe: "nie twoj interes"
                  • echtom Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 17:18
                    > nie wydaje dużo na ciuchy i kosmetyki, mimo, że bardzo to lubi.

                    Może jednak nie aż tak bardzo lubi, albo po prostu ma inne priorytety. Dlaczego człowiek, który dużo zarabia, musi sobie od razu kupować BMW i wieszać złoty zegarek na brzuchu, żeby wszyscy widzieli, jaki jest bogaty (i skręcali się z zawiści tongue_out). Niektórzy wolą żyć przeciętnie, a nadwyżki inwestować.
                  • ardzuna Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 15.12.09, 21:19
                    grudniowa377 napisała:

                    > A jedna z moich znajomych jest z wykształcenia prawnikiem i
                    powodzi
                    > się jej naprawde nieźle, tym bardziej, że jest samotna.
                    Miesięcznie
                    > zarabia ok. 8 tysięcy złotych. Ale ona nie chce budować/kupować
                    > sobie domu, jeżdzi dobrym samochodem, ale najlepszym na pewno nie,
                    > nie wydaje dużo na ciuchy i kosmetyki, mimo, że bardzo to lubi.

                    A skąd wiesz, ze lubi to tak, żeby poświęcać dużo czasu i atłasu na
                    regularne obkupowanie się oraz wymiany samochodu na najlepszy? Poza
                    tym 8 tys to nie tak dużo, nie przesadzajmy. Zeby jeździć najlepszym
                    samochodem i miec luz finansowy w pozostałych obszarach to za mało.
                  • jackie71 Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 16.12.09, 18:17
                    A po co samotnej osobie dom? I po drugie 8 tys to wcale nie sa takie dochody,
                    zeby budowanie domu było oczywistością, przynajmniej moim zdaniem. Może jako
                    samotna osoba dba o zabezpieczenie swojej przyszłosci i odkąłada pieniądze?
                    • zuzanna56 Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 16.12.09, 19:05
                      Te zarobki o których piszecie to nie tak zła kwota dla samotnej
                      osoby, której ktoś tu dał przykład. Dla rodziny z dziećmi to bardzo
                      przeciętna suma, jeśli jeszcze z tego jest spłacany kredyt
                      (obojętnie czy dom czy duże mieszkanie w większym mieście)
                  • alba.alba Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 30.12.09, 23:59
                    grudniowa377 napisała:
                    > A jedna z moich znajomych jest z wykształcenia prawnikiem i powodzi
                    > się jej naprawde nieźle, tym bardziej, że jest samotna. Miesięcznie
                    > zarabia ok. 8 tysięcy złotych. Ale ona nie chce budować/kupować
                    > sobie domu, jeżdzi dobrym samochodem, ale najlepszym na pewno nie,
                    > nie wydaje dużo na ciuchy i kosmetyki, mimo, że bardzo to lubi.
                    > Jak to nazwać? Już skąpstwo czy oszczędzanie (ale chyba przesadne)?

                    Raczej racjonalnym życiem. Po prostu kobieta nie wydaje niepotrzebnie pieniędzy. Po co duży metraż dla 1 osoby? Po co samochód najlepszy w okolicy (prawnicy to rozsądni ludzie i tak niskie pobudki jak popisywanie się samochodem ich nie kręcą). Drogie kosmetyki są bez sensu, bo i tak skóra je wchłania tylko powierzchniowo, a poza tym skoro kobieta się nie daje ogłupić reklamami cudownie upiększających kremów, to chyba na plus? Tak samo z metkami ubrań.
              • zuzanna56 Budowa domu 5-10 lat??? 19.12.09, 11:01

                bi_scotti napisała:

                ilez ten dom sie buduje? Rok? Dwa?


                No właśnie, jak rozglądam się wokół to mniej więcej ludzie tyle
                budują, nawet od 9 miesięcy do dwóch lat i to już jest max. Nie znam
                nikogo kto by obecnie czy 5 lat temu budowa dłużej. Zwykle też
                wszyscy tu gdzie mieszkam ładnie wykańczają wszystko wokół, trawnik,
                rośliny, płot, wewnątz też oczywiście.
              • agulha Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 22.12.09, 08:56
                Po wtrącaniu w tekst słów angielskich wnoszę, że mieszkasz za granicą (to nie
                krytyka). NIE ZNASZ więc realiów. A co powiesz o mojej koleżance, która ma
                działkę od 13 lat i od razu postanowili budować dom, budują go od dziewięciu lat
                i końca nie widać?
                • alba.alba Re: Lipcowa, jest dokładnie odwrotnie 31.12.09, 00:07
                  agulha napisała:
                  > A co powiesz o mojej koleżance, która ma
                  > działkę od 13 lat i od razu postanowili budować dom, budują go od dziewięciu la
                  > t
                  > i końca nie widać?

                  Też znam takich co budowali i wykańczali dom latami. Jak to się w końcu skończyło, to postanowili się rozwieść. I dom do sprzedaży, bo żadne nie było w stanie spłacić drugiego, żeby dopieszczany dom został własnością choć jednego z nich.
      • olimpia_b81 Re: Życie ponad stan 17.12.09, 15:57
        18_lipcowa1 napisała:

        > beatrycja.30 napisała:
        >
        > > Ostatnio spotkałam się z takim stwierdzeniem. Czym jest dla was
        > > życie ponad stan? Podajcie jakieś przykłady.
        >
        > budowanie domu, gdy na to nie stac
        > na zasadzie - dzieci nigdzie nie jezdza, zero atrakcji, my nigdzie
        > nie jezdzimy, siedzimy na du...ie, zremy byle co, chodzimy w
        > szmatach, ale kawa we wlasnym ogrodku bedzie
        >
        > byl tu taki watek

        zgadzam sie w 100%!!!!
        moze i mnie stac na domek ale jego koszt+utrzymanie wole przeznaczyc
        na wyjazdy,gadzety,przyjemnosci po ktorych po tygodniu nie ma sladu
        ale mam wspomnienia i sa one rozne co miesiac podczas gdy kawa we
        wlasnym ogrodku zawsze juz bedzie smakowac podobnie i widok ten sam


        wakacje na kredyt-czemu nie???byleby miala jak je spalcic zanim
        pojade na kolejne
        ale kredyt na kolejne gdy mam juz jeden do splacenia-to zycie ponad
        stan
    • 18_lipcowa1 buahahaha no padlam 15.12.09, 16:53
      juz widze te szczesliwe dzieci co zamiast bawic sie w
      morzu/basenie/jeziorze sa latem zaprzegniete by malowac i tapetowac
      szanowynm tatusiem, po to by DOCENIC co robia rodzice i w ogole
      uczyc sie pracy w zespole
      no super bajka po prostu

      ja wole mieszkac w mieszkaniu, jesli mnie nie stac na dom
      ale zapewnic corce atrakcje, bo sorry ale nikt potem jej tego nie
      odda
      nie mozna potem sie ''odpodrozowac''
      chodzi o atrakcje dla danego wieku i wspomnienia z dziecinstwa,
      oraz to czego sie maly czlowiek po drodze uczy
      a nie malowanie i noszenie cegiel DLA WSPOLNEGO DOBRA

      a pytal ktos te dzieci o zdanie?

      smieszne jestescie
      • myelegans Re: buahahaha no padlam 15.12.09, 17:14
        czywiscie, jest noszenie cegiel i mieszanie betonu, albo podroze
        zagramaniczne i NIC posrodku.
        • 18_lipcowa1 Re: buahahaha no padlam 15.12.09, 17:27
          myelegans napisała:

          > czywiscie, jest noszenie cegiel i mieszanie betonu, albo podroze
          > zagramaniczne i NIC posrodku.


          Nigdzie nie pisalam o podrozach zagramanicznych.
          Pisalam, ze noszenie cegiel albo jakakolwiek pomoc dziecka przy
          budowie domu ma prawo sie dziecku nie podobac i dziecko ma prawo nie
          rozumiec idei ''budujemy dla ciebie'' albo ''dom to inwestycja'' bo
          ono ma inne marzenia. I ma prawo takie miec. I fajnie by bylo je
          spelniac a nie gadac ''to ci nie ucieknie'' bo wlasnie ucieknie,
          rozumiezz?

          Pisze o sytuacji gdzie ludzie porwali sie na chate a w zamian za to
          musza sobie odmawiac WSZYSTKIEGO. Nie mialam na mysli akurat full
          wypas Kanarow czy cos.Nie mialam na mysli w ogole podrozy - to byl
          przyklad, moze to byc cokolwiek- kurs plywania, rower, karate, nowy
          ciuch, sprzet elektroniczny, pielegnowanie pasji itp.
      • franczii Re: buahahaha no padlam 15.12.09, 17:26
        Dokladnie tak samo mysle jak Lipcowa, choc nie uwazam tego zjawiska za zycie
        ponad stan. Uwazam jednak ze dziecko powinno jezdzic na wakacje z rodzicami,
        powinno miec mozliwosc poszukiwania, rozwijania pasji i talentow i to nie tylko
        na szkolnych kolkach zainteresowan i szkolnym sks. Wiadomo, ze jesli ktos nie
        ma naprawde z czego dac to dziecko na wakacje nie pojedzie, pojdzie najwyzej na
        sks w szkole zamiast na lekcje jazdy konnej, jezyka sie bedzie uczyc najwyzej z
        ksiazki i kasety jesli bedzie mialo wyjatkowo silna motywacje zamiast na
        wymianie uczniowskiej lub obozie jezykowym, zaprzepasci talent taneczny lub
        inny. Ale jesli kasa na to by byla ale rodzice koniecznie sie musza z bloku do
        domku pod miastem przeprowadzic i na to "przesuwaja wszystkie srodki" to
        uwazam, ze to nie w porzadku wobec dzieci.
        • 18_lipcowa1 Re: buahahaha no padlam 15.12.09, 17:30
          franczii napisała:

          > Dokladnie tak samo mysle jak Lipcowa, choc nie uwazam tego
          zjawiska za zycie
          > ponad stan. Uwazam jednak ze dziecko powinno jezdzic na wakacje z
          rodzicami,
          > powinno miec mozliwosc poszukiwania, rozwijania pasji i talentow i
          to nie tylko
          > na szkolnych kolkach zainteresowan i szkolnym sks. Wiadomo, ze
          jesli ktos nie
          > ma naprawde z czego dac to dziecko na wakacje nie pojedzie,
          pojdzie najwyzej na
          > sks w szkole zamiast na lekcje jazdy konnej, jezyka sie bedzie
          uczyc najwyzej z
          > ksiazki i kasety jesli bedzie mialo wyjatkowo silna motywacje
          zamiast na
          > wymianie uczniowskiej lub obozie jezykowym, zaprzepasci talent
          taneczny lub
          > inny. Ale jesli kasa na to by byla ale rodzice koniecznie sie
          musza z bloku do
          > domku pod miastem przeprowadzic i na to "przesuwaja wszystkie
          srodki" to
          > uwazam, ze to nie w porzadku wobec dzieci.




          Dokladnie tak. I o to mi wlasnie chodzilo.
          Ze dziecko ma prawo nie rozumiec szlachenych idei rodzicow. I nie,
          nie da rady pewnych rzeczy przesunac na pozniej. I nie, na niektore
          nie bedzie czasu pozniej.
          Ze tak ciezko to pojac.
          • triss_merigold6 Podpiszę się 15.12.09, 17:58
            Pozwolisz, że się podpiszę?
            Budowa domu kosztem rezygnacji z wakacji, wyjazdów, kina, normalnych
            ciuchów i innych przyjemności przez kilka - kilkanaście lat - NO WAY.
            Zbudować w sezon to nie problem, problem ze spłacaniem mega kredytu.
            Aha, jestem do wyrzygania stacjonarna ale wakacje i ferie być muszą,
            bo i dziecku i mnie jest potrzebny wypoczynek i zmiana klimatu.
            WYPOCZYNEK a nie najtańsze pole namiotowe i żarcie w wekach
            odgrzewane na kuchence.
            • 18_lipcowa1 Re: Podpiszę się 15.12.09, 18:04

              > WYPOCZYNEK a nie najtańsze pole namiotowe i żarcie w wekach
              > odgrzewane na kuchence.

              Jezu oby chociaz to pole namiotowe bylo, a tutaj sa propozycje na
              zasadzie ''teraz z mamusia i tatusie budujemy domek, ktory w
              przyszlosci bedzie dla ciebie, wiec zapomnij o
              wakacjach/adidasach/mp3/ wyjezdzie z kolegami/kursie karate,
              bedziesz to mial pozniej, bo to nie ucieknie, jak sobie zarobisz sam
              jak bedziesz dorosly, a teraz siedz tutaj latem z nami i mieszaj
              beton w betoniarce, a nauczysz sie co to jest pieniadz oraz wspolne
              prace rodzinne ...''
            • iwoniaw W życiu nie nazwałabym życiem "ponad stan" 15.12.09, 18:10
              tak drastycznego jak opisujecie ograniczania potrzeb celem sfinansowania
              (sensownego czy nie wg mnie czy was) marzenia. Toż to jest wręcz życie dużo
              poniżej swoich możliwości, bo te możliwości wykorzystuje się wyłącznie w sferze,
              na której jest się zafiksowanym.
              • 18_lipcowa1 i o to chodzi 15.12.09, 18:15
                bo tu kazdy pisze CO ON UWAZA za zycie ponad stan

                dla mnie to jest zycie ponad stan, bo trzeba mierzyc sily na zamiary
                jesli ktos rezygnuje z wielu rzeczy na rzecz tej jednej to tak- zyje
                ponad stan,w zakresie tej jednej rzeczy
                • iwoniaw Re: i o to chodzi 15.12.09, 18:30
                  Zakładając, że nie jest całkiem niezależny (tzn. ma np. na utrzymaniu dziecko
                  czy inne osoby, z których potrzebami musi się liczyć) to masz rację. Bo
                  generalnie np. bezdzietny dorosły i samofinansujący się nie musi wcale chcieć
                  "utrzymywać poziomu" uznawanego powszechnie za standardowy w dowolnej dziedzinie
                  (mieszkania, jedzenia, ubrania, kosmetyków, podróży czy co tam chcesz), tylko
                  śmiało zaniedbać którąkolwiek z nich celem sfinansowania jakiejkolwiek innej na
                  poziomie przyprawiającym innych o podobnych dochodach o zawał. Ale dopóki jest w
                  stanie za to płacić, to nie jest życie nad stan.

                  Cytat> bo tu kazdy pisze CO ON UWAZA za zycie ponad stan

                  No właśnie, oraz przekonuje innych dlaczego moja racja jest mojsza wink
                  • 18_lipcowa1 Re: i o to chodzi 15.12.09, 18:55

                    > Cytat> bo tu kazdy pisze CO ON UWAZA za zycie ponad stan
                    >
                    > No właśnie, oraz przekonuje innych dlaczego moja racja jest
                    mojsza wink
                    >
                    Oczywiscie,
                    zycie ponad stan to zycie na ktore sobie nie mozemy pozwolic,a
                    jednak je prowadzimy
                    i mi tutaj ten nieszczesny DOM pasuje wink))
                    • volta2 Re: i o to chodzi 16.12.09, 07:47
                      lipcowa opowiada wam właśne moje dzieciństwo - budowa trwała długo
                      nie z powodu finansowego tylko logistycznego - lata 80-te, więc
                      braki okien, drzwi, drewna na podłogi, rur do kanalizacji...

                      do dziś mam dreszcze jak sobie przypomnę, gdy chciałam koleżance
                      pokazać miejsce naszego domu a ojciec zagonił mnie i tę koleżankę do
                      noszenia cegieł - miałam 7 latsad
                      jakoś z tamtąd uciekłyśmy, ale pamiętam do dziś.

                      oczywiście dużo osób nam tego domu zazdrościło, może i zazdroszczą
                      niektórzy dziś, ale w perspekywie wielu lat - ta budowa się nie
                      opłacała - ja mieszkam z mężem w wawie, mamy 2 własne mieszkania i o
                      powrocie do rodzinnego domu myślę tylko w snach-horrorach(to zasługa
                      rodziców raczej niż domu, ale jednak)

                      rodzice zostali w dużym, pustym domu, mało ekonomicznym - dobrze że
                      są jeszcze we dwoje.

                      a ja, no cóż, wakacje u babci, obóz harcerski wybłagany na kolanach,
                      języki - fanaberia
                      kasy ojciec nigdy wysupłać nie chciał na więcej niż ustawa
                      przewidywała - nie dlatego że nie miał, bo miał, ale dlatego, że
                      miał inne priorytety(dom, samochód) i zapewnienie mi kolorowego
                      dzieciństwa nim nie było. sam też nie ma potrzeb ruszenia się z tego
                      swojego domu.
                      • franczii Re: i o to chodzi 16.12.09, 11:10
                        ja mam takie kuzynki, u ktorych wszystko bylo podporzadkowane budowie domu. 2
                        dziewczyny nigdy na wakacje nie wyjechaly ze swojej wsi, najwyzej do nas w
                        odwiedziny, a cale wakacje pomagaly w gospodarstwie. Na zadne zajecia dodatkowe
                        nie chodzily, uczyly sie dobrze i bardzo dobrze, jedna nie dostala sie na
                        dzienna filologie, miala opanowany program jedynie liceum, 3 godziny tygodniowo
                        a rowiesnicy nawet mniej zdolni biegle sie poslugiwali jezykiem dzieki wymianom,
                        obozom, kursom.
                        Matka gospodyni domowa 2 razy wyjezdzala na ponad roczne pobyty za granica
                        dorabiac na ten dom, i zostawiala malutkie wtedy dziewczynki z ojcem. To byly
                        lata 80, pamietam z jakim mozolem oni ten dom wykanczali. Dom byl rzeczywiscie
                        imponujacy i ladny, tez im zazdroscili ale jeszcze z koncem lat 90 nie byl
                        calkiem wykonczony a dziewczyny juz byly doroslymi pannicami. Ale sie nacieszyly
                        dziecinstwem, oczywiscie zalu zadna nie pokazuje po sobie, moze go nawet nie
                        odczuwaja bo tak byly wychowywane, ale w porzadku to na pewno nie bylo.
                        • titta Re: i o to chodzi 16.12.09, 12:30
                          no coz, moi rodzice tez budowali dom przez cale lata 80. Na pewno
                          nie mialam fajnych zabawek czy ubran. Ale:
                          -nigdy nie bylam zmuszana do pomocy
                          -z dzieciakami z osiedla (bo wiecej domow bylo w budowie)
                          spedzalismy dlugie dnie bawiac sie w piasku i blocie (jako malutkie
                          dzieci), pozniej buszujac po budowach, piwnicach, ogrodach. Naprawde
                          wspanialy okres bestroskiej swobody. O dziwo nikomu nigdy nic sie
                          nie stalo wink
                          -wyjezdzalismy na kazde wakacje gdzies nad jezioro pod namiot. Tez
                          mysle, ze zadne zorganizowane wakacje w hotelu czy pensjonacie sie
                          nie umywaja nawet.
                          -potrafie sama wszystko w domu zrobic (prawie - boje sie wiertaki
                          udarowej wink
                          -nie mam poczucia, ze zaprzepascilam jakikolwiek talent. Male
                          marzenia "artystyczne" nadrobilam na studiach i pozniej (sa rozne
                          kursy dla doroslych).
                          Wlasciwie to mam wrazenie, ze to te biedne istoty biegajace miedzy
                          basenem, lekcjami jezykow, tanca i karate, marnuja dziecinstwo.
                          Zadnej swobody, zadnej wyobrazni, zadnej spontanicznosci.
                          Wszystko, absolutnie wszystko zalezy od indywidualnego podejscia.
                          Ale chyba nie o to w tym watku chodzilo smile
                          • cherry.coke Re: i o to chodzi 16.12.09, 12:44
                            > -nie mam poczucia, ze zaprzepascilam jakikolwiek talent. Male
                            > marzenia "artystyczne" nadrobilam na studiach i pozniej (sa rozne
                            > kursy dla doroslych).

                            Wielu powaznych talentow sie niestety na studiach nie nadrobi, takie dziedziny.
                            Na studiach mozna rozwijac zainteresowania i hobby... Mowie z doswiadczenia
                            niestety.

                            > Wlasciwie to mam wrazenie, ze to te biedne istoty biegajace miedzy
                            > basenem, lekcjami jezykow, tanca i karate, marnuja dziecinstwo.
                            > Zadnej swobody, zadnej wyobrazni, zadnej spontanicznosci.

                            Jeszcze jest gdzies zloty srodek - wg mnie nie jest on ani zyciem na budowie,
                            ani zyciem na tylnym siedzeniu samochodu miedzy zajeciami dodatkowymi smile
                            • titta Re: i o to chodzi 16.12.09, 16:16
                              > Wielu powaznych talentow sie niestety na studiach nie nadrobi,
                              takie dziedziny.
                              > Na studiach mozna rozwijac zainteresowania i hobby...
                              Dla 99,9% ludzi to co nazywa sie "talentem" w potocznym rozumieniu
                              sprowadza sie do hobby. To co wymaga rozwijania od dziecinstwa w
                              kierunku kariery zawodowej (sport wyczynowy, balet) na zajeciach
                              dodatkowych tez sie nie rozwinie - wymaga razcej
                              odpowiedniej "tresury". Wszystko ine przy odrobinie samozaparcia
                              mozna nadrobic pozniej. Moze nie jako swiatowa kariere, choc kto
                              wie...
                              • cherry.coke Re: i o to chodzi 16.12.09, 16:28
                                > Dla 99,9% ludzi to co nazywa sie "talentem" w potocznym rozumieniu
                                > sprowadza sie do hobby.

                                Moglabys sie zdziwic, jaki procent mlodziezy ma konkretne, porzadne talenty.
                                Najczesciej potem zapuszczone i zmarnowane, przez takie wlasnie podejscie.

                                > To co wymaga rozwijania od dziecinstwa w
                                > kierunku kariery zawodowej (sport wyczynowy, balet) na zajeciach
                                > dodatkowych tez sie nie rozwinie - wymaga razcej
                                > odpowiedniej "tresury".

                                Z calym szacunkiem, ale nie masz pojecia o czym piszesz. Porzadne rozwijanie
                                talentu to czasem kwestia paru godzin zajec w tygodniu (plus ew. praktyka w
                                domu), jak najbardziej w zasiegu "zajec dodatkowych" i to niekoniecznie za gruba
                                kase. Cos, co dziecko kocha i w czym jest ponadprzecietne lub wybitne to nie
                                jest dla niego "tresura".

                                No ale trzeba rozpoznac, ze dziecko potrafi i chce cos robic tak intensywnie, a
                                nie posadzic do mieszania zaprawy na odludziu, bo tylko tam nas stac na Dom, a
                                samemu latac za odpowiednia klepka parkietowa.
                                • titta Re: i o to chodzi 16.12.09, 16:49
                                  Kochana, nie przez podejscie, a przez konkretna potrzebe zarobienia
                                  na siebie. Nie wszyscy moga byc primadonnami, ktos tez chleb piec
                                  musi wink

                                  Z rozwijaniem talentu roznie bywa w zdezeniu z rzeczywistoscia: mam
                                  wielu znajomych ktorzy po szkolach muszycznych ktoregos tam stopnia
                                  i konserwatoriach, szkolach plastycznych itp. sa sekretarkami,
                                  nauczecielami jezyka i sprzedawcami. Udzielaja sie jedynie w
                                  koscielnym churze i robiac kartki swiateczne dla dzieci wink Dwie
                                  osoby jakie znam osobiscie, ktore z talentu jako tako zyja,
                                  rozwijaly je same zaczynajac w dosc "podeszlym" jak na swoje
                                  dziedziny wieku - praktyczniedwuch genialnych samoukow. Bardziej
                                  liczy sie wiec wlasne samozaparcie i rodzicow nie ma o co obwiniac wink
                                  • cherry.coke Re: i o to chodzi 16.12.09, 16:55
                                    > Z rozwijaniem talentu roznie bywa w zdezeniu z rzeczywistoscia: mam
                                    > wielu znajomych ktorzy po szkolach muszycznych ktoregos tam stopnia
                                    > i konserwatoriach, szkolach plastycznych itp. sa sekretarkami,
                                    > nauczecielami jezyka i sprzedawcami. Udzielaja sie jedynie w
                                    > koscielnym churze i robiac kartki swiateczne dla dzieci wink

                                    No to co? Ale mieli szanse rozwinac swoj talent i cieszyc sie tym.

                                    > Bardziej
                                    > liczy sie wiec wlasne samozaparcie i rodzicow nie ma o co obwiniac wink

                                    Szczegolnie w wieku np. szesciu lat samozaparte dziecko znajdzie sobie
                                    odpowiednie zajecia i samo sie na nie "spod lasu" dowiezie.
                                  • franczii Re: i o to chodzi 16.12.09, 17:27
                                    Bardziej
                                    > liczy sie wiec wlasne samozaparcie i rodzicow nie ma o co obwiniac ;

                                    Tak, powinnam obwiniac sama siebie, ze nie kazalam sie w wieku lat 4 zapisac na
                                    lekcje baletu.
                                    Samozaparcie przejawialam i to odkad sama zaczelam chodzic, cala rodzina podobno
                                    miala ze mnie polewke i z moich baletow, moja mama z podziwem mowila, ze w
                                    skarpetkach stawalam na czubkach palcow i nasladowalam baletnice w tv. I choc to
                                    trwalo latami to nie wpadla, ze moze by trzeba sprobowac cos z tym zrobic,
                                    potraktowala to jako ciekawostke
                                    Titta, nie tylko talent na miare geniusza wart jest rozwijania.
                                    Mniejszy talent a nawet tylko uzdolnienia to wszystko jest dobrem ktore nalezy
                                    pomnazac.
                                    Ktos nie ma osobowosci, zeby byc primadonna, ale moze spiewac w chorze, nie
                                    bedzie pierwszym skrzypkiem ale moze grac w orkiestrze. Tyle tylko ze rodzice
                                    nie sa w stanie powiedziec co z uzdolnien ich dzieci wyjdzie, pewnie latwiej
                                    powiedziec, to co ty i zagonic do mieszania w betoniarce
                                    • jackie71 Re: i o to chodzi 16.12.09, 18:53
                                      100% racji.
                                    • titta Re: i o to chodzi 16.12.09, 19:06
                                      Alez moze i o to mi wlasnie chodzi: zeby spiewac zy grac na
                                      skrzypcach w orkiestrze naprawde nie trzeba zaczac jako dziecko.
                                      Chcesz tanczyc, to tancz! Primadonna nie zostaniesz ale nic nie stoi
                                      na przeszkodzie aby realizowac wlasne talenty, chyba ze skupimy sie
                                      na zalu czego to nam rodzice nie dali.
                                      Ja cale dziecinstwo mazylam o harcerstwie. To ze nigdy do niego nie
                                      trafilam nie mialo nic wspolnego z sytuacja finansowa. Po prostu
                                      rodzice uwazali, ze to co chce robic mam realizowac sobie sama
                                      (czyt. nie widzieli za wskazane zalatwiac cos w tym zakresie). A u
                                      mnie w szkole nie bylo druzyny sad Coz, zamiast tego mialam wiele
                                      innych wrazen i doswiadczen, ktore wcale nie uwazam za mniej
                                      wartosciowe. Kazdy cos takiego ma, bo rodzice nie sa w 100%
                                      kompatybilni z dziecmi. Nie spotkalas nikogo kto uwaza, ze rodzice
                                      zmarnowali mu dziecinstwo, bo ciagali go po muzeach i teatrach, a
                                      koledzy w tym czasie siedzieli szczesliwie na trzepaku (i rozwijali
                                      sie socjalnie)?
                                      • cherry.coke Re: i o to chodzi 16.12.09, 20:47
                                        To zacznij sobie tanczyc albo na serio uprawiac sport po dwudziestce i zobacz,
                                        co osiagniesz. Zawodowi muzycy tez sie ksztalca od nieduzego.

                                        Sadzisz, ze wszyscy ci artysci i sportowcy byliby szczesliwsi - czy chocby
                                        rownie szczesliwi - wybierajac sobie farbe i noszac cegly, bo w koncu w swojej
                                        pasji moga sie wyzyc po dwudziestce?
                                      • franczii Re: i o to chodzi 16.12.09, 21:00
                                        > Alez moze i o to mi wlasnie chodzi: zeby spiewac zy grac na
                                        > skrzypcach w orkiestrze naprawde nie trzeba zaczac jako dziecko.

                                        Chyba nie o to samo nam chodzi. Nie mialam na mysli jakiegos tam choru
                                        koscielnego czy innego amatorskiego a np. chor operowy, nie orkiestre parafialna
                                        a symfoniczna. Zeby tam pracowac trzeba byc zawodowcem, nie trzeba miec
                                        geniuszu, talentu i osobowosci cec...cych wielkich solistow ale bardzo solidny
                                        warsztat, ktory mozna sobie wypracowac tylko w dobrej szkole muzycznej,
                                        konserwatorium a to oznacza, ze trzeba zaczynac w dziecinstwie. Tylko pewnie oni
                                        mieli szczescie miec myslacych rodzicow a nie rodzicow wychodzacych z zalozenia,
                                        ze dziecko samo ma wszystko zalatwiac.

                                        Ja sobie tancze i jest mi dobrze, chodze na rozne kursy, ktore sa wprawdzie
                                        jedynie namiastka ale sa, nie mam pretensji do rodzicow bo zdobylam dobre
                                        wyksztalcenie, mam rodzine ale balet to cos w rodzaju niespelnionej milosci i
                                        nieodkrytego nigdy potencjalu, a poniewaz zdarza mi sie chodzic na spektakle to
                                        pikniecia zalu nie moge uniknac.

                                        Nie zgadzam sie z podejsciem jakie prezentowali twoi rodzice i moi rodzice, ze
                                        dziecko wszystko samo powinno sobie zalatwiac, takie podejscie uznaje za blad,
                                        ktorego ja nie chce powielic.

                                        Nie spotkalas nikogo kto uwaza, ze rodzice
                                        > zmarnowali mu dziecinstwo, bo ciagali go po muzeach i teatrach, a
                                        > koledzy w tym czasie siedzieli szczesliwie na trzepaku (i rozwijali
                                        > sie socjalnie)?
                                        Nigdy sie z czyms takim nie spotkalam u osob doroslych, u nastolatkow, mlodziezy
                                        owszem, ale u doroslych nigdy, wrecz przeciwnie, spotykam mnostwo osob, ktore
                                        zaluja, ze czegos tam sie nie nauczyli w dziecinstwie a rodzice za malo
                                        przyciskalibig_grin Nawet moj maz sie do nich zalicza, zaluje, ze sie nie przylozyl
                                        do lekcji gry na instrumencie bo wolal pogonic z kolegami, zaluje ze rodzice nie
                                        byli bardziej stanowczy.
                                        • franczii Re: i o to chodzi 16.12.09, 21:03
                                          dlaczego mi wykropkowali slowo "cechu-jacych" ?big_grin
                                      • agulha Re: i o to chodzi 22.12.09, 09:15
                                        Przepraszam, ale zupełnie nie wiesz, o czym mówisz. Naukę gry na skrzypcach
                                        rozpoczyna się w wieku 6-7 lat, toż samo z fortepianem czy wiolonczelą. Inaczej
                                        nie będziesz nigdy brany serio. W tym wieku zaczyna się także inne zajęcia
                                        muzyczne i wtedy zaczynają uczyć Cię śpiewu bodajże w III czy IV klasie. Wiem,
                                        bo chodziłam do szkoły muzycznej, to naoglądałam się tego światka. I myślę, że
                                        coś w tym jest - np. osoby, które w dzieciństwie grały na fortepianie, zwykle
                                        najszybciej w towarzystwie piszą na klawiaturze komputera i wszystkimi palcami,
                                        zgadnij dlaczego.
                                  • ardzuna Re: i o to chodzi 16.12.09, 22:15
                                    titta napisała:

                                    > Z rozwijaniem talentu roznie bywa w zdezeniu z rzeczywistoscia:
                                    mam
                                    > wielu znajomych ktorzy po szkolach muszycznych ktoregos tam
                                    stopnia
                                    > i konserwatoriach, szkolach plastycznych itp. sa sekretarkami,
                                    > nauczecielami jezyka i sprzedawcami. Udzielaja sie jedynie w
                                    > koscielnym churze

                                    Benie Churze?
                              • franczii Re: i o to chodzi 16.12.09, 17:11
                                Oczywiscie, ze do rozwijania talentu nie wystarcza zajecia dodatkowe raz w
                                tygodniu. Ale zeby odkryc talent i pasje trzeba od czegos zaczac i tak sie
                                sklada ze te rzeczy wychodza na roznych zajeciach dodatkowych dla wszystkich.
                                Nie wyobrazam sobie nie zapisac dziecka na jakies ognisko taneczne gdyby sie
                                okazalo, ze przejawia zainteresowanie tancem. Ognisko raz w tygodniu wystarczy
                                aby orzec, czy ma zdolnosci w tym kierunku i czy warto pchac sie w te tresure
                                jak to nazywasz czy nie. Uwazam, ze jesli sa zdolnosci i chec dziecka to trzeba
                                przynajmniej sprobowac je wykorzystac a nie od razu zakladac, ze tylko hobby i
                                slomiany zapal.
                                Syn znajomych, 12 lat od dawna jezdzi konno i bierze udzial w zawodach z
                                ujezdzania, nie wiadomo, czy ma taki talent zeby zrobic powazna kariere czy nie
                                ale z pewnoscia pewne uzdolnienia w tym kierunku ma. Tak sie zlozylo, ze uczy
                                sie dosc przecietnie, nie przejawia uzdolnien w innych kierunkach. Moze jego
                                powolaniem jest akurat ten sport i dostal szanse zeby to wykorzystac a nie
                                zostal zagoniony z czystym sumieniem do podawania cegiel jako malo zdolne
                                dziecko jadace na dostatecznych.
                          • franczii Re: i o to chodzi 16.12.09, 13:19
                            na studiach to sobie mozna talent w tylek wsadzic a nie nadrobic stracony czas.
                            Co zrobisz z talentem muzycznym czy sportowym jesli masz mozliwosc go rozwijac
                            dopiero jako dorosly, najwyzej pobrzdakasz sobie na gitarce amatorsko. Na
                            studiach to ja dzialalam sobie w studenckim klubie tanca tow. na zasadzie
                            rozrywki a moglam byc moze primabalerina?big_grin Kto to wie? Moi rodzice
                            wprawdzie sie nie budowali ale tez cos tam zlekcewazyli.
                            Mam owszem fajne wspomnienia ze spedzonego na podworku czasu po szkole ale
                            chetnie bym z nich zrezygnowalam zeby sie przekonac, czy bylaby ze mnie
                            primabalerinatongue_out

                            <Co do wakacji, to ja spedzalam z rodzicami przynajmniej czesc wakacji,
                            chodzilismy po gorach i jezdzilismy na kempingi na Mazury i Kaszuby, raz w zyciu
                            pojechalam na kolonie i wiecej nie chcialam, takie nudy w porownaniu z wakacjami
                            z rodzicami.
                          • jamesonwhiskey Re: i o to chodzi 16.12.09, 15:21
                            >-wyjezdzalismy na kazde wakacje gdzies nad jezioro pod namiot. Tez
                            >mysle, ze zadne zorganizowane wakacje w hotelu czy pensjonacie sie
                            >nie umywaja nawet.

                            czy ja wiem, pozwole sie z toba nie zgodzic,
                            nad jeziorem zaglowka jest duzo lepsza od siedzenia pod namiotem,
                            bajery typu disney world na florydzie kurtuazyjnie pomine milczeniem,
                            nie mowie ze pod namiotem jest zle, jednak twierdzenie ze namiot nad jeziorem to
                            najlepszy wypoczynek na swiecie jest smieszne
                            • franczii Re: i o to chodzi 16.12.09, 15:51
                              ale w namiocie sie nie siedzi caly dzien a tylko spi a w dzien coz stoi na
                              przeszkodzie zeby na zaglowce poplywac
                              • franczii Re: i o to chodzi 16.12.09, 15:55
                                U siebie widuje pelno Niemcow i zdaje sie Holendrow podrozujacych w samochodach
                                kempingowych. Zwykle to sa pary miedzy 50 a 60 i mysle sobie, ze fajne sa takie
                                objazdowki.
                                • ardzuna Re: i o to chodzi 16.12.09, 22:13
                                  franczii napisała:

                                  > U siebie widuje pelno Niemcow i zdaje sie Holendrow podrozujacych
                                  w samochodac
                                  > h
                                  > kempingowych.

                                  Może ich nie stać na lepsze wakacje?
                                  • franczii Re: i o to chodzi 17.12.09, 07:52
                                    Co masz na mysli piszac lepsze wakacje?
                                    poza jednym wyjazdem z rodzicami z przyczepa kempingowa, co bylo swietna
                                    odmiana, nie mam doswiadczen z takimi wakacjami ale wydaje mi sie, ze samochod
                                    kempingowy to swietny pomysl dla osob, ktore lubia aktywne spedzanie czasu
                                  • jasmin711 Re: i o to chodzi 23.12.09, 13:23
                                    ardzuna napisała:

                                    > franczii napisała:
                                    >
                                    > > U siebie widuje pelno Niemcow i zdaje sie Holendrow
                                    podrozujacych
                                    > w samochodac
                                    > > h
                                    > > kempingowych.
                                    >
                                    > Może ich nie stać na lepsze wakacje?

                                    He, he ... dobre. Najpierw sprawdź ile kosztuje porządny camper albo
                                    chociaż jego wypożyczenie - zapewniam cię że taniej będzie wybrać
                                    się do Tajlandii na wczasy, niż z objeżdżać Bulandę swoim camperem..
                                    • ardzuna Re: i o to chodzi 23.12.09, 18:52
                                      Czy ktoś tu pisał o porządnym wozie?
                                • echtom Re: i o to chodzi 16.12.09, 23:40
                                  Moja znajoma z mężem poznała kiedyś na podkrakowskim polu namiotowym starsze angielskie małżeństwo. W rok później Anglicy zaprosili ich do siebie. Znajomi mocno się zdziwili, kiedy starszy pan z pola namiotowego okazał się majętnym agentem nieruchomości.
                                  • franczii Re: i o to chodzi 17.12.09, 07:53
                                    ja na wyjazd pod namiot bym sie juz nie pisalabig_grin
                                    • evee1 Re: i o to chodzi 22.12.09, 04:36
                                      Bo to nie jest wyjazd pod namiot, tylko podrozowanie wypasiona
                                      przyczepa kempingowa, w ktorej jezeli chce mozesz miec klamki ze
                                      zlota wink.
                                      A ludzie wybieraja taki sposob podrozy, bo dzieki temu moga
                                      przemieszczac sie z miejsca na miejsce we wlasnym czasie nie bedac
                                      zaleznym od hoteli. Poza tym dla ludzi, ktorych stac na luksusowe
                                      wakacje, taki sposb zpedzania wakacji to swego rodzaju przygoda i
                                      wielu ludzi po prostu ma dosyc hoteli, w ktorych spedza polowe zycia
                                      robiac interesy - w czasie wolnym wola szeroko rozumiana nature wink.
                            • titta Re: i o to chodzi 16.12.09, 16:20
                              Nad jeziorem to tez zaglowka, przypominam, ze mowimy o latach 80 smile
                              A tak na marginesie to ta nieszczesna zaglowka, to najwieksza trauma
                              mojego dziecinstwa - panicznie balam sie wody, a ktos sobie
                              ubzdural, ze patent musze zrobic wink
                  • agulha Re: i o to chodzi 22.12.09, 09:09
                    "Zakładając, że nie jest całkiem niezależny (tzn. ma np. na utrzymaniu dziecko
                    czy inne osoby, z których potrzebami musi się liczyć) to masz rację. Bo
                    generalnie np. bezdzietny dorosły i samofinansujący się nie musi wcale chcieć
                    "utrzymywać poziomu" uznawanego powszechnie za standardowy w dowolnej dziedzinie
                    (mieszkania, jedzenia, ubrania, kosmetyków, podróży czy co tam chcesz), tylko
                    śmiało zaniedbać którąkolwiek z nich celem sfinansowania jakiejkolwiek innej na
                    poziomie przyprawiającym innych o podobnych dochodach o zawał. Ale dopóki jest w
                    stanie za to płacić, to nie jest życie nad stan"
                    Iwoniaw, czy pozwolisz, że podpiszę się pod tym tekstem wszystkimi czterema
                    kończynami smile). Moja charakterystyka: bezdzietna [to, że wlazłam na to forum,
                    to dlatego, że wątek wywleczony na główną], zarabiająca więcej niż w tym wątku
                    było cytowane jako "dużo dla bezdzietnego" (he he, dobry żart), dwa mieszkania
                    (nikomu nie wynajmuję, więc podwójne opłaty), ale fakt, to większe na kredyt
                    (który można pokryć w każdej chwili sprzedażą tego mniejszego - to a propos
                    zwyżek cen nieruchomości, tak wyszło). Samochód - najlepsza marka, znaczy
                    służbowy smile. Ubrania: duża część pochodzi ze sklepów second-hand, za to
                    pozostała część jest przywożona prosto z Wiednia i tego typu miejsc [po prostu
                    tam w domach towarowych są ciuchy na mój rozmiar, a u nas nie ma]. Kosmetyki -
                    wydaję raczej niewiele i średnia klasa. Biżuterii - bardzo mało. To co wywołuje
                    zawał (zdaje się)? Podróże. Oczywiście podróżuję, bo lubię, i mam w nosie, czy
                    kto mi zazdrości, czy nie, ale zaliczam jeden-dwa dłuższe urlopy tudzież
                    ostatnio dochodzę do ok. pięciu krótkich, kilkudniowych wypadów samolotem
                    rocznie - głównie po Europie, ale nie tylko. Oszczędności nie mam. Wszystkie
                    karty spłacam terminowo. Debetów używam niezwykle rzadko. Mam za to mało wolnego
                    czasu, bo absorbująca praca i praca dodatkowa typu "o dzieło".
                    Mam z kolei koleżankę, która zarabia dobrze od dłuższego czasu niż ja i przez
                    ostatnich kilka lat tyle co ja. Właśnie kupuje drugie mieszkanie za gotówkę,
                    zawsze ma spore oszczędności, na niczym specjalnie nie skąpi, ale np. na wakacje
                    wyjeżdża z umiarem. I co? Moja sprawa, co ja robię, jej sprawa, co ona robi,
                    żyjemy w przyjaźni.
              • nikki30 Re: W życiu nie nazwałabym życiem "ponad stan" 16.12.09, 14:50
                woniaw napisała:

                >Toż to jest wręcz życie dużo
                > poniżej swoich możliwości, bo te możliwości wykorzystuje się wyłącznie w sferze
                > ,
                > na której jest się zafiksowanym.

                Wiesz to nie koniecznie musi być życie poniżej możliwości.Takie osoby z reguły
                mają pieniądze i to nie małe ale chcą jak najszybciej zrealizować cel, stąd te
                oszczędności.Wydaje im się że jak sobie i dzieciom przez 10 lat wszystkiego
                odmówią to po 10 latach wszyscy będą szczęśliwi bo bez kredytu...
      • titta Re: buahahaha no padlam 16.12.09, 11:55
        Wychowalam sie praktycznie na budowie. Na basen i morze tez
        jezdzilam. Budowa jest jednak 100 razy fajniejsza (wiecej ciekawych
        rzeczy sie dzieje) wink
      • jackie71 Właśnie.... 16.12.09, 18:25
        mamy 2-letnia córeczkę i działkę. I ustaliliśmy, że jeżeli nie zdołąmy odłożyć
        pieniedzy na budowę bez specjalnych wyrzeczeń, to za parę lat działkę
        sprzedajemy, sprzedajemy obecne mieszkanie i kupujemy większe. Bo dziecko trzeba
        wykształcić, zapewnić mu miłe dzieciństwo ( wcale nie jestem zwolenniczką
        przesady, nic z tych rzeczy), wakacje z rodzicami, jakieś wyjscia, życie
        towarzyskie, przyzwoite ubrania, a nawet zabawki (i gadżety, jak bedzie
        starsze). Bo inaczej wyrosnie na zakompleksionego ponuraka, zrzędę i nieobytego-
        nazwijmy to oglednie- prostego człowieka, jakich to postaci w naszym kraju jest
        tak na oko z 10 razy za dużo i z jakich Polska słynie. Niestety. Amen.
    • tonik777 Re: Życie ponad stan 16.12.09, 10:36
      Dla mnie życie ponad stan to wydawanie pieniędzy, których się nie ma
      (pożyczonych) na rzeczy, które nie są niezbędne do życia. Przykładem
      jest mój kolega, który na weekendy jeździ to do Londynu, to do
      Barcelony, ale ponieważ go na to nie stać, to się kredytuje.
      • zuzanna56 Re: Życie ponad stan 16.12.09, 12:36
        Myślę że masz dużo racji.

        Jeszcze o budowie. Jeśli faktycznie budowa zajmuje 5 ciężkich lat albo potem
        spłaca się 50% pensji, nigdzie nie wyjeżdża, kupuje w ciucholandach to
        faktycznie jest coś nie tak.
        • jackie71 Re: Życie ponad stan 16.12.09, 18:46
          Osobiscie znam taką rodzinę, właśnie jej przykład służy mi za ostrzeżenie. 2
          córki, które nigdy nie były dalej, niż 40-50 km od swojego miasta ( w sąsiednim
          mieście albo u rodziny), ciuchy dostawały po dzieciach znajomych, wykarmione
          żarciem z promocji ( teraz jako nastolatki ciagle chorują), wycieczka klasowa to
          było wydarzenie. Ale trzeba przyznać, ze rodzice zajmowali sie nimi w sensie
          dbania dobre kontakty, bliskość. Nic to nie pomogło. Jedna wyrosła na neizłe
          dziwadło, naprawdę, prawie nie ma znajomych, a ci, których ma są z lekka- moim
          zdaniem- niepokojacy ( nie bedę rozszerzac tematu), a druga już jako 14-latka
          zaczęła sie prowadzać z lokalnymi dresiarzami i dzisiaj maluje sie i wyglada jak
          panienka lekkich obyczajów. Rodzice oczywiście przyjęli teorie, że tak naprawdę
          wychowywanie dzieci to loteria i nic od rodzica nie zależy. A ja sie wcale nie
          dziwie takiemu biegowi wydarzeń. W końcu z kim te dzieci miały sie kontaktować?
          Jak mogły rozwinąć zainteresowania inne, niż słuchanie muzyki w radio, ogladanie
          TV i rysowanie? W jaki sposób miały przeniknąć do grupy rówieśników z większymi
          możliwosciami, a wiec i- nie bójmy sie tego określenia- mądrzejszymi,
          dojrzalszymi? Młody człowiek, gdy nie ma wyboru, to lgnie do każdego, dla kogo
          bedzie w miarę atrakcyjnym partnerem w zabawie, rozmowie itd. Mamuśka i tatuś po
          prostu zmarnowali 2 inteligentne dziewczyny i tyle.
          To ja juz wole, zeby moja córka było troche rozwydrzona i egoistyczna ( bo
          jestem pewna, że niektórzy tak oceniają dzieci, które "maja za dobrze" wink ) niż
          depresyjna albo z tendencjami do szybkiego zostania żoną jakiegoś napakowanego
          ćwoka.
          Aż żal bierze, gdy wspominam dziewczyny z czasów, gdy były kilkulatkami, bystre,
          miłe, po prostu wspaniałe dzieciaki. Ale gdy człowiek od małego o wszytskim moze
          tylko pomarzyć, to miłośc rodziców nie wystarcza.
          WIEM, ZE MAM RACJĘ.
          • gryzelda71 Re: Życie ponad stan 16.12.09, 19:28
            Nowe wcielenie wiki.Krajowe.
            • jackie71 Re: Życie ponad stan 16.12.09, 21:03
              Nie wiem wprawdzie, kim jest zagraniczna wiki, ale z konstrukcji obszernej
              wypowiedzi wnioskuję, że nikim pozytywnym i ja też do jakichś beznadziejnych
              należę. Może. Proszę o uzasadnienie. Nad każdym w miarę sensownie brzmiącym
              argumentem zastanowię się.
              • gryzelda71 Re: Życie ponad stan 17.12.09, 07:14
                Po co uzasadnienie.Wszak napisałaś,że:WIEM,ŻE MAM RACJĘ.
    • ultra.kuku Re: Życie ponad stan 16.12.09, 14:28
      Wydatki przewyzszaja znacznie dochody. Nie ma forsy na czynsz, ale kupuje sie
      drogi samochod, zeby sasiedzi zazdroscili. Ogromny minus na koncie, ale ciuchy z
      najwyzszej polki. Podroz na Malediwy, ale na raty. Mieszkanie wielkosci dziupli,
      kredyt na 30 lat, jedna pensja i n-te dziecko w drodze. Itd.
    • dannybailey Re: Życie ponad stan 16.12.09, 20:20
      a mnie stać na wszystko, a i tak nie kupuje nic zbednego... rzeczy
      materialne nie mają znaczenia dopóki masz pieniądze...
    • iicek jak na koniec miesiaca masz na koncie mniej niz 16.12.09, 20:44
      na poczatkua
    • xolaptop Gdy wydatki są większe od przychodów. 16.12.09, 22:02
      Definicja życia ponad stan jest prosta i została dawno ustalona. Gdy wydatki są
      większe od dochodów, wtedy właściciel tych wydatków i dochodów żyje ponad stan.
      • arcadios1987 Re: Gdy wydatki są większe od przychodów. 18.12.09, 03:52
        Piszecie o rozwijaniu talentów dzieci kosztem zadłużania się po czubek głowy. Problem w tym, że zwykle to, co rodzice pojmują jako talent jest chwilową zachcianką. Jestem pasjonatem fotografii, nie stać mnie na drogi sprzęt, więc rozwijam się przy pomocy tego, co mam pod ręką. Zaczynałem od prostych, analogowych "cpykawek", był etap ciemni i kupa frajdy przy wywoływaniu ("O, wyszło nieźle! O, do niczego, skrzyżować z koszem"), był etap fotografowania wszystkim, do czego da wcisnąć się kliszę (pudełko od zapałek też może być aparatem - fotografia otworkowa) Nie wiem, czy mam talent. Cały czas się uczę, ale wiem, że "to jest to". Nie pochodzę z zamożnego domu, i wszystko czego potrzebowałem, zdobywałem sam (giełdy, okazje w ogłoszeniach, czy nawet rzeczy wyrzucone - radziecki powiększalnik from śmietnik i jego naprawa według nie mniej radzieckich książek, gdzie więcej było o Stalinie, niż o powiększalnikach smile ) To wszystko jednak nauczyło mnie zdrowego podejścia do hobby, bez popadania w "onanizm sprzętowy" i dowiedziałem się czy to co robię, jest tym, co chcę robić.

        Do czego zmierzam? Otóż dzisiejsi rodzice, przede wszystkim ci, których "stać", są na "gwizdnięcie" dziecka. Synek, czy córka powie: "Tato, a bo ja chcę zdjęcia robić", a tatuś sięga po "kredytówkę" i biegnie do sklepu po lustrzankę, zestaw obiektywów, statyw, światłomierz i minilab smile Dzieciak strzeli kilkanaście zdjęć w trybie "auto", ustawień ręcznych nawet nie ruszy, żeby "nie zepsuć", obejrzy kilka zdjęć profesjonalistów w sieci i... rzuci diabelnie drogą technologię w kąt, bo stwierdzi, że to nie dla niego. Czemu? Przecież ma pasję... Nie. Ma zachciankę. Rodzice postępując w ten sposób tak naprawdę rozwijają te zainteresowania od tyłu - "Masz tu dziecko kompletne studio, poczuj się jak profesjonalista (czyt. lepszy do wszystkich, bo oni tego nie mają), a tatuś utonie w długach, jednak z dumą, że ci nie nie dał wędki, ale nałowił ryb"
        Ja bazuję swoje wywody na dziedzinie, którą znam jednak tak jest z większością "pasji i pasyjek" potomków kredytobiorców. Chodzi zwykle o to, aby dziecko nie czuło się gorsze, i spełniało wszelkie odpowiednie dla środowiska "trędi standardy".

        Gdyby mój przyszły syn czy córka wyciągnęli rękę po sprzęt z najwyższej półki, argumentując "a bo ja od dziś chcę...", podarowałbym mu prosty kompakt, na zasadzie "wyciśnij z tego maksimum możliwości, potem pomyślimy". Identycznie jest ze wszystkim - jeśli widać, że dzieciak kocha swoje hobby i zaczyna być ograniczany, dalszy rozwój blokuje "coś", to wtedy to "coś" pomagamy usunąć. Pomagamy, nie myślimy za dziecko, i nie usuwamy mu z drogi każdej przeszkody. Wkraczamy, jeśli faktycznie jest taka potrzeba (dziecko dotarło do granic możliwości swojego sprzętu, czy też warunków rozwoju pasji) Nadzorujemy dziecko i wspieramy. Towarzyszymy, nie wyręczamy. To eliminuje konsumpcjonizm i uczy, że aby coś zdobyć, trzeba najpierw trochę dać od siebie.
        • zuzanna56 Re: Gdy wydatki są większe od przychodów. 18.12.09, 11:28
          Dokładnie tak, gdy wydatki są większe od przychodów, gdy ktoś bierze kredyt na
          wyjazd na urlop a potem nie potrafi go spłacić, kupuje drogi samochód a nie ma
          na rachunki i żywność.
          • fatamorgana0 Re: Gdy wydatki są większe od przychodów. 19.12.09, 15:25
            A jesli ktoś wydaje wiecej niz zarabia po to , aby zaplacić bieżące
            i zaległe rachunki i kupic sobie buty na zimę bo stare się nie
            nadaja to co to jest za zycie? Też ponad stan?
            • ardzuna Re: Gdy wydatki są większe od przychodów. 19.12.09, 15:27
              Wtedy to jest życie poniżej progu ubóstwa. W pewnym sensie tez ponad
              stan; trzeba zrobić wszystko, żeby zwiększyć dochody tak żeby
              wystarczały na pokrycie podstawowych wydatków.
              • fatamorgana0 Re: Gdy wydatki są większe od przychodów. 20.12.09, 13:04
                Jasne tylko że to robienie wszystko może nadal nie dawać efektów a
                zasilek z UP jest 500 zł..mozna sobie poszaleć.
                • ardzuna Re: Gdy wydatki są większe od przychodów. 20.12.09, 13:48
                  Wtedy albo trzeba zrobić jeszcze bardziej wszystko, albo siła
                  wyższa, zły los i pech. Zasiłek z UP ma pozwolić na szybkie
                  znalezienie nowej pracy, taka jego rola.
        • bubcia75 Re: Gdy wydatki są większe od przychodów. 18.12.09, 23:02
          Brawo dla tego pana. Bardzo mądra wypowiedź smile
        • franczii Re: Gdy wydatki są większe od przychodów. 19.12.09, 08:14
          Masz zupelna racje, o to wlasnie chodzi! Ale zeby tak postepowac to trzeba
          dziecku poswiecic swoj czas i poznac dobrze swoj dziecko a nie wysylac na
          trzepak bo nic tk kreatywnosci nie rozwija lub na wloczege po budowie bo to
          ciekawsze niz podroze i wakacje nad morzem lub w gorach.

          Zauwaz, ze dla wielu wypowiadajcych sie tu pan rozwijanie talentu od razu
          kojarzy sie z duzymi nakladami finansowymi. Skreslaja z gory uprawianie tenisa,
          jazdy konnej tak jakby to byly dziedziny sportu zarezerwowane dla jednj warstwy
          spolecznej i niedostpne dla ogolu. Owszem tak jak w powolanym przez ciebie
          przykladzie fotografii mozna tu miec super drogi i w wiekszosci niepotrzebny
          sprzet, mozna byc czlonkiem elitarngo klubu ale mozna z powodzeniem uczyc sie
          bazujac na najprostszym wyposazeniu, czaami nawet wypozyczonym i stawiac
          pierwsze kroki w zwyklej szkolce przy panstwowym klube sportowym.

          Piszesz o wyciskaniu mozliwosci z njprostszego sprzetu i nieusuwaniu kazdej
          najmniejszej przeszkody, obudz sie. Tu panie na wzmianke o pasji fotograficznej
          zawyrokuja bez zglebiania "slomiany zapal" i zamiast prostego kompaktu wysla
          dzieciaka na trzepak.
    • a.rd Oj to proste! 18.12.09, 15:07

      To proste! Życie ponad stan moze sie zdarzyc kazdemu. Po prostu
      polega to na wydawaniu wiekszych kwot niz takie na jakie nas realnie
      w danym okresie zycia stac. To wszystko.

      Dla jednego to beda futra, wojaze po swiecie i luksusowe samochody.
      Dla innego laminowane meble z plyty pilsniowej kupione na kredyt.
      • mamakulfona Re: Oj to proste! 20.12.09, 19:12
        zgadzam sie z przedmowca - generalnie zycie ponad stan to wydawania
        wiecej pieniedzy niz sie zarabia.
        czyli kupowanie na kredyt rzeczy luksusowych, ktore do przezycia nie
        sa potrzebne. mieszkanie nie jest dla mnie luksusem i tani samochod
        rowniez. ale drogi samochod i egzotyczne wakacje na kredyt to wrecz
        smieszne.
        dla mojej rodziny zycie ponad stan rowniez oznacza nie posiadanie
        oszczednosci, czyli wydawanie na konsumpcje wszystkiego co sie
        zarabia. co bedzie jak zywiciele rodziny nagle utraca zdolnosc
        zarobkowania (utrata pracy, zdrowia, smierc - to sie przeciez
        zdarza). z czego wtedy sie splaci kredyty, a nawet jak nie ma
        kredytow to z czego sie bedzie codziennie utrzymywac dzieci i
        rodzine?
        uwazam, ze nalezy wszystko robic aby miec oszczednosci a kupowanie
        np. lusksusowych samochodow lub wakacji na kredyt to kompletna
        glupota - dla mnie osobiscie tez obciach.
        • arcadios1987 Re: Oj to proste! 22.12.09, 02:41
          Tutaj nie chodzi o to, że jeśli dzieciak rzuci w kąt aparat, to trzeba go wysłać na trzepak (który swoją drogą nie gryzie - ja z tego pokolenia, które się na trzepaku wychowało) czy pozwolić na pracę przy budowie domu (co jest raczej niebezpieczne nawet dla młodszego nastolatka - wykopy, kable pod napięciem czy wysokość + chęć "popisówy") Podstawa to rozmowa z dzieckiem i ciągły kontakt. Chodzi o to, aby trzeźwo patrzeć na pasje i umieć je odróżnić od zachcianek. Potomek musi mieć świadomość, że na tym świecie wszystko kosztuje, hobby również. Cena jednak nie zawsze jest wyrażona w PLN/EUR/USD, ale także w zostawianiu cząstki siebie w tym co się robi. Jeżeli mój syn powie "Wiesz co ojciec, fotografia to nie dla mnie, idę pograć w piłkę, bo chłopaki z klasy czekają", to ja mu przecież nie powieszę na szyi aparatu i nie powiem "Idź gdzie chcesz, ale masz robić zdjęcia!" Skoro on przy tej piłce będzie czuł się szczęśliwszy niż przy gapieniu się przez celownik, to ja problemu nie widzę. Grunt to nie tworzyć "złotej klatki" i słuchać dziecka. Niech idzie na trzepak, niech gra w piłkę. Trzeba mieć tylko kontrolę nad tym, z kim na tym trzepaku wisi i z kim "piłuje".

          Wracając jednak do esencji - mnie zupełnie nie razi czyjeś życie ponad stan. Co z tego, że jest otoczony luksusem? Ja jego długów przecież nie będę spłacał. smile
    • myszimalina Re: Życie ponad stan 22.12.09, 23:54
      No dobrze. To ja może się wypowiem w kwestii tego co wydarzyło sie
      ponad 9 lat temu...
      Pracowałam z dziewczyną troszkę starszą ode mnie. Wyszłyśmy za mąż
      prawie równocześnie. Każda miała wesele jak z bajki (ona wprawdzie
      2 razy więcej gości, dworek, sztuczne ognie, fontanny z czekolady i
      takie tam, ja super wesele z mniejszą ilością gości ale jak dla mnie
      wszystko się udało). Nie zazdrościłam jej ale zastanawiałam się skąd
      ona miała na to kaśę. Zapytałam się jej i się dowidziałam: "Jak to
      skąd? Są kredyty!!!). I to była równia pochyła w przypaku ich
      egzystencji. Ja z małżem mieszkaliśmy kilka miesięcy u moich
      rodziców aby odłożyć na mieszkanie. Oni w życiu by się tak nie
      męczyli-no więc stancja. My kupiliśmy mieszkanie dwupokojowe bo
      baliśmy się, że nie będzie nas stać na raty. Umeblowaliśmy, i
      cieszyliśmu się, że raty nas nie zabijają. Oni 3 pokoje. Co ja się
      nasłuchałam, jacy to my prymitywni jesteśmy, że sypialni nie mamy
      tylko gościnny i pokój dziecka. Oni mieszkali w dwóch pokojach,
      trzeci nie wyremontowany do tej pory a za metraż trzeba płacić...Ja
      unikałam kredytów jak ognia. Jeśli trzeba było( meble w pokoju
      dziecka, dołożyć do samochodu bo padł to tak ale nic więcej).
      No więc finał: Ja mam kredyt spłacony, myślę o drugim mieszkaniu,
      mam spokojną głowę i jakieś oszczędności, które w razie czego będą
      jak znalazł.
      Moi znajomi: Komornik na karku, bieda aż piszczy, trzy pokoje nie
      wyremontowane ( ale trzy), i dobra mina do złej gry. Teraz się
      dowiedziałam, że chyba źle zrobili korzystając z trzech kart
      kredytowych, kliku kredytów itd. Ale trzeba przyznać dziewczyna
      zawsze lepiej ubrana była niż ja przez te latasmile))).

    • prawie_prawniczka Re: Życie ponad stan 25.12.09, 00:13
      Sam fakt brania kredytów na różne dobra niekoniecznie świadczy o życiu ponad
      stan. Znam sporo osób - rodzina i znajomi rodziców (zarabiających wielokrotność
      średniej krajowej), które uważają, że lepiej wziąć kredyt na mieszkanie lub auto
      i co miesiąc po prostu nie mieć do dyspozycji części wynagrodzenia niż
      rozchrzanić ją na pierdoły... W dzisiejszych czasach na każdego z nas czyha
      milion zakupowych pokus - od pyszności w supermarkecie - słodyczy, alkoholi
      (które do przeżycia przecież nie są potrzebne), po dekoracje do domu, ciuchy
      (pasująca torebka do reszty itp), hobby, książki większe mieszkanie dla singla,
      w lepszej dzielnicy czy kolejna brylantowa kolia dla zamożnej businesswoman.W
      zasadzie możnaby podciągnąć zakup każdej rzeczy, która do życia nie jest
      niezbędna pod "życie ponad stan".Ale zaraz pojawią się argumenty, że nie można
      się non stop ograniczać, odmawiać sobie i swoim bliskim wszystkiego, że w życiu
      potrzebujemy przyjemności.
      Dlatego myślę, że życie ponad stan to korzystanie z pieniędzy w sposób
      nieadekwatny do tego ile ich posiadamy aktualnie oraz jakie mamy możliwości
      zwiększenia majątku w dającej się przewidzieć przyszłości (realna perspektywa
      wzrostu zarobków, zapotrzebowanie na nasz zawód, możliwość dorobienia, możliwość
      bezzwrotnej pożyczki, szansa na dziedziczenie czegoś wartościowego np. bycie
      dzieckiem rodziców z dużym domem, firmą itp)- brak proporcji pomiędzy wydawaniem
      a oszczędzaniem/inwestowaniem/niekonsumowaniem majątku - zostawianiem go dla
      spadkobierców jeśli jesteśmy zamożni.
      A jeśli chodzi o życie ponad stan - dla mnie to np wizyta u koleżanki, która ma
      małe mieszkanko (bez kredytu), ma małe dochody, kiepsko płatny zawód - powiedzmy
      3 tys. i robi wystawne wesele na 100 osób albo zaprasza gości w święta i stoły
      uginają się od wszystkiego. Tak mi się szczęśliwie składa, że prócz pracy, w
      której zarabiam moim zdaniem średnio, ale lepiej niż większość rówieśników
      korzystam z zamożności (dom, samochód, zastrzyki gotówki, koszty nauki) moich
      bliskich -rodzice, dziadkowie. Ale jednocześnie, płacąc czasem za zakupy
      wyobrażam sobie jakbym żyła gdybym miała w życiu tylko moje zarobki do
      dyspozycji, to myślę, że byłabym straszną kutwą i wszystko prócz czynszu,
      taniego żarcia z marketu byłoby dla mnie życiem ponad stan. To jest taki
      paradoks, że jak się człowiekowi dobrze wiedzie i wydaje sporo, to normalne
      kwoty wydają się być małe. Toteż dziwię się napchanym po brzegi koszykom Polaków
      w supermarketach, nagminnym weselom na minimum 40 osób, prywatnym studiom u
      wszystkich, popytowi na usługi kosmetyczne, kolejkom w sklepach z ciuchami i tym
      dobrym autom na drogach.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka