Od czego by tu zacząć?Może od tego że mam roczną córeczkę , którą kocham nad życie.Kiedy byłam jeszcze w ciąży , poszłam na zwolnienie.Miałam pracę stojącą i od 5 miesiąca postanowiłam ,że będę w domu.Przez to że poszłam na zwolnienie nie została przedłużona mi umowa o pracę(miałam na czas określony)Mój chłopak zarabia, jednak nie wystarczająco abyśmy dalej mogli żyć jak wcześniej tj. w wynajętej kawalerce , tylko we trójkę.Musieliśmy się wprowadzić do rodziców mego narzeczonego.Praca jego jest oddalona od obecnego miejsca naszego pobytu 70 km , więc dojeżdża pociągiem. Jestem z moją malutką tu , tylko z jego rodzicami, bez nikogo bliskiego i po prostu jest mi zle.Mego lubego widzę dopiero po 21szej,córa czasami nie widzi go po cztery dni-jak wychodzi to jeszcze śpi a jak wraca to już śpi.Rodzice jego nie są zli jednak irytuje mnie wtrącanie się w wychowanie mojego dziecka, podważanie mego zdania , czy patrzenie się na mnie jak na kosmitkę kiedy robię po swojemu a nie tak jak by sobie tego oni życzyli.Nie mieszkamy z nimi od początku urodzenia naszej córeczki, pojechaliśmy tam jak miała 7 miesięcy.Wiem ze tesciowa(przyszła)wychowała trójkę dzieci-szacunek dla niej , ale to nie znaczy ,że ja robię to gorzej lub zle.Nawet jak popełnię jakiś błąd to to jest mój błąd.Chcę iść do pracy(najpierw ją znalezć) żeby wyrwać się stad i zacząć normalnie życ.Maja dalej ssie pierś i końca nie widać.Jest jednak nadzieja ,bo jak np. idę z nią na spacer to juz nie chce cyca , także wymyśliłam sobie, że osoba która będzie się nią zajmować w porach karmienia dziennego będzie ją brała na spacer.Mam nadzieję ,że się uda.Chciałam się wyżalić, od razu mi lepiej

)