Dodaj do ulubionych

Znów o chrzestnych.

05.08.10, 16:26
Ostatnio powoli dojrzewa u mnie decyzja o drugim dziecku. Pominę już warunki mieszkaniowe, finansowe czy lęk przed porodem, bo to dość oklepane zagadnienia. Mnie nurtuje inna sprawa. Jestem katoliczką i naturalną rzeczą dla mnie jest ochrzeczenie dziecka. Problem w tym, że nie mam żadnych ciekawych kandydatów na chrzestnych. Do pierwszego dziecka wzięłam mojego brata i kuzynkę mojego męża. Brat-super, kuzynka-pomyłka totalna, zaprosiliśmy na urodziny to się nie zjawiła bo zapomniała, kontakty się nieco rozluźniły. Nie wymagam aby chrzestni zasypywali prezentami, pieniędzmi i niewiedomo jak się wysilali, ale dobrze jest wybrać na chrzestnego kogoś, z kim ma się regulrny kontakt, dobre stosunki itd. Ja niestety takie mam to życie dziwnie ułożone, że nie mam kogo wziąć do drugiego dziecka. Mąż jest w stałym konflikcie ze swoim bratem, który też nie wziął go za chrzestnego mimo, że ma już 2 dzieci. Koleżanek nie chcę brać, bo wiem, że często drogi się rozchodzą i potem nie ma kontaktu (teściowa wzięła dla mojego męża koleżankę i dziś wygląda to tak, jakby nie miał chrzestnej). Zastanawiam się więc nad takim rozwiązaniem, że może jak już się to drugie dziecko kiedyś tam pojawi, to niech dorośnie i samo zdecyduje kogo chce za chrzestnych i wtedy ochrzcimy, żebym znów nie musiała żałować, że dokonalam złego wyboru. Ale czy nie zrobię dziecku tym krzywdy, że przez tyle lat nieochrzczone? Czy to nie będzie głupio wyglądało w rodzinie katolickiej? Dodam, że nie jestem fanatyczką żadną, tylko normalną wierzącą kobietą.
Obserwuj wątek
    • gryzelda71 Re: Znów o chrzestnych. 05.08.10, 17:05
      Zastanawiam się
      > więc nad takim rozwiązaniem, że może jak już się to drugie dziecko kiedyś tam p
      > ojawi, to niech dorośnie i samo zdecyduje kogo chce za chrzestnych i wtedy ochr
      > zcimy, żebym znów nie musiała żałować, że dokonalam złego wyboru

      To tak mniej więcej kiedy dziecko będzie w stanie zdecydować kto ma być
      chrzestnym?Bo o kryteria doboru to nie pytam.
    • mika_p Re: Znów o chrzestnych. 05.08.10, 17:23
      Nie no, idiotyzm.
      Chcesz wstrzymac najwazniejszy sakrament dlatego, że nie masz w rodzinie
      odpowiednich osób, które mogłyby być chrzestnymi? Sama widzisz, że rodzina nie
      zawsze jest idealnym wyjściem. Faktyczna różnica między teściową/ twoim mężem a
      tobą / twoim dzieckiem jest taka, że twoje dziecko ma szanse zobaczyć swoją
      chrzestną raz na kilka lat na pogrzebie kogoś z rodziny, a twój maż swojej
      chrzestnej nie.
      I co, dla kilku spotkań w ciągu kilkunastu lat odmówisz dziecku sakramentu???
      • kamelia04.08.2007 Re: Znów o chrzestnych. 06.08.10, 11:08
        a ja nie uwazam, ze to idiotyzm.
        dziewczyna jest wierząca i sprawa wyboru chrzestnych jest dla niej wazna, nie chce brac ludzi z łapanki, losowo, czy jakiegos słupa. Chodzi o to, by chrzestny wyraził zainteresowanie jej dzieckiem, pojawił sie na urodzinach itp. Prawda jest jaka, że jesli ktoś źle zyje z rodzenstwem, to trudno sie spodziewac, by to rodzenstwo bedąc chrzestnym szczególnie gorliwie utzrymywało relacje z chrzesniakiem.

        na chrzest nigdy nie jest za póxno, nawet lepeij jak przystepuja do niego osoby dorosłe, swiadome z czym to sie je. Osobiscie uważam chrzecienie niemowlaków za bezsens
    • solaris31 Re: Znów o chrzestnych. 05.08.10, 17:23
      ja widzę jakąś niespójność w Twoim poście.

      z jednej strony deklarujesz się jako katoliczka, a z drugiej szukasz
      chrzestnych jakoś dziwnie. czy wazne dla Ciebie jest to, że dziecko
      otrzymuje święty sakrament, czy to, że nie ma się kontaktu z
      chrzestnymi? co znaczy ciekawy kandydat na chrzestnego?

      ja nie mam kontaktu z chrzestną i bynajmniej nie cierpię z tego
      powodu ani ja, ani moja wiara. też nie jestem fanatyczką.

      nie rozumiem, jak osoba deklarująca się jako wierząca w ogóle myśli
      o przełożeniu chrztu ze względu na problem z chrzestnymi.

      moje dzieci mają chrzestnych z rodziny, też się niespecjalnie
      interesują, ale ja nie mam takich wymagań, a o wiarę dziecka dbam
      sama i chrzestni nie muszą mi w tym pomagać w żaden sposób.
    • iwles Re: Znów o chrzestnych. 05.08.10, 17:38

      no ale kiedy dziecko będzie już na tyle świadome, żeby wybrac sobie chrzestnych
      to nie będzie już potrzebowało ani bliskiego kontaktu z tymi chrzestnymi, ani
      prezentów, więc co za różnica, czy tych chrzestnych nie będzie miało, czy będzie
      miało takich ze sporadycznym kontaktem - dzieciństwa brakiem chrzestnych dziecku
      nie polepszysz. Nie mówiąc już o tym, że jako katoliczka, pozwolisz aby dziecko
      tak długo żyło w grzechu ? nie przynależąc do Kościoła ?
    • ira_07 Re: Znów o chrzestnych. 05.08.10, 18:10
      . Ale czy nie z
      > robię dziecku tym krzywdy, że przez tyle lat nieochrzczone? Czy to nie będzie g
      > łupio wyglądało w rodzinie katolickiej? Dodam, że nie jestem fanatyczką żadną,
      > tylko normalną wierzącą kobietą.

      1. Czym dla Ciebie jest chrzest? Wiesz co oznacza ten sakrament? Co ważniejsze,
      chrzest czy chrzestni?
      2. Walić to co jak wygląda, czym się przejmujesz?
      3. Dlaczego dodajesz, że nie jesteś fanatyczką? Czy już wierzący człowiek musi
      zaznaczać, że nie jest fanatykiem?
    • thegimel Re: Znów o chrzestnych. 05.08.10, 20:14
      Nie zawsze koleżanki są złymi chrzestnymi. Jestem chrzestną córki mojej kumpeli
      ze studiów i staram się jak mogęsmile
    • salti81 ae lw w czym jest problem 05.08.10, 20:19
      chrzestni to nie rodzice, naprawdę najpierw zastanów się nad warunkami
      np.finansowymi, a nie nad chrztem.
      Możesz w gole nie chrzcić, co to za kuriozalny problem!
      • specjalniedla130xe Re: ae lw w czym jest problem 05.08.10, 20:21
        smile
      • iwles Re: ae lw w czym jest problem 05.08.10, 23:16
        salti81 napisała:

        > chrzestni to nie rodzice, naprawdę najpierw zastanów się nad
        warunkami
        > np.finansowymi, a nie nad chrztem.

        czyli tłumacząc : rozejrzyj się autorko wątku, czy teściowie mają
        domeczek, który mogliby jak najszybciej na ciebie przepisać,
        wydziedziczywszy przedtem swoje rodzone dzieci wink
    • marta-zs Re: Znów o chrzestnych. 05.08.10, 20:35
      Chrzestny ma pomagać, żeby ochrzczony prowadził życie
      chrześcijańskie odpowiadające przyjętemu sakramentowi i wypełniał
      wiernie złączone z nim obowiązki, a nie przychodzić z prezentami na
      urodziny, imieniny, króliczka, dzien dziecka, mikołaja, gwiazdkę,
      dzien kobiet, dzien chłopaka, walentynki czy jakieś inne świeta!!
      • kamelia04.08.2007 Re: Znów o chrzestnych. 06.08.10, 11:11
        marta-zs napisała:

        > Chrzestny ma pomagać, (...) a nie przychodzić z prezentami na
        > urodziny, imieniny, króliczka, dzien dziecka, mikołaja, gwiazdkę,
        > dzien kobiet, dzien chłopaka, walentynki czy jakieś inne świeta!!


        alez ona własnie to napisała, że nie oczekuje przentów, tylko kogos kto by sie
        pojawiał i z kim byłyby dobre relacje
    • bigmatylda1 Re: Znów o chrzestnych. 05.08.10, 22:19
      Nie rozumie Cie.Co jest wazniejsze chrzest dziecka czy chrzestni?
      Piszesz, ze jestes katoliczka, ale zastanawiasz sie nad chrztem
      dziecka bo nie masz "zadnych ciekawych kandydatow na chrzestnych". A
      jaka role wedlug Ciebie maja pelnic chrzestni?Co to
      znaczy "ciekawych kandydatow"?

    • kosher_ninja Re: Znów o chrzestnych. 05.08.10, 22:25
      Nie jestem zbytnio w temacie, ale z tego co wiem, to rodzice chrzestni powinni
      dbać o rozwój duchowy dzieci. A o taki bardzo często (z moich obserwacji
      przynajmniej tak wynika) dbają dziadkowie.
      Dlaczego ludzie nie biorą dziadków dziecka na jego rodziców chrzestnych? Bo
      jedyny argument, który mi przychodzi do głowy to taki, że prezentów byłoby
      mniej, heh.
      • bigmatylda1 Re: Znów o chrzestnych. 05.08.10, 22:36
        A to ja juz wogole nie w temaciecrying bo ja myslalam, ze o rozwoj
        duchowy dziecka dbaja rodzice, a nie chrzestni. Bynajmniej u nas tak
        jest.To my (rodzice) chodzimy z dziecmi do kosciola, to my uczymy
        ich modlitw,tlumaczymy, to my czytamy biblie, to my
        przygotowywalismy starszaka do I Komuni Sw. itd. a nie rodzice
        chrzestni czy dziadkowie. Ale moze w Pl teraz panuja nowe zwyczajewink
        Bo za moj i meza rozwoj duchowy dbali nasi rodzice, a nie chrzestni.
        • izu222 Re: Znów o chrzestnych. 06.08.10, 11:11
          Tak jest, ale w razie gdyby rodzice nie mogli / nie chcieli tego
          robić, obowiązek ten spada na rodziców chrzestnych.
          Chrzestni mojego synka musieli nawet podpisać w kościele
          zobowiązanie, że biorą to na siebie, w razie gdybyśmy sami
          zaniedbali (nie mamy ślubu kościelnego).

          A do autorki wątku, nie rozumiem dlaczego brak chrzestnych jest
          czymś co wpływa na Twoją decyzję o dziecku.

          Dziecko poza tym może mieć tylko jednego chrzestnego, i nigdzie nie
          jest powiedziane, że Twoje pierwsze i drugie dziecko nie mogą mieć
          tego samego ojca chrzestnego (czyli Twojego brata) - Zakładam, że
          faktycznie chodzi Ci o rozwój duchowy, a nie o tony prezentów, które
          teoretycznie chrzestni powinni dawać.
    • majaa Re: Znów o chrzestnych. 06.08.10, 00:13
      Normalna wierząca kobieto, nie jest Ci głupio, że podstawowy
      sakrament sprowadzasz do wyboru "ciekawych" (tzn. jakich konkretnie?)
      kandydatów na chrzestnych i z tego wydumanego powodu chcesz zwlekać
      z oczyszczeniem dziecka z grzechu pierworodnego?
    • fajka7 Re: Znów o chrzestnych. 06.08.10, 00:16
      A wlasciwie jaka jest rola rodziców chrzestnych w dzisiejszych
      czasach, ale tak w praktyce? Zastanawia mnie to, szczegolnie, gdy
      czytam o bojach toczonych w tej sprawie w wielu rodzinach i wsrod
      znajomych.
      Rodziców jakby co nie zastapia, bo to tak nie dziala.
      Wsparcie w rozwoju czy edukacji religijnej tez jakos mnie nie
      przekonuje, bo niby jak mialoby wygladac?
      Przeciez to czysto symboliczna funkcja, wiec na czym mialoby polegac
      bycie 'ciekawym kandydatem' do tej roli?
      Zamiast cieszyc sie, ze ktos sie zgodzil uroczyscie w kosciele razem
      z rodzina odbyc ten chrzest w charakterze wlasnie chrzestnego i na
      tym poprzestac, zaczyna sie lawina niedoprecyzowanych oczekiwan i
      rozliczania doroslych ludzi z zaangazowania w zycie cudzego dziecka.
      I ta cala presja uczestniczenia przez lata w urodzinach, imieninach,
      swietach i innych okolicznosciach (chyba wyjatki naprawde szczerze
      to interesuje) - nawet jesli czasami nie chodzi o kase i prezenty,
      tylko faktycznie zainteresowanie i troske, to po co caly ten
      przymus? Przeciez to samo mozna miec od ludzi z bliskiego otoczenia
      bez zadnej szopki i patrzenia ludziom na rece.
      To sa jakies elementarne bledy w zalozeniach.
      Nic dziwnego, ze ludzie szeroko deklaruja jak to chrzestnymi byc nie
      chca, bo malo kto dobrowolnie sie pakuje w taki towarzysko-rodzinny
      syf, gdzie jest ciagle pod obstrzalem krytyki jak jakis gowniarz.
      • agacz2905 Re: Znów o chrzestnych. 06.08.10, 10:32
        Całkowicie zgadzam się z Fajką7 - sama lepiej bym tego nie ujęłasmile
    • madzioreck Re: Znów o chrzestnych. 06.08.10, 00:50
      bencenc napisała:

      Koleżanek nie chcę brać, bo wiem, że czę
      > sto drogi się rozchodzą i potem nie ma kontaktu (teściowa wzięła dla mojego męż
      > a koleżankę i dziś wygląda to tak, jakby nie miał chrzestnej).

      No tak, bo z rodziną dla odmiany zawsze żyje się długo i szczęśliwie suspicious
      • fajka7 Re: Znów o chrzestnych. 06.08.10, 01:00
        "Koleżanek nie chcę brać, bo wiem, że czę
        > > sto drogi się rozchodzą i potem nie ma kontaktu "

        polowanie na jelenia
        A najlepsze jest to "brac" albo "wziac" - totalnie instrumentalnie -
        najpierw trzeba ofiare upatrzyc, naklonic do podjecia decyzji, a
        potem uwiesic sie na lata.
        Przeciez na slubach jedne z wazniejszych kopert to te od chrzestnych.
        A nie powinno byc przypadkiem tak, ze o przyjecie tej funkcji mozna
        ewentualnie grzecznie poprosic?
    • katriel Re: Znów o chrzestnych. 06.08.10, 01:27
      > Zastanawiam się
      > więc nad takim rozwiązaniem, że może jak już się to drugie dziecko kiedyś tam p
      > ojawi, to niech dorośnie i samo zdecyduje kogo chce za chrzestnych i wtedy ochr
      > zcimy, żebym znów nie musiała żałować, że dokonalam złego wyboru. Ale czy nie z
      > robię dziecku tym krzywdy, że przez tyle lat nieochrzczone?

      Katoliczką jesteś, tak? No to kodeks prawa kanonicznego cię
      obowiązuje. Kanon 867:

      "§ 1. Rodzice mają obowiązek troszczyć się, ażeby ich dzieci zostały
      ochrzczone w pierwszych tygodniach; możliwie najszybciej po urodzeniu,
      a nawet jeszcze przed nim powinni się udać do proboszcza, by prosić o
      sakrament dla dziecka i odpowiednio do niego się przygotować."

    • filipianka Re: Znów o chrzestnych. 06.08.10, 10:42
      chrzestnym drugiego dziecka może być Twój brat jako jedyny wspomożyciel w
      wychowaniu w wierze
      i po problemie
      możecie się zacząć starać o poczęcie
    • bencenc Re: Piszę dopiero dziś... 06.08.10, 14:12
      ...bo wczoraj po napisaniu tego posta zawiesił mi się komputer, szczerze mówiąc myślałam, że post w ogóle nie został dodany.
      Przebrnęłam przez Wasze odpowiedzi i muszę co nieco wyjaśnić. Jestem katoliczką i jestem za tym aby chrzest wyprawić jak najszybciej po narodzinach, ale przez problem z ewentualnymi kandydatami zrodziła się we mnie ta wątpliwość dotycząca terminu chrztu. Co do samych chrzestnych to nie chcę nikogo z przypadku, ani też nie chcę zmuszać, angażować kogoś, kto nie bardzo miałby ochotę. Rozglądając się zauważam, że na chrzestnych prosi się zazwyczaj osoby, z którymi jest się w dobrych, a nawet bardzo dobrych stosunkach. Nie chodzi tu nawet o późniejsze zaangażowanie wobec dziecka, co o te przyjazne stosunki właśnie. Jeśli mam z kimś stosunki poprawne, ale widujemy się rzadko i raczej bardziej oficjalnie, to glupio jest mi nagle prosić tego kogoś na chrzestnego i jego też stawiać w dziwnej sytuacji. Może i sama jestm sobie winna, że moje kontakty z rodziną się tak rozjechały, ale mieszkam z mężem w mieście, gdzie praktycznie ja nie mam rodziny, a mąż ma same ciotki i dwie kuzynki, jedna z nich została chrzestną naszego syna a druga mówi że jest niewierząca. Moje kuzynostwo przebywa głównie za granicą i kontakt się zerwał, byliśmy zżyci jako dzieci i koniec, dorośliśmy, skończyło się. Żeby był chrzest musi być conajmniej 1 chrzestny, a ja na serio nie mam kogo wziąć.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka