W poniedziałek zaczęłam pracę. Wyjeżdzam z domu o 13 i wracam o 23godz. Ranną
zmianę zaczynam o 6, więc muszę wstać o 4 i wracam o 15. Jestem tak padnięta,
że nie mam juz siły nawet na jedzenie. Wielki szacun dla pracujących mam, nie
wiem jak Wy sobie radzicie, bo ja ledwo nadążam z gotowaniem i sprzataniem.
Maż pomaga jak tylko może, ale mimo wszystko masakra. Może macie dla mnie
jakieś dobre rady???
PS> Schudłam od poniedziałku 2kg. Szok!!! Na pierwszą wypłatę kupię sobie
jakiś ekstra ciuch