Wiecie co, mam problem... Muszę zaliczyć nieobecność, a ten temat to dla mnie
czarna magia... nie bardzo mam z kim zostawić wtedy dziecko (facet przyjmuje
tylko jednego dnia na dyżurze) i nie wiem czy iść z córeczką. Ma prawie 8
mies, prawie jestem pewna, że nie wywinie żadnego numeru (zacznie ryczeć
itp), jest otwartym dzieckiem, może co najwyżej krzyczeć i uśmiechać się do
faceta albo zjeść jakieś notatki z biurka...
I w związku z tym mam pytanie - czy któraś z Was może była kiedyś w takiej
sytuacji? Jak zareagował wykładowca? Dodam tylko, że facet jest raczej
taki 'emocjonalny' - kiedyś opowiadał jak chorował mu pies na przykład...
pozdrawiam