Dodaj do ulubionych

W sumie bardzo smutny list...

06.12.10, 10:54
"To już postanowione! W tym roku nie urządzam świąt Bożego Narodzenia. Nie będzie lepienia pierogów, pieczonego mięsiwa, makowca, bigosów i sałatek. Nie będzie też dzielenia się opłatkiem i prezentów pod choinką. Nie będę dalej tolerowała skrajnego egoizmu mojego męża i dwojga dorosłych dzieci (26 i 28 lat). Dotychczas scenariusz był taki: ja przy gotowaniu i sprzątaniu, a ich wysiłek skupiał się tylko na ubieraniu choinki. W rezultacie zmęczona siadałam do wigilijnego stołu. W końcu zrozumiałam, że takim wyręczaniem rodziny tylko sobie szkodzę. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że to nie wystarczy, żeby wyleczyć ich z 'chłodu emocjonalnego'.

Zawsze było tak, że im bardziej się starałam dogodzić moim dzieciom, tym bardziej byłam lekceważona, a moje prezenty dla nich często wyśmiewane. Nie mam prawa pytać ich o sprawy osobiste, bo jest to ingerencja w ich prywatność. Nie mam prawa pytać o cokolwiek. Odnoszę wrażenie, że wszelkie moje starania dla rodziny są traktowane jak narzucanie się. Dla moich dzieci okazywanie dobroci to cecha człowieka ułomnego, słabego. Kłóci się to z wartościami, które wyniosłam z własnego domu rodzinnego, gdzie dobro było doceniane, a zło potępiane. Wiem, że nie jestem idealną matką. Ale jak każdy człowiek mam prawo mylić się, przecież nikt z nas nie rodzi się z wiedzą, jak idealnie wychować własne dzieci."

www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,66725,8754812,List_tygodnia.html
Obserwuj wątek
    • verdana Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 11:01
      Przeczytałam ten list - i pomyślałam sobie - gdzie Autorka byla przez ostatnie 28 lat? Bo chyba nie we własnym domu. Nie włączyła dzieci w przygotowania wigilijne? Uznawała, ze powinna "wyręczać"? "Dogadzała" - ale oczekując wdzięcznosci, a nie rewanżu. Nie zauważyła przez 20 lat, ze cos jest nie tak? Cóż, wydaje się, ze z duzym trudem zapracowała na "chłód uczuciowy". Poswięcająca się matka, ktora w zamian za poświecenie nie chce usiąść na kanapie i nic nie robić, nie chce rewanżu w formie pracy innych dla niej - tylko w formie rewanżu chce uczuć i doceniania, ze zamęcza się dla innych - to toksyczny rodzaj matki.
      Jakoś nie bardzo współćzuję.
      • triss_merigold6 Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 11:04
        A gdzie był mąż autorki i tatuś dzieciątek?
        • verdana Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 11:11
          Leżał na kanapie, korzystał z poświęcenia małżonki, która w zamian za to naiwnie oczekiwała docenienia.
          Kto doceni cos, co człowiek sam zrobił swoim obowiązkiem? Jako przykład mogę przytoczyć historyjke z wlasnego podwórka. Kupilam psa, solennie obiecując dziecięciu, ze sama go będę wyprowadzać. Jako osoba leniwa, w krótkim czasie zwaliłam wyprowadzanie na dziecię, ktore jest idiotycznie grzeczne i potulne, tylko czasem rzuci jakąś obelgę pod moim adresem. Co pewien czas łaskawie wyprowadzam psa. 16-latek jest mi wówczas bezgranicznie wdzieczny. Gdybym wyprowadzała psa regularnie, za cóż miałby być mi wdzieczny, pytam?
          • triss_merigold6 Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 11:18
            Wychodzi na to, że kobieta i tak jest sama sobie winna bez względu na to co robi.
            Krótko mówiąc: zdrowiej pana z buta gnać do wszelkiej roboty i czasem łaskawie ugotować coś jadalnego albo nastawić pranie, wtedy traktuje to jako przemiłą niespodziankę.
            • verdana Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 11:23
              Otóż to.
              I nie, nie zawsze jest winna - winna jest wtedy, gdy robi coś nie dlatego, ze chce (ja tam codziennie gotuję obiady), ale dlatego, ze powinna "bo jest kobietą" i nikt inny równie dobrze tego nie zrobi - a w zamian za to oczekuje, ze cały dom padnie na kolana.
              • gwiazdozbiory Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 11:44
                verdana napisała:

                a w zamian za to oczekuje, ze cały
                > dom padnie na kolana.

                Wymyslaj, wymyslaj. Moze jednak nie o padniecie na kolana chodzi, a o zwykle przyzwoite zachowanie.
                • makurokurosek Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 13:03
                  Moja teściowa się tak zachowuje, nie wiem czy jest to wynik wychowania, czy próba uzyskania świętego spokoju ale efekt jest taki, że przez większość ludzi odbierana jest jako robiąca z siebie męczennicę.
                  Nie wiem czy w jej przypadku chodzi o podziw jej umiejętności, zaradności czy oczekuje właśnie " padania na kolana" ale jest to przykry widok bo mimo jej wysiłków nie tylko nie jest doceniana ale wręcz trudno darzyć ją sympatią
              • sueellen Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 12:49
                Dokladnie!
                Bardzo, bardzo i coraz bardziej walcze o to z moim chłopem. A cięzko walczyć z 35latkiem wychowanym w tradycyjnym domu (matka w domu, ojciec w pracy) gdzie wszystkie obowiązki domowe należały do kobiety i była to oczywista oczywistość.

                On nieraz powtarza, że czegoś nie zrobi bo to "kobieca działka".

                Walcze jednak dzielnie i zwłaszcza od kiedy wrócilam do pracy po macierzynskim, nie poddaje się. Do drugiego dziecka mam zamiar chłopa przerobić żeby pewnie na koniec powiedzieć "nie takiego męzczyznę poznałam " tongue_out
                • lacitadelle Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 12:57
                  > Walcze jednak dzielnie i zwłaszcza od kiedy wrócilam do pracy po macierzynskim,
                  > nie poddaje się. Do drugiego dziecka mam zamiar chłopa przerobić żeby pewnie n
                  > a koniec powiedzieć "nie takiego męzczyznę poznałam " tongue_out

                  Mój facet to w ogóle jakiś dziwny, bo choć pochodzi z domu z takim bardzo nierównym podziałem, to na własne podwórko nie miał chęci tego przenosić. Może to kwestia tego, że mieszkał przez studia w akademiku i w mieszkaniu studenckim, więc chcąc nie chcąc musiał się nauczyć sam wszystko robić? Z dzieckiem nie miał doświadczenia, więc na początku próbował trochę ciężar opieki na mnie przerzucić, ale że ja też nie miałam, to się nie dałam. Jakoś się razem wdrożyliśmy, na ten moment chyba jemu nawet lepiej wychodzi (ma więcej cierpliwości).
            • gwiazdozbiory Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 11:33
              triss_merigold6 napisała:

              > Wychodzi na to, że kobieta i tak jest sama sobie winna bez względu na to co rob
              > i.
              > Krótko mówiąc: zdrowiej pana z buta gnać do wszelkiej roboty i czasem łaskawie
              > ugotować coś jadalnego albo nastawić pranie, wtedy traktuje to jako przemiłą ni
              > espodziankę.

              Dokladnie na to wychodzi.

              Autorka napisala:

              "Nie mam prawa pytać ich o sprawy osobiste, bo jest to ingerencja w ich prywatność. Nie mam prawa pytać o cokolwiek. Odnoszę wrażenie, że wszelkie moje starania dla rodziny są traktowane jak narzucanie się. Dla moich dzieci okazywanie dobroci to cecha człowieka ułomnego, słabego."

              Moja pierwsza tesciowa byla taka matka - nigdy nie przyszlo mi do glowy nie okazac jej szacunku, a jej dzieci, mimo, ze nie ulepily ani jednego wigilijnego pieroga, matke bardzo kochaly. Ona tez wyreczala wszystkich we wszystkim. Wstawala o piatej rano do garow. Tez czasem sie obrazala, ze zmeczona i ze cos tam. Nikt sie jednak z kobiety nie wysmiewal, lecz staral sie sytuacje naprawic, a matce prace wyngrodzic wdziecznoscia.

            • ylunia78 Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 11:53
              tak czytm te wpisy i chyba zapominamy,że lat temu np 30-40 było inne podejście w rodzinie.To dzisiaj jesteśmy nauczone,że związek,małeństwo to partnerstwo.Że podejmujemy wspólnie decyzję,że wspólnie wychowujemy dzieci ,sprzątamy,gotujemy i inne.Kiedyś to kobieta gotowała,sprzątała,zajmowała się dziećmi,mąż ewentualnie wyniósł śmieci raz na dwa tyg przy okazji idąc na piwo.
              Nie ma co winić autorki listu,bo tak niestety niedawno wyglądał świat naszych rodziców.
              • iwoniaw Może Twoich rodziców 06.12.10, 11:56
                Świat moich rodziców, moich dziadków oraz moich pradziadków wyglądał inaczej (ich pamiętam). Na pewno nie tak, że my, moi rodzice czy moi dziadkowie dobijając trzydziestki nie skalaliśmy rączek lepieniem pierogów na wigilię, a prezenty od matki wyśmiewaliśmy (???)
                • triss_merigold6 Re: Może Twoich rodziców 06.12.10, 12:01
                  Się podpiszę. Obie moje babcie nie pracowały zawodowo, ale były szanowane, a cięższe zajęcia wykonywali mężczyźni.
                  • verdana Re: Może Twoich rodziców 06.12.10, 12:15
                    Jestem mniej-więcej w wieku autorki tego listu. W moim rodzinnym domu zasuwalismy wszyscy, mój mąż oraz dzieci na pewno nie obijają sie, gdy jest coś w domu do roboty (już predzej ja się obijam). Owszem dziadek nie pomagał w gospodarstwie, bo byla panna służąca.
              • tully.makker Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 12:41
                chyba zapominamy,że lat temu np 30-40 było inne podejście
                > w rodzinie.To dzisiaj jesteśmy nauczone,że związek,małeństwo to partnerstwo.Że
                > podejmujemy wspólnie decyzję,że wspólnie wychowujemy dzieci ,sprzątamy,gotujemy
                > i inne.Kiedyś to kobieta gotowała,sprzątała,zajmowała się dziećmi,mąż ewentual
                > nie wyniósł śmieci raz na dwa tyg przy okazji idąc na piwo.

                Wybacz, ale piszesz bzdury. Mi rodzice - obecnie po siedemdziesiatce, zawsze zyli i do dzis zyja w malzenstwie partnerskim, gdzie obowiazauje rowny podzial obowiazkow. No moze ojciec robi wiecej. Rodziny w ktorych panowal nierowny podzial obowiazkow byly zawsze, podobnie jak te w ktorych ten podzial byl rowny.
                • ylunia78 Re: W sumie bardzo smutny list... 07.12.10, 12:03
                  tully.makker napisała:



                  >
                  > Wybacz, ale piszesz bzdury. Mi rodzice - obecnie po siedemdziesiatce, zawsze z
                  > yli i do dzis zyja w malzenstwie partnerskim, gdzie obowiazauje rowny podzial o
                  > bowiazkow. No moze ojciec robi wiecej. Rodziny w ktorych panowal nierowny pod
                  > zial obowiazkow byly zawsze, podobnie jak te w ktorych ten podzial byl rowny.
                  >
                  nie mówię,że wszystkie rodziny takie były,zdarzały się małżeństwa gdzie już wtedy podział obowiązków był na równi,jednakże uważam,że nie było wtedy tylu związków partnerskich jak dzisiaj.Wtedy była inne mentalność.
            • makurokurosek Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 12:59
              Moja promotorka dała mi kiedyś radę - nie wychylać się za bardzo w obowiązkach domowych, zrobić obiad i ups nie wyszedł,no tak się starałam a on " przypadkiem" nie wyszedł.
              Uważam,że to bardzo cenna rada.
              Co do świątecznych przygotowań to wydaje mi się, że właśnie wspólne przygotowania i wspólne ubieranie choinki tworzy ten nastrój.
              • hellulah Re: W sumie bardzo smutny list... 09.12.10, 16:17
                Twoja promotorka namawiała Cię do zakłamania i fałszu w związku? Fajne.
          • gwiazdozbiory Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 11:58
            verdana napisała:

            Kupilam psa, solennie obiecując dzieci
            > ęciu, ze sama go będę wyprowadzać. Jako osoba leniwa, w krótkim czasie zwaliła
            > m wyprowadzanie na dziecię, ktore jest idiotycznie grzeczne i potulne, tylko cz
            > asem rzuci jakąś obelgę pod moim adresem

            Inne dziecko mialoby w zwiazku z Twoim postepowaniem "psia traume". To nie Ty jestes tutaj "madrym rozwiazaniem", to Twoje dziecko jest akurat takie, a nie inne - potulne.
          • kozica111 Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 13:00
            "Kupilam psa, solennie obiecując dzieci
            > ęciu, ze sama go będę wyprowadzać. Jako osoba leniwa, w krótkim czasie zwaliła
            > m wyprowadzanie na dziecię, ktore jest idiotycznie grzeczne i potulne, tylko cz
            > asem rzuci jakąś obelgę pod moim adresem. Co pewien czas łaskawie wyprowadzam p
            > sa. 16-latek jest mi wówczas bezgranicznie wdzieczny. Gdybym wyprowadzała psa r
            > egularnie, za cóż miałby być mi wdzieczny, pytam"

            Padłam big_grin
        • iwoniaw Wiesz, Triss 06.12.10, 11:24
          - tatuś dzieciątek zapewne był, jak i owe dzieciątka, przez całe dekady odganiany od wszystkiego, co tylko pani zrobić potrafi "tak, jak trzeba". Bo taką jakąś dziwną zależność można często zaobserwować: są kobiety, które wiecznie niezadowolone ze sposobu, w jaki mąż trzyma miotłę, same sobie biorą milion zadań do wyłącznego wykonywania, a potem zdziwienie, że po trzydziestu latach ani mąż, który "nie umiał" noworodka przewinąć, ani dzieci, które "przecież rozleją" sok, jeśli same będą go sobie nalewać, nie biorą się do wyrywania matce/żonie z rąk roboty, którą ta zawsze "musiała" sama zrobić...
      • kropkacom Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 11:09
        Sama sobie na to zapracowała. Dzieci też nikt poza nią i mężem nie wychował. No chyba, że jednak... Smutne, że tak trudno ją poklepać po plecach (nawet wirtualnie). Podejrzewam, że w wielu domach są takie kobiety, które mogłyby spokojnie takie listy napisać.
      • a.nancy Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 12:44
        a ja się zastanawiam, jak to wyglądało czy będzie wyglądać, poza napisaniem dramatycznego listu. Autorka poinformowała rodzinę: "nie URZĄDZAM świąt Bożego Narodzenia", a mąż i dzieci zgodnym chórem odpowiedzieli: "to świetnie, bo my też nie!"?
        czy zrobiła dziką awanturę i kupiła jeden bilet na Majorkę?
        czy może, tak sobie zgaduję, wylała żale w liście do gazety, a potem spokojnie zasiądzie do lepienia tych pierogów, bo jakże by inaczej?
        • sueellen Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 12:54
          Obstawiam ostatnie. Mam wrażenie, że na świetach tak naprawde to własnie jej najbardziej zalezy.
        • cynamonowy_chochlik Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 13:14
          Trzecia opcja, w inną nigdy nie uwierzę.
          Mam taką koleżankę. Dawno temu, jeszcze za czasów licealnych i studenckich, wyjeżdżałyśmy razem często na wakacje, w większej grupie. I ona zawsze po wszystkich sprzątała, zmywała, robiła kanapki i obiady. Nikt nie musiał palcem ruszyć. Ja również. Jedyny mankament - wiecznie jęczała, jaka to jest wykorzystywana, a my lenie. No ale taka drobna zapłata za darmową obsługę naprawdę nikogo nie obchodziła.
          Wyglądało to tak - wstawałam rano, siadałam przy stole. Naczynia były już oczywiście pomyte, woda do czajnika wstawiona. Koleżanka już się krzątała i zaczynała powitanie od "dzień dobry, chcesz kawy?" NO to wiadomo, że chciałam. To przy okazji kawy robiła mi śniadanie. Po śniadaniu zostawiałam naczynia i szłam umyć zęby. Jak wracałam, to naczynia były umyte, a koleżanka oczywiście "moglibyście się nauczyć po sobie sprzątać!". No i pewnie bym sprzątnęła (bo to był mój konkretny kubek i mój konkretny talerz), ale po co? Jak jej nie było na wyjeździe, to nie było problemów z podziałem obowiązków. Jak była, to nikt nie robił nic, tylko ona.
          Potem wyszła za mąż i do dzisiaj tak jęczy, że mąż nic w domu nie robi.
    • a.va Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 11:12
      Bardzo mi szkoda tej kobiety. Nie umiała sobie ułożyć relacji ani z mężem, ani z dziećmi i teraz, po latach, obudziła się z ręką w nocniku. Niekochana, ba - nawet nielubiana, i samotna.
      • verdana Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 11:21
        Cóż, a mnie jest także szkoda jej dzieci. Dzieci, do których ma pretensję za to, że nie robily tego, czego od nich nie wymagała, dzieci, ktorych nie nauczyła, ze matka jest człowiekiem, a ktore mają być "wdzięczne" za wychowanie.
        Myślę,z e chłodu uczuciowego nie uzyskuje się tylko wyręczając dzieci we wszystkim - coś musiało być ponadto, coś istotnego.
        • a.va Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 11:25
          Oczywiście - po prostu nie umiała z nimi nawiązać relacji (mąż też nie, jak widać). Nie znają się, nie nauczyli się siebie kochać ani szanować. Nie wiem, dlaczego tak się stało, ale nie umie tego wielu ludzi - i zawsze jest mi ich żal.
        • peggy_su Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 11:39
          Moim zdaniem wystarczyło to wyręczanie i narzucanie, i wymaganie wdzięczności wzamian.
          Znam przykład takiej rodziny gdzie kobieta chlubi się tym jaka jest pracowita, ile ciągle ma zajęć, ile robi dla domu, dla dzieci itd. Kobieta uważa się za wszechwiedzącą, chce mieć wszystko pod kontrolą, chce wszystko wiedzieć, bo przecież ona jest MATKĄ, ona kocha swoje dzieci, musi wiedzieć co robią, gdzie są, czym żyją. Ona najlepiej wie, czego potrzebują, nikt tak nie ugotuje, nie poda, nie załatwi jak mamusia. Mamusia upierze, uprasuje, przygotuje.

          Jak jej dzieci odbierają taką matkę? W wieku nastoletnim wstyd. Że nie można posiedzieć z kolegami, żeby mamunia zaraz nie przyleciała posłuchać o czym mówią, nie proponowala obiadku, ciasteczek, czekoladek, ciepłych skarpetek synusiowi. Potem irytacja, bo nie da się wyjść z domu, z dziewczyną, gdziekolwiek bez stu pytań dokąd, z kim, po co, a potem gdzie byłeś co robiłeś. I to wszystko oczywiście z troski i z miłości.
          Jak się jedno lub drugie dziecko zabierało do jakiejś roboty to zaraz: daj bo się zmęczysz, bo się ubrudzisz, daj mama sama zrobi.
          A do tego wszystkiego cała gama dąsów i narzekań, bo matki nikt nie kocha, nikt nie docenia, nikt jej nie pomaga.
          Po latach, gdy "dzieci" mają ok trzydziestki, matka ciągle męczy swoimi nagabywaniami, pytaniami i propozycjami pomocy, a dzieci po prostu przemilczają pytania, nie rozmawiają, ucinają. Nikt w tym domu nie lubi świąt i tego typu okazji. Tam nie ma świątecznej atmosfery, jest tylko matka która dwoi się i troi żeby upiec jeszcze więcej ciast i zrobić więcej sałatek, potem chwali sama siebie jaka to jest cudowna, troskliwa i zaradna, potem czeka na jakieś słowa uznania, wreszcie dostaje szału, bo nikt nie podziela tego zachwytu nad "jej świętami".
          Nie trzeba dużo, żeby zepsuć relacje z dziećmi.
          • a.va Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 11:47
            Masz rację, to może być też ten typ - wszystkokontrolujący superszpieg James Bond w papuciach. Jeśli tak, to mi jej nie żal, bo obiektywnie może mieć fajną rodzinę, tylko chore oczekiwania wobec nich.
        • titta Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 17:16
          Nie musi byc nic ponadto. Wystarczy, ze przez kilka lat narastal w niej zal i wytwozyla sobie obraz "znimnych pasozytow". Pewnie dzieci nie sa bez winy ale tez niewykluczone, ze wszystko co zrobia i powiedza bedzie traktowane przeciwko nim.
    • peggy_su Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 11:19
      Kolejna mamuśka, która chciała zagłaskać dzieci na śmierć. Chodziła wokół nich, nadskakiwała, głaskała, usługiwała, ale nie nauczyła ani poczucia obowiązku, ani jak widać samodzielności - skoro dzieci nawet jej nie lubiąc ciągle z nią mieszkają. Coś co pewnie nazywa miłością - bo ona by dla nich wszystko - jest zwyczajną głupotą.
      Dobrze jej tak.
      • matsuda Z podziwu wyjść nie mogę 06.12.10, 11:25
        jak wszystkie z Was są wyemancypowane i doświadczone życiem, a przy tym szalenie mocne w teorii. Pamiętajcie, że może jest coś co każda z Was robi w sposób naturalny, a co za dekadę stanie się passe - godne pogardy i krytyki.
        • verdana Re: Z podziwu wyjść nie mogę 06.12.10, 11:28
          Cóż, nie chodzi o to, co się robi i jak - ale o uczucia. Jakos nie sądzę, aby za dowolną ilość lat smutek z powodu niechęci doroslych dzieci do własnej matki był passe.
          • matsuda Re: Z podziwu wyjść nie mogę 06.12.10, 11:35
            skąd taki wniosek? Fakt mieszkania dorosłych dzieci z rodzicami najdobitniej świadczy chyba o łączącej ich więzi-kwestia tylko jakiej. Matki i tak mi żal.
            • kawka74 Re: Z podziwu wyjść nie mogę 06.12.10, 11:42
              Fakt mieszkania dorosłych dzieci z rodzicami najdobitniej św
              > iadczy chyba o łączącej ich więzi

              Równie dobitnie może świadczyć o braku kasy na własne mieszkanie, względnie wygodnictwie.
        • gwiazdozbiory Re: Z podziwu wyjść nie mogę 06.12.10, 11:40
          matsuda napisała:

          Pamiętajcie, że może jest coś co każda z Was robi w sposób n
          > aturalny, a co za dekadę stanie się passe - godne pogardy i krytyki.

          Mysle, ze kobiety leniwe wioda prym w takim wysmiewaniu tych bardziej pracowitych. Bo jak to fajnie, ze nie przyszlo im do glowy zrobic cos dla rodziny ponad zwykla koniecznosc.
          Znam jedna pania, matke dobra i kochajca, ktorej dzieci maja za zle nawet to, ze zostala wdowa - bo mogla mamusia za tatusia za maz nie wychodzic.
          • peggy_su Re: Z podziwu wyjść nie mogę 06.12.10, 11:57
            Ale lenistwo lub pracowitość nic tu nie ma do rzeczy. To kwestia mądrości lub jej braku.
            Moja mama włączała nas w domowe obowiązki od dziecka. Najpierw w formie zabawy, potem w coraz większym stopniu obowiązków. Nikt mi nie powie że była leniwa, bo mając na początku na głowie całe święta, gotowanie, pieczenie i jeszcze dzieci babrząde się wlukrze czy cieście, raczej miała dwa razy więcej roboty. Ale nauczyła dzieci włączać się i pomagać. I mając dorosłe dzieci nie ma takich problemów jak autorka listu. Dla wszystkich jest oczywiste, że jak nie zrobią swojej działki to czegoś nie będzie.

            Za to teściowa jest przykładem takiej osoby narzucającej się, nadopiekuńczej i wymagającej wdzięczności. No i niestety dzieci od niej uciekają.
            • iwoniaw Dokładnie o to chodzi 06.12.10, 12:05
              CytatMoja mama włączała nas w domowe obowiązki od dziecka. Najpierw w formie zabawy,
              > potem w coraz większym stopniu obowiązków. Nikt mi nie powie że była leniwa, b
              > o mając na początku na głowie całe święta, gotowanie, pieczenie i jeszcze dziec
              > i babrząde się wlukrze czy cieście, raczej miała dwa razy więcej roboty. Ale na
              > uczyła dzieci włączać się i pomagać. I mając dorosłe dzieci nie ma takich probl
              > emów jak autorka listu. Dla wszystkich jest oczywiste, że jak nie zrobią swojej
              > działki to czegoś nie będzie.


              Otóż to. Albo się wdraża system jak opisany powyżej, albo przyjmuje do świadomości fakt, że przy jednym (i to - o zgrozo! - kupionym) makowcu też można przeżyć święta. Ale są osoby, którym nie pasuje ani jedno, ani drugie rozwiązanie, a ich poczucie nieszczęścia opiera się na fakcie, że cały świat wokół nie podziela ich poglądu na Jedynie Słuszny Sposób Spędzania Świąt i jeszcze - bardzo dziwne - dzieci nie nauczone konkretnych czynności (a często od nich latami odganiane) nie garną się do nich na siłę.
            • gwiazdozbiory Re: Z podziwu wyjść nie mogę 06.12.10, 12:06
              peggy_su napisała:

              > Ale lenistwo lub pracowitość nic tu nie ma do rzeczy. To kwestia mądrości lub j
              > ej braku.

              Powiem Ci, ze jednak ma. Dzieci z domow zaniedbanych, nie oczekuja od matki niczego, a jak raz na ruski rok matka ulepi im pierogow, to sa jej bardzo wdzieczne. Takie jest zycie.

              Aby zycie bylo w miare przyzwoite, nie tylko matka musi byc madra, ojciec rowniez, a pozniej dzieci, nie slepe, egoistyczne szczenieta, ale ludzie rozumiejacy, ze rodzice to nie bogowie, ale zwykli ludzie, ktorym nie wszystkie madrosci byly dane.
              Kierowanie sie tylko miloscia w wychowaniu dziecka nie wystrczy.
      • menodo Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 11:40
        List chyba wcale nie jest smutny, bo wyglada na to, ze kobieta sie "obudzila" - lepiej pozno niz wcalesmile
        Ale w sumie jakos slabo wierze, ze kobieta wytrwa w swoim swiatecznym postanowieniu...
        • verdana Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 12:18
          Pomijając wszystko inne - mam wrazenie, ze zaczynanie wychowywanie rodziny po 28 latach od demonstracyjnego zepsucia świąt - nie jest najlepszą metodą.
          Zwracam też uwagę, ze autorce listu nie wpadła do głowy opcja porozmawiania z rodziną i zawiadomienia, ze jak nie będzie podziału pracy - to swieta same się nie zrobią. Nadal uwaza, zę albo ona je zrobi w całości, albo w ogóle świąt nie będzie.
    • ihanelma Podejrzewam, że rewolucja skończy się na liście 06.12.10, 12:21
      A święta będą jak co roku.
      Na szczęście takie kobiety to chyba gatunek wymierający...
    • allija Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 12:29
      List jest smutny bo pani nie obudziła się, ona niczego nie rozumie i pewnie już nie zrozumie.
      Od początku istnienia swojej rodziny postawiła się w roli służącej a teraz nagle ma pretensje, że tak właśnie jest traktowana. Nigdy nie wpadło pani do głowy, że może zamiast piec kolejnego makowca wysłać męża do cukierni a samej odpocząć i móc później cieszyć się świętami itp. Pani zamiast dbać głównie o mieszkanie i gary powinna zadbać o swoją rodzinę, o relacje z nimi, o przekazanie dzieciom wartości, o brak których teraz ma pretensję, i to wiele lat wcześniej. Można popełniać błędy, głupotą jednak jest trwanie w nich i nie wyciąganie żadnych wniosków.
      Ale ponieważ jest to cytat z gazety to jakoś odnoszę dziwne wrażenie, że niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Jeśli w ogóle to jest to pokolenie raczej naszych mam i one do końca są/były oddane rodzinie, nigdy nie zastrajkowały, przynajmniej w domu.
      • verdana Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 12:39
        No, nie wiem. To jest moje pokolenie i u wszystkich moich znajomych bylo partnerstwo i podział pracy. Owszem, znam jedną taką matkę-Polkę, ktora robiła wszystko, obiady byly z trzech-czterech dań, a podloga codziennie pastowana, ale maż zwiał od niej po paru latach.
      • a.va Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 15:32
        Bez przesady, w pokoleniu naszych mam, babć i prababć też były różne modele rodziny. Np. gdyby moja babcia pierogi na Wigilię ulepiła, to by o tym chyba w gazecie napisali. Opanowała delegowanie obowiązków innym do perfekcji, w domu nie robiła prawie nic.
    • sueellen Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 12:43
      Hmm...
      Jestem w wieku dzieci tej pani. Po pierwsze od kilku lat mieszkam na swoim i mam wlasną rodzinę. Jestem dorosła. Nie lubie być przepytywana i osobiste pytania uważałabym za wścibstwo. Jak chcę to sama powiem. A święta też od 21rz sama urzadzam.

      Moim zdaniem problem tej pani polega na tym, że jest taką "mamuśką". Pewnie nadopiekuńcza Matką Polką. "Dzieci" uważa za dzieciaczki, które wierzą w świetego Mikołaja i teraz bedzie karać brakiem prezentów i pierogów. No ludzieeee.
    • purpurowa_komnata Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 12:54
      Mną strząsnęło coś innego w takich kobietach. Sytuacja autentyczna i dla mnie nauka.
      Sprawa dotyczy kuzynki mojej przyjaciółki: Pewnego dnia serce nie wytrzymało i owa kobieta lat 45 znalazła się na OIOM-ie, później na kardiologii w bardzo złym stanie.
      Nikt z jej rodziny czyli mąż oraz 4 synków, z których najmłodszy miał lat 15 nie przyszedł do szpitala. Co więcej jak zadzwoniła do domu- to siedzieli źli przed telewizorem, bo nie miał kto obiadu ugotować.
      I takie refleksje skierowane ku mojej przyjaciółce " poświęciłam im całą siebie, a teraz nawet nikt do mnie nie przyszedł- tylko mają pretensje- to moja wina bo zredukowałam się do kochającej i dbającej o rodzinę użytecznej rzeczy, przegrałam swoje życie- Magda nigdy nie popełnij mojego błędu"
      o ile mi wiadomo ta kobieta zmarła
      • purpurowa_komnata Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 13:11
        Miało być wstrząsnęło
      • gwiazdozbiory Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace. 06.12.10, 14:40
        purpurowa_komnata napisała:

        > Mną strząsnęło coś innego w takich kobietach.

        Tu nie ma co liczyc na jakis wstrzas.

        Autorka listu napisala:
        "Wiem, że nie jestem idealną matką. Ale jak każdy człowiek mam prawo mylić się, przecież nikt z nas nie rodzi się z wiedzą, jak idealnie wychować własne dzieci."

        Forumowiczki nie znalazly dla kobiety cienia empatii. Sa jak inkwizotorki, skazuja na niebyt, a nawet swoje wlasne slabosci wynosza na piedestal i chwala sie nimi, i daja, jako przyklad slusznego postepowania.

        Nie daj Panie Boze zyc w kraju, w ktorym takie jest "milowanie" blizniego.
        • triss_merigold6 Re: Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace 06.12.10, 14:42
          To właśnie napisałam. Kobieta bez względu na to co zrobi ZAWSZE będzie sama sobie winna. Taki kod kulturowy tego przaśnego kraju.
        • verdana Re: Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace 06.12.10, 14:44
          Po pierwsze nie mam zamiaru miłować kazdego bliźniego. Po drugie miłowanie bliźniego nie wyklucza wskazywanie bliźniemu błędów, przeciwnie nawet. Po trzecie, trudno współczuć komus, kto o swoje błędy oskarza innych.
          • gwiazdozbiory Re: Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace 06.12.10, 14:48
            verdana napisała:

            Po trzecie,
            > trudno współczuć komus, kto o swoje błędy oskarza innych.

            Ty natomiast, nawet nie dostrzegasz swoich bledow.
            • verdana Re: Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace 06.12.10, 14:51
              Cóż, być może nie czuję potrzeby spowiadania się publiczne z własnych błędów.
              Nie mowiąc już o tym, ze owszem, widzę sporo własnych błędów, pisywałam o nich niegdyś na forum, ale wyrzuty sumienia mam tylko z powodu jednego. Poza tym bez wyrzutów sumiania daję sobie prawo do popełniania błędów, ale rozliczam z nich siebie, a nie dzieci.
              • gwiazdozbiory Re: Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace 06.12.10, 14:58
                verdana napisała:

                > Cóż, być może nie czuję potrzeby spowiadania się publiczne z własnych błędów.
                > Nie mowiąc już o tym, ze owszem, widzę sporo własnych błędów, pisywałam o nich
                > niegdyś na forum,

                Czyli jednak spowiadalas sie publicznie.

                Poza tym bez
                > wyrzutów sumiania daję sobie prawo do popełniania błędów, ale rozliczam z nich
                > siebie, a nie dzieci.

                Zadnego rozliczania, umiesz po prostu swoja porazke przedstawic jako sukces.
                Nie kazdy ma taki tupet. A Twojemu dziecku nie dziwie sie, ze potulne.

                • verdana Re: Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace 06.12.10, 15:05
                  Nie, udzielałam rad czego NIE robić, wykorzystując swoje doświadczenia.
                  Jakos na razie nie widze zadnych porazek wychowawczych. A dziecko nie jest potulne - jesli nie rozumiesz ironii, to przykro mi. Jest mile, empatyczne i uczynne.
                  • gwiazdozbiory Re: Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace 06.12.10, 16:30
                    verdana napisała:

                    > Nie, udzielałam rad czego NIE robić, wykorzystując swoje doświadczenia.

                    Zrobilas cos i wiesz, ze nie powinno sie tego robic?

                    > Jakos na razie nie widze zadnych porazek wychowawczych. A dziecko nie jest potu
                    > lne - jesli nie rozumiesz ironii, to przykro mi. Jest mile, empatyczne i uczynn
                    > e.

                    Musialo wrodzic sie do kogos innego. smile Nie jestes empatyczna, a tym bardziej mila, no i Twoje musi byc na wierzchu. Nieomylna, wyemancypowana i jezdzaca po innych w stylu dowolnym. Przykro mi, ze to pisze, ale Twoje tutaj wpisy sa jednymi z najokrutniejszych. Jestes tak przekonana o swoim sukcesie wychowawczym, jakby ten sukces byl tylko Twoim udzialem. Musisz wiedziec, ze jaki bedzie czlowiek zalezy od genow, otoczenia dalszego i blizszego i wielu innych jeszcze czynnikow.
                    W Twojej ironii moze byc zawarta prawda. Bo dlaczego nastolatek sie nie buntuje, tylko potulnie wychodzi z psem na spcery? Przeciez matka obiecywala solennie. Dlaczego nastolatek jest MILY? Na Twoim miejscu zadalabym sobie te pytania.
                    • a.va Re: Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace 06.12.10, 16:51
                      Bez przesady, z tych kilku wpisów wnosisz, że Verdana nie jest empatyczna ani miła? Zapewniam cię, że jest, a że akurat nie pochwala postawy kobiety w listu, to jej prawo. Na jedną sprawę można mieć różne poglądy.
                      • gwiazdozbiory Re: Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace 06.12.10, 17:06
                        a.va napisała:

                        > Bez przesady, z tych kilku wpisów wnosisz, że Verdana nie jest empatyczna ani m
                        > iła?

                        To Ty przesadzasz.
                        Przeciez Verdana i inne foromowiczki na temat autorki listu, jej dzieci i meza, oraz calej tej sytuacji, wiedza znacznie wiecej.
                        • a.va Re: Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace 06.12.10, 17:10
                          Rozpatrują różne możliwości, jak to na forum.
                    • verdana Re: Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace 06.12.10, 17:02
                      Cóż - wydaje mi się, ze wiekszość nastolatkow jest mila. Na przyklad klasa mojego syna. Na przyklad studenci pierwszego roku - w polowie nastolatkowie.
                      Raczej niemiy nastolatek wzbudza moje obawy, mily - nie.
                    • madzioreck Re: Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace 07.12.10, 01:48
                      > Zrobilas cos i wiesz, ze nie powinno sie tego robic?

                      Możesz rozwinąc tą podszytą ironią, głęboką myśl? suspicious
                      Myślałam, że o to właśnie chodzi w dostrzeganiu swoich błędów, ale ciekawa jestem, co Ty miałaś na myśli :] Jeśli w ogóle cokolwiek miałaś na myśli, a nie czepianie się dla sportu, bo argumenty masz żadne, a postów produkujesz, aż miło...
                    • alinawk Re: Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace 07.12.10, 09:39
                      Kochana, nie rozumiesz. Miłe i empatyczne to są w rozumieniu Verdany, a ona od empatii to jest odległa o lata świetlne. Ona za bardzo nie wie co to jest być miłym i empatycznym, sądząc po jej zachowaniu. Tak że w realu to różnie moze być wink.

                      A poza tym to Verdana nie ponosi porażek wychowawczych, przyjmij to za prawdę objawioną smile .
                • fajka7 Re: Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace 06.12.10, 15:08
                  Bardzo niesmaczne personalne wycieczki urządzasz w kiepskim stylu.
                  Takie rzeczy załatwia się na priv, chyba że chcesz się polansować publicznie kosztem Verdany.

                  A odnośnie tematu - nie uważam, że zawsze zostanie obwiniona kobieta. Tu bohaterką wątku jest kobieta. A rzecz sprowadza się do tego, że każdy ma to, co sobie w życiu sam zmontował i każdy sam za siebie i swój los jest odpowiedzialny. Mąż przedmiotowej pani może być również bardzo nieszczęśliwy w tym związku, ale to jego jest z kolei wina, że tak się w nim ustawił i nadal tkwi. Każdy dorosły człowiek codziennie dokonuje wyborów, na własny rachunek. Nie wiadomo czemu szukają potem winnych wszędzie naokoło.
                  • gwiazdozbiory Re: Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace 06.12.10, 16:44
                    fajka7 napisała:

                    > Bardzo niesmaczne personalne wycieczki urządzasz w kiepskim stylu.
                    > Takie rzeczy załatwia się na priv, chyba że chcesz się polansować publicznie ko
                    > sztem Verdany.

                    A Verdana nie lansuje sie publicznie kosztem autorki listu? smile
                    • menodo Re: Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace 06.12.10, 17:15
                      > A Verdana nie lansuje sie publicznie kosztem autorki listu? smile

                      Nie, Verdana sie nie lansuje,po prostu jest "soba". Natomiast Ty sie chyba kompromitujesz, zwlaszcza biorac pod uwage Twoje wczesniejsze wpisy...
                      • gwiazdozbiory Re: Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace 06.12.10, 17:24
                        menodo napisała:

                        > > A Verdana nie lansuje sie publicznie kosztem autorki listu? smile
                        >
                        > Nie, Verdana sie nie lansuje,po prostu jest "soba". Natomiast Ty sie chyba komp
                        > romitujesz, zwlaszcza biorac pod uwage Twoje wczesniejsze wpisy...

                        Wczesniejsze wpisy? Jakie wpisy?

                        • menodo Re: Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace 06.12.10, 17:42
                          gwiazdozbiory napisała:
                          > Wczesniejsze wpisy? Jakie wpisy?"

                          No, nie pamietam dokladnie, ale jak rozumiem chodzilo o to, ze dorosla corka nie chce z Toba gadac, Nie wypowiadalm sie chyba w tym watku, bo po prostu nie jestem w stanie wyobrazic sobie takich problemow z wlasnymi dziecmi, ale czytajac ten watek, nie moglam wyjsc ze zdumienia, jak mozna dopuscic do takiego stanu rzeczysad
                          • gwiazdozbiory Re: Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace 06.12.10, 17:59
                            menodo napisała:

                            > gwiazdozbiory napisała:
                            > > Wczesniejsze wpisy? Jakie wpisy?"
                            >
                            > No, nie pamietam dokladnie, ale jak rozumiem chodzilo o to, ze dorosla corka n
                            > ie chce z Toba gadac,

                            Teraz juz wiem dlaczego Verdana nie spowiada sie ze swoich bledow. Sprytna bestia. smile
                            Ja natomiast juz do konca mojego pobytu na tym forum bede z pietnem wyrodnej matki na czole?
                            Wiesz, majac w Tobie obronczynie bylabym na miescu Verdany mocno zazenowana. Robisz jej niedzwiedzia przysluge, ale czy Ty potrafisz cos takiego zrozumiec? Watpie.
                            • gaja78 Re: Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace 06.12.10, 18:08
                              gwiazdozbiory napisała:

                              > Teraz juz wiem dlaczego Verdana nie spowiada sie ze swoich bledow. Sprytna best
                              > ia. smile
                              > Ja natomiast juz do konca mojego pobytu na tym forum bede z pietnem wyrodnej ma
                              > tki na czole?
                              > Wiesz, majac w Tobie obronczynie bylabym na miescu Verdany mocno zazenowana. Ro
                              > bisz jej niedzwiedzia przysluge, ale czy Ty potrafisz cos takiego zrozumiec? Wa
                              > tpie.

                              Wykazujesz zadziwiająco silne zainteresowanie personalnymi przytykami a wypowiedzi masz jakieś takie błyskotliwe na siłę. Troll ?
                              • gwiazdozbiory Re: Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace 06.12.10, 18:23
                                gaja78 napisała:

                                > Wykazujesz zadziwiająco silne zainteresowanie personalnymi przytykami a wypowie
                                > dzi masz jakieś takie błyskotliwe na siłę.

                                Mam chyba inna wrazliwosc, nie rozumiem tego ataku na autorke listu, braku jakiegokolwiek zrozumienia. Blyskotliwosc na sile? Piszem jak umiem.

                                Troll ?

                                Ale, ze co? Uszy mam szpiczaste i ogonek?

                            • menodo Re: Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace 06.12.10, 18:15
                              Ja nie jestem obronczynia Verdany, w wielu kwestiach kompletnie sie z nia nie zgadzam, natomiast kiedy czytam takie polemiki z nia jak Twoje - to po prosto odpadam, bo kazdy normalny czlowiek ugotowalby sie od takich argumentowsmile
                              • gwiazdozbiory Re: Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace 06.12.10, 18:31
                                menodo napisała:

                                > Ja nie jestem obronczynia Verdany, w wielu kwestiach kompletnie sie z nia nie z
                                > gadzam, natomiast kiedy czytam takie polemiki z nia jak Twoje - to po prosto od
                                > padam,

                                Szkoda, ze to nie prawda, bo gdybys odpadla, nie byloby teraz tej glupiej wymiany zdan.
                                Musisz miec troche wyczucia - gdy widziasz, ze osoba, ktorej bronisz, nie podnosi pewnych kwestii - tez ich nie podnos. eot
                                • menodo Re: Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace 06.12.10, 18:48
                                  gwiazdozbiory napisała:
                                  > Szkoda, ze to nie prawda, bo gdybys odpadla, nie byloby teraz tej glupiej wymia
                                  > ny zdan.

                                  Wez sie kobieto troche ogarnij intelektualnie i tez EOT.
              • jakostak5 Re: Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace 06.12.10, 15:30
                ja tej kobiecie wspolczuje, co nie zmienia tego ze do ww. sytuacji doprowadzila w duzej mierze sama. moj maz ma taka ciotke, ciagle zabiegana zapracowana pichcaca i piekaca ciasta nawet na najmniejsza okazje. wychodowala sobie w domu trzech pasozytow meza i synow. maz o ile robi cos tam w domu to do kuchni najwyzej wchodzi zrobic herbate. synowie nawet i tego nie. dorosli juz teraz. kobieta biega jak z pieprzem. piecze swietnie i pysznie ale caly dom bez tego by sie obyl. narobi sie jak wol a potem pada i pot z czola ociera. raz ja zapytalam po co to ciasto piecze to uslyszalam: bo jak tu nie upiec. byla mala uroczystosc taka na lampke wina i obyloby sie bez tego ciasta. bylo lato i upal. widac po niej ze jest zmeczona ale juz sobie nie wyobraza ze by czegos tam w kuchni nie zrobila. sama sie w ten kierat wrabala. taki przyklad ekstremalny. i szkoda mi jej bo jest fajna kobieta i moglaby zupelnie inaczej zyc. ja kiedys dostalam amoku i przed jakimis swietami chcialam ciasto upiec. lubie to robic ale robie rzadko. czasu nie mialam i o 10 w nocy mowie do meza ze jeszcze ciasto ide piec. wprawdzie nie popukal sie w glowe ale uswiadomil mi wyraznie ze obejdziemy sie bez tego a jak bedziemy chcieli to kupimy to ciasto. w moim domu rodzinnym byl wprawdzie podzial obowiazkow ale mama zawsze piekla ciasta wlasne chociaz bylo to dla niej meczace i nie mogla zrozumiec jak mozna na swieta kupowac w cukierni. z perspektywy czasu i doswiadczen wlasnych widze ze lepiej swieta przesiedziec na kupnych pierogach i ciastach albo i bez niz w zmeczeniu i byle jakiej atmosferze. to nie to zarcie atmosfere swiateczna tworzy tylko jak ktos napisal wspolne jego przygotowywanie. na co moje dziecko juz czekasmile
        • menodo Re: Wpisy w tym watku sa najbardziej wstrzasajace 06.12.10, 16:16
          gwiazdozbiory napisała:
          > Forumowiczki nie znalazly dla kobiety cienia empatii. Sa jak inkwizotorki, skaz
          > uja na niebyt, a nawet swoje wlasne slabosci wynosza na piedestal i chwala sie
          > nimi, i daja, jako przyklad slusznego postepowania.
          >
          > Nie daj Panie Boze zyc w kraju, w ktorym takie jest "milowanie" blizniego."

          Bo coz tu milowac? Poswiecenie matki, ktora naczytala sie Wysokich Obcasow i nagle uznala, ze pie..doli Swieta?
          A w miedzyczasie nie byla w stanie nauczyc dziewczynek klejenia pierogow?
          Moja corka od przedszkola potrafi robic uszka, oczywiscie po wczesniejszym przygotowaniu przeze mnie farszu i ciasta, ale tez w coraz wiekszym stopniu samodzielniesmile Jakie sa, takie sa, ogolnie coraz bardziej "profesjonalne", bo dziewczyna ma juz prawie 18 lat.
          Swietnie doradza mi w kupowaniu prezentow i mistrzowsko potarfi je zapakowacsmile

          Starszy syn jest jest profesjonalnym sprzataczem i specjalista od swiatecznego oswietlenia domusmile
          Malzonek robi zakupy i tez ma swoje ulubione swiateczne potrawy, ktore lubi przygotowywac.

          Od 25 lat wyprawiam Wigilie, w ktorej uczestniczy ok 12 osob, bo jak wiadomo, w rodzinach jest tak, ze jedni na swiat przychodza, a inni z niego odchodza.

          Kiedy sie nie wyrabiam, mowie o tym GLOSNO i zawsze ktos na ten glos reagujesmile
    • malila List jest smutny, ale wypowiedzi na forum 06.12.10, 15:21
      są wqrwiające. Feminizm po polsku. Polega na tym, że w sytuacji, gdy mąż czy dzieci wypinają się na żonę, matkę, lekceważą ją i wyciskają jak cytrynę niczego w zamian nie dając - winę zawsze uda znaleźć się w kobiecie, a przy okazji zamanifestować swoją osobistą nowoczesność, niezależność, nieomylność, niegrzeczność, nieprzepracowywanie się i jeszcze kilka słów na "n". Jakoś nie widać wątpliwości ani w kwestii przyczyn, które doprowadziły do stanu, w jakim znalazła się rodzina, ani w kwestii własnych zachowań na łonie rodziny.
      Nadaktywność kobieca w kwestii obsługi połączona z oczekiwaniem wdzięczności w formie stawiania na piedestale bądź z męczeństwem istnieje w przyrodzie, a jakże. Nie jest jednak wiodącą przyczyną, dla której kobiety robią w rodzinie za służbę. Bo za służbę robią kobiety, które nie widzą wyjścia z położenia, w którym się znalazły. Jedna uciekła za mąż z domu, w którym matka robiła za służącą, nie sądząc, że ten czuły facet przynoszący jej jogurt i bułeczki i gotowy zawieźć, gdzie ona tylko potrzebuje, po ślubie zasiądzie przed tv i będzie robił jej to samo, co jej ojciec robił jej matce - czyli opieprzał za niezrobienie tego, co ona jako kobieta powinna zrobić - może tylko w bardziej lajtowym wydaniu. Druga o tym, czego naprawdę oczekuje mąż, dowiedziała się trochę później, bo jakiś czas po narodzinach dziecka, kiedy pan mąż stwierdził, że po co zona ma iść do pracy, skoro najlepiej by było, żeby dziecko miało matkę. Że chodziło tak naprawdę o to, żeby pan mąż nie musiał ruszać w domu żadnym palcem okazało się wtedy, gdy powrót do pracy był już trudny. Trzecia wychowana w duchu, że tak być musi, a inaczej być nie może, weszła w kierat wiedząc, co ją czeka, choć liczyła na to, że jej mężczyzna będzie swoją zonę - w przeciwieństwie do pozostałych par - kochał i szanował. Dzieci wychowywane w takiej rodzinie widzą zazwyczaj przed sobą dwie drogi: być takim jak "służba", bądź być "panem". I w zależności od tego, czego bardziej będzie nienawidzić, taką drogę wybierze. Jeśli większą niechęć będą budziły krzywdy wyrządzone przez pana - wybierze drogę służby. Jeśli będą się bardziej wzdragać na myśl, że będą musiały służyć - wybiorą drogę pana. I w tej sytuacji niczego nie zmieni żadne wdrażanie dzieci do prac domowych. Bo za każdym razem będą się one czuły jak służba, a ich niechęć do "starszej służacej", która (z ich punktu widzenia) nie tylko dała się wkręcić, ale przez nią one też są skazane na taki los - będzie rosnąć.

      Presja środowiska, w którym normą jest ustawianie kobiet i w którym to procederze biorą udział również kobiety, brak wsparcia, szczególnie ze strony kobiet, oraz tradycyjne przypisywanie kobiecie winy za to, że w małżeństwie nie gra, a dzieci są nieodpowiednio wychowane (co, jak widać w tym wątku, nie ogranicza się tylko do tych tradycyjnych środowisk) - dopinają na kobiecie fartuch służącej na ostatnie guziki.
      • verdana Re: List jest smutny, ale wypowiedzi na forum 06.12.10, 15:42
        Masz rację, jesli chodzi o męża. Natomiast dzieci, ktore palcem nie kiwną, a wymagaja - to już nie jest wyłącznie wina "ukladów", tylko wychowania. Szczególnie, ze tu nie ma nawet dwóch synów, przy ktorych można by sadzic, ze "pan i wladca" zakazywał niegodnych prac kuchennych. Córki, jesli na kims się już wzoruja, to raczej na zaganianej matce.
        • malila Re: List jest smutny, ale wypowiedzi na forum 06.12.10, 15:49
          Oczywiście, że to kwestia wychowania. Ale wychowanie jest pochodną relacji w rodzinie, nie tego, co robi jedna osoba. Poza tym od dwudziestoparolatków oczekiwałabym jednak jakiejś samodzielnej refleksji.

          Córki, jesli na kims się już wzoruja,
          > to raczej na zaganianej matce.

          Nie, to nie jest tak, że córki wzorują się zazwyczaj na matce. (Jest nawet taka teoria, że córki realizują cele matki stosują metody ojca - ale pamiętać należy, że to jedna z teorii.) To, jaki wzorzec wybiorą dzieci - nie zależy tylko od płci. Jest przecież całkiem sporo kobiet, które nie tylko wybierają drogę ojca, ale wręcz odcinają sie od kobiecości, bo wzorzec kobiecy im tak bardzo nie odpowiadał.
          • verdana Re: List jest smutny, ale wypowiedzi na forum 06.12.10, 16:21
            Ale my nic o tych ludziach nie wiemy, oprócz tego,ze relacje między nimi sa złe. Zwracam tez uwagę, ze wina lezy jakby tylko po stronie dzieci - to one sa chlodne uczuciowo, wysmiewają prezenty i nie chca się zwierzać, nie odrózniaja dobra od zła. Refleksji "czy nie wchodzę za bardzo w ich życie" nie ma - dziecko to dziecko, ma się zwierzać, a mama ma prawo zapytac o co chce.
            Poza tym zdanie "W moim domu rodzinnym odrózniano dobro od zła" - może, choć nie musi swiadczyć o sztywnosci myślenia - dobre jest to, co u nas w rodzinie bylo dobre, inne zachowania są złe. To jest powazny problem, gdy ma się dorosłe dzieci.
            Mąż może labo być "z boku" i nie angazować się w wychowanie - i wtedy powstaje pytanie, dlaczego mama nie nauczyla dzieci odrózniania dobra i zła, albo angazować się w wychowanie, a wtedy nie wszystko w domu jest na barkach żony.
            I przypomina mi się moja tesciowa, gdy wiele lat po ślubie skarżyłam się, ze mój mąż nie umie obrać ziemniakow. Bardzo słusznie powiedziała, ze po takim czasie reklamacji nie przyjmuje - powinnam byla dac mu nóż, kartofle i kazać obierac, a nie marudzić.
            • malila Re: List jest smutny, ale wypowiedzi na forum 07.12.10, 14:46
              verdana napisała:

              > Ale my nic o tych ludziach nie wiemy, oprócz tego,ze relacje między nimi sa złe

              I na tym w zasadzie można by zakończyć deliberacje na temat winy autorki listu. Również w kwestii interpretacji jej słów. Refleksji o wchodzeniu w życie nie ma być może dlatego, że ona w ogóle nie wchodzi w ich życie.
              Nie chceę przez to twierdzić, że autorka na pewno jest subtelną, szlachetną, ciepłą, serdeczną, oddaną rodzinie kobietą, której jedyną wadą jest nadmiar dobroci. Spinam się też, gdy czytam, że należy się wdzięczność i podziw człowiekowi, który wszystko bierze na siebie i oczekuje, że inni będą się z równym poświęceniem oddawać nadmiernej i często niepotrzebnej pracy, a jak nie będą, to będzie ich permanentnie krytykować i mieszać z błotem.
              Chcę przez to powiedzieć, że nie podoba mi się wyżywanie się na babce, bo się skarży na męża i dorosłych synów, których głównym zajęciem jest bycie obsługiwanym.
              • verdana Re: List jest smutny, ale wypowiedzi na forum 07.12.10, 14:50
                Mnie by sie też nie podobało, gdyby to byla rozmowa towarzyska, kiedy przyjaciółka przyleciała z płaczem, ze nikt jej nie kocha i ze wszyscy ją wykorzystują. Ale Autorka piszac list zrobiła jednak dwie rzeczy - podała swój problem do publicznej dyskusji (czy zdawała sobie z tego sprawę to inna rzecz) i postąpila wyjatkowo nielojalnie wobec rodziny. Pretensje do rodziny oglaszane w największej gazecie w Polsce - to jednak, jak dla mnie, nie do końca dopuszczalne.
                • gwiazdozbiory Re: List jest smutny, ale wypowiedzi na forum 07.12.10, 16:47
                  verdana napisała:

                  > Mnie by sie też nie podobało, gdyby to byla rozmowa towarzyska,

                  > Ale Autorka piszac list zrobiła jednak dwie rzeczy - podała swój problem do pub
                  > licznej dyskusji (czy zdawała sobie z tego sprawę to inna rzecz) i postąpila wy
                  > jatkowo nielojalnie wobec rodziny.

                  Czyli autobigrafie, dzienniki, wywiady ze znanymi ludzmi, opowiesci o chorobach, rozwodach, zdradach, osignieciach i klopotach, to pasmo nielojalnosci wobec rodziny? Coz za absurdalne usprawiedliwienie sobie znalazlas. I co, odkrylas, ze autorka listu jest Twoja sasiadka i teraz bedziesz ja na ulicy palcem wytykac?
                  No, no, dulszczyzna w czystej postaci.
                  • verdana Re: List jest smutny, ale wypowiedzi na forum 07.12.10, 17:46
                    Tak własnie. Dlatego bardzo wielu pamietnikarzy zastrzega sobie wydanie pamietnikow wiele lat po smierci, gdy już nie bedzie to nielojalnoscią wobec krewnych i znajomych.
                    A wiele wywiadów, blogów i opowieści jest niedopuszczalnym opowiadaniem o cudzej prywatnosci - czasem z bezmyslnosci, czasem dlatego, ze nie uwaza sie prywatności dzieci za istotną (to moje dziecko i moge o nim pisać), czasem na złość, a czasem dla kasy.
                    • gwiazdozbiory Verdana 07.12.10, 19:28
                      A wiele wywiadów, blogów i opowieści jest niedopuszczalnym opowiadaniem o cudze
                      > j prywatnosci - czasem z bezmyslnosci, czasem dlatego, ze nie uwaza sie prywatn
                      > ości dzieci za istotną (to moje dziecko i moge o nim pisać), czasem na złość, a
                      > czasem dla kasy.
                      >

                      Zatem, co Ciebie sklania do opisywania prywatnosci swojego meza, dzieci, rodzicow, tesciow itd.?
                      Kasa, zlosc czy moze cos innego, tym bardziej, ze znalezc Cie mozna w 5minut - imie, nazwisko, adres, nr telefonu, i tylko na podstawie informacji, ktore sama tutaj podalas.
                      Masz czelnosc przypisywac nielojalnosc autorce listu, podczas gdy od lat ze szczegolami opisujesz prywatnosc swojej rodziny. Z przyzwoitosci nie przytocze szczegolow.
                      • verdana Re: Verdana 07.12.10, 20:56
                        Primo - nie opisuję niczego, czego nie omawiam z rodzina - opisuję zazwyczaj anegdotki, nie problemy. Problemow na forum nie mam zamiaru opisywać. W tym co piszę, nie ma niczego, co można by wykorzystać przeciw dzieciom czy mężowi. Gdy pisze o rzeczach wątpliwych, najpierw pytam, czy mogę. O wielu rzeczach wiem, ze nie mogę - więc nie piszę.
                        świetnie sobie zdaję sprawę,z e dawno już nie jestem anonimowa i dlatego nie piszę niczego, co mogłoby naruszyć prawdziwą prywatność mojej rodziny. Mozesz wiedzieć, co studiowały moje dzieci i jak się uczyly.
                        Moja córka także pisuje na tym forum, rodzina je czyta - i nigdy nie wnosili pretensji. czyli - tak naprawde NIC nie wiesz o mojej rodzinie.
                        • gwiazdozbiory Re: Verdana 08.12.10, 14:37
                          Widze, ze zapedzasz sie w coraz wiekszy absurd. Poczytaj swoje posty z 2004 roku i te pozniejsze tez. Garsciami mozna czerpac najintymniejsze informacje o Twojej rodzinie. Wiec zanim zabierzesz sie do przypieprzania innym, wyjmij sobie belke z oka. A to, ze Twoja rodzina nie ma do Ciebie pretensji, niczego tak naprawde nie zmienia.
                          Przepraszam, ale nie chce kontynuowac tej zenujacej "dyskusj"i, zatem eot.


                          • verdana Re: Verdana 08.12.10, 15:06
                            Ho, ho, ale sobie poczytałaś.
                            Jest róznica pomiędzy obsmarowaniem kogos za plecami, a napisaniem o czyms za jego zgodą.
                            Jeśli tego nie widzisz - rzeczywiście, dyskusja nie ma sensu. I jak widać, jest więcej osób, ktore jakoś nie chcą z Toba dyskutować.
                            • gwiazdozbiory Re: Verdana 09.12.10, 15:43
                              verdana napisała:

                              I jak widać, jest
                              > więcej osób, ktore jakoś nie chcą z Toba dyskutować.

                              Prostacki argument. Poza tym, to pewnie Twoja rodzina. big_grin
              • menodo Re: List jest smutny, ale wypowiedzi na forum 07.12.10, 15:50
                > Chcę przez to powiedzieć, że nie podoba mi się wyżywanie się na babce, bo się s
                > karży na męża i dorosłych synów, których głównym zajęciem jest bycie obsługiwan
                > ym. "
                Corkismile
                Kobieta, ktora na poczatku grudnia pisze list do gazety, ze nie bedzie organizowac Swiat dla swojej rodziny - moim zdaniem nie zasluguje na slowa wsparcia, raczej na zimny prysznic. Pomijam juz fakt, ze samodzielne przygotowanie Wigilii dla 4 osob nie jest dla mnie wyzwaniem przekraczajacym mozliwosci zdrowej kobiety (o chorobie nic nie bylo), zwlaszcza ze czesc potraw mozna przygotowac wczesniej i zamrozic albo kupic gotowe.
                Wiec to nie przepracowanie tak naprawde jest problemem matki, ale patologia wiezi w jej rodzine. Nie wspolczuje jej, ze przez tyle lat musiala sie bidulka samotnie naharowac przed swietami, wspolczuje jej, ze nie udalo jej sie zbudowac szczesliwych relacji ze swoim mezem i corkami. A najbardziej - tego, ze nie rozumie ani siebie, ani innych, ani swojej sytuacji i dlatego ucieka sie do tak destrukcyjnych rozwiazan.
      • gwiazdozbiory Re: List jest smutny, ale wypowiedzi na forum 06.12.10, 16:37
        malila napisała:

        > są wqrwiające. Feminizm po polsku.

        No wlasnie, chyba sie wqrwilam.

        Madry post napisalas. Dziekuje.
        • ledzeppelin3 Re: List jest smutny, ale wypowiedzi na forum 06.12.10, 17:06
          Pewnie, że smutny list, ale kobieta się OBUDZIŁA. Jest szansa, że nie umrze zgorzkniała, bo zrobi w rodzinie przewrót- późno, bo późno, ale lepiej późno, niz wcale. Ile niewolnic nigdy się nie obudzi?

          I dobrze, że nie zrobi świąt.
          Jej dzieci jej nie szanują- nie wiem, czyja wo "wina" (mąż olewał rodzinę, zrzucając wychowanie dzieci na barki żony? wychowanie było bezstresowe? za małe wymagania w stosunku do dzieci ?- nic nie wiemy), bo z krótkiego listu nie można o tym wnioskować.
          Ale ona ma prawo domagac się szacunku.
      • a.va Re: List jest smutny, ale wypowiedzi na forum 06.12.10, 17:06
        Bez przesady. Ja akurat napisałam post współczujący tej kobiecie, ale rozumiem dziewczyny, które piszą, że to jej wina. Słowo "wina" nie jest akurat najlepsze, lepsze byłoby: "udział", ale mają rację. Nie zaprzeczysz przecież, że ta kobieta ma duży udział w tym, jak wygląda jej życie dziś. Oczywiście jest możliwe (nawet prawie pewne), że nie zrobiła tego świadomie. Zapewne tak została wychowana albo sama poszła tą drogą z własnych motywów (np. chęć bycia idealną panią domu, żeby coś tam sobie "załatwić" psychicznie), ale to nie zmienia faktu, że sama przyczyniła się do tego, że ma dziś problem. Wątpię, żeby czytała to forum, więc posty krzywdy jej nie zrobią, a może ostrzegą inne kobiety, że nie tędy droga.

        A co do tego, jakie tu wszystkie niezależne feministki - konia z rzędem tej kobiecie, która nigdy w życiu nie zrobiła czegoś w imię świętego wzorca idealnej żony big_grin Myślę, że nie ma tu takiej, ta pokusa jest bardzo silna.
      • titta Re: List jest smutny, ale wypowiedzi na forum 06.12.10, 17:39
        Oj, biedne te kobiety.
        A co powiesz na historie w ktorej nadopiekuncza osoba jest ojciec?
        Wstaje rano robi sniadanie, wieczorem robi kolacje wszystkim, bo przeciez dorosle dzieci "o sobie nie pomysla". I tez jest foch jak towazystwo okaze niezadowolenie, bo kolacji nie chcialao albo chcialo inna (zrobienie samemu tez nie uszczesliwia za bardzo, bo wtedy z kolei nie ma okazji aby sie wykazac wink.
        Nie musza byc to zreszta prace domowe. Taka osoba dla dobra rodziny moze pracowac od switu do zmroku. Nie dlatego ze jest taka koniecznosc, nie dlatego, ze sprawia mu to przyjemnosc, czy spelnia jakies cele. Ale dlatego by potwierdzic swoja wartosc. I tu zaczyna sie problem gdy oczekiwania rodziny sa inne i "poswiecenie" nie zostaje docenione. Taki swoisty szantaz emocjonalny.
        W wydaniu domowym ma to niestety wymiar o tyle berdziej dramatyczny, ze otoczenie przyzwyczaja sie do "obslugi" i pomimo, ze odbieraja to jako szczegolny rodzaj presji, nie podejmuja zazwyczaj zadnego dzialania by zmienic sytuacje. Bo tak jest wygodniej. Najwyzej warkna, ze "mamusia za bardzo sie stara".
        Na szcescie w wydaniu mojego taty dzialanie jest lagodne i specalnie sam sie nie przemecza. Pozostaje chwalic jedzenie i pogodzic sie z dodatkowyi kilogramami po pobycie w domuwink
      • anorektycznazdzira Re: List jest smutny, ale wypowiedzi na forum 06.12.10, 20:05
        i bardzo podobają mi się te spostrzeżenia.
    • gaja78 Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 17:00
      Pani pisze tak, jakby chciała się pozbyć współodpowiedzialności za jakość życia rodzinnego. Problemem najwyraźniej jest brak komunikacji w tej rodzinie i wspomniany chłód emocjonalny. Żeby to zmienić, prawdopodobnie każdy z członków tej rodziny musiałby coś od siebie dać, popracować nad swoją działką. Nie umiem tego dobrze określić, ale mam takie przeczucie, że pani w istocie nie ma zamiaru nad niczym pracować, chciałaby żeby samo się zrobiło.

      Jestem daleka od obwiniania kobiety za obecny stan rzeczy, ale też - z jakiej racji ktoś inny miałby zapoczątkować zmiany ? Ktoś zacząć musi i tutaj wszyscy są równi, nie ma mniej i bardziej uprzywilejowanych z okazji świątecznych poświęceń.

      Swoją drogą - taki list mogłaby wysmarować moja teściowa, która zawsze i wszędzie opowiada o tym, jak jest jej ciężko, jak się zmęczyła a mąż i dzieci mają ją głęboko gdzieś. Co w rzeczywistości wygląda tak, że teściowa nie robi nic, wszystko robią za nią dzieci (z resztą zawsze źle), nad którymi ona znęca się psychicznie i jest mistrzynią manipulacji, jednocześnie obwiniając każde z dzieci za chłód emocjonalny i bycie złym, egoistycznym człowiekiem.
      • ledzeppelin3 Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 17:11
        Jest taka doskonała książka : "Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci". Otworzyła mi umysł, bo byłam na dobrej drodze do chęci sprawowania kontroli nad wszystkim (tyle że jestem raczej tyranem niż męczennicą). Im się ja szybciej przeczyta, tym lepiej.

        Moja mama była męczennicą (trochę ją wychowałam). To nikomu nie wychodzi na dobre.

        Daleka jestem od osądzania kobiety. Nie wiadomo, jakie my listy napiszemy za pietnascie lat.
      • gaja78 Właściwie teoretycznie ... 06.12.10, 17:18
        to takie demonstracyjne niezrobienie świąt może być świetnym pierwszym krokiem do tego, żeby coś zmienić. Oby tak było.
        • verdana Re: Właściwie teoretycznie ... 06.12.10, 17:24
          Nie, obawiam sie, ze nie.
          Tylko na filmach rodzina zaczyna się zastanawiać, co zlego zrobila, ze nie ma świąt. W realnym życiu nie zrobienie świąt rozwala rodzine totalnie - wszyscy sa wściekli na matkę. Jesli uprzedzi "nie robię, nie chce mi się" - i nie zrobi, to może jeszcze coś z tego wyjdzie. Ale jesli w ostatniej chwili okaze się, ze nic nie mówiac matka swiąt nie przygotowała - to rodzina, nawet dosyć słusznie, bedzie oburzona. Bo nikt nie czyta w myślach - trzeba wyraźnie powiedzieć o co chodzi, czego sie oczekuje, a potem urzadzać demonstracje.
          A mam wrazenie, ze tu chodzi tylko o demonstrację - i własciwie nie bardzo wiadomo przeciw czemu - braku pomocy (bardzo słusznie), czy braku uczuć (beznadziejne, uczuć w ten sposób się nie odzyskuje...)
          • gaja78 Re: Właściwie teoretycznie ... 06.12.10, 18:02
            verdana napisała:

            > Nie, obawiam sie, ze nie.
            > Tylko na filmach rodzina zaczyna się zastanawiać, co zlego zrobila, ze nie ma ś
            > wiąt. W realnym życiu nie zrobienie świąt rozwala rodzine totalnie - wszyscy sa
            > wściekli na matkę. Jesli uprzedzi "nie robię, nie chce mi się" - i nie zrobi,
            > to może jeszcze coś z tego wyjdzie. Ale jesli w ostatniej chwili okaze się, ze
            > nic nie mówiac matka swiąt nie przygotowała - to rodzina, nawet dosyć słusznie,
            > bedzie oburzona. Bo nikt nie czyta w myślach - trzeba wyraźnie powiedzieć o co
            > chodzi, czego sie oczekuje, a potem urzadzać demonstracje.

            Wydaje mi się, że samodzielnie myślący człowiek w wieku powiedzmy 26 lat pyta matkę PRZED świętami, co trzeba zrobić. Nawet jeśli matka przez 20 lat wyręczała wszystkich. Bo się posiada mózg i zwykle niejakie rozeznanie, jak to wygląda w innych rodzinach.

            Natomiast jeśli ktoś ma kłopoty z samodzielnym myśleniem, to czy matka nie przygotuje świąt bez uprzedzenia, czy z uprzedzeniem - będzie ten ktoś tak samo wqu...ony i oburzony. Właściwie każdy krok matki w kierunku "wyzwolenia" będzie powodował wqurw i oburzenie. Nie da się tego uniknąć - zawsze będzie boleśnie. Może nawet taki brak zorganizowanych świąt będzie jedną z tych mniej bolesnych form wypuszczenia w eter komunikatu z listu do WO.

            Z drugiej strony - nic nie wiadomo o tym, czy rodzina pyta i oferuje pomoc przed świętami. Moja teściowa potrafi okrągły rok rozprawiać o tym, jak to jest sama ze wszystkim, z przygotowaniami do świąt włącznie. I to pomimo, że każdy z nią próbuje ustalać jakiś podział obowiązków - zawsze jest źle, bo inaczej niż ona sobie wymyśliła. Następnie każdy coś robi - znów nie tak jak trzeba - i koniec końców teściowa uważa, że mimo iż nie wykonała żadnej pracy w kuchni, to tylko ona była w stanie dopiąć wszystko na ostatni guzik i bez jej talentów menadżerskich wszyscy byśmy zginęli smile
            • verdana Re: Właściwie teoretycznie ... 06.12.10, 18:08
              Sądząc z tego listu, mlody człoweiek WIE, ze nic nie trzeba robić, mama zrobi wszystko. Tzn. nie, trzeba ubrać choinkę.
              Moja rodzina też nie pyta, co trzeba zrobić na obiad, bo akurat obiady zawsze robię ja. I jesli ktoregos dnia wscieknę się, ze zawsze musze obierac ziemniaki czy skrobać marchewkę i nie zrobie obiadu - to nie podejrzewam, aby rodzina zrozumiała dlaczego - bo jesli przez dwadziescia pare lat o nic nie prosiłam, to widocznie oni nie muszą.
              Ps. nie musza, bo ja lubię gotowaćsmile
            • gwiazdozbiory Re: Właściwie teoretycznie ... 06.12.10, 18:13
              gaja78 napisała:

              Następnie każdy coś robi - znów nie tak jak trzeba - i koni
              > ec końców teściowa uważa, że mimo iż nie wykonała żadnej pracy w kuchni, to tyl
              > ko ona była w stanie dopiąć wszystko na ostatni guzik i bez jej talentów menadż
              > erskich wszyscy byśmy zginęli smile

              Ale co szkodzi pozwolic tesciowej byc kim chce. Niech sobie ma te talenty, niech mysli o sobie jak najlepiej, tym bardziej, ze pewnie w jej domu te swieta sie odbywaja. Zawsze, w takich sytuacjach podkreslam zaslugi innych, zeby nie wiem jak drobne, jak mizerne byly. Nie skapic dobrych slow.
              • gaja78 Re: Właściwie teoretycznie ... 06.12.10, 18:20
                gwiazdozbiory napisała:

                > Ale co szkodzi pozwolic tesciowej byc kim chce. Niech sobie ma te talenty, niec
                > h mysli o sobie jak najlepiej, tym bardziej, ze pewnie w jej domu te swieta sie
                > odbywaja.

                Chciałabyś być dzieckiem kobiety, która ignoruje twoją (jako dziecka) wielką pracę wykonaną w kuchni przed każdymi świętami (i nie tylko) i komentuje to publicznie tak, że ty nic nie zrobiłaś a ona wszystko i że gdyby nie ona, to ty byś sobie z niczym nie poradziła ? Jak to mawia siostra mojego męża - w rodzinnym domu nawet woda zawsze była źle zagotowana.

                No jak myślisz, jak to jest być takim dzieckiem ?
                • gwiazdozbiory Re: Właściwie teoretycznie ... 06.12.10, 18:42
                  gaja78 napisała:

                  > Chciałabyś być dzieckiem kobiety, która ignoruje twoją (jako dziecka) wielką pr
                  > acę wykonaną w kuchni przed każdymi świętami (i nie tylko) i komentuje to publi
                  > cznie tak, że ty nic nie zrobiłaś a ona wszystko i że gdyby nie ona, to ty byś
                  > sobie z niczym nie poradziła ? Jak to mawia siostra mojego męża - w rodzinnym d
                  > omu nawet woda zawsze była źle zagotowana.
                  >
                  > No jak myślisz, jak to jest być takim dzieckiem ?

                  Nie moge odpowiedziec Ci na to pytanie, dlatego, ze nie znam zdania drugiej strony. Bardzo latwo wymadrzac sie i radzic, ale jeszcze latwiej byc niesprawiedliwym. Jezeli to sytuacja niecodzienna, ale od swieta, odpuscilabym. Ja bym wrecz podkreslala , ze faktycznie bez pomocy bym sobie nie poradzila, nie zalezaloby mi , czy to prawda czy nie. Jak sie ktos chwali, ja go chwale jeszcze bardziej.
                  • gaja78 Re: Właściwie teoretycznie ... 06.12.10, 18:48
                    gwiazdozbiory napisała:

                    > Nie moge odpowiedziec Ci na to pytanie, dlatego, ze nie znam zdania drugiej str
                    > ony. Bardzo latwo wymadrzac sie i radzic, ale jeszcze latwiej byc niesprawiedli
                    > wym. Jezeli to sytuacja niecodzienna, ale od swieta, odpuscilabym. Ja bym wrec
                    > z podkreslala , ze faktycznie bez pomocy bym sobie nie poradzila, nie zalezalob
                    > y mi , czy to prawda czy nie. Jak sie ktos chwali, ja go chwale jeszcze bardzie
                    > j.

                    Ciekawe, czy istnieje osoba, która robi tak tylko 2 razy w roku - przy okazji świąt, a poza tym jest rodzicem chwalącym, motywującym i doceniającym starania dzieci. Ja obstawiam, że nie, ale może mam za wąski horyzont.
                    • gwiazdozbiory Re: Właściwie teoretycznie ... 06.12.10, 18:58
                      gaja78 napisała:

                      > Ciekawe, czy istnieje osoba, która robi tak tylko 2 razy w roku - przy okazji ś
                      > wiąt, a poza tym jest rodzicem chwalącym, motywującym i doceniającym starania d
                      > zieci. Ja obstawiam, że nie, ale może mam za wąski horyzont.

                      Nie rozumiem. Pisalam o chwaleniu tesciowej przy okazji organizowania swiat.
                      • gaja78 Re: Właściwie teoretycznie ... 06.12.10, 19:07
                        gwiazdozbiory napisała:

                        > Nie rozumiem. Pisalam o chwaleniu tesciowej przy okazji organizowania swiat.

                        Napisałaś też:

                        "Jezeli to sytuacja niecodzienna, ale od swieta, odpuscilabym"

                        I do tego się odniosłam.
                    • gwiazdozbiory Re: Właściwie teoretycznie ... 06.12.10, 19:20
                      gaja78 napisała:

                      > Ciekawe, czy istnieje osoba, która robi tak tylko 2 razy w roku - przy okazji ś
                      > wiąt, a poza tym jest rodzicem chwalącym, motywującym i doceniającym starania d
                      > zieci. Ja obstawiam, że nie, ale może mam za wąski horyzont.
                      >

                      Czy Ty przerastasz intelektualnie swoich rodzicow i tesciow? Bo jezeli tak, to nie mozesz byc juz ich sedzia, a jedynie obronca. Podobnie jest przeciez z dziecmi. Nie jestes ich sedzia, prawda. Ten kogo sadzisz musi byc na tym samym poziomie swiadomosci, wiedzy, intelektu.
                      Nigdy nie osadzam osoby, ktora uwazam za "glubsza".
                      • menodo Re: Właściwie teoretycznie ... 06.12.10, 19:29
                        gwiazdozbiory napisała:
                        > Nigdy nie osadzam osoby, ktora uwazam za "glubsza".

                        Hmmm, czyli jaka wlasciwe? Grubsza? Glupsza? Czy ja jaka ?
                      • gaja78 Re: Właściwie teoretycznie ... 06.12.10, 19:54
                        gwiazdozbiory napisała:

                        > Czy Ty przerastasz intelektualnie swoich rodzicow i tesciow? Bo jezeli tak, to
                        > nie mozesz byc juz ich sedzia, a jedynie obronca. Podobnie jest przeciez z dzie
                        > cmi. Nie jestes ich sedzia, prawda. Ten kogo sadzisz musi byc na tym samym pozi
                        > omie swiadomosci, wiedzy, intelektu.
                        > Nigdy nie osadzam osoby, ktora uwazam za "glubsza".

                        Cały czas piszesz tak, jakby krzywda dzieci była nieistotna.

                        Jeśli po dzieciach takiej "głubszej" osoby widać, że dzieje im się krzywda i mówią ci o tym, że dzieje im się krzywda - to też nie osądzasz ich matki w imię tych twoich zasad hierarchii intelektualnej ?
                        • gwiazdozbiory Re: Właściwie teoretycznie ... 06.12.10, 20:35
                          gaja78 napisała:

                          > Cały czas piszesz tak, jakby krzywda dzieci była nieistotna.
                          >
                          > Jeśli po dzieciach takiej "głubszej" osoby widać, że dzieje im się krzywda i mó
                          > wią ci o tym, że dzieje im się krzywda - to też nie osądzasz ich matki w imię t
                          > ych twoich zasad hierarchii intelektualnej ?
                          >
                          To zalezy ile dzieci maja lat. Co innego dwunastolatek, co innego dwudziestpiecioletnia kobieta. I jeszcze, gdy widze, ze to dorosle dziecko mniej jest rozgarniete od swoich rodzicow, to owszem, wspolczuje bardzo, ale jesli jest to wyksztalcona, inteligetna osoba, to mowie - na drzewo, musisz poradzic sobie z tym, bo kazdy z nas byl skrzywdzony w ten czy inny sposob i kazdy z nas kogos skrzywdzi . To nieuniknione.
                          Zauwazylam, ze niemal wszystkie dorosle dzieci czuja sie skrzywdzone. Poczucie krzywdy takie samo, niezaleznie od tego, czy dzieckiem rodzice poniewierali, czy zapracowani byli i czasu na wspolne zabawy nie mieli.

                          Tak na marginesie. Wczoraj wyczytalam u Fromma, ze dzieci, ktore opuszczaja dom rodzinny bez gniewu i bez poczucia winy, nawet gdy odrywaja sie od niego zupelnie, mieli dobrych rodzicow.
                          • gaja78 Re: Właściwie teoretycznie ... 06.12.10, 21:20
                            gwiazdozbiory napisała:

                            > To zalezy ile dzieci maja lat. Co innego dwunastolatek, co innego dwudziestpiec
                            > ioletnia kobieta. I jeszcze, gdy widze, ze to dorosle dziecko mniej jest rozgar
                            > niete od swoich rodzicow, to owszem, wspolczuje bardzo, ale jesli jest to wyksz
                            > talcona, inteligetna osoba, to mowie - na drzewo, musisz poradzic sobie z tym,
                            > bo kazdy z nas byl skrzywdzony w ten czy inny sposob i kazdy z nas kogos skrzyw
                            > dzi . To nieuniknione.

                            Czyli gdy rodzic taki znęca się nad dzieckiem niepełnoletnim, to można go osądzać, natomiast jeśli znęca się nad dorosłym - już nie. Chociaż to dorosłe dziecko kiedyś jako niepełnoletnie też było ofiarą przemocy psychicznej i nieumiejętność obrony przed rodzicem wynika właśnie z tego wieloletniego urabiania. Świetna filozofia gwarantująca przedawnienie wszystkich "win" rodzica.

                            > Zauwazylam, ze niemal wszystkie dorosle dzieci czuja sie skrzywdzone.

                            Znam sporo dorosłych ludzi, którzy swoje dzieciństwo wspominają dobrze i jako dorosłe osoby żyją ze swoimi rodzicami w relacjach całkiem przyjacielskich.
            • niamn Re: Właściwie teoretycznie ... 06.12.10, 18:49
              gaja78 napisała:

              > Wydaje mi się, że samodzielnie myślący człowiek w wieku powiedzmy 26 lat pyta m
              > atkę PRZED świętami, co trzeba zrobić. Nawet jeśli matka przez 20 lat wyręczała
              > wszystkich. Bo się posiada mózg i zwykle niejakie rozeznanie, jak to wygląda w
              > innych rodzinach.

              Od zawsze pomagalam, glownie, mamie w przygotowaniu Swiat, ciastach, sprzataniu etc. uwielbiam prace domowe, uwielbiam gotowac etc. i po kazdym takim dniu mam ochote ryczec-> bo nigdy nie robie tego tak jak powinnam, zle odkurzam, zle kroje cebule, marchewke tez, przypadkiem uzylam nie tej scierki do wytarcia szklanki, i namoczylam o 5 rodzynek do sernika za duzo. Byc moze tak wlasnie w domu autorki listu jest.
        • gwiazdozbiory Re: Właściwie teoretycznie ... 06.12.10, 17:35
          gaja78 napisała:

          > to takie demonstracyjne niezrobienie świąt może być świetnym pierwszym krokiem
          > do tego, żeby coś zmienić. Oby tak było.

          Moim zdaniem z tej sytuacji nie ma dobrego wyjscia.
          • bi_scotti Shirley Valentine 06.12.10, 18:38
            Przypomnial mi sie taki starawy film "Shirley Valentine" en.wikipedia.org/wiki/Shirley_Valentine_(film)

            Coz, ja mysle, ze leniwi i unkind ludzie znajduja usprawiedliwienie dla swojego lenistwa i olewu uczuc innych w przekonywaniu samych siebie, ze ci pracowici "sami sa sobie winni". Gdzies powyzej jest opis kolezanki, ktora niby wrecz narzuca sie ze swoja troska o innych i pracowitoscia, do tego stopnia, ze autorka postu nawet nie miala okazji umyc po sobie kubka i talerza. Pathetic. Wedlug mnie jedynym bledem tej kobiety, ktora napisala list bylo wyjscie za maz za lenia, ktory o nia nie dbal. A wszystko, co nastapilo potem, bylo naturalna konsekwencja tego pierwszego zlego wyboru.
            Gdy ja sie przy czyms mecze, jak najbardziej naturalna reakcja mojego meza jest chec pomocy. Gdy On ma z czyms problem, ja to widze i reaguje "jak Ci mozna pomoc?". To sa normalne zachowania dwojga ludzi, ktorzy care for each other! To sa w ogole normalne zachowania ludzi, ktorzy potrafia nowac nad swoim lenistwem i podsiebiernoscia.
            Ta poani, ktora napisala list ma jedyne wyjscie - uciec od swojej leniwej i samolubnej czeredki. Moze sie zdarzyc, ze oni tego nawet nie zauwaza, bo beda tak zajeci soba, ale to i tak nie ma znaczenia. Ona wtedy juz bedzie wolna ... smile
            • gwiazdozbiory Re: Shirley Valentine 06.12.10, 18:46
              bi_scotti napisała:

              > Przypomnial mi sie taki starawy film "Shirley Valentine" rel="nofollow">en.wikipedia.org/wiki/Shirley_Valentine_(film)
              >
              > Coz, ja mysle, ze leniwi i unkind ludzie znajduja usprawiedliwienie dla swojego
              > lenistwa i olewu uczuc innych w przekonywaniu samych siebie, ze ci pracowici "
              > sami sa sobie winni".

              O, widze, ze jestes z innego swiata. Co za ulga.
              • verdana Re: Shirley Valentine 06.12.10, 19:00
                A ja myslę, że część osób, która latami ciężkiego wysiłku zapracowała sobie da zgodna niechęć całej rodziny - widzi tylko, że w domu jest jedna osoba doskonala i banda egoistycznych leni. To bardzo wygodna postawa, nie trzeba zastanawiac się "dlaczego moja wlasna rodzina mnie nie lubi" - bo wiadomo. Nie lubia mnie, bo sa źli, mojej winy w tym nie ma żadnej.
                I tak spokojnie można być ofiarą leniwych, wstretnych ludzi, nie widzac, ze się - przynajmniej częciowo - na to zapracowało. Jesli ktos uznaje, ze nie ma żadnej winy w tym, ze nikt z rodziny go nie lubi - to dla mnie jest to wskazowka, że chyba sa podstawy do tego nielubienia.
                • bi_scotti Re: Shirley Valentine 06.12.10, 20:00
                  verdana napisała:

                  > I tak spokojnie można być ofiarą leniwych, wstretnych ludzi, nie widzac, ze się
                  > - przynajmniej częciowo - na to zapracowało. Jesli ktos uznaje, ze nie ma żadn
                  > ej winy w tym, ze nikt z rodziny go nie lubi - to dla mnie jest to wskazowka, ż
                  > e chyba sa podstawy do tego nielubienia.

                  Przesadzasz - ona nie jest ani spokojna, ani szczesliwa w tym byciu ofiara.
                  I tak sobie pomysl jak to musialo byc tych 20 kilka lat temu - ona, mloda, slodka i wiotka swieza zona brala sie ten pierwszy czy drugi raz za robienie czegos w domu a jemu nawet mysl nie zaswitala zeby jej pomoc, ja wyreczyc, chocby GRZECZNOSCIOWO zapytac czy by jednak nie potrzebowala jakiegos wespol-zespol. A ona byla zakochana i wierzyla, ze jak on zobaczy jaka ona sprawna i dzielna to bedzie kochal jeszcze bardziej i bedzie dbal, i wielbil, i ktoregos dnia przeciez jednak pomoze ... A jemu OD POCZATKU to pomaganie w ogole sie w glowie nie pojawilo i tak sobie mijaly lata. Ani on sie nie zmienil, ani ona tylko ona wreszcie sie obudzila ze snu i dotarlo do niej, ze wyszla za maz za lenia i trutnia, z tymze leniem wychowala rownie samolubne dzieci i jedyne, co moze zrobic to zwiac na koniec swiata. Love is blind a czasem na dodatek glucha i naiwna wink Latami!
                  • verdana Re: Shirley Valentine 06.12.10, 20:14
                    Nie jest szczęśliwa, ale nie szuka winy w sobie. To jest forama samouspokojenia się. Bycie niewinną ofiarą jest o niebo przyjemniesze od bycia ofiarą, ale jednak częściowo winną tej sytuacji.
                    Twoja historia nie do konca pokrywa się z listem Autorki - problem nie tylko w tym, że jest wykorzystywana, problem w tym, że jej dzieci są oschłe, nie odrózniaja dobra od zła, nie chcą się zwierzać ani opowiadać o swoim prywatnym życiu. To, a nie brak pomocy w kuchni, jest prawdziwym problemem, a jakos nie sklonilo autorki listu do refleksji.
                    • lusitania2 Re: Shirley Valentine 06.12.10, 21:39
                      verdana napisała:

                      > problem w tym, że jej dzieci są oschłe, nie odrózn
                      > iaja dobra od zła, nie chcą się zwierzać ani opowiadać o swoim prywatnym życiu.
                      >

                      wypisz-wymaluj córka gwiazdozbiory.
                      Jakoś przestało mnie dziwić jej oburzenie wypowiedziami forowiczek, nieubolewającymi nad losem autorki listu.
                      • gwiazdozbiory Re: Shirley Valentine 07.12.10, 00:44
                        Mylisz sie, autorka listu nie ma ze mna nic wspolnego.
                        Denerwuje mnie tyllko wyciaganie daleko idacych wnioskow na podstawie jednego, jedynego listu. Zeby zrozumiec czyjes zycie, potrzeba czasu, ale tutaj malo kto sie krepuje wydawac wyroki na innych.
                  • menodo Re: Shirley Valentine 06.12.10, 20:31

                    bi_scotti napisała:
                    > I tak sobie pomysl jak to musialo byc tych 20 kilka lat temu - ona, mloda, slod
                    > ka i wiotka swieza zona brala sie ten pierwszy czy drugi raz za robienie czegos
                    > w domu a jemu nawet mysl nie zaswitala zeby jej pomoc, ja wyreczyc, chocby GRZ
                    > ECZNOSCIOWO zapytac czy by jednak nie potrzebowala jakiegos wespol-zespol. "

                    20 kilka lat temu wymiotowalam z powodu smrodu tetrowych pieluch mojego obecnie swietnie wyksztalonego syna. Pieluchy pral moj maz, bo ja po prostu nie nadaje sie do pracy w zoo czy toaletach publicznychsmile Niemniej, uwazam ze jestem dobra matka, corka, synowa, a nawet szwagierka, no i ciotkasmile
                    Ale nawet ponad 20 lat temu potrafilam zorganizowac swietna, do dzis wspominana Wigilie i nie oczekuje za to wdziecznosci od nikogo!
                    • verdana Re: Shirley Valentine 06.12.10, 20:37
                      Yyy... To przestaję czuć się taka wyrodna. Zdarzało mi się czekać (ponad dwadziescia lat temu) gdy mąż miał niedługo wrócić, z przewinięciem dziecka. I nawet wdzięczna mężowi szczególnie nie jestem, bo to jego dziecko byłosmile
                • gaja78 Re: Shirley Valentine 06.12.10, 20:11
                  verdana napisała:

                  > I tak spokojnie można być ofiarą leniwych, wstretnych ludzi, nie widzac, ze się
                  > - przynajmniej częciowo - na to zapracowało. Jesli ktos uznaje, ze nie ma żadn
                  > ej winy w tym, ze nikt z rodziny go nie lubi - to dla mnie jest to wskazowka, ż
                  > e chyba sa podstawy do tego nielubienia.

                  Mnie na przykład zaintrygował fragment o prezentach - że dzieci często prezenty od matki wyśmiewały. Wyśmiewanie prezentów to chamówa jakich mało - fakt bezsporny.
                  Z drugiej jednak strony trzeba mieć nie lada upór, żeby konsekwentnie kupować dzieciom nietrafione prezenty. Nie lepiej po prostu zapytać je, co by chciały dostać ? Moim zdaniem ten fragment słabo się komponuje z obrazkiem matki, który pani chciała w liście namalować.

                  No i pytanie skąd dzieciaki mają taki hardkorowy wzór, jak wyśmiewanie prezentów.
                  • echtom Re: Shirley Valentine 07.12.10, 10:59
                    > No i pytanie skąd dzieciaki mają taki hardkorowy wzór, jak wyśmiewanie prezentów.

                    Jestem przekonana, że ojciec całe lata nakręcał dzieci przeciw matce. Ale to oczywiście też jej wina, że takiego wybrała.
                    • gaja78 Re: Shirley Valentine 07.12.10, 14:19
                      echtom napisała:

                      > > No i pytanie skąd dzieciaki mają taki hardkorowy wzór, jak wyśmiewanie pr
                      > ezentów.
                      >
                      > Jestem przekonana, że ojciec całe lata nakręcał dzieci przeciw matce. Ale to oc
                      > zywiście też jej wina, że takiego wybrała.
                      >

                      Zastanawiam się, jakim cudem wyczytałaś między wierszami mojego pytania, że obwiniam za stan rzeczy z prezentami matkę.
            • echtom Re: Shirley Valentine 06.12.10, 19:07
              > Przypomnial mi sie taki starawy film "Shirley Valentine"

              Świetny film - cieszę się, że jeszcze ktoś go oglądał, bo u nas mało popularny smile
    • dziub_dziubasek Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 19:02
      Zawsze jak słyszę coś takiego to się zastanawiam czy tak naprawde te dzieci sa takie be, czy może jednak w jakiś sposób to ten rodzic się przyczynił to tego. Zastanawiam się co ona robila przez tyle lat, nie próbowała wciągnąć innych w obowiązki domowe czy co?
    • minnie_su Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 19:54
      Jestem corka takiej matki. Dokladnie takiej. Matka tyrala. I skarzyla sie. I narzekala. I wymagala wdziecznosci. My (ja, ojciec i brat) przystrajalismy choinke. Boze, jak ja nienawidzilam Swiat. Ta glupia choinka zawsze byla nie taka. Miala za malo galazek. Albo za duzo. Bombki zle wisialy. Wlos anielski byl za gesty. Czubek za dlugi. Zawsze cos. Wiecie co czuje dziecko w takim domu? Po pierwsze nigdy, n i g d y, nie czuje sie akceptowane jako samodzielna jednostka, jako odrebny czlowiek. Jak jest male, czuje potworny smutek. Jak jest troche starsze - bezsilnosc wyciskajaca lzy z oczu. Pozniej juz tylko niechec, niechec do matki, niechec do zrobienia czegokolwiek w tym domu. W domu, gdzie ma tylko dwie mozliwosci - nie robic nic i wysluchiwac przemowien matki, jak to ona sie poswieca, i jakie jest niewdzieczne, albo byc czyms w rodzaju "narzedzia" uzywanego przez matke do prac domowych. Co i jak ma byc robione, z najdrobniejszymi szczegolami (talerz wlozony w tej sekundzie, ta strona i w te przegrodke zmywarki, ziemniaki obrane tym nozem, do tego garnka, w tym miejscu, na tym stoleczku, po wczesniejszym ubraniu tego fartuszka...) decyduje matka. Porzygac sie mozna. Owszem, takie dziecko zawsze bylo czyste, najedzone i wypoczete.

      Kilka pierwszych Swiat po wyprowadzeniu sie z domu spedzilam jedzac chleb z serem i parowki. I bylam przy tym tak pieronsko szczesliwa. Zadnego narzekania, rzadzenia, poswiecajacych sie, jekow, zmeczenia, wyrzutow. I takie poczucie wolnosci.

      Matka z tego tekstu nie rozumie nic. Ona dalej ma swoja wizje Swiat. Jej kompletnie nie interesuje, czego chca inni. Robia co ona chce - sa dobrzy. Nie robia - sa zli. Dzieci kiedys sie wyprowadza. Odreaguja Swieta z rodzinnego domu przy kanapkach z serem. Znajda wlasna droge do Swiat cieplych, dobrych, serdecznych. Takich, gdzie wspolnie sie robi to, czego wspolnie sie chce. I tylko tyle. Takich, gdzie pierogi i sprzatanie zajmuja miejsce gdzies na szarym koncu. Wtedy odnajda pewnie troche litosci do matki, ktora spaprala im dziecinstwo, bo inaczej nie potrafila. Czy kiedykolwiek odnajda w sobie milosc do niej? Sama chcialabym to wiedziec.
      • sueellen Myślę, ze trafiłaś w sedno! n/t 06.12.10, 22:07
      • bi_scotti Re: W sumie bardzo smutny list... 07.12.10, 02:26
        Yeap, zawsze winna ta matka-terrorystka. Wszyscy inni w rodzinie tacy biedni i pokrzywdzeni tym obslugiwaniem, pocerowanymi skarpetami i ugotowanym barszczem. Wszyscy sterroryzowani i bezwolni, ona - wiedzma podla, co to im na zlosc i na ich krzywde te podlogi pastuje, uszka lepi i te beznadziejne prezenty wrednie pod chinka podklada. No podla po prostu malpa! A reszta rodziny to biedne, zniewolone, pozbawione wlasnego zdania niemotki-nietotki, ktore przykute do kaloryfera moga tylko cichutko jeczec w bolu jak im ta matka-czarownica wlasnorecznie upieczone ciasto w gardelka wciska.
        Verdana narzeka, ze autorka listu nie patrzy na siebie krytycznie. Moze i nie patrzy ale ci wszyscy "uciemiezeni" przez matki-tyranki tez nie blyszcza samokrytyka. Bo takie "slodkie" zniewolenie najwyrazniej wielu doroslym dzieciom jednak odpowiada - w liscie mowa o ludziach lat 26 i 28 - c'mon, jak mnie wkurza czyjes "poswiecenie", to biore walizke/plecak i nie korzystam. Ale korzystac jest wygodnie ... Oj wygodnie. Narzekac ale i korzystac. Czesciej to dotyczy mezow niz dzieci ale i dzieci tez tak lubia. Piuzalac sie nad losem, ktory obdarowal "toksyczna matka" a potem jej podrzucic pranie, bo przeciez "mamusia lubi nam pomoc".
        I zawsze to ta mama winna, tatus jest cacy, bo daje sie latami obslugiwac. Bleee wink
        • gaja78 Re: W sumie bardzo smutny list... 07.12.10, 08:47
          bi_scotti napisała:

          > Yeap, zawsze winna ta matka-terrorystka.

          Nie, winna jest matka i ojciec. Możemy rozmawiać o tej kobiecie zawsze w pakiecie z jej mężem, ale pisząc list chciała się chyba nieco uniezależnić i tak być postrzeganą ?

          Z krytyki tej kobiety nie wynika, że mąż jest cacy. Prawdopodobnie mąż cacy nie jest i to bardzo. Ale rozmawiamy o niej.
        • alinawk Re: W sumie bardzo smutny list... 07.12.10, 08:57
          Bi_scotti, przyjmij wyrazy uwielbienia!

          Jak widać na przykładzie tego wątku najgorszym wrogiem kobiety jest druga kobieta. Jak to dobrze że istnieją takie wyjątki jak ty.
          • lusitania2 Re: W sumie bardzo smutny list... 07.12.10, 09:22
            alinawk napisała:

            >
            > Jak widać na przykładzie tego wątku najgorszym wrogiem kobiety jest druga kobie
            > ta.

            głupich mi nie żal - i gantz egal, czy ma jądra czy jajniki.

          • echtom Re: W sumie bardzo smutny list... 07.12.10, 11:05
            > Bi_scotti, przyjmij wyrazy uwielbienia!

            Moje też smile Cóż, przekonanie, że kobieta ponosi wyłączną odpowiedzialność za wszystko, co dzieje się w rodzinie, jak widać ma się dobrze.
        • iwles Re: W sumie bardzo smutny list... 07.12.10, 09:00

          jest takie przysłowie: czego jaś się nie nauczy tego Jan nie będzie umiał.
          Jeśli rodzice nie nauczą pewnych zachowań, to skąd dziecko już dorosłe ma je znać ?

          Wiesz, matce powinna się lampka zapalić już przy pierwszym chamskim odezwaniu się dziecka do niej. Jeśli w tym momencie kobieta kuli po sobie uszy i nie zareaguje - sytuacja będzie się powtarzać.
          Wiesz, ja bardzo wątpię, by opisane przez nią zachowanie męża i dzieci dotyczyło tylko okresu okołoświątecznego, a w pozostałe dni chłopcy ze spiewem na ustach obieraliby ziemniaki i wynosili smieci.
          Nie o święta tu chodzi, ale o całokształt.
          Bo to, co dzieje się w tej rodzinie to przemoc, przemoc emocjonalna i psychiczna.

          Czy tak samo tylko głaskałabyś po główce, gdyby mowa była o przemocy fizycznej? czy raczej wstrząsnęłabyś kobietą, żeby wreszcie ratowała siebie ?

        • nanuk24 Re: W sumie bardzo smutny list... 07.12.10, 19:55
          No i?
          Jaka dalabys rade dziewczynie, ktora napisala post pod ktorym Ty sie podpielas? Zrozumialas cos z tego co ona napisala?
          Co ona miala zrobic jako male dziecko? przeciwstawic sie matce, walnac jej, rzucic choinka?
          Zylas kiedys z osoba, ktora uwazala, ze czego bys sie nie dotknela to spieprzysz? Bylas kiedys takim dzieckiem wychowywanym w poczuciu, ze do niczego sie nie nadajesz? Czyja to wina?
        • allija Re: W sumie bardzo smutny list... 08.12.10, 12:20
          Kiedyś przeczytałam, że rodzicielstwo to zawód, w którym jest najwięcej amatorów. Uważam, że tę zasadę mozna rozszerzyć.
          Miałam kiedyś w pracy koleżankę, młodą mężatkę i ona w trakcie kobiecych pogaduch opowiadła jak to nauczała świeżo poślubionego małżonka zasad funkcjonowania stadła. Położyła sie baaardzo chora i do męża w te słowa " źle sie czuje, mógłbyś usmażyć schabowe? leżą w lodówce na drugiej półce. Proszę, fatalnie się czuję a jestem głodna". I mąż zrobił, pod kierunkiem z łóżka, bo to tradycyjnie wychuchany synuś, ale dał radę. Takie zasady wychowywania męża przekazała koleżance jej matka. A która matka nauczała tak lub jakkolwiek swoje córki? Każda córka z reguły uczy się tylko przez podglądanie własnej rodziny i nie zawsze są to dobre do naśladowania wzorce, najwyraźniej.
          Uczą nas matematyki, jak napisać wypracowanie ale nikt nie uczy jak żyć w rodzinie, jak wychowaywać dzieci. Ogólnie to wiemy - miłość, ciepło itp ale tak konkretnie, jak rozwiązać problemy i jak reagować w konkretnych sytuacjach? Tego musimy uczyć sie na własnym grzbiecie.
          Potrafię zrozumieć oburzenie kobiet tu na te, które winę widzą w bohaterce artykułu. Ale tylko na zasadzie "uderz w stół ..." Trudno jest nagle zakwestionować swoje własne, podobne, funkcjonowanie w rodzinie więc jak dla mnie to chyba odbierają jak atak na siebie.
          Prawda jest jednak taka, że skoro owa bohaterka źle czuła sie w swoim układzie rodzinnym to powinna zareagować natychmiast, czyli jakieś dwadziescia parę lat temu, a nie nagle teraz strajkować. To dawno temu był czas na rozmowy z małymi dziećmi i mężem, wciąganie ich w domowe prace i wspólne przyjemności bo przeciez rodzina to nie tylko obowiazki i kierat. Warto pokazać dzieciom, że można czuć się ze sobą miło bo w przeciwnym razie to po co to wszystko?
          Jestem też zdania, że zawsze jest czas, nawet teraz, na szczerą rozmowę. Nie obrażanie i unoszenie honorem czego rodzina nawet do końca pewnie nie pojmie /o co tej matce nagle chodzi?/ ale powiedziec o swoich uczuciach i poprosić o pomoc. Ludzie, jako zwierzęta stadne, z reguły dobrze reaguja na takie prośby. Wystarczy sobie wyobrazić, jesli przyjdzie do ciebie mąż i powie że czuje sie samotny, źle, że nie radzi sobie z jakims problemem, sytuacją, to spróbujesz pomóc czy wyślesz do diabła?
          Obrażanie się i demonstracja typu "świąt nie będzie" do niczego nie zaprowadzi a jedynie pogłębi konflikt. I mądra kobieta pewnie o tym by wiedziała.
          • verdana Re: W sumie bardzo smutny list... 08.12.10, 12:54
            Bardzo mądrze piszesz.
    • gku25 Re: W sumie bardzo smutny list... 06.12.10, 20:23
      Bidula, 30 lat przespała. Nie współczuję.
      • dot.com.slash Re: W sumie bardzo smutny list... 07.12.10, 10:43
        Ech ta polska empatia.......
        Kropko com- a ja Ci gratuluje,ze zdecydowalas sie na taki krok.Życze Ci wytrwalosci, kup SOBIE cos fajnego na Świeta,jesli masz mozliwosc spedzenia swiat z przyjaciółka, siostra ect zrób to.
        Nie licz na to ze sie mezowi i dzieciom otworza oczy- wazne,ze otworzyly sie Tobie.
        To nie tylko Ty ponosisz odpowiedzialosc za rodzina "degregolade".
        Zycze Ci usmiechu - mimo wszystko i KONSEKWENCJI w działaniu.
        • azile.oli Re: W sumie bardzo smutny list... 07.12.10, 12:30
          No to ja napiszę, jak było u mnie w domu i teraz, po latach mam wrażenie, że to moja matka nie była empatyczna.
          Zawsze była zmęczona, czy to w święta, czy niedzielę. oczywiście jej pomagałam, ale i tak ona robiła wszystko najlepiej. Nawet zakupy potrafiliśmy z ojcem źle zrobić. Doskonale rozumiałam konieczność ogarnięcia mieszkania przed świętami, ale już kompletnym absurdem było dla mnie wywalanie wszystkiego z szuflad i szafek i układanie od nowa, zwłaszcza, gdy był tam porządek. Im byłam starsza, tym bardziej mnie to wkurzało i ignorowałam mruczenie matki, jak to musi robić wszystko sama. Jak sobie wymyślała robotę, to bywało, że odwalała ją sama, ale to już później, gdy byłam starsza i ośmielałam się wprost powiedzieć, że doskonale możemy pewnych rzeczy nie robić, wszyscy będą mniej zmęczeni , a matka nie będzie siedziała naburmuszona przy stole.
          Tak samo było w niedzielę - musiał być obiad 2 -daniowy, z deserem i własnoręcznie zrobionym przez matkę makaronem (swoja drogą nie cierpię domowego makaronu).
          Tysiąc razy wolałabym sama zrobić szybki obiad, niż pomagać jej w kuchni, zbierajac opiernicz, kiedy robiłam coś inaczej, niż ona. Znam dużo lepsze sposoby spędzania wolnych dni, niż stanie przy garach.
          Po prostu dużo jest matek, które robia coś same z własnej inicjatywy, bo chcą. I nie pragną wdzięczności za coś co było ich pomysłem. Poza tym warto przyzwyczajać rodzinę, że jest jakiś podział obowiązków i tyle. I uzgadniać, jak spędzamy święta.
          Bo czasami naszymi staraniami możemy zatruć rodzinie życie, zwłaszcza, jak ktoś jest tradycjonalistą i perfekcjonistą w jednym.
          I może zamiast ostatencyjnie nie robić świąt porozmawiać z rodziną, powiedzieć (lepiej późno, niż wcale), czego się oczekuje i wysłuchać, co mają do powiedzenia inni.
          I jeśli córka powie, że ona ciasto na święta kupi, to nie obrażać się, że nie chce się narobić, tylko albo się zgodzić, albo nie narzekać, że przy produkcji domowego ciasta nie ma pomocników. Bo przecież w świętach najważniejsza jest atmosfera, a nie jedzenie i wyszorowana podłoga.
    • alexa0000 Re: W sumie bardzo smutny list... 07.12.10, 15:27
      Widzę posty osób, które miały/maja perfekcjonistyczne, wymagajace matki. Wszystko na tip top, domowy makaron i te sprawy. Ale czasem jest inaczej! Mój mąż z osoby pomagajacej, partnerskiej, stał się z biegiem czasu gderajacym, narzekajacym na bałagan facetem, z pretensjami o niepodany obiad. I to nie tak, że ja podstawiałam mu non stop pod nos, nie prasowałam i nie układałam kolorami w szafie-ja mam takie rzeczy nie powiem, gdzie. Tak powoli, stopniowo-zaczęło się po urodzeniu Młodego, kiedy na macierzyńskim nie leżałam smierdzaca w piernatach, tylko dawałam radę w polu i zagrodzie-bez przesady, tak akurat: w miarę ogarnięte i ugotowane. Bład. A najgorsze jest to,że on palcem nie chce kiwnąć, ale oczekiwania ma duże. Niestety, teściowa go wychowała w odpowiedni sposób, przez jakis czas sie maskował, a pozniej pokazał, na co go stać. Może byłam za mało stanowcza, może powinnam pozwolic nam zarosnąc syfem...na razie chcę tylko swietego spokoju. Bo to nie zmuszam wszystkich w domu do zachowania sterylnego porzadku-to on go wymaga. Nie robiłam nigdy z siebie męczennicy, co to 1000 uszek ulepi wlasnoręcznie , ale rzygac mi sie chce na te wieczne gadki o ogarnięciu domu . Dziś w moim aucie zastałam trzy puste kubki po kawie.

      Własnie przed chwila tesciowa przyprowadziła mi do pracy Młodego. Pyta, dlaczego nie jemy ogórków kiszonych, które zostawiła wczoraj. Ja na to, że maz miał sobie wziąc. To usłyszałam,że trzeba mu nałożyć, bo sam sobie nie wezmie....


      Tak, ja wiem, widziały gały, co brałay. Gie prawda, nie był taki. Faktem jest,że ja odpuszczam czasem. Przeciez, do diabła, nie rozwiodę sie z nim. Rozbestwił sie strasznie. Próbuję z tym walczyć, ale serio, mam dośc tego gadania. Dość, dość, dość. Nie wiem, czy odpuszczenie wszystkiego to dobry pomysł.Nie wiem, czy na niego podziała. Na razie po kłótni smiejemy się, to jeszcze dobrze. Nie wiem, czy długotrwała obraza i fochy to dobry trop. Nie wiem, co robić.
      • alexa0000 Re: W sumie bardzo smutny list... 07.12.10, 15:28
        > Dziś w moim aucie zastałam trzy puste kubki po kawie.

        Jego, rzecz jasnawink
    • gramwzielone Grinch: Świąt nie będzie 07.12.10, 15:41
      czy zamiast robić aferę nie łatwiej zamówić catering i panią co posprząta??

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka