maminka1111111
25.11.10, 23:31
witam ,2 lata temu mając 18 lat zapragnęłam mieć dziecko,osóbkę którą będe mogła kochać i dbać o nią ,dziś mój synek jest zdrowym ,cudownym 13 mies chłopcem,myślę że jestem odpowiedzialną matką i w przyszłości chciałabym mieć drugie...być może tak szybko dorosłam bo sama w życiu nie miałam lekko...patrzyłam jak mój ojciec bije matkę, po kolejnych wizytach policji matka wyprowadziła sie od niego bo grozili domem dziecka,przeprowadzila sie do swojego brata ...stamtąd nie mam dobrych wspomnien...wuja pił a kuzyn molestował mnie seksualnie co noc(i moją siostre blizniaczke tez) nie wiem ile to trwało potem ojciec nas znalazł i pod blokiem czychał na matke,wiec wyprowadzilismy sie jeszcze raz i znow to samo,i tak w sumie wynajmowalismy około 15 mieszkań i 8 razy zmienialam szkole(bo ojciec nachodzil tam mnie i siostre)...po drodze jeszcze przezylam spanie w barakach i czekanie na pomoc ludzi kiedy włąsciciele wyrzucali nas na ulice...kiedy miałam 14 lat mama zachorowała na raka ...było za póżno 1mies od diagnozy zmarła,w dzień po jej śmierci brat zawiózł nas do ojca (a mialam jeszcze jedna siostre 3 letnia ktora miala swojego ojca -mama zyla z nim w konkubinacie wiec ja oddali wlasnie jemu)...wiec po calym zyciu uciekania przed nim nagle wszystko sie zmienilo.ojciec nie wypuszczal nas z domu,nie moglysmy nawet wyjsc do sklepu bo ubzdural sobie ze sie z kims spotykamy o kolezankach nie bylo mowy...gnebil nas psychicznie ,demoralizowal,bylysmy dla niego służącym zabronil nam widywania sie z mlodsza siostra(po 3 latach same za plecami ojca zorganizowalysmy pierwsze spotkanie)i, kiedy ruszył na nas z pięściami ucieklysmy z domu do mojego chlopaka(teraz męża)byla sprawa w sadzie mialysmy poszukac sobie internatu albo zabralaby nas opieka spoleczna (wtedy do 18-stki brakowalo nam 4 mies.).wybrałyśmy internat w dniu 18-stych ur.przeprowadzilam sie do mojego faceta siostra została w bursie.mieszkalismy (do teraz mieszkamy )z jego bratem siostrą i szwagrem(mieszkaja za sciana).jego siostra niby nie moze miec dzieci(jest alkoholiczka),wszyscy tam piją.kiedy zaszlam w ciążę wszyscy w tym domu zaczeli mnie obrazac ,non stop obgadywac ,mówili ze nastawiam mojego faceta przeciwko nim...za sciana wszystko slyszałam ,nie obcodziło ich że spodziewam sie dziecka...non stop imprezowali i tak zostalo do dzis.wzielismy slub po kryjomu...jak sie dowiedzieli to stwierdzili ze klamiemy bo akt alzenstwa wdl nich mozna sciagnąć z neta.nie rozmawiam z nimi,nic do nich nie dociera...to w skrócie moja historia,musialam sie nia z wami podzielic...dodam tylko ze rodzice meza nie zyja...ojciec sie powiesil a matka spadla ze schodow...pragniemy byc szczesliwa rodzina choc zyjemy biednie.kochamy nasze dziecko i siebie nawzajem... nie mam nikogo z rodziny kto by nas wspieral ,prosze byscie napisaly czy któraś z was ma podobnie ciężkie życie i mimo tego daje rade,prosze tez o słowa otuchy...