Mam problem. Jeszcze duzo przed slubem zdradzilam swojego meza z jego
przyjacielem. Nie doszlo do sexu, ale calowalismy sie. Udalismy potem, ze nic
sie nie stalo. Jednak ten glupi kolega pochwalil sie swojemu koledze, ktory
oczywiscie doniosl mojemu przyszlemu mezowi. Dowiedziala sie tez moja
siostra. Wszystkiego sie wyparlismy i sprawa ucichla. Minelo juz 5 lat, od 3
lat jestesmy malzenstwem, mamy dziecko. Jednak z tymi ludzmi z dawnych lat
utrzymujemy czasem kontakt i czasem wraca "tamta" sprawa. Moja siostra czasem
nieopatrznie cos powie (musze jej powiedziec, ze ma do konca zycia milczec
jak grob) i ja potem musze sie tlumaczyc, ze ktos cos zle zrozumial. Boje sie
bardzo, ze kiedys sprawa wyjdzie na jaw. Moj maz mi tego nigdy nie wybaczy,
ja bym pewnie tez nie wybaczyla. Bede sie zawsze tego wypierac ale boje sie,
ze np ten jego "przyjaciel" powie mu kiedys prawde. Albo ten drugi chlopak,
ktory raz juz to zrobil. Bardzo sie boje. Zawsze drze na mysl o spotkaniu z
nimi wszystkimi. A jak zaczynamy wspominac przeszlosc, to serce malo mi nie
wyskoczy. Nawet moj maz sie zapytal czemu ja sie tak denerwuje, jak
rozmawiamy o dawnych latach. Wpadne chyba w nerwice