musze wylac z siebie troche zolci bo inaczej mnie cos trafi.
mamy od wczoraj przepiekna pogode ale co z tego jak moi sasiedzi to prawdziwy
koszmar.moze po kolei:sasiad z lewej namietny majsterklepka,jak sie robi ladna
pogoda wychodzi do ogrodka i bog jeden wie co tam kleci.oczywiscie odpowiednie
natezenie halasu musi byc

sasiad z naprzeciwka to prawie
ekshibicjonista

uwielbia opalanie w ogrodku w slipach przy glosnym
akompaniamencie elvisa.dodam sasiad juz leciwy i watpliwej urody.kolejno mamy
entuzjastow biesiad na parkingu.prawie jak wiejska potancowka z muzyka z
samochodu.i moi ulubieni z prawej strony krzykacze:mlode siurki ktorzy zamiast
wejsc do mieszkania nawoluja sie przez okno i tak prowadza rozmowy.
wczoraj impreza na parkingu trwala do 1,o 22.30 zadzwonilam na policje ale
polozyli na to laske bo nikt nie interweniowal.poszlam po 23 i poprosilam
towarzystwo o przyciszenie chociaz muzyki.o ile muzyka mozna nazwac sieczke
pseudotechno.grzecznie przeprosili i przyciszyli ale impreza dalej trwala tyle
ze bez muzyki.przed chwila odebralam telefon z policji ze patrol byl tam
wczoraj o 23.30 ale bylo juz cicho.rychlo w czas-godzine po moim telefonie.
tak wiec szczerze powiem ze wole jak pada deszcz i jest zimno