Dodaj do ulubionych

bliskość w małżeństwie

08.06.10, 13:22
napiszcie mi proszę jak to u was jest i co o tym sądzicie wydaje mi
się normalne że małzonkowie się dotykają przytulają całują sypiają
ze sobą. mimo że są razem od19lat. już pisałam na forum że staramy
się odbudować relacje po zdradzie męża. ale ja już nie mam siły. on
mnie omija (fizycznie), mówi że jestem mu obojętna fizycznie, raz
mówi(oczywiście zapytany-bo sam z siebie nie mówi na takie tematy)
że kocha, raz że nie.ale chce być razem. dba o rodzinę.jemu
bliskości nie potrzeba.on się nie umie zaangażować. wiem że powinnam
się zająć sobą ale mnie ta sytuacja tak stresuje i dołuje że został
ze mnie cień człowieka.
Obserwuj wątek
    • vefa Re: bliskość w małżeństwie 08.06.10, 14:39

      To daj mu spokój.
      I skup się na sobie. Zadbaj o siebie jeszcze bardziej niż zwykle, kup se
      wystrzałową kieckę i buta, zrób oko, paznokieć (ten u stopy też), idź na
      spotkanie z samicami, do spa se pojedź żeby z tego cienia wyjść, uwierz w
      siebie, zacznij od siebie, a ta ślepa bambaryła przestanie być ślepa i ślina mu
      będzie ciekła na Twój widok. Nie, to nie, łaski bez.

      No a jak już zapomnisz o odbudowywaniu relacji to może dostrzeżesz lepszego
      samca, który nie powie, że jesteś mu obojętna fizycznie.

      Nie dość, że zdradził, bambaryła jeden, to jeszcze takie teksty zapodaje!
      Podsumowując: NIC NA SIŁĘ!!!!

      Ja z moim dopiero dziesięć lat jestem, sześć po ślubie i też się czasem zapomni
      i nie przytula. To wtedy czekam, aż mu wiadomo co na kręgosłup zacznie uciskać i
      chodzi za mną jak samiec za najbardziej atrakcyjną samiczką na świecie.

      Głowa do góry!
    • gazeta_mi_placi Re: bliskość w małżeństwie 08.06.10, 14:41
      Znajdź sobie kogoś smile
      Już po pierwszym seksie z kimś innym (o ile mniej więcej jest dobry w te klocki)
      odżyjesz smile
      • des4 Re: bliskość w małżeństwie 08.06.10, 14:47
        próbowaleś te stawiać klocki kajtusiu?
    • tully.makker Re: bliskość w małżeństwie 08.06.10, 15:17
      A ty masz ochote dotykac faceta, ktory cie zdradzil i najwyrazniej
      ma cie gdzies? Bo ja bym nie miala. A ty jeszcze zebzesz o ten
      dotyk. Po kiego kija ratowac takie malzenstwo i kto tak naprawde je
      ratuje - zdradzajacy czy zdradzany?
      • deodyma Re: bliskość w małżeństwie 08.06.10, 16:05

        A ty jeszcze zebzesz o ten
        > dotyk. Po kiego kija ratowac takie malzenstwo i kto tak naprawde
        je
        > ratuje - zdradzajacy czy zdradzany?





        otoz to.
        dziwne, ze to ta zdradzana chce za wszelka cene ratowac zwiazek a
        winowajca ma ten zwiazek w dupie.
        • suazi1 Re: bliskość w małżeństwie 08.06.10, 16:12
          Też tego nie rozumiem - kloeś ma Cię w dupie, a Ty się przed nim
          płaszczysz. Wiesz, co to godność?
          • kocianna Re: bliskość w małżeństwie 08.06.10, 16:23
            Skup się na sobie, a nie na relacji - to raz smile
            Zajrzyj na stronę
            www.spotkaniamalzenskie.pl - to
            dwa. Ten problem trzeba przegadać ze sobą we dwoje, a na Spotkaniach bardzo
            fajnie to wychodzi smile
    • suazi1 Re: bliskość w małżeństwie 08.06.10, 16:02
      Nie wyobrażam sobie nie przytulać się z mężem, nie dotykać, nie mieć
      żadnego kontaktu fizycznego nawet po 50 latach małżeństwa. Myślę, że
      robisz z siebie męczennicę, zamiast zostawić męża poszukać kogoś kto
      rzeczywiście Cię pokocha.
      • suazi1 Re: bliskość w małżeństwie 08.06.10, 16:09
        Piszesz, że próbujecie odbudować relacje po zdradzie męża. Mam
        wrażenie, że to Ty próbujesz, bo Twojemu mężowi to powiewa. Po tym,
        co Ci zafundował, to on powinien być tym, który się stara, a nie Ty.
        Zapytam wprost: po co Ci taki mąż? Poco jesteście razem? Bo chyba
        tylko ze względu na dzieci.
    • deodyma Re: bliskość w małżeństwie 08.06.10, 16:04
      a moze on kogos ma?
      • verdana Re: bliskość w małżeństwie 08.06.10, 16:38
        Najwyrażniej ta zdrada to nie był jednorazowy wybryk, tylko objaw
        rozpadu małżeństwa. Facet najwyraźniej nie ma ochoty niczego
        odbudowywać.
        Cóż, ja bym poszła do adwokata i napisała pozew.
        • majenkir Re: bliskość w małżeństwie 08.06.10, 21:02

          verdana napisała:
          > Cóż, ja bym poszła do adwokata i napisała pozew.


          Dokladnie!
          I szanuj sie dziewczyno...
    • esme83 Re: bliskość w małżeństwie 09.06.10, 15:51
      Bardzo Ci współczuję bolesnych doświadczeń. Na pewno musisz zacząć od
      zatroszczenia się o siebie - wtedy trochę łatwiej będzie ci się odnaleźć w
      trudnej sytuacji. Tu www.kryzys.org/ jest wiele osób z podobnymi
      doświadczeniami, może ktoś będzie umiał ci doradzić.
    • margot.x Re: bliskość w małżeństwie 09.06.10, 16:10
      tak tylko że ja chciałam być razem. kocham go. a on zachowuje się poprawnie na
      wszystkich innych polach tylko jak twierdzi emocjonalnie nie może się
      zaangażować. bo on zawsze taki był i będzie. fakt zbytnio uczuć nigdy nie
      okazywał. no ale takie jawne zlewanie to chyba przesada. tym bardziej że
      kochance mówił że ją kocha i chce z nią spać.cała sytuacja ciągnie się już ponad
      rok. on chce być razem ale taki będzie a decyzja należy do mnie!!!
    • nangaparbat3 Re: bliskość w małżeństwie 09.06.10, 18:51
      Zdecydowanie lepiej byc samą niż z kims, kto nas fizycznie omija. Na dluzszą
      metę to chyba najgorsza opcja. Zadbaj o siebie i uwolnij sie od niego.
    • anorektycznazdzira to jest ten sam mąż... 10.06.10, 07:44
      ... który to wybywa na koncert, zaprasza koleżankę z pracy a z żoną
      nie dzieli się bynajmniej tą informacja, prawda?

      Dziewczyno, nie męcz się, ja wiem, ze to sie łatwo mówi a trudniej
      robi, ale czasem TRZEBA zrobić, bo jak nie, to całe życie do kanału
      wycieka. Pozdrawiam!
    • sadaga Re: bliskość w małżeństwie 10.06.10, 09:39
      Małżeństwo polega na bliskości, inaczej to koleżeński układ. Z Twojego opisu
      wynika, że on jest bardziej ze tym drugim. Poza tym moim zdaniem nie zależy mu
      na Tobie. Inaczej robiłby wiele by poprawić układ między Wami (i nie mam tu na
      myśli ciągłego proszenia o wybaczenie, bo to się na początku "załatwia" skoro
      chce się powrotu- a o odbudowę relacji i dbałość o związek). Czyli z kochanką mu
      nie wyszło (jak mniemam), zatem wybrał opad na 4 łapy. Ty mu wybaczyłaś, chcesz
      żeby wróciła tzw. normalność w związku, więc z tym trwa. Dla niego to wygodne i
      egoistyczne zarazem. Ty się dusisz.
      Radzę usiąść i poważnie zastanowić się nad tym czego chcesz - daj sobie na to
      jakiś czas. Potem szczera rozmowa z mężem. Powiedz mu czego oczekujesz od
      związku. Jeśli on nie jest skłonny Ci tego dać - zacznij myśleć o sobie. I nie
      żebrz o uczucie - to działa wręcz odwrotnie. Poza tym szanuj siebie. Wiem że
      rozstanie i rozwód to nie jest prosta sprawa. Ale wiem też że trwanie w układzie
      który Ci zupełnie nie pasuje powoduje psychiczną rozwałkę. A to co on robi/mówi
      już Cię poważnie niszczy jako człowieka.
      Wiem o czym piszę. Mnie też zdradził mąż i też pozornie chciał wrócić. Nie
      widziałam u niego tej chęci, rozstaliśmy się. Jestem po rozwodzie. Przeżyłam to
      mocno, bo tam gdzie emocje tam i cholernie boli. Ale poukładałam sobie życie na
      nowo i jest już dobrze. A ex teraz dopiero zrozumiał i żałuje tego co się stało.
      Niestety za późno dla nas.
    • default Re: bliskość w małżeństwie 10.06.10, 11:26
      Już sama decyzja o podjęciu odbudowywania związku po zdradzie jest
      trudna, a jej realizacja wymaga naprawdę wiele samozaparcia i
      współpracy obu stron. Jednak podstawą takiej decyzji musi być
      przekonanie, że mimo wszystko kochamy się i chcemy dalej być razem,
      pokonać kryzys i wyjść na prostą. Twój mąż zdaje się tego
      przekonania nie mieć. Ani chęci do zawalczenia o związek, po prostu
      niech sobie będzie jak jest, nie wyrzuciłaś go i OK, reszta mu
      zwisa. Co czujesz, jak z tym żyjesz. My odbudowywaliśmy nasze
      relacje kilka lat. Każde z nas było zdecydowane, że będziemy dalej
      razem i każde coś z siebie dawało. Ja, jako ta zdradzona -
      powstrzymywałam się od nieustannego wywlekania, złośliwości, aluzji
      i pretensji. On - udowadniał, że kocha mnie naprawdę, że naprawdę
      żałuje za grzechy. Otoczył mnie opieką, troskliwością i uwielbieniem
      wręcz przesadnym. Stawał na głowie, aby nie dać mi pola do snucia
      podejrzeń, do zadręczania się, przeorganizował pracę w swojej
      firmie, aby jak najwięcej być na miejscu, a nie wyjeżdżać w teren, a
      kiedy musiał to zabierał mnie ze sobą (tzn. zawsze mi to proponował,
      najczęściej jednak nie miałam czasu ani chęci). W ciągu dnia dzwonił
      do mnie kilkakrotnie (zresztą do tej pory tak robi), najdrobniejsze
      spóźnienie, nawet 20-minutowe, zgłasza z wyprzedzeniem. Jest czuły,
      często mnie przytula, całuje, mówi komplementy. Na początku,
      wiadomo, że było mi trudno. Wszystko wydawało mi się fałszywe i na
      pokaz. Czepiałam się drobiazgów, odpychałam go. Pomógł mi
      internetowy flircik, przez kilka miesięcy korespondowałam z b. miłym
      chłopakiem, początkowo o wszystkim i niczym, potem zaczęliśmy
      pisywać do siebie bardzo erotycznie, to była trochę taka zabawa
      formą, niby nic, ale szalenie poprawiało mi to nastrój. Potem jakoś
      tak naturalnie się to rozlazło, nie było mi już potrzebne. Na pewno
      nie do końca (takie coś zawsze pozostaje w człowieku), ale
      uwierzyłam w szczere intencje mojego męża. Kiedy już zaczęłam wracać
      do siebie, odżyłam nieco, odważył się zaproponować ślub, chyba jako
      ostateczny dowód na to, że chce być ze mną, chociaż do tej pory
      (jesteśmy razem ponad 20 lat) żadne z nas nie przywiązywało do tego
      wagi. W sumie - chyba nam się udało z tą odbudową, ale nie było tak
      hop-siup. Gdyby nie szaleńczy upór mojego męża w udowadnianiu mi i
      moja zgoda na przyjmowanie tego za dobrą monetę, gucio by z tego
      wyszło. U Ciebie tej współpracy nijak nie widać, Ty się szarpiesz, a
      on...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka