Dodaj do ulubionych

Emigracja...

18.10.10, 21:01
Moje pytanie chciałabym zaadresować przede wszystkim do osób, które przeniosły się na stałe za granicę już po osiągnięciu względnej stabilizacji, tj. mając w kraju pracę, mieszkanie, dzieci, dość dobre perspektywy. Są tu takie osoby?
Mój mąż coraz częściej zaczyna napomykać, że miałby ochotę przenieść się za granicę... W obecnej pracy czuje się wypalony, poza tym jest bardzo dużo poza domem - przeważnie wyjeżdża właśnie za granicę. W Polsce nie ma szans na awans i karierę, gdyż jest specjalistą w bardzo wąskiej dziedzinie i tutaj po prostu dobrej pracy dla niego nie ma. Przez jego wyjazdy, widujemy się bardzo rzadko i praktycznie ostatnio czuję się jak samotna matka, bo wszystko jest na mojej głowie - tylko o finanse nie muszę się martwić.
Gdybyśmy byli młodsi i nie mieli dzieci, to właściwie nie miałabym żadnych oporów, żeby stąd wyjechać.
Niemniej jednak sytuacja przedstawia się tak: dzieci w wieku wczesnoszkolnym, tu chodzą do szkoły, mają przyjaciół, radzą sobie bardzo dobrze. Ja mam pracę, z której jestem zadowolona, ładny dom w miejscu, gdzie dobrze się mieszka i jest komfortowo. Wprowadzając się tu, miałam poczucie, że to już na stałe, z tą myślą urządzałam dom, sadziłam drzewa w ogrodzie. Po przeprowadzce pewnie nie znalazłabym pracy w moim zawodzie - przynajmniej zanim nie nauczyłabym się płynnie języka kraju docelowego; musielibyśmy zamienić dom na mieszkanie; no i co najważniejsze, dzieci musiałyby również się tego języka nauczyć, zmienić szkołę, wszystko co za tym idzie.
Mam całą masę wątpliwości, czy to wszystko da się udźwignąć, mając lat 35+???
Z drugiej strony, mielibyśmy szansę na to, żeby być wreszcie normalną rodziną, mąż byłby więcej z nami, dzieci zaczynają go coraz więcej potrzebować.
Najwięcej skorzystałby na tej zmianie mój mąż, dzieciom i mnie na pewno nie byłoby z początku łatwo, i nie jestem pewna, czy należy przemeblowywać życie całej rodziny z powodu potrzeb jednej osoby. Przykro mi jednak patrzeć, jak mój mąż się męczy w obecnej pracy i są chwile, że po prostu ciężko mi jest, kiedy nie ma go w domu, a przydarza się coś trudnego. Nie wspominając o tym, że chciałabym z nim rozmawiać normalnie, a nie przez skype'a.
Nie wiem, co robić... decyzję jakąś trzeba będzie pewnie podjąć, sam proces likwidacji obecnego życia i rozpoczęcia na nowo zajmie pewnie jakiś rok-dwa lata, i przeraża mnie ta myśl, że będę musiała to wszystko zostawić...
Obserwuj wątek
    • 18_lipcowa1 Re: Emigracja... 18.10.10, 21:03
      niech sie maz przekwalifikuje, zmieni prace, zawod cokolwiek
    • marzeka1 Re: Emigracja... 18.10.10, 21:05
      Nikt za ciebie nie podejmie takiej decyzji, bo jest z tych życiowych,ale uważam, ze rodzina powinna trzymac się razem. Znam przykład kobiety, która w końcu po latach zdecydowała się pojechać do Stanów do męża, aby rodzina jednak była razem, a nie widziała ojca i męża dwa razy do roku; miała 3 dzieci, najstarsze było wtedy w 6 klasie.
    • sueellen Re: Emigracja... 18.10.10, 21:05
      Wyjechałam za granicę mając pracę w kraju, ale tu dostalam lepszą ofertę.

      Nie miałam dzieci. Na Twoim miejscu przekonywalaym raczej męża aby szukal lepszej pracy w pobliżu Wasego miejsca zamieszkania.

      > W Polsce nie ma szans na awans i ka
      > rierę, gdyż jest specjalistą w bardzo wąskiej dziedzinie i tutaj po prostu dobr
      > ej pracy dla niego nie ma

      Jaka to dziedzina? Poza tym, szukał?
    • triss_merigold6 Re: Emigracja... 18.10.10, 21:07
      Ty i dzieci będziecie się bardzo długo czuć osamotnione w kompletnie nowym miejscu. Będeisz musiała zrezygnować ze wszystkiego co tutaj sobie zbudowałaś w imie nie wiadomo czego.
      Nigdy, przenigdy bym się nie zdecydowała na emigrację tylko po to, żeby mąż czuł sie usatysfakcjonowany zawodowo. Dlaczego tylko on miałby zrealizować swoje potrzeby?
      • gazeta_mi_placi Re: Emigracja... 18.10.10, 21:11
        Właśnie!
        Jak się Panu w pracy nie podoba można się przekwalifikować.
        Nie ma przymusu pracowania do emerytury w jednym i tym samym zawodzie.
      • marzeka1 Re: Emigracja... 18.10.10, 21:12
        Dlatego powinni usiąść i przedyskutować to dobrze, aby nie wpaść z deszczu pod rynnę, gdzie jednie mąż będzie usatysfakcjonowany. Bo mają sporo do stracenia: to nie byłaby emigracja "za chlebem", aby na mieszkanie zarobić, bo mają dom, dobre warunki, kobieta ma pracę, dzieci poukładane życie- w sumie łatwiej jednak, aby to mąż się przekwalifikował. W podanym przeze mnie przykładzie, rodzina gnieździła się małym 2-pokojowym mieszkanku, matka nie miała pracy, więc dla nich przeniesienie do Stanów było awansem społeczny. Tu - raczej zamiana warunków na gorsze. Tu- łatwiej, jak ruch wykona jedna osoba, niż 3.
      • elske Re: Emigracja... 18.10.10, 21:16
        Jeśli chodzi o dzieci, to im mniejsze, tym szybciej przyzwyczajają się do zmian, uczą nowego języka.
        Emigracja nie jest dla każdego. Ja zaraz po przeprowadzce czułam się jak u siebie w domu , nie znając języka, nie mając znajomych. Jestem typem domatora. Znam osoby, które szybko wracają do kraju.Brakuje im rodziny, przyjaciół, wszystkiego co zostawili w Polsce.
    • ciocia_ala Re: Emigracja... 18.10.10, 21:11
      Na dzien dzisiejszy do pewnych krajow wyjechalabym bez namyslu, pod warunkeim, ze jedno z nas mialoby prace.

      Jak juz znajde swoje miejsce na ziemi to osiade tam na zawsze.
    • triss_merigold6 Re: Emigracja... 18.10.10, 21:12
      IMO to jedna osoba powinna się dostosować do trojga pozostałych członków rodziny, a nie odwrotnie, w Twoim wypadku. Skoro nie ma pracy idealnej to niech weźmie gorszą, oczekiwanie, że Ty rzucisz swoją, jest bezczelne.
    • rozamund Re: Emigracja... 18.10.10, 21:22
      W przypadku mojego męża przekwalifikowanie się byłoby dość trudne, jeśli nie niemożliwe. Jest specjalistą w bardzo wąskiej, technicznej dziedzinie. Myśleliśmy już kilka razy, żeby np. otworzyć jakąś własną działalność, ale nie mamy oszczędności, ani dobrego pomysłu na biznes (znamy za to parę osób, które utopiły duże środki w nieudanych interesach).
      Realnie oceniając nasze możliwości, praca za granicą jest rzeczywiście jedyną alternatywą zmiany obecnej sytuacji. I to mnie właśnie przeraża. Mój mąż zdaje sobie sprawę z tego, że to byłaby dla całej rodziny ogromna zmiana i też nie jest tym zachwycony (głównie ze względu na dzieci) - ale naprawdę myślimy i główkujemy od dłuższego czasu i nic lepszego nie wymyśliliśmy. Jeżeli nagle nie wygramy w Lotto, to nie ma innego wyjścia, chyba że będę powoli się przyglądać, jak mój mąż popada w depresję i męczy się w obecnej pracy.
      • rosapulchra-0 Re: Emigracja... 19.10.10, 07:33
        wyjechaliśmy w wieku ja 35 plus, mąż 45 plus, on pierwszy, pojechał praktycznie w ciemno, trochę czasu mu zajęło przygotowanie gruntu na przyjazd reszty rodziny, bo jakieś dwa lata, nie pracuje w swoim zawodzie, ja też nie pracowałam, ale to nie był największy problem, podobnie dzieci. Na początku były przerażone, z czasem to przerażenie przeszło w zachwyt, na razie umiarkowany. Wiem jedno - to była naprawdę dobra decyzja.
    • cherry.coke Re: Emigracja... 18.10.10, 21:26
      Ja jestem emigrantka szczesliwa (przeprowadzilismy sie oboje, majac prace, ale bez dzieci), niemniej twoja sytuacja moim zdaniem niekoniecznie dobrze rokuje, jesli jedynym argumentem jest spelnienie zawodowe meza. Przesadzanie calej rodziny, uczenie nowego jezyka i funkcjonowania w nowym swiecie oczywiscie jest wykonalne, ale trzeba miec mocne podstawy i przede wszystkim wspolna chec...
      • verdana Re: Emigracja... 18.10.10, 21:33
        Pamietaj też, ze Wasza sytuacja może się wcale nie poprawić. jest kryzys, maż zapewne nie zna perfekcyjnie języka, moze nie znaleźć dobrej pracy, raczej będzie startował z niewysokiego stanowiska. Ty w ogóle na pracę, poza pracą na zmywaku, liczyć nie mozesz, póki języka się nie nauczysz. Czyli finansowo nie musicie na tym wcale wyjść dobrze.
        Dzieci pójda do szkoly z obcym językiem wykladowym, a Ty nie bedziesz nawet mogła im pomoc w nauce.
        Czarno to widzę raczej.
        • rozamund Re: Emigracja... 18.10.10, 21:40
          Nie no, aż tak źle to nie jest, mąż właśnie zna język perfekcyjnie, ja na tyle, żeby się dogadać, zresztą jezyki obce nam nie straszne, a kraj nie jest obcy kulturowo, to wciąż Europa. Na zmywaku też nie będę musiała pracować smile - mąż zarobi tyle, że pewnie nie musiałabym wcale pracować (ale nie wyobrażam sobie do końca życia siedzieć w domu).
          Jeśli chodzi o finanse itp., to gorzej nie będzie, a może nawet będzie lepiej.
          Jeśli podejmiemy decyzję o wyjeździe, to od razu zaczynamy intensywną naukę języka i wtedy dzieci mają szansę w miarę normalnie zacząć szkołę, a ja muszę umieć tyle, żeby tam funkcjonować. Kwestia dotyczy bardziej tego, jak sobie damy radę emocjonalnie...
          • kropkacom Re: Emigracja... 18.10.10, 21:51
            Z takim podejściem (chcecie się przygotować, mąż będzie miał dobrze płatnę pracę itd) macie szansę, że się uda. Kwestia czy faktycznie chcecie mieszkać w innym kraju. Bo jak masz się przeprowadzać tylko ze względu na męża to może być niewesoło.
          • joxanna Re: Emigracja... 18.10.10, 21:52
            A czy musisz od razu myśleć o emigracji na zawsze? Może lepiej nastawić się (i rodzinę i twoją obecną pracę), że jedziesz np. na 2 lata. Mąż wraca potem z doświadczeniem zagranicznym - nawet jeśli na to samo stanowisko, to jakoś tak - odświeżonysmile. Ty po dwóch latach możesz pewnie jeszcze wrócić, to tak jakby drugi wychowawczy.

            A jeśli będzie fajnie i zakorzenicie się - to zostaniecie dłużej.

            A super, naprawdę super jest pobyć sobie na takim luzie, zawieszeniu w jakimś ładnym kraju. A jeszcze jak masz spore dzieci to i języka się poduczysz, i poszukasz znajomych. Świat jest pełen takich cudzoziemców kontraktowych, którzy są naturalnym zapleczem towarzyskim.

            Problemem mogą być (ale nie muszą) dzieci. Ja sama pamiętam, że jak miałam jakieś 12 lat to był pomysł wyjazdu na kilka lat do Hiszpanii. Hiszpania mi nie imponowała, natomiast strasznie nie chciałam zostawić koleżanek. Łzy, histeria itp. Rodzice nie zdecydowali się (nie wiem co zadecydowało), ale nie minęło parę miesięcy i mnie się odwidziało i ja chciałam już jechać i pozapraszać do siebie te wszystkie koleżanki. Bardzo żałowałam.

            Dzieci można przygotować, zwłaszcza, jeśli ten wyjazd nie następuje już jutro tylko mają czas się nastawić. Pojechać na weekend, na ferie zimowe, cokolwiek. Ba, jak już mąż tyle będzie zarabiałsmile, to nawet zabrać te ulubione koleżanki.

            Wyobrażasz sobie kisić się następne 30 lat i rozważać czy to była dobra decyzja?

            Ja akurat rozumiem kwestię męża. Mając 40 lat, dobrą pracę, dobre pieniądze, zobowiązania, kredyty i rodzinę na utrzymaniu, mówienie tak lekko o 'przekwalifikowaniu' to naiwność.
            • rozamund Re: Emigracja... 18.10.10, 22:11
              Problem w tym, czy będzie do czego wracać?
              Dom pewnie musielibyśmy sprzedać, jakoś nie wierzę w wynajem.
              Moja praca też pewnie na mnie nie poczeka.
              Czyli po tych 2,3, czy iluś tam latach, znowu wracałabym tu i znowu od zera trzeba by zaczynać...
              • a.va Re: Emigracja... 18.10.10, 22:27
                Nie no, nie od zera. Będziesz miała doświadczenie zawodowe, które masz, może znajomość dodatkowego języka jeszcze ci zwiększy atuty na rynku pracy, a dom zawsze można kupić nowy, bo przecież będzie za co (zresztą myślę, że jeśli ten wasz jest taki fajny, to spokojnie dałoby się go wynająć).
                • majenkir Re: 18.10.10, 23:11
                  Wszystko pieknie, wszystko fajnie, ale jak sobie wyobrazasz tak przenosic dzieciaki z kraju do kraju co dwa lata?
                  • a.va Re: 18.10.10, 23:45
                    Nie pisałam nic o dzieciakach, napisałam tylko, że nie będą zaczynać od zera, jak wrócą. To nie to samo, co stwierdzić, że z niczym nie będzie żadnego problemu.
              • kamelia04.08.2007 Re: Emigracja... 19.10.10, 01:44
                rozamund napisała:

                > Problem w tym, czy będzie do czego wracać?
                > Dom pewnie musielibyśmy sprzedać, jakoś nie wierzę w wynajem.
                > Moja praca też pewnie na mnie nie poczeka.
                > Czyli po tych 2,3, czy iluś tam latach, znowu wracałabym tu i znowu od zera trz
                > eba by zaczynać...


                ale ty sie musisz nastawic, że ty tam jedziesz na stałe i tak sie zmotywować, by ci sie udało.
                Pozytywne w tym całym interesie jest to, ze macie mocny punkt zaczepienia w postaci pracy meża. Najgorsze jest takie jeżdzenie w te i wewte połaczone z ciagnieciem dzieci za sobą, korzenie gdzies trzeba zapuscić....

                Oczywiscie, że dom pewnie bedziesz musiała sprzedac, bo inaczej nie opłaca sie. Praca tez na ciebie nie poczeka. Dom znajdziesz inny, parce też, przy najmniej jest taka szansa.

          • koala500 Re: Emigracja... 18.10.10, 22:01

            Właśnie kończę czytać książkę Barbary Szczepuły "Długa podróż poślubna. Polacy za granicą-historie prawdziwe". Serdecznie ci ją polecam, jest to zbiór reportaży o Polakach, którzy wyjechali za granicę, zarówno w miarę blisko - do Niemiec, Anglii, jak też daleko - do RPA, Dubaju,Nowej Zelandii. Dużo tu o ich uczuciach - rozłące, tęsknocie. ZArówno o tych, którzy pracują w swoich zawodach i dobrze zarabiają - lekarzach, architektach, inżynierach, jak też o tych co zbierają owoce i opiekują się staruszkami. Jest bardzo wciągająca, świetnie się czyta i myślę, że dla kogoś kto ma takie dylematy jak ty jest to przydatna lektura.
          • kamelia04.08.2007 Re: Emigracja... 19.10.10, 01:38
            rozamund napisała:

            > Nie no, aż tak źle to nie jest, mąż właśnie zna język perfekcyjnie, ja na tyle,
            > żeby się dogadać, zresztą jezyki obce nam nie straszne, a kraj nie jest obcy k
            > ulturowo, to wciąż Europa. Na zmywaku też nie będę musiała pracować smile - mąż za
            > robi tyle, że pewnie nie musiałabym wcale pracować (ale nie wyobrażam sobie do
            > końca życia siedzieć w domu).

            emocjonalnie, bo rodziny w PL wam bedzie brak???
            mysle, że dacie radę.

            Jesli ty w jakims stopniu znasz jezyk, to jestes w stanie sie go szybko nauczyc jak pójdziesz do pracy wymagajacej kontaktu z innymi współpracownikami-tubylcami.

            Skoro maz zarabia tyle, by zapracowac na was wszystkich, to po tym okresie przejsciowym - byle opanowac jezyk i zacząc sie integrowac w szkole i w pracy - zacznie sie wam lepeij zyc.

            Rozumiem, ze najtrudniej jest podjąc decyzje. Sama widzisz jednak jak wam sie obecnie ciężko zyje (emocjonalnie, nie finansowo), a z drugiej strony za granica nikt wam nie zgwarantuje, że wszystko pójdzie miło, lekko i przyjemnie.
            Sama musisz zdecydować, ale im wczesniej tym lepeij i chodzi mi tu nie o ciebie, ale o dzieci i zaadaptowanie sie do nowej szkoły. Dla ciebie rok czy dwa róznicy to nic, ale dla nich to juz tak.
          • princesswhitewolf Re: Emigracja... 20.09.13, 13:45
            Kwestia dotyczy bardziej tego, jak sobie damy radę emocjonalnie...

            jezeli w ogole rozwazasz takie kwestie jak emocje to nie radze. Za wrazliwa jestes. Na emigracji trzeba miec twarde pupsko.
            Wiekszosc emigrantow czuje sie na poczatku bardzo osamotniona.
          • princesswhitewolf Re: Emigracja... 20.09.13, 13:48
            > Jeśli chodzi o finanse itp., to gorzej nie będzie, a może nawet będzie lepiej.

            Skad ta pewnosc? Dostal juz jakas oferte konkretna czy to gdybanie?
            Czy sprawdzalas ile kosztuje wynajem mieszkania, rachunki koszta utrzymania dzieci w kraju do jakiego sie przenosicie?
            Znasz konkretne realia?

            Z mojego doswiadczenia to ludzie najczesciej idealizuja sytuacje na zachodzie.
        • bi_scotti Re: Emigracja... 18.10.10, 21:51
          A tak po cichu, gleboko w duszy: gna Cie? Masz ochote sprobowac? Czy raczej boisz sie tak, ze az zaciskasz palce u nog gdy mowa o wyjezdzie? Bo emigracja rozstrzygana wylacznie jako decyzja praktyczna, z rozsadku, dla meza czy dla dzieci, czy dla przyszlosci to blad w zalozeniu. Trzeba miec ten "zew" w duszy, te chec ruszenia w droge, sprobowania od zera (my bylismy ponizej zera jak zaczynalismy emigranckie zycie wink ), jakies umilowanie adventure, ten glos wewnetrzny smile Znam tylu imigrantow, ktorzy OBIETYWNIE maja dobre zycie, ale szczesliwi nie sa, po 20-30 latach wciaz tesknia za starym krajem; znam i takich, ktorzy maja OBIEKTYWNIE znacznie gorzej niz mieli w starym kraju a sa szczesliwi i spelnieni, bo samo zaczynanie zycia od nowa dalo im to "cos". To naprawde trudno przewidziec, a chyba jeszcze trudniej wyjasnic ...
          Mnie np. gna. Mam wygodne, dobre zycie i jestem gotowa rzucic wszystko i zaczynac od podawania kawy w barze na polnocy, bo taka mam nature i strukture wewnetrzna. Mniejsze zarobki czy niewygody w ogole mnie nie strasza. Teraz, gdy dzieci wyszly z domu, jestem znow gotowa ruszyc i zapewne uczynimy to juz niedlugo choc, oczywiscie, obiektywnie, jest to zupelnie idiotyczny moment, bo ekonomia, bo unemployment, bo nasz wiek itd. Ale czasem czloweik musi, bo inaczej sie udusi wink
          I na takie pytanie mozesz tylko Ty sama sobie odpowiedziec - jestes gotowa na cyganski woz? Jesli NIE, to maz MUSI znalezc zatrudnienie w kraju i jest po sprawie. Ale jesli Ci w duszy gra, to go for it!
          • kropkacom Re: Emigracja... 18.10.10, 21:55
            > A tak po cichu, gleboko w duszy: gna Cie? Masz ochote sprobowac? Czy raczej boi
            > sz sie tak, ze az zaciskasz palce u nog gdy mowa o wyjezdzie? Bo emigracja rozs
            > trzygana wylacznie jako decyzja praktyczna, z rozsadku, dla meza czy dla dzieci
            > , czy dla przyszlosci to blad w zalozeniu. Trzeba miec ten "zew" w duszy,

            Dokładnie to miałam na myśli. big_grin Dzięki, bi_scotti.
            • verdana Re: Emigracja... 18.10.10, 21:58
              Bardzo rozsadna wypowiedź.
              Moja niemal cała rodzina jest na emigracji. Tylko jedna para jest szczęśliwa - reszta może i nie tęskni za krajem, ale stale czuje się wyobcowana, nie weszła w pełni do niowego środowiska, żyje niby razem, a jednak czują sie "obcy". I tam i w Polsce.
              A mowimy tu o emigracji nie sprzed 3 lat, tylko 40-60...
              • tacomabelle Re: Emigracja... 18.10.10, 22:03
                W wieku 35+? Nie przesadza się starych drzew. Nie jesteście w sytuacji podbramkowej, a świat dziś jest mały. Europa to rzut beretem, mąż może dojeżdzać.
                • kropkacom Re: Emigracja... 18.10.10, 22:09
                  Jakich starych?
                  • rozamund Re: Emigracja... 18.10.10, 22:15
                    Nie takich jeszcze starych smile
                    Bi_scotti trafnie to podsumowała, a ja w życiu przeprowadzałam już się kilkakrotnie - co prawda nie do innych krajów, ale w obrębie Polski mieszkałam w trzech regionach zupełnie odległych od siebie. Tu, gdzie mieszkam, jestem już 15 lat i tu jest mi dobrze.
                    Nie jestem zupełnie przeciwna emigracji... zawsze myślałam, że jak dzieci podrosną i będą samodzielne, to spakujemy rzeczy i wyprowadzimy się np. do Hiszpanii czy do Włoch, gdzie jest ciepło, jest pyszne jedzenie i dużo wina. Teraz... chyba nie jestem na to gotowa, zwłaszcza że mielibyśmy przeprowadzić się na północ, gdzie wieje i zimno.
                    smile
                  • gazeta_mi_placi Re: Emigracja... 19.10.10, 08:28
                    35 lat to już dawno nie młódka.
                    Autorka ma pełną rację-Starych drzew się nie przesadza.
                    A Ty ile masz lat Kropciu,że tak Cię to oburzyło?
                    • kropkacom Re: Emigracja... 19.10.10, 08:37
                      Jeszcze mniej gazetko. tongue_out

                      Nawet mojej matce nie powiedziałabym jeszcze, że jest starym drzewem. Bez przesady ...
                • rosapulchra-0 Re: Emigracja... 19.10.10, 12:19
                  35+ to starych?? chyba cię pogięło suspicious
          • lineczkaa Re: Emigracja... 18.10.10, 22:47
            Doskonale ten zew rozumiem bo ja też go mam. Rzucić wszystko i zacząć od początku...
            • wespuczi Re: Emigracja... 19.10.10, 06:54
              we mnie tez hula caly czas - ba mnie nawet fakt posiadania malych dzieci nie przeraza - taka okropna jestem...
              moj maz jednak sie zahaczyl i ta prowincja mu odpowiada, co roku mamy cos zmieniac co roku zostajemy w tym samym miejscu...
              a mi zle - bo mam ochote w skandynawii sporobowac, albo nowej zelandii...
              • rosapulchra-0 Re: Emigracja... 19.10.10, 12:21
                mnie się marzy Nowa Zelandia..
          • claudel6 Re: Emigracja... 18.10.10, 22:55
            bardzo madre słowa.

            była emigrantka smile
    • volta2 Re: Emigracja... 18.10.10, 22:14
      tyle wypowiedzi, że i ja dorzucę, w raczej odwrotnym kierunku niż idzie większość.

      ja się spakowałam w 2-3 tygodnie i byłam u męża po miesiącu rozłąki.
      urlop bezpłatny w pracy dostałam, dzieci z przedszkola wypisałam i rozpoczęliśmy nowy etap w naszym życiu.

      mąż z bardzo dobrego i docenianego finansowo specjalisty stał się teraz specjalistą na światowym poziomiesmile
      wiemy, on wie, że poradzi sobie w każdych warunkach i w każdym środowisku.

      a jak on sobie poradzi - to i my też.

      dzieci rozpoczęły naukę w szkole międzynarodowej, mówią już całkeim nieźle po angielsku i one w razie kolejnej przeprowadzki na koniec świata też sobie poradzą. bo stresem będzie tylko zmiana szkoły a nie dodatkowo niemożność porozumienia z rówieśnikami.

      oczywiście było bardzo ciężko, tak 3/4 roku cierpiały bardzo, ale dzielnie dały radę, teraz mój starszak w ingliszu przygotowuje się do pierwszej komunii.

      ja - to osobny temat -
      lubię być sama, rozrywkę i ploteczki zapwenia mi forumsmile nie tylko to o dzieciach

      nie jestem zbytnio rodzinna to i nie tęsknię szczególnie za mamunią i tatuniem

      praca mało płatna i mało rozwojowa - zostawiłam bez żalu i kombinuję jak tu z urlopu nie wracać?


      bardzo szybko znalazłam znajomych(niestety nie z moich marzeń) i ciąży mi to do tego stopnia, że czasem chętnie bym przed nimi uciekła, więc nawet tu, na końcu świata za dużo mi polaków(ok. 10 osób w kilkumilionowej stolicy)

      uciekam w kulturę, chadzam na koncerty do filharmonii, opery, kino i teatr z przyczyn językowych ograniczony - nadrabiam tv kultura

      jeżdżę sobie na plażę - dziś jadłam z dzieciakami obiad na brzegu morza, już nie w kostiumie kąpielowym, ale jednak aura jeszcze plażowa...

      ale ja stworzona jestem do bycia w domu, mnie się nie nudzi, lubię samotność, więc - emigracja - tak
      emigracja dla męża - jeszcze bardziej na tak!

      fakt, że emigracja nie jest bezterminowa, tu bym się dłużej zastanawiała, ale rok - dwa - trzy wyjęte z 60 lat życia w kraju, cóż to jest za problem?
      my w związku z planowanym powrotem zostawiliśmy sobie i mieszkanie i jeden samochód, przylatujemy 2 razy do roku do pl(to ze względu na dzieci) ale coraz częściej zastanawiamy się nad kolejną zmianą. jeszcze nie wiemy, czy chcemy wieść życie wędrowne, ale niewykluczone że jeszcze coś takiego powtórzymy.

      nasz wyjazd nie miał na celu poprawy finansowej, zatem jest to przygoda życia, zwiedzamy, czerpiemy z innej kulltury, poznajemy ludzi, których nie dane by było spotkać w warszawie.
      • rozamund Re: Emigracja... 18.10.10, 22:20
        O, to bardzo cenny post - dziękuję. Przemyślę to, co piszesz.

    • claudel6 Re: Emigracja... 18.10.10, 22:59
      a co na ten pomysł dzieci?
    • wespuczi Re: Emigracja... 18.10.10, 23:03
      ja lubie przygody i wyzwania - poza tym multikulti jest fajnym doswiadczeniem, poznanie nowego kraju, jezyka...
      ale ja jestem roslina doniczkowa - wszystko zalezy od twojego temperamentu.
      znam ludzi co sie przeniesli po 45tym roku zycia - przyjeli sie super, znam takich co maja fajne prace za granica, kase i zycie towarzyskie a czuja sie zle tylko dlatego ze nie w polsce mieszkaja...
      nie wiesz dopoki nie sprobujesz...
    • a_gurk Re: Emigracja... 18.10.10, 23:32
      My mieliśmy względną stabilizację, tylko z perspektywami było gorzej. Emigracja bardzo mi się podobała. Nowi ludzie, ciekawe miejsca, możliwości uczenia się języka czy bezpłatnych kursów. Piękna przygoda. Dzisiaj jednak, po ponad 4 latach pobytu, już mi jednak radośc przygody mija, zostało tylko uczucie zmęczenia i braku stabilizacji. Mieszkamy wciąz na wynajetym, gdyż nie chcemy niczego na kredyt. Tak więc sadzenie własnych drzew odpada uncertain.
      Oznacza to również przeprowadzki. Po ostatniej- 17 bodajże w moim życiu, 7 w trakcie naszego niedługiego małżeństwa- mam już dość życia na walizkach. Chciałabym wreszcie znać swoich sasiadów dłużej niż 2 lata i nie obawiać zaprzyjaźniania się z kimkolwiek, bo zaraz się rozstaniemy i po co inwestować w takie znajomości? Zaczyna mnie męczyć brak stabilizacji, ukorzenienie, zadomowienia. Chyba się starzeję smile. Mój post piszę w celu przemyślenia. Rodzina powinna być zawsze razem, a samopoczucie ojca rodziny jest bardzo ważne (dlatego też jesteśmy za granicą), ale posiadanie domu, swojego gniazda też jest ważne. Również dla dzieci. Dlatego nadal mamy mieszkanie w Polsce. Pozdrawiam.
    • mruwa9 Re: Emigracja... 19.10.10, 00:19
      No to my podpadamy pod Twoje kryteria: wyjechalismy mimo ustabilizowanej sytuacji rodzinnej i zawodowej w Polsce, zostawilismy prywatna dzialalnosc (rozwiazalismy spolke), swiezo wyremontowane mieszkanie, spakowalismy rzeczy na ciezarowke, zabralismy dzieci i pojechalismy. Na poczatku prace mial tylko maz, ja sie musialam przedzierac na rynku pracy sama, bez wsparcia i pomocy z zewnatrz, podobnie jak paru innych znajomych, ktorzy przyjechali tu w tym samym czasie, w tym rowniez osoba z wyksztalceniem, ktore nijak nie dawalo szans na prace w zawodzie poza granicami Polski. Kazdy z czasem znalazl prace (i to nie na zmywaku), swoje poletko do uprawiania, praktycznie kazdy pracuje w swoim wyuczonym zawodzie (nawet, jesli trzeba bylo na cito wyuczyc sie innego zawodu wink. Dzieci sie zaaklimatyzowaly i ani mysla wracac do Polski, na wakacje- ok, ale nie na stale. Mamy dobra prace, w ktorej jestesmy doceniani, zarowno zawodowo , jak i finansowo, warunki rozwoju zawodowego, po stosunkowo krotkim czasie wyprowadzilismy sie z wynajmowanego mieszkania komunalnego do wlasnego domu.Myslac o wyjezdzie mozna sie zalamac, ze sie porzuca ojczyzne, bla bla bla, ze pozostaje tylko zmywak, a mozna to potraktowac jako przygode, wyzwanie, ekscytujace doswiadczenie, otwierajace nowe horyzonty i mozliwosci, rowniez dzieciom. A to daje tez naped do nauki jezyka i znalezienia sobie swojego miejsca na emigracji, swojego poletka do uprawiania. Zwlaszcza, ze w dzisiejszych czasach emigracja nie musi oznaczac palenia za soba mostow, zawsze mozna wrocic. A sprobowac- czemu nie? Zwlaszcza, ze IMHO rodzina powinna trzymac sie razem, dla dobra zwiazku, dla dobra dzieci.
    • asocial Re: Emigracja... 19.10.10, 00:30
      zanim zajrzalam do postu, po tytule sadzilam, ze pisze to -25 latka. Wtedy krzyczalabym: jedz!

      Nie wiek jest problemem, ale wlasnie stabilizacja, ktora stworzylas w Polsce. Przez pierwsze 4 lata cierpialabys bardzo, z wielu powodow: brak komfortu jezykowego, niepewnosc, ciagla nauka podstawowych i codziennych sytuacji, problemy organizacyjne zupelnie innego wymiaru, nie mowiac juz o problemie odstawowym: samotnosci, wyobcowania i (poczucia) braku stabilizacji.
      Mowie Ci to ja, wyjechalam po raz pierwszy w bardzo mlodym wieku, moj pierwszy rok poza Polska ograniczal sie do imprez, nauki i masowego poznawania ludzi: teoretycznie niebo dla mlodego czlowieka, a ja sie czulam momentami naprawde beznadziejnie.
    • kamelia04.08.2007 Re: Emigracja... 19.10.10, 00:48
      nie wiem czy ja ci cos poradze, bo to, ze wyjade, to mozna było przewidziec jak zaplanowałam slub z obcokrajowcem. Miałam wtedy jeszcze 2 lata do skonczenia studiów za granica prawie zupełnie nieprzydatnych (prawo), do tego pracowałam w "prawie". O tym jakie sa perspektywy w tym zawodzie w PL, mniej wiecej wiadomo.

      Ślub sie odbył, krótko po slubie maz znalazł prace w swoim kraju i wyjechał. Ja zostałam, zeby dokonczyc studia, o których wiadomo, ze jak wyjade, to sie mi na nic nie przydadzą (oprócz własnej satysfakcji), no ale szkoda rzucac na samym koncu. Nie mozna było liczyc, że mój mąz znajdzie interesujaca i rozwijajaca prace w swoim zawodzie (studia techniczne) w PL, moze jako native speaker własnego języka, to by znalezł, ale nie o to nam chodzi przecież.
      Jak juz byłam na koncówce studiów, to tez wyjechałam, wróciłam na krótko, zeby pozdawac ezgaminy, dokonczyc pisac pracę, obronic sie i adieu. Zostawiłam mieszkanie wykonczone prawie po mojemu, zwolniłam sie z pracy.

      Mi było cieżko bez meża, tylko z samym skaypem i przyjazdami raz na 2 m-ce na kawałek weekendu. Rodzice kochani mi latami umilali życie, tak ze z kazda chwila miałam ich coraz bardziej dość. Jak byłam od nich uzalezniona finansowo, to mówili, zebym sie wyprowadziła jak sie nie podoba, ze mnie wymelduja, matka sie modliła bym wyjechała do innego miasta na studia, mówila przy całej rodzinie, ze nie chce ze mna mieszkać (przyjemnie co).
      Potem, zeby miec mnie pod reka i nadal podgryzac, to wybudowali tuż kolo siebie dom, człowiek był naiwny i myslał, ze skoro nie bezposrednio pod jednym dachem, to bedzie troche wiecej spokoju, niestety nici. Jak sie okazało, ze mój maż bedzie szukał pracy za granica, to zaczeli cudowac i namawiac do szukania pracy w PL, jak klamka zapadła i praca za granicą i córka wkrótce tez wyemigruje, to było wielkie olala.


      Mój mąż ma tutaj prace i sie rozwija, ja niestety nie znałam tutejszego jezyka i nauczenie sie go trwa powoli, jestem teraz w stanie sie porozumiec, ale nie jestem pewna czy nadaje sie do pracy adekwatnej do wykształcenia, inne języki znam, ale tubylcy z racji swojej narodowej natury ich nie znają. Od kiedy tu przyjechałam, to nie pracuje, bo najpierw jedno dziecko, zaraz drugie.
      Poza tym drobnym "niuansem" językowym, to z integracja z tutejszymi nie miałam problemu, problem mam ze znalezieniem pracy, bo sprzataczka nie chce byc (w koncu nie po to tyle studiowałam), z drugiej strony jako polski prawnik z doswiadczeniem jestem tu mało komu potrzebna, mam jeszcze inny zawód z mgr, ale bez zupełnie doswiadczenia.

      My tez myslimy o wyjexdzie do innego kraju (europejskiego), patrzymy na to pod katem mojej pracy, mój maż tez by w tym innym kraju raczej znalazł. Zobaczymy co bedzie....


      Decyzji za ciebie nie podejmę, wiem tylko ze małzenstwo i ojcostwo na odległosc to ciężka sprawa. Wyjechałam, jak byłam po 30-tce, ale jeszcze bezdzietna. Teraz jestem juz dzietna i o wyjeździe do tego trzeciego kraju mysle w perspektywie max. 2 lat. To byłby juz mój wyjazd docelowy, bo tez nie chce sie tułac po Europie i nie chce tego fundowac dzieciom.

      Wiadomo, że wyjazd to cięzka sprawa, jak podejmiesz decyzje, że wyjeżdzacie, to musisz sie zacząc szybko uczyc języka, tak samo dzieci.
      Im na poczatku tez bedzie cięzka, ale łapia szybcie język niz dorosli, zwłaszca jak sa małe czy wczesnoszkolne.
      jesli jest i dla ciebie perspektywa pracy za granica, to masz sie na parwde nad czym zastanawiać.

    • evee1 Re: Emigracja... 19.10.10, 02:32
      Ja mieszkam poza granicami kraju juz od prawie 20 lat. Ale ja wyjezdzalam sama zobaczyc jak bedzie, z tym ze na drugi koniec swiata wink. Ale znam sporo osob, ktore wyjechaly majac juz ustabilizowana domowo-rodzinna sytuacje w Polsce i tak jak bi_scotti napisala zadowolenie z emigracji niekoniecznie zalezy od obiektywnej sytuacji danej osoby czy rodziny. Ludzie co innego cenia, co innego im sie podoba. Ba, nawet ten sam fakt dla jednych bedzie oceniany jako wada, a dla innych jako zaleta.
      35 lat, jakie stare drzewa!!! Ja mam o dziesiec wiecej i nie wykluczam kolejnej zmiany kontynentu za jakis czas, jak stwierdzimy, ze taka jest chec czy potrzeba. Moja mama wyniosla sie Polski maja lat 60 i co prawda od kilkunastu lat sledzi dokladnie co sie dzieje w Polsce, to po glebokim zastanowieniu twierdzi, ze woli mieszkac tutaj i nie planuje jak narazie powrotu.
      Ja uwazam, ze lepiej sprobowac pojechac i przekonac sie na wlasnej skorze jak jest, niz przez cale zycie sie zastanawiac jak by bylo gdybyscie pojechali. Ale jestem z tych co to na miejscu wysiedziec nie moga i uwazam, ze wszedzie sobie poradze i zawsze mozna wrocic skad sie przyjechalo smile. A ze troche swiata czlowiek przy okazji zwiedzi...

      My bedac dokladnie w twoim wieku przenieslismy sie cala rodzina z naszego australijskiego (pardon!) zadupia na 3 lata do Anglii. Z zalozenia mial byc to wyjazd czasowy, ale wiem, ze jakbym zapalala miloscia do zycia w Anglii, to nie wykluczalam pozostania tam na stale. Okazalo sie, ze o ile sama Wielka Brytanie bardzo polubilam, to sama proza zycia mi tam nie odpowiadala, wiec wrocilismy skad przyjechalismy.
      Co do domu, to troche Cie rozumiem. Z jednej strony sprzedaz/kupno domu to obecnie nie tragedia przeciez, ale ja jestem jednak przywiazana do swojego domu i ogrodu. No, ale zawsze moge sie przywiazac do innego wink.

      Jezeli dzieci sa w miare male, to ich aklimatyzacja akurat najmniej sie musisz przejmowac. To znaczy nie bagatelizowac jej zupelnie, ale zdolnosc przystosowawcza dzieci
      Nasze dzieci te przeprowadzki zniosly bardzo dobrze, ale my dorosli traktowalismy to pozytywnie, raczej jako przygode, a nie jak zeslanie na Sybir smile.
      • a-inka Re: Emigracja... 19.10.10, 08:21
        Mieszkam poza krajem już ponad cztery lata i wyjazd był najlepszą decyzją w moim życiu,z tym,że była to prawdziwa emigracja za chlebem.Jestem osobą,która boi się zmian,zamartwia się na zapas,a potem okazuje się,że było to niepotrzebne.
        Byłam w zupełnie innej sytuacji niż autorka wątku,w PL nie pracowałam,zmagałam się sama z sobą ...Można powiedzieć,że dopiero tutaj nabrałam wiatru w żagle i miałam siłę,żeby coś zmienić w swoim życiu.
        To prawda,emigracja nie jest dla każdego,ale zawsze przecież można spróbować i wrócić z nowym bagażem doświadczeń.
    • havana28 Re: Emigracja... 19.10.10, 06:40
      A moze sprobujcie uzgodnic, ze maz poszuka sobie pracy za granica na rok, dwa bez przewracaniam do gory nogami zycia całej rodziny?

      Odswiezy sie zawodowo i zobaczy czy rzeczywiscie mieszkanie i praca za granica pokrywa sie z jego wyobrazeniami. Ja ze swojego doswiadczenia moge zapewnic ze za granica trawa na pewno nie jest zielensza, tylko zwykle tak jest, ze zeby do takiego wniosku dojsc trzeba to przetestowac na wlasnej skorze.
    • aniorek Re: Emigracja... 19.10.10, 09:54
      Ja bym wyjechala bez wiekszego namyslu - jest mnostwo krajow, w ktorych zyje sie O NIEBO LEPIEJ niz w Polsce. A tesknota za ojczyzna to maly pikus, bo samolotem w pare godzin mozna doleciec z kazdego zakatka Europy i to tanio.

      Co to za zycie w ciaglych rozjazdach, ze prawie wlasnego faceta nie widujesz? To zaden zwiazek i w pewnym momencie zacznie sie to sypac, bo ilez mozna? Wyjazd to w tym ukladzie swietny pomysl. Dzieci sie dostosuja, mimo, ze na poczatku bedzie pewnie ryk... Najtrudniej zapewne bedzie Tobie, ale przynajmniej finansowe podstawy masz zapewnione, wielu emigrantow nie ma takiego luksusu.
    • jajko54 Re: Emigracja... 19.10.10, 10:01
      mamy prawie identyczny dylemat i na razie decyzja jest na nie. głównie z powodu mojej pracy, tutaj mam dobrą i czuję się potrzebna, nie potrafiłabym siedzieć w domu a w nowym kraju musiałabym zaczynać prawie od zera bo moje kwalifikacje byłyby za granicą nieprzydatne. "za" jest rozwój męża - w tej chwili nie jeździ dużo, staramy się nie rozłączać na dłużej, ale wstępnie wyraziłam zgodę na wyjazd do pół roku nawet kosztem pewnych kłopotów w obecnej pracy. jeśli chodzi o dzieci, to wyjazd liczę raczej na ich dobro, oczywiście do kraju w którym miałyby lepsze warunki do rozwoju niż w PL.
      • kocio_007 Re: Emigracja... 19.10.10, 13:40
        A ja bym pojechała bez namysłu smile chociaż mamy tu wszystko a nawet więcej. Ale gdyby nadarzyła się okazja pojechać do jednego z kilku krajów, które mam na myśli, nie wahałabym się. Nowy język, nowe możliwości, ludzie... Nowa przygoda - tak! Nie traktowałabym tego docelowo, domu bym nie sprzedawała (można poprosić znajomych/sąsiadów o odpłatną opiekę, ost. poprosiłabym kogoś, żeby w nim zamieszkał). Dzieci pod pachę i w drogę, nawet kosztem utraty roku szkolnego. Tak byśmy zrobili i może nawet tak się stanie smile Ale my lubimy przygody i zdecydowanie czujemy ten zew.
        • konwalka Re: Emigracja... 19.10.10, 17:56
          W takim przypadku, jak Twoj, raczej bym odpuscila emigracje
          przeciez wszytsko gra i buczy, z wyjatkiem czasu pracy meza, tak?
          moze ten element trzeba zmieniac, a nie przemeblowywac cale zycie
          ja wyjechalam, ale ja jestem polskim nieudacznikiem
          pensji mi nie wyplacali na czas, czesto-gesto okazywalo sie, ze pracuje non profit, jak chocby przy tworzeniu nowych tytulow prasy lokalnej, mieszkalam z rodzicami z malym dzieckiem, ale za to duzym psem, poczucie beznadziei poglebialo sie z kazdym dniem
          dobrze bylo tylko (az) towarzysko
          no tyle, wyjechalam i na razie nie przewiduje powrotu, chociaz tesknota jest
          tesknota i swiadomosc, ze juz zawsze bede za czyms tesknic, za jakims miejscem...

          i tak peesem dodam
          zyje w UK ponad 4 lata
          znam ludzi, ktorzy pracuja: w fabrykach- gros, w oswiacie, w biurach, w medycynie- gabinet stom w ramach nhs, w sklepach, w firmie farmaveutycznej, w agencjach pracy, w urzedzie pracy, w przemysle elektronicznym, telefonii, przemysle zywieniowym
          i tylko, motyla noga, nie znam ani pol czlowieka, ktory pracowlaby "na" mitycznym zmywaku...
          • a_gurk Re: Emigracja... 20.10.10, 01:03
            Ja znam. Ale to człowiek, któremu ta praca odpowiada i innej nie chce, bo swoje zrobi, wychodzi i ma w nosie. Zarabia tyle, że mu wystarczy i może rozwijac swoje zainteresowania. Bywa i tak.
            • aniade123 Re: Emigracja... 20.09.13, 12:26
              Ja zauwazylam, że ludzie w większosci wyjeżdzajacy do UK są nieszczęśliwi. Nie wydaje wam się? a jakto jest z innymi krajami?
              • najma78 Re: Emigracja... 20.09.13, 16:41
                aniade123 napisał(a):

                > Ja zauwazylam, że ludzie w większosci wyjeżdzajacy do UK są nieszczęśliwi. Nie
                > wydaje wam się? a jakto jest z innymi krajami?

                Bo sa do emigracji zmuszeni sutuacja ekonomiczna.
                • princesswhitewolf Re: Emigracja... 20.09.13, 16:43
                  nie bylam wielce nieszczesliwa. Wyjechalam nie z powodow ekonomicznych tylko... edukacyjnych
                  • najma78 Re: Emigracja... 20.09.13, 16:52
                    princesswhitewolf napisała:

                    > nie bylam wielce nieszczesliwa. Wyjechalam nie z powodow ekonomicznych tylko...
                    > edukacyjnych

                    A ty to jestes wiekszosc oczywiscie. Wiekszosc wyjechala do uk z powodow ekonomicznych, z czego tylko nieduzy procent sie to naprawde zaaklimatyzowal.
                    • princesswhitewolf Re: Emigracja... 20.09.13, 17:30
                      > A ty to jestes wiekszosc oczywiscie. Wiekszosc wyjechala do uk z powodow ekono
                      > micznych, z czego tylko nieduzy procent sie to naprawde zaaklimatyzowal.

                      Emigracja 2003r rzeczywiscie byla ekonomiczna ( w wiekszosic przypadkow)

                      Mysle ze wysoki procent sie zaklimatyzowal sadzac po tym iz polskie sklepy ciesza sie duza popularnoscia. Jakies 40% przyjezdnych tylko wraca. Census potwierdza wysoka liczbe populacji polskiej
                      • najma78 Re: Emigracja... 20.09.13, 17:33
                        princesswhitewolf napisała:

                        > Mysle ze wysoki procent sie zaklimatyzowal sadzac po tym iz polskie sklepy cies
                        > za sie duza popularnoscia.

                        Tak, popularnosc polskich sklepow swiadczy o zaklimatyzowaniu sie wink
                    • jamesonwhiskey Re: Emigracja... 20.09.13, 17:59
                      > A ty to jestes wiekszosc oczywiscie. Wiekszosc wyjechala do uk z powodow ekono
                      > micznych,



                      no i co z tego
                      to ze powod ekonomiczny nie znaczy ze nie moza sie cieszyc z wyjazdu jako takiego




                      >z czego tylko nieduzy procent sie to naprawde zaaklimatyzowal.

                      tez jakies badania przeprowadzilas na ten temat
                      co jest wyznacznikiem ze ktos sie zaakliamtyzowal a ktos nie



                      • najma78 Re: Emigracja... 20.09.13, 18:04
                        jamesonwhiskey napisał:

                        > no i co z tego
                        > to ze powod ekonomiczny nie znaczy ze nie moza sie cieszyc z wyjazdu jako takie
                        > go
                        >
                        A ja gdzies napisalam ze nie mozna?

                        > tez jakies badania przeprowadzilas na ten temat
                        > co jest wyznacznikiem ze ktos sie zaakliamtyzowal a ktos nie

                        A ja napisalam cos o wyznacznikach? Wyspij sie james po nocce w fabryce zamiast pisac bzdety na forum.
                        • jamesonwhiskey Re: Emigracja... 20.09.13, 18:22
                          > A ja gdzies napisalam ze nie mozna?

                          no tutaj


                          > Ja zauwazylam, że ludzie w większosci wyjeżdzajacy do UK są nieszczęśliwi. Nie
                          > wydaje wam się? a jakto jest z innymi krajami?

                          Bo sa do emigracji zmuszeni sutuacja ekonomiczna.


                          wycie z zalu przy wsiadaniu do autobusu co jedzie na viktorie


                          > A ja napisalam cos o wyznacznikach

                          napisalas ze sie nie zaaklimatyzowali
                          jesli nie rozumiesz pytania to powotrze
                          na jakiej podstawie twierdzisz ze sie nie zaaklimatyzowali
                          co jest wyzbnacznikiem tej sytuacji
                          pytam z nie ukrywana ciekawoscia bo moze tez sie nie zaaklimatyzowalem i o tym ni ewiem
                          sie dowiem to bede wyl do ksiezyca z rozpaczy i bedzie ekstra


                          Wyspij sie james po nocce w fabryce zamiast
                          > pisac bzdety na forum.


                          a ty kim niby jestes zeby czuc sie lepsza od robola z fabryki
    • olena.s O dziecku i szkole 20.10.10, 08:31

      Ja ci nie będę doradzać, czy jechać czy nie. Mogę tylko opisać doświadczenia okołodziecięce.
      Wyjechaliśmy z Polski do państwa arabskiego, kiedy dziecko miało 5 lat. Początek był trudny, bo mała była samotna, tęskniła za dawnymi przyjaciółmi. Jednak języka na poziomie komunikacji nauczyła się coś w pół roku. Chodzi do szkoły amerykańskiej, strasznie fajnej i przyjaznej dzieciom. Szkoła ma program douczający języka, i to bardzo pomogło. Dziś, w trzecim roku nauki w tej szkole czyta na poziomie lepszym, pisze na poziomie lepszym niż koledzy. Gramatyka jeszcze kuleje (jest nieco niżej średniej), ale sądzę, że się to wygładzi w ciągu najbliższych paru miesięcy. Pobyt tu dał mojemu dziecku również szczepionkę na zaściankowość, nacjonalizmy i pełną świadomość tego, że świat jest wielki i różny, że ludzie w co innego wierzą, inaczej zachowują się, mówią i modlą. Że Amerykanie zakładają dwuczęściowe kostiumy kąpielowe dwuletnim dziewczynkom, Arabowie - kostiumy do kostek i nadgarstek z dodatkiem zawoju na głowie, a Szwedzi chodzą w mieszanym towarzystwie do sauny i rozumie, że to są tylko kulturowe ramki, że żadne z tych zachowań nie jest jedynie słuszne. Poza sposobem europejskim mała umie też elegancko jeść ryż ręką, i kotlet po amerykańsku samym widelcem. Poza biegłym angielskim zna podstawy arabskiego, jej najlepszymi przyjaciółkami są: amerykańska Chinka, libańska chrześcijanka i jordańska muzułmanka. Ma też ukochaną Polkę, niestety mieszkającą na innym osiedlu i chodzącą do innej szkoły.
      I dla mnie to są ogromne zalety wyjazdu z Polski. Fantastyczna szkoła, różnorodne środowisko, pozyskiwane bez wielkiego wysiłku języki obce na poziomie niedostępnym dzieciom w kraju, poznawanie innych kawałków świata.
      • menodo Re: O dziecku i szkole 20.09.13, 14:10
        Pobyt tu dał mojemu dziecku również szczepionkę na zaściankowość, nacjonalizmy i pełną świadomość tego, że świat jest wielki i różny, że ludzie w co innego wierzą, inaczej zachowują się, mówią i modlą. Że Amerykanie zakładają dwuczęściowe kostiumy kąpielowe dwuletnim dziewczynkom, Arabowie - kostiumy do kostek i nadgarstek z dodatkiem zawoju na głowie, a Szwedzi chodzą w mieszanym towarzystwie do sauny i rozumie, że to są tylko kulturowe ramki, że żadne z tych zachowań nie jest jedynie słuszne. Poza sposobem europejskim mała umie też elegancko jeść ryż ręką, i kotlet po amerykańsku samym widelcem."

        Przyczyny nacjonalizmów i zaściankowego myślenia są dużo bardziej skomplikowane i nie chroni przed nimi umiejętność eleganckiego jedzenia ryżu ręką nabyta w dzieciństwie.
        • princesswhitewolf Re: O dziecku i szkole 20.09.13, 15:09
          dokladnie. Gdyby bylo to wszystko takie proste to w multikulturowych spoleczenstwach nie byloby nacjonalizmu, rasizmu, nietolerancji religijnej. A sa.
          Pn Irlandia jest wielokulturowa wszak a bomby tam do niedawna podkladali.
        • langsam Re: O dziecku i szkole 20.09.13, 15:26
          Owszem, są bardziej skomplikowane. Ale podkorowe przyswojenie, że żółty, czarny, mieszany, brunatny, muzułmanin, chrześcijanin, żyd, ateista i hiduista może mieć mimo swoich poglądów żywy umysł, oceany życzliwości, świetne poczucie humoru i talent do kosza - mocno to ułatwia.
          Nie śmiałabym zresztą podrzucać ci badań, ale są pewne uzasadnione domniemania na temat tego, kiedy w ludzkich głowach zatrzaskuje się okienko rasistowskie. I zatrzskuje się w dość wczesnym dzieciństwie.
          • olena.s Re: O dziecku i szkole 20.09.13, 15:28
            Ups, nieprzelogowana z innego forum. Sorki.
          • menodo Re: O dziecku i szkole 20.09.13, 15:52
            Nie śmiałabym zresztą podrzucać ci badań, ale są pewne uzasadnione domniemania
            > na temat tego, kiedy w ludzkich głowach zatrzaskuje się okienko rasistowskie. I
            > zatrzskuje się w dość wczesnym dzieciństwie."

            Dużo jest różnych domniemań i dlatego warto mieć do nich dystans.
            Naiwne jest moim zdaniem twierdzenie, że dziecko, które rozwija się w miedzykulturowym środowisku jest już zaszczepione na wszelkie nacjonalizmy i rasizmy. Bardzo naiwne.
            Zresztą, znane i bardzo dobrze zbadane jest już zjawisko tzw. ukrytych uprzedzeń - w krajach, gdzie obowiązują bardzo silne normach poprawności politycznej.
            Więc to wszystko jest bardziej skomplikowane niż Ci się wydaje.
            • joa66 Re: O dziecku i szkole 20.09.13, 16:52
              Badania badaniami, ale...zwykła obserwacja Polski przez lata pokazuje, że tzw tolerancja i otwartość na inne kultury były większe kiedy te kultury były zupełnie nieznane z codziennego obcowania. Pamiętam jak do mojej klasy (podstawówka) przyszły dwie małe Tunezyjki. I z jak przyjaznym , ciepłym i otwartym przyjęciem się spotkały - zarówno z naszej, dzieci, strony jak i naszych rodziców.
              • najma78 Re: O dziecku i szkole 20.09.13, 16:58
                joa66 napisała:

                > Badania badaniami, ale...zwykła obserwacja Polski przez lata pokazuje, że tzw t
                > olerancja i otwartość na inne kultury były większe kiedy te kultury były zupełn
                > ie nieznane z codziennego obcowania. Pamiętam jak do mojej klasy (podstawówka)
                > przyszły dwie małe Tunezyjki. I z jak przyjaznym , ciepłym i otwartym przyjęcie
                > m się spotkały - zarówno z naszej, dzieci, strony jak i naszych rodziców.

                A gdyby teraz do szkoly twoich dzieci przyszly dwie male Tunezyjki to nie zostalyby cieplo i otwarcie przyjete?
                • gazeta_mi_placi Re: O dziecku i szkole 20.09.13, 17:37
                  Myślę, że też. U nas nie ma wysokiego socjalu dla ciemnoskórych stąd osoby ciemnoskóre które znajdują się w Polsce są najczęściej na poziomie, studiują, uczciwie pracują, są lekarzami, weterynarzami (przykłady z mojej okolicy), sportowcami itp.
                  Z kolei tam gdzie są wysokie zasiłki dla obcokrajowców często zjeżdżają osoby powiedzmy ze specyficznym podejściem do życia i z tego powodu mogą budzić powiedzmy mieszane uczucia.
                  • najma78 Re: O dziecku i szkole 20.09.13, 18:05
                    gazeta_mi_placi napisała:

                    > Myślę, że też. U nas nie ma wysokiego socjalu dla ciemnoskórych stąd osoby ciem
                    > noskóre które znajdują się w Polsce są najczęściej na poziomie, studiują, uczci
                    > wie pracują, są lekarzami, weterynarzami (przykłady z mojej okolicy), sportowca
                    > mi itp.
                    > Z kolei tam gdzie są wysokie zasiłki dla obcokrajowców często zjeżdżają osoby p
                    > owiedzmy ze specyficznym podejściem do życia i z tego powodu mogą budzić powied
                    > zmy mieszane uczucia.

                    Zjedz cos moze gazeta bo belkoczesz az zal.
                • joa66 Re: O dziecku i szkole 20.09.13, 20:40
                  Pewnie też.

                  Nie sugeruję, że czasy się zmieniły, tylko to, że nie trzeba przebywać na co dzień w środowisku multi kulti, żeby być otwartym itp

                  Z kolei często się zdarza, że w środowiskach zróżnicowanych nie da się uniknąć tego problemu i np identyfikacji całych nacji z tanią siłą roboczą.

                  Chociaż zapewne w sytuacjach kiedy rodzice są twardogłową konserwą pełną uprzedzeń, taka zróżnicowana szkoła pomaga wyjść poza rodzinne schematy.

          • princesswhitewolf Re: O dziecku i szkole 20.09.13, 16:33
            głowach zatrzaskuje się okienko rasistowskie. I zatrzskuje się w dość wczesnym dzieciństw

            Ale najczesciej nie o rasizm ( kolor skory) chodzi ale o totalnie odmienna kulture zwiazana z ortodoksyjna religia.
            • olena.s Re: O dziecku i szkole 20.09.13, 18:24
              Nie, jednak o rasizm. Czyli o odruchową niechęć do obcego i innego.
              Pewien mój znajomy, człek światły i w ogóle najwyższym przeze mnie darzonym szacunkiem opowiadal mi, jak mieszkając na południu Europy (a wżył się tam mocno) udał się do wiejskiego lekarza. Siedzi w poczekalni, obok niego stary wieśniak. I nagle z gabinetu wychodzi nowy lekarz, czy jakiś asystent lekarza, czarny jak smoła.
              Mój znajomy, człek światły, uradował się - proszę, jak się miedzykulturyzujemy, jak miło, że na naszej wsi mieszka ten Afrykańczyk i jest aprobowany tak, że oto leczy, słucha intymnych informacji, przepisuje leki i wszystko gra. Uradował się swoją tolerancją, i tolerancją prowincji, w której mieszkał. I już tej radości nie mógł zachować dla siebie, więc trącił starego wieśniaka porozumiewawczo, prawie puszczając oko, i rzucając jakiś tekst aprobujący.
              A chłop spojrzał na niego, ni czorta nie rozumiejąc w czym dzieło! O co chodzi z tym porozumieniem? I odpowiedział coś w rodzaju, że może będzie miał lżejszą rękę do zastrzyków, czy może że oby lepiej umiał leczyć korzonki niż poprzedni.
              Mój znajomy powiedział mi, że wtedy zrozumiał różnicę pomiędzy odruchowym brakiem rasizmu, a nieco protekcjonalną świadomą aprobatą imigranta.
              Myślę, że ten odruchowy brak rasizmu wynika w dużej mierze z brakiu odruchowego, podkorowego podziału 'swój' - 'obcy', a to jest postawa o wiele łatwiejsza do nabrania w dzieciństwie, niż później. No, a w otoczeniu przedstawicieli 72 nacji, którzy tak samo oblewają test, gonią za piłką, kłócą się o książki, o wiele trudniej jest wdrukować pogląd, że należy rozróżniać po kolorze czy ubiorze.
              • joa66 Re: O dziecku i szkole 20.09.13, 20:44
                "obcy" to nie tylko kolor skóry czy religia-to także status finansowy i zawodowy, czasami związany z krajem pochodzenia.

                Ile koleżanek Twojej córki to córki sprzątaczek z Bangladeszu czy Tajlandii?
                • gazeta_mi_placi Re: O dziecku i szkole 20.09.13, 20:57
                  Ja bym zadała pytanie ile przyjaciółek (koleżanek) Oleny to Panie sprzątające lub będące służącymi u bogatszych ludzi?
                • menodo Re: O dziecku i szkole 20.09.13, 21:06
                  "obcy" to nie tylko kolor skóry czy religia-to także status finansowy i zawodow
                  > y, czasami związany z krajem pochodzenia."

                  Albo grube dzieci, zwłaszcza polskie big_grin
                  • gazeta_mi_placi Re: O dziecku i szkole 20.09.13, 21:07
                    Jak widać rasizm z Oleny nie chce wyjść mimo kilkuletniego pobytu w innej kulturze.
    • thorgalla Re: Emigracja... 20.10.10, 10:04
      Ja wyjechałam za chlebem ale sama byłam więc pewnie nie o moj przypadek Ci chodzi.

      Obejrzyj sobie serial "Zielona karta",tam jedna z rodzin wyjechała do USA z małymi dziećmi.
      • asiaxxxx Re: Emigracja... 21.10.10, 01:30
        My tez mieszkamy na emigracji. Jak yjezdzalismy to ja uciekalam przed nudnymi studiami a maz przez 3 miesiace byl bez pracy , w tydzien po wyjezdzie dostal 4 oferty podpisania kontraktyu w kraju ale wtedy nie bylo latwo wjechac do UK wiec postanowilismy zostac.

        Corka na poczatku bardzo tesknila za babcia ale teraz sobie zycia w Polsce nie wyobraza. Miala 8 lat jakwyjechala. Ja tu skonczylam studia, maz zmienil zawod.

        Jedno tylko co moge poradzic to nie pozbywajcie sie domu.

        To jest jednak fantastycne uczucie jechac na wakacje do siebie i miecswoje miejsce ne ziemii szczegolnie na poczatek.
    • 18lipcowa3 no bez przesady... 20.09.13, 13:26
      Kobitom to się głowie przewraca jesli chodzi o ambicje zawodowe męzów.

      Nie, nie przenosiłabym się, nie zmieniałabym życia sobie i dzieciom- jak widać super ułozonego tylko w imię ambicji zawodowych męża. Jak widac bidy nie klepiecie, nie musicie uciekać za granicę.
      Bez przesady, misiaczek się dusi w pracy, nie spełnia, jest wypalony, jako specjalista w waskiej dziedzinie niech się przeniesie na miejscu albo znajdzie mniej wymagającą pracę a nie rozwala życie całej rodzinie....
      • princesswhitewolf Re: no bez przesady... 20.09.13, 13:49
        Bez przesady, misiaczek się dusi w pracy, nie spełnia, jest wypalony, jako specjalista w waskiej dziedzinie niech się przeniesie na miejscu albo znajdzie mniej wymagającą pracę a nie rozwala życie całej rodzinie....

        zgodze sie.
      • shan_sa Re: no bez przesady... 20.09.13, 14:15
        A ty lipcowa kupiłaś już kozaki na grubą łydkę, bo widziałam, że ostatnio na forum moda szukałaś. Wyluzuj i włóż kozaki...
        • bi_scotti Rozamund :) 20.09.13, 15:11
          2 lata minely, ciekawe czy autorka jeszcze tu zaglada i jak sie losy potoczyly ...
          Jakis update?
      • jamesonwhiskey Re: no bez przesady... 20.09.13, 15:33
        > Nie, nie przenosiłabym się, nie zmieniałabym życia sobie i dzieciom-


        czyli ciagniemy fikcje rodzinna

        k widac bidy nie klepie
        > cie,


        dzieki wyjazdowej pracy meza


        > cie, nie musicie uciekać za granicę.

        znowu byc wspolnie cala rodzina
    • cherry.coke Re: Emigracja... 20.09.13, 15:12
      To jest watek sprzed trzech lat...
    • run_away83 Re: Emigracja... 20.09.13, 17:40
      My w podobnej sytuacji - tutaj mamy stabilizację finansową, super mieszkanie które fajnie urządziliśmy (miało być już na stałe, a przynajmniej na długo), tyle że dzieci nieco młodsze (najstarszy u progu szkolnej kariery, poza tym dwuipółlatek i noworodek, a ja nie pracuję, zajmuję się domem i dziećmi. Mąż ma fajną,dobrze płatną pracę, którą bardzo lubi, ale pracuje dla brytyjskiej firmy - częściowo w domu, ale często jest potrzebny na miejscu i wtedy wyjeżdża a ja zostaję sama z dziećmi.

      Kilka miesięcy temu mąż dostał propozycję pracy na miejscu, na stałe, z bardzo korzystną umową (duża podwyżka i super warunki). Nie zastanawialiśmy się długo, wyjeżdżamy na dniach, większość formalności mamy już pozałatwiane, na miejscu czeka na nas wynajęte mieszkanie, za ok. tydzień powinniśmy mieć już w garsci paszport najmłodszego synka i będziemy mogli lecieć. Decyzję ułatwił fakt że ja dobrze znam angielski a dzieci jeszcze małe i nie wrosły w szkolne środowisko.

      Nie jestem pewna jak na się poukłada na miejscu, ale w razie czego mamy możliwość powrotu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka