Rozmawiałam wczoraj z moim eks i opowiedział mi ciekawą historię, do przemyślenia i ku przestrodze.
Otóż zaraził się on wirusem kiły. Wszystko już ok, dostał penicylinę, ale co przeżył to jego. A zaraziła go partnerka podczas seksu oralnego.. tak tak, mało kto zdaje sobie sprawę, że tak TEŻ można się różnym syfem zarazić. Albo niby wie, ale się tym niespecjalnie przejmuje.
Dziewczyna jest młoda, wcale nie biegająca z łóżka do łóżka, z tzw. "dobrej rodziny" i z małą ilością partnerów seksualnych - info dla tych, co uważają, że ich to nie dotyczy, bo nie bzykają się z byle kim. Zawsze używała prezerwatyw, ale nie do orala.. no bo kto w takiej sytuacji używa gumek, oprócz prostytutek?
Facet powiadomił trzy dziewczyny, z którymi się ostatnio spotykał, one i ich obecni partnerzy zrobili badania no i wyszło, że wirusa ma ta studentka. Zbadała się też jej cała rodzina, wszyscy w szoku i przerażeni.
A to zdradziecka choroba jest, objawy (szczególnie u kobiet) łatwo przeoczyć i wirusik sobie kwitnie w naszym organizmie nawet kilkanaście lat, a potem już jest za późno.
HIV medialnie przykrył problem zarażenia kiłą, ale on JEST.
Badanie kosztuje kilkadziesiąt złotych, spokój - bezcenny.
Facet spuentował, że on rezygnuje z seksu oralnego, albo podaje w gumce i w ogóle to przechodzi na system ręczny, bo na razie nerwów ma dość