Wiem, że to temat na forum Zdrowie,ale wiem, że tutaj najszybciej
doczekam się odpowiedzi

Moja córka, 5 lat, we wtorek dostała temperatury 37,5, wieczorem
38,4. Pobolewa ją brzuszek, głowa. Byłyśmy u lekarza w środę - nie
wiedziała co jest tak naprawdę, stwierdziła, że gardło jest
nieżytowe, zrobiła szybki test moczu (nie wiem dokładnie jak się to
nazywa) wyszło białko 30 (nie pamiętam jednostki dokłanie a
karteczka jest u lekarki) i niewielkie ślady krwi. Z powodu
niejednoznaczengo wyniku lekarka przepisała Duomox, ale powiedziałam
jej, że 3 tyg temu skońcyła jeden antybiotyk i że nie chcę jej
podawać znowu, dostała urosept. Od środy pojawił się kaszel nad
ranem i niewielkie wymioty, ale nie treścią pokarmową, tylko tak
jakby samą żółcią i zauważyłam, że Mała mało sika, w porównaniu z
iością płynów,które przyjmuje- to może być spowodowane gorączką, jak
sądze. Poszłyśmy do p.doktor dzisiaj, zbadała brzuszek, popatrzyła
do gardła, jeszcze raz mocz był badany - taki sam wynik jak
poprzednio. Pani dr powiedziała: "to mi pachnie mononukleozą. Trochę
mi ulżyło, bo miałam już wizje niewydolności nerek, (dr Haus sie
kłania) a mononukleozę trzeba po prostu przeleżeć, nie jest to
ciężka choroba, choć przez gorączkę, męcząca. Wobec podejrzeń
mononukleozy pani dr zmieniła antybiotyk na dercef i kazała
obserwować. Co mnnie niepokoi - nie dała skierowania na badania
krwi - a to najlepszy wskażnik tej choroby i powiedziała, że tak
naprawdę to ona sama nie wie, trzeba obserwowaćdziecko, w razie
czego antybiotyk. Co o tym myślicie? CZy jechać dzisiaj wieczorem do
szpitala, żeby potwierdzić diagnozę? Może Wasze dzieci przechodziły
przez mononukleozę? Najgorsze w tym wszystkim jest to, że córka od
25 lutego nie chodziła do przedszkola, bo 23 marca ma termin
wyciięcia migdałka.