mms78
15.03.04, 14:09
Chciałabym przedstawić Wam pokrótce mój problem i prosiłabym o bezstronną
obiektywną ocenę. Jestem od 1,5 roku mężatką i mieszkamy z mężem u moich
rodziców. W dużym domu mamy swój pokój. Aktualnie jestem w ósmym m-cu ciąży,
którą znoszę znakomicie mimo wielu sytuacji stresowych, płaczów itp.
spowodowanych konfliktem z mężem.
Po ostatniej awanturze zrozumiałam, że błędy tkwiły po obu stronach. Otóż moi
rodzice od samego początku byli strasznie grzeczni w stosunku do mojego męża,
jednakże traktowali go jako syna, który zwiększył im rodzinę a nie jako mego
męża. Nie rozumieli różnicy, że my jesteśmy małżeństwem.
Zwracali uwagę na jego różne odmienne od naszych gesty i zachowania o czym
mnie mówili a nie jemu bezpośrednio. Nie akceptowali np. tego, że jest
małomówny, nie wykonuje pewnych czynności tak jak mój tato, nie pyta, zwraca
się bezosobowo do nich itp..
Ja to jemu powtarzałam jako od siebie…Byłam mediatorem. On też nie mówił im
bezpośrednio tylko za moim pośrednictwem. Bo nikt nikogo nie chciał urazić… I
to był błąd. Mój mąż zaczął w sobie dusić problemy, przestał mi ufać a
wszelkie drobne zachowania moich rodziców urastać zaczynały do ogromnej
rangi. Zaczęły go drażnić rozmowy z nimi, to że po zakupach czy jakiś
wyjazdach informowałam ich na bieżąco. Po prostu inne wychowanie. Mnie
uczyli, ze jak wychodzę z domu to mówię im gdzie jadę a on nie był tego
nauczony i odbierał to jako spowiadanie się i ich wtrącanie do naszego życia.
A oni swoją nadopiekuńczością i zwykłym zainteresowaniem (skoro mieszkamy pod
jednym dachem) byli ciekawi i zawsze chcieli pomóc i poradzić. Chyba chcieli
za dobrze. Tyle na temat strony rodziców.
Natomiast mój mąż od zawsze był chorobliwie zazdrosny. Za każdym
razem gdy wracałam z wyjazdu służbowego robił mi wyrzuty lub awanturę.
Zdarzyło się parę razy, że mi naubliżał.Raz wywołał awanturę jak byłam na
początku ciąży, rozryczałam się i moja mama, która była w domu nie mogła
zostawić tego bez echa.Gdy uciekł z domu w nerwach i pojechał ochłonąć autem,
zadzwoniła do mojej teściowej o wsparcie i pomoc co jej synuś zrobił. Tamta
go chrzaniła.
Od tamtego momentu minęło kilka miesięcy, kolejny raz gdy bylam na
wyjezdzie za granicą nie mógł zdzierżyć co ja tam robię i wydzwanial i był
niemily przez telefon. Znalazł sobie powod, ze mamie powiedziałam w jakim
hotelu spie a jemu nie (bo nie pytal) i wykrzyczał,ze skoro jestem za
rodzicami a nie jestem szczer w stosunku do niego,to pokaze mi jak wroce.
Bylam wtedy w 7-m-cu. Poczulam się slabo i musiałam wczesniej wrócić. Dotarlo
tro do niego ostatnio mnie przeprosil ostatnio ja mu wybaczyłam.
Ostatnio posprzeczal się z tatą i nie majac racji nie chciał mu
ustąpić.Zaczeli się spierac. W koncu wstal od stolu i zawinął się,chciał
uniknąc awantury.Ja za nim,ze nieładnie potraktowal rodzicow i prosilam by
zszedł przeprosic. Wkurzyl się , ze nie zrobi tego bo ma dosc. Ja zaczelam
krzyczec i wtedy nie wytrzymal… zwyzywal mnie, ze wypier…. Z tego domu Ty
kur… szma… Ja wykrzyczałam to –cos ty mi powiedział ? – i rodzice nie
wytrzymali , ze mnie tak potraktowal. On wypadl z domu i uciekl.Mama nie
mogla go zatrzymac…pojechal…. Zadzwonila do teściowej co tez synus znowu
narobil. Prosila by przyjechala żeby wyjaśnić te sytuacje i doprowadzic do
pionu syna.Moja tesciowa nie dala rady przyjechac. Mama wiec przez telefon
naskarżyła na ziecia (wszystko co jej na sercu leżało, międzyczasie sumie
troche przesadzila międzyczasie obrazila ziecia) Synus w międzyczasie do niej
przyjechal, naskazyl okropnie na teściów, ze się wtrącają, ze on się tam zle
czuje itp. i ze ja jestem nie za nim tylko za nimi. Nie wrócił na noc do
domu. Ryczałam , nie mogłam sobie znaleźć miejsca i nie wyobrażałam sobie
przyszłości bez niego.
Nastepnego dnia dzwonil ze przeprasza za te zle uzyte slowa w stosunku do
mnie. Ze on chce być ze mna ale nie chce znac teściów. Prosilam by
przyjechal. Dwie noce nie było go.Tesciowie olali sprawe.Z moimi nie chcieli
rozmawiac bo synus naswietlil swoja wersje. Moi chcieli zgody i
skonfrontowania dwóch stron a oni nie chcieli slyszec ich wersji.Stwierdzili
ze to my mamy dojsc do porozumienia a jak nie to się rozwiesc. Ja z brzuchem
w ósmym m-cu. Doznalam tylu stresowy sytuacji. Po 3 dniach stresow maz
wrócił. Wybaczyłam, on przeprosil.Z oporami ale porozmawial z moimi
rodzicami. Ja pojechałam do jego rodzicow i sprostowałam problem.
Zapowiedział mi tylko,ze nie będzie się wysilal na mile gesty w stosunku do
nich. Wiadomo ze trudno będzie zapomniec… ale najlepiej byloby zaczac
wszystko od nowa. Oni już wiedza gdzie tkwil blad w ich zachowaniu, on wie
gdzie w jego.
Jestem przerazona przyszłością… Teściowie z moimi rodzicami zyli w tak
dobrych stosunkach..a teraz nie wiem kiedy się zobacza… Każdemu zostal uraz.
Proszę powiedzcie czyja strona jest bardziej winna ?
Jak ja powinnam teraz zyc ?