Dodaj do ulubionych

ogromy problem-odechciewa mi sie zyc!

15.03.04, 14:09
Chciałabym przedstawić Wam pokrótce mój problem i prosiłabym o bezstronną
obiektywną ocenę. Jestem od 1,5 roku mężatką i mieszkamy z mężem u moich
rodziców. W dużym domu mamy swój pokój. Aktualnie jestem w ósmym m-cu ciąży,
którą znoszę znakomicie mimo wielu sytuacji stresowych, płaczów itp.
spowodowanych konfliktem z mężem.
Po ostatniej awanturze zrozumiałam, że błędy tkwiły po obu stronach. Otóż moi
rodzice od samego początku byli strasznie grzeczni w stosunku do mojego męża,
jednakże traktowali go jako syna, który zwiększył im rodzinę a nie jako mego
męża. Nie rozumieli różnicy, że my jesteśmy małżeństwem.
Zwracali uwagę na jego różne odmienne od naszych gesty i zachowania o czym
mnie mówili a nie jemu bezpośrednio. Nie akceptowali np. tego, że jest
małomówny, nie wykonuje pewnych czynności tak jak mój tato, nie pyta, zwraca
się bezosobowo do nich itp..
Ja to jemu powtarzałam jako od siebie…Byłam mediatorem. On też nie mówił im
bezpośrednio tylko za moim pośrednictwem. Bo nikt nikogo nie chciał urazić… I
to był błąd. Mój mąż zaczął w sobie dusić problemy, przestał mi ufać a
wszelkie drobne zachowania moich rodziców urastać zaczynały do ogromnej
rangi. Zaczęły go drażnić rozmowy z nimi, to że po zakupach czy jakiś
wyjazdach informowałam ich na bieżąco. Po prostu inne wychowanie. Mnie
uczyli, ze jak wychodzę z domu to mówię im gdzie jadę a on nie był tego
nauczony i odbierał to jako spowiadanie się i ich wtrącanie do naszego życia.
A oni swoją nadopiekuńczością i zwykłym zainteresowaniem (skoro mieszkamy pod
jednym dachem) byli ciekawi i zawsze chcieli pomóc i poradzić. Chyba chcieli
za dobrze. Tyle na temat strony rodziców.
Natomiast mój mąż od zawsze był chorobliwie zazdrosny. Za każdym
razem gdy wracałam z wyjazdu służbowego robił mi wyrzuty lub awanturę.
Zdarzyło się parę razy, że mi naubliżał.Raz wywołał awanturę jak byłam na
początku ciąży, rozryczałam się i moja mama, która była w domu nie mogła
zostawić tego bez echa.Gdy uciekł z domu w nerwach i pojechał ochłonąć autem,
zadzwoniła do mojej teściowej o wsparcie i pomoc co jej synuś zrobił. Tamta
go chrzaniła.
Od tamtego momentu minęło kilka miesięcy, kolejny raz gdy bylam na
wyjezdzie za granicą nie mógł zdzierżyć co ja tam robię i wydzwanial i był
niemily przez telefon. Znalazł sobie powod, ze mamie powiedziałam w jakim
hotelu spie a jemu nie (bo nie pytal) i wykrzyczał,ze skoro jestem za
rodzicami a nie jestem szczer w stosunku do niego,to pokaze mi jak wroce.
Bylam wtedy w 7-m-cu. Poczulam się slabo i musiałam wczesniej wrócić. Dotarlo
tro do niego ostatnio mnie przeprosil ostatnio ja mu wybaczyłam.
Ostatnio posprzeczal się z tatą i nie majac racji nie chciał mu
ustąpić.Zaczeli się spierac. W koncu wstal od stolu i zawinął się,chciał
uniknąc awantury.Ja za nim,ze nieładnie potraktowal rodzicow i prosilam by
zszedł przeprosic. Wkurzyl się , ze nie zrobi tego bo ma dosc. Ja zaczelam
krzyczec i wtedy nie wytrzymal… zwyzywal mnie, ze wypier…. Z tego domu Ty
kur… szma… Ja wykrzyczałam to –cos ty mi powiedział ? – i rodzice nie
wytrzymali , ze mnie tak potraktowal. On wypadl z domu i uciekl.Mama nie
mogla go zatrzymac…pojechal…. Zadzwonila do teściowej co tez synus znowu
narobil. Prosila by przyjechala żeby wyjaśnić te sytuacje i doprowadzic do
pionu syna.Moja tesciowa nie dala rady przyjechac. Mama wiec przez telefon
naskarżyła na ziecia (wszystko co jej na sercu leżało, międzyczasie sumie
troche przesadzila międzyczasie obrazila ziecia) Synus w międzyczasie do niej
przyjechal, naskazyl okropnie na teściów, ze się wtrącają, ze on się tam zle
czuje itp. i ze ja jestem nie za nim tylko za nimi. Nie wrócił na noc do
domu. Ryczałam , nie mogłam sobie znaleźć miejsca i nie wyobrażałam sobie
przyszłości bez niego.
Nastepnego dnia dzwonil ze przeprasza za te zle uzyte slowa w stosunku do
mnie. Ze on chce być ze mna ale nie chce znac teściów. Prosilam by
przyjechal. Dwie noce nie było go.Tesciowie olali sprawe.Z moimi nie chcieli
rozmawiac bo synus naswietlil swoja wersje. Moi chcieli zgody i
skonfrontowania dwóch stron a oni nie chcieli slyszec ich wersji.Stwierdzili
ze to my mamy dojsc do porozumienia a jak nie to się rozwiesc. Ja z brzuchem
w ósmym m-cu. Doznalam tylu stresowy sytuacji. Po 3 dniach stresow maz
wrócił. Wybaczyłam, on przeprosil.Z oporami ale porozmawial z moimi
rodzicami. Ja pojechałam do jego rodzicow i sprostowałam problem.
Zapowiedział mi tylko,ze nie będzie się wysilal na mile gesty w stosunku do
nich. Wiadomo ze trudno będzie zapomniec… ale najlepiej byloby zaczac
wszystko od nowa. Oni już wiedza gdzie tkwil blad w ich zachowaniu, on wie
gdzie w jego.
Jestem przerazona przyszłością… Teściowie z moimi rodzicami zyli w tak
dobrych stosunkach..a teraz nie wiem kiedy się zobacza… Każdemu zostal uraz.
Proszę powiedzcie czyja strona jest bardziej winna ?
Jak ja powinnam teraz zyc ?
Obserwuj wątek
    • burza4 Re: ogromy problem-odechciewa mi sie zyc! 15.03.04, 14:28
      Niezależnie od zachowania męża (nie o tym chciałam, choć jego zachowania
      pozostawia wiele do życzenia, delikatnie mówiąc)- jeśli będziecie na zmianę
      latali do rodziców na skargę, to szybko znajdziecie się na nalepszej drodze do
      rozwodu!!! co to w ogóle jest - jedna mama dzwoni do drugiej, że jej synuś coś
      zbroił??? to mi przypomina sytuację typu "Twój Mareczek popchnął moją Zuzię w
      piaskownicy, jak ty go wychowałaś.. no tak, Mareczku, źle zrobiłeś, idź
      przeproś Zuzię, i obiecaj że więcej nie będziesz"

      Ludzie, bądźcie dorośli i załatwiajcie swoje problemy między sobą bez mieszania
      w to rodziców; tym bardziej że pomimo dobrych intencji, to rodzice są zdaje się
      głównym źródłem konfliktu!
      • galia29 Re: ogromy problem-odechciewa mi sie zyc! 16.03.04, 10:25
        Zdecydowanie winni Twoi rodzice i Ty,że latasz do mnich na skargę a oni dzwonią
        do jego rodziców.W ten sposób macie murowany rozwód.Powinniście za wszelką cenę
        się wyprowadzić.A co do wyzwisk Twojego męża- no to już jest karygodne,
        powinnaś mu zapowiedzieć ze jeszcze raz i go zostawisz ,może to mu da do
        myślenia!!A tak poza tym to się nie zamartwiaj bo Ci nie wolno, jak się
        odseparujecie choć trochę od rodziców a Ty się uniezależnisz od nich
        emocjonalnie to się miedzy Wami ułoży.Ewa
    • olaj10 Re: ogromy problem-odechciewa mi sie zyc! 15.03.04, 15:08
      Takie sprawy, moim zdaniem, załatwia się między sobą. Masz męża, niedługo
      dziecko, co będzie kiedy się urodzi? Przyznam, że nie dziwię się Twojemu
      mężowi. Nerwy mu puszczają. Mnie szlag by trafił, gdyby teściowa chciała
      wiedzieć wszystko i żebyśmy funkcjonowali tak jak sobie wyobraziła (a moja
      miała takie zapędy).

      Mieszamy z moimi rodzicami 6 lat w domku jednorodzinnym i gdyby moja mama
      zatelefonowała po kłótni do moich teściów, zapadłabym się pod ziemię!
      Bo niby co teście mogą zrobić? To już nie jest 5latek, na którego można
      nakrzyczeć!
      Niedługo urodzisz dziecko, będziesz najszczęśliwasza na świecie, nie pozwól
      swoim rodzicom na tak dużą ingerencję w Wasze małżeństwo.

      Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego
      Ola
      • mrufkaa Re: ogromy problem-odechciewa mi sie zyc! 15.03.04, 15:45
        Nic dodac, nic ujac, dziewczyny maja racje. Nie da sie stworzyc szczesliwego
        malzenstwa przy takiej ingerencji rodzicow, z ktorejkolwiek strony. Z Twojego
        opisu wynika, ze bedzie Wam bardzo trudno zmienic te sytuacje, bo przynajmniej
        Twoi rodzice sa bardzo przyzwaczajeni do barnia czynnego udzailu w Twoim zyciu
        malzenskim. Mysle, ze powinnas to powaznie przemyslec i jesli nie widzisz
        szansy na ograniczenie ich wplywu na Twoja i meza ( wkrotce i dziecka)
        codziennosc, to chyba dobrze by bylo pomyslec nad zamieszkaniem osobno. Uwierz
        mi, bardzo wiele problemow automatycznie sie rozwiaze, skoncza sie klotnie przy
        stole i latanie na skarge do mamusi i tesciowej. W koncu bedziecie musieli
        radzic sobie z Waszymi troskami i radosciami we dwoje - jak to na malzenstwo
        przystalo. A relacje z wszystkimi tesciami nabiora sensownej odleglosci i
        ksztaltu.
        Polecam przemyslec sprawe zanim mezowi naprawde sie przeje.
      • mms78 Re: ogromy problem-DO OLAJ10 !!! 16.03.04, 09:17
        Kochana,a jak wyglada wasze wspolone 6-letnie zycie pod jednym dachem?Moze mi
        cos poradzisz? Jak Wy sie zachowujecie, jak rodzice (tesciowie) ???

        Prosze, bo musze jakos w rozsadny sposob rozwiazac ten problem....
        • olaj10 Re: ogromy problem 16.03.04, 10:21
          Rozumiem, że osobne mieszkanie w grę nie wchodzi, współczuję, to tak jak u nas.

          Mój tato jest czepialską zrzedą wink, mama przekochaną osobą, ale lubi wszystko
          wiedzieć wink, mąż jest spokojnym i małomównym człowiekiem, a ja wydzierającą się
          jędzą wink. To był naprawdę spory mix.
          Ustaliliśmy, że każde z nas mówi co ma do powiedzenia na dany temat (typu
          podlewanie ogrodu, palenie w piecu, no wszystkiego co dotyczy wspólnego
          mieszkania). Bez sprzeczek się nie obyło.

          Od początku było tak - gotuję osobno, mieszkam osobno (mamy górę domku), płacę
          i rozliczam się osobno. Ja jestem takim typkiem, co nie da sobie w kaszę
          dmuchać wink i na mamy zagabywanie dokąd idziecie, odpowiadałam, mamuniu książkę
          piszesz?, wszystko w żartach. Mama mądrą osobą jest i już nie pyta, chyba, że
          ja wykazuje taką ochotę, aby ich o tym poinformować. I dobrze funkcjonujemy.
          Natomiast w kwestii dziecka bywało różnie. Mama zawsze czekała na gest z mojej
          strony, jeśli miałam pytanie, chętnie odpowiadała (na wstawki typu, pewnie mu
          zimno, odpowiadałam zawsze stanowczo). I to samo z teściową, inaczej wejdą Ci
          na głowę!. Teściowa ciągle coś chciała mi radzić, itd. więc grzecznie
          powiedziałam, ze doceniam jej rady, ale chcę dziecko wychować tak jak ja
          uważam. I się skończyło. Mam spokój!

          Z tego co napisałaś bardzo podporządkowałaś się rodzicom. Musisz znaleźć siłę,
          aby powiedzieć im co chcesz zmienić, ale najpierw porozmawiaj z mężem, czego
          oczekuje i co da mu spokój w tym jakby nie było jeszcze do niedawna obcym domu.
          To przede wszystkim Ty musisz sprawić, aby czuł się w nim jak w swoim.
          Mój mąż w moim rodzinnym domu czuje się bardzo dobrze smile

          Pozdrawiam
          Ola
    • niutaki Re: ogromy problem-odechciewa mi sie zyc! 15.03.04, 15:54
      Cześć. Po pierwsze wydaje mi się, że powinnaś porozmawiać z mężem, bo On Ci nie
      okazuje szacunku, co jednak może byc spowodowane skomplikowanymi układami z
      Twoimi rodzicami. Po drugie: jeśli to możliwe to zamieszkajcie osobno. Po
      trzecie: nie jest mądre "skarżenie" teściom na męża, jesteście dorośli i
      powinniście próbować rozwiązywać swoje problemy sami. Wydaje mi się, że
      rozwiążecie problemy jeśli zamieszkacie sami, w moim małżeństwie też istniały
      ogromne konflikty, gdy mieszkaliśmy z kimś, gdy przyszło dziecko było jeszcze
      gorzej. Teraz mieszkamy sami i nie powiem, że nie ma kłótni, bo chyba nie ma
      par które się nie kłócą, ale rozwiązujemy sami swoje problemy. Pozdrawiam Cię
      serdecznie i życzę żeby jak najszybciej wszystko się ułożyło. Pa.
    • milenium5 Re: ogromy problem-odechciewa mi sie zyc! 15.03.04, 16:47
      Wyprowadź się. I to szybko, jezeli chcesz, by twoje dziecko miaoło normalny dom
      z mamą i tatą, a nie mamą, bacią i złym tatą na przychodne. W małżeństwi czas
      wziąć odpowiedzialność za siebie dziecko, a nie żyć jak córeczka mamusi i tego
      samego wymagać od męża.
      • titicaka Re: ogromy problem-odechciewa mi sie zyc! 15.03.04, 18:37
        Moze nic nowego nie wniose,ale tez sie wypowiem .
        Zgadzam sie z dziewczynami, powinniscie pomyslec o wlasnym mieszkaniu ,
        chociazby malutkim dla dobra malzenstwa i dzidziusia ,ktory niebawem sie urodzi.
        Do tego jednak czasu powinnas porozmawiac z rodzicami i poprosic by nie
        wtracali sie w wasze zycie , ja wiem ,ze chca dobrze ... ale nigdy nie jest
        dobrze , gdy osoby trzecie mieszaja sie w zwiazek (chyba ,ze psychologwink !
        Sprawy zalatwiajcie po cichu , owszem kloccie sie,dochodzcie do kompromisu ,ale
        szeptem i BEZ ich wiedzy , a ty (jesli masz taka potrzebe)opowiadaj wszystko
        przyjaciolce - nie mamie ani tesciowej.Jestem tez przekonana ,ze w takiej
        sytuacji jaka panuje teraz najwiekszy kryzys bedzie po narodzinach dziecka -
        babcia chce to, dziadek to , ty co innego ... a Twoj maz ...koszmar - on
        zostanie calkowicie odsuniety podobnie jak jego rodzice . To moze zakonczyc sie
        nawet separacja,rozumiem ze Twoj maz ma tej sytuacji dosc ,co nie tlumaczy go
        zupelnie ,ze Ci naublizal itp. Uwazam tez ,ze twoj maz nie ma obowiazku
        tlumaczenia sie tesciom dokad wychodzi i o ktorej wroci , nie powinien
        zachowywac sie jak twoj ojciec ,czy byc do niego podobny ,gdyz ma swoj
        charakter i jesli jest malomowny to jest malomowny - trzeba to
        zaakceptowac,przeciez wiedzialas o tym wczesniej ,a jesli teraz sie zrobil
        malomowny ,to na pewno osobne mieszkanie rozluzniloby go troszke.
        Szczerze mowiac nie widze innego rozwiazania jak przeprowadzka, nie wierze tez
        w to ,ze zmienisz rodzicow .To bardzo trudna sytuacja ,ale sami,jako
        malzenstwo musicie ja rozwiazac.
        Zycze latwego porodu .
        Beata i Aleks 37,5 tug.
    • l.e.a Re: ogromy problem-odechciewa mi sie zyc! 15.03.04, 18:29
      Nic nowego nie dopiszę Wasze życie nie jest Waszym tylko Waszych rodziców - nie
      pozwalajcie sobie na to, rozwiązujcie problemy w swoich 4 ścianach.
      Mam nadzieję, że dacie radę !

      powodzenia - lea
    • edorka1 Re: ogromy problem-odechciewa mi sie zyc! 15.03.04, 19:15
      W życiu jest tak, że nie da się zadowolić wszystkich... Nie możesz mieć
      idealnego układu z całym swiatem.A stworzenie dobrego układu mieszkając
      wspólnie z rodzicami, jest bardzo trudne. Oczywiście wszyscy chcą dobrze, ale
      dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Radziłabym usamodzielnić się,
      zamieszkać osobno. Bo pomyśl co bedzie jeśli do tego dojdą spory będące
      wynikiem rozbieżnych zdań w kwestiach dotyczących dziecka??A to jest
      nieuniknione... Najważniejsza jest Twoja rodzina. Twoja czyli Ty , mąz i
      dziecko.Nie komentuję zachowania męża, nie zachował sie elegancko, ale może
      puśiły mu nerwy? Ja z moim mężem czasem ścieram się bardzo ostro, ale po chwili
      wszystko jest ok. Ale gdyby nasze wymiany zdań słyszały mamy .... A gdyby
      jeszcze życzliwie to komentowały...NIGDY nie dzielę się moimi problemami
      małżeńskimi z mama i teściową!!!Jeśli nie możecie się wyprowadzić, postaraj sie
      jasno nakreślić granice waszej nietykalności, niech rodzice nie prubują Ci
      wychowywać męża a mąż zmieniać rodziców. To bardzo trudne, ale może możliwe...
      I wiesz, nie martw się, nie zadręczaj...Za moment przywitasz na świecie
      dziecko - to jest teraz najważniejsze, przestań na siłę tworzyć więź między
      mężem a rodzicami, zostaw to po prostu. 1,5 roku małżeństwa to bardzo mało.
      Czasem na początku bywa trudno, a potem ludzie w jakiś sposob docierają się i
      jest ok.Ale dociera się małżeństwo, bo co do teściów...wiesz nie darmo
      zięciowie o teściowych opowiadają straszne kawały - coś w tym jest!

      Dorota mama Asi(02.2002)i Tomka (12.2003)
    • mms78 Re: ogromy problem-odechciew.- odp.! 16.03.04, 09:03
      Wielkie dzieki za odpowiedzi!!! Chcialabym tylko dodac,ze jestesmy w trakcie
      wykanczania mieszkanka-naszego gniazdka i zaraz po narodzinach naszego
      Dzidziusia,w czerwcu planujemy przeprowadzke.
      Mam jeszcze tylko takie dwa pytania:
      1) rodzice obserwuja super sytuacje u mojego wujka-on z ciotka oraz ich dwie
      corki z mezami mieszkaja w jednym domu (kazdy na innym pietrze)Jedni juz maja
      dzieci,drudzy jeszcze nie maja ale wujek cieszy sie i chwali,ze oni schodza
      codziennie do nich na sniadanko,po pracy na obiadek(ciotka gotuje) i sobie
      gawedza a tylko ida na noc do siebie.Pelna symbioza.Wiec moi chcieli tak samo...

      2) to nasze mieszkanko to dom blizniak obok mojego rodzinnego,teraz maz
      zalatwia szyby, parkiet... i rozumiem ze nie powinien sie opowiadac,kiedy kto
      przyjedzie itp..? moi rodzice pewnie beda mieli to za zle i odbiora to ze robi
      cos w tajemnicy.

      Ale wiecie o co mi chodzi? Zeby kontakty miedzy nimi byly na dzien dobry, do
      widzenia, jak sie macie, co slychac ?... ja chce tylko tego...
      O normalne kontakty miedzy ludzkie.Ja uwazam ze poki mieszkamy z nimi pod
      jednym dachem to nie mozna sie izolowac.Ja nie wymagam codziennych pogawedek
      przy herbacie,ale by od czasu do czasu zamienic kilka slow.

      Co wy na to ?....
      • ppjw Re: ogromy problem-odechciew.- odp.! 16.03.04, 09:26
        1. Jesteście odrębną rodziną ( mam na myśli Ciebie, męża, dziecko ), macie
        własne sprawy, charaktery i nie ma mozliwości porównywania Was z jakąkolwiek
        inną rodziną. Równie dobrze może na zewnątrz wyglądać sielsko - anielsko, a nie
        wiesz nigdy do końca, co w pewnym momencie wybuchnie, która strona psychicznie
        takiej "symbiozy" nie wytrzyma.
        2. Najbardziej chyba się boisz, że rodzice coś "źle odbiorą". A ja myślę, że w
        tym momencie nie tym powinnaś się martwić, a tym, jak czuje się Twoja rodzina,
        czyli mąż i dziecko. Ja wcale się nie dziwię, że Twój małżonek ma serdecznie
        dość i nie ma już ochoty na żadne normalne czy poprawne relacje z Twoimi
        rodzicami. On jest naprzeciwko frontu Ty + Rodzice, jak niepoprawne jest jego
        zachowanie, to naprawdę on może czuć się podle w takiej sytuacji.
        A co do informowania - powinien informować, ale Ciebie, a nie całą rodzinę,
        choć pewnie w takim napięciu i to ciężko mu będzie zrobić smile

        Normalne kontakty międzyludzkie możliwe są, kiedy w rodzinie zachodzą normalne
        relacje, a więc nie jesteście uwikłani w całą rodzinę, a tylko w swoje sprawy,
        a rodzice są dodatkiem, można z nimi czasami siąść do wspólnego posiłku, ale
        nie spowiadać się ze wszystkiego.
        Mam nadzieję, że Cię nie uraziłam, ale wydaje mi się, że Cię rozumiem, jak
        również rozumiem Twojego męża. Sama jestem mężatką od 12 lat i przez cały ten
        czas mieszkamy z moją mamą. Ułożenie sobie poprawnych relacji zajęło sporo
        czasu i nerwów, był czas, że mnie w głowie się nie mieściło, jak ja mogę czegoś
        nie powiedzeić mamie? Dopiero po czasie zrozumiałam, że nie wszystkie sprawy
        nadają się do "spowiedzi", a poprawne relacje mój mąż - moja mama bardzo zależą
        również ode mnie.
        Myślę, że sobie poradzicie smile
        pozdrawiam, Paulina.

      • mama_pyzuni Re: ogromy problem-odechciew.- odp.! 16.03.04, 09:31
        Myślę, że w bardzo wielu kwestiach doskonale Cie rozumiem. Ja z mężem po ślubie
        zamieszkaliśmy z moimi rodzicami (mamy oddzielne piętro w domku
        jednorodzinnym), urodziła nam sie córeczka (dziś ma 16 miesięcy). Raz jest
        lepiej, raz gorzej, chociaż u nas nigdy nie dochodzi do żadnych kłótni, czy
        nawet sprzeczek (a mieszkamy razem już 2,5 roku). Rodzice nie wtrącają sie w
        nasze sprawy, jednak zawsze możemy liczyć na ich pomoc (także finansową). I ja
        również uważam, że mój mąż w pewnych sytuacjach mógłby zachowywać sie trochę
        sympatyczniej, tym bardziej, że otrzymywaną pomoc traktuje czasem jak coś
        oczywistego, coś co nam sie należy. Natomiast on sam czasem "zapomni"
        powiedzieć np. dzień dobry (a ja w domu uczona byłam, że uprzejme odnoszenie
        sie do innych to podstawowa zasada dobrego wychowania). I takie sytuacje mnie
        rażą (dla moich rodziców to zapewne też coś dziwnego, chociaż oni nigdy nie
        skarżą sie na zachowanie mojego męża).
        Wiem, że wynika to z różnic w wychowaniu w domu rodzinnym. U mojego męża było
        zupełnie inaczej, tam każdy żył własnym życiem, wychodził gdzie chciał i wracał
        o różnych porach (nawet dzieci).
        I ja także jestem między młotem i kowadłem. Z jednej strony wiem, że ta
        sytuacja jest trudna dla męża, bo nie czuje sie tutaj całkiem swobodnie i pewne
        zachowania moich rodziców go denerwują. A z drugiej strony przecież to moi
        rodzice są u siebie w domu, gdyby nie oni, to nie wiem jak poradzilibyśmy sobie
        studiując i potem, gdy urodziła sie Karolina. Im także należy sie szacunek.
        Teraz myślimy o własnym mieszkanku, ale będzie to trudne (być może kupimy
        teściowej kawalerkę, a my wprowadzimy sie do jej mieszkania, chociaż to według
        mnie wcale nie taki dobry pomysł, bo mieszkanie teściowej jest do generalnego
        remontu, a i IV piętro z maluszkiem to męczarnia).

        Z własnego doświadczenia wiem, że Twoja rola jest trudna. Musisz jakoś pogodzić
        dwie strony, a każda z nich musi pójść na pewne ustępstwa (rodzice dać Wam
        więcej intymności i samodzielności, a mąż wystarczy, że czasem sie uśmiechnie i
        powie coś miłego - np., że obiad był pyszny i wszyscy będą zadowoleni.
        I również z własnego doświadczenia wiem, że często po urodzeniu dziecka jest
        gorzej. U nas, gdy nie było małej, było niemal idealnie, potem mąż zaczął być
        zazdrosny o dziecko, o to, że przychodzą do niej na górę, że zabierają ją na
        dół do siebie, a przecież powinien sie cieszyć np., że mamy więcej czasu dla
        siebie, lub, że ja mogę odpocząć.
        Trzymaj sie, pozdrawiamy serdecznie
        Monika.
      • wieczna-gosia Re: ogromy problem-odechciew.- odp.! 16.03.04, 09:49
        Pierwsze co mi sie nasunelo to to co wiekszosci- nie jestescie dziecmi w
        piaskownicy. Mi sie pare razy zdarzylo ostro sciac z mezem przy tesciach (czy w
        ich domu raczej) i zawsze gdy mama wchodzila mediowac- oboje zgodnie myslelismy-
        chociaz mowil tylko maz bo to jego mama- niech sie mama nie wtraca. Nawet jak
        maz nawrzuca, nawyzywa, nawet jak ty swiatecznym serwisem pieprzniesz w sciane
        (no chyba ze to ich serwis)- czapki na glowe i stopery do uszu. To sa sprawy
        miedzy wami. I mysle ze agresja twojego meza rosla w miare docierania do niego
        faktu ze nie moze sie z toba bezkarnie poklocic nawet. Az w koncu korki
        trzasnely... i jeszcze to dzwonienie do tesciowej- sznur bym ze sciany
        wyrwala.....

        wujek cieszy sie i chwali,ze oni schodza
        > codziennie do nich na sniadanko,po pracy na obiadek(ciotka gotuje) i sobie
        > gawedza a tylko ida na noc do siebie.Pelna symbioza.Wiec moi chcieli tak
        samo..
        > .
        A co mlodzi na to? Bo po pierwwze mysle ze wujek moze koloryzowac wink)) po
        drugie- ja tam uwazam ze jesli tak faktycznie jest to lekka patologia jak dla
        mnie taka mala potrzeba intymnosci wink)

        i rozumiem ze nie powinien sie opowiadac,kiedy kto
        > przyjedzie itp..? moi rodzice pewnie beda mieli to za zle i odbiora to ze
        robi
        > cos w tajemnicy.
        sluchaj a w zasadzie po co rodzicom ta wiedza? Informacyjnie jak rozumiem? W
        kosztach nie partycypuja nie musza czegos wam przywiesc wywiesc, pozamiatac
        itp?
        Bo jesli informacyjnie to sa pewne rzeczy jakie wszyscy musicie zrozumiec- ty,
        twoj maz i twoi rodzice.
        Wiec po pierwsze ani wspolne mieszkanie ani mieszkanie obok ani mieszkanie
        100km dalej nie ZOBOWIAZUJE do przeplywu informacji. Nie chodzi o to ze "nie
        powinien"- jesli twoi rodzice nie musza byc wtedy w domu, cos pomoc, jesli ta
        wiedza nie jest im niezbedna- nie musi. Moze powiedziec po fakcie "a wiecie bo
        my parkiet juz mamy we srode nam polozyli i swietnie jest." Moze raz na jakis
        czas opowiedziec cos o postepie robot. Z drugiej strony- twoi rodzice maja
        prawo zaspokajac ciekawosc- ale niech robia to u niego, a jesli robia to u
        ciebie- niech zachowaja dyskrecje wink) Ale pomysl z drugiej strony- twoj maz
        rano mowi ze beda klasc parkiet. o 10. Robole jak to mezczyzni spici
        przyjezdzaja o 12- wiec twoj maz mowi ze o 12 beda klasc. koniec koncow nie
        klada w ogole. Maz wkurzony jak jasna cholera a tu komoreczka telefonik
        tesciowa- jak tam parkiet od 10 mieli klasc... nie trafilby cie szlag? Bo mnie
        by trafil wink))
        twoi rodzice musza, po prostu musza zrozumiec ze jestescie osobna komorka
        spoleczna. I ze pewnymi rzeczami interesowac sie nie wypada jesli sama komorka
        nie chce o tym gadac. I ze twoj maz nic nie musi robic w tajemnicy jesli robi
        cos bez ich wiedzy- to sa dwie rozne sprawy.
        A ty musisz zrozumiec ze twoj maz to twoj maz- jemu winna jestes lojalnosc a on
        winien jest ja tobie. Dopoki TY wiesz co on robi i kiedy klada TWOJ parkiet-
        jest OK. Pamietaj ze urodzi wam sie dziecko. Mama oszaleje. bedziecie mieszkali
        obok. nie wpadnij w pulapke calodziennych wizyt i codziennych raportow ile
        kupek jaki kolor i czy brzuszek boli bo facet sfiksuje. Mamusie trzeba jednak
        od cycka odstawic- dla jej wlasnego dobra. I spokoju twojego malzenstwa. Minie
        pare latek i maz z dzika radoscia wysle cie "do mamusi na pare godzinek" z
        potomstwem. Na razie oddajcie cesarzowi co cesarskie czyli badzcie przesadnie
        samodzielni, niezalezni i w ogole.
        Moja tesciowa zawsze powtarza ze zeby miec kontakt z synem jako mezem i jego
        zona trzeba najpierw je definitywnie zerwac z synem jako synem. Moja tesciowa
        jest kobieta gleboko madra i swietna tesciowa, jest tez kobieta wyjatkowej
        ciekawosci ale umie sie powstrzymac (chociaz widze ze czasami ja gniecie...)i
        za to ja lubie i uchylem rabki roznych tajemnic wink))
    • danusia24 Re: ogromy problem-odechciewa mi sie zyc! 16.03.04, 11:00
      Wiesz dziewczyny mają racje, jeżeli zdecydowałas się założyć rodzinę - powinnaś
      zdać sobie sprawe, że jesteś już dorosłą osobą i powinnaś zdać sobie sprawę, że
      czas wyfrunąć spod opiekuńczych skrzydeł swoich rodziców i być bardziej
      samodzielna. Ja mam wrażenie, że twój mąż czuje się u was źle, jest wręcz
      zaszczuty tą sytuacją. Wiem mocne słowa ale jeżeli dalej główne skrzypce w
      waszym małżeństwie będą grać twoi rodzice - to ono na dłuższą metę nie ma
      przyszłości - bo cóż z tego że będziecie mieli swoje mieszkanie - jeżeli ciągle
      będziecie pod ich nadzorem - naprawdę musisz zmienić trochę swoją mentalność.
    • betty_julcia Re: ogromy problem-odechciewa mi sie zyc! 17.03.04, 12:10

      Witaj. Ja cię doskonale rozumiem i prawdę mówiąc cieszę się że napisałaś bo to znaczy że to nie jest jakaś wyjątkowa sytuacja tylko normalna, zdarzająca się w wielu rodzinach. Ale to nie jest pocieszenie bo prawdę mówiać mi także czasami odechciewa się żyć. I pewnie nie pocieszy cię fakt że mieszkając z rodzicami w bliźniaku niewiele się zmieni. Życzę tobie żeby to nie była prawda.
      I wiem że na pewno nie oczekiwałąś odpowiedzi w stylu "to ty założyłaś rodzinę i twoim rodzicom nic do cfiebie i twojego męża" bo tyle to ty sama wiesz tylko nie wiesz jak sobie z tym poradzić.
      My z mężem mieszkamy ok 12 km od moich rodziców, tzn on na peryferiach miasta a my w centrum. Mamy 9-cio miesięczne dziecko. Jak byłam w ciąży i ok. 3 miesiące po urodzeniu mieszkaliśmy u moich rodziców bo ja miałąm ciążę zagrożoną, męża często nie było w domu, my mamy malutkie duszne mieszkanko w wieżowcu przy najbardziej ruchliwej ulicy w centrum a moi rodzice duży dom z dużym sadem wśród drzew, psy, koty idylla. Nie chciałam sama siedzieć (a właściwie leżeć całą ciążę) sama w domu więc byliśmy u rodziców. Ale niestety moja mama jest fajną babką, wszyscy ją lubią ale jest też bardzo apodyktyczna. O wszystkim musi wiedzieć, wszystkim dyrygować i za wszelką cenę chce żebyśmy żyli tak jak ona chce, ich życiem, zajmowali się rodzinnym biznesem, kosili trawkę wokół domu i w ogóle wszystko razem ale tylko na jej zasadach.
      Mój mąż niestety ma dziwną tendencję że nawet jak się stara to zawsze palnie jakieś głupstwo. Zawsze tak odpowie że nawet mi się kiszki mieszają i ręce opadają.
      Wiem że w każdym domu jest inna sytuacja. Ja nie będę się tutaj na forum rozpisywać o naszej. Ale wiem że czasam nie jest tak łatwo wszystko rozwiązać jak mogłoby sie wydawać. Ja już myślałam czy nie uciec jak najdalej za granicę i nie ułożyć sobie życia gdzieś daleko. Ale z drugiej strony przywiązanie, miłość moja do nich i ich do nas i do wnuczki nie dałoby mi spokoju i też nie byłoby dobrze. Niestetystosunki rodzinne to odwiecznyproblem i najtrudniejszy do rozwiązania bo wmieszane są tytaj uczucia a z nimi nie tak łatwo sobie poradzić.
      Życzę ci powodzenia. Jak będziesz miałą ochotę pogadać to pisz na priv.
    • meea Re: ogromy problem-odechciewa mi sie zyc! 17.03.04, 12:21
      ile wy macie lat???
    • wiki112 Re: ogromy problem-odechciewa mi sie zyc! 17.03.04, 12:50
      Rozumiem Ciebie w zupełności. Ja również bylam w takiej sytuacji jeszcze do
      niedawna. Też mieszkaliśmy z moimi rodzicami, ja rownież byłam w ciąży.Moi
      rodzice również postępowali podobnie jak Twoi, ja tak, jak Ty, i problemy w
      relacjach między mną, mężem, a moimi rodzicami były podobne.
      Jedyne co mogę Ci poradzić w tej sytuacji, to zamieszać osobno. Ja nie chciałam
      wcześniej tego zrozumieć, mąż namawiał mnie już dawno do osobnego zamieszkania.
      Jeszcze przed urodzeniem coreczki podjeliśmy decyzję o zakupie mieszkania.
      Miesiąc po urodzeniu dziecka wyporwadziliśmy się. Rodzice nie byli z tego
      powodu szczęśliwi, ale wszystko się ułożyło i w tym momencie pół roku po
      wyproadzeniu się z domu moich rodziców muszę przyznać, że stosunki między mną,
      mężem a rodzicami są dobre. Nie napiszę b. dobre, ale tylko daltego, aby nie
      zapeszać. Pomyślcie nad przeprowadzeniem się - to chyba najlepsze wyjście.
      Zapewniam Cię, że atmosfera napewno się poprawi.
      Pozdrawiam Cię i życzę Tobie, dziecku i mężowi wszytskiego co najlepsze.
      Msmile)
      • mms78 Re: ogromy problem-odechciewa mi sie zyc! 17.03.04, 13:04
        Wielkie dzieki za wypowiedzi!Bardzo mi pomogly.Jestesmy caly czas w trakcie
        wykanczania mieszkanka i w maju/czerwcu planujemy sie przeprowadzic!
        I licze na to,ze wszystko sie polepszy.Rodzice sobie uswiadomili, ze my juz
        jestesmy dorosli i maja nam doradzic jak zostana poproszeni.Maja sie nie
        czepiac drobiazgow.
        Blad moich rodzicow tkwi w tym,ze za bardzo sa zzyci z dziecmi,dla nich zyja a
        powinni juz zrozumiec ze coreczki dorosly(ja mam 26 lat, siora 21),kazda ma juz
        swoje zycie a oni wreszcie moga zyc dla siebie...
    • poleczka2 Re: ogromy problem-odechciewa mi sie zyc! 18.03.04, 11:36
      Witam i pozdrawiam. Znam trochę taką sytuację bo mieszkałam z teściową 1,5 roku
      po ślubie. Tylko to ja byłam tą której nerwy puszczały a mój mąż stawał zawsze
      po stronie teściowej. Diabli mnie już brali bo zero prywatności, wyszły sprawy
      o których nie wiedziałam wcześniej a mąż wszystko kwitował zdaniem, że to dom
      teściowej i ona może robić tak jak zechce pomimo że był też współwłaścielem
      tego domu. Więc ja nie miałam tam żadnych praw i jeszcze miałam być szczęśliwa
      z tego układu.
      Dwa tygodnie przed urodzeniem naszego pierwszego syna postawiłam mężowi
      ultimatum że albo wyprowadzamy się albo ja wracam do kraju. Po przeprowadzce
      wszystkie te problemy zniknęły, tolerujemy się z teściową, nawet jesteśmy w
      dobrych stosunkach. Głównyt problem w takiej sytuacji jest taki, że rodzice nie
      mogą zaakceptować faktu, że dzieci dorosły i mają własne życie. Pozdrawiam i
      zgadzam się 100% z poprzedniczkami.
    • chalsia Re: ogromy problem-odechciewa mi sie zyc! 19.03.04, 23:56
      Nie mieszkałam z rodzicami mając własną rodzinę. Ale uwagi na linii rodzice-
      zięć dotyczą kazdego. Podstawowa zasada - nie być "głośnikiem". Zawsze
      powtarzałam moim rodzicom - macie uwagi (bo wylewali mi swe żale co do zięcia),
      to bardzo proszę sami je przekażcie osobie, której dotyczą.

      Pozdrawiam,
      Chalsia
    • dzindzinka Re: ogromy problem-odechciewa mi sie zyc! 21.03.04, 12:10
      Oczywiście podpisuję się pod radami dziewczyn, jednak wydaje mi się, że zbyt
      bronią one Twojego męża. Nic nie usprawiedliwia wyzywania kobiety od k... i
      bezpodstawnych awantur na tle chorobliwej zazdrości. Jak można tak traktować
      żonę i to ciężarną? Nie powinnaś tego więcej tolerować. Jeśli jest naprawdę
      chorobliwie zazdrosny i sytuacje będą się powtarzać, to żle wróży Twojemu
      małżeństwu. Może powinien sobie zdać z tego sprawę i zacząć się leczyć?
      • dominikams Re: ogromy problem-odechciewa mi sie zyc! 25.03.04, 09:02
        No właśnie, czekałam, aż ktoś to powie. Ta zazdrość jest nie do zaakceptowania
        i trzeba sprawę jasno postawić. W ogóle wydaje mi się, że jesteś raczej osobą
        łagodną, łatwo się podporządkowującą (wyrozumiałą), a czasami trzeba się
        postawić. Poza tym - jak któraś z dziewczyn już pisała - jeszcze raz Cię tak
        obrazi - fora ze dwora. Jeszcze brakuje, żeby Cię huknął...

        Trzymaj się, czasem trzeba się dotrzeć i wtedy iskry lecą...

        Dominika
    • arnikaarnika WYPROWADŹ SIĘ OD RODZICÓW 25.03.04, 09:22
      Co ty jeszcze robisz w tym domu .Jeśli chcesz uratować rodzinę zostaw dom
      rodzinny w diabły. Na takiej małej powierzchni nawet szczury w laboratorium
      zaczynają się kłucic bez powodu.

      Powodzenia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka