Dodaj do ulubionych

Trudne decyzje na A

27.06.10, 22:08
Niejednokrotnie po stronie przeciwko aborcji czytalam ze pozniej sie bedzie
tego zalowac, i ze ta decyzja bedzie przesladowac przez reszte zycia. Jako
alternatywe podaje sie chetnie adopcje.
Czy decyzja o oddaniu do adopcji nie przesladuje przez reszte zycia? Czy sie
tego nigdy nie zaluje? Gwarancja jakas jest?

Mam dzis duzo wolnego czasu, ale jestem uziemiona przed komputerem (nawet TV
nie mam). Rozne pytania mi przychodza do glowy. To gwoli wyjasnienia skad ten
temat.

Obserwuj wątek
    • puellapulchra Re: Trudne decyzje na A 27.06.10, 23:49
      Ciąża zostawia ślad na psychice, bez względu na to czy usuniesz, poronisz, oddasz do adopcji, czy w miłości wychowasz.

      Aborcja jest mniejszym złem, niż porzucenie dziecka w śmietniku/beczce/Wiśle itp.
      Aborcja w zaawansowanej ciąży (np. 24tc ) jest dla mnie nie do przyjęcia. A takie robi się legalnie w cywilizowanych krajach. Wywołuje się poród, potem czeka aż maleństwo umrze. Ale - nadal to mniejsze zło, niż umieranie kilkumiesięczniaka po skatowaniu przez ojca/konkubenta matki...

      Urodzenie i oddanie dziecka do adopcji jest o tyle dobre, że nie masz krwi na rękach, a niepłodnej parze podarujesz najcenniejszy dar.
      Ale nigdy nie zapomnisz kopniaczków dziecka w łonie, porodu itd.

      Temat nie jest czarno-biały, ile kobiet, tyle historii i punktów widzenia.
      Pozdrawiam
      • asia_i_p Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 16:10
        Aborcja w zaawansowanej ciąży (np. 24tc ) jest dla mnie nie do przyjęcia. A tak
        > ie robi się legalnie w cywilizowanych krajach. Wywołuje się poród, potem czeka
        > aż maleństwo umrze. Ale - nadal to mniejsze zło, niż umieranie kilkumiesięcznia
        > ka po skatowaniu przez ojca/konkubenta matki...
        Dlaczego mniejsze? Jak dla mnie to mniej więcej to samo - bezbronny człowiek
        umiera w bólu. Rozumiem, choć nie popieram, argumenty, że lepsza jest aborcja
        przed wykształceniem się systemu nerwowego, ale w momencie, kiedy mamy już
        czującą istotę, naprawdę nie dociera do mnie różnica.
    • blanka_1982 Re: Trudne decyzje na A 28.06.10, 09:22
      Decyzja o oddaniu do adopcji nie pozostaje bez wpływu na naszą psychikę, ale
      różnica jest zasadnicza. Po adopcji możesz się zastanawiać, jak teraz wygląda
      twoje dziecko, jak sobie radzi itp., a po aborcji możesz już tylko mysleć o tym,
      jak WYGLĄDAŁOBY twoje dziecko, gdybyś go nie zabiła...
      Zgadzam się z opinią, że dokonanie aborcji we wczesnej ciąży jest "mniejszym
      złem" niż katowanie dziecka w patologicznej rodzinie. Ale trzeba pamietać, że
      znacząca większość kobiet decydujacych się na aborcję to młode dziewczyny, które
      niekoniecznie pochodzą z patologicznych rodzin, a na aborcję decydują z takich
      powodów jak młody wiek, niestabilność finansowa, czy strach przed reakcją
      rodziny lub nawet nacisk rodziny(!) I takie dziewczyny po latach nie mogą sobie
      darować tego, że z takich błahych z perspektywy czasu powodów zamordowały własne
      dziecko. Bo nagle okazuje się, że dałyby radę i wszystko mogło się ułożyć.
      Ja mam mieszane uczucia w sprawie aborcji. Osobiscie jestem absolutnie
      przeciwna, dla mnie to zwykłe morderstwo, ale z drugiej strony jestem świadoma
      faktu, że nie da sie wyeliminować tego procederu. Warto się zastanowić, czy nie
      dopuścić(jednak) aborcji w brdzo wczesnej ciąży, ale tak, żeby było to
      poprzedzone gruntownymi rozmowami z psychologiem, zaprezentowaniem
      alternatywnych rozwiązań itp. Tak, żeby kobieta wiedziała, że może wybrać
      inaczej-że może wychować sama i da radę(tu powinno pomagać państwo, ale to zdaje
      się nierealny temat), może też urodzić i oddać dziecko do adopcji...że ma
      alternatywę.
      • martabg zamordowały własne dziecko 28.06.10, 12:04
        Rozumiem, że temat jest trudny i że są różne punkty widzenia.
        Odniosę się jedynie to zdania w temacie.
        Są kobiety, które po dokonaniu aborcji nie żałują i nie mają
        wyrzutów sumienia. Według tegoż sumienia nie usunęły dziecka a
        ciążę, komórki. I mają do tego prawo. Dlatego też nie zamordowały
        . Bo mordować to można osobę a nie to, z czego ma powstać.

        W tego typu dyskusjach najwięcej do powiedzenia mają te osoby, które
        nigdy nie stanęły przed podobnym dylematem a temat znają z
        sensacyjnych reportaży. Im trudno jest zrozumieć, że po aborcji
        można czuć także ulgę a nie tylko wyrzuty.

        To tyle w temacie wyborów...
        • bri Re: zamordowały własne dziecko 29.06.10, 10:16
          Warto jednak przypomnieć, że w polskich warunkach aborcja nie
          jest kwestią sumienia
          . Jest nielegalna i skądinąd sensowne
          oświadczenia niektórych katoliczek, że nie podejmują się oceniać
          wyborów innych ludzi w tej kwestii, nie zmienią faktu, że obecny
          stan zawdzięczamy tylko i wyłącznie wpływom politycznym Kościoła,
          który postanowił jednak sprawić, aby polskie kobiety, jako jedne z
          nielicznych na świecie, nie musiały swojego sumienia kwestią
          ewentualnej aborcji kłopotać.
          • madziulec Re: zamordowały własne dziecko 29.06.10, 10:58
            Kolejne pitolenie. Polski katolicyzm wyraza sie zasobnoscia portfela.

            Jesli zajdzie w ciaze corka bogatej katoliczki ta bez problemu idzie
            do lekarza i "zalatwia" problem, wcale nie zastanawiajac sie nad
            moralnym aspektem, bo nie bedzie dzieciakowi zyci amarnowac, bo
            dzieciak powinien szkole skonczyc, studia, uzozyc sobie zycie, wyjsc
            za maz, a nie pakowac sie w pieluchy w wieku 16 lat.

            A jesli sytuacja przytrafi sie w rodzinie biednej katoliczki to
            wlasnie niestety wychodzi, ze mamy kochanie dziecka, a raczej
            zmuszanie do pokochania. I roznie z tym bywa.
            Ale oczywiscie ideologie i filozofie bardzo latwo do tego dorobic. I
            bardzo latwo powiedziec "ja w tej sytuacji zrobilabym to czy tamto",
            szczegolnie wtedy, gdy czlowiek nie byl w takiej sytuacji.
            • bri Re: zamordowały własne dziecko 29.06.10, 11:06
              To prawda, że zakaz aborcji uderza głównie w najbiedniejsze kobiety,
              których nie stać na zabieg po czarno-rynkowych cenach, tudzież
              wyjazd za granicę.
        • mmmm-ltd do martabg 29.06.10, 13:04
          podpisuje sie pod Twoim postem.Dokladnie tak jest:te osoby,ktore
          nigdy nie byly w tzw.nieplanowanej ciazy maja duuuzooo do
          powiedzenia.Skad ta 100% pewnosc,ze gdybym byla w ciazy nawet tej z
          wpadki to niiigdyyy w zyciu bym nie usunela????No wlasnie.Ja przed
          ciaza tez bylam pewna,ze po porodzie bede karmic piersia,bo jak to
          nie??Kiepski przyklad ale..Dlatego tez my sami nie znamy do konca
          siebie,swoich reakcji.A dla Was przeciwniczek
          aborcji,aborcja=zamordowanie dziecka,natomiast dla kobiety
          korzystajacej z aborcji,aborcja=uratowanie dziecka przed takim a nie
          innym losem w wyniku ktorego byc moze mialoby skopane zycie.Czy
          naprawde myslicie ,ze aborcja to takie zlo??Mysle,ze w niektorych
          przypadkach to wybawienie zarowno dla kobiety i jej nienarodzonego
          dziecka.
          • mmmm-ltd niestety w zyciu sa takie 29.06.10, 13:46
            sytuacje,okolicznisci,po prostu dla dobra dziecka lepiej jest aby
            sie nie pojawilo na swiecie.
            • asia_i_p Re: niestety w zyciu sa takie 29.06.10, 16:12
              Jasne.
              Tylko że ono już się pojawiło. Aborcja nie cofa czasu.
              • mmmm-ltd Re: niestety w zyciu sa takie 29.06.10, 20:55
                owszem.Dziecko juz jest,zyje od momentu poczecia.Ale to nie zmienia
                faktu,ze lepiej dla dziecka jest aby sie nie urodzilo niz:urodzilo i
                bylo katowane przez rodzicow(bo od samego poczecia bylo niechciane)
                lub tez urodzilo sie i bylo katowane przez rodzicow adopcyjnych (bo
                w pewnym momencie cos ich przeroslo itp.) Owszem czlowiek jest
                czlowiekiem od momentu poczecia tylko to nie zmienia faktu,ze lepiej
                jest czasem aby nie urodzilo sie(tak,lepiej go zabic) niz by mialo
                cierpiec w zyciu,byc pomiatane,miec zniszczona psychike itp.
            • patka_s Re: niestety w zyciu sa takie 01.07.10, 20:49
              To może dla dobra tego dziecka lepiej byłoby przed bzykaniem o tym
              pomyśleć?
        • gazeta_mi_placi Re: zamordowały własne dziecko 29.06.10, 13:07
          >Im trudno jest zrozumieć, że po aborcji
          można czuć także ulgę a nie tylko wyrzuty.

          Przeważnie osoby które usunęły ciążę i odczuwają tylko ulgę z tego powodu (takie też istnieją) dopuszczają do siebie fakt,że inne kobiety po aborcji mogą też żałować i mieć duże wyrzuty sumienia.Nie negują u pozostałych kobiet po aborcji innych odczuć niż miały one same.
          Natomiast osoby które po aborcji mają wyrzuty sumienia i inne problemy albo nie miały nigdy aborcji,ale są tzw.pro-life nie dopuszczają opcji,że ktoś inny może odczuwać ulgę.
          Inna sprawa,że częstą argumentacją (moim zdaniem nie do zbicia,bo mogą tak w nieskończoność)takich osób jest postawa:
          "Nie żałujesz teraz będziesz żałować za rok albo dwa.
          Nie żałujesz ani po roku ani po dwóch?
          Możesz zacząć żałować po 10 albo nawet 15 latach.
          Nie żałujesz aborcji po 10 ani 20-latach? Będziesz żałować na łożu śmierci.
          Albo: nie żałujesz teraz będziesz żałować jak urodzisz dziecko.
          Urodziłaś dziecko i nie żałujesz dalej aborcji?
          Będziesz żałować jak dziecko będzie większe..."

        • croyance Re: zamordowały własne dziecko 30.06.10, 22:18
          Nie rozumiem tego nacisku na terminologie. Osobiscie uwazam, ze
          aborcja to zabicie dziecka. Ale jestem ZA legalnoscia aborcji,
          bo czasem jest to uzasadnione. Dlatego nie przeszkadza mi uzycie
          slowa 'zamordowanie' - czasem i to jest potrzebne.

          Ale ja generalnie uwazam, ze wszyscy jestesmy zdolni do zabojstwa, i
          kwestia okolicznosci jest, ze w dzisiejszych czasach udaje nam sie
          przejsc przez zycie zazwyczaj bez pozbawiania zycia kogos innego.
      • kali_pso Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 17:07

        Wiesz, niby cudnie, niby wprost do broszurki przykościelnej, tylko
        gdybym była młodą dziewczyną i naczytała się o tych "zamordowanych"
        i "morderstwach" od których aż roi sie w twoim ociekającym fałszywą
        troska poście, po samej lekturze doznałabym traumy- zawłaszczyliście
        język, co już dawno wypomniała wam i Szczuka i Agnieszka Graff. I to
        jest według mnie nie do przyjęcia- bo takie słownictwo nie pozwala
        na dialog, ustawia dyskutantów dwubiegunowo- mordercy i obrońcy
        życia.
    • claire1983 Re: Trudne decyzje na A 28.06.10, 12:02
      Słowo aborcja wywołuje u mnie strach, wydaje mi się przerażające..
      Nawet jako 16to latka kiedy myślałam, że jestem w ciąży nie przeszło
      mi przez myśl to słowo. Uważam, że jeśli kobieta jest gotowa na sex,
      nie dba o zabezpieczenie to musi być gotowa żeby urodzić. Dziecko
      poczęte jest już czlowiekiem i to niezależnie od wiary, kościoła
      itd. Przecież jest jeszcze bardzo maleńkie i bezbronne ale za parę
      miesięcy będzie już na świecie, oddychać, widzieć, słyszeć... jak
      można je karać za to że matka postąpiła nieodpowiedzialnie i
      wyskrobywać w brutalny sposób ze swojej macicy? Gardzę kobietami
      które dokonały aborcji, uważam je za najgorszy rodzaj człowieka.
      Teraz można zostawić dziecko w szpitalu i nie tłumaczyć się z
      niczego. Naprawdę tak ciężko poświęcić się przez parę miesięcy ciąży
      żeby dać komuś życie? Nie rozumiem tego i nigdy nie zrozumiem. Wg
      mnie aborcja jeśli już to powinna być przeprowadzana wraz z
      wycięciem wszystkich narządów rodnych tak aby wyrodna mamuśka nigdy
      więcej nie mogła mieć dzieci. WIem że piszę ostro, zaraz zostanę
      pewnie zjechana ale nei mam litości dla takich kobiet. Mialam
      przyjaciółkę którą znałam 10 lat, kiedy zaszła w trzecią ciążę
      niedawno to bardzo wszyscy się ucieszyli. Jej dzieci już odchowane,
      miały ponad 20 lat, mąż pracował za granicą i nieźle zarabiał i ona
      też miała dobrą pracę. Ona usunęła tą ciążę. Twierdzi że nie dałaby
      sobie rady a ja wiem, że po prostu nie chciała wracać do pieluch.
      Nie jestem w stanie na nią patrzeć nawet.
      • claire1983 Re: Trudne decyzje na A 28.06.10, 12:04
        *jej dzieci miały ponad 10 lat a nie ponad 20
      • cherry.coke Re: Trudne decyzje na A 28.06.10, 22:49
        > przyjaciółkę którą znałam 10 lat, kiedy zaszła w trzecią ciążę
        > niedawno to bardzo wszyscy się ucieszyli. Jej dzieci już odchowane,
        > miały ponad 20 lat, mąż pracował za granicą i nieźle zarabiał i ona
        > też miała dobrą pracę. Ona usunęła tą ciążę. Twierdzi że nie dałaby
        > sobie rady a ja wiem, że po prostu nie chciała wracać do pieluch.
        > Nie jestem w stanie na nią patrzeć nawet.

        Trzeba bylo zaoferowac sie z adopcja. Nie chcialas? Nie moglas? A widzisz. Ty
        nie moglas wychowac, ona widocznie tez. A o twoim systemie wartosci swiadczy
        postawienie wyzej zarodka niz dlugoletniej przyjaciolki.
        • szyszunia11 Re: Trudne decyzje na A 28.06.10, 23:24
          cherry.coke napisała:

          >
          > Trzeba bylo zaoferowac sie z adopcja. Nie chcialas? Nie moglas? A widzisz. Ty
          > nie moglas wychowac, ona widocznie tez.

          nie podoba mi się ten pogardliwy i potępieńczy ton przedmówczyni, ale faktem
          jest, że człowiek powinien ponosić konsekwencje przede wszystkim swoich własnych
          czynów. Nie można oskarżać kogoś, że w takiej sytuacji nie zaoferował adopcji,
          że nie wziął na siebie konsekwencji czyichś wyborów, nawet przyjaciółki.
          Przypuszczam, że gdyby ta przyjaciółka rozważała w ogóle adopcję i szukała
          rodziny adopcyjnej, autorka posta by jej w tym pomogła jak by tylko mogła.
          Przeciez przyjaciółka nie była jedyną osoba na swiecie która mogła byc
          potencjalna matką adopcyjną.

          A o twoim systemie wartosci swiadczy
          > postawienie wyzej zarodka niz dlugoletniej przyjaciolki.


          czasem sa ważne powody zerwania przyjaźni, nawet długoletniej. Jezeli moja
          długoletnia przyjaciółka popełniłaby aborcję argumentując to niechęcią wracania
          do pieluch, nei sądzę, byśmy mogły się dłużej przyjaźnić, bo trudno byłoby nam
          znaleźć porozumienie i wspólny język.
          • cherry.coke Re: Trudne decyzje na A 28.06.10, 23:37
            > nie podoba mi się ten pogardliwy i potępieńczy ton przedmówczyni, ale faktem
            > jest, że człowiek powinien ponosić konsekwencje przede wszystkim swoich własnyc
            > h
            > czynów. Nie można oskarżać kogoś, że w takiej sytuacji nie zaoferował adopcji,
            > że nie wziął na siebie konsekwencji czyichś wyborów, nawet przyjaciółki.
            > Przypuszczam, że gdyby ta przyjaciółka rozważała w ogóle adopcję i szukała
            > rodziny adopcyjnej, autorka posta by jej w tym pomogła jak by tylko mogła.
            > Przeciez przyjaciółka nie była jedyną osoba na swiecie która mogła byc
            > potencjalna matką adopcyjną.

            Przedmowczyni nie zrobila dokladnie nic. Nie wsparla, nie rozmawiala, juz nie
            mowiac o pomocy konkretnej. A teraz rzuca kamieniem w poczuciu wlasnej wyzszosci smile

            > czasem sa ważne powody zerwania przyjaźni, nawet długoletniej. Jezeli moja
            > długoletnia przyjaciółka popełniłaby aborcję argumentując to niechęcią wracania
            > do pieluch, nei sądzę, byśmy mogły się dłużej przyjaźnić, bo trudno byłoby nam
            > znaleźć porozumienie i wspólny język.

            Przeciez nie mamy pojecia, jaki byl powod. Pieluchy to tylko i wylacznie domysl
            "zyczliwej przyjaciolki".
            • szyszunia11 Re: Trudne decyzje na A 28.06.10, 23:46
              cherry.coke napisała:


              > Przedmowczyni nie zrobila dokladnie nic. Nie wsparla, nie rozmawiala, juz nie
              > mowiac o pomocy konkretnej.

              a skąd o tym tak dokładnie wiesz? nie znamy w szczegółach tej sytuacji, więc nie
              na co się wypowiadać w takim tonie. Poczucie wyższości to zawsze błąd i ślepy
              zaułek, ale z Twoją argumentacja zgodzić się nie mogę. Zawsze będę wypowiadała
              się przeciwko aborcji i mam do tego pełne prawo moralne, przy tym nei oferując
              adopcji dla dzieci tych osób. Już pomijając fakt, że z adopcją noworodka,
              którego rodzice zrzekają się praw rodzicielskich problemu nie ma - tzn. chętni
              się znajdą.

              A teraz rzuca kamieniem w poczuciu wlasnej wyzszosc
              > i smile

              no nieładnie robi, ale my się tez nad nią nie wywyższajmywink


              >
              > > czasem sa ważne powody zerwania przyjaźni, nawet długoletniej. Jezeli moj
              > a
              > > długoletnia przyjaciółka popełniłaby aborcję argumentując to niechęcią wr
              > acania
              > > do pieluch, nei sądzę, byśmy mogły się dłużej przyjaźnić, bo trudno byłob
              > y nam
              > > znaleźć porozumienie i wspólny język.
              >
              > Przeciez nie mamy pojecia, jaki byl powod.

              no własnie, więc tez nei oceniajmy co i dlaczego przełożyła ponad przyjaźń i jak
              to świadczy o jej systemie wartości.

              • cherry.coke Re: Trudne decyzje na A 28.06.10, 23:51
                Ona napisala wyraznie, co przedlozyla ponad przyjazn: wlasne przekonanie o
                pieluchach. Aborcja be, ale pogarda i sterylizacja cacy. No coz.
                • szyszunia11 Re: Trudne decyzje na A 28.06.10, 23:53
                  cherry.coke napisała:

                  > Ona napisala wyraznie, co przedlozyla ponad przyjazn: wlasne przekonanie o
                  > pieluchach.

                  jezeli to przekonanie faktycznie nie było niczym potwierdzone, to szkoda, że nie
                  zaangażowała się w pomoc koleżance. Jeżeli było udokumentowane i towarzyszyły
                  temu rozmowy: rozumiem, że już się nie przyjaźnią.

                  Aborcja be, ale pogarda i sterylizacja cacy. No coz.
          • martishia7 Re: Trudne decyzje na A 28.06.10, 23:39
            ale faktem
            > jest, że człowiek powinien ponosić konsekwencje przede wszystkim swoich własnyc
            > h
            > czynów.

            Trochę dygresja. Przeciwnicy aborcji chyba błąd popełniają mówiąc tak często o
            "konsekwencjach swoich czynów". Ponoszenie konsekwencji swoich czynów
            nieodmiennie kojarzy mi się z karą. Nie używa się tego w odniesieniu do
            pozytywnych konsekwencji, a jedynie do tych negatywnych. Urodzenie jest karą za
            to, że było się na tyle głupią żeby wpaść, albo za grzesznie uprawianie seksu
            bez woli poczynania. Dziecko to kara.
            • szyszunia11 Re: Trudne decyzje na A 28.06.10, 23:52
              martishia7 napisała:

              > ale faktem
              > > jest, że człowiek powinien ponosić konsekwencje przede wszystkim swoich w
              > łasnyc
              > > h
              > > czynów.
              >
              > Trochę dygresja. Przeciwnicy aborcji chyba błąd popełniają mówiąc tak często o
              > "konsekwencjach swoich czynów".

              hmmm, błąd? ale ja tak własnie uważam, nie jest to zagranie taktyczne by kogoś
              przekonać, tylko wyrażenie własnego zdania.

              Ponoszenie konsekwencji swoich czynów
              > nieodmiennie kojarzy mi się z karą.

              To źle Ci się kojarzy. Owszem, konsekwencje mają to do siebie, że mogą być nie
              przyjemne, ale bynajmniej karą nie są. Konsekwencja czynu a kara to dwie
              zupełnie inne rzeczy. Karę nakłada ktoś z zewnątrz. Konsekwencja integralnie
              wiąże się jakimś określonym postępowaniem i z niego wynika, niezaleznie od osób
              trzecich.
              Np. konsekwencją seksu może być dziecko, niezalezienie czy tego chcemy, czy nie,
              ale trudno chyba to nazywac karą lub nagrodą? Podobnie jak konsekwencją spożycia
              alkoholu może byc upojenie tymże - czasem efekt poążadny, czasem nie.




              Nie używa się tego w odniesieniu do
              > pozytywnych konsekwencji, a jedynie do tych negatywnych.

              Może dlatego, że od poniesienia pozytywnych konsekwencji nikt się nie uchyla, a
              od tych negatywnych niejeden próbuje się wymiksowac, co zazwyczaj świadczy o
              braku dojrzałosci.

              Urodzenie jest karą za
              > to, że było się na tyle głupią żeby wpaść, albo za grzesznie uprawianie seksu
              > bez woli poczynania. Dziecko to kara.

              uufff, ugięłam się pod ciężarem tych jakże przekonujących wniosków...
              • martishia7 Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 00:19
                Może źle się wyraziłam. "Ponoszenie konsekwencji" tak mi się kojarzy, bo tak się
                zazwyczaj mówi. Tylko o to mi chodziło.
                Chodziło mi też o to, że to jest argument często padający. Czytywałam swego
                czasu forum o Aborcji i tam ten argument często pada. I wiem, że mnie by nie
                przekonał, bo miałabym wrażenie, że ktoś próbuje mnie wpuścić w kanał z czystej
                złośliwości, żebym poniosła karę za jakieś bliżej nieokreślone ale w jego
                mniemaniu winy. Więc raczej miałam na myśli, że takim argumentem do wielu osób
                się raczej nie trafi. Z drugiej strony ja bym na forum rady "usunąć czy nie" nie
                szukała, więc nie jestem targetem.
                • szyszunia11 Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 00:30
                  martishia7 napisała:


                  > Chodziło mi też o to, że to jest argument często padający. Czytywałam swego
                  > czasu forum o Aborcji i tam ten argument często pada. I wiem, że mnie by nie
                  > przekonał,

                  W ogóle wątpię, by jakikolwiek argument kogokolwiek przekonał w tego typu
                  dyskusji. To najczęściej kwestia światopoglądu, a zdanie na temat aborcji jest
                  właśnie tegoż konsekwencją (nie karąwink) A światopoglądu się nie zmienia
                  argumentami.

                  bo miałabym wrażenie, że ktoś próbuje mnie wpuścić w kanał z czystej
                  > złośliwości, żebym poniosła karę za jakieś bliżej nieokreślone ale w jego
                  > mniemaniu winy.

                  to ciekawe, oczywiście masz prawo tak czuć, bo każdy ma prawo do własnych
                  odczuc, ale skąd u Ciebie taka opresyjna wizja świata? to co opisałaś jest
                  właśnie przeciwieństwem umiejętności ponoszenia konsekwencji własnych czynów, to
                  wizja taka trochę szczeniacka nieodpowiedzialnego nastolatka, dla którego
                  wszelkie trudne konsekwencje kojarzą się z czyjąś złośliwością (rodziców,
                  nauczycieli... - np. słusznie postawiona zła ocena widziana nie jako
                  konsekwencja własnego lenistwa, a jako złośliwość i "uwzięcie się" nauczyciela. )

                  Z drugiej strony ja bym na forum rady "usunąć czy nie" ni
                  > e
                  > szukała, więc nie jestem targetem.

                  to zupełnie tak jak ja. Zwłaszcza, że przeciwnicy aborcji jako takiej to na tym
                  forum dysydenci.
                  • martishia7 Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 00:45
                    Po kolei. smile Tu, na forum o aborcji na gazecie akurat jest dokładnie przeciwnie
                    - jest tam stała grupa bywalczyń, które raczej trafiające się tam dziewczyny
                    starają się odwieść od tego pomysłu. Z proczojserstwem się tam lepiej nie
                    zapuszczać, więc raczej nie bylabyś dysydentem.
                    Z lektury owego forum wynika, że niezdecydowanych jest jednak całe mnóstwo.
                    A moja "wizja świata" jak napisałaś wyglądałaby tak już mówię z jakiego powodu
                    (bo nawet się nad tym zadumałam jak spytałaśwink ). Skoro podjęłabym moim zdaniem
                    jedyną słuszną i najlepszą decyzję o usunięciu ciąży, która jest oczywiście
                    najlepsza bo moja, to w takim razie każdy kto namawiałby mnie do podjęcia
                    decyzji odmiennej, działby w moim przekonaniu wbrew moim szeroko pojętym
                    interesom. Więc wyobrażam sobie (bo z problemem szczęśliwie nie musiałam się
                    mierzyć osobiście), że tak bym to odebrała, gdyby ktoś chciał mnie przekonywać,
                    że "nie, bo powinnam ponieść konsekwencje swoich czynów" - jako bezinteresownie
                    złośliwą próbę do namówienia mnie, abym działała na własną szkodę. Ale tak jak
                    wspomniałam, inną sprawą jest, że prawdopodobnie nikogo bym o zdanie nie pytała,
                    bo pogląd na sprawę miałam przez długi czas wyrobiony w sposób dość
                    kategoryczny. Teraz też mam, tyle że odmienny. I na dzień dzisiejszy też bym
                    raczej nikogo o zdanie nie pytała.
                    • szyszunia11 Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 01:01
                      martishia7 napisała:

                      > Po kolei. smile Tu, na forum o aborcji na gazecie akurat jest dokładnie przeciwni
                      > e
                      > - jest tam stała grupa bywalczyń, które raczej trafiające się tam dziewczyny
                      > starają się odwieść od tego pomysłu. Z proczojserstwem się tam lepiej nie
                      > zapuszczać, więc raczej nie bylabyś dysydentem.

                      ja pisałam o forum emamawink a co do forum "aborcja" - miło mi słyszeć, że tak jestsmile



                      Więc wyobrażam sobie (bo z problemem szczęśliwie nie musiałam się
                      > mierzyć osobiście), że tak bym to odebrała, gdyby ktoś chciał mnie przekonywać,
                      > że "nie, bo powinnam ponieść konsekwencje swoich czynów" - jako bezinteresownie
                      > złośliwą próbę do namówienia mnie, abym działała na własną szkodę.

                      no, jak tak to przedstawiasz, to się zgodzę. Bo "ponoszenie konsekwencji" nie
                      jest wartością samą w sobie. Ten argument nie może być sam dla siebie, w
                      oderwaniu od podmiotowego postrzegania embrionu ludzkiego. Jeśli nie
                      postrzegałabym tego embrionu jako istoty ludzkiej, dałabym sobie (i wszystkim
                      innym) spokój z konsekwencjami, tzn. poniosłabym je również (bo tak całkiem to
                      ich się uniknąć nie da), ale tylko te finansowe - koszt zabiegu, plus
                      ewentualnie - koszt psychiczny.

                      Teraz też mam, tyle że odmienny. I na dzień dzisiejszy też bym
                      > raczej nikogo o zdanie nie pytała.

                      i bardzo słusznie. Dobrze jest mieć wyrobiony pogląd. czasem włos mi się jeży,
                      jak czytam posty dziewczyn liczących na mądre rady w dramatycznych życiowych
                      sytuacjach tutaj na forum...
                      • martishia7 Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 01:18
                        Dobrze jest mieć wyrobiony pogląd. czasem włos mi się jeży,
                        > jak czytam posty dziewczyn liczących na mądre rady w dramatycznych życiowych
                        > sytuacjach tutaj na forum...

                        Mam to samo. Rozumiem, że czasami sytuacje życiowe mogą zaskoczyć, ale obcych
                        ludzi o nic bardziej złożonego niż przepis na konfitury bym nie pytała.
                        • szyszunia11 Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 01:40
                          martishia7 napisała:

                          >
                          > Mam to samo. Rozumiem, że czasami sytuacje życiowe mogą zaskoczyć, ale obcych
                          > ludzi o nic bardziej złożonego niż przepis na konfitury bym nie pytała.

                          hehe, a ja przed chwilą zapytałam o maszynkę do suszenia owoców, myslisz, że
                          przesadziłam?wink smile
        • iuscogens Re: Trudne decyzje na A 28.06.10, 23:28
          cherry.coke napisała:

          > > przyjaciółkę którą znałam 10 lat, kiedy zaszła w trzecią ciążę
          > > niedawno to bardzo wszyscy się ucieszyli. Jej dzieci już odchowane,
          > > miały ponad 20 lat, mąż pracował za granicą i nieźle zarabiał i ona
          > > też miała dobrą pracę. Ona usunęła tą ciążę. Twierdzi że nie dałaby
          > > sobie rady a ja wiem, że po prostu nie chciała wracać do pieluch.
          > > Nie jestem w stanie na nią patrzeć nawet.
          >
          > Trzeba bylo zaoferowac sie z adopcja. Nie chcialas? Nie moglas? A widzisz. Ty
          > nie moglas wychowac, ona widocznie tez. A o twoim systemie wartosci swiadczy
          > postawienie wyzej zarodka niz dlugoletniej przyjaciolki.

          Cherry, chyba trochę manipulujesz. Ona ma prawa oceniac zachowanie innej osoby,
          jesli jest niezgodne z jej swiatopoglądem. Nie musi do tego brac
          odpowiedzialności za to co robi przyjaciólka z mezem.
          Czy powodzian, którzy się nie ubezpieczyli mogą oceniac tylko Ci, którzy
          zaproponowali, ze swooj dom dla nich oddadza??

          Co do żałowania, to jedne żałują, inne nie. Ja znam kobietę, która bardzo
          żałuje, wcale nie jest specjalnie religijna.
          W takich watkach nigdy nie będzie porozumiania, bo dla jednych to zlepek
          komórek, dla innych człowiek. I z tego wynikają wszystkie inne roznice.
          • szyszunia11 Re: Trudne decyzje na A 28.06.10, 23:31
            iuscogens napisał:


            > W takich watkach nigdy nie będzie porozumiania, bo dla jednych to zlepek
            > komórek, dla innych człowiek. I z tego wynikają wszystkie inne roznice.
            >

            otóż to
      • madziulec Re: Trudne decyzje na A 28.06.10, 23:29
        Dla 16 latki mysl o ciazy i dzieciah to porownywanie dziecka do lalki i zabawy w
        dom.
        Taka jest dojrzalosc umyslowa tejze.

        Wiec pitolenie w tym moemncie co to sie nie myslalo jak sie mialo 16 lat jest
        naprawde z lekka na wyrost.
        • bri Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 09:43
          Nie dla każdej 16-latki. Niejedna 16-latka postawiona przed takim
          zadaniem okazała się bardzo dobrą matką.
          • gazeta_mi_placi Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 16:57
            Niejedna nie stanęła...
      • kali_pso Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 16:47
        Uważam, że jeśli kobieta jest gotowa na sex,
        > nie dba o zabezpieczenie to musi być gotowa żeby urodzić

        ...że też zawsze w takim wątku musi pojawić się ta bzdurawink
        Nie słyszałaś nigdy o ciążach, które były wynikiem zawodnej
        antykoncepcji/i/lub źle zastosowanej?
      • drinkit Re: Trudne decyzje na A 30.06.10, 22:52
        claire1983 napisała:

        Uważam, że jeśli kobieta jest gotowa na sex,
        > (...) to musi być gotowa żeby urodzić.


        To źle uważasz.
    • foczkaka Re: Trudne decyzje na A 28.06.10, 23:14
      MOja kolezanka wpadła gdy miała 20 lat. Z chłopakiem w ktorym była szalenczo
      zakochana. Studiowała, jeszcze na utrzymaniu rodziców. Chłopak zawinął sie od
      razu jak tylko uslyszał o ciąży. Ona została sama w dużym miescie. Decyzja jej
      matki: usuwasz ciaze, bo jak nie to nie pokazuj sie w domu, ojciec cie zabije.
      Kasy na zycie tez nie dostaniesz. Dziewczyna nie widziała innego wyjscia,
      posluchała matki. Matka wzieła kredyt i zasponsorowała aborcje.
      Nie wiem jak bedzie za 10, 20 lat. Narazie minęły 3, dziewczyna walczy z
      depresją i mówi otwarcie: zabiłam swoje dziecko.
      • majenkir Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 01:34

        foczkaka napisała:
        > Narazie minęły 3, dziewczyna walczy z
        > depresją i mówi otwarcie: zabiłam swoje dziecko.

        Jak ma "kolezaneczki" pokroju Claire1983, to sie nie dziwie....
        Polecam wiecej rozumu, a mniej kadzidla wink.
        • foczkaka Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 10:00
          Kolezanek z biura sie raczej nie wybiera.
          I komu tego rozumu zyczysz?
          • majenkir Re: 29.06.10, 12:59
            foczkaka napisała:
            > I komu tego rozumu zyczysz?

            Tym wszystkim z "syndromem po".
            A nie mozna to usiasc, przeanalizowac wszystkie "za" i "przeciw"?
            Nie roztkliwiac sie, nie szukac dziury w calym, nie rozmawiac z
            nawiedzonymi obroncami fasolek.
            Rany, jak to ludzie potrafia sobie komplikowac zycie.... uncertain
            • iwles Re: 30.06.10, 10:50

              majenkir napisała:

              > Tym wszystkim z "syndromem po".
              > A nie mozna to usiasc, przeanalizowac wszystkie "za" i "przeciw"?


              jesteś w stanie przeanalizować i przewidzieć co będzie czuła w każdej
              sytuacji ??? .... zazdroszczę....
        • marianna1970 Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 13:26
          O czym ty gadasz o jakim kadzidle po prostu zabiła i ma z tego powodu wyrzuty sumienia, mam wrażenie ze mie nasz dzieci albo je wszystkie wyskrobałaś
      • default Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 09:56
        Taaa, uwielbiam takie opowieści "walczy z depresją", "dręczy ją
        poczucie winy", "obsesyjnie wyobraża sobie jak by teraz wyglądało
        dziecko, które zabiła" itp. bzdury, wymyślane chyba tylko dla
        podgrzania atmosfery sporów wokół aborcji, brzmiące jak sensacyjne
        tytuły w "eFakcie" czy innym szmatławcu.
        A prawda jest taka, że większość kobiet odczuwa ulgę, stara się
        zapomnieć i przechodzi do porządku nad tym wydarzeniem.
        Co nie byłoby tak proste, gdyby ciążę donosiły, dziecko urodziły i
        oddały - coś takiego faktycznie może się ciągnąć za człowiekiem całe
        życie, swiadomość, że człowiek, któremu dało się życie, krew z
        naszej krwi, gdzieś tam istnieje, żyje, budzi nawet podświadome
        poczucie odpowiedzialności za to życie, za jego jakość. Oczywiście
        mówię tu o osobach normalnych, a nie np. patologicznych matkach-
        alkoholiczkach itp.
        • foczkaka Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 10:03
          Bo Ty wiesz najlepiej co czuje ta dziewczyna?
          Na pewno sa tez takie co czują ulgę i szybko zapominają. Zreszta gdyby ona
          jakkolwiek wyobrazała sobie zycie z tym dzieckiem to by sie na aborcje nie
          zgodziła. Ale zgodziła się i teraz ciągle o tym mysli. W czerwcu mineła trzecia
          rocznica i dziewczyna wzieła urlop na ten cza, bo nie była w stanie normalnie
          funkcjonowac.
        • iuscogens Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 10:05
          default napisała:

          > Taaa, uwielbiam takie opowieści "walczy z depresją", "dręczy ją
          > poczucie winy", "obsesyjnie wyobraża sobie jak by teraz wyglądało
          > dziecko, które zabiła" itp. bzdury, wymyślane chyba tylko dla
          > podgrzania atmosfery sporów wokół aborcji, brzmiące jak sensacyjne
          > tytuły w "eFakcie" czy innym szmatławcu.

          problem polega na tym, ze takie osoby po prostu istnieją, niezaleznie od tego
          czy tobie się to z faktem czy z SE kojarzy.
          co jest bzdurą?? ze ktos załuje, ze ma wyrzuty sumienia??
          • default Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 11:18
            Bzdurą jest epatowanie takimi opowieściami, nie mówię, że nie ma
            osób, które żałują, czy mają wyrzuty, ale dorabianie do tego od razu
            jakichś "syndromów poaborcyjnych", to nic innego jak propaganda
            przeciwników aborcji. Nikt się komfortowo nie czuje po takim
            przejściu, ale te wszystkie opowieści jeszcze pogłębiają stres.
            Kobieta czuje się niemal zobowiązana do przeżywania latami tego
            incydentu, bo nie dość że morderczyni, to jeszcze się nie załamała
            psychicznie, co za hańba.
            • foczkaka Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 11:26
              Czyli jest jakis podział na historie które wolno opowiadać i których nie wolno?
              Tak jak z porodem - wolno mowic ze to sielanka, błogosc, miłosc, euforia, a nie
              wolno mówić o bólu, cierpieniu, strachu zeby nikt sie nie przestraszył? To jest
              dopiero bzdura.
              Znam osobiscie tylko jedną dziewczynę ktora dokonała aborcji, jej przezycia sa
              własnie takie, więc o nich opowiedziałam. Jesli znasz dziewczyny które
              abortowały bez zadnych nekatywnych skutków dla siebie, ok opowiedz o tym.
              • bri Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 11:42
                Ja takie znam, nie tylko dziewczyny, a też kobiety w wieku mojej
                matki. Aborcja była dość powszechnym i legalnym zabiegiem w czasach
                jej płodności. Niektóre żałują aborcji, która czasem była dokonywana
                pod presją rodziny, ale nie do tego stopnia, żeby cierpieć przez to
                na depresję przez resztę życia. Inne nie żałują aborcji, a jedynie
                tego, że zaszły w ciążę. Jeszcze inne traktują aborcję jako
                błogosławieństwo, bo uchroniła je od związku jakby nie było na całe
                życie z ojcem dziecka.

                Wszystkim udało się potem urodzić i wychować zdrowe dzieci,
                niektórym nawet czwórkę, a teraz cieszą się z wnuków. Niektóre z
                nich swego czasu sugerowały swoim córkom aborcję jako jedno z
                możliwych rozwiązań, więc chyba suma sumarum nie mogą tamtych
                decyzji oceniać zbyt negatywnie.
              • cherry.coke Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 12:50
                > Znam osobiscie tylko jedną dziewczynę ktora dokonała aborcji, jej przezycia sa
                > własnie takie, więc o nich opowiedziałam. Jesli znasz dziewczyny które
                > abortowały bez zadnych nekatywnych skutków dla siebie, ok opowiedz o tym.

                Jesli ktos dokonal aborcji bez negatywnych skutkow to a) nie widac tego po nim,
                b) nie ma po co opowiadac o nielegalnym w koncu zabiegu.

                Totez o nich nie wiesz i sie nie dowiesz smile A problem aborcji w Polsce
                pozostanie nieistniejacy.
              • default Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 13:05
                napisała:

                > Czyli jest jakis podział na historie które wolno opowiadać i
                > których nie wolno?

                Nie wypaczaj sensu mojej wypowiedzi. Nigdzie nie napisałam, że nie
                wolno, tylko że te opowieści są rozdmuchiwane, koloryzowane i
                nagłaśniane w celach czysto propagandowych.

                > Znam osobiscie tylko jedną dziewczynę ktora dokonała aborcji, jej
                > przezycia sa własnie takie, więc o nich opowiedziałam.

                Ja znam wiele i ani jednej, która by z tego powodu popadała w trwałe
                stany depresyjne. Może dlatego, że w tzw. "moich czasach" nie
                robiono z tego wielkiego halo, kobiety się skrobały i żyły dalej bez
                rozdzierania szat. Czy od tamtej pory tak dalece zmieniła się
                wrażliwość kobiet, czy po prostu taki jest ogólny trend i atmosfera
                wokół aborcji, że po pierwsze: żadna się nie
                zdecyduje "zanicwświecieinigdywżyciu", a po drugie: jeśli już wink to
                będzie rytualnie przeżywać depresje i inne zaburzenia psychiczne. No
                bo jakże inaczej.
          • bri Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 11:30
            Oczywiście, że istnieją. Tak samo jak istnieją kobiety, które
            zdecydowały się urodzić i potem latami borykają się z depresją,
            dręczy je poczucie winy, bo nie są w stanie stworzyć swojemu dziecku
            pełnej rodziny ani zapewnić życia na godziwym poziomie itd.

            Istnieją również dzieci, których matki nie dopuściły się aborcji,
            ale za to same się później nad swoim dzieckiem znęcają, albo też
            pozwalają na to konkubentom, do zakatowania na śmierć włącznie.

            Skoro oceniamy dalekosiężne i domniemane konsekwencje aborcji, to
            może poświećmy też trochę czasu możliwym następstwom decyzji
            odwrotnej.
      • brak.polskich.liter Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 15:18
        OK, piszesz o sytuacji, w ktorej kobieta aborcji nie chciala, a zostala do niej
        de facto zmuszona. Nie sadzisz, ze to zupelnie inna sytuacja od takiej, w ktorej
        kobiet SAMA podejmuje decyzje o terminacji niepozadanej ciazy?
    • makurokurosek Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 00:27
      Adopcja , aborcja, alkoholizm, narkomania to jeden z wielu wyborów który może
      doprowadzić nas do dna ale także może nas od tego dna odbić. Każdy człowiek
      popełnia swoje błędy, każda nasza decyzja wpływa nie tylko na nasze życie ale
      również na życie innych. Robimy wielkie halo woków aborcji ale tak naprawdę
      takie same skutki może mieć jedno słowo powiedziane za dużo. Dla jednych aborcja
      jest zabiciem człowieka dla innym usunięciem komórek tak samo jak dla jednych
      odwrócenie się od zbuntowanej nastolatki jest ukaraniem jej za jej brak
      wdzięczności dla drugich zniszczeniem jej życia. Ciekawe, że często ci którzy
      bronią życia nienarodzonego i tak łatwo potępiają kobiety dokonujące aborcje nie
      potrafią tak ostro spojrzeć na swoje życie, zobaczyć ile ludzi zniszczyli
      dokonując błędnych decyzji.
      Ilu ludzi zabijamy swoją ignorancją, do ilu samobójstw i morderstw doprowadza
      nasza znieczulica. ile z nas z przymyka oko na alkoholizm brata, ile z nas udaje
      że nie wie o agresji któregoś z członków rodziny . Ale o tym się nie mówi bo
      trzeba by było rozliczyć siebie i swoje błędy, a przecież o wiele łatwiej ocenić
      innych.
      • szyszunia11 Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 00:36
        makurokurosek napisała:

        Ale o tym się nie mówi bo
        > trzeba by było rozliczyć siebie i swoje błędy, a przecież o wiele łatwiej oceni
        > ć
        > innych.

        moim zdaniem nie wolno oceniać innych i jak najbardziej należy krytyczni odnosić
        się do własnych czynów lub zaniedbań, między innymi do tego słuzy np. regularna
        spowiedź (dla katolików jedynie rzecz jasna). Warto natomiast miec swoje zdanie
        wyrobione na temat różnych kontrowersyjnych postaw, chocby po to, w razie, gdy
        taka sytuacja bezpośrednio dotyka nas lub bliskie nam osoby - umiec zareagować
        zgodnie z sobą.
        • makurokurosek Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 13:21
          Spowiedź dotyczy czynów które uznajesz za grzech , zastanów sie ile osób uznaje
          za grzech brak reakcji wobec alkoholizmu kogoś z rodziny, ile osób uzna za
          grzech polewanie alkoholikowi, ile osób uzna za grzech odwrócenie się od
          zbuntowanej nastolatki.
          Niewiele o ile w ogóle ktokolwiek , a tak naprawdę sa to czyny które
          niejednokrotnie doprowadzają do tragedii.

          "Warto natomiast miec swoje zdanie
          > wyrobione na temat różnych kontrowersyjnych postaw, chocby po to, w razie, gdy
          > taka sytuacja bezpośrednio dotyka nas lub bliskie nam osoby - umiec zareagować
          > zgodnie z sobą."

          życie niestety nie jest takie proste. nie jesteś w stanie przewidzieć swojej
          reakcji na niektóre sytuacje.
          • szyszunia11 Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 16:12
            makurokurosek napisała:

            > Spowiedź dotyczy czynów które uznajesz za grzech , zastanów sie ile osób uznaje
            > za grzech brak reakcji wobec alkoholizmu kogoś z rodziny, ile osób uzna za
            > grzech polewanie alkoholikowi, ile osób uzna za grzech odwrócenie się od
            > zbuntowanej nastolatki.

            oczywiście masz rację, wiele osób wybiera sobie z "supermarketu" ich religii to,
            co im odpowiada i pasuje oraz nie jest zbyt uciążliwe. Tylko co to ma do
            dyskusji? Chęć odwrócenia uwagi od meritum?



            >
            > życie niestety nie jest takie proste. nie jesteś w stanie przewidzieć swojej
            > reakcji na niektóre sytuacje.

            oczywiście, ale czy z tego wniosek, że mam w ogóle nie reflektować na zyciem??
            • makurokurosek Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 19:13
              > co im odpowiada i pasuje oraz nie jest zbyt uciążliwe. Tylko co to ma do
              > dyskusji? Chęć odwrócenia uwagi od meritum?

              To, że temat aborcji jest sztucznie wydymany, zrobiono z niego problem
              niesamowitej rangi a tak naprawdę jest zwykłym problemem jakich w naszym życiu
              jest tysiące .
              Sądzę, że gdyby narzucono zakaz picia z alkoholikiem i surowo go
              przestrzegano, a kara za jego łamanie było by holendarne grzywne lub kilkuletni
              pobyt w więzieniu, szybciutko powstały by dwa obozy przeciwników i zwolenników
              tego prawa zawzięcie walczący jedni o swoją wolność wyborów drudzy o życie
              • szyszunia11 Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 19:19
                makurokurosek napisała:

                > > co im odpowiada i pasuje oraz nie jest zbyt uciążliwe. Tylko co to ma do
                > > dyskusji? Chęć odwrócenia uwagi od meritum?
                >
                > To, że temat aborcji jest sztucznie wydymany, zrobiono z niego problem
                > niesamowitej rangi a tak naprawdę jest zwykłym problemem jakich w naszym życiu
                > jest tysiące .

                zgadzam się, że jest tysiące innych problemów, zwłaszcza sprawa alkoholizmu jest
                dla mnie wyjątkowo istotna z racji wystąpienia w mojej rodzinie tegoż. Sprawa
                aborcji budzi emocje dlatego, że dla jednych jest sprawą dosłownie życia i
                śmierci człowieka , zabójstwa, dla innych - usunięcia zlepka komórek. Zależnie
                od światopoglądu. Powstaje mieszanka wybuchowa, a co najgorsze, obie strony
                domagają się zgodnych z ich poglądami regulacji prawnych.


                > Sądzę, że gdyby narzucono zakaz picia z alkoholikiem i surowo go
                > przestrzegano, a kara za jego łamanie było by holendarne grzywne lub kilkuletni
                > pobyt w więzieniu, szybciutko powstały by dwa obozy przeciwników i zwolenników
                > tego prawa

                na pewno, własnie o te regulacje prawne najczęściej chodzi. Dla mnie jednak
                sprawa zycia i smierci zawsze będzie miała wyższa range niż nawet sprawa tak
                powaznego problemu jakim jest alkoholizm. Od razu mówię, że podoba mi się zakaz
                picia z alkoholikiemwink

                • makurokurosek Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 19:33
                  Dla mnie jednak
                  > sprawa zycia i smierci zawsze będzie miała wyższa range niż nawet sprawa tak
                  > powaznego problemu jakim jest alkoholizm.

                  Ale alkoholizm jest problemem życia i śmierci. Ile kobiet zmęczone i zniszczone
                  alkoholizmem męża nie wytrzymuje nerwowo i w afekcie zabija oprawcę, ile dzieci
                  stając w obronie matki śmiertelnie rani ojca, ile osób popełnia z tego powodu
                  samobójstwa. Alkoholizm jest problemem życia i śmierci nie tylko dlatego że
                  doprowadza do śmierci ale również dlatego że niszczy cała rodzinę dotkniętą tym
                  problemem. sądzę że więcej osób straciło życie z powodu alkoholu niż z powodu
                  aborcji ( uznając że płód jest dzieckiem ).
                  • szyszunia11 Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 19:41
                    makurokurosek napisała:


                    > Ale alkoholizm jest problemem życia i śmierci.

                    masz absolutną rację. Tylko, czy z tego powodu należy odstąpić od własnego
                    zdania na temat człowieczeństwa płodu? Moim zdaniem nie.
                    • makurokurosek Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 19:44
                      Jestem matką, ale moja córka tak naprawdę stała sie moją córka dopiero w chwili
                      porodu gdyż dopiero wtedy obudził się we mnie instynkt macierzyński. Wiem jak
                      trudno by mi było podjąć decyzję o aborcji ale wiem również, że psychicznie nie
                      poradziłabym sobie z adopcją
    • atowlasnieja Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 00:45
      napiszę coś ściągniętego żywcem z podobnej dyskusji z forum o aborcji
      (dziewczyna z ust mi wyjęła ten post)

      aborcja jest uczynkiem intymnym, czymś o czym wie niewiele osób.
      Natomiast adopcję nie tak łatwo ukryć... w końcu widać, że kobieta chodzi z
      brzuchem a potem dziecka nie ma (pamiętam sytuację, że życzliwi sąsiedzi
      zgłosili policji fakt "zniknięcia" ciąży, wprawdzie to był przypadek
      dzieciobójstwa ale ukazuje skłonność ludzi do mieszania się do cudzego brzucha).
      Śmiem wątpić by zagorzałe przeciwniczki aborcji pozwoliły spokojnie żyć w swoim
      otoczeniu kobiecie która zdecydowała się na adopcję.
      • czar_bajry Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 00:52
        Mądre słowa napisałaś.
        Dodam od siebie i od razu zaznaczam że jest to bardzo egoistyczne z mojej strony
        ale cóż takie życie.
        Ja wolałabym aborcję- z całą konsekwencją tej decyzji niż oddanie dziecka do
        adopcji. Spytacie dlaczego- ano dla mnie 6 tyg. płód nie jest dzieckiem, jest
        abstrakcją z której za jakiś czas będzie dziecko a donoszenie przez 9 mieś.
        dziecka, pokochanie go a potem oddanie było by ponad moje siły. Tak wiem
        powiecie że aborcja to morderstwo ale każdy podchodzi do tego indywidualnie i
        tak naprawdę nikomu nic do tego.
        • dynema Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 11:18
          Mam podobny poglad.

          Ja czuje wewnetrznie ze raczej zdecydowalabym sie na aborcje niz na
          oddanie do adopcji. Wiem ze dla mnie koszmarem byloby czucie
          kopniakow, porod, trzymanie na rekach, zobaczenie i oddanie, przy
          aborcji nie ma nic poza swiadomoscia.

          Poza tym pluton moherowych beretow objezdza kobiete ktora decyduje
          sie na oddanie do adopcji i czesto stygmatyzuje na cale zycie w
          mniejszych miejscowosciach - aborcja nie, bo tak widoczna jak ciaza
          nie jest. Tak wiec piep*rzenie o zakazie aborcji i wspieraniu w
          oddawaniu do adopcji jest smieszne w kontekscie tego jak sie
          postulujaca to grupa zachowuje wobec kobiet ktore wybieraja adopcje.

          Gdyby nie zachowanie pan Dulskich podejrzewam ze wiecej kobiet
          czuloby sie pogodzone z mysla o oddaniu do adopcji, jest to pewnego
          rodzaju dobry uczynek, ktory uszczesliwia kogos z wieloletniej
          kolejki oczekujacych na dziecko. Tak wiec powinno byc wiecej
          zapewniania ze jest to dobre wyjscie jesli ktos juz sie na to
          decyduje.

          A na to ile % grupy wiekowej moherowych beretow przeszlo aborcje
          spuscmy z litosci zaslone milczenia.
          • szyszunia11 Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 11:39
            dynema napisał:

            Tak wiec piep*rzenie o zakazie aborcji i wspieraniu w
            > oddawaniu do adopcji

            dziękuję za tak literackie określenie także moich wypowiedziwink


            jest smieszne w kontekscie tego jak sie
            > postulujaca to grupa zachowuje wobec kobiet ktore wybieraja adopcje.

            naprawdę myślisz, że przeciwnicy aborcji to tylko sfrustrowane, zawzięte panie
            po 70-tce w czapeczkach z moheru?

            Tak wiec powinno byc wiecej
            > zapewniania ze jest to dobre wyjscie jesli ktos juz sie na to
            > decyduje.
            >

            zgadzam się!

            > A na to ile % grupy wiekowej moherowych beretow przeszlo aborcje
            > spuscmy z litosci zaslone milczenia.


            z pewnością sporo.
            • czar_bajry Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 11:44
              A na to ile % grupy wiekowej moherowych beretow przeszlo aborcje
              > > spuscmy z litosci zaslone milczenia.
              >

              Kiedyś podczas rozmowy z teściową zadałam pytanie: czemu głosują osoby których
              to już nie dotyczy i dostałam odpowiedź : bo wiedzą jak to jest.
              I ja też wiem jak to jest ale nadal twierdzę że jest to osobista sprawa osób
              zainteresowanych.
              • madziulec Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 12:20
                Ale najgorsze jest to, ze najglosniej wypowiadaja sie osoby, ktore
                NIGDY nie byly w takiej sytuacji, nie zdaja sobie sprawy (lub
                zamykaja oczy na to) ze ich matki, cioci ei babcie kiedys dokonaly
                aborcji i tyle.
                • szyszunia11 Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 12:41
                  madziulec napisała:

                  > Ale najgorsze jest to, ze najglosniej wypowiadaja sie osoby, ktore
                  > NIGDY nie byly w takiej sytuacji, nie zdaja sobie sprawy (lub
                  > zamykaja oczy na to) ze ich matki, cioci ei babcie kiedys dokonaly
                  > aborcji i tyle.

                  nie bardzo rozumiem dlaczego to jest "najgorsze". Gdyby moja matka lub babcia
                  popełniły aborcję moje zdanie na temat samego zabiegu byłoby dokładnie takie
                  samo. Podkreślam - zabiegu - nie osoby, bo ja z zasady nie potępiam osób (po
                  pierwsze musiałabym wtedy potępić siebie).
                  • cherry.coke Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 12:47
                    > nie bardzo rozumiem dlaczego to jest "najgorsze". Gdyby moja matka lub babcia
                    > popełniły aborcję moje zdanie na temat samego zabiegu byłoby dokładnie takie
                    > samo.

                    Podejrzewam, ze gdybys wiedziala, ile kobiet w twojej rodzinie i otoczeniu
                    dokonalo bylo aborcji, to mocno bys sie zdziwila smile I owszem wiem, ze pewnie
                    obracasz sie wsrod osob religijnych.
                    • szyszunia11 Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 16:09
                      cherry.coke napisała:


                      >
                      > Podejrzewam, ze gdybys wiedziala, ile kobiet w twojej rodzinie i otoczeniu
                      > dokonalo bylo aborcji, to mocno bys sie zdziwila smile I owszem wiem, ze pewnie
                      > obracasz sie wsrod osob religijnych.

                      nie będę tego wątku kontynuować, jak zwykle dyskusja dryfuje w dziwnym, mało
                      merytorycznym kierunku, tym razem - że tak powiem - dziadka w Wehrmachcie...
                      • cherry.coke Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 16:29
                        > nie będę tego wątku kontynuować, jak zwykle dyskusja dryfuje w dziwnym, mało
                        > merytorycznym kierunku, tym razem - że tak powiem - dziadka w Wehrmachcie...

                        Wlasnie bardzo merytorycznym - niemerytoryczne to sa takie teoretyczne
                        wynurzenia smile Poczytaj statystyki, ile kobiet w Polsce dokonywalo i dokonuje
                        aborcji (biorac pod uwage, ze iles i tak sie nie przyznalo), a nastepnie
                        rozejrzyj sie dookola na spedzie rodzinnym czy wycieczce turystycznej i policz,
                        ile z tych kobiet ma za soba aborcje, tak z grubsza oczywiscie. Wprowadzajac
                        swoja teorie w praktyke musialabys przestac rozmawiac z calkiem sporym
                        tlumkiem... wieksze rodzinne spotkania moglyby sie zrobic mocno niewygodne.
                        • szyszunia11 Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 16:42
                          cherry.coke napisała:



                          > rozejrzyj sie dookola na spedzie rodzinnym

                          Cherry, powiem tak: może nie koniecznie zahaczajmy dyskusją o moje "spędy rodzinne". Jesli znałabyś dzieje życia niektórych osób z mojego otoczenia czy rodziny tak dobrze jak ja, z pewnością uznałabyś takie insynuacje za wysoce niestosowne, jesli nei obraźliwe akurat w takiej a nie innej sytuacji. Nie będę ich wyjasniac ani opisywać - wybacz, nie mam zamiaru się przed Tobą tłumaczyć. Co do osób które znam mniej - być może i popełniły aborcję, nei wiem, nie interesuje mnie grzebanie w ich przeszłości, to materia dla spowiednika, nie dla mnie. Jesli ktoś zaś wspólnie ze mną rozważałby temat aborcji i ostatecznie popełniłby ją ze względu na "pieluchy" - jak napisałam - przyjaźnić byśmy się nei mogły, choć nigdzie nei napisałam, że nie odzywałabym się do tej osoby.



                          Wprowadzajac
                          > swoja teorie w praktyke musialabys przestac rozmawiac z calkiem sporym
                          > tlumkiem... wieksze rodzinne spotkania moglyby sie zrobic mocno niewygodne.

                          czcza manipulacja i demagogia. Sa tez statystyki mówiące o zdradzających partnerach - chyba powinnaś przestać rozmawiać ze swoim facetem - statystyki sa bezlitosne...

                          a dlaczego uważam, że dyskusja jest niemerytoryczna? bo nie traktuje juz o problemie aborcji jako takiej, a zaczynają się osobiste wycieczki które w żaden sposób na moje stanowisko wpływu nie mają. Dla mnie zarodek ludzki to istota ludzka i nic tego nei zmieni. Ale typowe jest to, że dyskutantom jest ten pogląd tak niewygodny, że szukają problemów zastępczych - zupełnie jak w kampaniach wyborczych - stąd moje porównanie. Dlatego mam wiele szacunku dla wypowiadajacej się tu niejakiej Andzi, z która już kiedys temat omówiłam, która nie zbacza z tematu a wyraźnie pisze, że dla niej jakość życia ważniejszą jest niż samo życie - stąd dopuszcza aborcję. Doskonale rozumiem i szanuję taką postawę, zresztą humanistyczną. I przynajmniej czarno na białym widać gdzie jest różnica w naszych poglądach. To jest uczciwa dyskusja a nie wyciąganie z rękawa asa, w postaci babci czy cioci i jej przeszłości.
                          • cherry.coke Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 16:51
                            Wygodnie pominelas watki nierodzinne smile Nic nie zmieni faktu, ze wokol ciebie -
                            w pracy, na spotkaniu klasy maturalnej, wszedzie, jesli wolisz - jest mnostwo
                            kobiet, ktore to "popelnily".

                            Nie chodzi tu o przeszlosc babci ani nawet o terazniejszosc czy kolezanki czy
                            znajomej - tylko o hipokryzje, ktora kaze zamykac oczy na rzeczywistosc dookola.
                            I postulowac zasady, ktorych sama nie moglabys przestrzegac, bo by ci sie nagle
                            zrobilo dziwnie malo rozmowczyn.
                            • szyszunia11 Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 17:00
                              cherry.coke napisała:

                              > Wygodnie pominelas watki nierodzinne smile

                              jezeli coś "wygodnie pominęłam" to nieświadomie - a coż takiego - chętnie się
                              wypowiem.


                              >
                              > Nie chodzi tu o przeszlosc babci ani nawet o terazniejszosc czy kolezanki

                              o, jak miło.

                              czy
                              > znajomej - tylko o hipokryzje, ktora kaze zamykac oczy na rzeczywistosc dookola

                              ale na czym polega ta hipokryzja?? nie bardzo rozumiem. Prosze, wyjasnij.


                              > .
                              > I postulowac zasady, ktorych sama nie moglabys przestrzegac, bo by ci sie nagle
                              > zrobilo dziwnie malo rozmowczyn.


                              Po pierwsze - ja nie postuluje żadnych zasad, zwłaszcza w materii kto ma się z
                              kim przyjaźnić i gadać, pisze o tym, co ja JA OSOBIŚcie zrobiłabym w danej
                              sytuacji. Odniosłam się do konkretnej sytuacji - moja przyjaciółka nagle o 180
                              stopni zmienia poglądy, bo inaczej nei mogłabym tego nazwać. Dalsza przyjaźń
                              byłaby utrudniona, bo ja w przyjaźni potrzebuję pewnej wspólnoty duchowej. Tyle.
                              Wyraźnie napisałam, że nie mam na mysli "nieodzywania się" itd. więc jakbyś
                              mogła mi tego nei imputować. Rozmawiamy o przyjaźni, a ja przyjaciół nie mam
                              wiele, za to kilkoro zaufanych. (oczywiście każdemu z nich jak i mnie może odbić
                              palma...) Teraz co do reszty rozmówczyń, których miałoby mi zabraknąć: nie ma
                              takiego zagrożenia. Nie wiem skąd takie wnioski wyciągasz, bo na podstawie moich
                              wypowiedzi się nie da.
          • szyszunia11 Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 11:41
            dynema napisał:


            > A na to ile % grupy wiekowej moherowych beretow przeszlo aborcje
            > spuscmy z litosci zaslone milczenia.


            pliz nie sprowadzajmy przeciwników aborcji do moherów. Ja tam nawet trzydziestki
            jeszcze nie mam, a moheru ani na głowie ani w głowiewink
      • piegowata9 Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 10:52
        > Śmiem wątpić by zagorzałe przeciwniczki aborcji pozwoliły spokojnie
        żyć swoim otoczeniu kobiecie która zdecydowała się na adopcję.

        Zawsze można ciekawskim powiedzieć, że dziecko umarło. Zyska się
        współczucie, a zamknie usta. Na sumieniu będzie kłamstwo, a nie
        morderstwo.
        W sprawie ew. zarzutów o nadmiar kadzidła odpowiadam od razu, że mam
        świadomość, że pojęcia "sumienia", czy "grzechu" trafią do określonej
        grupy osób. Dla ludzi o odmiennym światopoglądzie te argumenty
        oczywiście nie będą miały znaczenia. Ale i dyskusja o moralnym
        aspekcie aborcji również.
        • aandzia43 Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 12:54
          > W sprawie ew. zarzutów o nadmiar kadzidła odpowiadam od razu, że
          mam
          > świadomość, że pojęcia "sumienia", czy "grzechu" trafią do
          określonej
          > grupy osób. Dla ludzi o odmiennym światopoglądzie te argumenty
          > oczywiście nie będą miały znaczenia.

          Nie zawłaszczaj sobie prawa do pojęcia "sumienie" i "grzech". Może
          się okazać, że np. w moim kanonie moralnym nie mieszczą się czyny,
          które ty gładko łykasz. To nie jest nadmiar kadzidła, tylko wąski
          horyzont.
          • piegowata9 Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 15:47
            Nie zawłaszczam.
            Mam jednak pełną świadomość, że nie dla wszystkich ludzi te słowa mają
            znacznie. Po prostu.
            Nie oceniam Twojego kanonu moralnego. Co więcej, nie napisałam
            personalnie, że dla Ciebie nie mają, więc nie widzę powodów, dla
            których mnie obrażasz i insynuujesz wąski horyzont.
            A rzeczony "nadmiar kadzidła" to cytat, który tu już się pojawił w
            formie zarzutu.
        • makurokurosek Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 15:49
          Rozumiem, że każdorazowo w trakcie miesiączki odprawiasz mszę żałobną. Wszak
          skąd masz wiedzieć czy organizm nie usuwa zapłodnionego jajeczka, a dziecko to
          dziecko, no chyba że dzielisz dzieci na gorsze i na lepsze, te po których warto
          płakać i te po których spokojnie spuszczasz wodę w toalecie
          • piegowata9 Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 17:35
            Z całym szacunkiem, a czy ja się czepiam twoich przekonań???

            Przez cały czas prezentuję jedynie własne poglądy i świadomie zakładam,
            że nie wszyscy muszą je podzielać. Nie oceniam jednak, ani nie
            wyśmiewam innych.
            I tego samego w dyskusji na poważny temat oczekiwałabym od innych
            adwersarzy.
            • makurokurosek Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 18:34
              Nie atakuję ciebie. Jestem zwyczajnie ciekawa co rozumiesz pod pojęciem
              odpowiedzialności i za co ta osoba jest odpowiedzialna
              • piegowata9 Re: Trudne decyzje na A 30.06.10, 16:28
                Odpowiedziałam na to pytanie nieco niżej.
    • bri Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 09:40
      Dla mnie aborcja do 10-12 tyg. ciąży to nie jest morderstwo i jestem
      sobie w stanie wyobrazić, że w pewnych okolicznościach dokonuję jej
      bez konsekwencji w postaci wiecznych wyrzutów sumienia.

      O niebo trudniejsze wydaje mi się oddanie dziecka do adopcji. Chyba
      nie byłabym do tego zdolna. Nie potrafiłabym przestać myśleć o tym,
      jakie nieszczęścia mogą się mojemu dziecku przytrafić, jak bardzo
      może być nieszczęśliwe i krzywdzone przez innych. Nie mogłabym
      spokojnie żyć ze świadomością, że moje dziecko może być głodne,
      bite, nie mieć domu.

      Z tego samego względu nie zgodziłabym się oddać obcej osobie swojej
      komórki jajowej.
      • aandzia43 Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 10:49
        Podpisuję się pod Bri. Życie nie jest dla mnie wartością samą w sobie
        (od poczęcia tym bardziej). Liczy się jakość. Nie oddałabym dziecka
        do adopcji nei znając dobrze ludzi, którzy by mieli się nim
        opiekować. Komórki jajowej też bym raczej nie oddała. I nie dlatego,
        że jestem taka posesywna wink Nie chcę, by konsekwencje mojego
        wypuszczenia w nieznane ponosił ów w nieznane wypuszczony.
        • gazeta_mi_placi Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 13:26
          >Nie oddałabym dziecka
          do adopcji nei znając dobrze ludzi, którzy by mieli się nim
          opiekować.

          W Polsce adopcja ze wskazaniem jest niemile widziana.
          Kilka lat temu pamiętam nawet na forum gazetowym o adopcji wybuchł kiedyś dym i
          ktoś tam się wypowiadał,że to nie jest forum o adopcji ze wskazaniem i takie
          posty będą kasowane czy coś w ten deseń...
    • piegowata9 Trudne słowo na o 29.06.10, 10:45
      ODPOWIEDZIALNOŚĆ.

      W tej kwestii jestem radykałem. Słowo na a - adopcja.
      • gazeta_mi_placi Re: Trudne słowo na o 29.06.10, 13:16
        Jaka odpowiedzialność? Zwalenie odpowiedzialności za los dziecka na kogoś
        innego-ośrodek lub rodziców adopcyjnych o których przeważnie ciężarna kobieta
        nic nie wie,bo ośrodki mają zakaz podawania informacji odnośnie rodziców
        adopcyjnych.
        • piegowata9 Re: Trudne słowo na o 29.06.10, 16:04
          Gazeto, zdarzają się w życiu sytuacje, gdy nie ma dobrych rozwiązań i
          trzeba wybrać tzw. mniejsze zło.
          Jak rozumiem, dla Ciebie byłaby to aborcja. Ja wybrałabym adopcję.
          Każda z nas ma prawo wyboru.
          Ty nazywasz to zwaleniem odpowiedzialności za los dziecka na kogoś
          innego. Ja nazywam to daniem szansy. I dziecku i potencjalnym
          rodzicom, którzy wręcz proszą, by im tę szansę dać. Po zrzeczeniu się
          praw do dziecka zaraz po urodzeniu i unormowaniu jego sytuacji
          prawnej maluch na ogół trafia od razu do rodziny, która na niego
          czeka i która go pokocha.
          A że matka biologiczna nie będzie miała z dzieckiem kontaktu? A czy
          aborcja zakłada jakikolwiek późniejszy związek emocjonalny z
          usuniętym dzieckiem? Przepraszam, ale nie rozumiem, dlaczego nagle
          matce miałoby zacząć na tym zależeć. A jeżeli jednak po porodzie
          zacznie - to rewelacja. Ma bodaj 6 tygodni, by podjąć ostateczną
          decyzję o całkowitym zrzeczeniu się dziecka.
          • piegowata9 Re: Trudne słowo na o 29.06.10, 16:33
            BTW. Istnieje też coś takiego, jak adopcja ze wskazaniem. Coraz
            częściej stosowana również w Polsce.
          • gazeta_mi_placi Re: Trudne słowo na o 29.06.10, 16:53
            >Każda z nas ma prawo wyboru.

            Ty masz.
            W żadnym państwie (może poza krajami typu Chiny) nikt nie zmusi Cię do usunięcia
            ciąży nawet w sytuacji gdy groziłaby ona Twojemu zdrowiu czy życiu.
            W Polsce kobieta nie ma legalnego wyboru.
            Taka jest różnica.
            Może oczywiście zdecydować się na tzw.podziemie aborcyjne,ale to już jest
            nielegalne jak sama wiesz...

            >> A że matka biologiczna nie będzie miała z dzieckiem kontaktu? A czy
            > aborcja zakłada jakikolwiek późniejszy związek emocjonalny z
            > usuniętym dzieckiem

            Nie dla każdej kobiety (na pewno to nieraz zauważyłaś) usunięcie ciąży równa się
            usunięciem dziecka.
            Nawet te kobiety które były w ciąży i nie usunęły nieraz stwierdzają,że to że są
            w ciąży z dzieckiem i że to dziecko poczuły dopiero w późnych miesiącach ciąży
            lub po porodzie..
            • piegowata9 Re: Trudne słowo na o 29.06.10, 17:12
              > Ty masz.
              > W żadnym państwie (może poza krajami typu Chiny) nikt nie zmusi Cię
              do usunięcia ciąży nawet w sytuacji gdy groziłaby ona Twojemu zdrowiu
              czy życiu.
              > W Polsce kobieta nie ma legalnego wyboru.
              > Taka jest różnica.

              Gazeta, wydaje mi się, że póki co, dyskusja dotyczy przede wszystkim
              przekonań. Aspekty prawne to już nieco inna bajka. Doskonale jednak
              wiesz, że mimo ustawy te kobiety, które chcą usunąć ciążę i tak to
              zrobią. Więc nie wmawiaj mi, że są z tym aż takie gigantyczne
              problemy. Przynajmniej z technicznego punktu widzenia.
              > Nie dla każdej kobiety (na pewno to nieraz zauważyłaś) usunięcie
              ciąży równa si
              > ę
              > usunięciem dziecka.
              > Nawet te kobiety które były w ciąży i nie usunęły nieraz
              stwierdzają,że to że są w ciąży z dzieckiem i że to dziecko poczuły
              dopiero w późnych miesiącach ciąży lub po porodzie
              Nie rozumiem.
              Jeśli światopogląd matki zakłada usunięcie "zlepka komórek", a nie
              dziecka, to w ogóle nie widzę problemu, bo o jakichkolwiek uczuciach
              macierzyńskich do komórek nie ma mowy. Jeśli natomiast usiłujesz mi
              wmówić, że w kontekście tychże uczuć lepsza jest aborcja niż oddanie
              dziecka do adopcji (i zyskanie czasu na ew. zmianę decyzji, a co za
              tym idzie - zatrzymanie dziecka), to wybacz, ale to dla mnie lekki
              absurd.
              • szyszunia11 Re: Trudne słowo na o 29.06.10, 18:59
                piegowata9 napisała:


                > Jeśli światopogląd matki zakłada usunięcie "zlepka komórek", a nie
                > dziecka, to w ogóle nie widzę problemu, bo o jakichkolwiek uczuciach
                > macierzyńskich do komórek nie ma mowy.

                własnie, też mnie to zastanawia, oraz częste nazywanie tego "mniejszym złem".
                Przeciez usunięcie szkodliwego i niepożądanego zlepka komórek (podobnie jak
                usunięcie np. nowotworu) wcale nie jest złem a raczej dobrem i taka decyzja w
                ogóle nie powinna nastręczać dylematów.
      • jagodziankazmalinami Re: Trudne słowo na o 29.06.10, 15:05
        Nikt nie zmusi mnie do rozwinięcia, donoszenia ciąży i urodzenia dziecka.
        Możesz mieć piękne idee ale jak świat światem - to kobieta ostatecznie
        podejmuje decyzje dotyczące rodzenia. Nawet jeśli w niektorych krajach prawo
        zabrania usuwania ciąż, to kobiety i tak będą usuwać, jeśli uznają to za
        stosowne. Robią to każdego dnia. Może czas zauważyć, że czasem penalizacja nie
        likwiduje zagadnienia?
        To by było takie zwykłe, realistyczne spojrzenie na sprawę.
        • piegowata9 Re: Trudne słowo na o 29.06.10, 15:54
          Nie zamierzam ani Ciebie, ani nikogo innego do niczego zmuszać.
          Pisząc o odpowiedzialności mam na myśli jedynie mój system wartości i
          własne ew. wybory. Nie zamierzam nikomu narzucać "jedynie słusznego"
          punktu widzenia. Ale też nie widzę powodu, by z racji wyznawanych
          poglądów ktoś zarzucał mi "nadmiar kadzidła", czy też "ciasny
          horyzont". Tyle.
          • makurokurosek Re: Trudne słowo na o 29.06.10, 16:06
            Tylko nie wyjaśniłaś za co odpowiedzialność. Bo adopcja jakby nie było jest
            przekazaniem odpowiedzialności za dziecko innym osobom, tak jak to zauważyła
            gazeta.
            Każda z nas jest matka i każda wie jak duża odpowiedzialność spada na nas jako
            rodziców, ale jaką według ciebie ponosi odpowiedzialność osoba która tego
            dziecka nie wychowuje, która nie ponosi odpowiedzialności za jego wychowanie i
            bezpieczeństwo
            • piegowata9 Re: Trudne słowo na o 29.06.10, 16:30
              Już odpowiadam. W moim przypadku odpowiedzialności oznaczałaby
              decyzję o ciąży i porodzie. Czyli wprost - pogodzenie się z
              niedogodnościami ciąży, odczuwaniem ruchów dziecka i trudami porodu.
              To, czego spora część matek na tym forum nie jest w stanie
              zaakceptować. Tak zrobiłabym ja. Poniosłabym konsekwencje ciąży
              (nieplanowanej, niechcianej, jak zwał - tak zwał).
              Jeśli zaś adopcja i przejęcie odpowiedzialności za obce w sensie
              biologicznym dziecko jest tak trudne do wyobrażenia i zaakceptowania,
              to wytłumacz mi, skąd te kolejki chętnych rodzin w ośrodkach
              adopcyjnych?
              • cherry.coke Re: Trudne słowo na o 29.06.10, 16:32
                Bo ludzie sa rozni? Jedni chca i moga, a inni nie chca i/lub nie moga? Jak to w
                zyciu?
                • piegowata9 Re: Trudne słowo na o 29.06.10, 16:40
                  Bingo. Decyzja o oddaniu dziecka do adopcji daje tym ludziom szansę na
                  bycie rodzicami. Ja miałabym czyste, w moim odczuciu, sumienie. Gdzie
                  problem?
                  • gazeta_mi_placi Re: Trudne słowo na o 29.06.10, 16:45
                    Że nawet jeśli w ośrodku czeka sto tysięcy takich par decyzja o zachowaniu ciąży
                    i oddaniu do adopcji powinna wynikać z samodzielnej decyzji przyszłej matki a
                    nie być wymuszonym "zastępstwem" nielegalnej u nas aborcji?
                    • piegowata9 Re: Trudne słowo na o 29.06.10, 17:17
                      I znowu powtórzę, że ten wątek (przynajmniej w moim odczuciu) dotyczy
                      przede wszystkim PRZEKONAŃ, a nie aspektów prawnych.
                      Co więcej, nakreślasz obraz nie do końca zgodny z prawdą. Nawet w
                      Polsce jeśli kobieta chce usunąć ciążę, to i tak to zrobi. Fakt, pewnie
                      będzie musiała za to zapłacić. Jej wybór. Wskaż mi proszę matkę, która
                      zdecydowała się na oddanie do adopcji TYLKO i WYŁĄCZNIE dlatego, że nie
                      miała możliwości technicznych dokonania aborcji. Myślę, że za taką
                      decyzją kryją się również i inne argumenty.
                      • makurokurosek Re: Trudne słowo na o 29.06.10, 19:01
                        Pokaż mi kobietę która zdecydowała się na aborcję tylko z powodu niedogodności
                        związanych z ciąża i porodem.
                        Spłycasz problem nieciachanych ciąż i sprowadzasz go do 9 miesięcy.
                      • gazeta_mi_placi Re: Trudne słowo na o 29.06.10, 19:50
                        >Nawet w
                        Polsce jeśli kobieta chce usunąć ciążę, to i tak to zrobi.

                        Nielegalnie.

                        >Fakt, pewnie
                        > będzie musiała za to zapłacić.

                        Albo za aspirynę którą oszust podający się za lekarza sprzeda za grube pieniądze jako środek poronny...
                        Nielegalność aborcji sprawia,że różne mendy będą chciały dorobić.
                        Mało już było afer z domorosłymi ginekologami oszukującymi kobiety w trudnej dla nich sytuacji albo nawet przypadki wmawiania kobiecie nie będącej w ciąży,że jednak jest w niej i organizowania "zabiegu"?
                        Było już kilka takich sytuacji opisywanych w prasie.
                  • protozoa Re: Trudne słowo na o 29.06.10, 16:49
                    Część ludzi może zostać rodzicami dzięki in vitro. Oczywiście pod warunkiem, że
                    moherowe moralistki nie spowodują jeszcze większych utrudnień w tej metodzie
                    poczęcia dziecka.
                    Adopcja...... nie ma reguł, ale zwykle dzieci adopcyjnych nie kocha się tak jak
                    własnych. Krew z krwi...Ale bajeczki ładnie brzmia choć do dobranocki pozostały
                    jeszcze 2 godziny z hakiem.
                    • piegowata9 Re: Trudne słowo na o 29.06.10, 17:20
                      > Adopcja...... nie ma reguł, ale zwykle dzieci adopcyjnych nie kocha
                      się tak jak własnych. Krew z krwi...Ale bajeczki ładnie brzmia choć do
                      dobranocki pozostały jeszcze 2 godziny z hakiem.

                      Ile znasz rodzin adopcyjnych? Sama jesteś taką mamą? Skąd ten wniosek?
                      Ja znam. I adopcyjną, i zastępczą. W obu są też dzieci "biologiczne".
                      Ja nie widzę różnicy w jakości uczuć. Ale może mam do czynienia z
                      ludźmi, którzy dokonali świadomego wyboru.
                      • protozoa Re: Trudne słowo na o 29.06.10, 17:45
                        Nie jestem matką adopcyjną, bo mam rodzone dzieci. Nie byłabym wstanie pokochać
                        dzieci "obcych", nie zdecydowałabym się na adopcję. Nie zrobiłabym krzywdy, ale
                        byłabym nieszczęśliwa. Los oszczędził mi takich doświadczeń. Znam chyba 3-4
                        rodziny adopcyjne - w każdej coś zgrzyta. Inaczej niż w biologicznej.
                        • piegowata9 Re: Trudne słowo na o 30.06.10, 16:31
                          >Znam chyba 3-4 rodziny adopcyjne - w każdej coś zgrzyta. Inaczej niż w
                          > biologicznej.

                          Znam wiele rodzin biologicznych, w których zgrzyta tak, że rodzinami są
                          tylko z nazwy. W przeciwieństwie do wspomnianych, znanych mi
                          adopcyjnych i zastępczych.
                          • protozoa Re: Trudne słowo na o 01.07.10, 06:31
                            Tiak, rodziny adopcyjne to "cud, miód, ultramaryna". Bardzo byśmy tak chcieli,
                            ale niestety tak nie jest. Rzadziej mamy do czynienia z rodzinami adopcyjnymi.
                            Ja na setki rodzin, które znam 3-4 adoptowały dzieci. Zastępczej nie znam żadnej.
                            Powtarzam - są ludzie, mniemam, że większość , która zdolna jest wiele wybaczyć
                            dziecku biologicznemu, ale gdy do głosu dochodza geny, gdy dziecko adoptowane
                            daje czadu to nie jest juz tak rózowo.
                            A ponadto dzieci adopcyjne najczęśściej też dają popalić znacznie bardziej niż
                            biologiczne - szukanie rodziców, pretensje itd.
                            Ja bym się nie zdecydowała na adopcję.
                            • piegowata9 Re: Trudne słowo na o 01.07.10, 08:15
                              > Tiak, rodziny adopcyjne to "cud, miód, ultramaryna".

                              Tiak, rodziny biologiczne to same ideały. Patologia jest wyłącznie w
                              adopcyjnych. Bądźmy realistami. Wszystko zależy od ludzi.

                              > A ponadto dzieci adopcyjne najczęśściej też dają popalić znacznie
                              bardziej niż biologiczne - szukanie rodziców, pretensje itd.

                              Wierz mi, znam rodziców biologicznych, którzy marzą wręcz, żeby ich
                              dzieci stwarzały im wyłącznie takie problemy... A jednak nie
                              przestają kochać swoich biologicznych pociech i starają się im pomóc
                              wyjść na prostą. Rodzice adopcyjni postępują dokładnie w ten sam
                              sposób. Nikt, kto o zdrowych zmysłach decyduje się na dziecko nie
                              wierzy chyba, że wraz z nim dostanie gwarancję na wieczną
                              szczęśliwość bez problemów.

                              > Ja bym się nie zdecydowała na adopcję.

                              Twoje życie, Twój wybór. Na szczęście są tacy, którzy się na nią
                              decydują. Trzymam za nich kciuki.
                              • gazeta_mi_placi Re: Trudne słowo na o 01.07.10, 16:47
                                >Twoje życie, Twój wybór. Na szczęście są tacy, którzy się na nią
                                decydują. Trzymam za nich kciuki.

                                A ja trzymam za jednych i drugich smile
              • gazeta_mi_placi Re: Trudne słowo na o 29.06.10, 16:43
                Żal mi (naprawdę) bezpłodnych par czekających latami na dziecko,ale z drugiej
                strony ...
                Dlaczego jakaś obca osoba ma się poświęcać (ciąża,poród ani połóg to nie jest
                żaden miód,trzeba zrezygnować z wielu rzeczy,ciało nie wraca do idealnej formy
                sprzed porodu,ciąża trwa prawie rok czasu i może mocno skomplikować życie choćby
                zawodowe czy rodzinne) ma decydować się na przejście tego wszystkiego bo w
                ośrodkach czekają kompletnie jej obce pary małżeńskie?
                Powinna to zrobić moim zdaniem tylko wtedy gdy sama tego chce a nie dlatego,że
                istnieją bezpłodne pary czekające w ośrodku (nie chcę być złośliwa,ale wiem że w
                wielu domach dziecka czekają dzieci z uregulowaną prawnie sytuacją,ale nikt ich
                nie chce bo nie są słodkimi niemowlaczkami tylko np.5-8-latkami albo są
                niepełnosprawne,a taka para woli poczekać na noworodka).
              • kali_pso Re: Trudne słowo na o 29.06.10, 17:01
                Czyli wprost - pogodzenie się z
                niedogodnościami ciąży, odczuwaniem ruchów dziecka i trudami porodu.


                A to ciekawe, bo mnie się to z żadną odpowiedzialnością nie kojarzy
                tylko... z karą i ponoszeniem konsekwencji? Ciekawe za co i
                konsekwencji czego?
                • piegowata9 Re: Trudne słowo na o 29.06.10, 17:32
                  A mnie się wydaje, że dojrzałość, to m.in. gotowość do ponoszenia
                  konsekwencji własnych decyzji, a dzieci z powietrza się nie biorą.
                  Odpowiedzialność i dojrzałość, to również odpowiedzialność za drugiego
                  człowieka. W tym własne dziecko. Nie zdecyduję się więc na aborcję. Ani
                  w teorii, ani w praktyce. Tyle.
                  • cherry.coke Re: Trudne słowo na o 29.06.10, 17:39
                    piegowata9 napisała:

                    > A mnie się wydaje, że dojrzałość, to m.in. gotowość do ponoszenia
                    > konsekwencji własnych decyzji, a dzieci z powietrza się nie biorą.
                    > Odpowiedzialność i dojrzałość, to również odpowiedzialność za drugiego
                    > człowieka. W tym własne dziecko.

                    Tylko caly ten wywod sie rozpada, jesli dla kogos nie dotyczy on "dziecka",
                    tylko "zarodka" badz wrecz przyslowiowego "zlepka komorek". No ale o tym juz
                    mowilismy smile
                    • piegowata9 Re: Trudne słowo na o 29.06.10, 17:42
                      Dokładnie tak. Wracamy do punktu wyjścia, czyli przekonań.
    • jagodziankazmalinami Miałam aborcję 29.06.10, 12:39
      A ja miałam aborcję. I nie dyskutuję teoretycznie.
      Przede wszystkim protestuję przeciwko sformuowaniu "wyskrobać" - to
      manipulacja, która ma na celu wizualizować jakieś straszne wizje. Może z
      resztą aborcja ciąży zaawansowanej jest straszna, ale ja miałam aborcję w 6
      tygodniu, kiedy ciąża jest zaledwie kilkoma komórkami i użyłam ABORCJI
      FARMAKOLOGICZNEJ - mam wrażenie, że przeciwniczki aborcji udają, że jej nie
      ma, a to jest najpopularniejszy obecnie sposób zabiegu - łożysko i zarodek się
      odklejają a macica wydala je wraz z krwią. Jak podczas wczesnego poronienia.
      Niczego nie skrobalam i przede wszystkim - NIKOGO NIE ZAMORDOWAŁAM -
      niezależnie od tego, jak podchodzą we własnych głowach do tego procesu
      przeciwnicy aborcji.
      I ad rem - nie mam depresji. Nie żałuję. Nie była to decyzja łatwa, nie
      spłynęła po mnie jak po kaczce, ale podjęłam ją świadomie i wiem, że na tamten
      moment mojego życia była to decyzja najlepsza.

      Życie nie jest proste, czarno-białe, wciąż trzeba podejmować decyzje
      latwieksze lub trudniejsze. Ja tą decyzją nie skrzywdziłam nikogo. Mam prawo
      podejrzewać, że na świecie dzieją się gorsze sprawy, niż usuwanie bardzo
      wczesnych ciąż. A przykładanie do tej sprawy ciężaru gatunkowego morderstw,
      moralnych ocen itd. uważam za nadużycie i nieporozumienie.

      Otwórzmy wreszcie dyskusję o aborcji bez krzyków i rzucania kamieniami.
      • gazeta_mi_placi Re: Miałam aborcję 29.06.10, 13:14
        >Przede wszystkim protestuję przeciwko sformuowaniu "wyskrobać"...

        Na wczesnym etapie po aborcji farmakologicznej nie trzeba niczego skrobać ani mieć innego zabiegu.
        Wystarczy sama kontrola ginekologiczna po pewnym czasie i wszystko.
        Zresztą pro-life często unikają tematu bardzo wczesnej aborcji koncentrując się na aborcji w wyższej ciąży "z rączkami i nóżkami".
        Kilkakrotnie prosiłam na forum aby pokazano nie powiększony (w normalnych rozmiarach) embrion po farmakologicznej aborcji w np.6-tygodniu.Skoro pokazują zdjęcia płodów z aborcji lub przedwczesnych porodów z 4-6 miesiąca ciąży niech pokażą także te z 6 tygodnia.
        Nie dostałam odpowiedzi smile
        Poza tym fascynuje mnie jeszcze jedna sprawa (odnośnie wystaw ze zdjęciami płodów),przeważnie przy wystawach fotograficznych jest wypisany autor zdjęcia ,czemu tutaj nie ma?
        Czemu nie piszą,że zdjęcia abortowanego płodu są autorstwa XY i pochodzą na przykład z kliniki takiej a takiej w mieście takim a takim?
        Skąd w ogóle mają te zdjęcia? Kto je robi i jak mogą udowodnić,że dane zdjęcie faktycznie pochodzi z aborcji a nie z przedwczesnego porodu czy naturalnego poronienia?
    • nangaparbat3 Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 15:10
      Mogę sobie wyobrazic, ze na aborcje moglabym sie zdecydowac - na oddanie dziecka
      tylko w razie nowego holocaustu.
      • echtom Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 17:10
        > Mogę sobie wyobrazic, ze na aborcje moglabym sie zdecydowac - na oddanie dziecka tylko w razie nowego holocaustu.

        Ja podobnie.
    • asia_i_p Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 16:08
      Ja myślę, że decyzja o adopcji może prześladować nawet bardziej. Aborcję łatwiej
      przyklepać, było minęło, mniej tematów do zastanawiania się.
      Z tym, że dla mnie embrion to ludzka istota, więc odpowiedź jest i tak za
      adopcją, nie aborcją, bo biorę pod uwagę dwoje ludzi - matkę i dziecko. I
      wypadkowa jednak wskazuje, że adopcja, która dla matki może być bardziej
      traumatyczna niż aborcja, ratuje życie dziecku.
    • protozoa Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 16:21
      Tak, decyzja na "a" aborcja, adopcja jest trudna. Ale nigdy życie nie przebiega
      bezproblemowo i nie zawsze podejmuje sie łatwe a tym bardziej popularne decyzje.
      Niepożądana ciąża może się zdarzyć nawet przy najlepszej antykoncepcji. Sama
      tego doświadczyłam.
      I podjęłam owszem trudna, ale dla mnie najlepsza decyzję o aborcji. Nie złamałam
      prawa: po raz pierwszy ciążę usunęłam gdy w Polsce było to legalne a po raz
      drugi tam gdzie jest to legalne.
      Nie żałuję, nie mam zespołu postaborcyjnego, nic nie sni mi się po nocach
      i.......mam gdzieś moherowe moralistki, nawet jeśli maja po 25 lat i w życiu ich
      głów nie zdobił wiadomy beret.
      Próby wyzwolenia u kogokolwiek kto podejmował tę trudną decyzję, wyrzutów
      sumienia jest wredne i niegodziwe. Może paść na podatny grunt gdy przeczyta o
      tym młoda, niedoświadczona zyciowo dziewczyna, która nie ma wsparcia w rodzinie
      czy wśród przyjaciół.
      • gazeta_mi_placi Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 16:34
        >Próby wyzwolenia u kogokolwiek kto podejmował tę trudną decyzję, wyrzutów
        sumienia jest wredne i niegodziwe.

        Tak się zastanawiam między innymi w kontekście forum o aborcji gdzie kobiety
        które wbrew radom z forum podjęły inną decyzję i nie mają z tego tytułu depresji...
        Przecież skoro i tak zrobiły tą a nie inną rzecz (przez innych nieakceptowalną)
        to stało się,czasu się i tak nie cofnie,co zmieni się jeżeli taka dziewczyna czy
        kobieta będzie miała depresję czy wieloletnie wyrzuty sumienia?
        Chyba lepiej (skoro i tak ktoś podjął taką decyzję) że kobieta żyje po tym
        wszystkim bez depresji i potem układa sobie normalnie życie.
        Co da obrończyniom życia to,że kobieta będzie płakać,wpadnie w depresję,będzie
        miała wyrzuty sumienia?
        Czemu tak się pienią gdy jest inaczej? Chyba lepiej że skoro stało się ich
        zdaniem jedno zło (aborcja) to przynajmniej nie stało się drugie zło (ciężka
        depresja takiej kobiety)?
        W końcu kobieta (nawet ta po aborcji) to też życie....
        I lepiej żeby nie przeżyła je w depresji czy w wieloletnich wyrzutach sumienia...



        • kali_pso Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 16:44

          Bo w głowach im się nie mieści, że aborcji można nie żałować.
          Że to dla części osób zlepek komórek li i jedynie, nie żadno dziecko
          która nie dostanie miejsca przy stole.

          Zrzucą wszystko na syndrom wyparcia i tylewink



          Ale to nie jest problem tylko prolajfowców. To jest problem
          ludzkości ogólnie- czy łatwo przychodzi nam uwierzyć w szczęście i
          spokojne życie ludzi, którzy podjęli wybór inny niż my byśmy podjęli
          w danej sytuacji?- "Ja bym tak nie mogła, wyrzuty sumienia mnie by
          zjadły" napisze mamusia, która nie wyobraża sobie zostawić roczniaka
          na weekend z teściowąwink itd., itp i juz w główce lęgną sie mysli-

          "No tak, ona się cieszy, ale wiadomo...pewnie w skrytości ducha
          żałuje, że pojechała na ten weekend, tylko się nie przyznaje, może
          nie wie, na co naraziła to biedne dzieciątko, trzeba ją uświadomić"
          itd, itp..i się zaczyna....
          • szyszunia11 Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 17:09
            kali_pso napisała:


            > w danej sytuacji?- "Ja bym tak nie mogła, wyrzuty sumienia mnie by
            > zjadły" napisze mamusia, która nie wyobraża sobie zostawić roczniaka
            > na weekend z teściowąwink

            ha! z rozkoszą zostawiam mojego ponad-roczniaka na weekendy u teściowej, właśnie
            dzisiaj wracawink
      • szyszunia11 Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 16:53
        protozoa napisała:


        > i.......mam gdzieś moherowe moralistki, nawet jeśli maja po 25 lat i w życiu ic
        > h
        > głów nie zdobił wiadomy beret.
        > Próby wyzwolenia u kogokolwiek kto podejmował tę trudną decyzję, wyrzutów
        > sumienia jest wredne i niegodziwe.
        po pierwsze - na czym polega owa moherowość - na własnych poglądach odmiennych
        niż Twoje? taka fajna etykietka, to może by wyjasnić co oznacza.
        Po drugie - skąd Ci przyszło do głowy że ja (bo rozumiem aluzje do mojego posta)
        chcę wzbudzić w Tobie poczucie winy?? Zawsze podkreślam z całą mocą, że nikogo
        nie potępiam, nie śmiałabym oceniać osoby jako takiej a osobach po aborcjach
        może byc dużo lepszym człowiekiem niż ja per saldo. Natomiast ja potępiam sam
        czyn jako taki i dlatego nie uwzględniam go we własnym repertuarze rozwiązań
        życiowych.
        • protozoa Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 17:00
          We mnie nie wzbudzisz poczucia winy. Jestem za dorosła i moja decyzja była
          przemyslana. Natomiast młoda miotająca się dziewczyna, która podjęła tę dyczję w
          samotności wybierając mniejsze zło - po przeczytaniu takich "rewelacji" może
          czuć się moralnie zaszczuta.
          • szyszunia11 Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 17:03
            protozoa napisała:

            > We mnie nie wzbudzisz poczucia winy.

            nie mam takiego zamiaru.

            Jestem za dorosła i moja decyzja była
            > przemyslana. Natomiast młoda miotająca się dziewczyna, która podjęła tę dyczję
            > w
            > samotności wybierając mniejsze zło - po przeczytaniu takich "rewelacji" może
            > czuć się moralnie zaszczuta.

            widzisz, w moim systemie wartości nie ma czegoś takiego jak moralne zaszczucie,
            nie ma zła, które nie mogłoby być wybaczone i uzdrowione.
            • protozoa Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 17:09
              To zostaw sprawę aborcji bezpośrednio zainteresowanym.
              • szyszunia11 Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 17:33
                protozoa napisała:

                > To zostaw sprawę aborcji bezpośrednio zainteresowanym.

                czyli nie wolno mi się na forum wypowiedzieć?wink
            • kali_pso Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 17:13

              Ale może one nie chcą "wybaczania" i "uzdrawiania"- pomyślałaś o tym?
              I co wtedy?
              • szyszunia11 Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 17:35
                kali_pso napisała:

                >
                > Ale może one nie chcą "wybaczania" i "uzdrawiania"- pomyślałaś o tym?
                > I co wtedy?
                >

                do tego nie da się kogoś zmusić. Ja mam nadzieję, że kiedyś jednak zechcą.
                Mówimy o tych, które za moją sprawą czują się "moralnie zaszczute", prawda?
                • cherry.coke Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 17:42
                  szyszunia11 napisała:

                  > kali_pso napisała:
                  >
                  > >
                  > > Ale może one nie chcą "wybaczania" i "uzdrawiania"- pomyślałaś o tym?
                  > > I co wtedy?
                  > >
                  >
                  > do tego nie da się kogoś zmusić. Ja mam nadzieję, że kiedyś jednak zechcą.

                  Jak zwykle wiemy lepiej, kto czego powinien chciec smile A moze ktos zadnego
                  wybaczania i uzdrawiania zwyczajnie nie potrzebuje, bo nie ma czego wybaczac i
                  uzdrawiac?
                  • szyszunia11 Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 17:50
                    cherry.coke napisała:


                    >
                    > Jak zwykle wiemy lepiej, kto czego powinien chciec smile A moze ktos zadnego
                    > wybaczania i uzdrawiania zwyczajnie nie potrzebuje, bo nie ma czego wybaczac i
                    > uzdrawiac?


                    chwileczkę. Ktoś tu oskarżył mnie o zaszczuwanie morlalne. W moim rozumieniu
                    zaszczuwa się kogoś moralnie, jak rzuca się przeciwko niemu oskarżenie nie dając
                    drogi wyjścia, żadnej nadziei. Tak chyba można rozumieć zaszczucie. No więc
                    spieszę sprostować, że jesli ktoś faktycznie tak się przejmie moimi
                    wypowiedziami, to powinien przyjąć je w całości, nie wybiórczo. A jezeli ktoś -
                    jak piszesz - nie chce nie potrzebuje itd. to chyba znaczy, że aż tak go
                    moralnie nie zaszczułam - skoro nie ma czego uzdrawiać, to zakładam, że ta osoba
                    ma sie świetnie. Cherry, wciąż nie napisałaś w którym miejscu jestem hipokrytkąsmile
                    • cherry.coke Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 17:58
                      Ale chyba pomylilas watek zaszczuwania moralnego z watkiem uzdrawiania na sile?

                      A hipokryzja nazywam wsiadanie na wysokiego konia moralnego (jest w ogole takie
                      okreslenie po polsku? smile ) w teorii, jednoczesnie wygodnie ignorujac fakt, ze
                      tak naprawde musialabys stosowac te zasady do niezlego tlumku znanych ci osob,
                      co zapewne szybko by je zweryfikowalo.
                      • szyszunia11 Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 18:15
                        cherry.coke napisała:

                        > Ale chyba pomylilas watek zaszczuwania moralnego z watkiem uzdrawiania na sile?

                        nie pomyliłam. Prześledź posty - moja wypowiedź o drodze uzdrowienia i przebaczenia jest bezpośrednią odpowiedzią na zarzut moralnego zaszczuwania. A to "na siłę" skąd się wzięło?

                        >
                        > A hipokryzja nazywam wsiadanie na wysokiego konia moralnego (jest w ogole takie
                        > okreslenie po polsku? smile ) w teorii, jednoczesnie wygodnie ignorujac fakt, ze
                        > tak naprawde musialabys stosowac te zasady do niezlego tlumku znanych ci osob,
                        > co zapewne szybko by je zweryfikowalo.

                        no więc już odpowiadam. Nie chodzi tu o "konia moralnego"wink chodzi o to, jak dobieram sobie przyjaciół. (uwaga: przyjaciół, nie - znajomych, kolegów). A więc ja - jak już to zresztą dokładnie wyjaśniłam - potrzebuję wspólnoty duchowej, zrozumienia w najważniejszych dla mnie sprawach, także światopoglądowych. Mówisz, że ja promuję jakieś zasady - to nie są żadne zasady, tylko akurat ja poszukuje w przyjaźni takiej głębi, której nie da się osiągnąć bez podstawowej wspólnoty poglądów. Po prostu się to nei sprawdza, wiem, bo próbowałam. To nei jest żadna zasada, osoby o poglądach dalekich od moich są kolegami, dobrymi znajomymi (jak najbardziej, sa przykłady) ale nie przyjaciółmi. My zas rozmawiałyśmy własnie o sytuacji przyjaźni. Uważam, że z tłumkiem znanych mi osób to nadużycie, ale nieważne, nie to jest przedmiotem dyskusji. Załóżmy że 99% znanych mi osób (poza tym ścisłym gronem które znam na wylot) popełniło aborcję. I teraz uważaj: to nic nie zmienia w naszych stosunkach. Bo każdy ma prawo popełnić błąd, ja też popełniam poważne błędy. Ja nie jestem spowiednikiem tych osób, żeby to wywlekać. Dla mnie ma znaczenie aktualny stan świadomości osoby, nei jej dawne grzechy, przekonania. Jeśli ktoś z dumą mówi o swojej aborcji, ciężko nam będzie się dogadać, to zrozumiałe. Jeśli zas na dzień dzisiejszy czuję z kimś zrozumienie, to niezależnie od jego przeszłości jest kandydatem na przyjaciela od serca. Nie jestem IPN-em, żeby szukać na ludzi kwitów.
                        • cherry.coke Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 18:28
                          szyszunia11 napisała:

                          > cherry.coke napisała:
                          >
                          > > Ale chyba pomylilas watek zaszczuwania moralnego z watkiem uzdrawiania na
                          > sile?
                          >
                          > nie pomyliłam. Prześledź posty - moja wypowiedź o drodze uzdrowienia i przebacz
                          > enia jest bezpośrednią odpowiedzią na zarzut moralnego zaszczuwania.

                          Chyba nie rozumiesz. Na zarzut "zaszczuwania" odpowiadasz "uzdrawianiem i
                          przebaczaniem". Ale skad wiesz, co ci dziewczyny zaznaczyly, ze jakies
                          uzdrawianie i przebaczanie jest w ogole potrzebne?

                          A to "na s
                          > iłę" skąd się wzięło?

                          No wlasnie stad. Z zalozen na sile.

                          [....]
                          > chy, przekonania. Jeśli ktoś z dumą mówi o swojej aborcji, ciężko nam będzie si
                          > ę dogadać, to zrozumiałe. Jeśli zas na dzień dzisiejszy czuję z kimś zrozumieni
                          > e, to niezależnie od jego przeszłości jest kandydatem na przyjaciela od serca.
                          > Nie jestem IPN-em, żeby szukać na ludzi kwitów.

                          Ale pamietasz, ze wszystkie te rozwazania te dotycza historyjki, w ktorej a) nie
                          bylo zadnego opowiadania z duma b) "pieluchy" byly tylko domyslem eks-przyjaciolki?
                          • cherry.coke Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 18:31
                            PS. Wymiksowuje sie zreszta z tego podwatku, bo jego meandrowatosc przekroczyla
                            moj akceptowalny stosunek czasu analizy do wartosci dyskusji smile
                            • szyszunia11 Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 18:42
                              cherry.coke napisała:

                              > PS. Wymiksowuje sie zreszta z tego podwatku, bo jego meandrowatosc przekroczyla
                              > moj akceptowalny stosunek czasu analizy do wartosci dyskusji smile

                              bo sama skomplikowałaś rzeczy proste i zrozumiałe.
                          • szyszunia11 Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 18:41
                            cherry.coke napisała:


                            > Chyba nie rozumiesz. Na zarzut "zaszczuwania" odpowiadasz "uzdrawianiem i
                            > przebaczaniem". Ale skad wiesz, co ci dziewczyny zaznaczyly, ze jakies
                            > uzdrawianie i przebaczanie jest w ogole potrzebne?

                            no, chyba nie rozumiem. Zaszczuwanie to potępianie, stawianie w sytuacji bez
                            wyjścia. Niezbyt miłe uczucie być zaszczutym. No więc wyjaśniam, że ja na pewno
                            nie zaszczuwam, bo po pierwsze - nigdy nikogo nie potępiam, co podkreslam w
                            wielu postach, po drugie - moim zdaniem wyjście z sytuacji poczucia winy itd.
                            jest zawsze. Na co pojawiają się głosy, że przeciez to uzdrowienie
                            niepotrzebnewink Tragikomediasmile zdecydujcie się o co Wam chodzi. Bo wychodzi na to
                            że zaszczuwam, ale te zaszczute dziewczyny maja się tak dobrze, ze w żaden
                            sposób nie potrzebują poprawy swej sytuacji.


                            >
                            > A to "na s
                            > > iłę" skąd się wzięło?
                            >
                            > No wlasnie stad. Z zalozen na sile.

                            "uzdrawianie na siłę" to to samo, co "założenie na siłę" - ojej - jeszcze
                            bardziej mętne to wszystko...



                            >


                            >
                            > Ale pamietasz, ze wszystkie te rozwazania te dotycza historyjki, w ktorej a) ni
                            > e
                            > bylo zadnego opowiadania z duma b) "pieluchy" byly tylko domyslem eks-przyjacio
                            > lki?


                            ale żeby w ogóle dyskusja miała jakikolwiek sens, trzeba było chocby czysto
                            teoretycznie, założeniom tym tudzież domysłom dac wiarę, choćby na potrzeby
                            rozmowy. I na tym przykładzie ja wyjasniłam swoją postawę. Wyjaśniłam
                            mianowicie, dlaczego jesli chodzi o bliskich przyjaciół, liczą się dla mnie nie
                            przeszłość, a aktualne przekonania, a jesli chodzi o resztę świata - przekonania
                            (czy tez mój brak wiedzy na ich temat) zazwyczaj nie wpłynie na nasze stosunki
                            wzajemne, rozmowy. Dalej nie widzę tu hipokryzji.
                            • cherry.coke Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 19:19
                              nadal nie rozumiesz smile

                              mozna po prostu zostawic kogos w spokoju.
                              Nie zaszczuwac, ale i nie uzdrawiac ani
                              przebaczac. Zwyczajnie uznac decyzje
                              doroslej osoby i dac jej swiety spokoj, bez
                              traktowania z gory przez przebaczanie z
                              uzdrawianiem.

                              nie wiem jak to jeszcze wytlumaczyc,
                              naprawde smile
                              • szyszunia11 Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 19:29
                                cherry.coke napisała:

                                > nadal nie rozumiesz smile
                                >
                                > mozna po prostu zostawic kogos w spokoju.
                                > Nie zaszczuwac, ale i nie uzdrawiac ani
                                > przebaczac.

                                to może doprecyzuję: przebaczenie i uzdrowienie jest dobrowolne, jest możliwe,
                                ale NIE jest obowiązkowe. Jest tym wyjściem, które akurat ja proponuję - w
                                wolności, jako możliwość, coś co mozna wybrac, ale nie trzeba. Oczywiście nie
                                moje wybaczenie, tylko Boże. Tzn. ja mówiąc, że ktoś popełnił błąd zawsze
                                dodaję, że jest wyjście z sytuacji dzięki zbawieniu. Tym się różnię od
                                "zaszczuwaczy" mowiących "ja bym sobie tego nigdy nie darowała" - bo to jest w
                                właśnie zaszczuwanie. A Ty myślałaś, że ja chce kogoś na siłę uzdrawiać??
                                Ciekawe w jaki sposób, skoro to z definicji zakłada wolę i chęć zainteresowanego.


                                Zwyczajnie uznac decyzje
                                > doroslej osoby i dac jej swiety spokoj,

                                ale czy ja komuś zakłócam spokój? mam prawo do takiej a nie innej oceny pewnych
                                czynów (nie osób) a co za tym idzie - przed każdym widze mozliwość uzdrowienia
                                JESLI CHCE. Gdzie Ty widzisz narzucanie czegokolwiek komukolwiek?

                                bez
                                > traktowania z gory przez przebaczanie z
                                > uzdrawianiem.

                                ale na litośc, tu nie chodzi o moje wybaczanie... tylko o to samo wybaczanie,
                                którego sama na codzień doświadczam...


                                >
                                > nie wiem jak to jeszcze wytlumaczyc,
                                > naprawde smile

                                i vice versasmile
                              • szyszunia11 Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 19:39
                                cherry.coke napisała:


                                >
                                > mozna po prostu zostawic kogos w spokoju.
                                > Nie zaszczuwac, ale i nie uzdrawiac ani
                                > przebaczac.

                                jeszcze dodam, że temat zaszczuwania wyszedł przy moich wypowiedziach na forum, prawda? że zaszczuwam moralnie młode dziewczyny po aborcji po prostu wyrażając swoje zdanie, do czego chyba każdy ma prawo - czyli pogląd, ze aborcji ja nie uznaję. Czy tu naruszyłam czyjąć wolnośc osobistą? Czy komuś konkretnie się z czyms narzucam? Nie - korzystam z prawa wolności słowa. Na zarzut o zaszczuwaniu odparłam, że to się kupy nei trzyma, bo ja NIKOGO nie potępiam i nie dzielę ludzi na lepszych i gorszych, a przed tymi faktycznie czującymi się kiepsko z powodu swoich czynów jest równie otwarta droga do uzdrowienia jak przed każdym innym. Czy tu jest narzucanie czegoś komuś? Czy to jest traktowanie z góry? Zresztą to Bóg przebacza, nie ja, a Jemu nie potrafię tego zabronić.
                              • gazeta_mi_placi Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 20:22
                                A ja się zastanawiam czemu ma służyć takie zaszczuwanie,uporczywe wmawianie
                                takiej osobie syndromu aborcyjnego (nawet gdy ona się broni,że nie czuje
                                wyrzutów tylko ulgę, wmawianie jej,że może poczuć to po roku po aborcji albo gdy
                                urodzi własne dziecko,i że takie osoby powinny być niepłodne,pokazywanie linków
                                do stron pro-life ze zdjęciami płodów itp.itd.).Takie coś dość często występuje
                                na forach o aborcji.
                                Jestem w stanie zrozumieć,że osoby pro-life posuwają się do takich uwag przed
                                dokonaniem aborcji,gdy dana osoba jeszcze się waha,bo w sumie jest wtedy szansa
                                że przemyśli i zmieni decyzję.
                                Ale jaki cel jest tego wszystkiego gdy taka osoba jest już po aborcji???
                                Może mi ktoś wyjaśnić normalnym i prostym językiem?
                                • melmire Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 21:01
                                  "Zemsta, zemsta na wroga
                                  Z Bogiem, a chocby mimo Boga"

                                  Znajomy mi opowiadal ze raz widzial jak przed klinika (nie tylko aborcyjna,
                                  ogolnie ginekologiczno-poloznicza) stali tacy przepelneni miloscia i wtykali
                                  wychodzacym kobietom dzieciece buciki...
                                  • gazeta_mi_placi Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 22:15
                                    A co na to ochrona szpitala?
                                    Na zgromadzenie większe niż ileś tam osób musi być zgoda jakiegoś urzędu z tego
                                    co kojarzę...
                                • szyszunia11 Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 22:46
                                  gazeta_mi_placi napisała:

                                  > A ja się zastanawiam czemu ma służyć takie zaszczuwanie,uporczywe wmawianie
                                  > takiej osobie syndromu aborcyjnego

                                  nad tym, to ja się sama zastanawiam. To powszechne zjawisko?
          • gazeta_mi_placi Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 19:52
            >Natomiast młoda miotająca się dziewczyna, która podjęła tę dyczję w
            samotności wybierając mniejsze zło - po przeczytaniu takich "rewelacji" może
            czuć się moralnie zaszczuta.

            No,ale przecież o to chodzi...
            • szyszunia11 Re: Moherowe moralistki 29.06.10, 22:47
              gazeta_mi_placi napisała:


              >
              > No,ale przecież o to chodzi...

              ale komu i dlaczego? nie pojmuję...
              • gazeta_mi_placi Re: Moherowe moralistki 30.06.10, 10:50
                Przyznam,że nie wiem w jakim celu...
      • madami Re: Moherowe moralistki 01.07.10, 15:30
        No właśnie, rozmawiam z dziewczynami po aborcji i jak widzę to głównym uczuciem
        temu towarzyszącym jest ogromna ulga. Teraz wykształcone kobiety z dużych miast
        zwykle przeprowadzają aborcję jak najbardziej legalnie, można pojechać do Czech
        albo Niemiec, samolot do GB też nie kosztuje teraz fortuny.
    • brak.polskich.liter Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 16:46
      Nie znam nikogo, kto otwarcie przyznawalby sie do oddania dziecka do adopcji,
      natomiast znam kilkanascie kobiet, ktore maja za soba aborcje. Pare z tych
      kobiet abortowalo niechciana ciaze parokrotnie (panie z pokolenia mojej babci).
      Pare z nich zaluje - glownie tego, ze zaszly w ciaze w nieodpowiednim momencie/
      z nieodpowiednim panem. Na samym zabiegu aborcji sie przesadnie nie koncetruja.
      Jedna z tych kobiet - zafiksowana prolifersko (o ironio), ktora w wieku 18 lat
      zaliczyla wpadke i zostala zawleczona do ginekologa przez rodzicow - ma potworne
      wyrzuty sumienia, rzuca tekstami 'zabilam dziecko', mimo, ze aborcja miala
      miejsce jakies 40 lat temu.
      Natomiast wiekszosc tych kobiet nie zaluje; twierdza, ze ich decyzja byla
      sluszna, a kiedy mowia o uczuciach towarzyszacych, na pierwszy plan wysuwa sie ulga.
      Tak wiec roznie bywa. To tyle z obserwacji wlasnych.
      • kali_pso Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 16:52

        Ja mam podobne i obserwacje i doświadczenia.
        WIEM o dwóch kobietach z rodziny i najbliższych znajomych.
        Nie mają wyrzutów sumienia, twierdzą, że to była właściwa decyzja w
        danym momencie...I ja im wierzęwinkp
        • gazeta_mi_placi Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 20:07
          Na pewno mają syndrom wyparcia,poza tym skąd wiesz czy syndrom poaborcyjny nie pojawi się po 10 latach?
          Albo 20?
          Albo na łożu śmierci?
          Gwarancji nie masz big_grin
    • franczii Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 16:53
      nie wyobrazam sobie byc zmuszona do oddania dziecka do adopcji. Aborcje sobie
      wyobrazam, a raczej wyobrazam sobie okolicznosci, w ktorych moglabym sie jej
      poddac.
      • franczii Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 17:03
        A propos wyrzutow sumienia po aborcji to znam 2 osoby z mojego pokolenia, ktore
        mialy aborcje i obie nie zaluja, zyja pelnia zycia, jedna z tym samy partnerem,
        z ktorym te aborcje miala. Troche mi sie to nie miesci w glowie bo ja jednak
        wyrastalam w przekonaniu, ze aborcja, nawet wtedy kiedy jest jedynym wyjsciem,
        to zawsze dramat pozostawiajacy gleboki slad w psychice a tu sie okazuje ze
        moze byc inaczej.
        • verdana Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 19:03
          Mam w ogóle wrazenie, jakby w tym watku wszystjkim się wydawało, ze
          przed decyzją o a/a stały tylko nieodpowiedzialne nastolatki.
          Tymczasem w wiekszości wypadków przed decyzją stoją stateczne
          mężatki z dwojgiem lub więcej dzieci. I teraz pytanie - jak
          wytłumaczyć parolatkom, ze mama jedno dziecko oddała, bo go nie
          chce? Albo dlatego,ze nie ma kasy? Jak będą sie czuly pozostałe
          dzieci, mając swiadomość,z ę rodzice moga dziecka nie chcieć i po
          prostu je komus oddać?
          Dwa - czesto nie tylko dziecko jest dramatem, ale ciąża - ze względu
          na wiek, czas, stan zdrowia. Wtedy adopcja nie jest rozwiązaniem.
          Trzy - a jak urodzi się chore dziecko? Wtedy prawdopodobnie resztę
          zycia spędzi w róznych domach opieki, calkowicie pozbawione milosci.
          Dobre rozwiązanie? jakoś wątpię... To samo moze dotyczyć dzieci
          kolorowych, niestety.
          Cztery - ktos, kto widział swoje dziecko i je oddał, ma albo taką
          traumę, ze aborcja to przy tym drobiazg, albo traumy nie ma. I tu
          pytanie - ile z Was byłoby zadowolonych, gdyby syn ożenił sie z
          dziewczyna, ktora jedno dziecko oddała, nie wie co sie z nim dzieje
          i nie ma z tego powodu wyrzutów sumienia? Cóż...
          Pięć - oddając dziecko w obce, nieznane ręce trzeba liczyć sie z
          tym, ze dziecko bedzie xle traktowane, niekochane, bite. Zwylke nie,
          ale jest to mozliwe. Dla mnie decyzja oddania dziecka nie jest wcale
          jednoznacznie moralna. Jeśli oddaje sie noworodka, to co złego jest
          w oddaniu dwu-trzy latka i zapomnieniu o nim?
          • gazeta_mi_placi Re: Trudne decyzje na A 29.06.10, 20:05
            >> Mam w ogóle wrazenie, jakby w tym watku wszystjkim się wydawało, ze
            > przed decyzją o a/a stały tylko nieodpowiedzialne nastolatki.

            Albo ciążę dało się ukryć bo każda z nich żyje w leśnej głuszy bez żadnej społeczności,bez koleżanek (choćby z pracy),bez szefów,bez (nie zawsze życzliwych) sąsiadek,bez dalszej rodziny...
            Oczywiście zaraz padną odpowiedzi,że kobieta nie musi się żadnej z w/w osób tłumaczyć co się stało z dzieckiem jeśli nie chce mówić o adopcji albo może powiedzieć,że dziecko zmarło.
            A co gdy powodem ewentualnej aborcji jest zdrada małżonka z którym ma już dwójkę dzieci? Też adopcja? Też mężowi się powie (i dzieciom),że dziecko umarło w szpitalu?
            Hm?

            >> Trzy - a jak urodzi się chore dziecko?

            No właśnie...
            Raczej nikt nie chce wychowywać ciężko upośledzonego dziecka.
            Kolejki bezpłodnych o których tak często się wspomina są po ZDROWEGO noworodka,najwyżej z jakąś lekką wadą.



    • makurokurosek 41 tys dzieci maltretowanych 7-14 tys aborcji 29.06.10, 19:49
      Może trochę statystyk. W 2009 roku odnotowano 41 tys dzieci dotkniętych przemocą
      w rodzinie.

      www.statystyka.policja.pl/portal/st/840/53986/Dzieci__ofiary_przemocy_domowej.html
      Podejrzewa się, że w 2008 skala aborcji sięgała 7- 14 tys.
      wyborcza.pl/1,76842,7234793,Legalne_aborcje_w_podziemiu.html
      Czy tak naprawdę środowiskom pro-life chodzi o życie? W którym momencie to życie
      traci na wartości, ze przestają się liczyć dla tych środowisk?
      • gazeta_mi_placi Re: 41 tys dzieci maltretowanych 7-14 tys aborcji 29.06.10, 19:56
        Najczęściej po porodzie...
        I potem z biegiem latem coraz bardziej.
        Zresztą nawet po ośrodkach adopcyjnych to widać..
        Jakie dzieci (pod warunkiem,że zdrowe) mają największe branie wśród potencjalnych rodziców adopcyjnych?
        Noworodki i niemowlaki.
        Na trzy-latka i pięciolatka już jest o wiele mniej chętnych,ale jeszcze...
        W przypadku dzieci 8 i 10-letnich (nie mówiąc już o nastolatkach) prawie już nie ma chętnych.
        I tak! Są także starsze dzieci i nastolatki z UREGULOWANĄ sytuacją prawną,więc formalności nie stoją na przeszkodzie tylko wiek.
        No i potem wiadomo,im człowiek starszy tym mniej znaczy..
    • protozoa Re: Trudne decyzje 29.06.10, 22:16
      Są w zyciu trudne sytuacje, wiele z nich dotyczy spraw intymnych takich jak
      niepożądana ciążą, orientacja seksualna, wyznanie itd. I nikt nie ma prawa
      oceniać innej osoby zwłaszcza jeśli nie jest w jej skórze.
      Niechciana ciąża jest problemem. Mniejszym gdy kobieta jest dorosła, ma
      ustabilizowaną sytuację i wsparcie w partnerze/rodzicach. Znacznie większym gdy
      jest młoda, samotna, zagubiona czy co gorsza oskarżana.
      Decyzja o aborcji nie jest prosta. Są kobiety, które nigdy się na nią nie
      zdecydują bojąc się presji moherowych moralistek, które niby nie oceniają, ale
      "same nigdy w życiu, bo nie zabiłyby swojego dziecka". I pozostają z dzieckiem i
      cała masą problemów, w których nikt z moralistkami i księdzem proboszczem na
      czele im nie pomoże. Niejednokrotnie są bez mieszkania, zawodu, pieniędzy,
      partnera zdane na siebie, sfrustrowane, nieszczęśliwe. Nie oddadzą dziecka do
      adopcji - bo i tu presja jest niebagatelna.
      Ja, choć miałam zupełnie inne warunki nie chciałam mieć dziecka w tym konkretnym
      czasie. Przy pierwszej aborcji nie dorosłam emocjonalnie, nie miałam zawodu,
      mieszkania i choc z pewnościa pomogliby mi rodzice i sprawca ciąży - mój obecny
      mąż- macierzyństwo w nieodpowiedniej chwili bardzo utrudniłoby mi życie.
      Dzieci pojawiły się na świecie z ciąży chcianej, oczekiwanej, gdy miałam
      warunki, pieniądze, oodpowiedni wiek i zawód.
      Druga aborcja wiązała się z wpadką w wieku gdy czas mysleć o czyms innym niz
      nieprzespanych nocach, pieluchach itd. Wyczerpałam limit macierzyństwa. I miałam
      do tego prawo.
      Dlaczego powtarzam to jak mantrę - ano dlatego, aby obrończynie nienarodzonych
      zamilkły lub omawiały ten problem na zebraniu kółka rózańcowego a nie oceniały
      innych, podejmujących niełatwą lecz słuszną dla siebie decyzję.
      I podobnie jak nikt i w żadnym razie nie ma prawa oceniać decyzji o aborcji tak
      i wara od poglądów politycznych, preferencji seksualnych, rozwodów, wyznania.
      • szyszunia11 Re: Trudne decyzje 29.06.10, 22:54
        protozoa napisała:


        > Dlaczego powtarzam to jak mantrę - ano dlatego, aby obrończynie nienarodzonych
        > zamilkły

        hmmm, swoje zdanie na temat mam i jeśli jest na ten temat dyskusja - mam prawo
        zabrać głos, zwłaszcza, że ten głos nikogo nie deprecjonuje, nie obraża, nie
        oskarża. Nie śmiałabym potępić nikogo kto dokonał aborcji, natomiast ja jej nie
        uznaję, bo dla mnie zarodek to już człowiek. Podobnie - jeśli ktoś mnie zapyta w
        realu co o tym sądzę, wypowiem się zgodnie z sobą. I jakoś w realu nawet osoby o
        odmiennych poglądach nie każą mi zamilknąć, tylko odmienne poglądy przyjmują jak
        coś normalnego. Do kółka różańcowego nie należę.
      • echtom Re: Trudne decyzje 29.06.10, 23:09
        > Dlaczego powtarzam to jak mantrę - ano dlatego, aby obrończynie nienarodzonych zamilkły

        Ale dlaczego nie mogą sobie pogadać, skoro Ciebie problem i tak nie rusza?
        • szyszunia11 Re: Trudne decyzje 29.06.10, 23:15
          > Ale dlaczego nie mogą sobie pogadać, skoro Ciebie problem i tak nie rusza?
          >

          rozumiem, ze to chodzi o ochronę innych osób, mniej pewnych swego. Wiesz, jak ja
          stwierdzę, że w moim odczuciu aborcja jest złem a embrion - istota ludzką, ktoś
          może przez to gorzej się poczuć.
          • makurokurosek Re: Trudne decyzje 30.06.10, 10:25
            Dokładnie. Problem nie dotyczy osób dorosłych o wyrobionej opinii lecz jednostki
            słabe jak i nastolatki. Nie należy z tego tematu robić tematu tabu ale, nie
            należy traktować go jako misji zbawiennej. Wystarczy poczytać wypowiedz na ten
            temat na tym forum to nie jest dyskusja o przekonania dla wielu jest to misja,
            nie ważne ile osób zniszczymy ważne że te osoby zobaczą że nie usunęły płód
            tylko człowieka. Może warto pooglądać filmy o organizacjach pro-life w stanach i
            zobaczyć do czego prowadzi chora walka o przekonania. Zaciętość i wrogość
            obrońców życia na tym forum przemienia dyskusje o aborcji w pole bitwy, tylko
            nie zauważają że podczas każdej wojny giną ludzie.
            • gazeta_mi_placi Re: Trudne decyzje 30.06.10, 10:28
              >podczas każdej wojny giną ludzie...

              E tam...
              Już urodzeni przecież...
            • szyszunia11 Re: Trudne decyzje 30.06.10, 14:33
              makurokurosek napisała:

              Nie należy z tego tematu robić tematu tabu

              hmmm, a przed chwila ktoś kazał zamilknąć...

              ale, nie
              > należy traktować go jako misji zbawiennej.

              Bynajmniej! Misja zbawienna była w dziejach ludzkości tylko jedna jedyna,
              dokonała się 2000 lat temu. Wystarczy.


              Może warto pooglądać filmy o organizacjach pro-life w stanach
              > i
              > zobaczyć do czego prowadzi chora walka o przekonania.

              ale po co? mnie osobiście szkoda czasu.


              Zaciętość i wrogość
              > obrońców życia na tym forum przemienia dyskusje o aborcji w pole bitwy,


              czy ja także jestem zaliczona w poczet zaciętych i wrogich wojowników?
              chciałabym, żeby dostrzeżono, że naprawdę da się na ten temat rozmawiać
              spokojnie, kulturalnie i bez oceniania, a co dopiero mówić o wrogości. No ale
              oczywiście najłatwiej zaszufladkować kogoś jako "mohera" nie tłumacząc nawet co
              to słowo znaczy tak naprawdę, wystarczy, że budzi negatywne konotacje. Protozoa
              była łaskawa obdarzyć mnie tym epitetemwink
              • makurokurosek Re: Trudne decyzje 30.06.10, 15:49
                > czy ja także jestem zaliczona w poczet zaciętych i wrogich wojowników?

                czy napisałaś, że kobieta decydująca się na aborcje to dziwka która powinna
                zgnić. Nie sądzę, a niestety takie wypowiedzi nie są rzadkością na forum, nie
                mówiąc już o realu.
                • protozoa Re: Trudne decyzje 30.06.10, 16:08
                  Jakiś czas temu przyznałam się na tym forum do aborcji. Po to, aby młode kobiety
                  wiedziały, że nie są jedyne, że to się zdarza i nie powinny czuć się zaszczute.
                  Ile inwektyw napisano pod moim adresem, ile razy mi to wypominano w kontekstach
                  innych postów tego nie zliczę. Mamy społeczeństwo kołtuńskie, klerykalne,
                  zaściankowe, nietolerancyjne. Ja mam to głęboko gdzieś, ale może to skutecznie
                  złamac życie innym kobietom.
                • szyszunia11 Re: Trudne decyzje 30.06.10, 22:05
                  makurokurosek napisała:

                  > > czy ja także jestem zaliczona w poczet zaciętych i wrogich wojowników?
                  >
                  > czy napisałaś, że kobieta decydująca się na aborcje to dziwka która powinna
                  > zgnić. Nie sądzę, a niestety takie wypowiedzi nie są rzadkością na forum, nie
                  > mówiąc już o realu.

                  powiem szczerze, nigdy w zyciu nie słyszałam takiej wypowiedzi, choć obracam się
                  wśród ludzi "odurzonych nadmiarem kadzidła"... Oczywiście nie twierdzę, że nikt
                  sie tak nie wypowiada! gdybym coś takiego osobiście usłyszała, musiałabym
                  zareagować stanowczo i byłabym wielce zniesmaczona takim głupim i obraźliwym
                  tekstem.
          • gazeta_mi_placi Re: Trudne decyzje 30.06.10, 10:41
            Myślę,że chodzi o sytuacje (znane z różnych for na których podejmuje się temat
            aborcji) gdy kobieta decyduje mimo ewentualnych rad usunąć,po czym gdy okazuje
            się,że mimo usunięcia ciąży nie ma depresji ludzie na nią wsiadają wmawiając
            syndrom poaborcyjny albo strasząc (dość częste),że jeżeli nie będzie miała tego
            syndromu teraz to będzie miała za rok albo za dwa lata albo jak urodzi za jakiś
            czas planowane dziecko,że będzie patrzyła (autentyczne komentarze tych ludzi) w
            oczy tego planowanego dziecka i będzie widziała zabite,że takie suki powinny być
            bezpłodne,znam też przypadek,gdzie dziewczynie która przyznała się do aborcji i
            nie żałowała dostała na maila linki do zdjęć z płodami od nawiedzonego.Nie
            mówiąc już jak chamskie były komentarze odnośnie "wiadomej" Agaty z Lublina
            która JUŻ przerwała ciążę,jakimi epitetami była obrzucana,powstała nawet książka
            (dostępna w Empikach) na jej temat,czemu to miało służyć gdy już podjęła decyzję
            i nie dałoby jej się cofnąć? Nie wiem.
            Na innym forum (chyba rodzin wielodzietnych) jakaś tamtejsza Pani znalazła (już
            oczywiście po aborcji) zdjęcia Agaty na internecie (założyła sobie portal jak
            każda nastolatka ze zdjęciami itp.)
            Strasznie się bulwersowały tym,że "zabiła dziecko" a teraz świetnie się bawi i
            chyba (sądząc po niektórych zdjęciach) ma nowego narzeczonego,uśmiechnięte
            zdjęcia z innymi koleżankami itp...
            Owe Panie były oczywiście pro-life.
            Z tego co pamiętam tylko jedna Pani z tegoż grona próbowała bronić Agatę
            pisząc,że ona pewnie sobie wypiera to wszystko i żeby nie sądziły po pozorach
            (czyli de facto,że na pewno ma ten syndrom tylko wypiera).
            Niektóre też bulwersowały się,że za kilka lat Agata pewnie będzie mieć jakby
            nigdy nic dziecko.
            Zastanawiały się też (na szczęście nieliczne) czy nie wysłać Agacie poprzez ten
            portal jakiejś wiadomości...
            Heh...
            • makurokurosek Re: Trudne decyzje 30.06.10, 12:04
              Właśnie przykład Agaty jest wyjątkowo kontrowersyjny bo skupia się na
              dziewczynie całkowicie pomijając lekarkę której jak widać nie dotyczy tajemnica
              lekarska.
              Czy lekarz ma prawo w imię swoich przekonań łamać tajemnicę lekarską? Po co
              właściwie jest ta klauzura skoro za jej łamanie lekarz nie ponosi żadnych
              konsekwencji.
              • gazeta_mi_placi Re: Trudne decyzje 30.06.10, 18:10
                > Właśnie przykład Agaty jest wyjątkowo kontrowersyjny bo skupia się na
                > dziewczynie całkowicie pomijając lekarkę której jak widać nie dotyczy tajemnica
                > lekarska.

                Ale to lekarka złamała tajemnicę? Wydawało mi się (może się mylę),że Agata sama
                zwierzyła się księdzu albo też komuś innemu kto doniósł to dalej??
                Faktycznie cała sprawa zaczęła się od lekarki?
                • makurokurosek Re: Trudne decyzje 30.06.10, 21:59
                  Z tego co pamiętam tak , ale jeszcze trochę poszperałam
                  lublin.gazeta.pl/lublin/1,48724,6665777,Sprawa_Agaty_w_raporcie_Amnesty_International.html
    • protozoa Re: Spójrzcie na to tak: 30.06.10, 16:05
      Pracowała wyobraxnia, padały inwektywy, były starcia. A może spojrzeć na to tak:
      Młoda dziewczyna ucZennica/studentka zachodzi w ciążę. Rodzice nie chcą/nie mogą
      jej pomóc, chłopak też w niewielkim stopniu. Sam się uczy lub ucieka od
      odpowiedzialności i zrywa z nia kontakt. Dziewczyna miota się i trafia na
      wypowiedzi takie jak tu na forum, że nie usuwanie ciąży to morderstwo, że
      syndrom postaborcyjny itd. Postanawia urodzić. Nie ma gdzie mieszkac, przerywa
      nauke, zostaje sama. Co można jej zaproponować - dom samotnej matki? praca w
      najlepszym razie w charakterze kasjerki w markiecie? Smutek? Osamotnienie? A to
      rodzi niechęć do dziecka i żal do całego świata. A plany były zupełnie inne.
      Oczywiście nie musi, ale może tak być i decyzja co do aborcji choć nie łatwa
      musi byc podjęta bez moralnego nacisku. Samodzielnie lub z partnerem o ile się
      go ma.
      Albo ina sytuacja: są pieniądze na 1 dziecko, ale nie ma już na 2. Tak też bywa.
      I dylemat czy zapewnić temu jednemu dobre lub bardzo dobre warunki czy nędzne
      większej gromadce? To nie jest tak, że Bóg dał dziecko da i na dziecko -
      pieniądze nie leca z nieba.
      Bywa, że wyczerpał się ładunek macierzyństwa i lepiej pozostać przy 1-2 dzieci
      niż rodzić więcej.
      Bywa, że juz wiek nie ten i lepiej odpoczywać, cieszyć się życiem, podrózami,
      zarabiac pieniądze niż wchodzić w pieluchy.
      O sprawach zdrowotnych matki i/lub nienarodzonego dziecka nie wspominam.
      I tak jak cicho powinno być w sprawie orientacji seksualnej czy wyznania tak
      nikt i nigdzie nie powinien miec prawa oceniania czyjejkolwiek deczyzji o
      aborcji. Ale do tego trzeba nieco szerszego spojrzenia i tolerancji, której nie
      sposób wymagac gdy w jednym uchu ministrancki dzwoneczek a w drugim głos z ambony.
      • piegowata9 Re: Spójrzcie na to tak: 30.06.10, 16:38
        A ja opiszę Ci przypadek mojej znajomej:
        młoda dziewczyna zachodzi w ciążę. Tatuś daje nogę i nie chce znać
        ani jej, ani tym bardziej dziecka. Dziewczyna wie, że jej rodzice
        mogą nie wyrazić entuzjazmu na wiadomość o wnuku. Uważa, że to jej
        dziecko i to ona musi pomyśleć o swojej i jego przyszłości. Zanim
        powiedziała rodzicom, że zostaną dziadkami, omówiła wszystko w szkole
        i załatwiła sobie miejsce w domu samotnej matki. Rozeznała również
        temat pod kątem alimentów i ew. pomocy społecznej. Tak uzbrojona w
        wiedzę spokojnie już porozmawiała z rodzicami. Na szczęście stanęli
        na wysokości zadania i nikt w tym przypadku nie pomyślał o zamknięciu
        drzwi przed nosem córki z dzieckiem na ręku.

        Wielokrotnie w tym wątku pytano mnie, co rozumiem pod pojęciem
        odpowiedzialności. To jeden z przykładów.
        • protozoa Re: Spójrzcie na to tak: 30.06.10, 16:50
          A gdyby nie "stanęli"? - cudzysłów nieprzypadkowy. Zostali ubrani w opieke i
          finansowanie wnuka. Może mieli inne zyciowe plany? Może chcieli odpocząć,
          pozwiedzać swiat? Czy odpowiedialnością można nazwać ... zwalanie obowiązków na
          innych? W tym przypadku na rodziców?
          Czy gdyby jednak wykazali się asertywnością i powiedzieli nie - do czego mieli
          prawo - Twoja znajoma nie zostałaby sama i domu samotnej matki? W najlepszym
          razie z maturą i groszowymi alimentami? Czy za szczyt szczęścia byłoby
          odmawianie wszystkiego dziecku?
          Uważam, że macierzyństwo to przede wszystkim odpowiedzialność - także
          organizacyjna, finansowa.
          • piegowata9 Re: Spójrzcie na to tak: 30.06.10, 18:27
            Ależ oni mieli wybór. I ich córka całkiem poważnie liczyła się z taką
            możliwością.

            > Czy odpowiedialnością można nazwać ... zwalanie obowiązków na
            > innych? W tym przypadku na rodziców?

            Wybacz, ale w moim odczuciu beztrosko "zwaliłaby odpowiedzialność",
            gdyby przyszła do domu i ryknęła od progu "zostaniecie dziadkami!".
            Jak pisałam, koleżanka najpierw postarała się o tzw. plan A (wierz
            mi, pomoc dziadków była w tej sytuacji zdecydowanie planem B).
            Oczywiście, jest dziś niezmiernie wdzięczna rodzicom za okazane
            wsparcie i pomoc. Była jednak gotowa dać sobie radę sama. I znając ją
            - głowę daję, że by się jej to udało.

            >W najlepszym razie z maturą i groszowymi alimentami? Czy za szczyt
            szczęścia byłoby odmawianie wszystkiego dziecku?

            Nie przesadzajmy. Matura (i możliwość pracy po maturze) + alimenty
            wcale nie muszą oznaczać odmawiania wszystkiego dziecku. Oczywiście,
            każdy chce, by jego dziecku było "jak najlepiej". Są jednak granice
            rozsądku. I standardu, który można uznać przynajmniej za godny.
            • verdana Re: Spójrzcie na to tak: 30.06.10, 18:32
              No i gdyby dokonali wyboru "palcem w bucie nie kiwniemy" - jak by
              się potoczyły losy dziewczyny i jej dziecka? Cóż, ja dziewczynę
              rozumiem, ale jest to pewnego rodzaju szantaż moralny - jej rodzice
              stanęli przed wyborem - albo utrzymują córkę i wnuka, zamiast
              odpocząć, albo sa wyrodnymi rodzicami i tracą córkę i wnuka... To
              nie jest żaden wybór. Ani, wybacz, szczególna odpowiedzialność.
              Odpowiedzalność byłaby, gdyby przyszła matka zdecydowała, ze urodzi
              i nie skorzysta z pomocy rodziców, nawet gdy ja zaoferują. Nie to,
              zebym dziewczynę potepiała, sama bym tak zrobila. Ale o
              odpowiedzialności tu nie mówmy... Dziadkowie zostali wrobieni. Może
              i sa zadowolenie (ja pewnie bym nawet była), ale ponosza
              odpowiedzialność za cudza decyzję.
              • piegowata9 Re: Spójrzcie na to tak: 30.06.10, 18:41
                Skoro już tak "gdybamy", to zastanawiam się, co czuliby, gdyby ich
                córka zdecydowała się na aborcję? Oczywiście, przy założeniu, że
                kiedykolwiek by się o tym fakcie dowiedzieli... To już jednak dywagacja
                w 100% hipotetyczna, bo nawet bez pomocy dziadków koleżanka i tak
                zdecydowana była od początku ciąży, że urodzi dziecko. I była do tego
                przygotowana.
            • protozoa Re: Spójrzcie na to tak: 01.07.10, 06:27
              Chyba raczysz żartować! Panienka po maturze, obarczona dzieckiem, mająca
              alimenty z funduszu lub od ojca będącego w analogicznej sytuacji ( albo jego
              rodziców- tu przy dużym szczęściu i po czasochłonnych procesach), bez mieszkania
              ( chyba, że mieszkanie w domu samotnej matki nazwiesz mieszkaniem) może zapewnić
              dziecku godne warunki. Zapewni wegetację! Może skutecznie zapomnieć o tysiącu
              rzeczy - takie dziecko jest w dużo gorszej sytuacji na starcie, matka ma
              niewielkie szanse na zatrudnienie, na godziwe życie. No chyba, że dla kogos
              życie= jedzenie, spanie, wydalanie. Wtedy tak.
              Dla mnie jest to szczytowy brak odpowiedzialności.
              Dziadkowie zostali postawieni pod ścianą, bo kierując się własnie
              odpowiedzialnością, kosztem własnych wyrzeczeń , zdecydowali się zapewniac córce
              i wnukowi jako takie warunki, spowodować, żeby skończyła szkołe a nie pracowała
              na zmywaku.
              • piegowata9 Re: Spójrzcie na to tak: 01.07.10, 08:22
                >Panienka po maturze

                A może przestaniesz obrażać kobiety po maturze? Czasami, mimo wieku,
                wykazują się znacznie większą dojrzałością, niż szczęśliwe
                posiadaczki mgr przed nazwiskiem.


                >obarczona dzieckiem, mająca alimenty z funduszu lub od ojca będącego
                >w analogicznej sytuacji ( albo jego rodziców- tu przy dużym
                >szczęściu i po czasochłonnych procesach), bez mieszkania ( chyba, że
                >mieszkanie w domu samotnej matki nazwiesz mieszkaniem) może zapewnić
                > dziecku godne warunki. Zapewni wegetację!

                Mieszkanie w domu samotnej matki to start. Nie chcę gdybać, co by
                było później, bo fantazja może dopisać milion scenariuszy, dzięki
                którym długość tego wątku trafi go księgi rekordów.
                Powiedz mi jednak, czy wszystkie samotnie wychowujące matki, które
                nie posiadają wyższego wykształcenia rzeczywiście tak patologicznie
                radzą sobie w życiu??? Jeśli Ty też na starcie w tzw. dorosłe życie
                zaczynałaś od jaguara i willi z basenem, to gratuluję. Ja start
                miałam znacznie skromniejszy. Żyję, nie żałuję, moje dzieci też żyją.
                I dzieci samotnych matek też.
                • makurokurosek Re: Spójrzcie na to tak: 01.07.10, 08:48
                  czy wszystkie samotnie wychowujące matki, które
                  > nie posiadają wyższego wykształcenia rzeczywiście tak patologicznie
                  > radzą sobie w życiu???

                  Większość samotnych matek które nie tylko nie mają mgr ale przede wszystkim
                  skończonej szkoły średniej ( bez pomocy dziadków ta dziewczyna nie miała
                  najmniejszych szans na skończenie szkoły), bez wsparcia rodziny raczej zasilają
                  kręgi patologii. Dlaczego? dlatego, że życie kosztuje i to wcale nie mało,
                  mieszkania tez za darmo nikt nie wynajmuje, a na socjalne nie dość, że czeka
                  latami to rownież należy za nie płacić. Przy zerowym wykształceniu można
                  oczekiwać zerowej pensji.
                  Odpowiedzialnością w tym wypadku wykazali sie rodzice dziewczyny, i na nich
                  spadły konsekwencje jej poczynań.

                  "Jeśli Ty też na starcie w tzw. dorosłe życie
                  > zaczynałaś od jaguara i willi z basenem, to gratuluję."

                  Ja nie zaczynałam ani od jaguara ani willi z basenem i dlatego wiem, że wizja
                  szklanych domów to tylko ułuda, a na prawdziwy dom to trzeba ciężko
                  zapracować.jak nie ma się pleców i wsparcia to trzeba mieć przynajmniej solidne
                  wykształcenie i wiedze
                  • piegowata9 Re: Spójrzcie na to tak: 01.07.10, 13:12
                    Bez uogólnień, proszę!
                    Nikt z nas nie żyje na bezludnej wyspie i chyba niemal każda z nas
                    korzystała w swoim życiu z pomocy innych. To normalne i nie świadczy
                    o braku odpowiedzialności.
                    Oprócz tej koleżanki znam jeszcze dwie dziewczyny, które są samotnymi
                    matkami (jedna miała męża, ale krótko) i jakoś dają sobie radę. Mam
                    wrażenie, że lepiej niż znana mi para z dzieckiem i mgr przed
                    nazwiskami. Te dwie kobiety dostały już kopniaka od życia i wiedzą,
                    że muszą sobie dać radę. I dają. To prawda, że jedna z nich zasuwa
                    jak mały samochodzik (oprócz pracy zawodowej w weekendy podjęła się
                    sprzątania), ale wierz mi, chciałabym, żeby w ten sposób wyglądała
                    patologia!
                    Dla przeciwwagi: kobieta mgr mieszka z dzieckiem i swoimi rodzicami,
                    jej partner osobno ze swoimi i cały czas rozdzierają szaty, że świat
                    wrednie nie chce docenić ich wykształcenia i dać im szansy na
                    lepsze/wygodniejsze życie...
                    Niestety, wykształcenie wcale nie gwarantuje jeszcze dobrej pracy i
                    płacy. Przynajmniej nie w Polsce.
                    • makurokurosek Re: Spójrzcie na to tak: 01.07.10, 14:46
                      To prawda, że jedna z nich zasuwa
                      > jak mały samochodzik (oprócz pracy zawodowej w weekendy podjęła się
                      > sprzątania), ale wierz mi, chciałabym, żeby w ten sposób wyglądała
                      > patologia!

                      Coś kosztem czegoś, aby nie żyć w biedzie i nie zasilać grona patologi pracuje
                      kosztem kontaktu z dzieckiem.
                      I nie mów mi, że tak nie jest, bo sama to przeżyłam, i wszystko jest dobrze gdy
                      dzieci są bezproblemowe gorzej gdy zaczynają się problemy, bo niestety ale w tym
                      zabieganiu zauważasz dopiero pożar.

                      "> Niestety, wykształcenie wcale nie gwarantuje jeszcze dobrej pracy i
                      > płacy. Przynajmniej nie w Polsce. "

                      Ale masz szanse na pracę choćby za 1000 zł na rękę, czego nie może powiedzieć
                      osoby po podstawówce, a takie właśnie wykształcenie miałaby twoja koleżanka
                      gdyby nie pomoc jej rodziców, i to oni wykazali się tu odpowiedzialnością .

                      Nie ma dwóch takich samych sytuacji, każdy problem dotyczy rożnych osób w różnej
                      sytuacji emocjonalno- społecznych. Dla każdego czym innym jest miłość i
                      szczęście więc może niech każdy sam sobie to życie układa
                • protozoa Re: Spójrzcie na to tak: 01.07.10, 14:01
                  Nie wchodziłam w dorosłe życie z jaguarem i willą, ale z dyplomem, perspektywą
                  pewnej jako tako płatnej pracy ( z pewnością lepszej niz panienki po maturze z
                  ogólniaka), niewielkim , ale własnym mieszkaniem, a przede wszystkim z
                  partnerem, który od wielu lat jest moim mężem, odpowiedzialnym człowiekiem,
                  mogącym utrzymać rodzinę. Widzisz róznicę?
                  Można oczywiście pracować na 2 etatach mieszkając w domu samotnej matki, nosząc
                  ciuchy , których nikt już nie chce i nie widywać dziecka, nie zajmować sie nim,
                  bo trudno zarabiać - czyli pracować- i opiekować się dzieckiem.
                  A życie kosztuje. Utrzymanie dziecka ksztuje. Poczynając od pampersów
                  skończywszy na kursach językowych. I są to pieniądze duże nawet dla nieźle
                  zarabiających ludzi.
                  Nie wspominam o wakacjach, bo w mentalności mieszkanek domów samotnych matek
                  wakacje sie należą, z opieki, czyli kieszeni podatnika.
        • franczii Re: Spójrzcie na to tak: 30.06.10, 19:01
          a ja znam pare, ktora wpadla w niechciana ciaze w wieku 18 lat, tuz przed
          matura. Oni podjeli decyzje inna niz twoja znajoma. Mozna powiedziec, ze ich
          decyzja mniej heroiczna ale na pewno nie mniej odpowiedzialna.
          • piegowata9 Re: Spójrzcie na to tak: 01.07.10, 08:29
            >Mozna powiedziec, ze ich decyzja mniej heroiczna ale na pewno nie
            >mniej odpowiedzialna.

            I???
            Jeżeli mam być szczera, to dla mnie ten element "heroiczności" ma
            znaczenie. I wynika to z moich poglądów, do których mam prawo. Tak
            samo, jak Ty do swoich.
            Co więcej, jeśli mam porównać obie postawy, to w MOIM odczuciu
            wygląda to tak: podziwiam i szanuję moją koleżankę. Nie pochwalam
            wyboru Twoich znajomych. Podkreślam jednak jasno, że nie oceniam ich,
            jako osób (choćby dlatego, że ich nie znam), ale dokonany przez nich
            wybór i czyn, na który się ostatecznie zdecydowali.

            • franczii Re: Spójrzcie na to tak: 01.07.10, 09:08
              > I???

              I to bylo a propos podejmowania tej odpowiedzialnosci za wlasne czyny, o ktorej
              ty pisalas. Bo nie tylko decyzja o utrzymaniu niechcianej ciazy jest
              poniesieniem odpowiedzialnosci i konsekwencji wlasnych dzialan. Decyzja o
              przerwaniu takiej ciazy tez jest poniesieniem odpowiedzialnosci. Ty oczywiscie
              mozesz oceniac jak chcesz i z takim wyborem sie nie zgadzac ale nie nalezy tego
              mieszac z odpowiedzialnioscia za wlasne postepowanie.
              • piegowata9 Re: Spójrzcie na to tak: 01.07.10, 13:00
                Wiesz, kiedy tak czytam wcześniejsze posty e-mam na temat tego, co w
                przypadku mojej koleżanki byłoby odpowiedzialnością, to dochodzę do
                jednego, podstawowego wniosku: człowiek uczy się przez całe życie, a
                ja się właśnie dowiedziałam, że jestem nieodpowiedzialna!!!

                A dlaczego? Ano dlatego, że przy wychowywaniu moich własnych dzieci
                też od czasu do czasu korzystam z pomocy oferowanej przez moich
                rodziców. Np. w czasie wakacji. A mogli przecież sami spokojnie
                wypoczywać! Należało grzecznie odmówić i tyle. I tak się zastanawiam,
                kiedy matce WOLNO skorzystać z pomocy, a kiedy nie? Przy dziecku
                planowanym/małżeńskim tak, przy nieplanowanym nie? Rozumiem, że
                zdecydowana większość mam tu się udzielających od samego początku z
                premedytacją rezygnuje z pomocy innych - czy to krewnych, czy
                znajomych?
                Co więcej, jeśli potraktujemy nieplanowaną ciążę jako pewien rodzaj
                doświadczenia życiowego, czy też problemu, z którym należy się
                zmierzyć, to zakładam, że np. 17-latek, który w nocy szedł w ciemnym
                ubraniu środkiem drogi i w wyniku wypadku został np. sparaliżowany
                też powinien dać sobie radę sam (załatwić rehabilitację, ew.
                hospicjum), a rodzina ma moralne prawo się na niego "wypiąć", bo
                przecież sam sobie winien??? A oni poświęcili mu już wystarczająco
                dużo czasu...
                • protozoa Re: Spójrzcie na to tak: 01.07.10, 14:26
                  Czymś innym jest jednostkowe korzystanie z pomocy innych np. rodziców a czymś
                  innym stawianie ich w sytuacji, w której brak systematycznej pomocy- także
                  finansowej- byłoby jednoznaczne ze złamaniem sobie życia przez ich dziecko.
                  Czymś innym jest zaproszenie wnuka na wakacje a czymś innym zamieszkanie z nim i
                  utrzymywanie go przez wiele lat.
                  Gdy urodziły się moje dzieci byłam dorosła, niezależna finansowo, z mieszkaniem.
                  Moi rodzice mieli duży dom i zaproponowali abym z dziećmi spędzała tam wakacje.
                  WAKACJE!!! a nie zamieszkała na stałe i była na ich garnuszku.
                  Mieszkając z dziećmi i dojeżdżającym do pracy męzem uczestniczyłam w zyciu domu,
                  robiłam zakupy, częściowo gotowałam, robiłam przetwory - nie zwalałam zajęć na
                  rodziców i babcię, nie gnieździliśmy się. Widzisz różnicę?
                  Pomoc.......jest różnica między

                  incydentalnym zostawieniem dziecka, bo chce się wyskoczyć do kina a
                  permanentnym, bo młodociana matka musi iść do szkoły, żeby choć mieć średnie
                  wykształcenie.
                  • piegowata9 Re: Spójrzcie na to tak: 01.07.10, 16:05
                    > Czymś innym jest zaproszenie wnuka na wakacje a czymś innym
                    >zamieszkanie z nim i utrzymywanie go przez wiele lat.

                    Sprecyzujmy. W tym przypadku dokładnie przez trzy lata. Po tym czasie
                    koleżanka założyła szczęśliwą rodzinę. W tym czasie dokładała się do
                    wspólnego prowadzenia domu. Finansowo na tyle, na ile była w stanie.
                    Bardziej chodzi o fizyczną pomoc. Dziś dziadkowie mają kochanego
                    wnuka i szczęśliwą, wdzięczną im córkę. Trzy lata wspólnego życia i
                    pewnych wyrzeczeń? W dalszym ciągu uważam, że było warto.
                • makurokurosek Re: Spójrzcie na to tak: 01.07.10, 15:00
                  Czym innym jest pomoc czym innym zrzucanie odpowiedzialności za dziecko. Czasami
                  korzystam z pomocy mojej mamy ale to ja odpowiadam za finansowanie mojej córki,
                  ja opłacam przedszkole , wyjazdy , ciuchy,jedzenie, ja kupuje zabawki, ja
                  odpowiadam za jej bezpieczeństwo i edukacje. W przypadku nastolatki która nie
                  skończyła szkoły za to odpowiadają jej rodzice. Więc nie myl pomocy z
                  przerzucaniem odpowiedzialności na innych.


                  "to zakładam, że np. 17-latek, który w nocy szedł w ciemnym
                  > ubraniu środkiem drogi i w wyniku wypadku został np. sparaliżowany
                  > też powinien dać sobie radę sam (załatwić rehabilitację, ew.
                  > hospicjum), a rodzina ma moralne prawo się na niego "wypiąć", bo
                  > przecież sam sobie winien???"

                  Nie bądz śmieszna
                  • piegowata9 Re: Spójrzcie na to tak: 01.07.10, 16:23
                    >Czasami korzystam z pomocy mojej mamy ale to ja odpowiadam za
                    finansowanie mojej córki, ja opłacam przedszkole , wyjazdy ,
                    ciuchy,jedzenie, ja kupuje zabawki, ja odpowiadam za jej
                    bezpieczeństwo >i edukacje.

                    Cudownie. A teraz powiedz mi, ile jest rodzin, w których babcia
                    opiekuje się dzieckiem w czasie pracy jego rodziców przez kilka lat?
                    To wymierna pomoc, również w aspekcie finansowym. Albo dziadkowie
                    wręcz współfinansujący bieżące życie swoich dzieci, bo taka akurat
                    jest sytuacja i potrzeba (np. niespodziewana utrata pracy). Tego
                    jakoś nikt nie krytykuje. Zarówno dziadków, jak i osoby z pomocy w
                    danej chwili korzystające. Tu sytuacja jest analogiczna.

                    > Nie bądz śmieszna

                    Dlaczego??? Bo przedstawiłam scenariusz innej, losowej sytuacji
                    życiowej, w której dziecko wymaga pomocy??? I najczęściej pomoc taką
                    dostaje.
                    Dla Ciebie to są śmieszne argumenty. Dla mnie aborcja nie jest
                    śmieszna. Jest aktem tragicznym.
                    • gazeta_mi_placi Re: Spójrzcie na to tak: 01.07.10, 16:54
                      >Dla mnie aborcja nie jest
                      śmieszna. Jest aktem tragicznym.

                      I wcale nie musisz jej sobie robić.
                      Naprawdę.
                      Przymusu aborcji nie ma i nie było...
                      • piegowata9 Re: Spójrzcie na to tak: 01.07.10, 16:59
                        Brawo, Gazeto!
                        I w tym momencie wracamy do punktu wyjścia.
                        Zgodnie z oczekiwaniami każdy pozostaje przy swoim zdaniu i swoich
                        przekonaniach. Czas zakończyć dyskusję! wink
                    • makurokurosek Re: Spójrzcie na to tak: 01.07.10, 17:44
                      > Cudownie. A teraz powiedz mi, ile jest rodzin, w których babcia
                      > opiekuje się dzieckiem w czasie pracy jego rodziców przez kilka lat?

                      Widzisz różnicę między pytaniem lekarza czy zgodzi sie pani w być dawcą nerki, a
                      wycięciem i sprzedażą twoich organów bez twojej zgody ?
                      Właśnie tym się różnią te dwie sytuacje w jednej rodzice mogą wyrazić zgodę na
                      pomoc lub jej nie wyrazić w drugim przypadku zostają postawieni przed faktem
                      dokonanym i muszą żyć do końca życia z jego konsekwencjami.

                      "Albo dziadkowie
                      > wręcz współfinansujący bieżące życie swoich dzieci, bo taka akurat
                      > jest sytuacja i potrzeba (np. niespodziewana utrata pracy)"

                      Dla mnie na dłuższą metę sytuacja nie do przyjęcia, świadcząca tylko o
                      wygodnictwie dzieci jak i gigantycznych błędach wychowawczych popełnionych przez
                      rodziców.

                      "> Dlaczego??? Bo przedstawiłam scenariusz innej, losowej sytuacji
                      > życiowej, w której dziecko wymaga pomocy??? I najczęściej pomoc taką
                      > dostaje. "

                      Przy czym w przypadku wypadku poszkodowany nie ma innej możliwości, w przypadku
                      nastoletniej wpadki nastolatka nie jest osobą upośledzoną i ma kilka możliwości
                      wyboru. Dając ten przyklad sama strzeliłaś sobie samobója bo porównałaś
                      nastolatkę do osoby upośledzonej niezdolnej do samodzielnej egzystencji.

                      "Dla mnie aborcja nie jest
                      > śmieszna. Jest aktem tragicznym."

                      Dla mnie również nie jest śmieszna, dla mnie jest trudną decyzją, jednym z kilku
                      rozwiązań w przypadku niechcianej ciąży i nie mam prawa oceniać czy jest to
                      najlepsze czy najgorsze rozwiązanie dla danej kobiety. Jednak każda kobieta ma
                      prawo ją rozważać i ma prawo do jej dokonania.

                      Pierwsze USG miałam robione w piątym tygodniu ciąży, i dla mnie to co widziałam
                      na ekranie nie było dzieckiem owszem powstało z tego dziecko ale na tym etapie
                      rozwoju nim nie było.
                      • piegowata9 Re: Spójrzcie na to tak: 01.07.10, 18:51
                        > Przy czym w przypadku wypadku poszkodowany nie ma innej możliwości,
                        w przypadku nastoletniej wpadki nastolatka nie jest osobą upośledzoną
                        i ma kilka możliwości wyboru. Dając ten przyklad sama strzeliłaś
                        sobie samobója bo porównałaś nastolatkę do osoby upośledzonej
                        niezdolnej do samodzielnej egzystencji.

                        Pozwól, że się z Tobą nie zgodzę wink
                        W przykładzie istotna była przyczyna, a więc świadome działanie,
                        rodzące (nomen omen) określone i możliwe do przewidzenia skutki. W
                        przypadku ciąży przyczyną jest współżycie, w przypadku wypadku - brak
                        odblasków i spacer środkiem drogi. W obu przypadkach konsekwencji
                        można było łatwo uniknąć. I tu, i tu ostatecznie rodzice stają przed
                        dylematem, jak pomóc swojemu dziecku, które dopuściło się określonych
                        zaniedbań.
                      • piegowata9 Re: Spójrzcie na to tak: 01.07.10, 19:57
                        I jeszcze jedno (przepraszam za odpowiedź w częściach, ale wcześniej
                        musiałam szybko skończyć):

                        > Pierwsze USG miałam robione w piątym tygodniu ciąży, i dla mnie to
                        >co widziałam na ekranie nie było dzieckiem owszem powstało z tego
                        >dziecko ale na tym etapie rozwoju nim nie było.

                        Odpowiem w nieco brutalny sposób: kiedy jakiś czas po mojej śmierci
                        ktoś wpadnie na szatański pomysł i zechce otworzyć moją trumnę, to co
                        tam znajdzie w znikomy sposób będzie przypominało ludzkie ciało. Mam
                        jednak nadzieję, że nikt nie powie wówczas, że nie byłam
                        człowiekiem...

                        Jeśli kogoś uraziłam drastycznością, to przepraszam.

                        P.S. w moim przypadku jest to scenariusz hipotetyczny. Będę dumnie
                        stała w urnie na kominku u krewniaków! wink
                        • makurokurosek Re: Spójrzcie na to tak: 01.07.10, 20:22
                          kiedy jakiś czas po mojej śmierci
                          > ktoś wpadnie na szatański pomysł i zechce otworzyć moją trumnę, to co
                          > tam znajdzie w znikomy sposób będzie przypominało ludzkie ciało. Mam
                          > jednak nadzieję, że nikt nie powie wówczas, że nie byłam
                          > człowiekiem...

                          Ta osoba twoich zwłok nie określi mianem to jest człowiek, tylko to był
                          człowiek. Był czyli już nie jest.
                          Tak samo 5 tygodniowy płód nie jest dzieckiem, ale nim będzie. Zarówno
                          rozkładające się zwłoki jak i zlepek komórek jakim jest 5 tygodniowy płód nie
                          jest człowiekiem, w pierwszym przypadku nim był w drugim dopiero nim będzie.

                          "P.S. w moim przypadku jest to scenariusz hipotetyczny. Będę dumnie
                          > stała w urnie na kominku u krewniaków! wink"

                          Hipotetycznie tak, a praktycznie zobaczymy. Podobną dyskusje kiedyś prowadzili
                          moi rodzice, a jednak ojciec został złożony w grobie. W sumie muszę kiedyś
                          poruszyć ten temat smile
                          • szyszunia11 Re: Spójrzcie na to tak: 01.07.10, 21:32
                            makurokurosek napisała:


                            > Tak samo 5 tygodniowy płód nie jest dzieckiem, ale nim będzie.

                            i widzisz: tu powinnaś napisać "moim zdaniem", bo istnieje również wcale nie
                            odosobniony pogląd, że życie jakiejkolwiek istoty (nie tylko człowieka) zaczyna
                            się w momencie poczęcia, w momencie pierwszych podziałów komórek o całkowicie
                            nowym materiale genetycznym, a nie w momencie którego tam tygodnia czy miesiąca
                            ciąży. Oczywiście każdy ma prawo przyjąć taką teorię naukowa na dowolny temat i
                            zresztą właśnie od tej koncepcji najczęściej zależy pogląd na aborcje, przy
                            ktorym dyskusje o jakości zycia w rodzinie adopcyjnej czy trudnym starcie traca
                            znaczenie, bo po prostu człowiekowi zycia odebrac nie wolno. Chyba że ktoś
                            świadomie przedkłada domniemaną jakość zycia nad samo zycie - i jeszcze ma prawo
                            się do tego przyznać. Takich ludzi rozumiem i szanuję za to.
                            • szyszunia11 Re: Spójrzcie na to tak: 01.07.10, 21:33
                              szyszunia11 napisała:


                              > świadomie przedkłada domniemaną jakość zycia nad samo zycie - i jeszcze ma praw
                              > o
                              > się do tego przyznać.

                              miało być nie "prawo" a "odwagę"smile
                            • makurokurosek Re: Spójrzcie na to tak: 01.07.10, 22:12
                              Dobrze, to co w takim przypadku z bliźniakami, z których jeden w trakcie trwania
                              ciąży zostaje wchłonięty przez drugiego i pasożytuje w ciele pierwszego.
                              Czy według ciebie potworniak jest dzieckiem czy może jednak nowotworem
                              Załączam zdjęcie abyśmy wiedziały o czym mówimy .
                              pl.wikipedia.org/wiki/Potworniak
                              Czy usunięcie go z ciała bliźniaka jest aborcją czy nie i jak wytłumaczyć
                              dziecku, że właśnie zabiło swojego brata bliźniaka. Jak w ogóle wytłumaczyć
                              dziecku że to jest jego bliźniak
                              • szyszunia11 Re: Spójrzcie na to tak: 01.07.10, 22:44
                                makurokurosek napisała:

                                > Dobrze, to co w takim przypadku z bliźniakami, z których jeden w trakcie trwani
                                > a
                                > ciąży zostaje wchłonięty przez drugiego

                                nie wiem, tematu nie znam, choć wiem, że takie sytuacje się zdarzają. To są
                                sytuacje niezwykle rzadkie i nie da się tu generalizować, z pewnością wymagają
                                indywidualnego rozważenia w każdym z przypadków z dogłębną znajomością sytuacji
                                z punktu widzenia medycznego.



                                > Czy według ciebie potworniak jest dzieckiem czy może jednak nowotworem

                                nie wiem, nie jestem lekarzem, nie jestem naukowcem, a akurat tego tematu nie
                                studiowałam. Zresztą tu nei byłoby żadnego "według ciebie" bo ja sobie moich tez
                                nie wymyślam w przypływie radosnej twórczosci a bazuję na wiedzy mądrzejszych
                                ode mnie.


                                > Załączam zdjęcie abyśmy wiedziały o czym mówimy .
                                > pl.wikipedia.org/wiki/Potworniak

                                nie mam zamiaru zdjęcia oglądać, nie sądzę, bym dzięki temu "wiedziała o czym
                                mówimy" i nagle stała się znawcą tematu.


                                > Czy usunięcie go z ciała bliźniaka jest aborcją czy nie i jak wytłumaczyć
                                > dziecku, że właśnie zabiło swojego brata bliźniaka. Jak w ogóle wytłumaczyć
                                > dziecku że to jest jego bliźniak


                                na intuicję wydaje mi się, że - inaczej niż w przypadku bliźniąt syjamskich -
                                ratować dałoby się tylko jeden z organizmów, a jeżeli ratowanie jednego
                                przyniesie śmierć drugiego, to nie nazwałabym tego aborcją, tylko i wyłacznie
                                pod warunkiem, ze śmierć jest konsekwencją ratowania innego życia. Co do
                                tłumaczenia, to nie widzę większego problemu, przykładowa wersja: miałeś brata
                                bliźniaka, ale niestety zmarł gdy był bardzo malutki. Oczywiście jeżeli ktoś w
                                ogóle uzna za stosowne wtajemniczanie w to dziecka...
                                Sytuacja przez Ciebie przytoczona jest z pewnością dramatyczna, trudna ale i
                                skrajna, tak jak powiedziałam - wymagająca pewnie całego konsylium lekarzy itd.
                                by wybrać właściwe postępowanie. Wiec nie próbuj na silę w ten sposób wykazać u
                                mnie braku logiki, w szczegóły wdawać się nie będę bo nie dysponuję odpowiednią
                                wiedzą medyczną.
                                Trudności, jakich może nastręczać tak skrajna sytuacja w żadnym razie nie
                                powinny być wyznacznikiem postępowania w ogromnej większości sytuacji o jakich
                                dyskutujemy w tym watku, gdzie tego typu problemu nie ma.
                                • makurokurosek Re: Spójrzcie na to tak: 01.07.10, 23:43
                                  "Czy według ciebie potworniak jest dzieckiem czy może jednak nowotworem

                                  nie wiem, nie jestem lekarzem, nie jestem naukowcem, a akurat tego tematu nie
                                  studiowałam. "

                                  Skoro płód staje się człowiekiem od chwili poczęcia to potworniak jest dla
                                  ciebie człowiekiem, do wchłonięcia jednego z bliźniąt dochodzi w pierwszych
                                  trzech miesiącach ciąży.
                                  Nie mówimy o naukowym podłożu tego zjawiska tylko o tym samym zlepku komórek z
                                  których w jednym przypadku powstaje dziecko w drugim przypadku potworniak.

                                  "Zresztą tu nei byłoby żadnego "według ciebie" bo ja sobie moich te
                                  > z
                                  > nie wymyślam w przypływie radosnej twórczosci a bazuję na wiedzy mądrzejszych
                                  > ode mnie. "

                                  Czy mogłabyś podać medyczne źródła które określają, że płód staje się
                                  człowiekiem od chwili poczęcia. Medycyna jednoznacznie podaje definicję śmierci
                                  człowieka więc zapewne również jednoznacznie podaje definicję powstania
                                  człowieka. Bo pisząc,że bazujesz na wiedzy mądrzejszych miałaś chyba na myśli
                                  medycynę.

                                  "> > Załączam zdjęcie abyśmy wiedziały o czym mówimy .
                                  > > pl.wikipedia.org/wiki/Potworniak
                                  >
                                  > nie mam zamiaru zdjęcia oglądać, nie sądzę, bym dzięki temu "wiedziała o czym
                                  > mówimy" i nagle stała się znawcą tematu. "

                                  Często w temacie aborcji obrończynie uznają, że kobieta decydująca się na ten
                                  krok powinna obejrzeć zdjęcia usuniętego płodu. Nawet w tym wątku ten temat byl
                                  poruszony. Dlaczego więc nie chcesz obejżęć tych zdjęć, bo co ten zlepek komórek
                                  nazwany przez ciebie dzieckiem jest kimś/czymś gorszym. Kobieta ma rodzic każde
                                  dziecko niezależnie od jego deformacji i upośledzeń, ale ma trzymać je w
                                  zamknięciu by nie narażać nas na takie widoki.

                                  "Co do
                                  > tłumaczenia, to nie widzę większego problemu, przykładowa wersja: miałeś brata
                                  > bliźniaka, ale niestety zmarł gdy był bardzo malutki. Oczywiście jeżeli ktoś w
                                  > ogóle uzna za stosowne wtajemniczanie w to dziecka... "

                                  Czyli co dzielisz dzieci na lepsze i gorsze, do potworniaka wstyd się przyznać,
                                  bo nie wygląda estetycznie i pozostało na etapie zlepku komórek więc w ogóle go
                                  pomińmy.
                                  Operacje usunięcia potworniaka przeprowadza się nie tylko na noworodkach lecz
                                  często na kilkulatkach.

                                  "Sytuacja przez Ciebie przytoczona jest z pewnością dramatyczna, trudna ale i
                                  > skrajna, tak jak powiedziałam - wymagająca pewnie całego konsylium lekarzy itd.
                                  > by wybrać właściwe postępowanie."

                                  Problem dotyczy co dwudziestego dziecka, więc to chyba nie jest sytuacja skrajna
                                  www.wprost.pl/ar/11476/Kanibalizm-blizniakow/
                                  Zwołać konsylium do czego do zdecydowanie czy guz nowotworowy to nowotwór czy
                                  dziecko? To akurat już dawno ustalono, a ten rodzaj nowotworu nazwano potworniakiem.

                                  "> Trudności, jakich może nastręczać tak skrajna sytuacja w żadnym razie nie
                                  > powinny być wyznacznikiem postępowania w ogromnej większości sytuacji o jakich
                                  > dyskutujemy w tym watku, gdzie tego typu problemu nie ma. "

                                  Sama pisałaś, ze decydującym w temacie aborcji jest określenie w którym
                                  momencie płód staje się dzieckiem. Dla ciebie w chwili poczęcia, więc dla ciebie
                                  temat który poruszyłam powinien być tak samo ważny i nie powinien być integralna
                                  częścią tematu o aborcji
                                  • szyszunia11 Re: Spójrzcie na to tak: 02.07.10, 00:15
                                    makurokurosek napisała:


                                    > Skoro płód staje się człowiekiem od chwili poczęcia to potworniak jest dla
                                    > ciebie człowiekiem, do wchłonięcia jednego z bliźniąt dochodzi w pierwszych
                                    > trzech miesiącach ciąży.

                                    ok, więc sama odpowiedziałaś sobie na pytanie.

                                    > Nie mówimy o naukowym podłożu tego zjawiska tylko o tym samym zlepku komórek z
                                    > których w jednym przypadku powstaje dziecko w drugim przypadku potworniak.

                                    jeżeli tak faktycznie jest, to zgoda.


                                    >
                                    > "Zresztą tu nei byłoby żadnego "według ciebie" bo ja sobie moich te
                                    > > z
                                    > > nie wymyślam w przypływie radosnej twórczosci a bazuję na wiedzy mądrzejs
                                    > zych
                                    > > ode mnie. "
                                    >
                                    > Czy mogłabyś podać medyczne źródła które określają, że płód staje się
                                    > człowiekiem od chwili poczęcia. Bo pisząc,że bazujesz na wiedzy mądrzejszych
                                    miałaś chyba na myśli
                                    > medycynę.
                                    >

                                    tak, medycynę, która przede wszystkim wyjaśniła jak powstaje człowiek, a
                                    zwłaszcza fakt, kiedy powstaje nowy materiał genetyczny, który w sposób
                                    absolutnie odrębny od swoich rodziców właśnie żyje odtąd własnym życiem czyli
                                    rozwija się, odżywia, rośnie itd. Już w zlepku komórek zapisana jest cała
                                    informacja genetyczna o tej istocie, łącznie z kolorem oczu, włosów itd. Więc -
                                    to jest jest początek tej istoty - a ponieważ mówimy o ludzkim materiale
                                    genetycznym, potomku ludzkich rodziców itd. - jest to początek życia ludzkiego.
                                    Mnie to przekonuje, oczywiście nie każdego.



                                    >
                                    > Często w temacie aborcji obrończynie uznają, że kobieta decydująca się na ten
                                    > krok powinna obejrzeć zdjęcia usuniętego płodu.

                                    może, ja akurat tego argumentu nie wysuwam. Ja w ogóle nikogo do niczego nie
                                    przekonuję, bo poglądy na aborcję wynikają ze światopoglądu. Nie jest moim celem
                                    zmiana czyichś poglądów na temat aborcji, jeżeli już, to w pierwszej kolejności
                                    zależałoby mi na zmianach w światopoglądzie, a tych nie osiąga się zazwyczaj
                                    tego typu poglądami. Jeśli chodzi o zdjęcia, to mogłoby odnieść skutek w
                                    przypadku osób nieświadomych zupełnie co robią, jak przebiega ciąża itd.,
                                    zdeklarowane "panie własnego brzucha" i tak sobie to wytłumaczą.


                                    Nawet w tym wątku ten temat byl
                                    > poruszony. Dlaczego więc nie chcesz obejżęć tych zdjęć,

                                    ponieważ domyślam się, że są drastyczne a nie wiem, co to miałoby mi dać.

                                    bo co ten zlepek komóre
                                    > k
                                    > nazwany przez ciebie dzieckiem jest kimś/czymś gorszym.

                                    nie, nie jest gorszym, ale moje oglądniecie tych zdjęć nikomu ani niczemu się
                                    nie przysłuży, tyle.


                                    Kobieta ma rodzic każde
                                    > dziecko niezależnie od jego deformacji i upośledzeń, ale ma trzymać je w
                                    > zamknięciu by nie narażać nas na takie widoki.

                                    to już daleko idąca nadinterpretacja. Nie lubię oglądać drastycznych scen, np.
                                    obcinanie ręki powiedzmy, albo przeszczepu twarzy, co nie znaczy, że nie
                                    popieram interwencji medycznej w takich przypadkach.


                                    >
                                    > Czyli co dzielisz dzieci na lepsze i gorsze,
                                    do potworniaka wstyd się przyznać,
                                    > bo nie wygląda estetycznie i pozostało na etapie zlepku komórek więc w ogóle go
                                    > pomińmy.

                                    nie moja droga, nie wstyd, ale niekoniecznie należy epatować dziecko wiedza
                                    drastyczną. Jeśli jego siostra/brat zginąłby poćwiartowany przez wariata,
                                    podeszłabym do sprawy podobnie. Bynajmniej nie świadczy to o podziale na gorsze
                                    i lepsze. Szukasz dziury w całym.





                                    >
                                    > Problem dotyczy co dwudziestego dziecka, więc to chyba nie jest sytuacja skrajn
                                    > a


                                    co dwudziestemu dziecku trzeba wycinać organizm pasożytniczy?? hmm, czemu
                                    jeszcze nie natknęłam się na dyskusje na ten temat na forach ciązowo-matkowych
                                    ani u nikogo w okolicy?


                                    > Zwołać konsylium do czego do zdecydowanie czy guz nowotworowy to nowotwór czy
                                    > dziecko? To akurat już dawno ustalono, a ten rodzaj nowotworu nazwano potwornia
                                    > kiem.

                                    ok, więc jednak tak jak pisałam - mam braki w wiedzy medycznej - dlategop nie
                                    wnikam dalej w ten mini-watek. Choć nie zamierzam uzupełniać szczerze mówiąc,
                                    nie jestem lekarzem i zajmuje sie innymi rzeczami.



                                    >
                                    > Sama pisałaś, ze decydującym w temacie aborcji jest określenie w którym
                                    > momencie płód staje się dzieckiem. Dla ciebie w chwili poczęcia, więc dla ciebi
                                    > e
                                    > temat który poruszyłam powinien być tak samo ważny i nie powinien być integraln
                                    > a
                                    > częścią tematu o aborcji


                                    ale sytuacja, kiedy uratowanie życia jednego z bliźniaków automatycznie powoduje
                                    śmierć drugiego, jest jakościowo i etycznie całkowicie odmienna od sytuacji,
                                    kiedy rodzic sam dobrowolnie decyduje czy dziecko zachować przy życiu czy nie. A
                                    to właśnie o tym rozmawiamy w tym wątku.
                                • piegowata9 Re: Spójrzcie na to tak: 02.07.10, 11:24
                                  >Dobrze, to co w takim przypadku z bliźniakami, z których jeden w
                                  >trakcie trwania ciąży zostaje wchłonięty przez drugiego i pasożytuje
                                  w >ciele pierwszego.
                                  >Czy według ciebie potworniak jest dzieckiem czy może jednak
                                  nowotworem
                                  >Czy usunięcie go z ciała bliźniaka jest aborcją

                                  A ja z tym akurat nie mam większych problemów.
                                  Nawet przy zastosowaniu najnowocześniejszych metod diagnostyczno-
                                  leczniczych potworniak nie ma szansy na samodzielne życie (zakładając
                                  nawet całkowitą niepełnosprawność i sztuczne podtrzymywanie czynności
                                  życiowych). Jego brat - tak. I trzeba mu taką szansę dać.
                                  Kilka lat temu w tv pokazywano bodaj dorosłego Chińczyka z
                                  wchłoniętym bliźniakiem. Na plecach ten człowiek miał guza z włosami
                                  (resztki czaszki), w okolicach piersi - fragment twarzy z zarysem ust
                                  i chyba nawet widocznymi zalążkami zębów. Z całym szacunkiem, ale
                                  trudno uznać, że w jego ciele nadal żyje rodzeństwo. Oczywiście,
                                  jakaś klinika wreszcie podjęła się usunięcia tych tkanek.
                                  • piegowata9 Re: Spójrzcie na to tak: 02.07.10, 11:39
                                    A mówiąc jeszcze prościej: potworniak to tkanki pozostałe po zmarłym
                                    dziecku.
                                    Obowiązek ratowania zdrowego i żyjącego bliźniaka jest oczywisty. Na
                                    szczęście u nas nie ma tradycji sati.
                                  • makurokurosek Re: Spójrzcie na to tak: 02.07.10, 13:50
                                    'Z całym szacunkiem, ale
                                    > trudno uznać, że w jego ciele nadal żyje rodzeństwo. Oczywiście,
                                    > jakaś klinika wreszcie podjęła się usunięcia tych tkanek.'

                                    Przy twoim założeniu, ze stajemy sie ludźmi od chwili poczęcia to wchłonięty
                                    bliźniak jest człowiekiem niezależnie od tego na jakim etapie rozwoju został
                                    wchłonięty i jak wygląda.
                                    Czyli odmawiasz np 3 miesięcznemu płodu człowieczeństwa tylko dlatego ze został
                                    wchłonięty przez ciało bliźniaka za to walczysz o tą nazwę dla tygodniowego
                                    płodu. Jak dla mnie lekki brak logiki
                                  • makurokurosek Re: Spójrzcie na to tak: 02.07.10, 14:01
                                    > A ja z tym akurat nie mam większych problemów.
                                    > Nawet przy zastosowaniu najnowocześniejszych metod diagnostyczno-
                                    > leczniczych potworniak nie ma szansy na samodzielne życie (zakładając
                                    > nawet całkowitą niepełnosprawność i sztuczne podtrzymywanie czynności
                                    > życiowych)

                                    3 tygodniowy płód również nie ma szans na samodzielne życie, więc czemu jednemu
                                    zlepkowi komórek dajesz prawo do bycia człowiekiem podczas gdy drugiemu to prawo
                                    odbierasz

                                    "Na plecach ten człowiek miał guza z włosami
                                    > (resztki czaszki), w okolicach piersi - fragment twarzy z zarysem ust
                                    > i chyba nawet widocznymi zalążkami zębów. Z całym szacunkiem, ale
                                    > trudno uznać, że w jego ciele nadal żyje rodzeństwo. '

                                    Z całym szacunkiem na moim pierwszym USG widoczna jest fasolka, a ty twardo
                                    walczysz o to ze to człowiek podczas gdy nie uznajesz człowieczeństwa płodu na
                                    wyższym etapie rozwoju.
                                  • szyszunia11 Re: Spójrzcie na to tak: 02.07.10, 22:13
                                    piegowata9 napisała:


                                    > A ja z tym akurat nie mam większych problemów.
                                    > Nawet przy zastosowaniu najnowocześniejszych metod diagnostyczno-
                                    > leczniczych potworniak nie ma szansy na samodzielne życie (zakładając
                                    > nawet całkowitą niepełnosprawność i sztuczne podtrzymywanie czynności
                                    > życiowych). Jego brat - tak. I trzeba mu taką szansę dać.


                                    dokładnie, "na oko" (bo jak napisałam, tematu nie znam dogłębnie) tez to tak
                                    widzę. Swoją drogą drążenie tego w nawiązaniu do meritum, o którym dyskutujemy w
                                    tym wątku, uważam za problem absolutnie zastępczy. To jest sytuacja diametralnie
                                    różna pod względem etycznym od sytuacji, w której kobieta po wpadce staje przed
                                    wyborem. Dlatego ciągnięcie tego zastępczego tematu nic do meritum nie wnosi.


                                    • makurokurosek Re: Spójrzcie na to tak: 05.07.10, 11:01
                                      Zgodnie z twoim poglądem to i to jest dzieckiem, więc rozmawiając o ciąży nie
                                      unikajmy tematów niewygodnych powikłań.
                              • piegowata9 Re: Spójrzcie na to tak: 02.07.10, 11:16
                                >jak wytłumaczyć dziecku, że właśnie zabiło swojego brata bliźniaka.
                                >Jak w ogóle wytłumaczyć dziecku że to jest jego bliźniak

                                A jest obowiązek tłumaczenia dziecku tego??? Wtajemniczasz dziecko we
                                wszystkie sprawy, trudne nawet dla dorosłych?
                                Ja o poronieniu dzieci nie informowałam. I póki co, nie zamierzam.
                                Może kiedyś, jak będą dorosłe. Albo na tyle dojrzałe, by to bez
                                problemów zrozumieć. Jakby to miało teraz wyglądać? "Kochanie,
                                mamusia miała w brzuchu dzidziusia, ale ten dzidziuś umarł. Mamusi
                                było oczywiście bardzo przykro. Acha, i wiesz, gdyby tamten dzidziuś
                                się urodził, to ciebie by na świecie nie było...". Prawda. Tylko po
                                co ona dziecku???
                                • makurokurosek Re: Spójrzcie na to tak: 02.07.10, 13:37
                                  > A jest obowiązek tłumaczenia dziecku tego??? Wtajemniczasz dziecko we
                                  > wszystkie sprawy, trudne nawet dla dorosłych?
                                  > Ja o poronieniu dzieci nie informowałam. I póki co, nie zamierzam.

                                  Mam pięcioletnią córkę, która od półtora roku domaga się braciszka. Gdybym
                                  zaszła w ciąże została by o tym poinformowana, tak samo jak w przypadku poronienia.
                                  Z informacja o urodzeniu przez moją mamę martwego dziecka, nikt nie robił
                                  tajemnicy mimo iż to było pierwsze dziecko i nie było problemu w ukryciu prawdy.
                                  Dla mnie więc mówienie o takich sytuacjach jest czymś normalnym.
                          • piegowata9 Re: Spójrzcie na to tak: 02.07.10, 11:10
                            > Ta osoba twoich zwłok nie określi mianem to jest człowiek, tylko to
                            był człowiek. Był czyli już nie jest.
                            > Tak samo 5 tygodniowy płód nie jest dzieckiem, ale nim będzie.
                            Zarówno rozkładające się zwłoki jak i zlepek komórek jakim jest 5
                            tygodniowy płód nie jest człowiekiem, w pierwszym przypadku nim był w
                            drugim dopiero nim będzie.

                            W porządku, powiedz mi wobec tego, kiedy dokładnie Twoim zdaniem
                            zaczyna się człowiek?

                            > Hipotetycznie tak, a praktycznie zobaczymy. Podobną dyskusje kiedyś
                            prowadzili moi rodzice, a jednak ojciec został złożony w grobie.

                            A niech składają, gdzie chcą. Grunt, że spopieloną. W naszej rodzinie
                            jest zwyczaj, że w tego typu sprawach szanuje się wolę osoby zmarłej.
                            Mam nadzieję, że moi bliscy będą godnymi kontynuatorami tej tradycji.
                            W przeciwnym razie będę ich straszyć w nocy! wink
                            • makurokurosek Re: Spójrzcie na to tak: 02.07.10, 13:57
                              >
                              > W porządku, powiedz mi wobec tego, kiedy dokładnie Twoim zdaniem
                              > zaczyna się człowiek?

                              Jest medyczna definicja śmierci natomiast nie ma jej odpowiednika co do
                              rozpoczęcia życia. Dla mnie akceptowalne jest uznanie płodu za dziecko w chwili
                              gdy wszystkie jego organy zostały uformowane czyli około 12 tygodnia ciąży
                • franczii Re: Spójrzcie na to tak: 02.07.10, 13:03
                  Ano dlatego, że przy wychowywaniu moich własnych dzieci
                  > też od czasu do czasu korzystam z pomocy oferowanej przez moich
                  > rodziców. Np. w czasie wakacji. A mogli przecież sami spokojnie
                  > wypoczywać!

                  Ty korzystasz od czasu do czasu ale nie jestes ani ty ani twoje dzieci od
                  rodzicow uzalezniona pod kazdym wzgledem. Rodzice moga w kazdej chwili sie
                  wycofac ze wzgledu na jakies inne zobowiazania a ty i twoje dzieci poradzicie
                  sobie i jakosc zycia na tym nie ucierpi. To jest roznica i to spora ale ja
                  akurat nie o tym chcialam pisac bo uwazam, ze obowiazkiem rodziny jest wspierac
                  wlasnych czlonkow w trudnych chwilach. Zatem korzystanie z pomocy rodziny nie
                  jest wedlug mnie brakiem odpowiedzialnosci, wrecz przeciwnie, uwazam, ze przy
                  podejmowaniu wyborow takich jak ta twoja kolezanka nalezy tez uwzglednic
                  okolicznosci w postaci chetnych do pomocy rodzicow i jesli tacy sa to wieksza
                  glupota byloby z pomocy nie skorzystac a narazac sie na ewentualne skutki
                  uboczne zabiegu tylko dlatego, zeby nie musiec korzystac z pomocy rodzicow.

                  > Co więcej, jeśli potraktujemy nieplanowaną ciążę jako pewien rodzaj
                  > doświadczenia życiowego, czy też problemu, z którym należy się
                  > zmierzyć,

                  I tak to wlasnie odbieram, doswiadczenie, z ktorym nalezy sie zmierzyc i wybrac
                  NAJKORZYSTNIEJSZE dla wszystkich rozwiazanie po uwzglednieniu wszyskich
                  towarzyszacych okolicznosci. I wtedy jest to wziecie na siebie odpowiedzialnosci
                  za wlasne zycie niezaleznie czy ciaza zostanie utrzymana, czy przerwana, czy
                  skorzysta sie z pomocy rodzicow czy tez odda dziecko tuz po urodzeniu.
    • nasturcja0 Re: Trudne decyzje na A 01.07.10, 12:12
      Ja ze swej strony chciałabym nie bez rosnącego rozbawienia zwrócić uwagę
      zagorzałym katoliczkom, że aborcja została potępiona przez kościół nie wcześniej
      niż na pierwszym soborze watykańskim przez Piusa IX, wcześniej kościół bimbał na
      płody smile Usuwanie ciąży nie było wtedy niezgodne z jego nauczaniem, co najwyżej
      jacyś dostojnicy kościelni niższego jak i wyższego szczebla, którzy się z tym
      nie zgadzali, mogli negatywnie oceniać ten proceder tylko jako osoby prywatne smile

      A co do Biblii - "Gdyby mężczyźni bijąc się uderzyli kobietę brzemienną
      powodując poronienie, ale bez jakiejkolwiek szkody, to winny zostanie ukarany
      grzywną, jaką na nich nałoży mąż tej kobiety, i wypłaci ją za pośrednictwem
      sędziów polubownych. (23) Jeżeli zaś ona poniesie jakąś szkodę, wówczas on odda
      życie za życie" (Ks. Wyjścia 21:22-23, Biblia Tysiąclecia)

      Czyli - według Biblii, na którą niektórzy tak się lubią powoływać, to życie
      matki się liczy; na tyle, że za jej zabicie grozi kara śmierci, a za płód,
      którego poronienie nie jest nawet określane mianem szkody, jest tylko grzywna.
      • piegowata9 Re: Trudne decyzje na A 01.07.10, 13:02
        Foteliki samochodowe to jeszcze świeższy pomysł. Mimo to nie oznacza to
        zwolnia określonej grupy osób (czytaj: rodziców) od ich stosowania.
        Jakieś przesłanki ku temu są.
        • piegowata9 Re: Trudne decyzje na A 01.07.10, 13:03
          Przepraszam, miało być zwalnia, oczywiście.
        • nasturcja0 Re: Trudne decyzje na A 01.07.10, 13:24
          Tylko że kwestii fotelików nigdy nie rozpatrywano w kategoriach moralnych, nad
          zasadnością ich używania nie debatowały nigdy autorytety moralne, uzurpujące
          sobie potem prawo do posiadania jedynej słusznej decyzji. Wielu ludzi jest
          przeciwko aborcji wyłącznie z uwagi na postawę kościoła względem tej kwestii, a
          tymczasem zdanie tej instytucji zmieniało się z biegiem lat. Zresztą współczesne
          zdanie kościoła w tej sprawie nie jest nawet zgodne z Biblią smile

          Zresztą dochodzi tu też kwestia kulturowa - ludzie zanurzeni są w danej
          kulturze, która podsuwa im dane wzorce myślenia i postępowania, dzieje się to na
          poziomie podświadomości, taki imprinting, i nie chodzi mi tu tylko o kwestię
          podchodzenia do aborcji. Np. w jednej kulturze jada się psy i koty, a w innej
          perspektywa spożycia mięsa takiego zwierzęcia przyjmowana jest z odrazą. Albo
          podejście do śmierci - moja prababcia miała dziewięcioro dzieci (i kilka
          poronień), z których tylko jedno - moja babcia - dożyło wieku późniejszego niż
          późnonastoletni. Prababcia, wychowana w takim miejscu i czasie gdzie było rzeczą
          zwyczajną, że prawie nie było rodziny gdzie nie umarłoby przynajmniej jedno
          dziecko, była wiadomo, zrozpaczona, ale nie miała myśli samobójczych ani niczego
          w tym guście, po prostu popłakała i przeszła nad tym do porządku dziennego, tak
          samo jak i jej mąż. Owszem, pamiętała o zmarłych dzieciach, ale ponieważ została
          inaczej zaprogramowana przez otoczenie niż współczesna kobieta, śmierć dzieci
          nie była dlań AŻ taką tragedią bo otoczona była ludźmi o takim właśnie sposobie
          myślenia. A o poronieniach to nawet nie myślała, dla niej to było po prostu jak
          przypadłość zdrowotna - lepiej żeby jej nie było, ale jak już się pojawiła to
          żadna tragedia, po prostu trzeba poczekać na lepsze samopoczucie.
          • piegowata9 Re: Trudne decyzje na A 01.07.10, 16:38
            Z całą pewnością masz rację.
            Jedno "ale". Żyjemy tu i teraz. Tu i teraz towarzyszą nam określone
            emocje. Żyjemy w ramach, które tworzone są współcześnie.
            Rzeczywiście, zazdroszczę naszym babkom, że nie przeżywały traumy po
            poronieniu. Ja przeżyłam.
            Dla odmiany ja mogę korzystać z wynalazków (również w aspekcie
            medycznym), które zdecydowanie poprawiły jakość życia współczesnych
            mi ludzi. I myślę, że tego moje prababki dla odmiany mogłyby mi
            zazdrościć.

            BTW. Przytoczony wcześniej cytat pochodzi ze Starego Testamentu. Z
            całą pewnością wiesz, że fakt ma to określone znaczenie wink
      • szyszunia11 Re: Trudne decyzje na A 01.07.10, 21:25
        nasturcja0 napisała:

        > Ja ze swej strony chciałabym nie bez rosnącego rozbawienia zwrócić uwagę
        > zagorzałym katoliczkom, że aborcja została potępiona przez kościół nie wcześnie
        > j
        > niż na pierwszym soborze watykańskim przez Piusa IX,

        ja jestem zagorzałą katoliczką i nie bardzo wiem, co Ciebie bawi.
        W tradycji Koscioła potepienie aborcji wystepowało dużo wczesniej, a nawet jesli
        nie - nei widze w tym nic zabawnego zwłaszcza biorac pod uwage fakt, że poglady
        na aborcję wiążą się z rozwojem nauki i wiedzy na temat najwcześniejszych etapów
        ludzkiego życia. A jeszcze w XVIII w. świat nauki był podzielony co do opinii na
        temat: skąd się biorą dzieci!


        wcześniej kościół bimbał n
        > a
        > płody smile

        to po prostu nieprawda.



        > A co do Biblii - "Gdyby mężczyźni bijąc się uderzyli kobietę brzemienną
        > powodując poronienie, ale bez jakiejkolwiek szkody, to winny zostanie ukarany
        > grzywną, jaką na nich nałoży mąż tej kobiety, i wypłaci ją za pośrednictwem
        > sędziów polubownych. (23) Jeżeli zaś ona poniesie jakąś szkodę, wówczas on odd
        > a
        > życie za życie" (Ks. Wyjścia 21:22-23, Biblia Tysiąclecia)
        >
        > Czyli - według Biblii, na którą niektórzy tak się lubią powoływać, to życie
        > matki się liczy; na tyle, że za jej zabicie grozi kara śmierci, a za płód,
        > którego poronienie nie jest nawet określane mianem szkody, jest tylko grzywna.

        No tak - ja np. lubię powoływać się na Biblię, ale nie na wyrwane z kontekstu
        fragmenty ze Starego Testamentu, zwłaszcza tyczące się prawa.
    • madami Re: Trudne decyzje na A 01.07.10, 15:22
      Nie znam nikogo kto żałowałby aborcji, znam za to kobietę, która lata temu
      oddała dziecko do adopcji i wciąż zmaga się z depresją zaniedbując przy tym
      starsze dzieci. Aborcja w początkowej fazie ciąży, wbrew nagonce, zwykle przez
      świadome i wykształcone kobiety, myślące nie jest uznawana za morderstwo.
    • protozoa Re: Obawiam się, ze może być tak......... 02.07.10, 17:48
      Internet dociera wszędzie - na salony i pod strzechę. Tę i kilka innych watków
      na temat aborcji może przeczytać stojąca na rozdrożu dziewczyna czy młoda
      kobieta, która zaszła w niechcianą, nieplanowaną ciążę i nieodpowiednim
      partnerem w nieodpowiednim czasie.
      Dla niej jedynym rozwiązaniem nie rzutującym na dalsze życie, umozliwiające
      naukę, lepszy start w życiu byłaby aborcja. Ale.... obok liberalnych głosów
      słyszy chór obrończyń nienarodzonych, które używają słów "zabicie własnego
      dziecka", "morderczyni" straszą syndromem postaborcyjnym i opowiadają, że chcieć
      to móc i ustawienie się w życiu jest możliwe nawet przez niewykształcona
      nastolatkę z dzieckiem przy piersi, bez mieszkania i pieniędzy.
      Jak hormony działaja na ciężarną chyba nie muszę emamom tłumaczyć. Rozchwiana
      nastolatka czy nieco starsza dziewczyna nie rozumuje racjonalnie - wszak jakoś
      to będzie. Udało się znajomej Piegowatej i innym to czemu nie jej.
      Decyduje się na urodzenie. I tu obrończynie nienarodzonych znakomicie
      zmniejszają aktywność. A dziewczyna najczęściej rzuca szkołe/studia, jest zdana
      na innych: pomoc społeczną, rodziców, mieszka katem w domu samotnej matki, bywa,
      że jest poniewierana przez bogobojne zakonnice, nierzadko przez rodziców. Pracy
      nie znajduje bo nikt nie chce zatrudnić matki małego dziecka bez doświadczenia i
      zawodu. No chyba, żeby ją wykorzystać finansowo. Dziecko pozostaje bez opieki. O
      zaspokojeniu podstawowych potrzeb nie wspominam, bo wiem ile kosztuje dziecko -
      od pieluch do samodzielności.
      Dziewczyna ma zmarnowane życie i pretensje do całego świata. Najczęściej dziecko
      jest zaniedbane emocjonalnie lub wychowywane przez dziadków.
      Czy o to chodzi?
      Nikt nikogo nie zmusza do aborcji. W Polsce i tak w maksymalny sposób jest ona
      utrudniona. Może więc zostawić ciężarnej tę decyzję, bez moralizowania i
      wywiarania - na odległość- psychicznej presji.
      Miałam 2 aborcje, miałam wsparcie, nie mam żadnego syndromu postaborcyjnego.
      Poczułam ulgę, nie żałuję. I co więcej - dziś postąpiłabym identycznie. Nie
      złąmałam prawa, nikogo nie narażałam na konsekwencje prawne.
      • iwles Re: Obawiam się, ze może być tak......... 02.07.10, 22:35
        > Dla niej jedynym rozwiązaniem nie rzutującym na dalsze życie,
        umozliwiające
        > naukę, lepszy start w życiu byłaby aborcja



        protozoa, nie jesteś Panem Bogiem, aby wiedzieć, że na pewno
        jedyne
        wyjscie dla każdej młodej dziewczyny w opisanej
        przez ciebie sytuacji - to aborcja.

        • gazeta_mi_placi Re: Obawiam się, ze może być tak......... 03.07.10, 14:03
          >protozoa, nie jesteś Panem Bogiem, aby wiedzieć, że na pewno
          jedyne wyjscie dla każdej młodej dziewczyny w opisanej
          przez ciebie sytuacji - to aborcja.

          Dokładnie to samo dotyczy odwrotnej sytuacji.
          O ile osoby będące za prawem do aborcji można przekonać i wierzą,że są TEŻ
          przypadki gdzie wszystko kończy się ok,o tyle pro-life nigdy nie wierzy,że inna
          decyzja TEŻ może być dobra w danej sytuacji.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka