kub-ma
20.05.10, 16:18
Przyczytałam właśnie taki oto wywiad:
www.newsweek.pl/artykuly/madrzy-dorosli--dobre-dzieci-,57655,1
Jest tam fragment:
"Kolejny błąd to brak lojalności rodziców. Nawet jeżeli nie
akceptujemy jakiegoś zachowania nastolatka, to powiedzmy mu o tym w
cztery oczy, ale wobec świata stańmy za nim murem. Nic bardziej nie
zniszczy naszych relacji z dzieckiem, jak sytuacja, kiedy wejdziemy
w koalicję z nauczycielem przeciwko niemu – choć w naszym rozumieniu
dla jego dobra. Dziecko ma wiedzieć, że może na nas liczyć nawet
wtedy, jeżeli zdarzy mu się narobić bigosu."
Rozumiem, że dziecko powinno móc na mnie liczyć, gdy narobi bigosu,
że mu pomogę z tego bigosu się wygrzebać. Ale czy możecie mi
wytłumaczyć na czym ma polegać to nie wchodzenie w koalicję z
nauczycielem przeciwko dziecku, stawanie za nim murem? Nie mam
jeszcze nastolatka w domu i nie potrafię sobie takiej sytuacji
wyobazić. Weźmy np. wagarowanie przez kilka dni. Jak to stawanie
murem ma wyglądac? Albo wytłumaczcie mi to łopatologicznie na innym
przykładzie.