W zasadzie niezły tekst, tyle tylko że większość moich stresów jako mamy malucha (2 lata) nie wynika z obaw o moje zachowania czy o rozwój malucha (rozwija się jak należy, czasem z czymś spóźnia czasem coś przeciąga ale się rozwija), ale z reakcji (a w zasadzie ich braku) tatusia/męża. Wpienia mnie to że ja przewiduję co się stanie za chwilę i raguję (w miarę możliwości i potrzeb) a on myśli co trzeba było zrobić chwilę po tym jak się stało!!! To mnie spala. Ale cóż, będę głęboko oddychać i żyć chwilą