wroblica_cwir_cwir
16.01.10, 21:53
Ja dziś byłam chyba piąty raz sama. Z Wróblem iść, to skomplikowana operacja
logistyczna, bo trzeba dzieci umówić na nocleg u babci. Z koleżanką podobnie,
trzeba zgrać terminy. A samodzielna wyprawa - wystarczy tylko mężowi
zakomunikować plany wyjścia wieczornego i już.
Pierwszy raz był najtrudniejszy, bo córeczka była jeszcze malutka, ale
straszliwie potrzebowałam oderwania się od rodziny chociaż na chwilę, więc
choć było mi głupio, to wybrałam się do kina. Za drugim razem miałam ochotę na
komedię romantyczną, Wróbel kręcił nosem, bo on nie lubi, no to z bólem serca
poszłam sama.
A potem się przełamałam i jak mam ochotę, to sobie idę.
Z Wróblem albo koleżanką, albo w ogóle w dwie pary, też chadzamy. Albo z
dzieckiem, albo z obojgiem. Ale sama też.
I jeszcze wychodzi mi całkiem tania rozrywka, bo popcornu sobie nie kupuję, a
do kina mam kwadrans marszu, więc nie opłaca się sterczeć na przystanku.