Dodaj do ulubionych

To po co on jest?!

08.06.10, 15:18
A propos paru wątku i odpowiedzi.
Po co kobiecie mąż?
- Żeby wspólnie spędzać czas? Daj spokój, każdy ma prawo do hobby,
małżeństwo to nie więzienie.
- Nie chce z tobą spędzać wieczorów i weekendów? j.w. + postaraj
się, bo nudna jesteś.
- Woli samotne wakacje? Małżeństwo to nie więzienie, widać potrzebny
mu taki odpoczynek. Nie wolno ograniczać i zabraniać.
- Ma damską pokrewną duszę w pracy i umawia się na
kawę/lunch/koncert? Małżeństwo to nie więzienie, żeby rezygnować z
towarzystwa i przyjaciół płci odmiennej. Nie wolno ograniczać ani
zabraniać.
- Nie interesują go zajęcia domowe i związane z dziećmi? Pewnie
ciężko pracuje na twoją leniwą d..., a ty nawet obiadu nie podasz i
nie sprzątniesz po bachorach.
- Nie zajmuje się dziećmi? Pewnie go nudzą, to normalne, dzieci są
dla kobiet, na pewno ty chciałaś bardziej i wrobiłaś go.
- Pracuje i guzik zarabia? Ciesz się, że w ogóle pracuje, pewnie
kocha swoją pracę, wolałabyś, żeby męczył się w korporacji?
- Nie pracuje? Na pewno ma depresję, wspieraj go, nie wyliczaj
pieniędzy i organizuj różne aktywności. Ciesz się, że w ogóle jest.
- Nie chce być przy porodzie? Nie rób z siebie niuni, poradzisz
sobie, inne sobie radziły, a ty taka delikatna paniusia.
- Ogląda nałogowo porno? Wszyscy tak robią, zaskocz go czymś w
łóżku, postaraj się. Ciesz się, że w ogóle jest.
- Ma inwazyjną matkę? Chyba nie zabronisz mu kochać i odwiedzać
matki.
i tak dalej
Pytanie konkursowe: czego pozytywnego kobieta ma prawo oczekiwać od
męża i ojca swoich dzieci.
Obserwuj wątek
    • cherry.coke Re: To po co on jest?! 08.06.10, 15:21
      No trafnie trafnie.
    • georgyporgy Re: To po co on jest?! 08.06.10, 15:23
      Kobieta po pierwsze nie ma prawa oczekiwać!!!!
      W d...e Ci się Triss poprzewracało! big_grin
      Wracaj do garów! big_grin
      • triss_merigold6 Re: To po co on jest?! 08.06.10, 15:28
        Jak wyjdę z pracy w której zarabiam pieniądze na utrzymanie siebie i
        potomka. P
        Ale faktycznie masz rację - oczekiwania to narzucanie, narzucać i
        wymagać nie wolno, socjalizować chłopa również nie.
        • georgyporgy Re: To po co on jest?! 08.06.10, 15:42
          socjalizować? żartujesz chyba!
          Potem zacznie gotować, sprzątać, dbać o siebie o na pewno zrobisz z niego
          niemęską ciotę!wink
          Takie zarzuty usłyszałam od mojej byłej teściowej... jej syn "to nie pedał, żeby
          zasuwał w kuchni i po zakupy chodził!!"
          Miała też córkę... I chyba już wiem skąd takie poglądy u młodych kobiet...
          • bri Re: To po co on jest?! 08.06.10, 16:28
            A nie lepiej wybrać sobie do związku osobnika, który socjalizację ma
            już za sobą i w momencie wchodzenia w związek sam się utrzymuje i
            zdążył się wykazać umiejętnościami samoobsługi, i któremu dodatkowo
            zależy na naszym towarzystwie i chce razem z nami wychować potomstwo?

            Moim zdaniem kompletnie bez sensu jest brać na siebie obowiązek
            wychowywania dorosłego człowieka. Rozumiem dramat kobiet, które już
            taki błąd popełniły, ale skoro teoretyzujemy warto chyba zauważyć,
            że kluczowa sprawą jest wybór odpowiadającego nam partnera.
        • attiya Re: To po co on jest?! 08.06.10, 20:22
          co innego jak to chłop socjalizuje babę - no ale to zrozumiałe smile
      • attiya Re: To po co on jest?! 08.06.10, 20:21
        georgyporgy napisała:

        > Kobieta po pierwsze nie ma prawa oczekiwać!!!!
        > W d...e Ci się Triss poprzewracało! big_grin
        > Wracaj do garów! big_grin
        dokładnie smile
        odkąd te równouprawnienie pojawiło się, to babom w głowach się poprzewracało !
        smile smile smile
    • bacha1979 Re: To po co on jest?! 08.06.10, 15:25
      Też zauważyłam taki trend... Szlag mnie trafia na takie rady. Szczególną
      alergie wywołuje u mnie tłumaczenie, ze facet bidulek pewnie nie dorósł do
      roli rodzica, daj mu czas, to szok itp...
    • wuika Re: To po co on jest?! 08.06.10, 15:26
      Przecież sobie odpowiedziałaś big_grin Czego pozytywnego się oczekuje od męża? Tego,
      żeby był :] I żeby było można wytknąć tym wszystkim okropnym singlom, rozwódkom
      i pannom z dziećmi, że ma się męża suspicious
      • triss_merigold6 Re: To po co on jest?! 08.06.10, 15:29
        Powinnam była rozszerzyć to też na konkubentów. Niniejszym
        rozszerzam.
    • marzeka1 Re: To po co on jest?! 08.06.10, 15:28
      Czego? SZACUNKU, wiem, staromodne słowo, sztuczne się wydaje, ale
      z perspektywy prawie 21 lat widzę, że jest niezwykle ważne.
      Czego jeszcze?- wspólnoty: dzieci nie są tylko spłodzone, ale
      wspólnie wychowywane; praca w domu- to NASZ dom, więc razem za
      niego odpowiadamy.
      I to, co Triss dopisała jako często przytaczane argumenty
      tłumaczące misia, dla mnie w większości odpada. AŻ tak tolerancyjna nie jestem.I dobrze na tym wyszłam.
      Najczęstszy błąd kobiet: NIEMÓWIENIE wprost o swoich
      oczekiwaniach, chcą, by misio się domyślił, no a jak nie domyśli
      się to co? Cierpi się w milczeniu,bo "taki nasz kobiecy los"????
      • marzeka1 Re: To po co on jest?! 08.06.10, 15:29
        "z perspektywy prawie 21 lat"- umknęło mi słowo "małżeństwa".
        • brzoza1644 Re: To po co on jest?! 08.06.10, 15:33
          Triss, idealnie to wszystko ujęłaś. A już myślałam, że tylko ja mam
          takie odczucia.
    • triss_merigold6 I jeszcze oczywiście 08.06.10, 15:31
      - Nie daje kwiatów? Mój też nie daje, ważne, że cię kocha.
      - Nigdy nie mówi, że kocha? Naczytałaś się harleqiunów, ważne, że
      pracuje i jest dobrym ojcem i mężem.
      - Nie daje prezentów? Chyba nie jesteś z nim dla prezentów
      materialistko, widocznie nie było takiego zwyczaju w jego rodzinnym
      domu, nie możesz wymagać, żeby nagle się zmienił.
      - Nie okazuje czułości? Ciesz się, że jest, mężczyźni wolą seks,
      myślałaś, że całe życie będzie ci patrzył w oczy i przytulał?
    • verdana Re: To po co on jest?! 08.06.10, 15:32
      Zabawne, ale podstępne.
      Problem w tym, ze kobieta nie może oczekiwać od faceta, że wypełni
      wszystkie pioniższe punkty
      - zawsze będzie spedzał z nią cały swój wolny czas
      -nigdy nie poświeci kolegom ani rodzicom żadnego wieczoru czy
      weekendu
      -nie pojedzie do konca życia nigdzie sam na wakacje
      -nie zaprzyjaźni sie nigdy z żadną kobietą i nie pókdzie ze znajomą
      nawet na kawę. Nie ma prawa miec zadnych znajomych kobiet aż do
      śmierci żony - ona ma wyłączność
      -prascować w wybranym zawodzie - jego zadaniem, nawet w małżenstwie
      partnerskim jest bowiem przynoszenie dużej ilosci kasy. To on ma
      utrzymać dom i tyle.
      -mieć depresji - męża z depresją nalezy się pozbyć, jako trutnia.
      Podobnie bezrobotnego, poniewąż nie facet się liczy, a jego portfel
      - musi być przy p[orodzie, choćby wiedział, ze to nie jest dobry
      pomysł. Ale nie powinien wymagac od żony, aby byla obecna na sali
      podczas jego operacji prostaty.
      - porno ma dla niego nie istnieć. Ma mu wystarcvzyć ofgladanie
      własnej zony. Inaczej oznacza to, ze zdrradza
      - ma przestać odwiedzać własną matke, jeśli ta matka przypadkowo nam
      się nie podoba. oczywiscie ta zasada nie będzie dotyczyła w
      przyszłosci naszego syna.
      Obie te listy sa jednakowo absurdalne. Kobieta ma prawo wymagac od
      faceta mniej-więcej tego samego co od siebie. Czyli - jesli jest
      dkłonna zerwać z wlasną rodzina, pracować tylko w kopropracji od
      rana do wieczora, rezygnując z wymarzonej pracy, nie mieć zadnych
      znajomych facetów, nie wychodzić nigdzie wieczorem z kolezankami,
      nigdy nie wyjechac z przyjaciółką na babski urlop, uznać depresję
      poporodową za wybryk, wymagający wykopania jej z domu - OK. Tylko po
      co wtedy jej taki kierat, jak małżenstwo?
      • marzeka1 Re: To po co on jest?! 08.06.10, 15:37
        Verdano, NORMALNY mąż/partner potrafi to pogodzić, bo ani krótka
        smycz, ani symbiotyczny związek nie są dobre.
        Dużo kobiet zapomina (a mężczyzn także), że dobrego związku nie
        otrzymuje się w darze od Boga/losu, ale nad nim się pracuje. Owszem,
        łatwiej pracować nad związkiem, gdy "materiał" niewadliwy.
      • miaowi Re: To po co on jest?! 08.06.10, 15:37
        A ja myślałam, że znajdę tu odpowiedź : Po co kobiecie mąż/konkubent.

        Bo po kilku dłuższych związkach ja już naprawdę nie wiem po co. Z braku
        wystarczających powodów kopię w tyłek kolejnego faceta, bo za cholerę
        nie mogę sie doszukać, po co miałabym tworzyć z nim związek.
      • martishia7 Re: To po co on jest?! 08.06.10, 15:39
        Ja młoda jestem i się nie zna, ale jak wyżej. Tylko mi się pisać nie chciało.
    • kropkacom Re: To po co on jest?! 08.06.10, 15:37
      No, w takim całościowym ujęciu to do niczego nie jest potrzebny big_grin

      > Pytanie konkursowe: czego pozytywnego kobieta ma prawo oczekiwać od
      > męża i ojca swoich dzieci.

      Ma prawo oczekiwać od partnera tego co sama wnosi w związek. I nie o pieniądze
      chodzi. tongue_out Ja podpisuje się całkowicie pod tym co napisała verdana.
      • verdana Re: To po co on jest?! 08.06.10, 15:42
        Bo ja tu widze kompletne pomieszanie dwóch porzadków.
        Z jednej strony kobieta chce małżeństwa prtnerskiego - facet zajmuje
        się wspólnie z kobietą dziećmi, domem, pracują oboje. OK. Z drugiej
        jednak w niektorych odzywa się cos w rodzaju "bo ja jestem taka
        mala" - czyli partnerstwo - oczywiscie, ale w jedną stronę. Facet ma
        być partnerem we wszystkich domowych obowiązkach, w łóżku, ale przy
        okazji ma kobiete otoczyć opieką, zarabiać dużo, nie mieć żadnych
        mięczakowatych załamań nerwowych, przynosic kwiatki i prezenciki.
        Albo wóz, albo przewóz. Takich facetów nie ma i być nie moze, bo to
        są wymagania wewnetrznie sprzeczne.
        • powerextension Re: To po co on jest?! 08.06.10, 16:09

          > Albo wóz, albo przewóz. Takich facetów nie ma i być nie moze, bo to
          > są wymagania wewnetrznie sprzeczne.
          To że Twój mąz taki nie jest, nie oznacza automatycznie, że nie ma silnych
          zaradnych facetów jednocześnie czułych i oddanych rodzinie.
          Jedno jest natomiast pewne, czytając Twoje posty, jestem głęboko przekonana, że
          Ty musisz bardzo, ale to bardzo swojego męża kochać.
          Ja bym wymiękła, ale ja jestem słaba kobietka.
          • bri Re: To po co on jest?! 08.06.10, 16:18
            Też uważam, że tacy mężczyźni są. Tylko, że to co ich napędza to
            miłość do kobiety i dzieci, a nie stawiane żonę wymagania.
            • verdana Re: To po co on jest?! 08.06.10, 16:23
              Ależ nie, nie ma.
              Bo jak facet pracuje za ciężkie pieniądze w koroporacji (albo i nie
              w korporacji), to bardzo rzadko ma czas, aby zajmować sie dziećmi
              tyle, co żona. Może pójść z nimi na spacer w weekend, o ile nie
              wezwa go do roboty... Jakoś też nie widzę, aby wracając o 21 potem
              gotował obiad na dzień następny i zmywał.
              Czyli taki facet najwyżej "pomaga" żonie w gospodarstwie i przy
              dzieciach, a nie dzieli z nią obowiązki.
              • bri Re: To po co on jest?! 08.06.10, 16:57
                Ależ są. W większości przypadków mają żony o podobnym statusie
                zawodowym, które też pracują po 8 h dziennie więc nie mają
                możliwości pichcić obiadków w południe. Do sprzątania kogoś
                wynajmują, od zmywania mają zmywarki, w domu własnoręcznie gotują
                kolację i uznają to za relaks, a nie obowiązek, tak samo jak
                spędzanie czasu z własnymi dziećmi. A przepraszam, niektórzy z nich
                są nawet troskliwymi opiekunami dzieci przysposobionych.
                • verdana Re: To po co on jest?! 08.06.10, 17:05
                  Bardzo dobrych zarobkow zwykle nie uzyskuje się w 8-godzinnej pracy,
                  niestety. A dwoje pracujących bez przerwy rodziców - cóż, wszystko
                  jest OK, poki nie spojrzymy na to oczami dzieci tej pary.
                  • triss_merigold6 Re: To po co on jest?! 08.06.10, 17:10
                    Między opcją "najniższa krajowa", a opcją "bardzo dobre zarobki (powyżej 10 tys
                    zł) jest spora rozpiętość. Wystarczą dwie przyzwoite pensje budżetówkowe przy
                    układzie 2+2 i już da się spokojnie żyć, o ile ktoś nie jest obciążony
                    megakredytem.
                    • verdana Re: To po co on jest?! 08.06.10, 17:15
                      I jeśli przypadkiem żona nie jest na wychowawczym.
                  • bri Re: To po co on jest?! 08.06.10, 17:24
                    Nie wiem jakie zarobki masz na myśli, ale znam osobiście ludzi,
                    którzy zarabiają po 15 tys. miesięcznie będąc na normalnym etacie od
                    9-17, tudzież współwłaścicieli firm, którzy zarabiają trzy razy tyle
                    pracując zazwyczaj od 10-18, i wyjeżdżając kilka razy w roku na
                    dwutygodniowe wakacje: kwestia posiadania zaufanych wspólników. Znam
                    też specjalistów, którzy osiągają całkiem przyzwoite średnie
                    dochody pracując tylko dorywczo.

                    Długo muszą pracować młodzi ludzie dopiero wyrabiający swoją
                    pozycję.
                    • verdana Re: To po co on jest?! 08.06.10, 17:33
                      Ja też znam, ale zwykle to nie są młodzi ludzie. I nieliczni - to
                      nie jest norma.
                      • bri Re: To po co on jest?! 08.06.10, 18:02
                        > Ja też znam,

                        No to czemu upierasz się, że takich mężczyzn nie ma?
                        • verdana Re: To po co on jest?! 08.06.10, 18:06
                          Znam tak pracujacych, ale nie jednoczesnie pracujacych i zajmujacych
                          sie domem na równi z żona. zwykle dlatego, ze wysokie zarobki
                          przychodza wówczas, gdy dzieci sa już duże. A nie na początku
                          kariery zawodowej.
                          • triss_merigold6 Re: To po co on jest?! 08.06.10, 18:34
                            Ale chyba nie rozmawiamy o dwudziestolatkach wchodzących na rynek pracy tylko o
                            panach powyżej trzydziestki czy czterdziestoparolatkach? Nie znam nikogo w tej
                            grupie wiekowej kto by zarabiał najniższą krajową (chyba, że w układzie
                            najniższa do ręki a reszta pod stołem).
                            • verdana Re: To po co on jest?! 08.06.10, 19:46
                              Tylko czterdziestoparlatek jest zwykle już trochę po slubie, dzieci
                              ma odchowane i albo się sprawdził wczesniej, albo był czas go
                              wykopać.
                          • bri Re: To po co on jest?! 08.06.10, 20:29
                            > Znam tak pracujacych, ale nie jednoczesnie pracujacych i
                            zajmujacych
                            > sie domem na równi z żona. zwykle dlatego, ze wysokie zarobki
                            > przychodza wówczas, gdy dzieci sa już duże. A nie na początku
                            > kariery zawodowej.

                            Ale kto pisał, że takie zjawisko, jak zaradny dobrze zarabiający
                            mężczyzna angażujący się w domowe obowiązki musi zachodzić na
                            początku kariery zawodowej i kiedy dzieci są małe. Jak dzieci
                            wyrosną z pieluch to już obowiązków w domu nie ma?
                            • verdana Re: To po co on jest?! 08.06.10, 21:59
                              Za późno - przynajmniej jak dla mnie.
                              Ma się angazować od razu.
                              • bri Re: To po co on jest?! 09.06.10, 07:55
                                Przypomnij sobie o czym była rozmowa, bo odlatujesz, nie mówimy o
                                Twoich preferencjach. Ponadto jedno drugiego nie wyklucza - można w
                                domowe obowiązki angażować się od początku związku, a później dojść
                                do większych pieniędzy i nadal robić to na równi z żoną. Naprawdę aż
                                tak bardzo Ci się to w głowie nie mieści?
        • brak.polskich.liter Re: To po co on jest?! 08.06.10, 16:21
          Przyznam,ze nie wiedzialam, ze przynoszenie prezencikow stoi w sprzecznosci z
          partnerstwem... Ja tam lubie - i dawac, i dostawac.
          Ale rozumiem, ze nie kazdy lubi. De gustibus.

          Jednak gdybym wylacznie dawala (bo pan nie ma takiej potrzeby jak przynoszenie
          durnych i niepotrzebnych prezencikow), to bardzo szybko przyjemnosc z
          obdarowywania trafilby szlag.

          Krotko - sporo wnosze do zwiazku (czas poswiecony mezowi/partnerowi, uwage,
          zainteresowanie, bliskosc, wsparcie, erotyczna 'iskre', partnerstwo i pierdylion
          innych rzeczy) i oczekuje zblizonej ilosciowo i jakosciowo zwrotki ze strony
          partnera.

          Jesli zarabiam przyzwoicie, to oczekuje, ze pan rowniez bedzie zarabial
          sensownie. Nie, nie musi byc prezesem banku ani tez mnie sponsorowac. Nie musi
          zarabiac wiecej i byc glownym dostarczycielem dobr. Ma na mnie nie wisiec. Proste.

          Zalamania i inne - ludzka rzecz. Na ogol mijaja, o ile pan czy pani rozwiazuje
          swoje problemy, nie zas czyni z zalamania wygodny parawan i pretekst do
          uwieszenia sie na partnerze.

          Dbanie o potrzeby, czas wolny, relaks i rozrywki partnera? Pieknie, pod
          warunkiem, ze i on dba o moje.

          Mam wrazenie, ze pisze o rzeczach oczywistych.
          • verdana Re: To po co on jest?! 08.06.10, 16:28
            A czy to działa odwrotnie - tzn. jesli maż powie "Ja zarabiam
            przyzwoicie, to ty tez masz zarabiac mniej-więcej tyle co ja" - to
            zadna kobieta sie nie oburzy. Jakos wątpię. Bedzie sporo mowienia o
            materialiźmie faceta i braku milosci. Jeśli facet ma nie widsziec na
            kobiecie - zgoda. Pod tym wszakże w3arunkiem,z e ona też nigdy nie
            bedzie na nim wisieć. I tu zaczyna się problem.
            Poza tym dla mnie to wszystko też jest oczywiste. Małżenstwo jest
            wzajemną wymianą. Tyle tylko, ze wymaganie, aby zawsze ta wymiana
            była idealnie sprawiedliwa raczej zniszczy małżenstwo, niz je
            utrwali.
            • aandzia43 Re: To po co on jest?! 08.06.10, 16:45
              Małżenstwo jest
              > wzajemną wymianą. Tyle tylko, ze wymaganie, aby zawsze ta wymiana
              > była idealnie sprawiedliwa raczej zniszczy małżenstwo, niz je
              > utrwali.

              Tak, małżeństwo jest wzajemną wymianą. Ale wymaganie by ta wymiana była
              sprawiedliwa wcale nie jest głupie i niczego nie zniszczy. Sprawiedliwa, co nie
              znaczy upierdliwie drobiazgowa. W słowei "sprawiedliwość" w tym kontekście
              zawiera się dla mnie jakiś w miarę równy dla obu stron bilans. By go pilnować
              należy mieć dobry widok na związek "z lotu ptaka", a jednocześnie z umiarem
              pilnować drobiazgów. No i uważać, na tendencje do racjonalizacji.
              • triss_merigold6 Bilans zysków i strat 08.06.10, 17:04
                Jednakowoż konsekwentnie optuję za tym, żeby bilans zysków i strat się zgadzał.
                Niekoniecznie w wymiarze finansowym akurat.
                Związek jest wymianą i służy do zaspokajania różnych potrzeb wszystkich, a nie
                tylko jednej strony.
                Osobiście nie mam nic przeciwko zarabianiu więcej niż facet i to niniejszym
                czynię, ale mam mnóstwo przeciwko np. utrzymywaniu dorosłego, zdrowego chłopa.
                Nie mam nic przeciwko posiadaniu znajomych i samodzielnym wyjściom pod
                warunkiem, że najpierw spędza się czas wspólnie i to jest priorytetem.
                I tak dalej.
                • aandzia43 Re: Bilans zysków i strat 08.06.10, 17:07
                  Jestem za. Bilans ma się zgadzać.
                  • verdana Re: Bilans zysków i strat 08.06.10, 17:11
                    Bilans powinien zgadzać sie mniej-wiecej. jesli upieramy sie przy
                    dokładności, to nic z tego nie wyjdzie, obie strony uznaja, ze
                    dostają za mało.
                    Dla mnie zresztą nie tak bardzo liczy się bilans na dziś. Raczej
                    świadomość, ze gdy jedna ze stron, z przyczyn całkowicie
                    obiektywnych, nie bedzie mogła wypełnić "swojej połowy", to druga,
                    zamiast ją wykopać za drzwi, przejmie na siebie większość
                    zobowiązań.
                    • triss_merigold6 Re: Bilans zysków i strat 08.06.10, 17:33
                      Czasowo owszem vide urlop wychowawczy rodzica (niekoniecznie akurat pani,
                      prawda?). CZASOWO, a nie na zawsze.
                      • martishia7 Re: Bilans zysków i strat 08.06.10, 18:15
                        Generalnie mam wrażenie, że obie próbujecie powiedzieć mniej więcej to samo,
                        tylko inaczej kładziecie akcenty.
                        • triss_merigold6 Re: Bilans zysków i strat 08.06.10, 18:40
                          Na pewno nie. I dla mnie akcentowanie tutaj akurat kwestii finansowych jest
                          niepotrzebne - zresztą poza nimi w pierwszym poście wymieniłam wiele innych rzeczy.
                          Ja np. uważam, że od faceta z którym żyję mam prawo oczekiwać, że będzie spędzał
                          ze mną czas. Przede wszystkim ze mną, ponieważ oboje pracujemy, jest dziecko i
                          mało zostaje na bujne życie towarzyskie. Mam prawo oczekiwać, że mając do wyboru
                          wyjazd z kolegami i wyjazd rodzinny, zdecyduje się na rodzinny.
                          • donkaczka Re: Bilans zysków i strat 08.06.10, 18:51
                            a mi ten bilans tak akcentowany nie pasuje
                            bo taki "wszyscy po rowno"przypomina mi definicje zwiazku partnerskiego by moi
                            tesciowie - umie nie umie, lubi nie lubi kazdy robi w domu wszystko po polowie
                            co funkcjonuje slabo zazwyczaj

                            imo wcale bilans zarobkow, wkladu pracy w dom, czasu z dziecmi sie zgadzac sie
                            nie musi
                            za to poziom satysfakcji zwiazkiem z obu stron powinien byc wyrownany (czyli jak
                            pani nie bardzo hepi, to i meza powinna do takiego punktu doprowadzic, zeby
                            oboje zapragneli zmian), co w sytuacji gdy satysfkacja jest, gwarantuje
                            szczesliwe pozycie

                            i moze to wygladac tak, ze pani domem sie lubi i chce zajmowac, a pan pracuje i
                            nie ma problemu z byciem jednym zywicielem
                            albo pan sie dziecmi obslugowo zajmowac nie lubi i nie chce, ale pani to nie
                            przeszkadza, bo pan za to swietnie bajki czyta i bawi z potomstwem w domu czy na
                            dworze
                            albo pan w domu robic nie lubi, a pani sie odpreza szorujac okna - wynajac
                            Ludmile moze, ale nie chce


                            sa tez uklady, ktore dla postronnych moga wydawac sie chore i niemozliwe do
                            zaakceptowania, ale obie strony czuja sie z tym ok i dla nich to uklad idealny
                            • iwoniaw Re: Bilans zysków i strat 08.06.10, 18:59
                              Ja nie wiem, skąd bierzesz to "wszyscy wszystko po równo", bo od
                              kilku(nastu?) postów Triss pisze coś dokładnie przeciwnego: nie
                              chodzi o robienie dokładnie "po połowie", tylko o liczeniu się
                              obu stron z partnerem, skoro się obie strony zdecydowały na
                              związek. Na forum tymczasem obecnie dominuje tendencja poradnicza pt.
                              "a coś się tak czepiła biednego faceta, daj mu luz, ale nie
                              zapominaj, żeby że sobie nie powinnaś odpuszczać pod żadnym
                              względem".
                              • donkaczka Re: Bilans zysków i strat 08.06.10, 19:27
                                wszyscy po rowno to radosny tekst moich tesciow, pisalam, ze mi to przypomina ow
                                bilans

                                ""Ja zarabiam
                                przyzwoicie, to ty tez masz zarabiac mniej-więcej tyle co ja""
                                oraz "sprawiedliwy bilans" - to mniej wiecej pada po drodze

                                liczenie sie z druga osoba to podstawa kazdego zwiazku, inaczej to nie zwiazek a
                                jakis uklad poddanczo-feudalny, inna sprawa, ze wiele takich ukladow jest
                                nazywanych malzenstwem
                                ale jak kto lubi
                                • triss_merigold6 Re: Bilans zysków i strat 08.06.10, 19:34
                                  Akurat mój układ jest zaprzeczeniem "wszyscy po równo". P
                                  Przytoczyłam zbiór odpowiedzi na pytania/problemy dość często poruszane.
                                  Pytania/problemy świadczące o tym, że w danym związku nie ma mowy o partnerstwie
                                  (przynajmniej z punktu widzenia pani) i kobieta czuje, że coś jest głęboko
                                  niehalo. Czuje, że jest lekceważona, spychana na margines, pomijana w decyzjach,
                                  wykorzystywana, nieszanowana czy/i przepracowana podczas gdy pan uważa, że
                                  wszystko jest cudnie. Forumki udzielające w/w odpowiedzi utwierdzają ją w
                                  przekonaniu, że powinna siedzieć cicho i nie wysuwać roszczeń/pretensji, bo nie
                                  ma o co.
                                  • donkaczka Re: Bilans zysków i strat 08.06.10, 19:41
                                    wiekszosc rad na forum jest o dupe potluc, bo sluza glownie dosraniu ofiarze
                                    fakt, ze czasem sie ofiara sama prosi

                                    ja sie rzadko produkuje, bo niezmiennie jestem zdumiona, ze mozna miec z takimi
                                    pacanami dzieci i dlugoletnie zwiazki oczekujac, ze po latach nagle pan znajdzie
                                    wole do zmiany na lepsze, skoro do tej pory nie musial..
                                    jasne
                                    • triss_merigold6 Re: Bilans zysków i strat 08.06.10, 19:48
                                      Być może to jest klucz: NIE MUSIAŁ. Z tryliona powodów NIE MUSIAŁ. Gdyby od
                                      początku lub w dość wczesnej fazie związku musiał, z powodu otwartego
                                      komunikowania swoich potrzeb i oczekiwań przez dziewczynę czy kobietę, to miałby
                                      do wyboru zaakceptować ze zrozumieniem lub wylogować się z układu.
                                      Chociaż w sumie lepiej późno niż wcale tj., że do niektórych kobiet dociera, że
                                      są ordynarnie wykorzystywane przez wygodnego i leniwego faceta (też bym była
                                      wygodna gdyby ktoś mi na złotej tacy wszystko podawał) i chcą to jakoś zmienić.
                          • martishia7 Re: Bilans zysków i strat 08.06.10, 19:02
                            No oczywiście, że tak. Że przede wszystkim z Tobą będzie spędzał czas, z Tobą
                            wakacje, etc etc. Ale przede wszystkim nie równa się tylko i wyłącznie. Chodzi o
                            to, żeby znaleźć jakąś sensowną równowagę.
                            Odwołujesz się do przykładu pani od męża na łódkach, tak mi się wydaje. W tamtym
                            przypadku, mniej lub bardziej zmyślonym, problemem i patologią nie było to, że
                            pan bez pani i dzieci na wakacje pojechał. Tam patologii była cała masa, a ten
                            wyjazd to wisienka na torcie.
                            • triss_merigold6 Re: Bilans zysków i strat 08.06.10, 19:41
                              Tak, do tego wątku się odwołuję. Oraz do innych podobnych, w tym do cudnego
                              wątku pani w 8 miesiącu ciąży, której niezbyt podobała się wizja męża z kolegami
                              na jakieś rekreacyjne zgrupowanie sportowe w celu zrelaksowania się.
                              Równowaga oczywiście. Nie jestem fanką przyspawania się do kogokolwiek, uważam,
                              że dorośli ludzie mogą i powinni także samodzielnie organizować sobie czas, ale
                              nie takim jak opisany kosztem drugiej osoby.
                              • martishia7 Re: Bilans zysków i strat 08.06.10, 19:54
                                Szczerze, to ja czytając takie wątki myślę sobie, że oni wcześniej też musieli
                                tacy być, zdradzać jakieś niepokojące symptomy, a panie miały oczy w dupie (albo
                                wściekliznę, że wszystkie psiułki już powychodziły za mąż, bo w to że ktoś staje
                                się nieodpowiedzialnym, olewczym, wyzyskującym sukinkotem z dnia na dzień, to
                                jakoś ciężko mi uwierzyć.
                                • bri Re: Bilans zysków i strat 08.06.10, 20:51
                                  Ja wierzę, że tak się może stać i nawet znam mechanizm. Niektóre
                                  kobiety mają tak silną potrzebę kontroli, że nie są w stanie
                                  zaakceptować, że ktoś robi coś po swojemu. Robią dzikie awantury, bo
                                  on odłożył kubki na zły poziom ociekarki; uprał ręczniki z pościelą,
                                  zamiast ręczniki ze ścierkami; źle trzyma dziecko, źle je karmi, źle
                                  się z nim bawi, źle się do niego odzywa, źle je ubiera; itd.

                                  Niektóre kobiety nawet ubranka szykują swojemu mężowi, żeby wyglądał
                                  tak jak one to zaplanują, bo ich zdaniem sam "nie potrafi się
                                  ubrać".

                                  Jeśli za każdy przejaw inicjatywy dostaje się burę, to przestaje się
                                  inicjatywę wykazywać. Proste.
                              • martishia7 Re: Bilans zysków i strat 08.06.10, 20:00
                                PS.
                                Na fali tego wątku i tym podobnych, wyjaśniłam chłopu, z którym powoli zmierzamy
                                w stronę prokreacji, że w okresie mojego macierzyńskiego: a) buja dzieciaka od
                                przyjścia z pracy do zaśnięcia, oraz b) on wstaje w nocy kiedy nie musi się
                                wyspać do roboty. Ten układ nie podlega negocjacjom a o kwestiach dalszych
                                porozmawiamy potem, niech ma na piśmie i się nie dziwi, że nie wiedział tongue_out
        • donkaczka Re: To po co on jest?! 08.06.10, 17:59
          no to ja mam w ogole wymagania bo pracuje tylko maz a malzenstwo mamy
          partnerskie big_grin, spora czesc obowiazkow domowych i opieki nad dziecmi jest jego,
          wszystko to co jest w stanie czasowo i organizacyjnie ogarnac - codziennie
          dzieci kapie i kladzie, w weekndy to on sie wiecej nimi zajmuje
          sprzata, ugotuje, nie oglada sie na mnie, jesli widzi, ze cos zrobic trzeba

          i zarabia duzo, a wychodzi z pracy 17-18, i kwiaty daje, i mowi ze kocha, i
          stopy wymasuje

          sa tacy faceci, tylko czasem trzeba sie rozwiesc, pare zwiazkow przerobic, zeby
          na nich trafic
          i bywaja niepozorni, czesto nie rzucaja na kolana uroda i sposobem bycia, a na
          to sie kobiety lapia w pierwszej kolejnosci
    • lineczkaa Re: To po co on jest?! 08.06.10, 15:47
      A to wszystko stąd, że niektóre panie dały sobie wmówić, że kobieta, to pomost
      ewolucyjny między małpą a człowiekiem wink.

      Choć z drugiej strony (to tak odnośnie kilku Twoich zdań), to towarzystwo moje i
      mojego męża się wcale nie zazębia i czas wolny plus hobby organizujemy sobie
      indywidualnie. Zwłaszcza, że zainteresowania i sposób spędzania wolnego czasu
      mamy zupełnie różne. No ale to było wiadomo od początku i nikt zaskoczony nie
      był. Czas wspólny jest organizowany pod zapotrzebowania Młodzieży.
      To pewnie się nie liczy wink.
    • aluc Re: To po co on jest?! 08.06.10, 15:47
      żeby .... no nie wiem....
      mi tam do niczego nie jest potrzebny, z czystym sumieniem mogę
      powiedzieć, że jestem z nim wyłącznie z miłości

      a gdyby tak przeprowadzić symetryczne ćwiczenie "po co człowiekowi
      żona?" też byłabyś taka restrykcyjna?
      • verdana Re: To po co on jest?! 08.06.10, 15:53
        Otóż to.
        jesli nie jest się przywiązanym do męża/żony to naprawdę, po cholerę
        nam on/ona? A jesli jest się przywiązanym - cóż, sa takie idiotki,
        ktore na przyklad lubia, zeby partnerom w związku bylo po prostu
        fajnie. Oczekujac w zamian tego samego. A nie wymiany "cos za coś,
        pod warunkiem, zę ja nigdy nie dostanę mniej".
      • kiniox Re: To po co on jest?! 08.06.10, 16:03
        aluc napisała:

        > żeby .... no nie wiem....
        > mi tam do niczego nie jest potrzebny, z czystym sumieniem mogę
        > powiedzieć, że jestem z nim wyłącznie z miłości

        mam tak samo smile
      • aandzia43 Re: To po co on jest?! 08.06.10, 16:51

        > żeby .... no nie wiem....
        > mi tam do niczego nie jest potrzebny, z czystym sumieniem mogę
        > powiedzieć, że jestem z nim wyłącznie z miłości

        ooo... a ja kocham swojego po stu pięćdziesięciu latach bycia razem między
        innymi dlatego, że nie zachowuje się jak alien z postu założycielskiego. Bo oko
        już nie tak błyszczące, jak kiedyś, muskuły też nie te, a i umysłowo chłopy też
        szybciej pierniczeją. Musi się więc biedaczyna zasłużyć co nieco na mą miłość.
        Ale ja widocznie jakaś interesowna suka jestem.
    • suazi1 Całe szczęście mój jest zaprzeczeniem tego... 08.06.10, 15:50
      ...co napisałaś. Ale mam fajnie!!!
    • malila A po co mężczyźnie żona? 08.06.10, 16:09
      - Żeby razem pooglądać mecz? Daj spokój, każdy ma prawo do własnego
      hobby.
      - Nie chce spędzać z Tobą całych weekendów na kanapie z pilotem,
      tylko łazi na jakieś zakupy i wydaje cieżko zarobioną kasę?
      Oszalałeś? Przecież nie chcesz mieć kocmołucha w domu
      - Woli wakacje na Krecie niż namiot na Mazurach? Małżeństwo to nie
      więzienie, widać potrzebny jej taki wypoczynek
      - Ma męską pokrewną duszę w pracy i umawia się do opery, której ty
      nie znosisz? Nie ma powodu, żeby rezygnowała z ulubionych zajęć i
      lub chodziła tam samotnie
      - Nie interesują jej zajecia domowe i związane z dziećmi? Przecież
      zupa albo kotlety z zamrażarki wystarczą, sprzątanie nie jest
      najwyższym priorytetem, a z dziećmi nie trzeba przecież koniecznie
      bawić się klockami, można poczytać albo pójść na rower
      - Pracuje i niewiele zarabia? No to już przegięcie oczekiwać od
      kobiety, żeby utrzymywała rodzinę
      - Nie pracuje, w domu nic nie robi, dobrze że dziecko karmi, a to i
      tak tylko dlatego, że piersi nie trzeba wyparzać? Na pewno ma
      depresję. Wspieraj ją, nie wyliczaj pieniędzy, organizuj różne
      aktywności i kosmetyczkę - kiedyś weźmie się w garść
      - Chce znieczulenia przy porodzie? Nie bądź bezduszny i małostkowy.
      U dentysty ze znieczulenia też zrezygnujesz?

      Dalej już mi się nie chce.
      Nie chodzi o to, ze wszystkie Twoje punkty są bzdurne. Z kilkoma się
      zgadzam. Rzecz w tym, że cały Twój manifest sprawia wrażenie, jakby
      mężczyzna miał być usługodawcą - w dodatku darmowym, bo rozumiem, że
      seksu nie będziemy liczyć jako zapłaty.
    • iwoniaw Dobre :-) 08.06.10, 16:14
      Kwintesencja forumowej mądrości big_grin

      I nie, Verdano, to nie jest tak, że te, co od męża oczekują, same nic
      nie dają. Problem w tym, że to, iż żona się "udziela" (w ten czy inny
      sposób, a najczęściej na wszystkie dostępne), jest oczywisty dla
      przeważającej części populacji (ile, z ręka na sercu, znasz
      przypadków kobiet nie pracujących ani zawodowo, ani w domu, ani przy
      dzieciach, mających kosmiczne wymagania wszelakie i koncentrujących
      się na leżeniu i pachnięciu?), natomiast rozgrzeszanie mężów przez
      ich własne matki, kumpli, sąsiadki, a wręcz obce forumki jest
      nagminne.
    • bri Re: To po co on jest?! 08.06.10, 16:17
      Można mieć oczekiwania względem partnera, ale oczekiwania to co
      innego niż wymagania. Czym możesz zagrozić facetowi, który nie chce
      z Tobą spędzać czasu, woli towarzystwo innych kobiet od Twojego, ma
      w dupie dzieci, ma niszczące nałogi itd? Jeśli nie jest na Twoim
      wyłącznym utrzymaniu rozwód będzie dla niego błogosławieństwem.

      Podejrzewam, że niektóre kobiety podświadomie wybierają partnerów
      nie całkiem samodzielnych finansowo czy przynajmniej lokalowo,
      właśnie po to, żeby móc mieć nad nimi kontrolę, jakiej potrzebują.
      Stawianie wymagań bez możliwości wymierzenia bolesnej sankcji jest
      bez sensu.

      Każdy oczywiście ma jakieś oczekiwania, ale jeśli partner
      dobrowolnie i sam z siebie nie będzie chciał ich spełnić, pozostaje
      tylko się rozstać lub zaakceptować stan rzeczy. Przy czym te
      oczekiwania są różne w przypadku różnych ludzi, i różny jest próg
      tolerancji.
      • htoft Re: To po co on jest?! 09.06.10, 08:52
        Święte słowa! Ale nikt Cię tu niestety nie przeczyta, a tym bardziej nie zrozumie...sad
    • claudel6 Re: To po co on jest?! 08.06.10, 16:27
      Moj facet jest wobec mnie w 100% lojalny, kochajacy i opiekunczy, ale do glowy
      by mi nie przyszlo zabraniac mu czy miec mu za zle jego przyjazni z kobietami
      oraz samotnych spotkan z kumplem czy kumpelka.
      Ja tez rozpoczynajac zwiazek nie stalam sie nagle wylacznie polowka jakiejs
      calosci i zachowalam wlasne przyjaznie, a ich zachowanie wymaga i zaklada, ze
      spotykasz sie z takim przyjacielem/przyjaciolka sam na sam, chociazby po to, by
      obgadac sobie sprawy zwiazkowe. A jesli pracujesz w dzien, to spotykasz sie
      wieczorem- czyli de facto wychodzisz wieczorem sam (na co dostaje palpitacji
      serca triss).
      Jesli oczekwialabym od swojego faceta, zeby z tego zrezygnowal, po prostu.. bym
      go nie kochala. Bo dla mnie dobre przyjaznie sa elementem osobistego szczescia,
      a ja chce by on byl szczesliwy, tak jak sama chce byc szczesliwa.
      Co do samodzielnych wyjazdow – jak wyzej - bedac w zwiazku nie przestaje byc
      osobna osoba i nawet jesli z partnerem sie zgadzamy w zainteresowaniach, to
      jednak mamy w pewnej czesci tez rozbiezne zainteresowania i preferencje. I jesli
      on co roku jezdzi na festiwal muzyki metalowej, ktorej ja nie trawie, to z 3
      mozliwosci: 1. zabraniam mu pojechac, 2. jade z nim, by go pilnowac, 3. pozwalam
      mu jechac z kolegami jak co roku – wybieram 3, bo dwie pierwsze moim zdaniem sa
      zalosne, swiadcza o niedojrzalosci i braku poczucia wlasnej wartosci. Nie mam
      potrzeby trzymac go na tej krotkiej smyczy. Nie dlatego, ze jestem taka
      tolerancyjna – nie jestem w calej masie spraw (on by mogl to potwierdzic), ale
      dlatego, ze wybralam sobie partnera, faceta, ktory nie tylko mnie kocha, ale
      rowniez szanuje, liczy sie ze mna, moim zdaniem i uczuciami i dobro naszego
      zwiazku jest dla niego priorytetem. Nie wpadam w histerie ani panike, jak go nie
      ma przy mnie (a jest z kims innym), wiec tez nie musze wymuszac na nim spedzania
      ze mna kazdej chwili wolnego czasu. W tym czasie jestem w stanie z powodzeniem
      zajac sie soba i swoimi sprawami i jest mi czesto na reke taka przerwa.
      Wspolczuje paniom, ktorych recepta na zwiazek jest trzymanie faceta w klatce.
    • kawka74 Re: To po co on jest?! 08.06.10, 16:35
      > A propos paru wątku i odpowiedzi.

      Mam wrażenie, że większości pań to umknęło.
    • miminko Re: To po co on jest?! 08.06.10, 16:45
      no mi na przyklad maz nie jest w ogole potrzebny.
      a malzenstwo uwazam za przereklamowana i przestarzala instytucje, ktora w
      wiekszosci wypadkow prowadzi nieuchronnie do rozwodu w dzisiejszym swiecie.

      mi sa potrzebni inni ludzie, ogolnie. a czasem mam ochote powiedziec wszystkim
      lacznie z moim dzieckiem, zeby spie...li bo MUSZE i BARDZO CHCE skupic sie na
      swojej pracy. lub rozmyslaniach.

      dla mnie bycie w zwiazku to przede wszystkim partenrstwo, czyli kazda strona
      wnosi podobne zaangazowanie i moze liczyc na podobne traktowanie. jasne, sa
      momenty kiedy ktos musi dac z siebie wiecej, ale tylko wtedy ma to sens jesli
      jest potencjal na otrzymanie analogicznego wsparcia w potrzebie.

      poza tym, kocham swoja wolnosc. i z tej egoistycznej przyczyny nie mam zamiaru
      jej odbierac drugiej osobie. moj facet moze miec sobie ile przyjaciolek dusza
      zapragnie, jesli jednoczesnie dba o mnie i o dom i pamieta o tym, zeby prawic mi
      komplementy. i vice versa. nie kontrolujemy sie nawzajem, czasem klocimy sie jak
      pies z kotem (naczynia i szmaty lataja), w lozku jest zajebiscie, lubie jak on
      mnie wozi swoja bryka, czasem pozyczam mu kase, on placi rachunki, ja mu funduje
      egzotyczne wakacje, poza tym kase wydaje glownie na ciuchy (dla niego tez), on
      sobie porno oglada (przypuszczam, nie sprawdzam), a jak cos ugotujemy razem to
      normalnie palce lizac.
    • nanuk24 Re: To po co on jest?! 08.06.10, 16:49
      Jak to co?
      Cieszyc sie ze w ogole jestbig_grin
    • dynema Re: To po co on jest?! 08.06.10, 17:10
      Szczesliwie, wszystkie powyzsze tragedie rzadko wystepuja u jednego
      osobnika.
    • kawad Re: To po co on jest?! 08.06.10, 18:02
      - Mamo, czy dzieci przynosi bocian?
      - Tak.
      - A prezenty Święty Mikołaj?
      - Tak.
      - A pieniądze masz z bankomatu?
      - Tak.
      - Mamusiu, to po co trzymamy tatusia?
      tongue_out
    • anorektycznazdzira udowodniłas na przykładach 08.06.10, 18:20
      że niczego wink

      Na szczęście są na świecie jeszcze niedobitki zimnych i egoistycznych
      suk, które czegoś oczekują nie bacząc ani na ludowe ani na
      psycholopie...giczne mądrości.
      • triss_merigold6 Re: udowodniłas na przykładach 08.06.10, 18:27
        Szczerze mówiąc to mam nadzieję, że takich kobiet będzie coraz więcej i popchną
        panów w tym kraju na wyższy szczebel ewolucji oraz nie popełnią błędów swoich
        potulnych, frajerskich, tolerancyjnych i hiper pracowitych matek.
        • donkaczka Re: udowodniłas na przykładach 08.06.10, 18:53
          no to chyba i od nas zalezy, co zaprezentujemy i zaszczepimy wlasnym dzieciom..
        • malila Re: udowodniłas na przykładach 08.06.10, 18:59
          A ja mam nadzieję, że jednak nie. Bo zamiana ról - czyli to teraz
          ja, kobieta, pokażę ci, ćwoku, gdzie jest twoje miejsce, jak ty
          kiedyś pokazywałeś mi moje - to nie jest wyższy szczebel ewolucji.
          Nie trzeba wybierać między byciem: potulną, tyrającą, tolerancyjną
          frajerką, a komenderującą, rozdzielającą zadania, trzymającą za pysk
          (czy tam za smycz) Viktorią.
          • triss_merigold6 Re: udowodniłas na przykładach 08.06.10, 19:38
            Nie ale partnerstwo nie polega na tym, że w ramach podziału praw i obowiązków,
            panu dostają się prawa, a pani obowiązki. To jest ów wyższy szczebel ewolucji,
            na który panowie powinni się wspiąć lub zostać tam wkopani siłą (jeśli nie chcą
            dobrowolnie ogarnąć tak prostej kwestii).
            • verdana Re: udowodniłas na przykładach 08.06.10, 19:45
              Może po prostu nie nalezy sobie wybierać takich panów?
              • triss_merigold6 Re: udowodniłas na przykładach 08.06.10, 19:54
                To jasne. Niemniej w tym kraju jest wyraźna nadprodukcja chłopców i mężczyzn,
                którzy nieco opacznie zrozumieli pojęcie równouprawnienia, a kobiety im na to
                pozwoliły przy kompletnej nieobecności/niewydolności ojców.
                CBDU na tym forum oraz m.in. w licznej prasie tzw. kobiecej. Konkluzja jest
                taka, że mężczyzna to delikatna, słabowita, bezmyślna, nieempatyczna, wrażliwa i
                płochliwa istota, którą należy starannie pielęgnować nie wymagając niczego.
                Nawet obecności i uczestnictwa w życiu codziennym oraz realnego wkładu w to
                życie codzienne.
                • verdana Re: udowodniłas na przykładach 08.06.10, 20:12
                  Taak,ale kobiety też mają za uszami.
                  ja z kolei dostaję wg.. jak czytam watki "Mąż wtraca mi się w
                  wychowanie dziecka", "Maż pozwala dziecku na..."(tutaj całkiem
                  normalne zachowanie). szczytem wszystkiego był watek sprzed paru
                  lat, gdzie większość potwierdzila, żaden facet nie umie wywiesić
                  prania a pralki i trzeba po nim poprawiać - bo takie np. majtki
                  wiesza sie w jedną strone, a nie w drugą.
                  Jak sobie to czytam, to czasem rozumiem facetów, ze po kilku
                  miesiącach takich pretensji przestają robić cokolwiek.
                  • inguszetia_2006 Re: udowodniłas na przykładach 08.06.10, 20:51
                    verdana napisała:
                    Jak sobie to czytam, to czasem rozumiem facetów, ze po kilku
                    > miesiącach takich pretensji przestają robić cokolwiek.
                    Witam,
                    No właśnie. Zamiast nauczyć się robić dobrze, przestają robić
                    cokolwiek, bo strzelają focha. Typowo męskie zachowanie. Nie ma co
                    ich bronić, trza gonić do roboty i kija nie skąpić;-P Pretensje
                    ustąpią, jak robota będzie dobrze wykonana.
                    Pzdr.
                    Inguszetia
                    • verdana Re: udowodniłas na przykładach 08.06.10, 22:00
                      No tak.
                      Ty tez uwazasz, ze "dobrze" oznacza tak, jak chce zona.
                      A nigdy tak, jak facet uwaza, że jest dobrze...
                      • urquhart Sztuka emancypacji 09.06.10, 15:36
                        verdana napisała:
                        > Ty tez uwazasz, ze "dobrze" oznacza tak, jak chce zona.
                        > A nigdy tak, jak facet uwaza, że jest dobrze...

                        smile
                        Bo to cała sztuka "emancypacji" w związku na tym polega żeby potrzeby kobiety
                        zdefiniować jako wspólne obowiązki, a potrzeby mężczyzny jako jedynie jego
                        egoistyczne zachcianki.

                        BTW: Zawsze się ciekawie się Cie czyta w tym morzu babskiej rozczeniowości smile
                        _____________________________________
                        Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji
                        jest dojrzała - by kawitator
                  • claudel6 Re: udowodniłas na przykładach 09.06.10, 13:58
                    hahaha smile))) moj facet poprawia po mnie wywieszenie każdego prania, bo nikt tak
                    dobrze go nie rozwiesi jak on
    • chococino Re: To po co on jest?! 08.06.10, 19:48
      Dnem byłoby nie oczekiwać niczego od faceta, a facetowi od kobiety.
    • attiya Re: To po co on jest?! 08.06.10, 20:16
      nie przesadzaj Triss, kobieta nie może oczekiwać czegokolwiek od pana, bo
      wystarczy, że on w ogóle jest
      Po rękach każda kobieta takiego pana powinna całować
      smile
    • q_fla Re: To po co on jest?! 08.06.10, 20:28
      Musi mieć jaja.
      Tyle w tym temacie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka