Nie ukrywam, że czasem w chwilach słabości (zazwyczaj gdy mój trzylatek śpi już głębokim snem i wygląda jak mały, słodki aniołek

) marzy mi się jeszcze jedno dziecko. Mój chłop niby nie jest całkiem na nie, ale wiecie - jak to chłop: "a może za 5 lat, a może jak to, a może jak tamto..."
Moja mama twierdzi, że jak świat światem mężczyźni zawsze odkładali na bliżej nieokreślone później posiadanie potomstwa i że czasem kobieta musi zadecydować za oboje. Z półsłówek wywnioskowałam, że ona właśnie tak zrobiła. Zupełnie nie jestem przekonana, że jej to na dobre wyszło, ale mniejsza z tym.
Osobiście wzdryga mnie na coś takiego, zwłaszcza, że moja pierwsza ciąża była najprawdziwszą wpadką

ale to "może za 5 lat" mnie z lekka przeraża. Pomijając już nasz wiek, po prostu nie wiem, czy za X lat w ogóle jeszcze będzie mi się chciało w macierzyństwo bawić.
Co Wy o tym myślicie? Znacie kogoś, kto coś takiego zrobił? Czy taka samodzielnie podjęta decyzja może wyjść komuś na dobre? I z góry proszę, żeby na mnie nie naskakiwać, bo póki co niczego takiego na serio nie planuję, zastanawiam się czysto teoretycznie.