... czeka mnie w najbliższym czasie.
Do niedawna moje dziewczyny spędzały większą część wakacji u
dziadków, którzy mieszkają w górach. Blokowisko pustoszało i wiało
nudą, więc wyjazd do dziadków był dla dzieci w miarę atrakcyjną
alternatywą. Ja zaś miałam z głowy problem zapewnienia im opieki.
W tym roku pojawił się problem. Zmieniliśmy miejsce zamieszkania,
dziewczyny zasymilowały się z nowym środowiskiem w błyskawicznym
tempie, każda ma swoje własne towarzystwo i na ogół nie wchodzą sobie
w paradę (z czego są bardzo dumne. Szczególnie młodsza). Mieszkamy w
domku, więc mają dużo przestrzeni, ogród, ciszę i pełną swobodę.
Czyli to samo, co u dziadków. Plus rówieśników na wyciągnięcie ręki.
Czego u dziadków brak.
Jak się okazało, grafik spotkań towarzyskich został rozpisany niemal
na całe dwa miesiące (z uwzględnieniem jedynie naszego wspólnego
urlopu) i dzieci zgodnie oświadczyły, że do dziadków owszem. Ze mną
(bo jestem na wychowawczym) i maksymalnie na tydzień.
Problem w tym, że moi rodzice bardzo za wnuczkami tęsknią i na te
wspólne wakacje cieszą się od dłuższego już czasu. Zwłaszcza, że do
tej pory tak było "i nikomu to, panie, nie przeszkadzało!". Wiem, że
będzie im bardzo przykro, a ja jestem w niewdzięcznej sytuacji, bo
muszę im to jakoś wytłumaczyć.
A najlepsze jest to, że doskonale córy rozumiem. Sama najlepiej czuję
się we własnym domu!!!
Tak tylko się wygadać chciałam...