rozamund
18.10.10, 21:01
Moje pytanie chciałabym zaadresować przede wszystkim do osób, które przeniosły się na stałe za granicę już po osiągnięciu względnej stabilizacji, tj. mając w kraju pracę, mieszkanie, dzieci, dość dobre perspektywy. Są tu takie osoby?
Mój mąż coraz częściej zaczyna napomykać, że miałby ochotę przenieść się za granicę... W obecnej pracy czuje się wypalony, poza tym jest bardzo dużo poza domem - przeważnie wyjeżdża właśnie za granicę. W Polsce nie ma szans na awans i karierę, gdyż jest specjalistą w bardzo wąskiej dziedzinie i tutaj po prostu dobrej pracy dla niego nie ma. Przez jego wyjazdy, widujemy się bardzo rzadko i praktycznie ostatnio czuję się jak samotna matka, bo wszystko jest na mojej głowie - tylko o finanse nie muszę się martwić.
Gdybyśmy byli młodsi i nie mieli dzieci, to właściwie nie miałabym żadnych oporów, żeby stąd wyjechać.
Niemniej jednak sytuacja przedstawia się tak: dzieci w wieku wczesnoszkolnym, tu chodzą do szkoły, mają przyjaciół, radzą sobie bardzo dobrze. Ja mam pracę, z której jestem zadowolona, ładny dom w miejscu, gdzie dobrze się mieszka i jest komfortowo. Wprowadzając się tu, miałam poczucie, że to już na stałe, z tą myślą urządzałam dom, sadziłam drzewa w ogrodzie. Po przeprowadzce pewnie nie znalazłabym pracy w moim zawodzie - przynajmniej zanim nie nauczyłabym się płynnie języka kraju docelowego; musielibyśmy zamienić dom na mieszkanie; no i co najważniejsze, dzieci musiałyby również się tego języka nauczyć, zmienić szkołę, wszystko co za tym idzie.
Mam całą masę wątpliwości, czy to wszystko da się udźwignąć, mając lat 35+???
Z drugiej strony, mielibyśmy szansę na to, żeby być wreszcie normalną rodziną, mąż byłby więcej z nami, dzieci zaczynają go coraz więcej potrzebować.
Najwięcej skorzystałby na tej zmianie mój mąż, dzieciom i mnie na pewno nie byłoby z początku łatwo, i nie jestem pewna, czy należy przemeblowywać życie całej rodziny z powodu potrzeb jednej osoby. Przykro mi jednak patrzeć, jak mój mąż się męczy w obecnej pracy i są chwile, że po prostu ciężko mi jest, kiedy nie ma go w domu, a przydarza się coś trudnego. Nie wspominając o tym, że chciałabym z nim rozmawiać normalnie, a nie przez skype'a.
Nie wiem, co robić... decyzję jakąś trzeba będzie pewnie podjąć, sam proces likwidacji obecnego życia i rozpoczęcia na nowo zajmie pewnie jakiś rok-dwa lata, i przeraża mnie ta myśl, że będę musiała to wszystko zostawić...