Dodaj do ulubionych

Kreowanie się na kulturalnego i obytego…

17.06.10, 07:39
Słucham niedawno w radiowej trójce audycji dot. znaczenia kultury w
życiu Polaków. Uderzające były dane statystyczne obrazujące nasze
zakłamanie, wyjaśniam: znakomita część społeczeństwa deklaruje
wszem i wobec , że: czyta książki, gazety, chodzi na koncerty i do
teatru a w rzeczywistości robi to znikomy procent.
Ponadto część tych którzy z kultury szeroko rozumianej korzystają,
robi to….. bo tak wypada po prostu. Kreacja, podniesienie prestiżu
to główna motywacja, estetyczne doznania są gdzieś na szarym końcu…

Czy tak jest naprawdę? Przeleciałam w myślach znajomych. Mam takich
co nie chodzą, bo nie chcą albo nie mają pieniędzy, ja czytam ale w
teatrze wieki temu byłam. Nie znalazłam, nie spotykam nadętych
bufonów, kreujących się na obytych.

Przecież takie coś się nie obroni.. słoma z butów szybko wyjdzie…a
zakłamanie obnaży, taki pozer jest śmieszny i łatwy do
zdemaskowania, zastanawiam się gdzie znajduje odbiorcę swojego
sztucznego wizerunku?
Obserwuj wątek
    • deodyma Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 08:28
      znam tylko jedna osobe ze swojego otoczenia, ktora chodzi do teatru
      a znam sporo ludzi.
      nie wspomne juz o czytaniu bo malo kto z nich w ostatnich latach
      przeczytal choc jedna ksiazke.
      • a1ma Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 16:19
        deodyma, w jakim środowisku Ty się obracasz??
        Szok.
        • rubi-an Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 17:47
          ze akurat tych ludzi znam, nie znaczy, ze sie z nimi przyjaznie.
          niejednokrotnie znajome sa zdziwione, ze chodze do biblioteki i
          wypozyczam ksiazki bo one biedne nie maja na czytanie czasu a maja
          dorosle dzieci, gdy moje dziecko nie ma nawet 3 latbig_grin


          • gonia_29 Bo to kwestia chęcia nie czasu… 17.06.10, 17:59
        • col.markos Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 18:29
          Nie przesadzaj z tym złym środowiskiem.
          Ja sam też książek nie czytam, no chyba, że popularnonaukowe też się liczą dla
          ciebiesmile Teatru bym nie odwiedził, chyba że by mi za to zapłacili. Filharmonię
          owszem (broń boże operę). Większość moich znajomych czyni podobnie, lecz to czy
          chadzają do tych przybytków czy nie, wcale nie świadczy o tym czy są
          "kulturalni" czy też nie.
          Znam osobę, która chodzi do teatru, książki czyta, a jest dosłownie idiotą (choć
          nie twierdzę, iż wśród tych moich znajomych "niechodzących" idiotów nie ma).
          Przyjaźnię się ze wszystkimi, którzy są dobrymi ludźmi oraz dobrze się z nimi
          czuję, a wysoki stopień oświecenia nie ma tu nic do rzeczy.
          Ja sam mam umysł ścisły jak to się mówi i uważam, iż wszelkie książki z tzw.
          literatury pięknej są nudne i co więcej niektóre z nich to kupą bredni. Tylko
          czy to świadczy, iż jestem "burakiem" tylko dlatego, że uważam teatr za mało
          fascynujący????

      • erickie Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 18.06.10, 11:06
        Ja mam grono znajomych, którzy korzystają z form kultury. Ja tez korzystam , co
        najmniej raz w m-cu jestem w operze a nawet czasami czściej , poprostu lubie
        opere. Jezeli chodzi o teatr to jak tylko mam okazje to zawsze chetnie zobacze,
        fakt ze bilety mozna poznajomosci załatwic tansze, co nie robia znajomoscibig_grin
        A najlepsze sa festiwale tudziesz zblizajacfa sie FETA w Gdańsku, mnustwo
        atrakcji teatralnych, czy tez trawający obecnie festiwal "all about freedom"
        bilety tanie a mozna zobaczyc swietne filmy w kinie, czy zobaczyc prapremiere
        sztuki Małgorzaty Niezabitowskiej.

        Moim zdaniem najlepszym sposobem na tanią kulturę jest wyszukiwanie jakis
        imprez kulturalnych organizowanych przez studentów, bilety tanie a czasmi nawet
        darmowe a organizują przeróżne od projekcj starych filmów czarno-białych
        (boskie), czy wernisaże fotografi, czy prac studentów asp, az po teatr
        wyrstawiony przez studentów. Jakość pozostawiam ocenie wam. Ale naprawde mozna
        skorzystac z kultury w wiekszym miescie.
        pozdrawiam
    • elza78 Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 09:14
      mnie przerazaja ceny spektakli, bo teatr uwielbiam, chociaz po ostatnim wypadzie
      na beznadziejnie zinterpretowana sztuke szekspira do tej pory zbieram szczeke z
      podlogi big_grin
      ceny biletow - jakis kosmos, na dobra sztuke to wydatek rzedu 70-100 pln uncertain
      poza tym przychodzisz a tam, gawiedz poubierana w kraciaste koszule, piszaca
      smsy i dzwoniaca miedzy soba no porazka uncertain
      ale wciaz mam nadzieje wink
      • kocianna Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 09:25
        W mojej pracy najlepsze bilety na najciekawsze premiery zwykle rozprowadza...
        pani sprzątająca, która kiedyś była bileterką i ma mnóstwo teatralnych
        znajomości. Kasy teatralne są na każdej stacji metra i można w nich kupić bilety
        do 90% teatrów w mieście. I przez internet też można. Mieszkać w Moskwie i nie
        chodzić do teatru to wstyd.

        A w metrze co druga osoba czyta. Czasem gazetę, częściej książki.

        Chciałabym, żeby było tak w Polsce.

        Gawiedź w dzinsach też się zdarza... ale wybaczam jej, kiedy słyszę, jak
        zawzięcie i ze znawstwem dyskutują o tym, co właśnie zobaczyli.
        • elza78 Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 09:30
          tu nie chodzi o dzinsy, tylko o siano pod czapka, jak mozna pisac smsy w trakcie
          spektaklu, bez wyciszonego telefonu?
          to zwykle chamstwo tacy ludzie nie powinni sie wybierac w takie miejsca maja
          multipleksy gdzie moga sie wyzyc, niekoniecznie musza to robic w teatrze gdzie
          przeszkadzaja aktorom i innym ogladajacym.
          • aretahebanowska Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 09:46
            SMS-y to pikuś. Mam kolegę, który kiedyś w teatrze (no dobra,
            muzycznym, i głośno było) wyciągnął laptopa bo aukcja mu się na
            Allegro kończyła. Dostał zaraz po łapach od towarzyszki.
            • mikas73 Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 09:49
              big_grin
              • kretynofil Chcesz poznac snoba? 17.06.10, 13:29
                To naprawde bardzo proste. Widzisz codziennie ludzi w metrze lub na
                placu zabaw czytajacych ksiazki?

                Sprawdz google trends dla konkretnego tytulu / autora:

                www.google.com/trends?q=Ryszard+Kapuscinski

                Wiekszosc tych "oczytanych" czyta tylko to co jest w danym momencie
                modne - a chwilowe mody (i inne ciekawostki) google trends wylapuje
                bezblednie. Na przyklad cos takiego:

                www.google.com/trends?q=Eugeniusz+Tkaczyszyn-Dycki

                Wyjasnienie:

                nike.org.pl/strona.php?p=7&cid=42

                Problem? No problem wink
                • szlag_mnie_trafi Snob, z reguły, robi to dla innych snobów. 17.06.10, 15:45
                  Taki samonapędzający się mechanizm. "Perpetuum Snobile". Odkąd mieszkam w
                  Krakowie poznałem tabuny takich. Można by ich paczkować po 100 i wysyłać na wystawy.
                • drinkit Re: Chcesz poznac snoba? 17.06.10, 18:28
                  > Wiekszosc tych "oczytanych" czyta tylko to co jest w danym momencie
                  > modne - a chwilowe mody (i inne ciekawostki) google trends wylapuje
                  > bezblednie.

                  No i co z tego? TO chyba jasne że najwięcej czyta się wtedy, gdy jest
                  modne, rozpromowane. Na wystawę najczęściej się chodzi w okolicach
                  otwarcia, a na film czy spektakl niedługo po premierze. Moda jest w
                  każdej dziedzinie życia i nie wydaje mi się, zeby było to negatywne
                  zjawisko.
                  • deodyma Re: Chcesz poznac snoba? 17.06.10, 19:04

                    TO chyba jasne że najwięcej czyta się wtedy, gdy jest
                    > modne, rozpromowane.


                    a guzik prawda.
                    czytam akurat to, co mnie sie poboba i nie patrze na to, czy to
                    znane, rozpromowane, modne itd...
                    zwracam uwage na recenzje ksiazki i jesli mi sie sposoba, wypozyczam.
                    • michalng Re: Chcesz poznac snoba? 17.06.10, 20:07
                      > a guzik prawda.
                      > czytam akurat to, co mnie sie poboba i nie patrze na to, czy to
                      > znane, rozpromowane, modne itd...
                      > zwracam uwage na recenzje ksiazki i jesli mi sie sposoba, wypozyczam.

                      Recenzje to przecież nic innego element promocji książek. smile
                      Podejście promocja be , recenzje cacy to pomyłka smile
                  • kretynofil No wlasnie w tym rzecz... 18.06.10, 07:47
                    Jesli ktos czyta danego autora bo akurat teraz jest modny - to jest
                    to dokladnie definicja kogos, o kogo autorka watku pytala: czlowieka
                    ktory obcuje z kultura tylko i wylacznie dla pozorow, dla pozycji
                    spolecznej, dla swojego wizerunku.
                    • mikas73 Re: No wlasnie w tym rzecz... 18.06.10, 19:40
                      Jesli ktos czyta danego autora bo akurat teraz jest modny - to
                      jest
                      > to dokladnie definicja kogos, o kogo autorka watku pytala:
                      czlowieka
                      > ktory obcuje z kultura tylko i wylacznie dla pozorow, dla pozycji
                      > spolecznej, dla swojego wizerunku.

                      To chyba zbyt duże uogólnienie. Czasami ktoś kieruje się modą ,bo
                      się po prostu nie zna a to co modne to ławodostępne, wytłumaczalne
                      i proste.. nie kwalifikowałabym od razu kogoś takiego do grupy
                      pozerów, może to być taki nazwijmy go: „początkujący poszukiwacz”,
                      szczery i naturalny w swoim zaciekawieniu, który z czasem stanie
                      się miłośnikiem i rozbuduje swoją pasję o nową jakość….

                      I tak na końcu to co modne nie musi być pretensjonalne…
                • deodyma Re: Chcesz poznac snoba? 17.06.10, 19:03

                  kretynofil napisał:

                  > To naprawde bardzo proste. Widzisz codziennie ludzi w metrze lub
                  na
                  > placu zabaw czytajacych ksiazki?




                  gdy ide z dzieckiem na plac zabaw, tez czytam ksiazke i co w zwiazku
                  z tym?big_grin
                  jestem snobem?
                  • kretynofil A przeczytalas watek czy nie? 18.06.10, 07:45
                    Bo wiesz - zaczelo sie od tego ze ktos zapytal: czy to prawda ze
                    wiekszosc ludzi obcujacych z kultura robi to tylko na pokaz?

                    Ja zaproponowalem latwa metode sprawdzenia tego: jesli ktos czyta to
                    co w danej chwili jest "modne" to najprawdopodobniej robi to ze
                    snobizmu - podaza za moda a nie czyta bo ma ochote.

                    I tyle.

                    A czytanie ksiazki na placu zabaw? Gdzie ja napisalem ze to snobizm?
                    • kkokos Re: A przeczytalas watek czy nie? 19.06.10, 08:45
                      kretynofil napisał:

                      > Ja zaproponowalem latwa metode sprawdzenia tego: jesli ktos czyta to
                      > co w danej chwili jest "modne" to najprawdopodobniej robi to ze
                      > snobizmu - podaza za moda a nie czyta bo ma ochote.

                      no to jest dopiero szczyt snobizmu - nie wezmę do ręki, bo modne. nieważne, że
                      może być wartościowe i fajne, nie, ja się nie skalam, bo akurat parę recenzji
                      się ukazało, wszystkie chwaliły i znajomi się rzucili czytać. będę lepszy i
                      inny, odwrócę się plecami.

                      żałosne.
        • mdro Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 09:54
          Ależ w Polsce w metrze także co druga osoba czyta (no, w godzinach
          szczytu raczej tylko te siedzące wink).
        • hanalui Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 15:29
          kocianna napisała:
          > A w metrze co druga osoba czyta. Czasem gazetę, częściej książki.
          >
          > Chciałabym, żeby było tak w Polsce.

          Pamietam jak tym bylam strasznie zaskoczona, ze od pana w garniturze
          po babcie wygladajaca na klozetowa kazdy dzierzyl knige w dloni.
          U mnie w tramwaju to najwyzej studenci czytali i to podreczniki
          jedynie
      • matsuda ale o co chodzi 17.06.10, 09:25
        kto mi udowodni, że człowiek, który poszedł wczoraj na Metallice jest mniej
        kulturalny od tego odwiedzającego teatr pana Karolaka czy czytający komiksy jest
        lepszy od wielbiciela Kossaka? bzdurne nadmuchiwanie snobizmu. Nie każdego
        stać, nie każdy może.
        • mikas73 Re: ale o co chodzi 17.06.10, 09:41
          I to i to kultura, chodzi o to że niektórzy chodzą bo czują a
          niektórzy tylko i wyłącznie żeby się pokazać - i ta poza właśnie
          mnie śmieszy oraz dziwi: pokazać się komu? drugiemu bufonowi? Taki
          pozer zostanie rozebrany na części przez prawdziwego biorcę kultury.

          Gdzie te bufony brylują i nie wierzę, że udaje im się cokolwiek
          ugrać na autokreacji... a wg badań jest ich cała masa...
          • ihanelma Re: ale o co chodzi 17.06.10, 10:42
            Jesli ktoś określa się mianem "prawdziwego biorcy kultury" to dla
            mnie jest już pozerem jakich mało.

            Nie wiem czy wolno mi tak w ogóle napisać, ale do tej pory wydawało
            mi się, że z dóbr kultury korzystamy dla przyjemności...

            A taki wystraszony Kowalski który raz czy dwa razy przyjdzie do
            Jandy jak do świątyni nie może się czasem autentycznie zarazic pasją
            teatrologiczną? Kultura wbrew pozorom zawsze była demokratyczna, to
            niektórzy odbiorcy chcą koniecznie udowodnić, że tak nie jest.
            Chocby za pomocą cen biletów i napuszonych strojów.
            A połączenie rozrywki ze zwyczajnym biznesem też istniało zawsze i
            wcale nie musi kojarzyć się ze snobizmem. Tylko żeby coś takiego
            działało, musi być naturalne, a nie wystudiowane.
            • mikas73 Re: ale o co chodzi 17.06.10, 11:01
              ihanelma napisała:

              > Jesli ktoś określa się mianem "prawdziwego biorcy kultury" to dla
              > mnie jest już pozerem jakich mało.
              >
              Matko jak pisałam te słowa, zaznaczam -w szybkim trybie
              pracowniczym, zaświtało mi w głowie, że to
              sformułowanie: "prawdziwego biorcy kultury" do bicia przecież...
              uogolnień mi się zachciało... W moim maluczkim pojęciu jest cos
              takiego: „pozer” i „nie-pozer”. Jest czy nie ma? Sama mnie
              odpowiednio sklasyfikowałaś.

              > Nie wiem czy wolno mi tak w ogóle napisać, ale do tej pory
              wydawało
              > mi się, że z dóbr kultury korzystamy dla przyjemności...

              Pewnie, że dla przyjemności ale czy istnieją jakieś ograniczenia?
              Jak ktoś przypadkiem czegoś więcej niż zwykłej przyjemności dozna,
              to jest nie autentyczny?

              > A taki wystraszony Kowalski który raz czy dwa razy przyjdzie do
              > Jandy jak do świątyni nie może się czasem autentycznie zarazic
              pasją
              > teatrologiczną?

              Może... i o ten autentyzm chodzi, śmieszne jest jak udaje, że się
              nią zaraził......

              Kultura wbrew pozorom zawsze była demokratyczna, to
              > niektórzy odbiorcy chcą koniecznie udowodnić, że tak nie jest.
              > Chocby za pomocą cen biletów i napuszonych strojów.
              > A połączenie rozrywki ze zwyczajnym biznesem też istniało zawsze i
              > wcale nie musi kojarzyć się ze snobizmem. Tylko żeby coś takiego
              > działało, musi być naturalne, a nie wystudiowane.

              No i tu się zgadzam.
          • kloss99 Re: ale o co chodzi 18.06.10, 00:05
            Bufon pozwala nam poczuc, jak pięknie, głęboko i autentycznie my
            sami obcujemy z istotnymi treściami kultury wink
        • drinkit Re: ale o co chodzi 17.06.10, 18:20
          matsuda napisała:

          > kto mi udowodni, że człowiek, który poszedł wczoraj na Metallice jest mniej
          > kulturalny od tego odwiedzającego teatr pana Karolaka czy czytający komiksy jes
          > t
          > lepszy od wielbiciela Kossaka? b



          Nikt nie twierdzi ze ludzie chodzący na M. są mniej kulturalni, no bo niby dlaczego. Kultura to nie tylko szekspir w teatrze i matejko w muzeum.
          A swoją drogą "nie każdego stać" to już przestarzała wymówka - nie stac na co? Na korzystanie z biblioteki? Na pójście na wystawę (wernisaże są za free i nie sprawdzają na nich zaproszeń najczęściej)? Teatry cienko przędą i dają co chwila upusty na przedstawienia (warto tylko śledzić ich ofertę, zapisać się jako subskrybent), jest mnóstwo festiwali za niewielkie pieniądze, kin studyjnych z promocjami, etc
      • mancipi Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 18:54
        jak to był "sen nocy letniej" w Teatrze Polskiem we Wrocławiu to mam dokładnie
        tak samo ;/
    • kub-ma Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 09:29
      Z tym czytaniem nie jest tak źle. Ostatnia obserwacja: na naszym
      placu zabaw gdy tylko dziecko jest wystarczająco duże i ma kumpli do
      zabawy, to co drugi rodzic przychodzi z czytadłem by się nie nudzić.
    • kobieta_z_polnocy Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 09:41
      To jest jeden z tych tematów, których nie da się rozstrzygnąć na podstawie
      obserwacji z własnego podwórka. Gdybym sama miała popatrzeć na bliższe i dalsze
      otoczenie, to okazałoby się, że:
      - ludzie ogólnie sporo czytają (książki, prasa), choć "renoma" tych książek nie
      zawsze jest zbyt wysoka, a to dla niektórych ąę ma znaczenie.
      - w Warszawie przynajmniej dostać bilet na dobrą i znaną sztukę to, z tego co
      słyszę, nie zawsze taka łatwa sprawa. A przecież ceny, jak ktoś już słusznie
      zauważył, do najniższych nie należą.
      - kino, koncerty: w zależności od gustu i preferencji, ale chodzą ludzie jak
      najbardziej.

      Tyle tylko, że to nic nie oznacza w perspektywie całego kraju. Co z tego, że ze
      znanej mi grupki 20-30 może osób ktoś uwielbia czytać, a kto inny namiętnie
      chadza do teatru? To tylko mały wycinek wielkomiejskiego świata.
      • a.nancy Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 10:35
        > - ludzie ogólnie sporo czytają (książki, prasa), choć "renoma" tych książek nie
        > zawsze jest zbyt wysoka, a to dla niektórych ąę ma znaczenie.

        problem w tym, że często (nie twierdzę że zawsze, ale zazwyczaj) "renoma" ma
        jakieś tam przełożenie na jakość. i jeśli ktoś czyta wyłącznie "Fakt" i tanie
        romansidła, to nie wymagaj zachwytów, że taki oczytany i kulturalny, a tylko
        paskudne snoby go dyskryminują.
    • mdro Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 10:00
      No a teraz mi wytłumacz, kto kupuje te wszystkie książki (a wychodzi
      ich w Polsce zatrzęsienie) - jakoś nie chce mi się wierzyć, że
      wydawcy je tak bez nadziei na zysk drukują. I jednak powątpiewam, by
      kupowano je, a potem nie używano... I dlaczego - mimo potwornych cen
      biletów teatralnych - tak trudno je podobno kupić? (piszę podobno,
      bo w teatrze nie byłam od lat, w przeciwieństwie do czasów
      licealnych, gdy nie opuszczałam niemal żadnego nowego spektaklu tych
      bardziej liczących się scen).
      • mikas73 Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 10:08
        No wychodzi z danych, że jakiś drobny procent społeczeństwa
        zawłaszcza sobie całą tę kulturę... (takie dane podano)... a w
        dodatku część wyłącznie z chęci bycia w elicie...a nie z potrzeby
        uwrażliwienia duszy...
        Mnie też to zdziwiło....
        • mdro Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 10:26
          Ale to zawsze tak było, że tylko drobny procent
          społeczeństwa "zawłaszczał sobie" kulturę. I tak teraz to, co się
          uważa za kulturę, jest dużo szersze (tzn. kulturą jest czytanie i
          kryminałów, i utworów noblistów, a za kulturalne jest uważane
          zarówno pójście na koncert Pendereckiego, jak i AC/DC), każdy więc
          może sobie wybrać taką formę, która mu bardziej odpowiada.

          A potrzeby uwrażliwiania duszy nie pojmuję - jeśli czytam książkę,
          oglądam film czy słucham muzyki, robię to tylko i wyłącznie dla
          przyjemności, a nie by żywić swoją duszę duchową strawą. Co więcej,
          wg mnie właśnie argument o "uwrażliwianiu duszy" to pozerstwo.
          • mikas73 Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 10:40
            > A potrzeby uwrażliwiania duszy nie pojmuję - jeśli czytam książkę,
            > oglądam film czy słucham muzyki, robię to tylko i wyłącznie dla
            > przyjemności, a nie by żywić swoją duszę duchową strawą. Co
            więcej,
            > wg mnie właśnie argument o "uwrażliwianiu duszy" to pozerstwo.

            Jednak ja czasami przeżywam coś więcej niż tylko i wyłącznie
            przyjemność, przyjemnie to mi się pączka je wink a pozerstwem jest
            moim zdaniem epatowanie swoimi sztucznymi emocjami innych....
            • mdro Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 12:22
              No to ja widocznie bardzo mało kulturalna jestem, bo nie oczekuję od
              literatury czy filmu niczego więcej, niż przyjemności (no, czasem
              jeszcze tego, że się czegoś dowiem). Co gorsza, jest to przyjemność
              bardzo podobna do tej, jaką odczuwam jedząc czy pijąc coś
              dobrego big_grin.
              • mikas73 Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 12:44
                Ależ przestań przecież nie o to mi chodzi, twierdzę, że jedno nie
                wyklucza drugiego przecież i jak komuś „zbytnia wrażliwość” się
                przydarzy to nie można go kwalifikować do grupy pozerów
                nierozumiejących głównej - „przyjemnej” funkcji kultury…

                Mam na koncie popłakanie się na widok „na żywo” mojego ukochanego
                obrazu, odczuwałam wtedy coś więcej niż tylko przyjemność i niech
                nikt mnie tu nie zjada, że prawdziwego „biorcę kultury z siebie
                robię” bo o tej mojej małej wpadce wie tylko mój maż i mdro… wink
                • mdro Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 13:07
                  No ale problem w tym, że swoje emocje uważasz za wzniosłe i płynące
                  z głębi serca, a te wyrażane przez jakichś innych za fałszywe. A
                  ktoś inny, patrząc na Ciebie, może stwierdzić "egzaltowana
                  wariatka".

                  PS. Raz jeden jedyny ryczałam nad książką, w wieku 12 lat. Była to
                  scena pogrzebu pana Wołodyjowskiego big_grin.
                  • mikas73 Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 13:25
                    > No ale problem w tym, że swoje emocje uważasz za wzniosłe i
                    płynące
                    > z głębi serca, a te wyrażane przez jakichś innych za fałszywe.

                    Ale nigdzie tego nie napisałam, uważam, że jak ktoś u-d-a-j-e emocje
                    to wtedy jest pozerem, również jeżeli udaje, że ich n-i-e p-r-z-e-
                    ż-y-w-a , to tak jakby kłamał i za wszelką cenę chciał się wpisać w
                    politycznie poprawny schemat „przyjemnego” odbioru sztuki.
                    Przy czym zaznaczam: nie krytykuję odczuwania tylko i wyłącznie
                    przyjemności i nie stawiam jej niżej, opieram się odbieraniu mi
                    prawa: „uwrażliwiania duszy” i stawiania mnie w rzędzie z pozerami
                    albo egzaltowanymi wariatami właśnie…

                    > ktoś inny, patrząc na Ciebie, może stwierdzić "egzaltowana
                    > wariatka".

                    Wiem, dlatego nie obarczam innych moim rozchwianiem emocjonalnym,
                    wariuję w samotności przeważnie...wink

                    > PS. Raz jeden jedyny ryczałam nad książką, w wieku 12 lat. Była to
                    > scena pogrzebu pana Wołodyjowskiego big_grin.

                    No to ja niestety nie jeden raz tylko ale pamiętam kiedy pierwszy
                    raz : jak umierał Winnetou, przeczytałam 3 tomy 3 razy i za każdym
                    razem ryczałam, też miałam ze 12...
                    • mikas73 Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 13:28
                      Oczywiście śmierć Wołodyjowskiego tez okraszona była łzami.. a co!
                      Tak mam po prostu...
                      • mrarm Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 20:41
                        Ja się popłakałem przy czytaniu "Miasta radości" Dominique Lapierre -
                        moment, w którym młoda kobieta idzie przeprowadzić aborcję, albo to
                        może i były jakieś eksperymenty, ogólnie dramatyczna sytuacja
                        finansowa i brak dostępnej antykoncepcji w pobliżu, i po prostu ją
                        zabijają na stole - coś tam idzie nie po myśli lekarza, więc kobietę
                        się po prostu zostawia, żeby umarła.
                    • permanentne_7_niebo Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 17:01
                      Do teatru nie chadzam, na koncerty nie chadzam (drogo) i słucham
                      Pidżamy Porno na przemian z Praisnerem, przy czym Pidżamy więcej.
                      Malarstwo może się dla mnie skończyć na Beksińskim. Czytam co mi
                      wpadnie w łapy: Chmielewską i Grocholę, żeby się oderwać. Remarque'a
                      np., bo porusza problemy ogólne, a odczuwam czasem potrzebę
                      refleksji, jego proza jest przy tym przeżyciem estetycznym, bo
                      bardzo sugestywnie pisze. Jak mam ochotę na masturbację
                      intelektualną to czytam cokolwiek, do czego można by przeczytać
                      jeszcze opracowanie krytyczne. No ale jestem z polonistyki, to sobie
                      mogę. Co mi nijak nieprzeszkadza siegnąć następnie po Grocholę,
                      czytywać Wiśniewskiego, Carrolla, czy harlekina. Nie w metrze, bo
                      najlepiej się czyta wieczorem we własnym łóżku. Nie pamiętam, co
                      czytałam miesiąc temu i co w której książce Whartona było. Nie
                      zmęczyłam niczego, co napisał Sienkiewicz. Radochę mam z czytania
                      największą, jak budzą się we mnie refleksje egzystencjalne.
                      Pierwszy raz wyłam za Psem, który jeździł koleją. Po Wyborze Zofii
                      byłam chora przez tydzień, Lalkę też okrasiłam rzewnymi łzami, teraz
                      to przy Paris London Dachau czasem pobeczę.
                      Więc pewnie straszny ze mnie pozer i egzaltowana wariatka. Oj jak ja
                      to przeżyję... ;p
            • kloss99 Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 18.06.10, 00:18
              > a pozerstwem jest
              > moim zdaniem epatowanie swoimi sztucznymi emocjami innych....

              Dokładnie to samo powie Ci każdy szanujący się bufon. Spytaj bufona,
              czy popiera pozerstwo i sztucznosc. Co więc masz ze swoich
              autentycznych przeżyc, jesli mówisz dokładnie to samo co on?
              • mikas73 Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 18.06.10, 12:52
                Mam swoją szczerość, tę w ujęciu sam na sam ze sobą, w zestawieniu
                z zupełnym olewaniem stosunku innych dla mojego zrozumienie kultury…
                jest u mnie też szacunek do pozostałych członków stada, ot
                chociażby do przysłowiowego chłopa, które ze słomką w
                zębach „sączy” kulturę z piękna zaoranego pola… to mnie odróżnia od
                pozera….
          • malila A da się w ogóle 17.06.10, 11:11
            przeczytać książkę wyłącznie po to, żeby uwrażliwić duszę? Pamiętam,
            że nawet do podręcznika musiałam mieć jakiś stosunek emocjonalny -
            inaczej literki mi się przestawiaływink
    • lineczkaa Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 10:30
      Znam parę, która za wszelką cenę pragnie być ąę. No i biegają ze sztuki na sztukę, od wystawy do wystawy. Nie za wiele to daje, mówią, że uwielbiają się: kulturyzować w teatrze, albo (częsty komentarz owej koleżanki odnośnie strojów widowni) ubierać się nieelegancko do teatru to anafa. Czytają "trudne" książki chwaląc się potem tytułami, będąc w ciąży koleżanka słuchała tylko muzyki klasycznej itp. No i co z tego, kiedy patrząc w oczy koleżance wciąż widać potylice.
      • bsl Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 10:43
        lineczkaa napisała:
        No i co z tego, kiedy patrząc w oczy koleżance wciąż widać potylice.


        dzieki za poprawienie humoru big_grin
      • malila Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 11:13
        Może patrzysz jej w oczy nie z tej strony?wink
    • croyance Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 11:21
      A ja uwazam to za pozytywne zjawisko mimo wszystko, ze ludzie ciagna w
      gore. A ze chca uchodzic za odrobine 'lepszych' niz sa - to takie w
      sumie niewinne, co to komu szkodzi. No i jednak probuja dazyc do
      jakiegos w sumie wartosciowego wzorca, to w sumie dobra moda IMHO.
    • annataylor Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 12:04
      ja czytam jedną książkę w tygodniu smile
      do teatru nie chodzę często, bo nie ma spektakli, które mnie
      interesują, a współczesnych sztuk nie lubię; tak samo z koncertami -
      chodzę na to, co mnie interesuje, a nie na to, co wypada...
      nie kreuję się na obyta i kulturalną, ale tak mnie postrzegają znajomi,
      zwłaszcza ci, co nie korzystaja z zycia kulturalnego
    • framp są różne rodzaje kultury ... 17.06.10, 12:52
      kultura to nie tylko teatr, galeria sztuki czy koncert w filharmonii, koncert
      dobrego rockowego zespołu (Metallica ?) to też kultura, obejrzenie dobrego filmu
      w kinie (a nawet na własnym dvd) jest czasem wartościowsze od kiepskiej sztuki
      teatralnej wymęczonej w remontowanej hali dla kasy (teatr p. Jandy?), a czytanie
      bestsellerów Dana Browna niekoniecznie jest bardziej kształcące niż np. granie w
      gry komputerowe czy planszówki. dziś są różne formy kultury i szeroki wybór form
      spędzania czasu wolnego i fajnie że tak jest, inteligent dzisiaj nie musi już
      koniecznie lubić teatru i opery, może bez kompleksów czytać kryminały i oglądać
      kreskówki, może fotografikiem - amatorek i robić autorskie zdjęcia, może go
      pasjonować zwiedzanie zamków albo turnieje rycerskie, może jeździć na zloty
      starych motocykli albo kolekcjonować winyle i to wszystko też jest jakimś
      sposobem na udział w kulturze. dzisiaj teatry i podobne przybytki straciły po
      prostu wyłączność i nie bardzo mogą się z tym pogodzić, bo kiedyś dopieszczano
      je mianem "kultury wysokiej", do której wszyscy musieli aspirować. dziś już po
      prostu nie muszą i okazało się że wielbicieli opery nie ma zbyt wielu, ale np.
      teatr "Roma" z musichallowym repertuarem trzeszczy w szwach i brakuje miejsc na
      dobre sztuki w Teatrze Narodowym, gdzie grają klasykę. Niech żyje wolność
      wyboru, po prostu!
      • iaguasu Re: są różne rodzaje kultury ... 17.06.10, 13:33
        no właśnie, ja w swoim otoczeniu (wolny zawód, Warszawa - Wilanów) prawie nie
        mam osób chodzących do teatru czy opery, ale mnóstwo osób oddaje się różnym
        swoim pasjom i właśnie na to przeznacza czas i pieniądze, np. konie, szybowce,
        golf (bez żadnego snobizmu - karnet na pole golfowe jest często tańszy niż na
        basen), wyścigi samochodowe, nurkowanie, joga, motocykle - może to nie jest
        kultura, raczej sport, ale prawie każdy coś takiego uprawia i próbuje w swoją
        pasję wciągnąć innych znajomych - uważam to za cenne i bardziej rozwijające niż
        nudzenie się na sztuce p. J w starym kinie Polonia, gdzie wśród worków z
        cementem i świeżej wylewce z betonu kilku zmęczonych aktorów w przerwie pomiędzy
        produkcjami seriali usiłuje zamarkować jakąś sztukę! a bilety na Kubę
        Wojewódzkiego w teatrze Żebrowskiego i tak są nie do dostania, więc jak idę ...
        pojeździć na OS-ie!
    • burza4 Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 12:55
      Nie spotkałam się ze zjawiskiem "kulturalnego szpanu" - znajomi korzystają z
      różnych form rozrywki bo to zwyczajnie lubią, mają jakieś konkretne pasje i
      zainteresowania.

      Większość moich znajomych czyta i to sporo, wymieniamy się polecanymi autorami i
      książkami; sprzedajemy sobie info o fajnych filmach czy sztukach. Najczęściej
      jesteśmy inicjatorami wspólnych wyjść do kina i do teatru, za to znajomi
      wyciągają nas na koncerty (niespecjalnie lubię jazz, więc wysyłam męża).

      niby mówi się o tym znikomym procencie chodzącym do teatru, a spróbuj kupić
      bilety na coś fajnego w ciągu 2 tygodni
    • lacitadelle Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 12:58
      www.youtube.com/watch?v=lh6HsC29DoM
    • lavinka Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 13:00
      Wśród innych jemu podobnych. Sporo ludzi łazi tu i ówdzie dla
      prestiżu, inni leczą kompleksy(bo ja taka kulturalna jestem, jak raz
      w miesiącu do teatru pójdę), wydaje mi się jednak że spora liczba
      osób czyta bo lubi, chodzi do teatru bo lubi teatr, to samo z kinem
      czy wystawami. Nie można wrzucać wszystkich do jednego worka. Poza
      tym zależy co się czyta, co się ogląda. Sztuka sztuce nierówna,
      książka książce. Że mało ludzie czytają? Szkoła ich oduczyła, sama
      przez liceum(lektury i Żeromski) niemal zaprzestałam tego procederu.
      Teatr? Nie każdego stać. A tych co stać, czasem odrzucają recenzje.
      Nie każdy lubi oglądać wycie jakiejś pani udającej orgazm czy
      pokazującej tyłek. Aktorstwo jak i reżyserstwo mocno podupadło w
      Polsze na jakości niestety. Chyba tylko teatry ogródkowe dają radę.
      Te co dostają kasę od państwa niestety poprzestają na grzaniu
      ciepłych posadek. A ze współczesnym teatrem nie jest za dobrze, skoro
      sami aktorzy się buntują wink


      Taka anegdota. Miałam w podstawówce panią od plastyki, która uczyła
      nas oprócz rysowania i malowania - historii sztuki. Większość
      rodziców uważało to za fanaberie, w tym także wykształconych. Bo po
      co i na co. Co wynosi dziecko z domu, gdzie kulturę uważa się za
      fanaberię? Przekonanie, że to nie dla niego tylko dla tych wybranych
      dziwaków, jak pani od plastyki, która coś tam wspominała o jakimś
      kubizmie. Kogo obchodzi kubizm? No właśnie.
      • olana5 Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 13:31
        kultura to nie tylko teatr, galeria sztuki czy koncert w filharmonii, koncert
        dobrego rockowego zespołu (Metallica ?) to też kultura, obejrzenie dobrego filmu
        w kinie (a nawet na własnym dvd) jest czasem wartościowsze od kiepskiej sztuki
        teatralnej wymęczonej w remontowanej hali dla kasy (teatr p. Jandy?), a czytanie
        bestsellerów Dana Browna niekoniecznie jest bardziej kształcące niż np. granie w
        gry komputerowe czy planszówki. dziś są różne formy kultury i szeroki wybór form
        spędzania czasu wolnego i fajnie że tak jest, inteligent dzisiaj nie musi już
        koniecznie lubić teatru i opery, może bez kompleksów czytać kryminały i oglądać
        kreskówki, może fotografikiem - amatorek i robić autorskie zdjęcia, może go
        pasjonować zwiedzanie zamków albo turnieje rycerskie, może jeździć na zloty
        starych motocykli albo kolekcjonować winyle i to wszystko też jest jakimś
        sposobem na udział w kulturze. dzisiaj teatry i podobne przybytki straciły po
        prostu wyłączność i nie bardzo mogą się z tym pogodzić, bo kiedyś dopieszczano
        je mianem "kultury wysokiej", do której wszyscy musieli aspirować. dziś już po
        prostu nie muszą i okazało się że wielbicieli opery nie ma zbyt wielu, ale np.
        teatr "Roma" z musichallowym repertuarem trzeszczy w szwach i brakuje miejsc na
        dobre sztuki w Teatrze Narodowym, gdzie grają klasykę. Niech żyje wolność
        wyboru, po prostu!

        Wybacz mi, ale robienie amatorskich zdjęć (sama je z lubością robię), czy też
        jeżdżenie na zloty motocyklowe to NIE JEST kultura wysoka. Nie mylmy pojęć!
        Bardzo dobrze, że ludzie w Polsce są coraz bardziej otwarci na różne rzeczy,
        próbują nowych wyzwań, ale na litość boską- nie wszystko co inne, można nazwać
        kulturą wysoką. Widziałam dwa razy jak wygląda zlot motocyklowy od kuchni i na
        pewno momentami nie ma to nic wspólnego z kulturą w szerokim znaczeniu tego
        słowa. Jeżeli taka forma relaksu czy przyjemności ludziom odpowiada, to bardzo
        dobrze, choć nie każdemu musi to odpowiadać.
        Dla mnie osobiście to, co mnie wzbogaca wewnętrznie to pójście na koncert do
        filharmonii ( z wykształcenia jestem muzykiem wiolonczelistką), przeczytanie
        książki (Kapuściński), a także (może to niektórych zdziwi) obcowanie z przyrodą
        i jej dostrzeganie.
        A chwalenie się swoim znajomym jakim to się nie jest kulturalnym jest po prostu
        niesmaczne.
        Pozdrawiam
        • bifka Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 13:49
          "Wybacz mi, ale robienie amatorskich zdjęć (sama je z lubością robię), czy też
          jeżdżenie na zloty motocyklowe to NIE JEST kultura wysoka. Nie mylmy pojęć!
          Bardzo dobrze, że ludzie w Polsce są coraz bardziej otwarci na różne rzeczy,
          próbują nowych wyzwań, ale na litość boską- nie wszystko co inne, można nazwać
          kulturą wysoką." - ale czy Framp napisał gdzieś że to JEST kultura wysoka?
          skądże, on tylko trafnie spostrzegł, że odkąd pojawiły się inne możliwości
          spędzania czasu, to wielu ludzi przestało udawać że się interesuje filharmonią
          czy galerią sztuki i wybiera zloty motocyklowe albo idzie do kina na Awatara, bo
          to ich faktycznie interesuje, po prostu nie chce im się nawet udawać że
          potrzebują tego rodzaju kultury! Są pewnie takie jednostki, o których pisze
          autorka wątku, które próbują się snobować na ukulturalnionych i przysypiają na
          jakiś sztukach Warlikowskiego ale większości już się chyba nie chce. Poza tym
          kultura kosztuje i często trzeba wybierać: pójdę do teatru czy na kreskówkę z
          dzieckiem do kina, bo na obie rzeczy już mnie nie stać. I myślę że częściej
          wygrywają kreskówki ... Ja osobiście na koncetrach muzyki poważnej z reguły
          śpię, podobnie w operze i teatrze, ale czytam masę książek i to nie tylko tych
          figurujących na top liście w Empiku, gdzie sprzedąją się głownie książki
          kucharskie celebrytów albo wznowienia "postfilmowe" zekranizowanych dzieł. I nie
          czuję się z tego powodu mniej kulturalna smile
        • kretynofil Buachacha ;) 17.06.10, 14:05
          > przeczytanie książki (Kapuściński)

          Przez litosc nie spytam kiedy zaczelas go czytac wink
          • bifka Re: Buachacha ;) 17.06.10, 14:12
            nie trzeba być jasnowidzem - po awanturze z Kapuściński Non fiction ... jak
            zresztą wielu innych, którzy wtedy odkryli autora Wojny futbolowej czy Hebanu smile
            dodam jeszcze, że nie wierzę w to, że taką literaturę czyta się z przyjemnością,
            bo język już dziś lekko archaiczny a subtelna ironia autora trudna w odbiorze,
            więc jako nałogowy czytelnik wiem, że to się czyta, bo wciąga, ale przyjemności
            z tego nie ma. Co innego De Mille czy Stieg Larsson, co nie smile
            • kretynofil No wlasnie ;) 17.06.10, 15:03
              Czyli dochodzimy do kluczowego wniosku - snobizm jest funkcja
              autora/powiesci i czasu. To co dzisiaj nie jest snobizmem, moze byc
              nim jutro...

              A generalnie: naprawde zal mi ludzi ktorzy sa tak ograniczeni ze
              musza sobie caly swiat ukladac w szufladkach z naklejkami "be" i
              "cacy", bo inaczej nie byliby w stanie odroznic wlasnej dupy od pory
              sniadaniowej...
        • chubbba Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 14:26
          "Dla mnie osobiście to, co mnie wzbogaca wewnętrznie to pójście na koncert do
          filharmonii ( z wykształcenia jestem muzykiem wiolonczelistką), przeczytanie
          książki (Kapuściński), a także (może to niektórych zdziwi) obcowanie z przyrodą
          i jej dostrzeganie."
          A dla mnie takie pisanie - "wzbogacanie wewnętrzne" - to dowód na to, że udział
          w kulturze nie sprawia ci po prostu przyjemności tylko traktujesz to jak jakąś
          misję do spełnienia aby się wyróżnić z tłumu, którzy nie rozumieją potrzeby
          "wewnętrznego wzbogacania się". I przykład próby takiego właśnie lansu kulturą,
          o jakim mowa w poście założycielskim smile Kultura ma nam dostarczać przeżyć:
          rozśmieszać, wzruszać, zaciekawiać, odkrywać nowe emocje, wtedy jest świeża i
          wartościowa i nieważne wtedy czy jest to dobry komiks, dobra wystawa czy dobry
          film, ale ty prawdopodobnie traktujesz ją z pietyzmem i nabożeństwem, jakiego
          nauczyli cię na artystycznych studiach, gdzie do głowy wbijają takie formułki
          jak wewnętrzne wzbogacanie i kultura wysoka i teraz spoglądasz z litością na
          uczestników zlotu motocyklowego jak na zlot nieokrzesanych hunów, którzy wszak
          do teatru nie chodzą, na koncerty nie chodzą, dziwnie się ubierają, mówią słowo
          na k i piją piwsko - podobne zdanie ma pewien pan K. o internautach smile


          • lavinka Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 14:46
            Mnie się wydaje,że uczestnictwo w zlocie motocyklowym nie wyklucza uczestnictwa
            w kulturze jakby nieco ambitniejszej. Większość ludzi jednak nawet na taki zlot
            nie pojedzie(bo z domu nie wyjdzie, chyba że do centrum handlowego zwanego
            galerią), i chyba o to chodziło. Ale może się nie znam wink
          • olana5 Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 15:58
            A dla mnie takie pisanie - "wzbogacanie wewnętrzne" - to dowód na to, że udział
            w kulturze nie sprawia ci po prostu przyjemności tylko traktujesz to jak jakąś
            misję do spełnienia aby się wyróżnić z tłumu, którzy nie rozumieją potrzeby
            "wewnętrznego wzbogacania się"
            Czy rozśmieszanie, wzruszanie, odkrywanie nowych emocji nie może być
            "wzbogaceniem wewnętrznym"??? Przecież to jedynie kwestia nazewnictwa.
            A na zloty motocyklowe wcale nie patrzę z litością, jedynie pozwoliłam sobie
            zauważyć, iż nie każdemu taka forma może odpowiadać,
            zaznaczając jednocześnie, że to bardzo dobrze kiedy ludzie zaczynają wychodzić z
            domu, zamiast siedzieć przed telewizorem i mają różne zainteresowania (ale to
            już jest trochę nie na temat).
            p.s. nie widzę nic złego w piciu piwa, stosowaniu innych używek czy ulżenia
            sobie powiedzeniem słowa qrwa. Twoje wyobrażenie o muzykach, czy też innych
            artystach, świadczy jedynie o tym, że nie znasz nikogo takiego osobiście.
            • michalng Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 20:18
              > Czy rozśmieszanie, wzruszanie, odkrywanie nowych emocji nie może być
              > "wzbogaceniem wewnętrznym"???

              Rozśmieszanie i wzruszanie raczej nie jest "wzbogacaniem wewnętrznym" , bardziej
              odmóżdżaniem smile Przecież rozśmieszanie i wzruszanie to atrybuty telewizyjnej
              sitkomowo-brazylijskiej papki.
              • nessie-jp Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 23:10
                > Przecież rozśmieszanie i wzruszanie to atrybuty telewizyjnej
                > sitkomowo-brazylijskiej papki.

                Znaczy, Szekspir i Słowacki
                • echtom Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 23:13
                  > A z ciekawości
                • michalng Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 18.06.10, 06:39
                  > > Przecież rozśmieszanie i wzruszanie to atrybuty telewizyjnej
                  > > sitkomowo-brazylijskiej papki.
                  >
                  > Znaczy, Szekspir i Słowacki
                  • nessie-jp Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 18.06.10, 14:38
                    > A to niby dlaczego ?
                    > Co ma wspólnego to ze nie wystarcza rozśmieszać czy wzruszać by "wzbogacać
                    > wewnętrznie" z Szekspirem i Słowackim ?

                    Z tych dwóch zwłaszcza Szekspir pisał komedie będące ówczesnym odpowiednikiem
                    Pulp Fiction, Love Story czy innych Gwiezdnych Wojen
                    • michalng Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 18.06.10, 17:38
                      > Z tych dwóch zwłaszcza Szekspir pisał komedie będące ówczesnym odpowiednikiem
                      > Pulp Fiction, Love Story czy innych Gwiezdnych Wojen
                      • nessie-jp Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 18.06.10, 23:50
                        > Bo występowanie jakiejkolwiek głębi w komediach to wynalazek niedawny i dość
                        > rzadki smile

                        Czyli jednak klasyfikujesz Szekspira na tej samej półeczce, co papkę
                        telenowelową? Bo jak rozumiem, sam fakt, że bawi i wzrusza jeszcze nie sprawia,
                        że to kulturalna rozrywka...

                        Widzisz, oto cały problem z takimi postawami jak twoja
                        • michalng Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 19.06.10, 07:28
                          > Czyli jednak klasyfikujesz Szekspira na tej samej półeczce, co papkę
                          > telenowelową? Bo jak rozumiem, sam fakt, że bawi i wzrusza jeszcze nie sprawia,
                          > że to kulturalna rozrywka...

                          Szekspir to nie tylko komedie. To po pierwsze. Po drugie nigdzie nie napisałem
                          ze komedia nie może być kulturalną rozrywką. Po prostu to ze rozśmiesza nie
                          powoduje automatycznie ze "ubogaca wewnętrznie".

                          > Widzisz, oto cały problem z takimi postawami jak twoja
                          • nessie-jp Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 19.06.10, 17:00
                            > Szekspir to nie tylko komedie. To po pierwsze.

                            Nie tylko. Ale tragedie Szekspira są równie 'ubogacające' co jego komedie, tylko
                            na łzawo.

                            > Po drugie nigdzie nie napisałem
                            > ze komedia nie może być kulturalną rozrywką. Po prostu to ze rozśmiesza nie
                            > powoduje automatycznie ze "ubogaca wewnętrznie".

                            Nie, nie, ty przyrównałeś rozrywkę, która śmieszy i wzrusza, do telenowelowej papki.

                            Pytanie, dlaczego wyznacznikiem kulturalnej rozrywki ma być to, że "ubogaca"
                            (brr, obrzydliwe słowo!) to w ogóle temat do osobnej dyskusji.

                            Przypomnę ci tylko dość znany cytat "piękno na to jest, by zachwycało".

                            Dlatego rzucę taką kontrowersyjną tezę, że dla poziomu kultury być może lepiej
                            spędzić wieczór przy telewizorze z wybranym przez siebie filmem na DVD, zamiast
                            wbijać się w garniak i grzecznie dreptać do teatru albo opery, chociaż
                            bynajmniej nas to nie zachwyca.
                            • michalng Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 19.06.10, 21:55
                              > Nie tylko. Ale tragedie Szekspira są równie 'ubogacające' co jego komedie, tylk
                              > o
                              > na łzawo.

                              Łzawo ?

                              > Nie, nie, ty przyrównałeś rozrywkę, która śmieszy i wzrusza, do telenowelowej p
                              > apki.

                              Nie. Napisałem tylko ze sitkomowo-telenowelowa papka wzrusza i rozśmiesza. I nie
                              "ubogaca wewnętrznie" tylko odmóżdża.

                              > Pytanie, dlaczego wyznacznikiem kulturalnej rozrywki ma być to, że "ubogaca"
                              > (brr, obrzydliwe słowo!) to w ogóle temat do osobnej dyskusji.

                              To nie do mnie pytanie tylko do olana5. smile Mnie rozrywka czy sztuka nie musi
                              "ubogacać" wink Jestem wystarczająco wewnętrznie bogaty smile

                              > Dlatego rzucę taką kontrowersyjną tezę, że dla poziomu kultury być może lepiej
                              > spędzić wieczór przy telewizorze z wybranym przez siebie filmem na DVD, zamiast
                              > wbijać się w garniak i grzecznie dreptać do teatru albo opery, chociaż
                              > bynajmniej nas to nie zachwyca.

                              Ja osobiście nigdy nie wbijam się w graniak z okazji wizyty w teatrze smile A do
                              opery nie chodzę właśnie dlatego ze mnie ona nie zachwyca.
        • lavinka Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 14:43
          Też mi się wydaje,że autorka(jeśli nie troll) leczy swoje kompleksy. W końcu nie
          samą kulturą człowiek żyje, a samym chodzeniem do teatru człowiek się nie
          ukulturalni. Statystyczny Polak mało czyta, to fakt, mało chodzi tu i tam - bo
          jednak woli kulturę niską, typu grill i piffko zamiast tego o czym piszesz. Tego
          nie zmienimy i nie ma po co tego zmieniać na siłę. Spore pole do popisu mają
          polskie siłaczki, co próbują zaszczepić nieco blasku kultury ludowi... i boję
          się niestety,że jak owa lekturowa siłaczka - są skazane na porażkę.

          Robienia zdjęć nie uznałabym za kulturę, ale już robienie zdjęć zabytkom oraz
          innym obiektom historycznym przy okazji ich zwiedzania już trochę tak. Zależy co
          robimy i do czego się nam to przydaje. Bezmyślne czytanie byle czego też nie
          wzbogaca, ale dyskusja w większym gronie na temat tego co się przeczytało - już tak.
    • hogata123 Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 13:34
      wszystko zalezy od tego jak zostalo zadane pytanie w ankiecie. jesli
      pytanie brzmialo "czy chodzisz na koncerty",a przedwczoraj byl
      koncert Gosi Andrzejewicz na festynie w Swarzedzu, a odpowiadajcacy
      przechdzil wlasnie tamtedy, to na takie pytanie odpowiada "tak".
      jesli pytanie brzmialo "czy czytasz prase i / lub ksiazki", a
      odpowiadajacy raz na jakis czas kupi sobie "Pania Domu" i poczyta,
      to na takie pytanie tez odpowie twierdzaca. wszystko zalezy od
      precyzji zadanego pytania.
      • ksiksa ?! 17.06.10, 14:02
        A jak ktoś czyta "Panią domu" albo słucha Andrzejewicz lub czegoś
        podobnego, to już nie może być kulturalny? I jak tu się dziwić, że
        niektórzy czują potrzebę się dowartościować, skoro większość osób,
        jak zresztą widać z wielu wypowiedzi powyżej, mimo głoszenia
        tolerancyjności i swobody wyboru, namiętnie wierzy w to, że jest
        kultura lepsza i gorsza. Smiać mi się chce np. w czasie wakacji, gdy
        często wypowiadają się różne osoby na temat swoich wakacyjnych
        lektur i wspominają, jak to delektują się na plaży lub w metrze
        Kapuścińskim czy Kołakowskim albo jak z wypiekami na twarzy
        czytają "W poszukiwaniu straconego czasu"smile A przy tym ta urocza
        niby skromność - wcale się nie chwalę i nie uważam, że to przynosi
        mi zaszczyt, że warto o tym wspomnieć, jaka to jestem obyta, podczas
        gdy jakieś kmiotki poczytują sobie w metrze kolorowe pisemka.

        I po co się tak publicznie napawać tym, co Wam sprawia przyjemność?
        Po co się martwicie, że ktos inny czyta "tylko" Dana Browna i to mu
        daje radość, a nie kontempluje z nabożną czcią Prousta? I czemu spać
        Wam nie daje, że nie są takie osoby wystarczająco jak na Wasz gust
        kulturalne?

        Powiem krótko, kulturalni ludzie nie epatują nikogo swymi wzniosłymi
        przeżyciami, nie chwalą się swoją zażyłością z kulturą i przede
        wszytskim nie oceniają zainteresowań innych. Jak kogoś boli, że inni
        nie są dość kulturalni, to sam pokazuje takim podejściem, na co
        zwraca większą uwagę - na spektakl, film, koncert, czy na rekacje
        innych ludzi. Czy szuka własnych emocji i przeżyć, czy raczej
        przkonany o własnej wyższości niby to z troską, podszytą chyba
        kompleksami, pochyla się nad biednymi nieobytymi...
        • permanentne_7_niebo Re: ?! 17.06.10, 18:56
          Ja po lekturze wątku (wybiórczo, bo się nie wczytuję i nie znam
          ludzi) odnoszę wręcz przeciwne wrażenie - że jak się przeczyta
          książkę Prousta to już się jest automatycznie pozerem, jak nie daj
          Boże książki się przeżywa, to już w ogóle uważanie się za kogoś
          lepszego. Forum służy mi do ekshibicjonizmu emocjonalnego, ale ze
          znajomymi w zasadzie o książkach, czy spektaklach nie gadam. Mam
          swoje grono czytaczy i jak mi zaskoczy jakaś książeczka, to spieszę
          wówczas donieść. Ale nie dla tego, że się wstydzę w tą czy w tamtą
          stronę, tylko dlatego, że z róznymi znajomymi łączą nas różne
          rzeczy. Raczej nie pojadę na Targi na Służewcu, żeby tam nadawać o
          Hłasce..
          • permanentne_7_niebo Re: ?! 17.06.10, 18:58

            Ale nie dla tego,

            uuuh... przepraszam.... bo to akurat boliuncertain
    • lola211 Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 13:38
      Coz- znam ludzi, ktorzy w ogole nie czytaja ksiazek i takich, ktorzy
      je "połykaja" w niemozliwych ilosciach(tych jest wiecej).Kino, teatr-
      kilka razy w roku.Jedna z kolezanek namietnie chodzi do opery.
      Lubią, nie pozuja.

      >Przecież takie coś się nie obroni..

      Ale z tego tez jest jakas korzysc.Byl , widzial, przeczytał- cos z
      tego wyniosl.To uwazam duzo lepiej niz ograniczanie sie do tv
      wylacznie.
    • the_rapist Zdemaskowany pezez kogo? 17.06.10, 13:46
      Piszesz, ze pozer bedzie szybko zdemaskowany. ALe przez kogo? Przez
      tych, co nawet nie udaja, ze dana dziedzina ich interesuje? CZy
      przez nielicznych prawdziwych milosnikow wysokiej kultury? Ich z
      kolei nie tak latwo spotkac.

    • tehuana Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 14:03
      Jak mowie komus szczerze, ze sztuka i kultura mnie nudza, a w
      muzeach spada mi cisnienie i nie mam zamiaru tracic kasy na ziewanie-
      to ludzie mi nie wierza.A mysle,ze sporo ludzi tak ma.
      Pozerstwo-to dlatego, ze ludzie chca w oczach innych wygladac na
      lepszych niz sa. Ja mowie,ze jestem istota prosta i leniwa (film
      wole obejrzec w domu (kino to strata czasu i kasy), ksiazke kupic i
      poczytac w wygodnym fotelu, to nikt mnie nie rozumie.
      • lavinka Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 14:52
        Nu, jak się idzie do muzeum tylko po to żeby pójść do muzeum to nie dziwota,że
        się ziewa smile Pamiętam moją ostatnią wizytę Muzeum Narodowym - mają oni sporą
        kolekcję obrazów Witkacego. Przeszliśmy muzeum wszerz i wzdłuż. NIC nie jest
        wystawione. Moim zdaniem granda. Jeśli od dziecka widzę,że się nic nie zmieniło,
        niemal z zamkniętymi oczami potrafię trafić do wielu obrazów, które widziałam
        już sto razy - to się pytam, po co mam chodzić do Narodowego częściej niż raz na
        dekadę? Wystawy czasowe nieco mnie rozczarowały, zresztą mało co akurat mnie
        ostatnio interesowało to i nie byłam.

        Podobnie jest z innymi muzeami z państwowego garnuszka. Jest jednak takie
        przysłowie, że kto szuka ten znajdzie. Ostatnio zagustowałam w skansenach i
        bardzo dużo ciekawych rzeczy można się tam dowiedzieć. Tylko trzeba najpierw
        trochę poczytać o budownictwie wiejskim, wtedy łatwiej nie_ziewać smile
    • titta Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 14:27
      Takie biadolenie, ze ci ktorzy czytaja i do przybytkow sztuki chodza
      robia to wylacznie dla pozoru, przypomina mi sytuacje z otwarcia
      wystawy penego artysty wspolczesnego. "Mistrz" w swoim prerformance
      biegal nad trumna z zaroweczkami choinkowymi na rekach, przesypywal
      piasek i takie tam. Po tym jakas starsza pani w uniesieniu zaczela
      pomiedzy zachwytani nad "mistrzem" utyskiwac na zamkniecie
      pospolstwa na sztuke. Studenci (majacy zajecia ze stuki
      wspolczesnej) troche zepsuli nastroj wybuchajac nipohamowanym
      smiechem.
      Moze trudno zrozumiec cala sytuacje (jej absurdalnosc) jedynie z
      opisu. Chodzi na tomiest o to, ze to nie ludzie sa dla kultury, a
      kultura dla ludzi. Ma bawic, zdobic, byc rozrywka i wywolywac
      emocje - wedlog indywidualnych potrzeb. Tymczasem dla wielu ludzi
      satla sie raczej wyznacznikiem poczucia ich wyzszosci
      na "pospolstwem". Zazwyczaj sa to wlasnie ci narzekajacy.
      • volga_jasnowidzaca Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 14:38
        big_grin big_grin big_grin

        Co, w 'elycie' zrobilo sie za duszno i za tloczno, to trzba wylonic
        elyte elyty. big_grin
        'Oh, oni to chodza do teatru bo sa pozerami. Tylko, JA ostatni
        sprawiedliwa chodze z prawdziwej potrzeby duszy.
        Wiem to, bom pozer i wiesniak, i wlasnie nie chce aby w moj sposb na
        pretensjonalnosc podkupili beszczelni 'inni'big_grin.

        Nosz poprostu zescie przeszli samych siebie. Nie dam, nie rusz,
        kijem pogonie od tatralnych probow bo to tylko dla mnie, a WY tylko
        pozujeciebig_grin

        PS.

        Samo haslo czytania wcale mnie nie wzrusza i nie jest wyznacznikiem
        niczego, kultury tym bardziej. Czytac mozna Still czy Grishama i
        taka to kultura jak jarmark po Palacem. Rozrywka, z ktorej zdarza
        sie korzystac, i tyle.wink (moje literackei pozerstwo w pelnej
        krasie, mozecie jechac jak po lysej kobylebig_grin)
        • lavinka Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 14:54
          Się ostatnio lansuję na grodziskach wczesnośredniowiecznych i czasem skansenach.
          Ja to dopiero jestem kulturalna, nie to co ta swołocz wink))) Wyczuwam ironię,
          ciekawe jak na to reszta opowie wink
          • kretynofil Dupy z Was i tyle! 17.06.10, 15:07
            Ja bede jeszcze bardziej elitarna elita elity. Opowiem Wam dowcip,
            ten o gasce Balbince:

            Za jasna cholere nie uwazam zeby Odyseja Kosmiczna 2001 byla
            filmem wybitnym czy kultowym - to tani, efekciarski i
            przeintelektualizowany kicz.


            I zobaczymy na kogo sie teraz rzuci pozerstwo!
            • lavinka Re: Dupy z Was i tyle! 17.06.10, 17:03
              A jest kultowym? Chyba przegapiłam ten fakt smile
              • kretynofil Zapraszam na dowolna strone... 18.06.10, 08:01
                ...typu filmweb - dyskusje na temat tego filmu sa po prostu boskie.

                A mi zawsze najbardziej podobala sie taka argumentacja:

                "Odyseja Kosmiczna 2001 jest filmem niesamowitym, ponadczasowym,
                uniwersalnym, bo efekty specjalne jak na tamten okres byly
                niezmiernie zaawansowane a rezyser jest znany z nakrecenia wielu
                wybitnych filmow, ktorych tytulow nie moge sobie teraz przypomniec"

                Taki jest mniej wiecej skrot wiekszosci wypowiedzi na temat tego
                dziela...
                • lavinka Re: Zapraszam na dowolna strone... 18.06.10, 13:26
                  To trzeba było tak od razu. Faktycznie, ten opis można by wstawić pod
                  każdym filmem fantasy wink
    • szadoka Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 15:13
      Ja na szczescie nie mam kompleksow i nie musze sie na nikogo
      kreowac. ksiazki czytam po 3 w tygodniu ( jak mam) . Nie jakies
      wydumane. Raczej fantastyke, dobry horror czy kryminal. Jesli
      ogladam filmy to tez dla przyjemnosci. Nie dla mnie "Katynie" czy
      inne martyrologie.
      W teatrze bywam raz w roku srednio ( nad czym ubolewam bo lubie).
      Niestety nie zawsze trafia sie na fajna sztuke. Raz zdarzylo nam sie
      wyjsc w antrakcie od Jandy bo poziom spektaklu byl na poziomie
      teatrzyku szkolnego i nawet znakomity Janusz Gajos nie byl w stanie
      uratowac tej sztuki.
      Ale mam znajomych ( ktorych zreszta bardzo lubie), ktorzy potrafia
      pojechac takim ąę
      • bi_scotti Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 15:45
        Snobizm na czytanie czy chodzenie do teatru daje jednak snobujacej
        sie osobie szanse, ze za ktoryms razem zrobi to nie na pokaz czy
        zeby sie popisac ale zwyczajnie dla frajdy, bo zalapie bakcyla. Brak
        takiego snobizmu polaczony z brakiem nawykow i zainteresowan z
        zalozenia pozbawia delikwenta takiej szansy. Wniosek: lepszy taki
        snobizm niz jego brak.
        Baletu i opery nie znosze organicznie, muzyke tzw. klasyczna
        toleruje rzadko, wylacznie w zaciszu wlasnego domu, kilka wybranych
        kompozytorow, niewiele ulubionych utworow. Kocham kino, jazz,
        wspolczesne malarstwo, instalacje, bywam regularnie w teatrze,
        czytam srednio jedna-dwie ksiazki na miesiac wylacznie dla
        przyjemnosci (nie licze tekstow, ktore czytac musze ani
        prenumerowanych pism tygodniowych) i ... smiem uwazac sie za osobe
        relatywnie kulturalna wink Mam nadzieje, ze kiedys na emeryturze bede
        miec wiecej czasu na czytanie choc przyznam, ze z wiekiem lubie
        czytac powoli - im lepsza ksiazka, tym wolniej ja smakuje.
        • kretynofil Bzdura... 17.06.10, 16:11
          > Wniosek: lepszy taki snobizm niz jego brak.

          Gowno prawda, wysoki sadzie.

          Gdyby od snobizmu ludzie statystycznie madrzeli to powinnismy byc
          cywilizacja intelektualistow - a jednak nie jestesmy.

          Mam wrazenie ze taki snob jak wroci na kwadrat po snobowaniu sie
          przez caly dzien to bedzie musial odreagowac - i dlatego sa takie
          programy jak Taniec z Gwiazdami, zeby zapewnic odskocznie tym, ktorzy
          caly dzien powtarzaja jak to ich nie ogladaja wink

          Abstrahujac juz w ogole od tego jak ubogie emocjonalnie jest
          spoleczenstwo hipokrytow w ktorym wszyscy maja rowno dosyc udawania,
          ktore tak ich meczy ze musza to odreagowac na forum zakladajac watki
          o pozerach...
          • bi_scotti Re: Bzdura... 17.06.10, 16:26
            Prawde mowiac wcale nie jestem przekonana o potencjalnej wyzszosci
            spoleczenstwa inteliktualistow nad spoleczenstwem szarych zjadaczy
            chleba. Uwazam, ze fajnie jest jesli od czasu do czasu kazdy
            czlowiek jest w stanie przezyc cos ponad radosc ze schabowego i
            ciasta ze sliwkami, ale to wcale nie znaczy, ze perfekcyjna bylaby
            rzeczywistosc, w ktorej chlebem codziennym bylby Platon a deserem
            Penderecki wink
            Dlatego snobowanie sie na artystycznie i intelektualnie "wysokie
            loty" jest czyms, co nalezy w ludziach popierac - daje im to
            przyjemnosc, satysfakcje i (chocby i rzadka) autentyczna frajde z
            przezycia czegos poruszajacego gleboko, moze nawet trwale. Mysle
            tez, ze nalezy wspierac ludzi (nawet tych "ubogich duchem") w ich
            wlasnych poszukiwaniach tego, co im w sztuce a nawet i wylacznie
            rozrywce odpowiada aby mieli mozliwosc wzbogacania swojej
            codziennosci nie tylko o kolejne zakupy czy plotki z sasiadka ale
            rowniez o wspoluczestnictwo w wielorakich zbiorowych wydarzeniach na
            rozna skale. Im wiecej bodzcow, im wieksza otwartosc na to, co coraz
            latwiej dostepne, tym wieksza szansa na rozbudzanie w ludziach
            zdrowej ciekawosci swiata i checi wspoltworzenia.
            Niech zyja snobi i szalency albowiem to oni pchaja swiat do przodu wink
            • framp dobrze prawisz :) 17.06.10, 17:46
              trochę wyżej też usiłowałem coś takiego powiedzieć, ale ty ujęłaś sedno sprawy
              smilejestem jak najbardziej za tym, aby ludzie w ogóle coś robili poza zakupami w
              galerii handlowej i grillem w sobotę, bo obserwuję, iż duża część ludności
              ogranicza się tylko do tego, a kultura i rozrywka dla nich to Taniec z gwiazdami
              i TVN24! w Polsce nie ma zwyczaju uprawiania sportów, wychodzenia do knajp czy
              pubów, uczestniczenia w życiu społecznym we własnym mieście, chodzenia do kina,
              teatru czy filharmonii - zamiast tego chodzi się do kościoła i tyle. Dlatego ja
              z radością obserwuję że budzą się jednak różne formy spędzania czasu i kultura
              jest jedną z takich form i doskonale że tak jest! Oczywiście, uczestnictwo w
              kulturze wysokiej nie jest dla wszystkich, bo do tego trzeba mieć przygotowanie,
              ale fajnie jest jak ludzie chcą wyjść z domu aby iść na koncert jakiejś kapeli
              czy pojeździć na koniach, bo to oznacza, że jednak coś ich rusza poza serialem M
              jak miłość!
            • kretynofil No dobra... 18.06.10, 07:57
              > Prawde mowiac wcale nie jestem przekonana o potencjalnej wyzszosci
              spoleczenstwa inteliktualistow nad spoleczenstwem szarych zjadaczy
              chleba.

              A ja mimo wszystko jestem przekonany.

              Dla mnie najwieksza wartoscia w literaturze jest mozliwosc poznawania
              swiata cudzymi oczami, zrozumienia innych ludzi. Jesli przeczytana
              ksiazka sklania mnie do refleksji, do wewnetrznej dyskusji z wlasnymi
              pogladami - to jest to to czego w naszym swiecie brakuje - otwartosci
              i roznorodnosci doswiadczen.

              Dlatego naprawde bylbym szczesliwy w swiecie w ktorym ludzie zamiast
              czytac "starzyny" byliby naprawde zainteresowani "nowinami"...
              • echtom Re: No dobra... 18.06.10, 17:53
                > Dla mnie najwieksza wartoscia w literaturze jest mozliwosc poznawania
                > swiata cudzymi oczami, zrozumienia innych ludzi.

                Jak dla mnie lepiej tę funkcję spełnia reportaż.
              • mikas73 Re: No dobra... 18.06.10, 20:35
                > Dla mnie najwieksza wartoscia w literaturze jest mozliwosc
                poznawania
                > swiata cudzymi oczami, zrozumienia innych ludzi. Jesli
                przeczytana
                > ksiazka sklania mnie do refleksji, do wewnetrznej dyskusji z
                wlasnymi
                > pogladami - to jest to to czego w naszym swiecie brakuje -
                otwartosci
                > i roznorodnosci doswiadczen.

                Chociaż rozumiem intencje uważam, że trochę się zapętliłeś z tymi
                teoriami. Ferwujesz wyroki, kreując się na autorytet; „starzyzny” –
                be , „nowości” cacy. Wyszydzasz braki, ośmieszach innych (we
                wcześniejszych postach). Trochę snobizmem zaleciało. A co jeżeli
                jakaś „starzyzna” skłania do refleksji, do wewnętrznej dyskusji
                itd?

                Unikanie naturalności i szczerości - to moim zdaniem kwintesencja
                pozerstwa a przestrzeganie kanonów mody; drugorzędne ma znaczenie….

                > Dlatego naprawde bylbym szczesliwy w swiecie w ktorym ludzie
                zamiast
                > czytac "starzyny" byliby naprawde zainteresowani "nowinami"...


                Rozumiem Twoje chęci, tylko powiedz mi kto ma rozstrzygnąć co jest
                dobrą a co złą nowiną, co jest kiepskim a co wartym przeczytania
                starociem, skoro jak wiać dotychczasowe rozstrzygnięcia nie
                spełniają Twoich kryteriów?
        • nessie-jp Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 19:51
          bi_scotti napisała:

          > Snobizm na czytanie czy chodzenie do teatru daje jednak snobujacej
          > sie osobie szanse, ze za ktoryms razem zrobi to nie na pokaz czy
          > zeby sie popisac ale zwyczajnie dla frajdy, bo zalapie bakcyla.

          Ale za to odbiera dużej grupie ludzi szansę na powiedzenie "Nie lubię chodzić do
          teatru" albo "Byłem, ale przedstawienie było kiepskie". Bo do teatru "trzeba",
          bo podobać się "musi".

          Ot, taka pułapka presji społecznej. Nie podobała ci się sztuka? To znaczy, że na
          pewno ty jako widz jesteś głupi i się nie znasz, a nie
          • echtom Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 22:58
            > Ale za to odbiera dużej grupie ludzi szansę na powiedzenie "Nie lubię chodzić do teatru"

            Mi nie odbiera - mimo ukończonych podwójnych studiów humanistycznych, a może właśnie dlatego. W młodości byłam pilnym konsumentem kultury wysokiej - teatru, opery, ambitnych filmów, książek itp., ale potem stwierdziłam, że jednak wolę czytać/oglądać to, co mnie interesuje, a nie to, co wypada. W ogóle mając mało czasu wolnego stwierdziłam, że najbardziej lubię się uczyć, nie uczestniczyć w kulturze. Jak już wyjdę z domu, to nie do teatru, ale na wycieczkę szkoleniową albo wykład z historii Gdańska.
            • nessie-jp Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 23:08
              > Mi nie odbiera - mimo ukończonych podwójnych studiów humanistycznych,

              No koleżanko, z czym do ludzi smile W poście powyżej mowa była o snobizmie
              skłaniającym do chodzenia ludzi do teatru, bo "wypada". A nie o ludziach, którzy
              nie boją się uzależniać chędzi pójścia do teatru od opinii bliźniego.

              Smutny wniosek jest taki, że na trzeźwo oceniać wartość widowisk teatralnych
              mają "prawo" (a raczej odwagę!) tylko osoby mogące się w razie czego zasłonić
              dyplomem uczelni humanistycznej. Bo tobie nikt nie podskoczy: ty masz dwa
              dyplomy studiów humanistycznych smile

              Dlatego właśnie przestrzegam przedpiśczynię przed propagowaniem snobizmu
              teatralnego
              • lavinka Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 18.06.10, 13:28
                Nu, tak mi się wydaje,że kilka razy mogłam wyjść na prostaczkę, bo
                otwarcie powiedziałam,że współczesny teatr do mnie nie przemawia.
                Pechowo - politechniczna jestem wink
    • szyszunia11 Re: Kreowanie się na kulturalnego i obytego… 17.06.10, 18:12
      dla mnie pozorem byłby ten, kto nie umiałby po zobaczeniu jakiegos wydarzenia
      artystycznego, niby wielce ambitnego, (a w istocie bezdennie g...nianego)
      powiedziec, że "król jest nagi" w obawie przed opinia innych. A takich królów
      nagich w Krakowie (i pewnie nie tylko ) na pęczki...
    • nonameuno chodzą do kościoła i to im wystarczy ... 17.06.10, 19:00
      w kraju, gdzie są pieniądze na naukę religii, pieniędzy na naukę muzyki czy
      plastyki w szkołach już nie ma, nie mówiąc już o tym, aby szkoła zabrała uczniów
      na jakieś przedstawienie czy wernisaż, co w starej Unii jest normą, a u nas nie
      do pomyślenia, bo naukę i kulturę rozdziela mur nieprzebyty a sami nauczyciele
      również nie uczestniczą w kulturze bo nie mają ani pieniędzy ani potrzeb ...
      wiec skąd przeciętny uczeń niemający w domu wzorców korzystania z kultury ma
      wiedzieć, że coś takiego istnieje i może sprawiać przyjemność? a jak nie wie, to
      ogląda tańce i wycie na lodzie oraz tasiemce w TVP i to utożsamia z kulturą, bo
      wszak państwowa telewizja jest "misyjna"! dlatego jak ktoś taki zobaczy
      człowieka, który był w teatrze albo na koncercie (innym niż Dody!) i czerpie z
      tego przyjemność, to utożsamia go ze snobem i lanserem, bo taka postawa jest dla
      niego niezrozumiała!
      • lavinka Re: chodzą do kościoła i to im wystarczy ... 18.06.10, 13:31
        Akurat nic nie zniechęca do sztuki bardziej, niż przymusowe wycieczki
        klasowe do muzeum. Zamęczali mnie tak przez całą podstawówkę. Za to z
        mamą chodziłam chętnie, bo to nie była wycieczka objazdowa pod
        szyldem "a teraz, kochane dzieci będziemy się ukulturalniać", ale
        oglądałyśmy to co chciałyśmy i gdzie chciałyśmy. Często znałyśmy
        reprodukcję jakiego obrazu(kiepskie wtedy były wydruki w gazetach) i
        chciałyśmy konkretny obraz obejrzeć na żywo, z czystej ciekawości,
        wcale nie po to by się rozwijać smile
        • burza4 Re: chodzą do kościoła i to im wystarczy ... 18.06.10, 17:50
          lavinka napisała:

          > Akurat nic nie zniechęca do sztuki bardziej, niż przymusowe wycieczki >
          klasowe do muzeum.

          Bo wycieczka jest po to, żeby się powygłupiać a nie przeżywać, ze zwiedzania
          Wawelu z klasą moje dziecko nie wyniosło nic, nie zauważyła arrasówsmile, muzea w
          innych krajach zwiedza z błyskiem w oczach, sama się pcha, tyle, że jak była z
          koleżanką to atencja już słabła.

          A poza tym my takie muzea mamy niestety - ograbione, nudne, nieciekawe. Zresztą
          wszystko jest kwestią przewodnika, po muzeach panie głównie przeganiają
          wycieczki. Mistrzostwo świata w tej dziedzinie zaprezentował mi kiedyś
          przewodnik w kopalni złota w Kotlinie Kłodzkiej. Nie ma tam absolutnie nic
          ciekawego z eksponatów, jednak spędziliśmy tam 1,5 godziny zasłuchani w jego
          opowieści, a brak ciekawostek do oglądania odnotowałam dopiero sporo później.
          Facet był genialny.
          • echtom Re: chodzą do kościoła i to im wystarczy ... 18.06.10, 17:57
            Mistrzostwo świata w tej dziedzinie zaprezentował mi kiedyś
            > przewodnik w kopalni złota w Kotlinie Kłodzkiej.

            w Wieliczce też są nieźli. Btw. dzięki za rekomendację kopalni złota, kiedyś się pewnie tam wybiorę smile
            • burza4 Re: chodzą do kościoła i to im wystarczy ... 18.06.10, 19:31
              Mocno polecam cały rejon, bo to w ogóle świetny kierunek na weekend, masa
              ciekawych rzeczy - jaskinia Niedźwiedzia, Błędne Skałki, tajemnicze poniemieckie
              fortyfikacje, jakbyście mieli po drodze to obłędny pałac w Mosznej, który mnie
              zachwycił
              www.moszna-zamek.pl/galeria/category/1.html
              smile
              • echtom Re: chodzą do kościoła i to im wystarczy ... 19.06.10, 13:39
                Dzięki, ale ten region Polski mam w dalszych planach wakacyjnych. W tym roku jadę wspierać zalany Sandomierz smile
    • wybitniemadry wystarczy nie sciagac butow w "gosciach" 18.06.10, 10:11
      bufoni chlona won skarpet i nie pisna ani slowa
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka