Dodaj do ulubionych

Konflikt na linni syn - ojczym (długie)

08.03.10, 08:15
Mam męża i dwóch synów: 8 latka z tego małżeństwa i 15 latka z
poprzedniego. Starszy syn do (formalnie) ojczyma mówi tato, mąż
wychowuje go od kiedy syn skończył rok. Swojego biologicznego ojca
nie pamieta - "tatuś" uznał, że małżeństwo i ojcostwo go przerasta,
zaczął pić, więc nie miałam wyjścia - walizki za drzwi i więcej go
nie widzieliśmy. Alimentów oczywiście też nie płaci, ale ja traktuję
to jako cenę za święty spokój.
Pomimo tego, że mąż wychowuje syna prawie od samego początku, nigdy
go nie adoptował (usynowił, czyli dał swoje nazwisko, żebysmy
wszyscy tak samo się nazywali). Ja nie nalegałam, bo chciałam, żeby
to była tylko i wyłącznie jego decyzja, chociaż mam żal, że jednak
tego nie zrobił.
Mąż jest cudownym ojcem.... ale dla małych dzieci, tak do 3-4 roku
życia: przy obu synach ten sam scenariusz - zabawy godzinami,
zainteresowanie, wspólne spędzanie czasu, a od czasu pójścia do
szkoły - totalny brak zainteresowania ze strony taty. Liczą się
tylko lekcje, stopnie, szlabany, zakazy itd. Żadnych wspólnych
zajęć: muszę błagać, żeby wybrali sie razem na basen, albo wyszli
pograć w piłkę.
Młodszy uczy się świetnie, lubi chodzić do szkoły, więc konfliktów
większych nie ma. Za to ze starszym - awantury są codziennie. I nie
chodzi mi o to, że starszy syn kiepsko sie uczy, ale o stosunek męża
do niego: czasami mam wrażenie, że najchętniej zakazałby mu
wszystkiego. Ma sie tylko uczyć, uczyć, uczyć. Poza tym mąż go
wyśmiewa, poniża i dręczy psychiczne. A. jest trudnym dzieckiem -
wybuchowy, impulsywny i dotarcie do niego nie jest takie proste.
Trzeba mnóstwa miłości i dyplomacji. Ale za to jest radosny i
szczery i kocha bezgranicznie, jeśli ktoś mu pozwoli.
Kilka lat temu chodzilismy na terapię rodzinną, ale bez większych
rezultatów. Jeżeli chce się mieć efekty - trzeba pracować i chcieć,
a ze strony męża ochoty na zmianę sytuacji nie widzę. Niby
deklaruje, że chciałby to zmienić, ale nic w tym kierunku nie robi.
Jednym z pomysłów terapeutki na naprawę sytuacji było wspólne
spędzanie jednego popołudnia w tygodniu przez męża i A. Taka męska
wyprawa. Wyszli trzy czy cztery razy. Płakać mi się chce, kiedy
widzę, jak syn prosi męża o pojechanie z nim do sklepu, żeby
pooglądać gadżety komputerowe, czy o wspólne wyjście do kina i za
każdym razem słyszy odmowę. Wyjście z mamą, która nie ma zielonego
pojęcia o technice już nie jest takie atrakcyjne.
Próbuję zrobić kolejne podejście, szukam psychologa, który mógłby
nam pomóc, ale to trudne - jeżeli nie mogę sobie pozwolić na
kilkaset złotych miesięcznie za terapię.
Kocham męża i nie odejdę od niego, ale kocham też syna i muszę go
chronić. Mąż i ja zaczynamy coraz częściej się kłócić, bo staję w
obronie syna i nie pozwalam go wysmiewać i poniżać. Co jeszcze mogę
zrobić?
Nie chę doprowadzić do sytuacji, kiedy odseparuję syna od męża, bo
wtedy moje małżeństwo się rozpadnie. Zawsze stanę po stronie syna.
Obserwuj wątek
    • lolinka2 Re: Konflikt na linni syn - ojczym (długie) 08.03.10, 08:39
      mąż akceptuje dzieci, nie akceptuje innych mężczyzn?.... problemy z
      akceptacją własnej męskości, identyfikacją z ojcem? brak poczucia
      własnej wartosci? nie odnajduje się jako mężczyzna, czuje że mu tę
      męskość każdy podważa?

      tyle "widać" w poście... a tak naprawdę zobaczyć to można w terapii.
    • triss_merigold6 Re: Konflikt na linni syn - ojczym (długie) 08.03.10, 08:48
      Pan nie do końca świadomie odbiera dojrzewanie chłopca jako
      podważanie własnej męskości? Może to naiwna rada, ale spróbuj
      nakłonić męża do przeczytania "Zdradzony przez ojca" Eichlerbergera,
      to dość mocna lektura. Są terapie rodzinne na NFZ, poszukaj.
      • lolinka2 Re: Konflikt na linni syn - ojczym (długie) 08.03.10, 08:54
        i znów się ze sobą zgadzamy.... nie wierzę tongue_out
      • sarah.connor Re: Triss 08.03.10, 08:57
        Myslisz, że nie próbuję go nakłonić do przeczytania jakiejkolwiek
        siążki o wychowaniu dzieci, relacjach z nastolatkiem? Niestety,
        deklaruje, że będzie czytał, a nastepnie książki leżą i się kurzą.
        Ja nie jestem idealna matką, ale chcę zachować równowagę pomiędzy
        obowiązkami a przyjemnościami. I chcę poświęcać synowi czas, bo
        wiem, że tego potrzebuje.
        • lolinka2 Re: Triss 08.03.10, 09:10
          t.e.r.a.p.i.a...

          nie musi lubić czytać
          • triss_merigold6 Ale 08.03.10, 09:20
            Sama wiesz, że terapia może (nie musi) być skuteczna, jeśli
            wszystkie strony widzą sens pracy, pozwalają na demontaż ciężko
            wypracowanych iluzji, zgadzają się na czasowe pogorszenie
            samopoczucia etc. i generalnie chcą tej terapii i współpracy. A
            facet może nie chcieć. Nie widzieć sensu. Stosować spychotechniki
            (nie ma czasu, kasy, gupi psycholog). Może mieć w głowie kody
            kulturowo-wychowawcze i wizję mężczyzny głowy rodziny, który synów
            trzyma krótko i w ten sposób "wychowuje na ludzi". Bo inaczej nie
            potrafi, bo sprzeciw odbiera jako kop we własny autorytet.
            Może też dopatrywać się w dziecku, które biologicznie nie jest jego,
            cech innego faceta i być jakoś zazdrosnym.

            BTW nie czepiałabym się braku chęci usynowienia dziecka.
            • sarah.connor Re: Ale 08.03.10, 09:35
              Wydawało mi sie to naturalne - skoro wychowuje syna "jak swojego" od
              momentu, kiedy ten skończył rok. Dlaczego nie chciał go adoptować?
              Tzn. mówi, że chce, ale od 14 lat nic z tym nie zrobił, więc chyba
              jednak nie....
              I tak jest ze wszystkim: deklaruje, że chce z nim rozmawiać,
              deklaruje, że chce spędzać razem czas. Rozmawiamy o zaburzonych
              proporcjach w systemie kar i nagród. I nic. Boję się, że za chwilę
              będzie to naprawdę duży problem. A. dorasta...
              • triss_merigold6 Re: Ale 08.03.10, 09:44
                TOBIE się wydawało naturalne. Jemu niekoniecznie. Temat odpuść, bo
                za cholerę nie jest na tyle teraz istotny, żeby powodować dodatkowy
                konflikt. Mam dziecko z eks mężem, nowy partner jest zaangażowany
                opiekuńczo bardzo, ale nie oczekuję od niego, ąby dziecko postrzegał
                jako "swoje" (tyle, że eks jest ojcem dobrym, obecnym i aktywnym).

                Często, nawet w nierekonstruowanych rodzinach, ma miejsce konflikt
                między dorastającym chłopakiem a ojcem, podobnie jak między
                dorastającą córką a matką. Dzieci wyrastają ze swoich ról, a rodzice
                muszą się sensownie dostosować, bo zmian nie zatrzymają. Konflikt w
                sumie nie jest zły, bo pozwala dorastającym zyskać nową tożsamość,
                dojrzeć, zbuntować się, dokonywać wyborów i ponosić konsekwencje.
                • sarah.connor Re: Ale 08.03.10, 10:04
                  Tylko że A. stracił zainteresowanie taty, jak miał 7-8 lat. Czyli
                  jeszcze wtedy nie dorastał. A teraz po prostu kłócą się cały czas, a
                  ja jestem między młotem a kowadłem.
                  • lolinka2 Re: Ale 08.03.10, 10:53
                    tak naprawdę sto razy istotniejsze od formalnego usynowienia jest
                    codzienne życie

                    mój ojczym nigdy nie pomyślał nawet że mógłby mnie formalnie adoptować,
                    co nie zmienia faktu że gdy myślę "tata", myślę o nim.
            • lolinka2 Re: Ale 08.03.10, 10:54
              czyli zmiana pytania na: jak przekonać faceta, że terapia mu potrzebna?
              • triss_merigold6 Re: Ale 08.03.10, 11:03
                Nie wiem, bo generalnie zaczynam mężczyzn postrzegać jako dość
                tępych i nieprzewidujących wariantów rozwoju sytuacji w perspektywie
                kilkuletniej. Znaczy, problem mają w szacowaniu ryzyka i zysków w
                obrębie działań w rodzinie.
                Można mu tłuc do głowy, że bezpowrotnie traci więzi z dziećmi, że
                TERAZ ma ostatnią szansę na wprowadzenie synów w świat i przekazanie
                im swojego systemu wartości i postaw, że jego złe relacje z
                dzieckiem przekładają się na złe relacje z żoną.
                • lolinka2 Re: Ale 08.03.10, 11:23
                  A ja się zastanawiam, na ile to tępota a na ile wygodnictwo...
                  bo osobisty egzemplarz nie jest chyba jakoś szczególnie błyskotliwy
                  czy coś... (taki po prostu... przeciętny w tym względzie), ale
                  świadomość skutków swoich działań na cały system pt rodzina i na
                  przyszłość córek ma sporą... jeśli momentami nie ma, ale ja mu to
                  pokażę - to jest to temat do rozmowy i uwzględnienia w działaniu. I
                  działa to tak samo w obie strony (tj czasem on mnie coś uświadamia
                  jeśli się zapędzę). A że osobisty chłop wygodnicki nie jest to wiem
                  ponad wszelką wątpliwość.
    • tully.makker Re: Konflikt na linni syn - ojczym (długie) 08.03.10, 10:08
      Ja pod pewnymi wzgledami zmagam sie z podobnym problemem, dodatkowo
      jednak mammokazje obserwowac mojego chlopa, jak zmienia sie jego
      stosumek do corki z pierwszego malzenstwa -= ze choc byl swietnym
      ojcem dla malej dziewczynki, to nie umie byc ojcem dla nastolatki.
      Wiec przestalo mnie dziwic, ze nie umie tez ulozyc zbyt dobrych
      stosunkow z moim starszym synem.

      tyle, ze ja na mojego syna napadac nie pozwole, a chlop wie, ze
      kontynuacja zwiazku zalezy od przyzwoitego zachowania wobec moich
      dzieci, wiec raczej sie pilnuje.

      Twoj maz wie, ze cokolwiek zrobi, nic mu nie grozi, wiec jaka ma
      motywacje do zmian?
      • sarah.connor Re: Konflikt na linni syn - ojczym (długie) 08.03.10, 17:09
        rozmawiam, tłumaczę - chłop wykazuje zrozumienie i przez 2 dni jest
        lepiej. A potem wszystko wraca do normy. Postawienie sprawy na
        ostrzu noża nic nie da - kocham go i nie chcę zniszczyć tego
        małżeństwa, bo jest udane. Chcę tylko chronić swoje dziecko. A może
        machnąć ręką i nie walczyć o ich dobre układy? Porcję miłości syn
        może dostać ode mnie.
        • zansibar Re: Konflikt na linni syn - ojczym (długie) 08.03.10, 17:42
          Czytam i kurde oczom nie wierzę. Jak to możliwe, że Twoje małżeństwo jest udane
          i rozważasz ewentualność machnięcia ręką na stosunki męża z synem skoro "mąż go
          wyśmiewa, poniża i dręczy psychiczne"?
          Takie zachowanie dalekie jest od obojętności, z którą chłopak (pewnie z trudem)
          mógłby sobie poradzić.
        • tully.makker Re: Konflikt na linni syn - ojczym (długie) 08.03.10, 17:48
          Postawienie sprawy na
          > ostrzu noża nic nie da - kocham go i nie chcę zniszczyć tego
          > małżeństwa, bo jest udane.

          Zastanawiam sie, czytajac to, czy tobie juz kobieto kompletnie
          zacmilo rozum? Moj parter nie smialby dreczyc czy ponizac mojego.
          Dla mnie to, ze nie jest dla niego dosc mily jest sygnalem, by
          rozwazac rozstanie. Bowiem moje dzieci maja u mnie pierwszenstwo
          przed facetami. A juz na pewno nie umialabym kochac kogos, kto
          dreczy mojego syna.
          • sarah.connor Re: Konflikt na linni syn - ojczym (długie) 08.03.10, 18:03
            jesteśmy razem wiele lat. Ta sytuacja nie była taka skomplikowana od
            początku, konflikt narastał, dlatego szukaliśmy już kiedyś pomocy u
            psychologa. Najłatwiej jest rozstać się i już. Ale ja kocham swojego
            męża i to nie jest tak, że od rana do wieczora jest podły. W innych
            dziedzinach jest cudownym człowiekiem; wychowywanie mu nie wychodzi
            ewidentnie. Zdarza się, że jest niesprawiedliwy, czepia się i
            wyśmiewa, ostatnio coraz częściej niestety. W stosunku do swojego
            syna też jest podobnie - nie chce poświęcać mu czasu ani uwagi.
            Wydaje mi się, że trudniej jest zawalczyć o coś - w tym przypadku o
            moje małżeństwo i dobre relacje synów z ojcem.
            Czy rozstanie byłoby lepsze dla mnie i chłopców? Nie sądzę.
            • babcia47 Re: Konflikt na linni syn - ojczym (długie) 08.03.10, 18:52
              Zdarza się, że jest niesprawiedliwy, czepia się i
              > wyśmiewa, ostatnio coraz częściej niestety. W stosunku do swojego
              > syna też jest podobnie - nie chce poświęcać mu czasu ani uwagi.
              ja myslę, ze problem jest nie na linii mąż - pasierb a dość częsty
              problem utraty kontaktu i rywalizacja z kazdym dorastajacym
              potomkiem niezaleznie od płci, który zaczyna mieć własne zdanie i
              poglądy, gdzie "samiec alfa" zaczyna się czuć zagrozony a więź i
              autorytet ojcowski kojarzy mu sie wyłacznie z układem
              patriarchalnym, ojciecktórego zdanie jest niepodważalne i dzieci,
              które mają słuchać i podziwiać, dziecko nie może mieć innych
              autorytetów przed ojcem, każdy objaw, ze spada z piedestału a
              normalne jest, ze w szkole zaczyna byc autorytetem nauczycielka,
              potem koledzy, poduje zaognienie stosunków i przejście w tryb
              nakazowo-szlabanowy..bo inaczej taki mężczyzna nie umie.
              Myślę, ze powinnaś poszukać pomocy w jakimś "ciele" wychowawczym,
              kiedys były poradnie szkolno-wychowawcze, teraz one jakoś inaczej
              się nazywaja. Tam możesz znaleźć bezpłatną poradę, napoczątku jak Ty
              ma sz sobie z tym poradzic, jak nakłonic męża do współpracy,
              zainteresowaniem się procesem wychowawczym, by dowiedział się jakie
              młody chłopak przechodzi etapy, czego sie spodiewac i jak reagowac
              by my nie zrobić krzywdy..bo obawiam się, ze mąż powieli swój
              sposób "wychowania" równiez w stosunku do młodszego syna a sama juz
              widzisz tego oznaki..za jakis czas będziecie mieli w domu piekło,
              które odbije się na dzieciach i na waszym pozyciu..może ten argiment
              skłoni męża do poprawy swojego zachowania, bo tutaj chyba to jego
              najpierw i przede wszystkim trzeba "wychować"
    • w.i.l Chłopak starszy odziedziczył geny po swoim 08.03.10, 18:01
      ojcu. To coraz bardziej widać.
      A ten nie był zbyt udany jak piszesz.
      Syn nie uczy się, pewno odpyskowuje.
      Twój mąż może być tym zaniepokojony i zmęczony.
      I nie czuje się za to w 100% odpowiedzialny.
      Trzeba reagować mądrze i delikatnie.
      Musicie wspólnie energicznie zabrać się za wychowanie starszego syna.
      Jeżeli maz zobaczy Twój wysiłek - pomoże.
      • sarah.connor Re: w.i.l 08.03.10, 18:06
        Wychowuje go prawie od samego początku - jak może się nie czuć w
        100% odpowiedzialny? Zresztą widzę go w kontaktach ze małymi dziećmi
        naszych znajomych - ciepły, pełen inwencji, uwielbia się bawić z
        maluchami. Dlaczego więc nie poświęci chociaż odrobiny czasu na
        zajęcia ze starszymi? Nie umiem tego zrozumieć.
        • w.i.l Małe dziecko - mały kłopot 08.03.10, 18:22
          Duże dziecko - duży kłopot.
          Jeżeli Twój starszy syn ma takie a nie inne skłonnosci, to z wiekiem
          to coraz bardziej widać.
          Może mąż już nie daje sobie z nim rady?
          A może ty jesteś nazbyt pobłażliwa?
          Do Ciebie należy inicjatywa w tej sprawie.
          Weź się za starszego i pokaż, że nie będzisz biernie tolerować jego
          nienajlepszych zachowań.
          Nie chodzi rzecz jasna o głupie okazywanie dziecku złości. Trzeba
          podjąć inteligentnen środki wychowawcze.
          Jeżeli będziecie mieli w tej kwestii wspólny plan - nie będzie
          konfliktów.
      • triss_merigold6 Re: Chłopak starszy odziedziczył geny po swoim 08.03.10, 18:15
        MNóstwo nastolatków nie uczy się lub uczy niechętnie, a jeszcze
        więcej uczy się zbyt mało wg. rodziców.
        Odpyskowywanie jest dość naturalną fazą rozwojową, nie żeby było
        miłe, ale zdarza się 99% nastolatkom.
        • w.i.l To nie ważne czy mnóstwo czy nie mnóstwo. 08.03.10, 18:24
          Trzeba działać, nie można tolerować.
          Najgorzej gdyby matka była na to zbyt tolerancyjna a ojczym
          zrezygnował bo to nie jego syn.
          • tully.makker Re: To nie ważne czy mnóstwo czy nie mnóstwo. 08.03.10, 18:57
            Taaaaa jest, w morde gnoja. Co bedzie fikal, zwlaszca jak ma takie
            zle geny.
          • babcia47 Re: To nie ważne czy mnóstwo czy nie mnóstwo. 08.03.10, 19:02
            w.i.l napisał:

            > Trzeba działać, nie można tolerować.
            a niby co to ma znaczyć? czego nie mozna tolerować i w jaki sposób
            działać? Z nastolatkiem często jest jak ze sprężyną..om bardziej
            ściśniesz tym gwałtowniej odskoczy. Trzeba wychowywać umiejętnie,
            zachować umiar i trzeba duuuzo wywazonej refleksji, bo wszelka
            niesprawiedliwość jest w tym okresie odbierana ze zdwojoną
            siłą..często jednak "nie pamieta wół, jak cielęciem był",
            własne "grzechy" wspomina z rozczuleniem ale nawet najmniejszy
            dziecka odbierany jest jak największa zbrodnia, samemu nie przebiera
            sie w słowach..ale gdy nastolatek pozwoli sobie na chocby
            najmniejsze uchybienie..koniec świata i korona zrzucona z głowy..i
            słusznie, bo w tym okresie najlepiej sie wychowuje własnym
            przykładem..oraz umiejętnie stosujac kij..ale i marchewkę, o czym
            wielu rodziców zapomina
          • triss_merigold6 Re: To nie ważne czy mnóstwo czy nie mnóstwo. 08.03.10, 19:03
            IMO większość rodziców ma problem ze zbyt dużą restrykcyjnością
            jeśli chodzi o duperele, a nie z nadmierną pobłażliwością.

            Oczekiwanie od dziecka, że będzie się cały czas uczyć jest tak samo
            sensowne jak oczekiwanie od dorosłego, że będzie cały czas pracował.

            Matka oczekuje, że mąż będzie traktował dzieci uprzejmie, z
            szacunkiem i poświęcał im czas - nic powyżej minimum.
            • sarah.connor Re: Triss 08.03.10, 19:11
              Nic dodać, nic ująć.
              Wymagam niezbędnego - wg mnie - minimum uwagi męża w stosunku do
              synów, trochę ciepła.
              Nie zgadzam się na wyśmiewanie, czepianie się o drobiazgi i "łamanie
              w karku", czego zwolenniekiem jest mój mąż. Przykład pierwszy z
              brzegu: "Tato mogę jeszcze chwilę poczytać?". "nie, już idź
              spać". "ale jeszcze tylko 5 minut". "nie, idź spać JUŻ". Chwila
              przepychanek i kończy się awanturą. Po co? Skoro to 5 minut, czy coś
              to zmieni? Tym bardziej, że syn kończy za 5 minut rzeczywiście,
              tylko trzeba mu o tym przypomnieć. Ale mąż uwielbia stawiać na swoim
              i rozkazywać, może dlatego, że synowie są jedynymi istotami, które w
              jego założeniu MUSZĄ go słuchać. Jak nie, to kara i szlaban.
              • triss_merigold6 Re: Triss 08.03.10, 19:20
                I to jest właśnie czepianie się o duperele. Przepychanka będzie
                trwała dłużej niż te 5 minut + ogólny kwas i niepotrzebna irytacja.

                Nie wiem jak będzie w przyszłości, ale na razie aktualny ma duże
                wyczucie w kontaktach z moim dzieckiem i nie upiera się przy
                stawianiu na swoim. Empatyczny jest. Ja jestem za leniwa na
                czepianie się o drobiazgi, a dziecko mam generalnie dość posłuszne
                jak na pięciolatka.
                • verdana Re: Triss 08.03.10, 19:49
                  Moim zdaniem może tu wystepowac jeden z dwóch problemow:
                  pierwszy, niestety prawdopodobny. To nie jest jednak jego dziecko i
                  facet go po prostu nie toleruje, choć moze i chcialby. Widzi w nim
                  Twojego bylego męża - trudno dostrzec go w maluchu, w 15-latku - bez
                  klopotu. Wobec tego pasierb jest dla niego obrazem rywala. czarno to
                  widzę.
                  Drugi - syn nie jest doskonały. Nie uczy się. Jest klopotliwy, jak
                  każdy nastolatek. Dla ojca czy matki jest to trudne do zniesienia. I
                  stara sie przeciwdzialać jak umie - wrzeszcząc, osmieszając,
                  zawstydzając. Cóż, nieskuteczne, szkodliwe, ale jest to idiotyczny
                  wyraz troski i bezradnosci.
                  • sarah.connor Re: Verdano 08.03.10, 20:09
                    Chyba jdnak nie masz racji, przynajmniej w pierwszej części. W
                    stosunku do swojego ośmiolatka zaczyna się zachowywać dokładnie takm
                    samo. Widzę, że scenariusz zaczyna się powtarzać i boję się kłopotów
                    w przyszłości. Awantury z jednym dzieckiem to wystarczająca ilośc
                    stresu jak dla mnie, a z dwoma?
                    Nie wiem, na czym to polega, ale dla małych dzieci mąż był ojcem
                    najlepszym na świecie - trudno sobie lepszego było wymarzyć. Bawił
                    się z nimi całymi godzinami - mnie brakowało cierpliwości, kiedy
                    chłopcy marudzili, a on bez problemu sobie radził. A teraz reaguje
                    krzykiem i waleniem na ślepo zakazów i kar przy najdrobniejszej
                    pierdzie.
                    • stinefraexeter Re: Verdano 08.03.10, 21:05
                      Wciąż powtarzasz, że nie rozumiesz, chociaż powyżej już kilka osób zasugerowało
                      ci teorię o zagrożeniu, jakie czuje (być może) ze strony dorastających synów
                      twój mąż. To jest trop, który warto przeanalizować.

                      Ja od siebie dodam, że być może twój mąż ogólnie ma problemy z dogadaniem się z
                      dorastającymi dziećmi (bez względu na płeć). Jak dzieci są małe i rozkoszne, to
                      cokolwiek tatuś nie powie, jest zabawne, mądre, itp. Można się wygłupiać, bawić
                      klockami i tatusia uwielbiać.
                      Dorastające dziecko w wieku szkolnym nie będzie się już śmiało z biegania na
                      czworakach. Takie dziecko staje się coraz mądrzejsze, coraz bardziej dociekliwe,
                      coraz bardziej wymagające. Może twój mąż czuje, że już niedługo nie nadąży za
                      nimi z wiedzą. Że lada moment straci pozycję najmądrzejszego, że zaraz to
                      synowie będą go uczyć o komputerach.
                      Twój mąż najwyraźniej kocha dzieci, kiedy są rozkoszne i wlepiają oczy w tatusia
                      z uwielbieniem. Kiedy wymagania dzieci zwiększają się, tatuś traci pozycję i nie
                      potrafi się już z dziećmi dogadać. Bo to co on robi to nie dialog, lecz
                      nieudolne próby okopania się na swojej pozycji samca alfa.
                      Szczerze powiem, że nie wiem, co możesz zrobić. Twój mąż nie jest dobrym ojcem.
                      A cokolwiek ty powiesz i tak potraktuje jako miękkie serce "matki".
    • sugarka Re: Konflikt na linni syn - ojczym (długie) 08.03.10, 21:11
      Sarah, nie mam specjalnej rady, ale mam nadzieje, ze jakos wspolnie
      znajdziecie wyjscie z tej sytuacji. Sle duzo cieplych mysli.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka